Randka ze Śmieciami

Jak może wiecie (jeśli zaglądacie na Insta lub stronę FB) od tygodnia ja i moje odpadki kuchenne mamy miejsce w dzielnicowym, sąsiedzkim kompostowniku (wspomniałam o nim tu :

http://chatkababyjogi.pl/2016/04/24/kompost-w-wielkim-miescie/

Kompostownik sąsiedzki został stworzony przez stowarzyszenie, i przez półtora roku byłam zapisana na liście oczekujących na miejsce rodzin.

Brzmi prześmiesznie, teraz, kiedy to czytam po raz drugi, zupełnie jakbym pisała o liście na miejsca do żłobka. NO ale, się doczekałam i teraz raz w tygodniu, we wtorki, między 19h i 20h mam Randkę ze Śmieciami.Dyżury pełnią zawsze dwie osoby z listy „członków kompostownika” – otwierają kompostownik, który jest zamknięty na kłódkę przez cały tydzień, trzymają listę obecności. Stowarzyszenie ingeruje fizycznie raz lub dwa razy do roku – dostarcza „suche”, sprawdza, czy wszystko jest ok, a najczęściej koordynuje dyżury itp przez mejla.

Schodzimy się z okolicy, czasem na pieszo, z pieskiem, czasem na rowerze, w parach, solo, z sąsiadem lub sąsiadka. Przynosimy wiaderka z pokrywka – niektóre są pseudo-designarskie, eleganckie, takie z Ikei, niektóre są w duchu upcyklingu – po farbie lub wielkiej ilości proszku do prania.

Odhaczamy się na liście obecności, wrzucamy te nasze woniejące skarby do „części aktywnej”. Nie ukrywam, po tygodniu w zamkniętym wiadereczku, moje obierki nie pachną różami, ale spoko, da się wytrzymać. Poza tym produkuje ich naprawdę dużo, i cześć i tak idzie do mojej skrzyni na balkonie.

Dodajemy „suche” w ilości 1/3 objętości naszych mokrych śmieci. „Suche” to z tego co się zorientowałam, jakieś odpadki ze stolarni, i mamy ich w stoku na kolejne 6 miesięcy. Mieszamy widłami. I już.

Ja lubię sobie jeszcze przy okazji pogadać.

Bo – rozumiecie – do takiego kompostownika swoje skarby znoszą ludzie poniekąd szczególni – którzy w pewnym momencie swojego życia podjęli decyzje zawracać sobie – i rodzinie – gitarę, stokować te obierki, uczyć mężów, żony, dzieci, kolokatorów, co się tam wrzuca . (umówiliśmy się, ze aby nie przyciągać szczurów i myszy, nie będziemy wyrzucać tam miesa i kości, ani – ze względu na to, ze otwieramy i poruszamy kompostownik zaledwie raz w tygodniu – nie wyrzucamy chleba, żeby nie rozwijala się pleśń). A do tego, dobrze jest nie czuc się jedyna, która wrzucila sobie w kalendarz postitke: „Randka ze Śmieciami”.

Rozmawiamy oczywiście o wszystkim, tylko nie o śmieciach – o różnych stowarzyszeniach w których uczestniczymy, wymieniamy ploteczki o merostwie, o tym co na dzielni piszczy. Kto mieszkał kiedyś w Lyonie i wie, jacy lyonczycy potrafią być hermetycznie zamknięci i chłodni – będzie wiedział, ze to zupełnie niecodzienne zachowanie, takie pogadanki. Ja to po prostu lubię.

Pewnie w innych czasach i innym miejscu byłabym taką babcią z miasteczka, która siada sobie pod drzewem na rynku i gada z każdym, kto się przysiadzie. Ale tymczasem żyje w XXI wieku, w dużym mieście, gdzie taki starodawny gest jak wyrzucenie obierków jabłka do kompostu jest jak udziel w biegu z przeszkodami.

No dobrze – ale co robimy z kompostem, który już się nieco przetworzył ?

W ubiegłą sobotę właśnie wyjęliśmy roczny kompost – dużo ludzi przyszło

zabrać do siebie kilka wiaderek.

Przetworzony kompost pachnie ziemia z lasu, jest wilgotny, czarny i świetnie nadaje się do doniczek. Pozostały kompost rozłożyliśmy pod drzewami. Nie wiem, czy to był dobry pomysł, bo z tego co wiem, na Quai (czyli tej alei nad Rodanem, na której stoi kompostownik) specjalnie położono jakiś plastik czy gumę w ziemi, żeby korzenie drzew właśnie nie przebijały się na chodnik, no ale.

Na razie – jestem zachwycona.

Zobaczymy, jak to będzie się rozwijało.

2 myśli nt. „Randka ze Śmieciami

  1. Kasz

    Super inicjatywa! a z tą babcią na ryneczku to mi się jedno skojarzyło: spotkamy się kiedyś u studni, w koło będzie zielono… 🙂 Wszystko przed nami! 🙂
    Pozdrawienia

    Odpowiedz

Dodaj komentarz