Archiwum kategorii: Codzienność

Randka ze Śmieciami

Jak może wiecie (jeśli zaglądacie na Insta lub stronę FB) od tygodnia ja i moje odpadki kuchenne mamy miejsce w dzielnicowym, sąsiedzkim kompostowniku (wspomniałam o nim tu :

http://chatkababyjogi.pl/2016/04/24/kompost-w-wielkim-miescie/

Kompostownik sąsiedzki został stworzony przez stowarzyszenie, i przez półtora roku byłam zapisana na liście oczekujących na miejsce rodzin.

Brzmi prześmiesznie, teraz, kiedy to czytam po raz drugi, zupełnie jakbym pisała o liście na miejsca do żłobka. NO ale, się doczekałam i teraz raz w tygodniu, we wtorki, między 19h i 20h mam Randkę ze Śmieciami. Czytaj dalej

Nie oglądaj telewizji, mówili

Nie oglądaj telewizji, mówili, co przypomniało mi się wczoraj, a właściwie dziś w nocy, koło 2 nad ranem, kiedy kończyłam oglądać dokument „les enfants de Daesh”.

To było już po tym, kiedy zjadłyśmy z moja córką lekką kolacje (roszponka z sosem vinegrette, kasza jaglana, ciecierzyca, duszona marchewka), po ty jak przy ciepłym świetle lamp w moim salonie oglądaliśmy sobie we dwie Twilight. Oglądałyśmy ten film, w tym samym czasie szydełkowałam Willow Squares, córka odpowiadała na snapy, omawialiśmy urodę Roberta Pattinsona…
Taki słodki wieczór, wypełniony czułością i łagodnością. Rozwiesiłyśmy jeszcze pranie, przeczytałyśmy/obejrzałyśmy album Jirô Taniguchi, wyszłam z jej pokoju i z uśmiechem zgasiłam światło.

***

A później, wpadłam na ten dokument : „Les enfants de Daesh”.
Czytaj dalej

Jak radzę sobie ze stresem

Nie wiem, czy w Waszym życiu jest dużo miejsca na stres. W moim zdecydowanie miejsca nie ma, niestety nie brakuje sytuacji, w których pewne zdarzenia prowokują we mnie negatywne emocje, jak gniew, frustrację czy poczucie bezsilności. Jeśli macie ochotę, to zapraszam do lektury dzisiejszego bileciku, w którym opowiem, jak radzę sobie ze stresem.

Czytam czasem, że kiedy ktoś czuje wzrastającą agresję lub rozczarowanie, idzie na przykład na siłownię, lub pobiegać, wychodzi z aparatem porobić zdjęcia, lub rzeźbi.

„Kotwice” działają w bardzo prosty sposób. Dana czynność przynosi mi określony poziom satysfakcji, poprawia humor. Wykonując ją, tworzę pozytywne wspomnienia i z czasem – podobno – wystarczyłoby, żebym pomyślała o samym procesie, aby w mózgu pojawiły się reakcje, które niwelują negatywne wrażenia.

Ponieważ żaden dzień nie jest ułożony tak samo (choć bardzo dążę do tego by było bardziej rutynowo a może nawet nudno!), i nie mogę wypracować sobie jednej jedynej „kotwicy”, po prostu ułożyłam sobie listę moich antystersantów. Oto one : Czytaj dalej

Akcja Emigracja – Tu i Teraz

Jak zapewne wiecie, należę do wspaniałego  Klubu, zrzeszającego Polki na Obczyźnie.
Jedna z dziewcząt, Mariola, wpadła ostatnio na pomysł zorganizowania akcji #TuITeraz :

Poprosiła, by klubowiczki z całego świata zrobiły zdjęcie o konkretnej godzinie. Zapraszam serdecznie na bloga Akcja Emigracja, zobaczyć, co robiłyśmy w piątek, o 14h05 czasu polskiego.

Miłej niedzieli !

Mały Nowy Rok

„La Rentrée” czyli „Witaj Szkoło” to we Francji prawdziwy mały Nowy Roki. Coś się kończy – Lato (choć temperatury, 30 stopni Celsjusza, są wciąż letnie), urlop, zbyt krótka ciąża ale w końcu i to upierdliwe krwawienie. Coś zaczyna: nowy rozdział w naszym życiu, bez garde alternée, „bez” ale za to „z”…

Nawet jeśli to nie ja idę do szkoły, przez lata tresury, dokarmiania się reklamami i czytania artykułów o „powrocie do szkoły” zostaje mi w głowie odruch skompletowania wyprawki.
Ciężko umknąć potrzebie posiadania czegoś nowego.

Dlatego w tym roku poświęciłam ten dzień „wyprawce”, ale troszkę innej. Czytaj dalej

Na ratunek Magnolii

Mam dostęp do maleńkiej, oszklonej i przez większą część dnia zacienionej loggi. Na niej staram się urządzić mój Czarodziejski Ogródek. Dwiema roślinami, na których mi bardzo zależy są Magnolia i Róża. Pozostałe to osierocona przez zmarłą sąsiadkę pelargonia oraz zioła – pietruszka, melisa, bazylia, mięta, które jednak niechętnie tam rosną, i szybko stają się pożywką ślimaków i gąsienic. 

Nie było mnie długo w domu, prawie dwa miesiące, i osoby które miały podlewać mi rośliny nie do końca miały na to czas. Do tego doszły temperatury, sięgające 40 stopni. I inwazja ślimaków (skąd na drugim piętrze ślimaki, ja się pytam?). I ciem. Wpadłam do domu i się popłakałam. A było to w przeddzień wyjazdu w podroż poślubną. Oto co zobaczyłam: 

Magnolia : liście były przesuszone, osnute cieniutką pajęczynką, zjedzone przez ślimaki, przez zielone gąsienice ciem, z pozostałościami kokonów i łążcymi po całej roślinie białymi insektami.

Róża :pod różą wyrosły jakieś żółte grzybki . Róża jest pnąca i zamiast piąć się po siatce, zaczęła się piąć po szybie. Listki: cześć spalona, cześć owinięta przez pająki, mszyc na szczęście nie widziałam.

Na grupie Poszukiwaczy Roślin zamieściłam apel o pomoc z pytaniem : czy te dwie rośliny da się uratować? Czy mam zastosować mocne cięcia, zmienić ziemie w donicach i skrzyniach?

Ktoś (słusznie) poradził, bym zwróciła się z tym pytaniem na grupę „Kwiaty doniczkowe”, bo Poszukiwacze Roślin to grupa poszukiwaczy roślin. Oto jaką tam otrzymałam radę: Czytaj dalej

Niedzielni turyści – Massif des Bauges

Pozwólcie mi się zabrać na wycieczkę po Regionalnym Parku Naturalnym „Massif des Bauges” , jeden ze 127 geoparków na świecie, które otrzymały label UNSECO.

W moim odczuciu takie geoparki stają się powoli czyms w rodzaju skansenow. Kiedy wchodzisz na to konkretne terytorium, czas się rozmywa, wiesz, że jest XXI wiek, w chatce na górskiej polanie jest elektryczności (i być może internet), ale pasących się krów pilnują psy i równie dobrze mógłby być to rok 1950…
Geoparki mają także za zadanie dokumentować również wpływ zmian klimatu na cały ekosystem i na pewno ciekawie będzie kiedyś przeczytać opracowane badania.

Jeśli będziecie w rejonie jeziora Annecy i macie możliwość wygospodarować w planie zajęć jednego dnia, to gorąco Was zachęcam do takiej jednodniowej wycieczki. Warto !

Massif des Bauges jest dość rozlegly i można go zwiedzac na wiele sposobow, oto moje doświadczenie: Czytaj dalej

Bulletin de paie czyli francuska karta płac

Pracujesz legalnie we Francji ? Chcesz pracować legalnie we Francji ? Porozmawiajmy dziś o francuskich „bulletin de paie”, nazywanych również „fiche de paie” czyli o kartach płac.

Warto znać swoje prawa – i obowiązki – by mądrze się nimi posługiwać – i nie szkodzić sobie w przypadku na przykład konfliktu z pracodawca. Zachęcam gorąco każdego pracownika (i pracodawcę, szczególnie kiedy tworzycie małe firmy i zatrudniacie pracowników, bo jako przedsiębiorcy sami podlegacie przecież zupełnie innym prawom, prawda? :)) do przestudiowania tych praw i obowiązków. Nawet jeśli są obowiązkowe i „nic się z tym nie da zrobić – warto mieć świadomość, co się dzieje z pieniędzmi których nie widzimy bezpośrednio w naszym portfelu, a które czasem się tam dostają z zupełnie innej strony.

Ale nie tylko. Porozmawiajmy również o  tabelach płac minimalnych (grille de salaire), układach zbiorowych (convention collective) oraz o kosztach pracy i składkach.

Po lekturze tego (upierdliwego) bileciku łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego na przykład poprawne układy z pracodawcą zaczynają się psuć na przykład w wyniku przedłużonych zwolnień. We Francji (podobnie jak w wielu innych krajach, które mają rozwinięty system świadczeń socjalnych), jeśli pracownika nie ma fizycznie w pracy, pracodawca i tak jest obowiązany płacić za niego sporą część składek socjalnych.

A pisze o tym, ponieważ szykują się nam we Francji poważniejsze reformy, niż na przykład te o przedłużeniu wieku emerytalnego. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat czuje, ze te reformy wejdą w życie. Moze nie jutro, ale w ciagu 3-4 lat na pewno. Za kilka lat wrócę sobie do tego posta i westchnę – ach, to było wówczas tak ? Czytaj dalej

Wybory parlamentarne we Francji 2017

wybory parlamentarne we Francji 2017

Z mojego punktu widzenia, efekt “Brexit” I “Trump” zaowocował we Francji jedną bardzo ciekawą sytuacją, którą należy interpretować pozytywnie. Przeciętni obywatele nareszcie zaczęli się nieco więcej interesować polityka.

Ja też się zainteresowałam więcej, nawet jeśli nie mam prawa głosu, to chyba dobrze wiedzieć, na kogo można byłoby zagłosować, gdyby miało sie prawo.

Zanim jednak przejdę do króciutkiej analizy listy elektoralnej w mojej dzielnicy, pozwólcie mi wyjaśnić dlaczego w ogóle organizuje się we Francji wybory parlamentarne zaraz po wyborach prezydenckich. Francuski Prezydent mianuje Premiera (i w rzeczywistości rząd), ale aby rządzić, rząd musi mieć poparcie Parlamentu, dlatego Prezydent może, (nie musi) rozwiązać poprzedni skład.

11 i 17 czerwca 7882 kandydatów będzie walczyć o 577 miejsc we francuskim Parlamencie.

Przekonania i wartości

Czytaj dalej

Bar Nos

Gigondas 

Gigondas jest to miasteczko w południowej Francji, które dało swoją nazwę jednej z apelacji AOC, wyodrębnionej z Côte du Rhône.  Dziś liczy sobie trochę ponad 500 mieszkańców.

Być może słyszeliście o francuskim polityku i uczonym z XIX wieku, Eugeniuszu Raspail, który był archeologiem, paleontologiem i geologiem. Odziedziczył po ojcu domenę de Colombiers i postanowił podejść racjonalnie do uprawy winorośli. To on sprawił, że wino Gigondas płynęło hektolitrami do Lyonu i tu zyskiwało rozgłos. Nie wiem, czy archeologiem był z zamiłowania czy z oportunizmu, może po prostu spotkał w życiu dużo sprzyjających okazji i potrafił je wykorzystać. Odkrył na przykład w okolicznych górach skamieniałe 3-metrowe jaszczurki, opisał je i nadal im nazwę. Podczas prac w winnicy Eugene odkrył głowę Bacchusa z czasu rzymskich. Kiedy indziej kupił wygrzebaną u sąsiadów rzeźbę, którą odsprzedał londyńskiemu British Museum, a pozyskane środki pozwoliły mu przekształcić „domenę” w „chateau” (chateau Raspail)

Dziś, w świąteczny czwartkowy wieczór miasteczko było słoneczne, senne i puste. Czytaj dalej

Anne with an „e” – udana adaptacja Ani z Zielonego Wzgórza

Czasem lubię podróże bez ruszania sie z kanapy a Netflix pozwolił mi właśnie przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda, do Avonlea, na Zielone Wzgórza.
Znalazłam sie tam razem z Ania (Amybeth McNulty Maryla (Geraldine James) , i Mateuszem (R.H. Thomson) oraz innymi postaciami z książki Lucy Maud Montgomery.
Nie ukrywam – nie znałam żadnego z aktorów. Ale juz po 30 minutach poczułam sie jak w domu.

W tych pierwszych 7 odcinkach podobało mi się… wszystko!

Zaczynając od przepięknej czołówki – te kilkadziesiąt sekund przykuło moją uwagę do tego stopnia, że nie widziałam żadnego nazwiska 🙂
https://www.hypnoseries.tv/liste-series.2.18/anne-1906.html
Czytaj dalej

Szafka na diecie – #esperymentujesz ?

W tym miesiącu w ramach akcji #eksperymentujesz? mówimy o diecie.

Prawde mowiac nie było mnie w domu z miesiąc. Najpierw konferencja w Londynie, później w Hamburgu, później krótki lecz intensywny pobyt w Polsce, później Las Vegas. A kiedy byłam, odsypiałam, pracowałam,  nie wychodziłam prawie z mojej chatki, słowem – jak nigdy.

Zakupami – wszelkimi, na szczęście – zajął sie Mąż. Ma to niewątpliwie swoje dobre strony ! Na przykład doszła do niego wartość pewnych artykułów w pewnych sklepach (kochanie, kup awokado! Cos ty, we Franprix sztuka jest za 2 ,5 euro! no wiem, dlatego ja po awokado chadzam na ryneczek…). Dodam, że dbał również by dzieci miały na śniadanie co jesc, gotował, powiedzmy wegetariańsko i jakoś tak to wszystko ogarniał.

Z prowadzeniem domu jest jak z prowadzeniem samochodu – nie denerwuje sie kierowcy, a ostatecznie to on jest odpowiedzialny za dobicie do celu. Czytaj dalej

Wybory prezydenckie we Francji, AD 2017, by BabaJoga

Część z Was pyta mnie czasem, co sądzę o francuskich „presidentielles”, pozwólcie mi zatem się wyrazić, ba, nawet podzielić moim zdaniem.

Przypominam, że mój blog jest blogiem osobistym i wyrażam się tutaj, tak jak chce.

W 2017 roku, w wyborach prezydenckich we Francji ja wciąż nie wybiorę nikogo, bo jestem, wciąż, obywatelka Polski, bez prawa głosu we Francji, chociaż finansowo wspierałam Zielonych, przynajmniej dopóki Yannick Jadot nie oddał swoich głosów na PS (partia socjalistyczna, niby), i tego tam Hamon, Benoit ze swego imienia, który w pierwszej turze zebrał zawrotny wynik 6% poparcia społeczeństwa. Z czego chyba 3% elektoratu to naprawdę byli Zieloni.

Swoja droga, jeszcze 2 miesiące temu rozmawialiśmy ze znajomymi o ideologii (Zieloni, Ekonomia, Rynek Pracy…), wyśmiewano mnie, za wiarę w to, że żaden przyrost ekonomiczny nie uratuje Środowiska, i że Natura i Środowisko powinny być nasza najwyższą preokupacją, ponad tradycyjną prawicą, lewicą czy obrazkiem na paszporcie. Dziś nikt już się ze mnie nie śmieje, śmieje się ja – tak byliście pewni, że wiecie czym jest Polityka, że wybieracie między Postępem, Tradycją i Bóg jeszcze wie czym, to teraz macie, wybór: odrąbać sobie rękę czy wyłupić oko. Czytaj dalej

Co robię kiedy nie ma mnie na fejsie?

Być może powiecie – phi, co to za nowa moda, to „porzucanie Facebooka”. Spieszę z wyjaśnieniem.

Wyrzuciłam apkę Facebook z telefonu. Na początku było naprawdę ciężko, prawdziwe symptomy uzależnienia : poddenerwowanie, ręka sięgająca po telefon, a nawet myśl „nie mam co ze sobą zrobić !”.

Brakuje mi komunikacji z moimi wirtualnymi znajomymi…

Chociaż, z drugiej strony zostawiłam sobie apkę komunikatora, teoretycznie moi „fejsbukowi przyjaciele” mogą zawsze zagaić.

No i staram się zajrzeć na fb codziennie, kiedy siedzę przed komputerem, żeby uczestniczyć w życiu Klubu Polki na obczyźnie, zajrzeć zaprzyjaźnione strony. Wiedzieć co się dzieje u Was.

Kiedy już pozbyłam się „Social media uzależnienia”, powoli, dzień po dniu, zyskałam coraz więcej czasu.

Nie wiem, czy korzystam z niego mądrze, ale z pewnością – robię coś innego…

– Uszyłam kilka woreczków na bezsmieciowe zakupy, dla znajomych. W kwietniu bardzo chciałabym zorganizować „warsztat” z moimi Lepszymi Siostrami : zebrać i poprzecinać materiały, przynieść maszyny do szycia i jednego wieczoru uszyć takie woreczki na zakupy, które mogłybyśmy następnie umieścić w sklepie, i zaproponować klientom zamiast papierowo-foliowych. Przy okazji mogłybyśmy urządzić zbiórkę pieniędzy na cel związany właśnie z ochroną środowiska.

– Zrobiłam mydło (przyznał Wam, że takie własnoręcznie zrobione mydełko, 72% oliwy z oliwek, 28% oleju kokosowego jest tym, co moja skóra kocha najbardziej. A z dodatkiem zapachu bergamotki to już w ogóle ..).w planach na kwiecień mam mydło octowe, do prania.

– Niby na chwileczkę otworzyłam pierwszy tom sagi o Wiedźminie – i przepadałam… Kiedy nie czytałam książki – słuchałam audiobooka. Bardzo poważnie rozważałam nawet zakup gry, nie wiem co mnie powstrzymało 🙂 ach spędzić tak wieczór grając w Witchera … na razie to jednak pozostawię w sferze marzeń…

– Wciąż pracuję nad sklepem internetowym (już niedługo przedstawię Wam logo), piszę historyjki, szukam też partnerów, producentów i produktów, które będą odpowiadały filozofii mojego sklepu.

– Udało mi się być na dwóch happeningach organizowanych przez L214. Zdziwiona jestem, jak wielu ludzi z życzliwością podchodzi do nas na ulicy i mówi, że to co robi L214 jest dobre. I jak wiele osób mówi, że ciężko jest zrobić ten „pierwszy krok” w stronę weganizmu. (Moim zdaniem pierwszy krok jest właśnie najłatwiejszy, o wiele trudniej jest utrzymać rytm:-))

– No i bardzo dużo czasu poświęcam mojej pracy „etatowej” . Wchodzę właśnie na nowy rynek, moja niewiedza jest na razie bezmierna, czasem bywa mi wstyd, ale… ja szybko się uczę, wierzę w siebie, i co ważne – moi koledzy wierzą we mnie, więc na pewno się uda.

(Z prawdziwą przyjemnością spotkałam na targach w Londynie Polaków – panowie mają doświadczenie, kompetencje, wiedzę, świetne produkty, rozwijają firmy w Polsce. Zrobiło mi się bardzo miło).

Kwiecień tego roku zapowiada się pracowity. Targi w Hamburgu i Las Vegas, 4 krótkie dni w Polsce, by przygotować nasze lipcowe wesele, praca nad sklepem…
***
Bezsprzecznie. Mniej mnie w sieci.

Na początku miałam nawet wrażenie, że jeśli nie zaznaczę w jakiś sposób, wszystkiego co zrobiłam/robię, to utonie to gdzieś, w otchłaniach niepamięci.

Teraz, po miesiącu, wydaje mi się, że to co robię przypomina bardziej procesy, niż jednorazowe akcje. A podsumowania procesów są dla mnie – dziś – ciekawsze….

(Ok, przyznam, że pamiętnikiem obrazkowym staje się powoli insta 🙂 z deszczu pod rynnę 😉

***

Idzie wiosna. Kwiatki kwitną, drzewa się zielenią, sezon polowania na miejsca parkingowe gdzie indziej niż pod platanami uważam za otwarty. Czuję odrobinę zmęczenia ale tez i wiele ekscytacji.
Wiecie co?

Jest dobrze.


La Fabrica i 3xB

Ten temat wyskoczył mi jako „temat dnia” kilka dni wcześniej, na stronie startowej wyszukiwarki lilo (nie wiem, na ile używanie lilo lub ecosia, czyli przeglądarek, na których nawigowanie sponsoruje ponoc jakies społeczne projekty robi roznice, ale zawsze można poeksperymentować) . Jest tam bardzo przyjemny dział wiadomości pozytywnych, inspirujących, takich, dzięki którym otwierasz okno na świat (Internet) i czujesz coś optymistycznego.

I ten temat, zaraz obok filmiku o bezrobotnej pani, ktora gdzies w Belgii oczyszcza – bezinteresownie – rzeczkę i jej brzegi – chodzi za mna od poniedziałku.
Pozwólcie mi zatem najpierw zabrać Was w wirtualną podróż do Hiszpanii, w okolice Barcelony, gdzie od 1973 roku architekt, pan Ricardo Bofill, wciąż przekształca krajobraz, który na początku wyglądał przerażająco.
La Fabrica.

Czytaj dalej

Powidoki

Wczoraj miałam szczęście i poszłam do kina z Dorotą (autorka świetnego bloga o Lyonie)  na Powidoki , Andrzeja Wajdy . Na szczęście też film był w wersji oryginalnej. Po tragicznym tłumaczeniu napisów w wersji francuskiej, wciąż zastanawiam się, czy najbardziej niesamowity Francuz, któremu w ogóle chciałoby sie iść na polski film, przy najlepszych chęciach – coś zrozumial ?

Sam już tytuł, „niebieskie kwiaty”…. gdzie jest tłumacz???

W kinie spotkałam inna koleżankę, też z Polski, też z Łodzi, która jest w wieku mojej mamy.

Ujmę to tak : cieszę się, że dla mnie i młodszych ode mnie pokoleń sytuacje przedstawione w filmie należą do kart historii. Nie napiszę : „aż mi się wierzyć nie chce..,” bo wierzę, że tak było. A może i jeszcze gorzej?Kiedy Strzemiński stracił pracę na uczelni, bo odmówił mieszaniu się polityki do sztuki, nie miał zamiaru wspierać socrealizmu (zresztą nie dlatego, że to był socrealizm, ale dlatego, że była to po prostu ingerencja w sztukę). Zatem został wyrzucony z uczelni która współtworzył. Pozbawiony legitymacji związku artystów, nie tylko nie mógł zdobyć żadnego zatrudnienia, pieniędzy i stracił dostęp do kartek żywnościowych. Nie mógł nawet kupić farb (bo farby w sklepie dla plastyków mogli kupować wyłącznie plastycy zrzeszeni w związku). Koleżanka w wieku mojej mamy powiedziała, że film jest bardzo bliski jej wspomnieniom z dzieciństwa.

Zainteresowała mnie natomiast bardzo koncepcja powidoków, przedstawiona w pierwszej i jedynej radosnej scenie filmu, kiedy na zajęcia w plenerze dołącza nowa studentka, Hanna… Czytaj dalej

#17 – Zaproszenie – nowy adres Chatki

Witaj w Chatce. Postanowiłam urządzić się od nowa, i podarować sobie i jej nowy adres.
Bardzo się cieszę, że tu zaglądasz, prosze o wyrozumialosc, bo wciąż jestem w wordpressowych powijakach. Nie wiem jeszcze jak włączyć wszystkie zgrabne funkcje? Jak pomalować ściany i gdzie powiesić półki i obrazki? Mam za to nadzieję, że szybciutko sie nauczę i będziemy mogli spokojnie sobie pokonwersować.  Czytaj dalej

Grave

Obejrzeliśmy Grave. To jest film tak niszowy, że pozwolę sobie na spoiler, bo naprawde nie sadze, zeby zrobił karierę międzynarodową. A nawet jeśli, warto go zobaczyć, bo o wielu wątkach nie wspomnę.  Uprzedzam, że ten fragment jest obrzydliwy.

grave-julia-ducournau

zrodlo : http://www.critique-film.fr/quelques-films-que-jespere-decouvrir-a-cannes-2016/

Reżyserem filmu jest Julie Ducourneau a jego producentem – Julie Gayet (dla nieobeznanych z francuskim Pudelkiem – jest to kochanka, dla której nasz francuski prezydent, pan Holland, stracił głowę i w oczach Francuzow – resztki, szacunku. Swoja droga, jestem ciekawa, co wyskakuje u was w przeglądarce, kiedy wpiszecie : “holland guyet scooter” ?).

Czytaj dalej

Cluedo – gra detektywistyczna

Czy znacie te grę planszową ? Jest świetna, ponieważ można w nią grać w miedzynarodowym towarzystwie, właściwie bez znajomości innych języków. Należy tylko zapamiętać / rozróżnić 21 pojęć (które przedstawię tu w wersji francuskiej)

W Cluedo gra od 3 do 6 graczy, od 8 lat.
Celem gry jest odkrycie, dzięki dedukcji, kto zamordował Doktora Lenoir, jakim narzędziem zbrodni, w którym z pomieszczeń…


Plansza reprezentuje manoir : Hall d’entrée, studio, Bibliotheque, Bureau, Petit Salon, Grand Salon, Cuisine, Salle à manger, Veranda.

Osobami, które przebywają w manoirze gdy zamordowany został Docteur Lenoir są :
Colonel Moutarde, Dr Olive, Professeur Violet, Madame Pervenche, Mademoiselle Rose i Madame Leblanc. Każdy gracz bierze pionek w kolorze jednej z tych postaci 🙂

Z 21 kart (6 postaci, 6 narzedzi zbrodni oraz 9 części mieszkania) losujemy, nie patrząc na nie, Mordercę, broń i miejsce, gdzie Doctor Lenoir został zamordowany, odkładamy je nieodkryte na środek stołu i rozdajemy pozostałe karty graczom.

Typy broni: Revolver (Rewolwer), Corde (sznurek), Clef Anglaise (klucz angielski), Matraque (Palka), Poignard (Sztylet), Chandelier (świecznik).

Rzucamy kostką, by przedostać się do konkretnych pomieszczeń (na przykład aby zadać pytanie, czy zbrodnia została popełniona w Bibliotece, trzeba się tam dostać).

Następnie zadajemy po kolei pytania innym graczom  (i tu wracam do konieczności rozróżnienia 21 pojęć:)) na przyklad: Moj Drogi Teściu: w Bibliotece, Docteur Olive, Świecznik ? Oczywiście, dla ambitnych, można układać pełne zdania : est-ce que c’est bien Docteur Olive qui a tué docteur Lenoir avec le chandelier ?, ale przecież chodzi tu bardziej o grę towarzyską i  zabawę w dedukcję, a to jest przecież niezależne od tego, jak formujemy zdania 🙂

Jeśli np Teść ma którąś z tych kart, pokazuje je osobie pytającej, inni gracze nie mają pojęcia co to była za karta, ale wszyscy rozumieją że jedna z nich nie jest już podejrzana. Po kilku turach pytań mamy wystarczająco dużo podpowiedzi, i możemy wysnuć hipotezę, kto jest winny, czym zabił i w którym pomieszczeniu.

Gra jest bardzo spokojna, rozluźniające, nie prowokuje kłótni (No bo jak komuś zarzucić błąd jeśli wszystko zależy od Twojej logiki ?:-))

Bardzo ją polecam.

Miłej niedzieli 🙂

Życie Judy, brata Jezusa

Przeczytalam, nie, wróć, wymęczyłam, książkę pani Francoise Chandernagor, pod tytułem „Życie Judy, brata Jezusa”.

63818_viedejude
Wytłumaczę sie ze słowa „wymęczyłam” na samym końcu.
Pani Chandernagor jest na francuskiej scenie literackiej osobą szanowaną i na pewno znaczącą, skoro jest członkiem kilku organizacji, zwanych Nagrodami (Jean Giono, Chateaubriand, Goncourt).

Ja szanuję ją za warsztat oraz za stosunek do Historii.

Jest vice-prezydentem, przyznam, dość kontrowersyjnego stowarzyszenia „Wolność dla historii”. Stowarzyszenie broni prawa Historii do bycia nauką o przeszłości, wolną od ingerencji wszelkich rządów i lub instytucji religijnych i przeciwstawia sie „prawom pamięciowym” (lois memorielles). Niby oczywista ta wolność, ale gdzieś sie kończy i już podaję przykłady.

Faktem jest, że w Turcji zamordowano w latach 1915-1916 ponad milion Armeńczyków, tylko dlatego, że byli Armeńczykami. Ten fakt został nazwany ludobójstwem, czyli zbrodnią przeciw ludzkości i uznany przez parlamenty 29 państw. Konsekwencją uznania tego faktu za ludobojstwo jest objęcie „opieka” prawną nie tylko samo popelnienie zbrodni ale także (wg Cioci Wiki) „podżeganie do niego, współuczestnictwo, usiłowanie jego popełnienia oraz zmowa w celu jego popełnienia”.
Istnieje jednak poważny ruch, bardzo silny szczególnie w Turcji, negujący to ludobójstwo. Pewien obywatel Turcji zanegował, podczas jakiegoś zebrania odbywającego sie w Szwajcarii, istnienie tego faktu za co został skazany, w świetle szwajcarskiego prawa o segregacji rasowej na karę pieniężna . Od tego wyroku odwoływują się organizacje, takie jak „Wolność dla Historii” – przy czym nie chodzi tu o negowanie faktu ludobójstwa  lecz o wolność wyrażania (własnego ? skoro jest Turkiem a tam oficjalnie ludobójstwo nie miało miejsca) zdania co do faktów historycznych.

„Historia nie jest religią, nie jest dogmą, nie szanuje żadnego zakazu i nie zna tabu”.
I ja, jako była studentka historii w pelni zgadzam sie z tym zdaniem.    Czytaj dalej

#6 – Sekretne Życie Drzew

« C’est une faiblesse inhérente à la nature humaine que de fermer les yeux sur les dangers qui ne sont pas échéance immédiate. Tout phénomène marche lente et progressive ne réussit jamais, dans quelque domaine que ce soit, à inquiéter personne. Le drame de la forêt, en quelque pays que ce soit, réside en ce qu’on a toujours tendance la sacrifier l’immédiat. » (M. BOUDY, ancien Directeur des Eaux et Foréts du Maroc. « Cahiers des Ingénieurs Agi-alla- 171eS )) 3° trimestre 1949.)

Wiele dobrego napisano o tej książce, i moja opinia o niej jest również bardzo pozytywna.

Niewiele wiem o lesie i życiu drzew i dlatego ta lektura okazuje sie wpasc na odpowiedni grunt. Opowieść niemieckiego leśnika o tym, że drzewa tworzą społeczności, ze porozumiewają sie za pomocą systemu korzeni i grzybni, rosnących z nimi w symbiozie, o miejskich „dzieciach ulicy”. Wszystkie te słowa wpadły do mojego chłonnego umysłu, ktory fotosynteza zainteresował sie ostatnio na lekcjach biologii w liceum…I otworzyla sie furtka, wiodaca w nowe miejsca.

Przyznaje, publicznie, bezmiar mojej niewiedzy. Niewiedza jest potężnym narzędziem i może wyrządzić krzywdę. Niewiedza objawia sie tym, ze wolimy przyklejać łatki (na przyklad cos ma „naturalne”pochodzenie (jak piżmo w perfumach z wyższej półki – bezsprzecznie jest naturalne), „bio” (jak „mięso od szczęśliwej krowy”, hodowanej na łące. ), autentyczne (jak piękny mebel z luksusowego drewna), „etyczne” (jak papier lub choinka pochodzące z lasów gospodarczych).

*** Czytaj dalej

#3 – Datki 2017

Dla niektórych monotonia, dla innych (dla mnie) harmonia. Początek roku, praca nad domowym budżetem wre. Postanowilam kontynuować ubiegłoroczny schemat i wybrałam znow 12 organizacji i stowarzyszeń, którym pomogę finansowo w nadchodzącym roku.  O różnicy między datkami a pomoca finansowa pisalam juz w ubieglym roku. Dla mnie datki są po prostu forma decydowania, na co idzie cześć moich podatków (dla przypomnienia, od 66% do 75% przekazanych sum, w zależności od statusu organizacji lub stowarzyszenia)można odciągnąć od podatku) a pomocy finansowej udzielam komuś bez oczekiwania na ulgi fiskalne czy jakieś inne gratyfikacje.

Ta lista jest to dla mnie zarazem i ściągą (gdyby mi sie zapomniało) i trochę świadectwem ewolucji moich poglądów. Czytaj dalej

#2 -Kosmetyki – podsumowanie roku

Podsumowanie roku pod względem zawartości mojej kosmetyczki było jednym z pierwszych tematów w Chatce.
Moze dlatego , że od ograniczenia budżetowego zaczęła się moja przygoda z minimalizmem, z ruchem „zero śmieci”, z weganizmem, mam do tego tematu duży sentyment.

Oto z czym wchodzę w rok 2017. Czytaj dalej

Such a perfect day(s)

Przylecialyśmy do Polski we wtorek. Spedzilysmy caly dzien w podróży, na lotniskach i w samolotach, pociągach i taksówkach, a zajęło nam to ponad 14 godzin.

Jestem dumna z mojej corki, bo wytrwać bez marudzenia taki dzień nie jest łatwe, a jej sie udalo. Czytaliśmy razem książki, komiksy, oglądalyśmy filmy na netflixie, nawet kolorowalysmy. Czytaj dalej

Wegański Bocuse d’Or czyli o Lyonie, gastronomicznej stolicy Francji

Kuchnia francuska. To jest Sztuka. Świętość. Bajka !

A Lyon, proszę Państwa, jest stolicą gastronomiczną Francji.

Restauracje mają swoje prestiżowe gwiazdki, zupełnie jak Szefowie Kuchni, a ich nazwiska wymienia się, pobożnie, ostrożnie i z duma, szczególnie kiedy miało się szczęście stołować w jakimś słynnym spocie.

Wśród moich 10 prac emigrantki był, a jakże, epizod restauracyjny, skąd wyniosłam nie tylko znajomość hierarchii „w kuchni” i „na sali”, metody negocjacji z dostawcami, sztukę „nadawania wartości” mrożonym marchewkom ale również bardzo subtelny system notowań, u kogo modnie jest jadać a u kogo nie.

Kilka lat później miałam przyjemność bywać w różnych restauracjach tzw. gastronomicznych, a nawet w moje urodziny zostałam kiedyś zaproszona do Mekki lub Watykanu, jak kto woli, lyońskiego kultu – do Paul Boucuse. Czytaj dalej

Poradnik Inwestora według Kaczki (gościnnie)

Chciałabym zaprosić Was serdecznie znow do Kaczki, by przeczytać jej jedyny w swoim rodzaju Poradnik Inwestora.

Przeczytać no i inwestować 🙂

Bez większych ceregieli, by go przeczytać, prosze kliknąć w zdjecie:

poradnik-inwestora-wedlug-kaczki

(Jeśli link w zdjęciu nie dziala, prosze kliknac TUTAJ)

‪#‎MikołajDlaMikołaja‬

Ogłoszenie Klubu Polki na Obczyźnie:

Akcja #MikołajDlaMikołaja to nasza mikołajkowa akcja charytatywna na rzecz Mikołaja, chłopca z porażeniem mózgowym. Na naszym minibazarku znajdziecie ciekawe rzeczy z różnych krajów, które będziecie mogli wylicytować, a cały dochód zostanie przekazany Mikołajowi na zakup sprzętu i pokrycie kosztów rehabilitacji.
Mikołaj jest pod opieką Fundacji Dzieciom
http://dzieciom.pl/podopieczni/12138

Wszelkich wpłat na rzecz Mikołaja można dokonywać na nr konta fundacji:
Alior Bank S.A.
15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
z obowiązkowym tytułem wpłaty:
12138 Poskart Mikołaj

A oto kilka wybranych przedmiotów z licytacji:

15271837_1031405803636163_4708501545579429114_o

Charlie – szydełkowy amigurumi od Magdy

15181289_1031359070307503_8922227650194467240_n

Miś od Kasi

15271954_1031307250312685_4714003752709483307_o

Konik z Dalarny od Karoliny

15272273_1031294063647337_2077486245504154507_o

Zajaczek od Justyny

15178998_1031283883648355_2799546641105422087_n

Kalendarz stworzony przez dziewczyny z Klubu

a z Chatki Baby Jogi ?

15235364_1032195686890508_973293133299907325_o

Prezent praktyczny : torby na zakupy bezśmieciowe:)

Zachecam Was gorąco do odwiedzenia strony wydarzenia: Mikolaj dla Mikolaja.  Jestem pewna ze znajdziecie cos dla siebie.

 

 

 

Jest Robótka 2016

Kochani,

Zapraszam Was do wzięcia udziału w akcji organizowanej przez klubowa kolezanke, Kaczke.

jest-robotk_napis

Kaczka współorganizuje „odpalanie fajerwerków radości” w Domu Pomocy Społecznej w Niegowie. Poczytajcie sobie o mieszkańcach tego Domu, Damach i Kawalerach, wybierzcie jedna osóbke i po waszemu… sprawcie jej przyjemność.
Mozna wyslac kartke z zyczeniami, można wysłać prezent, sky is the limit.

Po szczegóły zapraszam na bloga akcji JEST ROBOTKA

Milego dnia.

 

Pierwszy dzień reszty Twojego życia.

Taka piękna, zwykła, przykładna, ba, prawie idealna francuska rodzina.

Ona, On, trojka dzieci., dwóch chłopców i dziewczynka. Mieszkają w podparyskiej dzielnicy „pawilonów”. Skaczemy z epoki do epoki, w ciagu 12 lat, ale główne wątki rozgrywają się w latach 90.

Jest to jeden z tych francuskich filmów, które mocno potrząsnął moim światopoglądem Polki-Emigrantki, krytykującej jakieś niezrozumiałe mi wówczas francuskie zachowania – jakieś pakowanie się w zbędnie zawiłe sytuacje, ba! Może nawet i niemoralne.

To film o dorastaniu. O tym, ze życie Rodziny nie kończy się gdy dorastające dzieci wyprowadzają się z domu. Czytaj dalej

Zen Jardin

Kiedy zaczęłam pracę nad relacjami z najważniejszymi dla mnie osobami, doszło do mnie jak ważne jest spędzanie z nimi czasu, tzw „quality time”.

Wpadłam wówczas na pomysł żeby wymykać się gdzieś od czasu do czasu z moja córka, tylko we dwie.
Najpierw udało nam się pojechać do Izy, do Burgundii, następnie wyruszyłyśmy we wspaniałą podróż do Nowego Jorku, w odwiedziny do Magdy do Toronto i na Islandie. Tak się złożyło, ze od tego czasu minął rok (w międzyczasie życie płynęło sobie jak to zwykle bywa, swoim torem) i dopiero teraz pojawiła się okazja…Zaledwie weekend.

Skusiłam się na ofertę klubowej (pozdrawiam Klub Polki na Obczyźnie)koleżanki Ani, autorki bloga Aniversum która ruszyła właśnie z bardzo interesującym konceptem – Zen Jardin.

Zen Jardin jest to, hm… latające miejsce,  w czasie i przestrzeni , ale prawie na pewno w Alzacji lub Lotaryngii, gdzie można odnaleźć się samemu ze sobą lub z bliskimi, spędzić czas bez troski o to co będziemy jeść, gdzie będziemy spać, co będziemy robić.

Organizatorzy Zen Jardin zadbali o wszystko – o przepyszne posiłki – i tutaj podbili moje serce forever : od piątku do niedzieli jadłam wspaniale wegańskie dania, humus, tapenade z oliwek, smalec wegański,– przysięgam, byl boski ! – pyszne ciasteczka słodkie i słone (z wegańskim serem!), chleb domowej roboty, tarta z grzybkami , absolutny hit sezonu: masło słonecznikowe, robiliśmy nawet wspólnie wegańskie sushi !
wyglądam z niecierpliwością zdjęć i przepisów, po które znajda sie na stronie Zen Jardin a moze nawet i na stronie fb ?


Oprócz jedzenia i wygodnego spania w czystym i funkcjonalnym mieszkanku zapewniono nam bezstres.
Kto z Was pamięta, jak to jest : wstać rano i nie mieć absolutnie żadnych obowiązków ? Idziesz człowieku na pyszne śniadanie, spędzasz je w miłej atmosferze, której nie popsuje nawet Nastolatka wiszaca na swoim telefonie, gawędzisz sobie z interesującymi ludźmi o rzeczach błahych i ważniejszych, a później idziesz sobie robić co chcesz.

Pojechałyśmy do uroczej stadniny w Jungholtz, ktora rowniez wynalazła nam Ania.
Konie właśnie były zwiezione z łąki, wszsytkie w jednej stajni bez boksow, odnalazłam się ze snopem słomy w ręku i poleceniem osuszenia kobyły. Przez ramię zaczepialy mnie jej koleżanki, co rusz wtykaly pysk w moja szyje. Czy już Wam mowilam, ze ja w ogole boje się koni ?


Irenka była zachwycona, biegała po stajni szczęśliwa jak dzika łania. Przyniosla mi różne narzędzia do oporządzenia konia, pokazywala jak sie uzywa szczotki a jak zgrzebła,  i wyszeptała : uwielbiam to miejsce.

Później nagle siedziałam na grzbiecie tejże kobyły a kilka minut później nawet galopowałam, cudem tylko nie spadłam (Irenka z uznaniem: jestem z ciebie dumna!)
Czego to się nie robi dla tych rozgwieżdżonych oczu dziecka ?


Wieczorem zagraliśmy w monopoly i to po niemiecku (bardzo mnie to rozbawiło, ponieważ Irka sama z siebie unika każdego nadprogramowego spotkania z tym językiem) i znów wyrazy uznania dla Ani, że chciało im się tak z nami pograć.

A tuz przed snem leżałyśmy sobie w łóżku i oglądałyśmy kilka epizodow Kaamelott, chichrając się przy tym beztrosko i, mam nadzieje, dyskretnie.

Dodatkowa atrakcja była sama podróż samochodem. Wiecie. Ja naprawdę nie mam zbyt dużo okazji spędzać tête-à-tête z własnym dzieckiem. Te 4-5 godzin w clio, z Lyonu do Colmar, było naprawdę przyjemne. w tym miejscu pragnę pobłogosławić twórców Spotify.

Słuchałyśmy jej piosenek, moich piosenek, śmiałyśmy się, komentowałyśmy łzawe teksty (gdzie jest to szczęście ? tu jest to szczęście!), omijałyśmy tematy szkoły, pracy, wspólnych znajomych, gadałyśmy głupoty, nawet nie wiedziałam, że jestem zdolna gadać o niczym przez 5 godzin…

I tak w Zen Jardin spełniły się nasze życzenia dotyczące takiego babskiego weekendu – Irki – by pojeździć na koniku i moje – by spędzić miły, omalże bezkonfliktowy czas z moją córką. To był naprawdę piękny weekend.
Z mojego punktu widzenia.

Bo co tam Irce zostanie w głowie, to tylko czas pokaże.

PS. Bardzo dziękuję Aniu za nasze rozmowy i szczególnie za to jedno zdanie, podsumowujące relacje matki z nastoletnim dzieckiem. Pozwolę sobie je przytoczyć:

„Okres dorastania jest potrzebny, byśmy obie mogły podjąć decyzje o rozstaniu, żebyśmy obie nie chciały już razem ze sobą mieszkać. Żeby nam z tęsknoty nie pękło serce”.

Dzięki.

First World Problem

Wróciłam.

Przez tydzień byłam odcięta od rzeczywistości, podstawa mojej diety był szampan i kawa, a workoutem : tańce w nocnych klubach.

Wracam do mojej rzeczywistości.

Do mojej Chatki, jogi i biegania, chodzenia na zakupy z własnymi torebkami, używania komunikacji miejskiej, gotowania pysznych wege-dan, borykania się z dorastającymi dziećmi i przekonywania moich Patchworkow, ze dobrze jest być uważnym w kwestii ekologii.

Od jutra, 1 listopada, przez miesiąc, zamierzam zapisać ile śmieci produkuje moja Chatka.
Jest to test, nie mam pojęcia jak to wszystko ogarnąć, jak uporządkować dane, po prostu zaczynam. Jak to się ładnie mówi, od pierwszego kroku.

A odwagi doda mi piosenka

„La tristitude”

https://www.youtube.com/watch?v=UQObMEXyhrU

Czytaj dalej

Ocalić od zapomnienia

Kochany pamiętniczku

Poniedzialek.
Do Chatki Baby Jogi wpadła Popatrz jaka Francja! (zajrzyjcie koniecznie, jak ladnie pisze o Lyonie) i wspólnie  upichciłyśmy „przetwory na zimę” (dodam, że wcześniej, w sobotę wspólnie  robiłyśmy zakupy na Croix Rousse i też było przemiło).
Z nas są takie Panie domu, że czytałyśmy przepis jak Adaś  Miauczyński (Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las…”
– Przewróć stronę.
– „…oczom ich ukazał się las… krzyży”),
buraczki się nie dokońca  zapasteryzowaly… ale za to wszystko wyszło smaczne (zimy to te moje przetwory nie doczekają) no i spędziłysmy razem bardzo miło czas.


Wtorek.
Wzięłam udział w zebraniu Klubu Soroptimist i jestem przekonana, że to właściwa dla mnie – w tym momencie mojego życia – organizacja, w której mogę spełnić moje potrzeby społecznościowe. Na pewno napiszę o tym więcej, kiedy indziej. Czytaj dalej

Porządki

…na półce z książkami.

Mam kilka pozycji, które chętnie poślę w świat.

Jeżeli jestescie zainteresowani, to proszę o kontakt.

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu poślecie te książki… dalej 😉

Tę („nie bój się życia”) akurat jeszcze czytam, myślę że bedzie do dyspozycji w listopadzie 😉

Na straganie, w dzień targowy

Marché, czyli targ, to we Francji instytucja. W Lyonie, jak się człowiek dobrze zakręci, mozna robić zakupy na rynku przez cały tydzień. 

Zazwyczaj chadzam na targ przed pracą, rano, w piątek, bo mam maleńki ryneczek tuż za rogiem, rue Mongolfiers.

Czasem w środy, rano, przed pracą, trochę dalej.

Ale najbardziej lubię rynek na Croix Rousse (który odbywa się codziennie procz poniedziałków). I chodzić  tam z psiapsiółką. W weekend.

Wsiadam w metro, z moim koszykiem na zakupy (na kółkach), wypchanym siatkami z materiału.

Spotykam się na przykład z Beą, gawędzimy sobie, odwiedzamy ulubione standy, wymieniamy miłe słowa ze sprzedawcami. Żartujemy z moich materiałowych tytek, ale coraz cześciej ludzie pytają, gdzie je kupiłam, bo to praktyczne (i przyjazne środowisku ;-)).

Na targu mozna kupić wszytko – bardzo często dużo lepszej jakości niż w supermarkecie : warzywa, owoce, mięso, ryby, drób, jajka, nabiał – masło, jogurty, sery – wszystko na wagę. Czy muszę dodawać, że taniej niż w sklepie? 


Moje zakupy na rynku robię na cały tydzień i przeznaczam na nie zazwyczaj 50€. Troszkę wiecej w tygodniach gdy mamy dzieci, troszkę mniej w tygodniach bezdzietnych. 

Pozostałe 50€ wydaję w ciagu tygodnia na zakupy „suche i sypkie” – kasze, suche strączki oraz inne rzeczy o ktorych nie pomyslałam na targu. 

Kiedy jest piękna pogoda, po skończonych zakupach siadamy sobie w kafejce, cieszymy się słońcem i tym, że mamy czas.


Żyję w przekonaniu, że mamy wybór. Mam wybór spędzić sobotni poranek (lub popołudnie) jadąc na cotygodniowe zakupy do hipermarketu – szukać miejsca na parkingu, krążyć miedzy półkami, dać się kusić się na produkty, ktorych nie potrzebuję, stać w kolejkach i słuchać cudzych narzekań lub krzyków. 

Mogę rownież spokojnie sporządzić listę zakupów i potraktować czas zakupów jako spacer.

Całość – z dojazdem i kawą – zajęła mi 2 godziny – 2 godziny spokoju i przyjemności. 

Czego i Wam życzę przy codziennych zakupach. 

#szafiarsko bis

Witaj szkoło, do widzenia letnie ciuszki. To zupełnie nieminimalistycznie, ale dwa razy do roku przeglądam zawartość mojej szafy, pozbywam się zniszczonych ubrań, reperuję te, ktore się da, chowam te, z którymi zobaczę się już wiosną.

Daleko mi dziś do projektu 333, ale przynajmniej wiem co mam, czego mi nie trzeba (łatwiej wówczas nie wrócić do domu z nowym, niepotrzebnym łaszkiem). Ciekawe co znajdzie się tu za dwa lata?

Ubrań sportowych mam sporo. 7 par spodni/spodenek/leginsow, 5 topów, 7 koszulek/bluzek, 2 kurtki do biegania.


Bielizna? 5 kompletów. Plus kilka specjalnych części bielizny (do sportu i na kobiecy czas).

Na noc mam 5 rożnych łaszków, zależy na co mam ochotę:-)


Na codzień noszę się bezstylowo, bezkolorowo, możliwe nawet że wkomponowuję się w miejskie szarości. Trzy spódnice, trzy pary spodni, 5 bluzek, czarnych, z rękawami o rożnej długości i rożnym kształcie dekoltu. Tezy bluzy z kapturem, kurtka, marynarka, jeden ciepły sweter.


Lubię tę sukienkę, w połączeniu z wełnianymi skarpetami, mogę w niej przemknąć przez ulice niezauważona, jakby w kapie niewidzialności

Wiem, panie Maleńczuk, mogłabym ubierać się w kolory.
No, ale tak lubię. Zainspirowała mnie kobieta, Matilda Kahl, ktora kupiła sobie kilka sztuk tych samych ubrań, by nie tracić czasu i energii na decyzje w sprawie niby błahej – a ważnej – jak wyglądać w pracy? Rozwiązałam ten dylemat po swojemu. Mam 7 sukienek, ktore mogę nosić przez cały rok do pracy. Kupuję nową (w sensie nową w ulubionym second handzie) kiedy jedna nie nadaje się już do niczego.


Dziś moja szafa to 4 szuflady (jedna to ubrania sportowe, bielizna nocna i część sukienek, druga to ubrania „po pracy”, trzecia i czwarta to bielizna, skarpety, pończochy itp,) plus kilka wieszaków.

Całość wyglada wciąż jak na zdjeciu sprzed roku...

Dobrze mi z tym, że mam co na siebie założyć. Łatwiej mi się też dba o to co posiadam. Czy potrzebuję koloru?

Hm, mam czerwone okulary i piękną jedwabną apaszkę wściekle niebiesko zieloną. Wystarczy 🙂

A wasze szafy?

#15 – Czytając „Lalkę”

Minęło ponad 20 latod kiedy zamknęłam Lalkę i pożegnałam się (z ulgą) z Wokulskim i panną Łęcką.

20 lat lektur przeróżnych. I coś mnie tknęło.
To chyba się nazywa désespoir po francusku, kiedy przechadzając się po polskich i francuskich księgarniach mijam półki obłożone „nowym” Musso, „nową” Nothomb.

Dzisiaj, czytając Prusa, z całym 20-to letnim bagażem lektur post szkolnych, odkrywam te wszystkie detale, które umykają nastolatkom. A dzięki internetowi to czytanie jest … Interaktywne, co rusz to ciekawostka

Na przykład  odkryłam, że marka perfum, tak zachwalanych Izabeli przez Rzeckiego, Atkinson, istnieje do dziś i ma się swietnie ! (Sprawdźcie sami :)) Czytaj dalej

Diabeł nie ubiera się już u Prady

 

Myślicie może, ze uciekam od rzeczywistości, od informacji, od tak zwanych wiadomości bo bardzo niewiele o tym pisze ? Nie. Nie uciekam.

Chciałabym napisać jakiś mądry komentarz do tragedii, która wydarzyła się 27 lipca 2016 roku w Saint-Etienne du Rouvray.

Ale co tu napisać mądrego ? Czytaj dalej

Ósmy dzień tygodnia

Kusi mnie. Wyjsć z tego postu czy nie?  Kalkuluję, czy naje lepiej bedzie, teraz, kiedy zamknęłam cykl siedmiu dni, powrócić do „zdrowego jedzenia” i robić przypominajka raz w tygodniu? Czy „przemęczyć się”jeszcze trochę? Tak, by na spotkanie z endokrynologiem iść wciąż podczas postu? 

W niedzielę zrobiłam pyszną (według rodziny) szarlotkę. Do „ich” cukinii dodałam trochę masła, do „ich” sałaty oliwę. Ślina mi ciekła, kiedy wdychałam zapach pysznego sera, kiedy słyszałam chrupiącą skórkę bagietki tuż obok ucha. I minęła mnie kolejna lampka wina. 

Po co mi to? Się zastanawiam. 

I wtedy wracają niedawne wspomnienia rożnych dolegliwości.

Bo to jest tak jak z zębami, wiecie? Póki nie bolą, w ogóle o nich nie myślimy. Przeszla mi mikoza. Na poście czuję się dobrze – jestem syta, nie głodna (ale zjesc coś „zakazanego” to wciąż pokusa. Marzę o ziemniaczkach z koperkiem), energii mi nie brakuje, lżej mi się chodzi, ćwiczy jogę (na wadze 61,3). Jak to 3 kilo robi jednak różnicę.

Tylko towarzysko jest mi przykro. Ani wyjsć do restauracji (w teorii mogę, zawsze mogę się wykręcić jakąś chorobą, ktora zmusza mnie do picia wody mineralnej i pozwala na jedzenie tylko kapusty),ani iść na apero. Tłumaczyć się za każdym razem, slychac kpin i przyjmować złośliwe uwagi od osob, którym też krotki post pomógłby pozbyć się opuchlizny… To jest przyznaję ciężkie do udźwignięcia. 

Póki co – w sobotę kupiliśmy sobie nową wyciskarkę do owoców. Dziewczynom tak się spodobało, że zrobiły nam kartę koktajli, wzięły rower i pojechały do sklepu we wsi po owoce  i mogliśmy sobie co nam przyrządzą.

Zazyczylam sobie jabłko, marchewkę, bulwę kopru i 1cm korzenia imbiru. Niebo w gębie.

Same tez nieźle eksperymentowały, banan, jabłko, pomarańcza 🙂 albo banan, truskawka, jabłko. 

Soki są zaskakująco sycące. Pomogą przerwać poniedziałek. Tylko to sprzątanie kuchni po ich przyrządzaniu… U mnie wyglądało to zupełnie inaczej niż na filmie:

Yogi Nora. Ta kobieta była, jest i  bedzie moją inspiracją. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, jak wyglada jej dzień : wstaje, medytacja, soczek, 2-3 godziny jogi, soczek, praca (instruktor jogi), sałatka itp, przyznam że powiedziałam sobie – to trochę za dużo tęczy jak dla mnie. Ale teraz zaczynam rozumieć, że można nasycić się sokiem. Poza tym daje dobre rady: umyj i przygotuj warzywa i owoce, przechowuj je w lodowce, bedziesz je miec zawsze pod ręką. Lub: zróbmy soki warzywne, dodaj y jakis owoc, by było słodkie, ale owoce trzeba jesc, bo zawierają „fibres”, ktore ułatwiają nam trawienie. 

Idę zrobić sobie soczek, odprawić dzieci do szkoły, psa na spacer typ moze zdążę zrobic krótką jogę przed rozpoczęciem pracy.

Życzę wam fantastycznego poniedziałku. 

Tygodniowy Rozkład Lotów #15

Tydzień bez dzieci.

1. Rodzina – tyle się wydarzyło. A tyle jeszcze przed nami. Planujemy śluby, dwa, jeden cywilny we Francji, jeden uroczysty w Polsce. Ciekawe, czy znajdziemy księdza w Lyonie, który nas poprowadzi (w sensie przygotuje) do ślubu? Dziewczynki się cieszą (po swojemu). Przyjaciele się cieszą. Rodzice i Rodzina to już nie wiem sama, chyba my naprawdę jesteśmy za starzy na takie imprezy z nami w rolach głównych. Ponieważ oceniliśmy, że nie będziemy w stanie dopatrzeć wszystkiego „na odległość”, zadecydowaliśmy, że skorzystamy z usług konsultanta ślubnego. Będzie mi niezmiernie miło jeśli zaproszeni goście zjawią się i spędzą z nami ten wyjątkowy moment.

2. Finanse – jest dobrze i będzie dobrze. Choć to okres podatkowy. Księgowy, który zobowiązał się do zrobienia mojego rozliczenia podatkowego gdzieś się przyczaił, zastanawiam się, czy nie wziąć bezpłatnego doradcy w izbie podatkowej…

3. Czas dla siebie – poniedziałek -środa odpadają, od czwartku sięgam znów po e-booka „Jak osiagac swoje cele” Marcina Kijaka. Bo mi dwa ostatnie tygodnie wprowadziły mętlik, który powoli się rozjaśnia. A do poduszki – prezent od Ani. Poza tym mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić hammam. Przyda mi się zrzucić trochę starego naskórka. 

4. Praca – jestem właśnie w podróży do Amsterdamu. Na pewno będzie super.

5. Czas z Bliskimi, Przyjaciółmi i Nieznajomymi – paradoksalnie (w zestawieniu z powyższym punktem) mam ochotę wejść do łóżka, z moim narzeczonym (jak to fajnie brzmi) i z niego nie wyjsć przez 2 dni. Łóżko mam piękne, wygodne i pachnące, z widokiem na magnolię i pustą ścianę na której niedługo zawiśnie piękny obraz – i zwyczajnie się za nim stęskniłam. Przez ostatni miesiąc spałam w nim z cztery razy. 

6. Sport i Zdrowie – w czwartek i piątek – joga. W sobotę i niedzielę – bieganie. 

7. Lekka i smaczna kuchnia – jak to w podrozy, nie do przewidzenia…

8. Podróże. Poza służbowymi szykuję nam zasłużony weekend prawie tylko we dwoje. Prawie – robi różnicę.

Ale uchylę rąbka tajemnicy 🙂 znalazłam ofertę na wypad tantryczny dla par. Jestem ogromnie ciekawa tego konceptu:)

9)Dom

 A) kompostownik pracuje, choć podczas mojej nieobecności rzadko kto coś do niego wrzuca. Czy to jest higieniczne? Moim zdaniem tak. Kubeł jest zamknięty, nie wydziela zapachów, od czasu do czasu (raz na tydzień, kiedy jestem w domu) upuszczam trochę „soku”, który dolewam kwiatkom do wody. Boże, jak pięknie przyjęła mi się róża ! Zamierzam rownież podlewać tym cudem rachityczne roślinki na wewnętrznym dziedzińcu… 

B) Dalej „odchudzam” szafki, czyli konsumuję w pierwszej kolejności niedobitki ryżu, makarony, kasze bulgur, mąki z rożnych strączków, sosy i inne skarby, które zagnieździły się w mojej spiżarni, a jak już wszystko będzie oczyszczone, odnowię stok według mojej zasady minimalistycznej: dwa rodzaje makaronu (spaghetti i świderki) dwa rodzaje ryżu (jeden do sushi i ryż z francuskiego regionu Camargue), jeden rodzaj mąki (nie pięćset), 3 rodzaje „groszkow” (ciecierzyca, fasola czerwona, fasola biała), 2 rodzaje kasz (jaglana i do taboulé). I to naprawdę wystarczy by przez 15 dni przygotować bardzo zróżnicowane posiłki). Dobrze jest mieć pod ręką sos pomidorowy, „na wszelki wypadek”. Ocet biały który służy mi jako płyn zmiękczający do prania, lub środek czyszczący (wraz z sodą oczyszczoną), ocet balsamiczny do sosów sałatkowych, dobry olej z oliwek (który używam na codzień rownież jako środek do demakijażu). W lodowce plączą się jeszcze musztardy, które lubimy dodawać do śmietany do produkcji tart… I to byłoby na tyle z produktów „suchych”. Cierpliwie czyszczę rownież szafkę z dwudziestu rodzajów herbat, które zgromadziły mi się od czasu poremontowego. A lubię mieć tylko 3: zieloną, earl grey, i oolang, oraz herbatki ziołowe : pokrzywa, skrzyp, mięta i mieszanka „na dobranoc”. 

C) szukamy nowej osoby do pomocy w prowadzniu domu. Bardzo ufam Alizé, to mądra kobietka i bardzo się cieszę, że znalazła dobrze płatny staż. Na pewno będę ja prosić o zajmowanie się Pepperem podczas naszych nieobecności ale myślę, że staż i studia to już nieźle czasochłonne zestawienie, biec z drugiego końca miasta na dwie-trzy godziny sprzątania, powoli przekształca się dla niej w przykry obowiązek, a nie o to przecież chodzi.  

I Życzę Wam przyjemnego tygodnia.

Czytam 9

9#Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość, Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka.

 Te książkę kupiłam w dniu szczególnie nieszczególnym : wracając z Wielkanocy w Polsce, w księgarni na gdańskim lotnisku. Usiadłam później by poczytać wiadomości i pierwsza była właśnie ta o śmierci księdza Jana. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #13

Spędziłam Wielkanoc jedyną w swoim rodzaju.
Obyło się bez niesnasek, kłótni, żalów. Obyło się bez spiny, że musi coś być takie a nie inne, bez namawiania mnie do jedzenia mięsa, prawie bez alkoholu (a to już prawdziwa nowość). Było za to dużo bliskości i śmiechu, była piękna święconka, był długi spacer, wspólne gotowanie i sprzątanie, normalność.

Może nie powinnam tego napisać, ale co tam. Znalazł się skądś Rozweselający Papieros a widok mojego Ojca zaciągającego się zielem oraz spacer z dymkiem z Mamą – bezcenny.

🙂 

moja rodzina, po wyprowadzeniu się z Łodzi odżywa w stylu Flower Power. 

Wracam do Francji i jest mi trochę przykro, bo tak krótko. A jednocześnie z głową pełną samych miłych wspomnień, więc miło
No ale. 

Tydzień z dziećmi. 

1. Rodzina – tak. Jest dla mnie najważniejsza. Patchworkowa, posklejana, ale taką ją stworzyliśmy i taką ją kocham. Plany na ten tydzień? Spędzić ze wszystkimi jak najwiecej czasu, przytulać te moje naburmuszone nastolatki jak najcześciej, i szukać powodów do wspólnego śmiechu.

2. Finanse. Wow, wow, wow. Proszę państwa, jak pisałam w ubiegłym tygodniu : bank zgodził się na nowe warunki kredytowe, jesteśmy zatem zadłużeni już „tylko” na najbliższe 12 lat, płacimy miesięcznie trochę więcej, ale w sumie kredyt będzie nas kosztował duuuużo mniej, niż to było początkowo założone. I o tym napiszę kolejny odcinek serii „jak kupować mieszkanie we Francji” 🙂

3. Czas dla siebie. Przeczytałam L’exception. Czytam „le Bonheur est en vous” oraz „Życie na pełnej petardzie”, o której myślałam już od grudnia. Kupiłam dzisiaj na lotnisku a pózniej dowiedziałam się że ksiądz Kaczkowski nie żyje. 

Umówiłam się na seans masażu (ktory jest jednocześnie seansem terapeutycznym, z kobietą która jest rownież trenerką od rozwoju osobistego). 

A w piątek znów wizyta u Ethiopaty.

Poza tym mam zamiar uszyć sobie saszetkę na kobiece comiesięczne akcesoria. W teorii mogłabym ją sobie kupić, i czas bym zaoszczędziła (materiały mam, wszystko z odzysku) i byłoby bardziej estetyczne (bo szyję ręcznie). Ale mam ochotę oddać sie zajęciu kreatywnemu a zarazem upierdliwemu na tyle, by poćwiczyć cierpliwość. 

Podobają się Wam ćwiczenia Wdzięczności? Bo zostało zaledwie 7 lekcji do odrobienia :*

4. Sport i Zdrowie – ponieważ (niestety) znów nie jestem w ciąży, Święta minęły, a z Polski przywiozłam sobie jeszcze jedną książkę z ćwiczeniami cierpliwości 🙂 czas się rozluźnić i skupić na sporcie. Zaczynam od wtorku program 180 dni z Natalią Gacką. 
W sobotę jedziemy na narty.

5. Praca – odpoczęłam w święta, nabrałam energii i znow jestem pełna entuzjazmu 🙂

6. Kuchnia – ułożyłam menu, od wtorku do piątku.(w sobotę jadę na narty, a w niedziele jadę do pracy na kolejny tydzień).

7. Inni – nie bedzie mnie w Lyonie przez kolejne 2 tygodnie. Najpierw Rodzina. Jesli starczy czasu – inni. 

8. Podróże – z tych prywatnych szykuję się do majowego weekendu z Mamą w Londynie.

9. Dom – podlewam kwiatki, sprzątam, piorę, ogarniam… W tym tygodniu wystarczy 🙂

Miłego tygodnia !

Tygodniowy Rozkład Lotów #12

Tydzien bez dzieci.

  1. Rodzina – w Piatek lece do Polski na Wielkanoc. Na 3 dni…
  2. Finanse – przyznam, ze troche pojechalam z budzetem „prezenty” kobieto, ogarnij sie… Ale na szcęście udało mi się uniknąć dużego wydatku : popsuła mi się moja kochana mała czarna torebka (ścisłej mówiąc : zamknięcie). Już miałam się z nią rozstać, ale czego to się nie znajdzie w internecie? Znalazłam Klinikę Torebek, i to w Lyonie 2. Zamiast 150€ kosztuje mnie ta zabawa 15€, a torebka, mimo ze nosiłam ją prawie codziennie przez rok, wciąż się trzyma jak nowa (z wyjątkiem chusteczkowego zapięcia). Powiedzmy, że zachowałam równowagę, co? I a ze schowka wyciągnęłam moją poprzednią torebkę, wciąż się trzyma 😉
  3. Czas dla siebie – czytam świetną książkę – Bonheur est en vous – ale to taka lektura-projekt, bo z zalozenia bedzie ze mna jeszcze przez 120 dni 🙂 Poza tym wracam, tadam, do ksiazki „Jak osiagac swoje cele” Marcina Kijaka.
  4. Praca – cóż, wciąż lubię to co robię 🙂
  5. Czas z Bliskimi, Przyjaciółmi i Nieznajomymi – z kolegami z pracy 🙂
  6. Sport i Zdrowie – na wszelki wypadek wzielam buty i outfit do biegania 🙂
  7. Lekka i smaczna kuchnia – jak to w podrozy, nie do przewidzenia
  8. Podroze (uwielbiam:))
  9. Dom – podczas mojej nieobecnosci w kompostowniku kuchennym dojrzewa kompost. Na balkonie z daleka od oczu rosną sobie hiacynty, żonkile, bratki i prymulki, mięta się  przyjęła, i tymianek, pomidorki kiełkują, róża i magnolia pączkują.Szafke z zywnoscia zostawilam dzis rano odchudzona, lazienke posprzatana. Zobaczymy sie z domem i Pepperem w czwartek, na jedna noc.

  Życzę Wam przyjemnego tygodnia.

Home Made

Kochany Pamiętniku.

Wezmę z dzisiejszego dnia kilka minut aby sobie wypisać, co udaje mi się robić sposobami domowymi.

Pasta do zębów. 

Właściwie nie jest to pasta do zębów (bo wierna jestem i pozostanę pomarańczowym tubkom od Elmexa) tylko środek na pozbywanie się kamienia nazębnego. Przepis otrzymałam od mojej dentystki (która nie daje mi żadnych „super produktów” ani lekarstw – profilaktyka i profilaktyczne wizyty dwa razy do roku). Trafiłam do niej z ostrym zapaleniem dziąseł spowodowanym właśnie kamieniem nazębnym. (W nawiasie napiszę, że jak się pije alkohol, to naraża się na ryzyko podniesienia poziomu PH śliny, i szybszego powstawania kamienia, a kawa i herbata powodują, że on ciemnieje:)).

Składniki:

  • Woda utleniona .
  • Bicarbonate De sodium (czyli wodorowęglan sodu, czy też soda oczyszczona).

Mieszamy małe ilości, tak by powstała papką, ktorą myjemy sobie zęby 2 razy w tygodniu (lub cześciej, gdy jest taka potrzeba), na przemian z pastą do zębów. Zastepuje z powodzeniem płyn do płukania jamy ustnej, ktory kupujemy w aptekach. Oszczędność rzędu kilku euro. Ale wżniejszy od kilku euro jest fakt, że nie kupujesz kolejnej plastikowej butelki, kolejnego opakowania (a i soda i woda utleniona mają masę innych zastosowań w domu i przy pielęgnacji urody).

Płyn do prania.

Skladniki:

  • 100 g Mydła „do prania”  (ja kupiłam kostkę 400 g savon de Marseille, za 3 euro). Ważne jest, by mydło, którego używamy, nie zawierało gliceryny (bo ona sprawia, ze ubrania staja sie nieco “wodoodporne”)
  • 3 łyżki stołowe albo Bicarbonate de Sodium (sody oczyszczonej) albo Cristaux de Soude (Węglan Sodu) (okolo 2-3 euro)
  • 3 litry wody.
  • Olejek eteryczny (ktory sie placze po mieszkaniu od kilku miesiecy)

Sposób wykonania?

Ścieramy mydło na tarce warzywnej.
Gotujemy 2 litry wody I rozpuszczamy w niej mydło. Mieszamy. Kiedy mydło jest rozpuszczone, dodajemy bicarbonate de sodium lub cristaux de soude. Mieszamy, mieszamy co pewien czas, do wystudzenia, ponieważ mieszanka gęstnieje. Kiedy całość się przestudzi dodajemy pozostały litr wody (może być zimna) i dodajemy kilka kropli olejku eterycznego (ponoć skuteczny sposób, zapobiec pleśnieniu mieszanki) .

Do tej pory stosowałam kapsułki z mydłem z Marsylii J firmy Persil. Akurat skończyły mi się kapsułki do prania, kosztują takie okolo 11 euro/26 kapsulek. 3 Litry (okolo 100 ml plynu na pranie, czyli 30 pran) to wydatek mniejszy niz 1 euro.

Poza niewątpliwie interesującym aspektem finansowym jest jeszcze opakowanie . Sodę i kryształy sodu sprzedaje się w papierowych torebkach, kosztują grosze i starczają na długie miesiące. Mydło nie ma opakowania w ogóle, sprzedaje sie je w kostkach. 

Piorę tak już drugi tydzień. Najpierw oczywiscie testowalam posciel, reczniki, koszule Bena, pozniej ubrania dzieci (od jazdy konnej) – swietnie sie dopraly – i dopiero na koncu pozostale rzeczy 🙂

Zamiast płynu zmiękczającego, wlewam biały ocet. (Którego naturalnie po praniu nie czuć)

Makrame

Która wykonaliśmy wczoraj wieczorem z dziećmi. 

   

 Instrukcja znajduje się tutaj:

Potrzebujemy sznurka i doniczki do zawieszenia kwiatka. Sznurek kosztuje 1,80€ w pobliskim sklepiku, doniczki i koraliki są z odzysku.

W następnym razem zajmę sie sadzeniem groszku i zielonej fasolki : szybko rosną, ładnie pachną, moze dadzą jakies owoce ale przede wszystkim zazielenią nam loggię 🙂

Tygodniowy Rozkład Lotów #11

Tydzień z dziećmi

  1. Rodzina.

Zapowiada się taki typowy, piękny tydzień w rytmie Patchworkowym.
Nigdzie nie wyjeżdżam, jestem w domu i mogę szybko upichcić jakiś obiadek, jeśli dzieci wpadną do domu w związku z niezapowiedziana nieobecnością nauczyciela, mogę pomoc w lekcjach, jeśli wyrażą taka ochotę.
We wtorek idę z Irenką do fryzjera, pierwszy raz (wierni Czytelnicy wiedza dla czego).

  
W środę Benoit kończy 40 lat i szykujemy mu niespodziankę.

Poza tym: sadzimy kwiatki, chodzimy na rolki. Takie proste, fajne zycie. Czytaj dalej

Czytam 7,8

7# Irvin Yalom, Problem Spinozy.

Pozytywną stroną tej lektury, jest bez wątpienia fakt poznania życiorysu Spinozy. Przyznam, że sama z siebie nie wpadłabym na pomysł przeczytania jego biografii. Autor jest amerykańskim psychiatra, erudyta i z zaciekawieniem czytałam jego analizę charakteru i postaci Spinozy. Na przykład, za swoje poglądy został objety heremem, czyli żydowską ekskomuniką. Ale i przez chrześcijan uważany był za ateistę. Nie mógł się ożenić, wybrał życie w celibacie i umiłowanie szukania prawdy. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #10

Tydzień bez dzieci.

  1. Obudziłam się dziś rano wyspana jak nigdy (to zapewne efekt działania “surmatelas” maty na materac, która sobie w sobotę ofiarowaliśmy. Nie wiem jakie licho podkusiło nas, żebyśmy kupując po remoncie sobie nowe lóżko wybrali taki twardy materac… No ale teraz śpi się bosko). Benoit zrobił mi kawę, ja z Pepperem odprowadziliśmy go na “przystanek rowerowy”.
    Kto by powiedział, ze sobotnia noc spędziłam – wpieniona – u przyjaciółki?

Czytaj dalej

Żegnajcie, francuscy taksówkarze !

Wtorek, 1 marca 2016.  Godzina 23h. Dworzec Part Dieu. Wysiadam z tramwaju, który przywiózł mnie z lotniska. Zazwyczaj te 30 minut do domu pokonuje piechota. Ale dziś jestem zmęczona i do tego pada.
Tłamszę grymas niechęci i idę na postój taksówek.
– Chce zapłacić karta, informuje uprzejmie i z uśmiechem taksówkarza.
– Kartę bierzemy dopiero od 20 euro. Mademoiselle. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #9

Tydzien z dziećmi.

Ale znów nietypowy.

1. Rodzina. 

Dzieci są prawie same w poniedziałek i wtorek. W środę idziemy na koniki, w czwartek wieczorem robimy noc tv-żerców. 

  
W piatek dzieci wracajądo „drugich rodziców”.

 W weekend za to nie wychodzimy z łóżka. 

2. Finanse. 

Pożarło mi jedną kartę (dystrybutor), bo zapomniałam kodu (jak się nie używa, to sie zapomina). Wyciągam wciąż peniądze raz w tygodniu i płacę gotówką.

Czeka mnie kolejna wizyta w banku. 

3. Czas dla siebie.

Wciąż czytam „Problem Spinoza”

Interesuje mnie projekt „zero śmieci” i mam ochotę „od czegoś zacząć”. I będą to… (wrażliwe dusze, które żyją świeżym powietrzem i miłością mogą przeskoczyć ten temat) podpaski higieniczne. 

4. Praca. 

Lubię to co robię i jestem w tym dobra.  Fajnie było 🙂

  
5. Czas z Bliskimi i Przyjaciółmi

Organizuję 40 urodziny Bena. (Za 2 tygodnie).

Planuję zorganizować kolację, ktorą przygotujemy sami pod okiem profesjonalnych kucharzy w  atelier. 🙂

6. Sport i zdrowe ciało. 

Joga. Bieganie. Ćwiczenia z obciążeniem.

7. Lekka, smaczna i zdrowa kuchnia.

…Hm. Fatalnie sie zaczęło, od poniedziałku. Alkohol, słodkie przekąski… 

Planuje kupic wagę kuchenna i zaczynam używać FitnesPal.

8. Podróże.

Szykuję sie na Wielkanoc w Polsce.

9. Dom. Czyste, estetyczne i spokojne miejsce. U mnie.

Na balkonie posadziłam lawendę i pietruszkę.zabieram sie za pomidory

Miłego tygodnia:-)

Czytam 4,5,6

Zacznę od najbardziej radosnej pozycji: „Comment trouver une femme ideale ou Le Theoreme du homard”, przetłumaczonej na polski jako : Projekt „Rosie”, Graeme Simsion… Czytaj dalej

Tygodniowy Rozklad Lotow #6

Tydzień bez dzieci.

  1. (Wciąż Uczę się) Pielęgnować Szczęśliwy Związek.

Moim zdaniem to nie jest tak, że, się człowiek budzi rano i stwierdza: dziś postanawiam, ze dzień będzie udany. Lub nie, bo jest poniedziałek (swoja drogą, dzięki Bogu omija mnie wątpliwa przyjemność słuchania w poniedziałki tych „jak się masz? Jak to w poniedziałek”). Czytaj dalej

Jak Przetrwac Zime (w Lyonie)?

 

„Jak jest zima to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”.

Od kiedy mieszkam w Lyonie, czyli paręnaście lat, nie pamiętam ostrej zimy. W styczniu bywa, że kwitną nam czasem w parkach stokrotki. Oczywiście, fajnie jest usiąść sobie w kafejce na placu,  przy stoliku łapać promienie słońca, ale tęskno za zimą i śniegiem…
A może tak wybierzemy się na narty, w Alpy ? Czytaj dalej

Straszna Historia (z Lyonem w tle)

Co trochę mamy tu w Lyonie, na co dzień, jakieś mrożące krew w żyłach historie: tu napad na bank, tam uprowadzenie i odcięcie głowy oraz próba wysadzenia w powietrze fabryki…

Ale… zostawmy na chwile współczesność, przenieśmy się 200 lat z hakiem wstecz, tu strasznych historii też jest bez liku.

Jest koniec roku 1793. Stoimy na „równinie Brotteaux” pod Lyonem….

Trudno mi sobie wyobrazić to „pod Lyonem”, gdyż jest to dzielnica w której aktualnie mieszkam. Czytaj dalej

Emigracyjna Historia Alternatywna

„Those who cannot remember the past are condemned to repeat it”.

Google podaje, ze autorem aforyzmu jest George Santayana, no proszę, ja zawsze myślałam ze to był Karl Marx.

Mniejsza o to.

Znacie takie historie ?

Wujek, tata koleżanki, sąsiad – wyjechał z Polski. Kierunek : Zachód. Czytaj dalej

Zobaczyłam Ósmy film Tarantino

Widziałam.
Niestety, straciłam prawie trzy godziny życia.

Jestem fanką Reservoir Dogs, Pulp Fiction, Inglorious Bastards, Kill Bill czy Django Unchained. 

Te filmy mnie z a s k o c z y ł y. Zatrzęsły moją estetyką, moją wrażliwością, zostawiły c o ś po sobie. 

The Hateful Eight ma swoje mocne strony : naprawdę świetne zdjęcia. Piękna muzyka. Gra aktorów – żadna postać nie jest nijaka. Nawet intryga (choć na końcu Tarantino bierze nas za idiotów i wyjaśnia -niepotrzebnie – wszystko, kawa na ławę) jest ciekawa.

Ale oprócz tych niewątpliwych plusów – film nie wniósł niczego nowego do mojego spojrzenia na kino w ogóle a kino Tarantino w szczególności.

Jak zwykle plan zdjęciowy tonie w czerwonej farbie, a ja co chwilę podskakuję w fotelu, bo nigdy nie przyzwyczaję się do tej taniej brutalności. Dialogi są dobre, ale nie zostanie mi w pamięci żadna kultowa scena, ani Mr. Wolf, ani Brat Pitt i jego arrivederci, ani nawet „a ja nie chcę być Różowy. Różowy brzmi jak cipa„. Na końcu – niczego nie zepsuję mówiąc, że znowu wszyscy giną lub niechybnie zginą.Trzy długie godziny, po to tylko by powiedzieć : no, tak, widziałam ósmego Tarantino? Panie Tarantino, film-wizytówka. Ale po co? 

Eeeee. Gdybym wiedziała, odpuściłabym sobie.

Kucharzę#1 : Menu na narciarski weekend

Z Lyonu w Alpy jedzie się 2 godziny.

Kiedy pomyślę , ze w ten piątek o 20h00 będę siedzieć z Patchworkami przy stole w La Plagne i grać w grę planszowa, robi mi się ciepło na serduchu. Czytaj dalej

#113 – Moja francuska Wigilia 

Co drugi rok spędzam Boże Narodzenie bez mojej córki.

W pierwszy dzień Świąt jeździmy zazwyczaj do rodziców B. A Wigilię organizuję w domu, dla przyjaciół.

Zamiast karpi i śledzi Francuzi kupują ostrygi, krewetki, langusty, łososia, ślimaki oraz fois gras. Czytaj dalej

#112 – Priceless

Wiecie jak to jest, kiedy się ma urodziny tuż przed Świetami (lub w święta:-)) – cieszysz się człowieku, bo urodziny to magiczny dzień, ale Święta też magiczny, a magia poddana konkurencji traci na uroku.Ale, przyznam, moi rodzice a pózniej ja sama, robiłam tak, by urodziny były świętem.

I w tym roku było wyjątkowo. Czytaj dalej

Kartka z kalendarza

Lyon powoli i ostrożnie wchodzi w
świąteczny mood.
Nie, żeby zaraz Święta Bożego Narodzenia – przecież uraziłoby to ateistów, muzułmanów lub osoby po prostu samotne, które z rożnych powodów schowały magię bożonarodzeniową do kieszeni, na inną okazję. A przecież Francja tolerancyjna jest.

Zatem pojawiają nam się na ulicach choinki, światełka, wystawy ubierają się w gwiazdki, świeczki i rożne błyszczące sreberko-złotełka, byśmy radośnie czcili „Święta Z Końca Roku” (Fêtes de fin d’année).

W dzielnicy zamknęły się dwie księgarnie, za to jedna się otwiera, poczekam dwa dni i kupię prezenty raczej u księgarza niż w internecie.

Jeden Pan w Stowarzyszeniu, dla którego robię tłumaczenia, sam z siebie przestał pić. Pewnego dni po prostu powiedział, że nie weźmie do ust alkoholu. I dzielnie się trzyma od 6 miesięcy. Zaczął „dbać” o swoje zdrowie (pierwszym krokiem jest stawianie się na wizyty lekarskie). Kiedy od siebie dyskretnie pogratulowałam mu wyboru i silnej woli, w jego oczach zobaczyłam, po raz pierwszy, błysk dumy z bycia człowiekiem. Trudno to wytłumaczyć. Ludzie, ktorzy pracują w tym ośrodku zrobili wspaniałą pracę, towarzysząc mu w tej drodze do odzyskania własnej wartości. 

Planuję kupić mu w prezencie ładne skarpety i zaproponować wspólną pasterkę w polskim kościele. Znamy się już kilka miesięcy i mam nadzieję, że odbierze to naprawdę jako gest sąsiedzki a nie jakiegoś ckliwego miłosierdzia.

Okres świąt, dla osób z naszego kręgu kulturowego może być we Francji ciężki. Mam nadzieję, że nie załamie się i nie wróci do alkoholu…

***

My też za chwilę zabieramy się za ubieranie choinki.

Choć aż mi się serce kraje, bo nie będę widziała Irenki przez ładne 3 tygodnie w tym miesiącu grudniu, co mi z a w a s z e serwuje ostrą mieszankę emocji, tak na Koniec Roku.

Zatem ubieram choinkę z moim dzieckiem. Po raz pierwszy w życiu mogę pozwolić sobie (bez wyrzutów sumienia i notyfikacji na koncie) na zakup bombek i dupereli, jak sztuczny śnieg i tak, daje mi to satysfakcję. 

Jednego dnia wstałam wcześniej i ze spaceru z psem, znad rzeki, przytargałam gałązkę dzikiej róży, przyprószyłam sztucznym śniegiem i zawiesiłam ją w oknie, wraz z bombkami. Maleńka czynność z szufladki „kreatywność” a daje energicznego kopa na tydzień. 

Dziewczyny rzuciły się już w piątek za wycinanie wzorów w kartonie, bedą sprejować sobie okna. 

    
***

Prowadzam Irenkę do pani sofrolog, która uczy ją, jak się relaksować, jak oddychać, daje jej „narzędzia” do walki ze stresem i emocjami w szkole lub w domu. Irka mi za to podziękowała ostatnim razem i na razie wyglada na zmotywowaną. 
***

Ja zaczęłam chodzić regularnie na policyjną siłownię. Lubię tę atmosferę osiedlowego klubu z lat 90tych, szatnia wyglada nawet jakby od lat 80tych nie była remontowana. Może ja lubię luksus nowoczesnych sal, kiedy jestem w hotelu, od czasu do czasu, ale na codzień wolę minimalistyczne wnętrze, gdzie każdy szanuje maszyny jakby były jego.
Oprócz delikatnych zmian w jakości mojego ciała, mogę sobie obserwować stróżów prawa – czasem mam przed oczami kalendarz Bogów Stadionu w wersji „live”.

Chadzam tam z moim Księciem z Bajki oraz kolegą Piotrkiem. Powiem tak: jestesmy dziwną ekipą. Chłopaki trenują w binomie. Ja w innym kącie wypełniam swój plan. 

Benowi zaczynają rozchodzić się koszule na klatce aluzyjne (lekko) w pasie. Ale kiedy chwałę go za efekty, to się obrusza. 

Czasem dołączam do nich na koniec, na rozciąganie, i tak, podoba mi się to. 

   
***

Burze hormonalne w moim ciele, ładnie ujmując, dewastują mnie co miesiąc. Ale jestem coraz cześciej świadoma „znaków zapowiadających”. Zamiast hamować w sobie gniew, zazdrość, rozczarowanie, zaczynam je przez siebie „przepuszczać”. Zostawiają wówczas we mnie mniej śladów. Czasem.
No i seanse masaży z Sandy wpływają rewelacyjnie na moje samopoczucie. 

***

A dziś byliśmy razem w polskim kościele. Cała trojka wynudziła się jak mopsy, ale jestem im wdzięczna za te półtorej godziny poświecenia. Trochę tłumaczyłam Benowi od ucha kazanie, dziewczynom, jak wszystkim dzieciom w kościele, nie przeszkadzało, że nic nie rozumieją, wpatrywały się w swoje paznokcie, lub bacznie obserwowały, kiedy wstawać, kiedy klękać itp. Ale byliśmy tam razem i w tamtej chwili czułam, że ta moja nienormalna, posklejana rodzina, jest jednak Rodziną. 

 
I tym akcentem pragnę życzyć Wam miłego niedzielnego wieczoru. Jutro z kalendarza spadnie kolejna kartka… żeby przyniosła wam Radość i takie ludzkie Ukojenie i Zadowolenie. 

Self/Less

Stary, bardzo bogaty człowiek, Damian, choruje na raka.

Zostało mu kilka, może kilkanaście tygodni życia.
Ekskluzywna, tajna firma proponuje mu deal – może on przenieść swój umysł do nowego ciała -ciała wyhodowanego w laboratorium, zdrowego i relatywnie młodego (35 lat). Czytaj dalej

Kilka filmów

Mialam, duzo, duzo czasu, niewygodny fotel w klasie yankee (zreszta zawsze latam eco, wiec zadna nowosc), duzo hormonow stersu we krwi (Lyon – Monachium, Monachium – Zurich, Zurich – Los Angeles, ledwo nadazalam na przesiadki a na ostatnia zdazylam tylko dlatego, ze samolot mial 2 godziny opoznienia), zobaczylam kilka filmow z jakze rozczarowujacej oferty Swiss Air.

Czytaj dalej

Echo

Trochę u mnie cicho.

Już nie oglądam TV, radio – słucham tylko wybranych audycji, najcześciej podkastów, gazety czytam czasem w samolocie (wtedy mam zazwyczaj wybór zagranicznej prasy, co w tej Francji stoi drukiem, zależy przede wszystkim od tego, kto rękę myje redaktorowi naczelnemu). Chowam się przed wiadomościami, nawet tego nie ukrywam.

Czytaj dalej

Tygodnik

Niedziela.

Moje ciało mówi mi, że nie mam lat 29, całonocne picie szampana a na to wódki kończy się całodniowym jaszczurkowaniem z kanapy na łóżko, z łóżka na dywan, z dywanu na podłogę, niżej sie nie da. Czytaj dalej

Nouvelle generation

Odwiedziła mnie wczoraj J.
J. jest corka kolezanki. J. ma lat 20. Najstarsza z sióstr w rodzinie patchworkowej (każda z nich ma innego ojca). Studiuje w Lyonie. Zamieszkała ze swoim chłopakiem. Akurat mielismy zapasowa zmywarke, wiec zmywarka poszla w dobre rece, do ich mieszkania. Zeby podziekowac, przyniosla kwiaty i butelke wina. Zrobilam ciasto z rabarbarem, usiadłyśmy przy stole i porozmawiałyśmy.  Czytaj dalej

#61 – O tym jak odkryłam że panicznie boję się pustki.

Kobieto, przeciez ty zawsze jestes takim wulkanem energii:  tu sport, tu praca, tu gotowanie, tam sprzątanie, tu dzieci, tam facet, koleżanki, a jeszcze znajdujesz czas zeby usiąść z książka na kanapie lub chociaz napisać dwa słowa na blogu. Do dzisiaj. Dziś po raz pierwszy czuję, że nie daję rady.  Czytaj dalej

#52 – O korzyściach z bycia (w związku z ) Color Blind

Siedzę sobie przy stole w pięknej (brązowej) spódniczce w (czerwone) kwiatki i bluzeczce (zielonoturkusowej). Teraz, jak o tym piszę wyobrażam sobie reakcję faceta, znającego na pamięć Alternatywy 4: powiedziałby pewnie : „no i jak to wyglada? Jak gówno w lesie!”. A tu proszę, kulturalnie: „ramiączko Ci spadło”. Pepper wyżebrał u mnie kawałek kiwi i zaraz go wypluł. A Ben: „nie smakuje Ci ,piesku, pomidorek?” Czytaj dalej

#43 – Wieści z frontów

Frontów renowacyjnych jest wiecej, ale dzisiaj skupię się na mieszkaniowych.

Dla przypomnienia :
Od miesiąca w naszym gniazdku trwają roboty.
Z jednopokojowego 100 metrowego mieszkania robimy trzypokojowe, z myślą o tym, by jeden pokój, gościnny, był zawsze dostępny, dla przyjaciół, znajomych i gości z Airbnb.

Czytaj dalej

Zbiorowa psychoza

Jestem w pracy poza domem. Oznacza to, ze znów narażałam swoje zycie, wsiadając do Embraera, którym ulewa targała w przestworzach, jakby był samolocikiem z papieru.

Nie zaprzeczę, jak większość pasażerów nerwowo spoglądałam na Crew, Crew spoglądał na nas, Pax-ów podejrzliwie. Nieszczęścia chodzą parami a ja nie chce byc ofiara czyjejś frustracji. Opowiadałam Wam branżowy dowcip? „What do pilots use as a contraceptive? Their personalities.”
Czytaj dalej

Urządzam kawalerkę

Hej,

Wiesci z frontu kawalerskiego, to jest kawalerkowego.

Po pierwsze primo, to cale urządzanie mieszkanie, po godzinach, wlecz sie jak flaki z olejem. Bo ja bym chciala tak poswiecic na to weekend I zeby juz bylo wszystko zrobione. A tak sie niestety nie da (a moze nie ogarniam :)). Czytaj dalej