Archiwum kategorii: Kobiece sprawy

Przepuszczone okazje – o walce z pokusą

Nie znam Was wszystkich, drodzy Czytelnicy. Niewątpliwie, Wy znacie mnie lepiej.

Być może domyślacie się, że spotykam wiele osób. Łatwo nawiązuję znajomości. Nawet kiedy nie siedzę w home office, tylko łażę po ulicach, wystarczy promień słońca, uśmiech, zatrzymanie się przed barką na rzece lub przed wystawą sklepu i już z kimś gadam. Częściej raczej ktoś ze mną zaczyna rozmawiać. I to jest jedna z moich skills, umiejętności, z których jestem dumna. Najczęściej interakcje z ludźmi sprawiają mi wiele przyjemności, ja ich (Was, innych ludzi) po prostu szczerze lubię. To się czuje, bo ludzie mówią mi, nawet nie za bardzo pytani, o rzeczach, których nie mówią innym. Te sformułowane myśli nie wychodzą poza nasze konwersacje. I tak tworzą się w mojej pamięci konstrukcje na kształt studni.

Przez lata pracy w męskim towarzystwie, nauczyłam się unikać cudzych rąk na moich plecach (bez uciekania sie do walenia po łapach), szeptów do uszka, i choć naprawdę, powtarzam się – szczerze lubię wszystkich tych ludzi z branży, lubię, czasem podziwiam i zazwyczaj czuje się dobrze i na swoim miejscu, nie zdarza mi się ulegać czyjemuś urokowi.

Założyłam sobie coś w rodzaju blokady. Intelektualnej, ma się rozumieć. Coś w rodzaju kodeksu wiedźmińskiego (wybaczcie, jak wiecie, aktualnie znaleźć mnie można głównie w Temerii tudzież  Redanii,  lub na jednej z 10 podbitych przez Wikingów wysp Północy albo wśród Lwowskich Matematyków).
Mój specjalnie dostosowany kodeks opiera się na zasadzie, wbitej mi do głowy przez kolegów jeszcze z łódzkiego uniwerku : „nie ruszam dupy ze swojej grupy”. Po pierwsze : tu się pracuje, tu się widzi tych samych ludzi raz na pół roku, ci Ludzie mają rodziny, podobnie jak i ja.

Drugim filarem mojego kodeksu jest zaufanie. Mój Mąż, to przede wszystkim mój Partner a nie ma partnerstwa bez zaufania. To, że wybywam na tydzień, to że wieczorami jadamy kolacje w małym gronie i chodzimy na tańce i wódkę (w wielkim świecie nazywa się to „na drinka”)… To że ludzie czują się ze mną wystarczająco swobodnie, by opowiadać mi o swoich osobistych sprawach nie znaczy, że „to” skończy się przypadkowym duetem w czyimś pokoju hotelowym. Szanuję nie tylko siebie, mojego Męża-Partnera ale i Was, drogie żony, których wprawdzie nie znam, ale potrafię doskonale wczuć się w Wasze role – mój Mąż też sporo się rozbija w delegacjach. Zbyt dużo naoglądałam się i wysłuchałam tragedii o przelotnych romansidłach, które doprowadziły do tragedii, zbyt dużo. I to wszystko, ładnie poukładane w mojej systematycznej głowie doskonale sprawdzało się przez lata.
Czytaj dalej

Najlepsza Siostra

Soroptimist

Pisałam już wcześniej o Klubie Soroptimist, czyli Najlepszej Siostrze.
Pozwólcie mi napisać o tym raz jeszcze, ponieważ wczoraj miała miejsce bardzo wzruszająca ceremonia. Zostałam mianowicie oficjalnie przyjęta w szeregi tej organizacji.

Czytaj dalej

O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach)

O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach)

Pisałam Wam niedawno o akcji Eksperymentujesz ? – skad sie wziela i dlaczego warto eksperymentować w codziennym życiu.

Luty jest pięknym miesiącem, by eksperymentować w Miłości.

O eksperymentach w miłości – dla par w stałych związkach

– Mężu, masz ochotę się wypowiedzieć w tym temacie ?
– A mam wybór ?
– …

– Mąż: Weźmy na przykład Kamasutrę… 28 pierwszych pozycji, na każdy dzień miesiąca i po eksperymencie.
– Ja: Wydawało mi się, że Kamasutrę już przerobiliśmy (buahaha)
– Mąż: Taaa? Stan no na głowie…
– Ja …
– Mąż: Albo poeksperymentujmy w różnych miejscach w domu….
– Ja: No, tak, powiało świeżością pomysłów.

Czy nie zaskakuje Was, drogie Panie, fakt, że w odpowiedzi na pytanie o Miłość, małżeńska konwersacja poszła od razu w kierunku uciech cielesnych? Proza życia… Czytaj dalej

SI

Soroptimist czyli Najlepsza Siostra. Soroptimist International jest to międzynarodowa organizacja, działająca w 133 krajach i zrzeszająca prawie 75 tysięcy kobiet. Ma rowniez swoja reprezentacje w Organizacji Narodow Zjednoczonych i działa na rzecz poszanowania prawa kobiet, w bardzo szerokim znaczeniu. SI działa na wielu frontach. Dla mnie najważniejszym filarem jest Edukacja. Z jednej strony mamy kraje, gdzie dziewczynki musza isc do pracy by zarobić na szkoły swoich braci.  Z drugiej, w  krajach „rozwiniętych”, młodzież, która uznaje, że wszystko jest już im dane, zaklepane, zarezerwowane, nie ma żadnych obowiazkow innych niż „dobrze się uczyć i być w życiu szczęśliwym”. Czytaj dalej

Przypominajka (Po co czekać do lutego?)

Grudzień. Święta. Prezenty. A może w tym roku, moje drogie czytelniczki, sprawicie sobie same maleńki prezent, który może wiele zmienić?

Chciałabym dziś napisać coś o kulkach, zwanych kulkami Geishy.

Właściwie niczego nowego znów tu nie odsłonię : wszystkie wiemy, że sprawne mięśnie Kegla przynoszą więcej satysfakcji w strefie naszego życia erotycznego.

Ale czy wystarczająco dużo mówi się o innych „efektach ubocznych” używania kulek Geishy?

Przemierzając przestworza Internetu w poszukiwaniu podpowiedzi, jakby tu żyć szczęśliwie i satysfakcjonująco w parze z jednym i tym samym samcem od lat, co i rusz pojawia się temat mięśni Kegla, ale, o zgrozo, nie tylko w kontekście fikuśnych treści.

To pewnie dlatego, że motory wyszukiwarek znają moją metrykę, podsuwają mi cześciej informacje… zdrowotne. co jest trochę oburzające, ale trochę i nie… może Wyszukiwarki i Spece od Marketingu myślą sobie, „tyle lat się po świecie buja, to wie jak sobie radzić w związku, ale nie jest uświadomiona, co jeszcze Druga Połowa Życia szykuje jej w prezencie”…

Na pewno wiecie, drogie Panie, że z wiekiem wszystkie mięśnie, szczególnie te rzadziej używane słabną. I dokładnie to samo dzieje się z mięśniami dna macicy.

Według International Continence Society ponoć statystycznie 8% populacji (8% z 7 miliardów to zaczyna być interesująca grupa docelowa) jest dotknięta problemem nietrzymania moczu.

Oczywiście to temat wstydliwy i często nieobecny we wszelkich dyskusjach, więc śmiem wysunąć tezę, że 8% jest liczbą zaniżoną.

Drugą przypadłością, do której prowadzą zaniedbane mięśnie dna macicy jest obsunięcie się organów („zaburzenie statyki narządu rodnego” jak mówi ciocia Wikipedia, dodając że w Polsce dotkniętych nią jest 33% kobiet a w UK 2 kobiety na 1000).

Powiem krótko. Nie jestem jeszcze dotknięta ani pierwszą ani drugą przypadłością. Nie będę mogła powiedzieć za 20 lat (jak w przypadku spożywania produktów odzwierzęcych) że „nie zdawałam sobie sprawy”. Do diaska, „co się zobaczyło, to się nie odzobaczy”.

Do tego fb usłużnie podsunął mi wspomnienia sprzed 3 lat, kiedy to siedziałam na nudnym zebraniu w byłej pracy i ćwiczyłam mięśnie Kegla. A teraz, kiedy zebrania nie są nudne? Po prostu o tym zapominam 🙂

Pobiegłam do szafy i wyciągnęłam moje sekretne figlarne pudełko, z pamiątkami z Amsterdamu. I tak  krzątam się po domu, z uśmiechem prawie Mona Lizy.

Ustawiłam sobie alarm w telefonie (ale nie powiem na którą godzinę, niech to zostanie moją słodką tajemnicą:-)) i biorę się za ćwiczenia, tym bardziej że skoro mam już ten gadżet, to lepiej byłoby go używać, prawda?

Warto, moje drogie Czytelniczki pamiętać o kulkach i mięśniach Kegla, nie tylko w okolicach 14 lutego, kiedy internet szaleje na punkcie zabawek erotycznych (no dobrze, internet szaleje na tym punkcie widocznie tylko wsród moich znajomych :-)).

Zatem, owocnych ćwiczeń 🙂 i miłego tygodnia.

PS. A tutaj jest super apka-przypominajka 🙂 http://www.lightsbytena.com/

Czerwony namiot, Anita Diamant

Dziękuję Annie z za świetną rekomendację. Anna pięknie zrecenzowała Czerwony Namiot, i niewiele mogę od siebie dodac, jednak się pokuszę.

Ta książka pochłonęła mnie na kilkanaście wieczorów, może dlatego, że naprawdę nie chciałam jej zakończyć.

Na pewno pamiętacie biblijna historie rodziny Jakuba i Józefa, a jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie do Biblii, Księga Rodzaju od rozdziału 29,1. Czytaj dalej

Wszystko jest możliwe 

Dziś rano zobaczyłam ten film-reportaż (ma kilka lat)

http://vod.tvp.pl/17100422/wszystko-jest-mozliwe

Chodził za mną ten film cały dzień (na zmianę z przeczytaną historią jednej z Klubowych koleżanek, choć tematy są zupełnie niezwiązane).

Pani Teresa ma (na filmie) 79 lat i od 15 lat przemierza świat, za pieniądze ze swojej emerytury o zawrotnej wysokości 900 złotych. Ale 900 złotych może reprezentować zupełnie różne wartości… Czytaj dalej

Kartka z kalendarza

Lyon powoli i ostrożnie wchodzi w
świąteczny mood.
Nie, żeby zaraz Święta Bożego Narodzenia – przecież uraziłoby to ateistów, muzułmanów lub osoby po prostu samotne, które z rożnych powodów schowały magię bożonarodzeniową do kieszeni, na inną okazję. A przecież Francja tolerancyjna jest.

Zatem pojawiają nam się na ulicach choinki, światełka, wystawy ubierają się w gwiazdki, świeczki i rożne błyszczące sreberko-złotełka, byśmy radośnie czcili „Święta Z Końca Roku” (Fêtes de fin d’année).

W dzielnicy zamknęły się dwie księgarnie, za to jedna się otwiera, poczekam dwa dni i kupię prezenty raczej u księgarza niż w internecie.

Jeden Pan w Stowarzyszeniu, dla którego robię tłumaczenia, sam z siebie przestał pić. Pewnego dni po prostu powiedział, że nie weźmie do ust alkoholu. I dzielnie się trzyma od 6 miesięcy. Zaczął „dbać” o swoje zdrowie (pierwszym krokiem jest stawianie się na wizyty lekarskie). Kiedy od siebie dyskretnie pogratulowałam mu wyboru i silnej woli, w jego oczach zobaczyłam, po raz pierwszy, błysk dumy z bycia człowiekiem. Trudno to wytłumaczyć. Ludzie, ktorzy pracują w tym ośrodku zrobili wspaniałą pracę, towarzysząc mu w tej drodze do odzyskania własnej wartości. 

Planuję kupić mu w prezencie ładne skarpety i zaproponować wspólną pasterkę w polskim kościele. Znamy się już kilka miesięcy i mam nadzieję, że odbierze to naprawdę jako gest sąsiedzki a nie jakiegoś ckliwego miłosierdzia.

Okres świąt, dla osób z naszego kręgu kulturowego może być we Francji ciężki. Mam nadzieję, że nie załamie się i nie wróci do alkoholu…

***

My też za chwilę zabieramy się za ubieranie choinki.

Choć aż mi się serce kraje, bo nie będę widziała Irenki przez ładne 3 tygodnie w tym miesiącu grudniu, co mi z a w a s z e serwuje ostrą mieszankę emocji, tak na Koniec Roku.

Zatem ubieram choinkę z moim dzieckiem. Po raz pierwszy w życiu mogę pozwolić sobie (bez wyrzutów sumienia i notyfikacji na koncie) na zakup bombek i dupereli, jak sztuczny śnieg i tak, daje mi to satysfakcję. 

Jednego dnia wstałam wcześniej i ze spaceru z psem, znad rzeki, przytargałam gałązkę dzikiej róży, przyprószyłam sztucznym śniegiem i zawiesiłam ją w oknie, wraz z bombkami. Maleńka czynność z szufladki „kreatywność” a daje energicznego kopa na tydzień. 

Dziewczyny rzuciły się już w piątek za wycinanie wzorów w kartonie, bedą sprejować sobie okna. 

    
***

Prowadzam Irenkę do pani sofrolog, która uczy ją, jak się relaksować, jak oddychać, daje jej „narzędzia” do walki ze stresem i emocjami w szkole lub w domu. Irka mi za to podziękowała ostatnim razem i na razie wyglada na zmotywowaną. 
***

Ja zaczęłam chodzić regularnie na policyjną siłownię. Lubię tę atmosferę osiedlowego klubu z lat 90tych, szatnia wyglada nawet jakby od lat 80tych nie była remontowana. Może ja lubię luksus nowoczesnych sal, kiedy jestem w hotelu, od czasu do czasu, ale na codzień wolę minimalistyczne wnętrze, gdzie każdy szanuje maszyny jakby były jego.
Oprócz delikatnych zmian w jakości mojego ciała, mogę sobie obserwować stróżów prawa – czasem mam przed oczami kalendarz Bogów Stadionu w wersji „live”.

Chadzam tam z moim Księciem z Bajki oraz kolegą Piotrkiem. Powiem tak: jestesmy dziwną ekipą. Chłopaki trenują w binomie. Ja w innym kącie wypełniam swój plan. 

Benowi zaczynają rozchodzić się koszule na klatce aluzyjne (lekko) w pasie. Ale kiedy chwałę go za efekty, to się obrusza. 

Czasem dołączam do nich na koniec, na rozciąganie, i tak, podoba mi się to. 

   
***

Burze hormonalne w moim ciele, ładnie ujmując, dewastują mnie co miesiąc. Ale jestem coraz cześciej świadoma „znaków zapowiadających”. Zamiast hamować w sobie gniew, zazdrość, rozczarowanie, zaczynam je przez siebie „przepuszczać”. Zostawiają wówczas we mnie mniej śladów. Czasem.
No i seanse masaży z Sandy wpływają rewelacyjnie na moje samopoczucie. 

***

A dziś byliśmy razem w polskim kościele. Cała trojka wynudziła się jak mopsy, ale jestem im wdzięczna za te półtorej godziny poświecenia. Trochę tłumaczyłam Benowi od ucha kazanie, dziewczynom, jak wszystkim dzieciom w kościele, nie przeszkadzało, że nic nie rozumieją, wpatrywały się w swoje paznokcie, lub bacznie obserwowały, kiedy wstawać, kiedy klękać itp. Ale byliśmy tam razem i w tamtej chwili czułam, że ta moja nienormalna, posklejana rodzina, jest jednak Rodziną. 

 
I tym akcentem pragnę życzyć Wam miłego niedzielnego wieczoru. Jutro z kalendarza spadnie kolejna kartka… żeby przyniosła wam Radość i takie ludzkie Ukojenie i Zadowolenie. 

Tygodnik

Niedziela.

Moje ciało mówi mi, że nie mam lat 29, całonocne picie szampana a na to wódki kończy się całodniowym jaszczurkowaniem z kanapy na łóżko, z łóżka na dywan, z dywanu na podłogę, niżej sie nie da. Czytaj dalej

Nouvelle generation

Odwiedziła mnie wczoraj J.
J. jest corka kolezanki. J. ma lat 20. Najstarsza z sióstr w rodzinie patchworkowej (każda z nich ma innego ojca). Studiuje w Lyonie. Zamieszkała ze swoim chłopakiem. Akurat mielismy zapasowa zmywarke, wiec zmywarka poszla w dobre rece, do ich mieszkania. Zeby podziekowac, przyniosla kwiaty i butelke wina. Zrobilam ciasto z rabarbarem, usiadłyśmy przy stole i porozmawiałyśmy.  Czytaj dalej

O powodzeniu w życiu

Wczoraj były urodziny mojego Ojca.

Zadzwoniłam z życzeniami, miałam okazję zamienić kilka słów, zadzwonił telefon z pracy, musiałam skończyć rozmowę a później skończył się dzień.

(Czasem czuję się, jakbym była na jakiejś planecie z Interstellara, moje 2 godziny mogą śmiało trwać czyjeś 24h).

Tata podziękował za życzenia i powiedział mi, ze jest ze mnie dumny.

Że powiodło mi się w życiu. Czytaj dalej

U fryzjera

Relaksowałam się u fryzjera, podczas gdy moje niektóre siwe włosy zamieniały się w przyjemny blond, przeglądając gazety, których zazwyczaj nie kupuję i nie czytam.

Trafiłam na taki krotki wywiad promujący książkę pewnej francuskiej prezenterki telewizyjnej i chyba radiowej. Nie oglądam TV, nie znam jej kariery ani życiorysu, ale w oczy wbiło mi sie kilka zdań : Czytaj dalej

#28 – Coś od siebie, dla kogoś, po nic

To taka moja, bardzo szeroko pojęta, definicja wolontariatu.

Długo o tym myślałam. Żyjemy w systemie naczyń połączonych, tu sie coś uleje, gdzie indziej sie napełni. Podarowanie swojego czasu, swoich kompetencji lub talentów, dla społeczeństwa, w zamian za NIC chyba logicznie nie jest możliwe, mimo wszystko COŚ na tym zyskujemy.  Czytaj dalej