• Matka,  Rodzina Patchworkowa

    Ja, dorastająca matka

    Wybyłam (samowolnie), wbrew wlasnym zasadom, z domu w błyskawiczna podróż służbową w tygodniu, kiedy “mam dziecko”. Wiecie co jest najgorsze? Wcale nie organizacja. Mam psaipsiołkę, samotna matkę trójki dziewcząt w wieku zbliżonym do mojej Irenki. Przygarnęła Irke na wieczor i noc, mimo, ze mieszka w innej dzielnicy i mimo, ze musiała specjalnie przyjeżdzać po nią metrem, bo nie ma samochodu. (Ben wraca późno z pracy a ja nie chce, zeby ona sama siedziała w domu przez kilka godzin). Jestem pewna, ze dobrze sie bawiła, bo to takie dziecko, ktore lubi sie socjalizować (nawet zazdrośnie powiem, ze moja nieobecność przekształciła się w imprezę…)

  • mieszkanie

    #43 – Wieści z frontów

    Frontów renowacyjnych jest wiecej, ale dzisiaj skupię się na mieszkaniowych. Dla przypomnienia : Od miesiąca w naszym gniazdku trwają roboty. Z jednopokojowego 100 metrowego mieszkania robimy trzypokojowe, z myślą o tym, by jeden pokój, gościnny, był zawsze dostępny, dla przyjaciół, znajomych i gości z Airbnb.

  • mama nastolatki,  podróże

    #42 – London Town – co zwiedzic z 12-to latkami ?

    Siedzimy na alpejskiej lace (tak, ucieklismy z miasta, od dwoch remontow) i planujemy przyszly weekend. Wybieramy sie, Cztery Patchworki, do mojego ulubionego miasta. O ile wiem jak sie soba zajac, kiedy mam tam wolne popoludnie lub wieczor, o tyle zwiedzanie z dwojka podrostkow. Rooftop bary odpadaja. Co wiecej, natknelam sie na opis obrazu pewnego holenderskiego misrza: The Effects of Intemperance by Jan Steen,

  • dla par

    U fryzjera

    Mija prawie pol roku od kiedy zaczęliśmy terapię związku. Na razie nie widzę zbyt dużo efektów pozytywnych. Nabieram przekonania, że jestesmy na złej drodze. Mamy zdrowe i mądre dzieci (co prawda nie "wspólne"), mamy komfortową sytuację materialną, oboje pracujemy w dziedzinach, ktore przynoszą nam ogromna satysfakcję zawodową. Co sie stało "po drodze"?

  • Rodzina Patchworkowa

    #39 – Wielkanoc. Inaczej.

    Tegoroczna Wielkanoc byla zupelnie inna. I (prawie) jedna z moich najulubienszych od dziesiecioleci. Moja Siostra znalazla gospodarstwo agroturystyczne (Miedzy Zamkami) o 40 km od lotniska w Katowicach.  czyli “w polowie drogi”. Wynajelismy pokoje dla Rodzicow I kazda dla swojej rodziny. To byly swieta z tradycyjnymi wielkanocnymi posilkami, kosciolem I swieconka, rodzina wokol stolu, ale bez swiatecznej bieganiny z mopem I szmata, bez gotowania I stresu czy wszystkim wszystko przypadnie do gustu, bez przymusowych wizyt. Doslownie rodzinnie.