#52 – O korzyściach z bycia (w związku z ) Color Blind

Siedzę sobie przy stole w pięknej (brązowej) spódniczce w (czerwone) kwiatki i bluzeczce (zielonoturkusowej). Teraz, jak o tym piszę wyobrażam sobie reakcję faceta, znającego na pamięć Alternatywy 4: powiedziałby pewnie : “no i jak to wyglada? Jak gówno w lesie!”. A tu proszę, kulturalnie: “ramiączko Ci spadło”. Pepper wyżebrał u mnie kawałek kiwi i zaraz go wypluł. A Ben: “nie smakuje Ci ,piesku, pomidorek?” 🙂 Korzyścią w czasie remontu jest fakt, że to ja mogę decydować o kolorach. Taka niby wolność wyboru. Bo za tym “przywilejem” kryje sie ślęczenie po nocach w internecie w poszukiwaniu inspiracji a pozniej stres odpowiedzialności za całokształt. Na przykład ściany i farba w kolorze “kwiatu bawełny”. To taka ściema (bardzo przepraszam fachowców od farbiarskiego marketingu), ktora znaczy, że ta farba nie jest białą tylko “złamaną bielą”. Pozniej stoi człowiek w Castoramie przed ścianą ze złamanymi bielami i z marszu eliminuje kolory nazwane przez fachowca np: “welonem narzeczonej” (no bo tłumacz pozniej fachowcom, żeby malowali ścianę w welon?). Możnaby było użyć po prostu numeru, jak pantone, ale po co ? Także niektóre ściany pokryte są u nas kwiatem k***a bawełny. Albo po wielu dyskusjach – w których przekonano mnie, by wybrać coś bardzo neutralnego – wybrałam kolor mebla. Szary “Silicium”. Wchodzę sprawdzić jak się prace posuwają. Ben zachwycony : Ja dużo mniej. Już nawet nie chodzi o to, że na meblu Silicium wyglada zupełnie inaczej niż na papierze. Normalnie napadły na mnie obiekcje, czy aby szary był dobrą bazą. Marzę, by ten remont już się zakończył…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *