Wernisaż

Byłam wczoraj na wernisażu żony mojego byłego szefa (które to spotkanie kwalifikuje się do 101 wizyt w 1001 dni) Wiecie jak to jest, mała galeria, artyści mało (jeszcze) znani, główną publiczność stanowią znajomi znajomych, tacy jak ja i znajoma mama koleżanki Irenki ze szkoły. Rozmowy to takie typowe small talk o niczym. Krąży wino. Krążą…