Trzeci

Lekarz i usg wiedza swoja, a ja wiem swoje – kochany Pamiętniku, oto skończył się trzeci miesiąc ciąży. I oto najważniejsze fakty z tego miesiąca:

  • okołobrzuszkowe
  • okołonastolatkowe
  • okołomezowe
  • okołopracowe
  • i inne refleksje

Okołobrzuszkowe

Otrzymałam wyniki badania prenatalnego papp. Dla niewtajemniczonych to te na oszacowanie ryzyka trisomii 21, te pierwsze z potencjalnie serii trzech badań, które się proponuje (we Francji) kobietom w ciąży. Jego koszt to około 100 euro i jest, chyba dla wszystkich a na pewno dla kobiet po 38 roku życia, zwracane przez Securite Social.
Jeśli wynik badania papp, w zestawieniu z wynikami z usg (gdzie mierzy się przezierność karczkowa i sprawdza obecność kości nosowej) oraz kilkoma innymi czynnikami (np. wiek, stosunek masy ciała do wzrostu, skorelowane z podatnością na nałogi, np. palenie papierosów) są zadowalające, czyli ryzyko jest oszacowane na mniej niż 1:250, nie robi się dodatkowych badań.

Drugim jest kolejne, nieinwazyjne badanie krwi, na wykluczenie kilku innych chorób genetycznych, ale jest dość drogie (ok 400-500 euro) i nie jest ono zalecane automatycznie. Dopiero gdy wynik pierwszych badan budzi wątpliwości, otrzymuje się skierowanie na dobrowolne badania (koszty wówczas sa również zwracane przez Securite Social). Jeśli wyniki tych badan również wykażą zwiększone ryzyko, wówczas proponuje się amniopunkcje, ale jak zaznaczyła moja pani Gin, praktycznie już się go nie wykonuje…

We Francji (a przynajmniej u mojego lekarza) nie otrzymuje się wyników badania papp do ręki, bez konsultacji z lekarzem. Do mnie przed weekendem zadzwoniła sekretarka z gabinetu, powiedziała, ze mogę spać spokojnie, ryzyko jest oszacowane na 1:1280 (gdzie, jak straszy Wikipedia, dla mojego wieku średnia to 1:100). W polaczeniu z 0.6 mm tej przezierności karczkowej (o której więcej już nawet nie chce słyszeć), wychodzi ze ryzyko, jeśli istnieje, jest minimalne i żebym wyluzowała, omówimy wyniki podczas kolejnej wizyty. No to wyluzowałam.

Bo to jednak duży kamień na sercu – był.

Podczas ostatniej wizyty pani Gin, na sam koniec, wygłosiła prawdę objawiona : proszę uważać z cukrem (w badaniu krwi cukier w normie), nie więcej niż 3 owoce dziennie. Spojrzeliśmy się z mężem po sobie. To co ja będę jadła ? Powiedziałam. To panie nie je w ogóle nabiału, jajek ani ryb ? no nie. Oczy na mnie, spojrzenie na wyniki badan, znów na mnie. Koniec tematu.

Zapisaliśmy się również na porodówkę. Nawet dobrze , ze zapisaliśmy się teraz, w styczniu na sierpień bo się okazało ze ZNOWU jest problem administracyjny z moim „etat civil” i tego widocznie nie da się zalatwic w jeden dzień. Od mojego rozwodu z pierwszym mężem upłynęło, zaraz, 12 lat ? od mojego ślubu z drugim mężem – już półtora. A ja wciąż, w różnych papierach jestem zarejestrowana pod nazwiskiem mojego byłego męża. Na przykład  w systemie szpitali lyońskich rodziłabym teraz jako pani J. a nie pani R. Zaczęłam wiec serie pielgrzymek po różnych instytucjach, CAF, Securite Sociale i mam nadzieję, ze do sierpnia wszystko będzie w porządku.

Sama wizyta jest raczej smutna, bo nawet położna która nas przyjmowała powiedziała, ze też chciałaby z nami porozmawiać dłużej, ale jest tylu ludzi w kolejce, ze musi się spieszyć. Więc tylko wywiad środowiskowy typu : jak tam ze spożyciem alkoholu ? Zgodnie z prawda odpowiedziałam, ze odkad jestem w ciąży nie pije, ale przed, kiedy jeździłam na targi i po swiecie, przez 2-3 tygodnie w miesiącu zdarzało mi się pic codziennie po 3-4 lampki wina, czy szklanki koktajli. Wiecie jaka była reakcja, prawda ? „To może potrzebuje pani pomocy by odstawić alkohol w ciąży ?” Niespecjalnie, bo nie jest mi trudno, ale nie wiem czy uwierzyła. Na szczęście nie palę, w żyły sobie nie daje a jeśli chodzi o czwarta plagę, czyli weganizm, pani nie pytała o mięso, jajka i mleko, wiec spoko.

Poza tym była pierwsza osoba, która spojrzała mi w oczy i powiedziała : jest pani w zdrowej ciąży, prosze zapomniec o wieku. Czy zdajecie sobie sprawę, jak to dobrze coś takiego usłyszeć ?

Okołonastolatkowe

To co ja przechodzę aktualnie z moja nastolatka to odrębna sprawa. Ona postanowiła, ze wyprowadzi się od września, czyli od czerwca, do swojego ojca, gdzieś nad Atlantyk, do regionu Vendee. Po prostu uparła się i już. Wymyslila sobie, ze tylko tam jest super szkoła z internatem, w której można się przygotować do zawodu Zarzadzajacego Kolkiem Jezdzieckim (nawet nie mam ochoty tłumaczyć tego tytułu). Pojechaliśmy obejrzeć, dla porównania, jedna z takich szkol niedaleko Lyonu. Powiem Wam – bajka.

To ogólnie profil szkoły zawodowej, agricole, czyli rolniczej. Te szkoły są dofinansowane z budżetu ministerstwa rolnictwa.  Mają raczej małe klasy, po 20 uczniów, laboratoria sa tak wyposażone, ze proszę usiąść i zbierać szczękę z podłogi. Nauczyciele i dzieci stanowią zgrany zespół.  “Jaki autobus tu podjezdza, pyta jedna z nauczycielek uczniów swojej klasy, no wiecie, tym co czasem jeździmy do McDonaldsa ?” Osobiscie nigdy nie pojechałam z żadnym nauczycielem, profesorem, wychowawca do McDo, nie żebym była za McDo, bron Boze, ale widać, że to po prostu fajna ekipa.  Stosunki mają bardziej na zasadzie „wydobędę z dzieci co najlepsze, oswaja je i zmotywuje je do pracy nad sobą” niż klasyczne udupienie pałami, które obserwuje do tej pory. Do tego oferują i internat, i opiekę nad młodzieżą.

A moja córka – i tu się z nią zgadzam – bardzo chce mieszkać w internacie, i obie, z różnych powodów, ale myślimy, ze dobrze jej to zrobi.  Szkoła położona o kilkanaście km od Lyonu, w pięknej okolicy – kiedy tam dojeżdżaliśmy byłam oczarowana architektura i pejzażem. Jej tez się podobało.

No ale ponieważ moja córka już ma upatrzona szkole o 700 km stad, wynalazła sobie warunek nie do przeskoczenia, żeby jednak do tej koło Lyonu nie postulować. Egzamin tzw Galop 5.  Praktykę, powiedziała, zdałabym z palcem w nosie, ale nigdy z życiu nie nauczę się nazw wszystkich końskich mięśni przez miesiąc. Skoro tak postanowiła, to tak się stanie. Stanęła okoniem i koniec.

Poza tym zaczęła właśnie praktyki. We Francji w gimnazjum (w 3eme) obowiązkowe są praktyki w środowisku zawodowym. Nie wiem, czy to dobre czy złe, wiem, że są dzieci, i jest ich mnóstwo, którym rodzice załatwiają praktyki – po znajomościach. Moja córka chciała przejść praktyki najpierw u weterynarza a później się jej odwidziało i postawiła na kółko jeździeckie. Jestem z niej bardzo dumna, bo załatwiła je sobie sama. Sama zadzwoniła po stajniach, sama napisala CV, umawiała się na rozmowy. W końcu znalazła, przez przypadek w jednej z najlepszych stajni w okolicy Lyonu, najlepszych pod względem rezultatów, co niestety nie zawsze idzie w zgodzie z atmosfera. Ale cóż, takie jest życie zawodowe, prawda ?

Od poniedziałku zatem, moja córka poznaje uroki świata pracy. Wstaje o 6h30, następnie czekają nas korki by wyjechać z Lyonu do tej stajni (później mnie czekają te same korki w druga stronę, kiedy wracam do domu). Przez 4-5 godzin wywija widłami i łopata, zmienia słomę w boksach, podaje siano, aż się jej zrobiły odciski na dłoniach.Pierwszego dnia wróciła tylko zmęczona, wczoraj zmęczona i odrobinę zniesmaczona : właściciel stajni jest wiecznie pijany, sami sobie organizujemy prace, dorośli nie zwracają na nas uwagi, do tego ktoś z praktykantów się rządzi i mówi wszystkim co mają robić. Dziś rano ledwo ja zwlekłam z łóżka, a kiedy podjechaliśmy pod stajnie usłyszałam, „a do tego jest zimno, bryy”. Myślę, że jeśli po takim tygodniu pracy , w takich okolicznościach (fakt, panuje przenikliwe zimno) nadal zdecyduje się na tę ścieżkę kariery, to ja mówię brawo, moje dziecko.

Życie jest długie i będzie miała szanse na zmiany, jeśli tego zechce. A jeśli nie, to trudno, życzę jej by po prostu była szczęśliwa.
Oczywiście, ona tego tak nie widzi, obwinia mnie dosłownie o wszystko, a już najbardziej przykro mi się zrobiło gdy wczoraj zapytała : czy mogę jeść tam w restauracji ? Bo w domu nic nie ma. Mamy różne definicje słowa „nic”.

Ciężko jest się cieszyć po prostu z ciąży i przeżywać ją w spokoju, gdy w domu regularnie przechodzimy hormonalne tsunami.

Okołomężowe

Zresztą, nie tylko moja córka jest dla mnie źródłem niepokoju. Mój mąż, z różnych przyczyn, jak się okazuje, ma małe problemy „treso” czyli okazało się, ze firma dla której pracuje jako niezależny konsultant nie zapłaciła mu wciąż kilku faktur, na szczęście nie ma długów, po prostu żyje z oszczędności ale kiedy słyszy o moich planach na urlop wychowawczy, wpada w panikę. Pracujemy nad tym, nad moimi planami i jego panika. Na razie ucinamy koszty z gatunku „piękne życie” (kto czytał o Kakebo, ten wie o co chodzi) i np. Rezygnujemy z takich małych ekstra jak abonament na Netflix, Apple music oraz pomocy pani, która pomagała mi przy sprzątaniu domu.

Planujemy również sprzedać nasze mieszkanie i wyprowadzić się na wieś i te plany zaczynają być coraz bardziej konkretne. Z zakupem naszego mieszkania w tzw. „dobrej dzielnicy” w Lyonie zrobiliśmy naprawdę dobry interes. Między warunkami zakupu, warunkami kredytu, jakie dwukrotnie negocjowaliśmy z bankiem oraz skokiem cen miedzy 2013 a 2018, oszacowaliśmy wstępnie, ze po sprzedaży tego mieszkania i spłaceniu kredytu zostanie nam wystarczająco dużo środków by kupić całkiem ładny dom, w ładnej okolicy, być może bez uciekania się do dodatkowych kredytów. A kiedy pozbędziemy się kredytu mieszkaniowego, będzie to kolejny, tym razem milowy krok w stronę niezależności finansowej i tego naprawdę nam życzę. I to jest wielki pozytyw tej sytuacji, choć odrobinę mi żal tego mieszkania. Ale tylko odrobinę 🙂

Ten trzeci miesiąc jest taki słodko gorzki, powiedziałabym, bo wciąż cos się w naszych Patchworkach rozpruwa, wciąż coś cerujemy.

I inne refleksje

Z takich innych słodko-gorzkich refleksji, kiedy 15 lat temu byłam w ciąży, nie miałam srodkow, by kupować sobie te wszystkie okołobebikowe gadżety, dekoracje, ubranka, akcesoria. A teraz ? Teraz powiedzmy, mogę sobie na to wszystko pozwolić. Tylko – na co mi to ?
Rozglądam się po różnych forach, zaczynam otrzymywać tony mejli z reklamami dla młodych, he he , rodziców… I coraz bardziej się dziwie. Tak, została we mnie ta dziecięca zdolność do zdziwienia. Tam są jakieś elektroniczne gadżety (jak pluszak do łóżeczka, na baterie, który mruczy) . Albo jakieś przedmioty, których chęć posiadania ma wzbudzić we mnie podawana przez sprzedającego troska o uniknięcie katastrofy (nigdy nie zrozumiem po co komu „elektroniczna opiekunka” czyli zestaw nadajnik-odbiornik, kolejny sprzęt elektroniczny w pokoju dziecka…).  Zastanawiam się, po co to komu ?

Podobnie rzecz się ma z ubraniami ciążowymi. Ok, jeśli jesteś młoda kobieta, która planuje kilka ciąży, myślę ze rozsądnie jest zainwestować w kilka dobrych ubrań. Ale we Francji otworzył się start-up (no wiecie, bo my tu jesteśmy „start-up nation”). Wypożyczalnia ciuchów ciążowych. Za jedyne 99 euro miesięcznie można sobie wypożyczyć kilka ubrań, wymieniać je itp. Powiedzmy, ze trafi to do jakiejś kobietki w 3-4 miesiącu i pociągnie ona abonament przez 3-4 miesiące. To jest mimo wszystko 300-400 euro tylko na ubrania ciążowe. Gdy można sobie kupić, na forum fb markecie, na różnych lokalnych stronach sprzedażowych (leboncoin.fr), całkiem ładne spodnie, sukienki czy bluzki za max 10 euro za sztukę, to ten pomysł na biznes wydaje mi się kompletnym nieporozumieniem. No ale chyba tylko mnie się tak wydaje, firma funkcjonuje.

Okołopracowo

Odrobinę 🙂 również frustruje mnie sytuacja w pracy.  Bo wiecie, przeszła mi – i to jest całkiem naturalne, promocja na dość przyjemne stanowisko w firmie. Stanowisko, na które pracowałam ciężko 4 lata, i teraz zaczynają spływać wyniki.  A ja czuje sie juz jak odstawiona do szafeczki. Robię rzeczy które nie do końca mnie interesują, i do ktorych zupelnie nie mam teraz głowy (słowo, mój mózg jakoś z mniejszym polotem analizuje pewne sprawy i jest mniej czuły na robienie syntez) ani serca. Ale robię to no bo przecież i tak jest to miła praca, w porównaniu z innymi, ktore juz kiedys mialam.., Ja wiem, ze nie powinnam tak sie czuć, ale co poradzę, że tak sie czuje ? To już lepiej sobie pozwolę na te emocje, przyjdą i zrobią miejsce na nowe…

Poza tym zaczęłam takie kombo : ucze sie ładniej pisać (bo doszlo do tego, ze już sama siebie nie odczytuje) i jednocześnie odkrywam tajniki języka hiszpańskiego. Moja metoda to połączenie słuchania  podcastu poleconego przez Olga Nina  , równocześnie przepisujac skrypt pismem “print”, którego tajniki odkrywam dzięki e-bookowi znalezionemu na stronie Agaty.
Przeprosiłam sie też z akwarela, której nie tknęłam sam nie wiem ile lat, na pewno kiedyś w podstawówce 🙂 Wkręciłam sie w “wyzwanie” organizowane przez Kasie vel Zenja.  Malujemy sobie różne rzeczy, konkretniej aktualnie roślinki, co jest dla mnie zajęciem wysoko odstresowującym.
Szydełko na mnie zerka, ja zerkam na szydełko ale dopoki nie wiem, czy czekamy na Księcia czy Księżniczkę, nie śmiem nic robić. Mam już upatrzone wzory na kocyki dla chłopców i dla dziewczynek i po prostu co zaczynam jedno lub drugie, to sobie mówię – poczekaj 🙂
Zabieram sie do przyrządzenia mydła dla niemowląt, od Hajduczka 🙂 tylko jakoś nie mogę skompletować składników…

A ze starej mnie “ostała się ino joga”. Chodzę sobie wciąż do tej samej cudownej pani, która prowadzi bardzo fajne zajęcia dla ciężarnych kobiet. Co jedna ubywa, bo idzie rodzic, to ktoś nowy przybywa,fajnie jest tak byc w kręgu brzuszasty.

I tak upłynął mi trzeci, już trzeci miesiąc ciąży.

 

4 odpowiedzi do “Trzeci”

  1. :* tak się cieszę, że wszystko jest ok z Tobą i Twoją Fasolką :))
    Cała reszta – jakkolwiek nieczule to zabrzmi – to pryszcz, Wasze zdrowie najważniejsze.
    Ostatnio na warsztatach, gdzie chodzę się wyśmiać, wypłakać i wygadać w kręgu mojego Klanu Blizn do naładowanej sytuacją w swojej pracy kuleżanki powiedziałam, że spokojnie, bo to tylko praca. I nagle do niej dotarło, że tak faktycznie jest! (ona też bardzo lubi swoją pracę btw)
    P.S. Martwię się trochę, dasz znać, że książki już dotarły? Mój spokojny o wszystko mąż wysłał je zwykłym listem…w zasadzie listami.

    1. Dzięki Kasz !!!
      W sumie to wiem, ze tak jest, ale czasem emocje przerastają wiedzę i racjonalizm 🙂
      hm, nie, nie dotarły do mnie książki, niestety. Jeśli tylko sie pojawi, dam znać!

      Fantastyczna sprawa, ten Klan!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *