Czwarty

Ten czwarty miesiąc ciąży przejdzie chyba do mojej prywatnej historii pod hasłem staropolskiego powiedzenia : “w marcu jak w garncu”

Czego tu nie ma ?

Jest radość : Uśmiecham się patrząc na te moja piłeczkę pod koszulka. Nie myślę o tym, jak ja później zrzucę te nadprogramowe kilogramy, jak pozbędę sie tego cellulitu, jak wbije sie znowu w “mala czarna”. To będzie inny czas, inna ja, pomyślę o tym jutro. Czuję ruchy mojego synka. Długo nie chcialam wierzyc, ze to sa ruchy, mówiłam sobie – a, jelita i inne organy mi sie przesuwają 🙂 Ale zdecydowanie sa to ruchy i zdecydowanie sprawiają mi przyjemność.

Jest gniew, zdenerwowanie, jest wściekłość – chyba na cały świat. Najwięcej na Męża i Córkę, chyba o to, że jakoś mamy różne plany na życie.  Kiedy to pisze, to zdaje sobie sprawę, z tego, że to niemądre tak to odczuwać. Bo rozum mój pojmuje, że Córka chce niezależności, ze chce isc do tej szkoły z internatem, że chce zmienić środowisko, że chce po prostu czegos innego niz to co ja jej oferuje. Że Mąż też ma swoje lęki i niepewności, że czuje sie (już) odsunięty w przyszłej relacji, którą będziemy mieli ja i nasz syn. Ale w ciągu codziennych wymian, moje pierwsze reakcje to niezrozumienie i właśnie wściekłość, że ona nie chce z nami dłużej mieszkać i że on nie weźmie sie w garść i nie przestanie robić z igieł wideł. No i strasznie sie klocimy.

Są łzy. Kłócimy sie tak bardzo, że mi lekarz dał tydzien wolnego. W tej mojej Francji, gdzie nie daje sie zwolnień z pracy, ot bo jest sie w ciąży. Żebym odpoczęła.

Są lęki i strachy. Że zrobię coś źle. Źle umyje warzywa i to wywoła toksoplazmoze, że podczas spaceru pies szarpnie mnie, przewrócę sie i złamie nogę. (poważnie, mam takie mysli). Ze za mocno mnie coś boli, że coś ciągnie w dole brzucha nie tak jak powinno, że lekarz czegoś tam nie zobaczył na USG. Że za dużo się denerwuję. Co noc mam koszmary, budzę sie zlana potem,  w ogóle za mało śpie. A moze wlasnie zaczynam sie przestawiac na nocny tryb, bo w ciagu dnia ucinam sobie drzemki, kiedy tylko sie da ?

Jest zmęczenie. Ale są też i momenty jakiegoś kreatywnego wybuchu.

Świerzbią mnie ręce. Maluje, gotuje, szydełkuje. Szyje, tańczę i joguje.  Sprzątam, robię mydło i kremy, którymi smaruje sobie brzuch.  Po czym padam na twarz.

Kupiłam pierwsze pieluszki wielorazowe, wyprałam je i czekają sobie teraz w szufladzie komody, na swój czas.

Zapisalam sie do “szkoly rodzenia” (pierwsze zajęcia dopiero w kwietniu, ale juz sie ciesze, bo znalazlam taka fajną, ciepłą położną) . Chyba uwiodła mnie oferta “wieczoru przy pizzy dla przyszłych tatusiów”, czyli jeden długachny seans dla panów, gdy wyjaśni sie im to co nas, rodzących  nie bedzie interesowalo : co to za sprzet, co to za rurki, gdzie mają sie trzymać podczas porodu i co maja robić, (szczególnie gdy poczują, że za chwile zemdleją 🙂 )  Była u mnie inna pani położna, specjalizująca sie w laktacji, dużo rozmawiałyśmy na temat karmienia piersią. Czuję, że tym razem mi sie uda.

Wybieramy – na razie w sieci – wózek, myślimy nad tym, jak kiedyś urządzimy pokój. Nie, nie w tym mieszkaniu. Po prostu po tych wszystkich małych rodzinnych dramatach, tym wyprowadzaniu sie dziewczynek od nas, po tym kiedy zrobiliśmy wszystko, by było im tu z nami dobrze, oboje – i tu sie zgadzamy – potrzebujemy przewrócić stronę naszej wspólnej opowieści.

Mój mózg traci z każdym dniem kilka procent swoich możliwości. Moja Siostra twierdzi, że jedna ciąża to 10% rozumu straconego bezpowrotnie. Ratunku 🙂 Faktem jest –  i tu świadoma, współczesna kobieta we mnie sie troche jeszcze buntuje –  że coraz trudniej mi pracowac. Zrobienie jakiejś analizy rynku zajmuje mi wieczność, abstrakcja tego co robię w celach zarobkowych, w porownaniu z namacalnymi zmianami w moim życiu  nagle są nie do połączenia. Nie wiem, gdybym pracowała fizycznie, po prostu byłoby mi ciężej i to byłoby powszechnie zrozumiałe o czym piszę?   Pracując intelektualnie, ciężko jest wytłumaczyć, że sie po prostu przestało rozumieć korelacje między zjawiskami, cyframi i zależności między osobami. Zaległy podcast nagrywam juz od 3 tygodni… No, nie jest najciekawiej.

Poczyniliśmy pierwsze kroki w kierunku sprzedaży naszego mieszkania. Przyszła pierwsza Pani, zaoferować nam wycenę. Zamówiliśmy wizytę firmy, która oszacuje metraż według prawa Carrez (niezbędne po remoncie).

Rozgladamy sie za pierwszymi domami gdzieś na francuskiej wsi. Coś czuje, ze wraz z moim brzuchem rosna również szanse na to, że staję w progu mojej wymarzonej wiejskiej chatki. Z ogrodem, warzywnikiem  i sadem, w którym posadzimy drzewa – nasze ślubne prezenty.

I to w sumie jest piękne, tak sobie myślę, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy nasze życie ulega takim potężnym transformacjom, a juz najpiękniejsze jest to, ze cokolwiek sie stanie, wiem, sama nie wiem dlaczego, ale wiem, że na końcu, będzie dobre.

Dobranoc.

Ciąża miesiąc po miesiącu :

Piaty 

Czwarty

Trzeci

Drugi 

Pierwszy : czterdziestoletnia, matka nastolatki,weganka i do tego jeszcze w ciazy 

6 odpowiedzi do “Czwarty”

  1. Trzymam kciuki, by mąż i córka podeszli z większą wyrozumiałością do tematu – jak i za sprzedaż mieszkania.
    Rewelacyjnie, że dobrze się czujesz i jesteś w stanie robić różne rzeczy – nawet jeśli w pracy zawodowej gorzej… Ja – jako feministka – uważam, że kobiety w ciąży powinny mieć możliwość pójścia na urlop ot tak, jeśli tego chcą (a jeśli wolą pracować, to proszę uprzejmie). Marzy mi się świat, w którym byłoby to normalne – że ciężarna jest hołubiona także i przez firmę, w której pracuje: w końcu właśnie produkuje nowego potencjalnego klienta! A nikt oprócz danej kobiety nie wie ani nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak ona się czuje.

    I tak, też wierzę, że będzie dobrze. Uściski! 🙂

    1. ojejku, dlaczego nie dostaje zawiadomienia o komentarzach ? 🙂

      Taaak, tez tak uważam, ze wystarczyłoby dac prawo do normalnego urlopu, jesli ma sie ochote “dla ciezarnych, te ktore mialyby ochote, to y skorzystaly, te, ktore nie – pracowalyby do kiedy by chcialy…
      Moja firma jest bardzo wyrozumiala, tutaj zlego slowa powiedziec nie moge…
      Po prostu moja praca mnie przerasta (chyba…) w tym momencie… 🙂
      Sciskam i dziekuje za zyczenia 🙂

  2. Pierwszy raz weszlam na bloga, bardzo mnie zaispirowal. Ciaza rzeczywiscie odbiera wladze intelektualne, ja wracam powoli do zycia, moja corcia ma juz prawie 6 miesiecy. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *