Piąty

Piąty miesiąc ciąży. Tyję w oczach. Specjalnie mnie to nie martwi, ale ten celulitis na założonej noga na nodze wcale mnie również nie cieszy.

Im bliżej lata, tym mniej potrafię wyobrazić sobie, jak to będzie, kiedy nasz chłopczyk będzie z nami.Może to kwestia tego zamieszania ze sprzedażą mieszkania ? Pech chciał, że wczoraj w nocy mieliśmy zalanie – główna rura kanalizacyjna w naszym domu się zapchała, zapchało nam rury w mieszkaniu, pękły  i zalało piękny, nowy parkiet w naszym pokoju – musimy go zmienić, a to znaczy kilka tygodni szukania materiału, fachowców a później zorganizowania im pracy… Cóż, zdarza się, nie ma to większego wpływu na cały proces, po prostu dokłada niepotrzebnej roboty…

Może tego, ze wyprowadzka mojej córki nieuchronnie się zbliża, i mimo, ze się już z tym pogodziłam, to serce nadal boli ?
Jestem z niej dumna – jej brawurowa podróż z Francji do Polski na Święta Wielkanocne – z ta nieprawdopodobna przesiadka we Frankfurcie pokazała mi , ze mam oto pod bokiem naprawdę fajna ,zdrowo myśląca dziewczynę, sama załatwiła nawet w Polsce sprawę z zagubionym bagażem, czym mocno mi zaimponowała.
Moje dziecko ułożyło sobie również plan na życie – te moje listy 101 w 1001 się przy tym umywają. Rozpisała sobie, high level plan : szkoła, praktyki, praca w stajniach i ośrodkach jeździeckich, kupno domu za odłożone pieniądze i założenie agroturystyki z atrakcjami konnymi a może nawet sanktuarium dla koni i osłów…Niektóre szczegóły, jak na przykład rasa koni, które będzie miała za 20 lat, wraz z ich imionami – po prostu mnie powaliły. Jestem z niej bardzo, bardzo dumna.

Z drugiej strony, czasem mam ochotę jej powiedzieć, że zwyczajnie jej już na co dzień nie znoszę – tych kaprysów i humorków, tego – przecież zdrowego w jej wieku – egoizmu. „znów jemy to samo na obiad czy kolacje? Ja tego nie tknę, (to samo w sensie – warzywa), daj mi pieniądze na sobie cos kupie Ok, powiedz mi co byś chciała zjeść, to ci przygotuje. Nie wiem. Nożeszku…

Mam jej za złe, ze przez 5 miesięcy nie położyła ręki ani razu na moim brzuchu. Teraz, gdy Stasiu wierci się i naprawdę zaczyna być tak bardziej fizycznie wyczuwalny w moim brzuchu, chciałabym, żeby ona tez zdała sobie z tego sprawę i jej opor czy tez niechęć, sprawiają mi przykrość.

Z moim mężem kłócimy się jeszcze ciężej. Trudno nawet powiedzieć o co, chyba o całokształt. Chociaż, tak intymnie mogę się przyznać, ze najbardziej chodzi mi o to , ze nie czuje, aby zapewniał mi poczucia bezpieczeństwa . Na przykład w sferze emocjonalnej – w naszych awanturach posuwamy się naprawdę za daleko, na przykład do rozmów o rozwodzie czy wyprowadzce, on zarzuca mi, ze „chce tego dziecka tylko dla siebie”). Bardzo mnie to martwi, bo w moim świecie idealnym nie wyobrażam sobie wychowywać drugiego dziecka w trybie „pół na pół”. I w ogóle – nie tak miało być.  Czasem łapię sie na tym, ze moze po prostu nie ufam mu w szczegółach (od miesięcy przecież zmienia na przykład carte grise naszego samochodu) , nawet jeśli nie są to sprawy  jakos szczegolnie wazne, łapie sie na myślach : “skoro w takich błahych sprawach nie moge sie na nim oprzeć, czy będzie potrafil ogarnac poważniejsze zagadnienia, zanim przerodza sie one w problemy ? Normalnie – zero antycypacji, ciągłe zarządzanie sytuacjami awaryjnymi, ciągłe gaszenie pożarów, zamiast odrobiny dyscypliny i utrzymania miłego, spokojnego życia.  Związek to jest naprawdę ciężka harówka, a moje rozhulane hormony i jego wieczne rozterki niekoniecznie ułatwiają nam pracę.

Mówiąc o pracy – obserwuje nadal spadek formy intelektualnej, nabrałam dużego dystansu, żeby nie powiedzieć ze mam wszystko gdzieś, bo tak jeszcze nie jest, w przeciwnym wypadku bym o tym nie pisała. Czekam na urlop macierzyński jak na zbawienie. To mój pierwszy kwiecień od nie pamiętam kiedy, którego nie spędzam w podróżach służbowych i zaczynam świrować.
Nadmienię, ze we Francji urlop wychowawczy nie wygląda tak jak w Polsce – gdzie podobno na wychowawczym otrzymuje się 80% pensji. Tu dzięki układom zbiorowym mam pewna pensje przez 16 tygodni urlopu macierzyńskiego a następnie wielkie nic, nie licząc 300 czy 400 euro miesięcznie… We Francji również nie ma tradycji wysyłania kobiety na L4 podczas ciąży, zresztą co ja mam powiedzieć, proszę mnie wysłać na zwolnienie bo mózg wyłączył mi wyrafinowane funkcje refleksji i przeszedł na tryb gadzi ?

Bo poza tym, ze po raz pierwszy w życiu od wczoraj mam jakaś alergie na excuse my French, chuj wie co, czerwone oczy i zapchany nos, fizycznie wszystko jest w porządku – USG, wyniki krwi, piersi już chyba skończyły mi puchnąć, w ogóle nie wyobrażam sobie, ze mogłyby być o centymetr większe,

Byliśmy na pierwszych zajęciach w „szkole rodzenia” i to było naprawdę fajne. Seans haptonomi czyli nauki o komunikacji z płodem przez dotyk. Od ubiegłego tygodnia ćwiczę codziennie i sprawia mi dużo frajdy kiedy czuję moje dziecko podpływające pod moja dłoń.

I to zdecydowanie najfajniejsza wiadomość tego miesiąca.

I jeszcze ta, że już niedługo zobacze sie z Agata Ewa.

Na mojej „to do” liście znalazły się następujące „mini-wyzwania”

  1. skończyć książeczki z materiału dla chłopaków Dorotki i córeczki Beatki. Mam zdecydowanie więcej pomysłó niż czasu na ich realizacje, co jest frustrujące.
  2. skończyć kocyk dla Stasia . Wkopałam się trochę z tym ściegiem na szydełku tunezyjskim. Nadal mi się bardzo podoba, ale robić to samo oczko przez 80/90 cm szerokości i tyle samo wysokości jest najnudniejszym zajęciem, jakie mogłabym sobie wyobrazić. Zostało mi około 60 rzędów do tego, by kocyk był kwadratowy. W rzeczywistości wyglada ładniej niż na zdjęciu, ale pokaże całość, jak już skończę :-).
  3. Uszyć Stasiowi śpiworek. Wiem, mogłabym pójść do sklepu i kupić nowy, ale sprawia mi frajdę sam pomysł, by to zrobić własnoręcznie. Tu bardzo wspiera mnie Teściowa, z która rozmawiałam o tym projekcie – znalazła mi piękny kawałek tetry oraz w swoich zapasach 4 mb cudownej białej flaneli. Zostaje mi znaleźć odpowiedni zamek błyskawiczny, i pomyśleć, jak ten śpiworek zamykać (guziki czy napy?)
  4. W ogóle Tesciowa kupiła też pieluszki tetrowe i powiedziała, że coś na nich wyhaftuje. A haftuje po prostu bajecznie i wiem, że to będą małe cuda .Mam również nagle w posiadaniu kilka cudownych kuponów pięknych tkanin i zgłupiałam – co z nimi zrobić ??Szukam prostych wykrojów, by je wykorzystać. Może macie jakieś pomysły ?
    Szukam również pomysłu na biało-bezowy, ażurkowy szal dla mnie – mam włóczkę, mam szydełko i nie potrafię zdecydować się co do wzoru. Help
  5. Skompletować wyprawkę dla Stasia z rzeczy używanych. Dlaczego używanych ? Bo zazwyczaj ubranka na 0 czy 1 miesiąc są bardzo mało używane, bo nowe z na przykład Petit Bateau kosztują po 10-20-30 euro a „te same” używane po 0,50-2 euro, a patrz wyżej uwaga o urlopie wychowawczym – wole ten budżet „wyprawki szpitalnej” (gdybym miała kupić wszystko nowe, marek, które lubię i którym ufam, wydalibyśmy z 300 euro), ulokować gdzie indziej, na przykład w dobrym jedzeniu dla mnie. Przeznaczyłam na cel wyprawki 60 euro i myślę, ze się zmieszczę.(tu są pierwsze ubranka 1-3 miesiące, kupione od jednej Pani)
  6. Znaleźć – najlepiej wśród rzeczy używanych sukienki na wesele moich znajomych – jedno juz pod koniec kwietnia, drugie z końcem czerwca.(do pierwszego wesela zostało 10 dni, kupiliśmy wiec sukienkę w butiku dla ciężarnych. Żebym w nią weszła w czerwcu 😜)
  7. Skompletować walizkę szpitalna dla mnie. Ja nie mam pojęcia czy wciąż będziemy mieszkać tu gdzie mieszkamy w lipcu, po prostu chce mieć „coś pewnego” i te konkretnie walizki/torby przygotowane i już. Wiem, że to wcześnie.
  8. Znaleźliśmy stary wózek mojego męża. To jest taki mercedes wśród czterdziestoletnich wózków. W związku z tym, ze nie urządzamy jeszcze pokoju dziecięcego, zdecydowaliśmy nie kupować roznież mebli. Mamy gdzieś stare lóżko po mojej pasierbicy, ale zgodziliśmy się, ze ten wózek- prawdziwa-gondola spełni świetnie role łóżeczka-kołyski przez pierwsze tygodnie. Wiec czeka go totalne czyszczenie i renowacja, szukanie odpowiedniego materaca, itp.(nowy materac już jest)
    Koleżanka sie popukała w glowe – chce nam pożyczyć swoja praktycznie nie używaną kołyskę. Albo mój mózg wciąż nie pracuje, albo nie wiem o co chodzi – wyraźnie powiedzieliśmy przecież jak już się gdzieś wprowadzimy na bardziej stałe, będziemy urządzać pokój i wówczas się zobaczy…

A tymczasem –

Miłego dnia

Ciąża miesiąc po miesiącu :

Czwarty

Trzeci

Drugi 

Pierwszy : czterdziestoletnia, matka nastolatki,weganka i do tego jeszcze w ciazy 

17 odpowiedzi do “Piąty”

  1. Witam droga Mamo Jago,

    Ciesze ze sie synek rosnie, to jest najwazniejsze, zobaczysz z czasem wszystko sie ulozy, badz tego pewna.
    Trzeba kurczowo trzymac sie pozytywnych rzeczy i podpierac sie nimi w trudnych chwilach.
    Wszystkiego nasz mozg, emocje i caly organizm nie moze po prostu nie ogarna, wiec krok po kroku.
    Mysle, ze dla corki pojawienie sie braciszka jest jeszcze w pewnym sensie ” wirtualne”, tak i jak dla meza.
    Nastolatki zyja w swoim swiecie, chca od razu byc dorosle nawet kosztem matek, ktore nieswiadomie albo nawet swiadomie odrzucaja. Poczuje sie siostrzyczka, jak przytuli dzidzie po raz pierwszy, bedzie na pewno wzruszonam pierwszym usmiechem itd …
    Dla mezczyzn tez ta droga do dziecka jest czesto dluga i maluchy istnieja w ich oczach dopiero w sali porodu..
    Wiec korzystaj z chwili, bo jest piekna nawet jezeli trudna, niejedna babeczka rozpacza, bo nie moze zajsc w ciaze, a Ty masz ten cud w swoim lonie 🙂
    Pozdrawiam cieplutko i czekam na sloneczne wiadomosci.

    1. Slicznie dziekuje :*
      Tak, doceniam ten cud, ktory nam sie trafil i wiem, ze bedzie dobrze, tylko czasem po prostu sie żale, jak każda targana hormonami Baba :)))

      Sciskam 🙂

  2. Jak sie czlowiek wyzali , to juz mu lzej i o to chodzi : )
    PS. Bardzo mi sie podoba lista wyzwan, czekam na zdjecia dalszych rezultatow ..

  3. moja kochana! zostaw mi te rzędy kocyka do przerobienia, ja lubię nudną robotę 🙂 przyjadę to przerobię nawet 100. walizki – super pomysł, u mnie też stoi, ta na podróż do ciebie, nawet ją ktoś ostatnio chciał wynieść do piwnicy, ale na szczęście zauważył, że jestem już spakowana!!! <3 gdybym teraz robiła śpiworek, to zamiast zamka przyszyłabym malutkie zatrzaski. a najlepszy pomysł to ta gondola. moje dzieci sypiały w takiej gondoli dostawionej do łóżka, tak, żebym mogła je odłożyć po karmieniu bez wstawania – popieram! dodatkowo, wielkie wow dla twojej teściowej, że to wszystko ma i że tak cudownie cię wspiera. moja teściowa pyta czy czegoś ci potrzeba, to wyprodukujemy ci razem wspólnymi siłami 😉

    1. ag.. kochana, licze dni !
      zatrzaski powiadasz… wlasciwie to tej bialej flaneli mam 4 mb, moge zrobic kilka wersji buahaha jesli mi starczy sil na te zamiary… w moim “grafiku” ide jutro do sklepiku po zatrzaski…

      No, Tesciowa naprawde jest kochana.

      Z gondola mam jeden malenki problemik : materac. Bo gabka ktora jest w tym konkretnym, jest ze sie tak wyraze “oryginalna” czyli ma 42 lata. Gdybym chciala zamowic nowy materacyk, wszedzie sa takie na 12 cm wysokosci, przeciez Stasiu wyturla mi sie z tego lozka. A moze tylko zle zmierzylam… W kazdym razie – zobaczysz sama.

      Wlasciwie to wiesz jak jest : mysle ze niczego nie potrzebuje, a pozniej sie okaze ze bede biegac po pierwszych lepszych sklepach w okolicy i szukac super waznego drobiazgu…
      Ale jesli przez przypadek sie znacie na produkcji czapeczek dla niemowlakow – jo ja bym chetnie przygarnela taka “szpitalna” 🙂 Bo pewnie po wyjsiu ze szpilatal w sierpniu bedzie w Lyonie 40 stopni Celsjusza, wiec Stasiu bedzie nagusem, ale w szpitalu to chyba mus…

      Sciskam mocno :*

  4. Aga, śpiworek na suwak! Potniesz się, jak bedziesz w nocy wrzeszczącemu, głodnemu maluchowi te guziczki rozpinać 😉

  5. Piękny wózek, cudownie się nada na łożeczko dla niemowlecia <3 kocyk tez wspaniały, śledzą go od pierwszego oczka, fajnie ze masz wene i zapał do tworzenia! pozostałe tkaniny az chce sie przytulać, będą z nich cuda!
    Męża nie komentuje, borykam sie z podobnymi problemami na codzień bez burzy hormonalnej… czasem myślę, że to inny gatunek, innym razem zwalam na różnice kulturowe… nie łagodzi to niestety frustracji 🙁
    Życzę dużo spokoju, ponoć mózg jest w stanie skupic sie w danym momencie tylko na jednej rzeczy, wiec życzę wielu pozytywnych skupień 😀 xxx

    1. Tak, te różnice kulturowe prędzej czy później nas dopadają, prawda?
      Powtarzam sobie codziennie, ze tylko ciężka – day by day – praca nad związkiem i samą sobą mi, nam pomoże, ale kurczę, do tanga trzeba dwojga. Mój mąż sobie wymyślił miłość romantyczna, obowiązek (tak) kochania kogoś za to jaki jest, a u mnie z obowiązkami zawsze było na bakier.
      No ale. Codziennie nowy dzień, nie?
      Ściskam 😘

      1. wiesz Aga, prawda jest taka, że ja tak gadam, ale sama wiem, ze to wcale roznice kulturowe nie sa, tak naprawde to chodzi raczej o indywidualnie wyznawane wartości i ATTITUDE… tego sie nie da zmienic, tego sie nie mozna nauczyc, mozna to poudawać, przez jakis czas, no i potem jest jak jest… mój pierwszy maz byl Polakiem, wszystko sie zgadzalo, pochodzenie, wyksztalcenie, zamoznosc… nie dalismy rady, a znam pary z kompletnie roznych swiatow i swietnie funkcjonuja… takze moim zdaniem kluczem jest podejscie to zycia i konkretnych tematow, no ale to temat rzeka 😀 miłego wieczoru

  6. Chyba Ci jeszcze nie gratulowałam na blogu, więc teraz gratuluję <3 Widać, że promieniejesz w ciąży. Co do celulitis to są to tylko maleńkie kratery księżyca, każda baba joga i jaga 😉 i czarownica i wiedźma ( oczywiście wiedźma od wiedzy) je ma, ja też 😀
    Ściskam, wózek lat 40 bomba i ferrari !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *