Dobry film i sylwetka pewnej Damy

Na pierwszy rzut oka nic nie łączy świetnego filmu, zrealizowanego przez Alberta Dupontel, Au revoir là-haut , z sylwetka pewnej Damy, pani Suzanne Noel.  A jednak.

Dobry film (polecam)

Au revoir là-haut jest filmem nakręconym na podstawie książki Pierre Lemaitre (polski tytul : do zobaczenia w Zaswiatach). Pan Lemaitre otrzymal za nia prestizowa nagrode Goncourt w 2013r.  Film otrzymał w 2018r 5 równie prestiżowych Cezarow. A Albert Dupontel to jeden z moich ulubionych francuskich aktorów i reżyserów zatem serdecznie polecam obejrzeć te adaptacje. 

To historia dość przypadkowej przyjaźni dwóch mężczyzn ,pochodzących z dwoch roznych swiatow,  którzy poznali sie w okopach I Wojny Światowej. Po wojnie, zdali sobie sprawę, że byli tylko mięsem armatnim,  że wokół dużo jest oszustów, tylko czekających jak wykorzystać wojnę dla malwersacji finansowych. Na przykład, kwitnie właśnie wielkie oszustwo jakim są cmentarze  wojenne – gdzie panstwu sprzedaje sie puste trumny, by zwiększyć obroty prywatnych spółek itp.  Zdegustowani losem, jaki przypada weteranom, dwaj przyjaciele postanowili  zorganizować własną machlojkę.

Zabrali sie za projektowanie,  sprzedaż za zaliczkę “monument aux morts“, czyli pomników ku pamięci poległych w wojnie ludzi. Patriotyzm przybiera właśnie we Francji najdziwniejsze postaci i merostwa najmniejszej wioski placa słone pieniądze po to by każde miało “swój” pomnik.

Okruch francuskiej kultury…

W pierwszej wojnie światowej, każda francuska rodzina zapłaciła krwawy trybut. Poważnie, nie ma dzisiaj “prawdziwych” francuskich miasteczek, w którym nie byłoby w centrum merostwa, kościoła i pomnika ku pamięci poległych. Pierwsza Wojna światowa pozostawiła większe ślady w pamięci społecznej niż Druga. A może jest tak tylko w mojej francuskiej rodzinie?. Niemniej jednak – od obejrzenia tego filmu zupełnie innym okiem widzę te wszystkie pomniki “prawdziwych francuskich miasteczek”

(Pamiętam, jaki szok przeżyłam widząc wygrawerowane nazwisko mojego męża na pomniku przed maleńkim merostwem w wiosce, w której dom mają moi teściowie. Czy twoi przodkowie byli bohaterami wojennymi ? Hm, jak w każdej rodzinie, odpowiedział… )
Ach, i jest nawet strona internetowa na której sa udokumentowane i pomniki i “Złote księgi”, poległych ku chwale ojczyzny.. : http://www.memorialgenweb.org/

http://www.memorialgenweb.org/memorial3/html/fr/photo.php?id_source=8451

Okruch francuskiej historii

Jest drugi detal, ktory przykul moja uwage w tym filmie. Jeden z głównych bohaterów został poważnie zraniony obuchem, i stracił szczękę. Mozna by pomyslec, ze to takie artystyczne wyolbrzymienie dla dobra dramaturgii. Ale nie. fenomen “gueules casses” czyli “złamanej gęby”był jednym z elementów francuskiego pejzażu powojennego, ktory przetrwał do dnia dzisiejszego. Dziś istnieje we Francji stowarzyszenie Gueules Cassés .  Członkami są nie tylko weterani z Wielkich Wojen (bo sa jeszcze tacy, gdzies w jakims EPHADzie…) ale również żołnierze, strażacy, policjanci, zranieni w twarz podczas operacji militarnych czy akcji ratunkowych.

W filmie jeden z głównych bohaterów, jak napisałam, stracił szczękę. Mysle, ze kilkanascie lat wczesniej straciłby również życie. Ale wojna przyniosła ze sobą, chcac nie chcac, także rozwój medycyny, a już zupełnym paradoksem jest, że to na jej skrzydłach rozwinęła sie… dzisiejsza chirurgia estetyczna ! Jako ciekawostkę dodam, ze na tym polu bardzo aktywna była instytucja Hospices Civiles de Lyon. Czyli nasz dzisiejszy HCL, drugi po Kościele, właściciel terenów w mieście Lyon 🙂

I w tym miejscu chciałabym Wam przybliżyć sylwetkę niezwykłej kobiety, pani Suzanne Noel.

Suzanne Noel

Dowiedzialam sie o niej z zupełnie innej strony 🙂 była ona założycielka francuskiej sekcji Soroptimist International, klubu o którym już Wam nie raz pisałem. Byla ona jedna z pierwszych kobiet-chirurgów, a wybuch pierwszej wojny światowej popchnął ją ku specjalizacji rekonstrukcji twarzy.

Miała kobieta… jaja. Chyba dosłownie. Wyszła za mąż w wieku lat 19 za starszego o 10 lat pana, Henriego, ktory  był lekarzem. Dzięki niemu ale przede wszystkim, dzięki swojej determinacji zaczęła od podstaw: najpierw matura, która przygotowała w 3 lata, później studia medyczne i praktyka “externe”, ktory uzyskała w 1908 roku.

Rozpoczyna staż na oddziale dermatologii, gdzie poznaje młodszego od siebie o 6 lat pana Andre Noel… Tak, zostanie on jej drugim mężem, ale najpierw : skandal : Odeszła od męża (wróciła później do niego, ale nie na dlugo, poniewaz zmarł w 1918, w wyniku wystawienia na atak gazu musztardowego podczas wojny) . Suzanne jest już kobieta niezależna.  Rozumiecie, początek XX wieku – a ona utrzymuje siebie i córkę, i to na całkiem porządnym poziomie, chociaż – wciąż nie może pracować “na swoim”, a tylko jako część ekipy…

Wybuch wojny uniemożliwił jej kontynuację kariery naukowej, za to otrzymała pozwolenie, nawet bez obrony stosownego dyplomu, by interweniować przy rannych żołnierzach. Najpierw  :tylko” czyściła twarz i przygotowywała ja do operacji prowadzonych przez profesorów lub dyplomowanych chirurgów. Liczba rannych ciągle rosła, epidemia grypy zbierała żniwo także wśród lekarzy i tak Suzanne niedługo całkiem samodzielnie zaczęła dosłownie “wymyslac”nowa tożsamość rannym pacjentom. Wyobrażacie sobie, że na stole macie pacjenta z jednym okiem na środku czegoś co kiedyś było czołem ?

http://www.telerama.fr/monde/suzanne-noel-journal-d-une-pionniere-de-la-chirurgie-esthetique,120979.php

Po zakończeniu wojny, w 1919 wraz z drugim mężem otworzyli gabinet chirurgii na Champs Elysees. Powoli, prócz ofiar wojny płci męskiej pojawiają sie u niej … panie. Ratowała na przykład twarze znanych wówczas “people”, po nieudanych interwencjach liftingu, a coraz częściej “operowała zmarszczki” …

Suzanne straciła wcześnie swoja córke (ktora zmarła na grypę hiszpańska, zw 1922r), a jej drugi mąż popełnił dwa lata później, w 1924 samobójstwo (na jej oczach rzucił sie do Sekwany) . Ona więc rzuciła sie dosłownie w wir pracy. Szczególnie, ze bez męża nie mogła sama wykonywać zawodu, bo nie zdała ostatecznego dyplomu. W 1925 roku, w wieku 47 lat obroniła doktorat, i mogla byc po raz pierwszy naprawde niezalezna finansowo .

Na pewno wszyscy kojarzycie zdjęcia i mode szalonych lat 20 i 30-tych ? Kobiety pozbyly sie gorsetow, ale trzeba byc szczupla, plaska, chuda tyczka… i tu pojawiają sie pierwsze interwencje na innych czesciach ciala. Spłaciła długi drugiego męża.  Ale Suzanne nie jest jedynie wyrachowanym lekarzem, korzystającym z aktualnych tendencji mody. Poruszaja ja historie pacjentek, które dzięki jej interwencjom mogą odzyskać  lub uzyskać pracę, dyrektorki sklepów, dziennikarki, sekretarki. Kobiety, które straciły na wojnie mężów i rodzinę i to na nie spadł obowiązek utrzymania dzieci.

W 1936 Suzanne zaczęła tracić wzrok, była operowana, ale nie wróciła juz do dawnego rytmu pracy. Przez pewien czas, podczas II Wojny Światowej operowała a raczej modelowała twarze osób poszukiwanych przez Gestapo, zmniejszała “semickie” nosy…

Poniewaz nie mogla pracowac, tak jak kochala, zaczela podrozowac i rozwijac dzialalnosc Klubow Soroptimist.
Naprawde niesamowita postać i jakże inspirująca historia !

***

Tutaj pozwolę sobie na kolejna dygresja, dla tych, którzy dotarli do tej części opowieści. Klub Soropek, podobnie jak wiele innych organizacji z tradycjami sie starzeje. Na pewno jako Soropki robimy sie “starej daty”. Moje koleżanki z Klubu sa w wiekszosci po 60, bo kobiety aktywne zawodowo rzadko mają czas na działalność charytatywna… I nasza “walka” a raczej jej przedmiot ulega zmianom . Już nie musimy walczyć o dostęp do szkolnictwa, bo to dzięki naszym poprzedniczkom  my współczesne kobiety, jeśli chcemy, możemy być lekarzami, nauczycielami, politykami, możemy zakładać firmy i w cywilizowanym świecie zarabiamy tyle samo lub czasem więcej niż mężczyźni.

Natomiast jestem oburzona stanowiskiem “naszej nowej” francuskiej pani sekretarz stanu do spraw współuprawnienia kobiet i mężczyzn.  Kategorycznie odmówiła ona przyjęcia “starych” stowarzyszeń, na rzecz swoich “nowych” powiązań i pomysłów. Błędem jest myślenie, że “stare” sie skończyły.  “Nowe” siedzą im “na ramionach”, czyli mogą widzieć dalej i z bardziej wysoka, bo posluguja sie tym, co juz było,  tylko tego nie chcą przyznać ani uszanować.  ! Rozwinę to moze w innym bileciku, bo nie chce psuć sobie krwi w tym momencie…

https://www.cairn.info/revue-actes-de-la-recherche-en-sciences-sociales-2005-1-page-72.htm

Jedna odpowiedź do “Dobry film i sylwetka pewnej Damy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *