Szósty

Szósty miesiąc ciąży to mi się już dawno skończył, ale po kolei.

Najbardziej intensywnym zajęciem jest akurat zawierucha związana z miejscem do mieszkania dla naszej ulegającej wymianie członków, że tak powiem, rodzinie.

Rura kanalizacyjna wciąż nie naprawiona (bo ten azbest, bo specjalna ekipa, bo czas), w związku z czym – parkiet w sypialni tez nie, a co się z tym wiąże – projekt sprzedaży mieszkania wszedł w fazę “pauzy”, której zupełnie nie przewidywaliśmy.

Z drugiej strony zdecydowaliśmy się już na kupno domu w Burgundii, i sprzedawca jest zgodny udzielić nam tzw “Crédit Acheteur” czyli kredyt bez banku.

Mamy zapłacić koszta notarialne i do czasu sprzedaży mieszkania i uregulowania pełnej kwoty będziemy płacić coś w rodzaju “raty”/”czynszu” , suma tych wpłat później będzie odciągnięta od ceny kupna domu. Właśnie omawiamy sprawę u notariusza (a ze we Francji jest kolejny tydzień “długich weekendów” – rozciąga się to przeokropnie. (Edit : no wiec notariusze, nasi i sprzedawcy, wyperswadowali nam to rozwiazanie. A ja naprawde nie mam sily i weny by wymyslac nowe plany…).

Postanowiliśmy realizować nasz plan mimo wszystko, bo wiemy, że mieszkanie w tej części miasta się szybko i dobrze sprzeda (kiedy będzie już w stanie sprzedawalnym), wiec po prostu zaczęliśmy zajmować się kolejnymi częściami projektu. Zaczęłam pakować rzeczy, których na pewno nie będę używać w ciągu najbliższych kilku miesięcy : dekoracje bożonarodzeniowe, ubrania w rozmiarze 38, szpilki ;-). Pakuję tez przeczytane książki, gry planszowe i w ogóle wszystko co przyda mi się mniej, po wyprowadzce Irenki.

Korzystam tez, by zrobić totalną czystkę i porządki w tych przedmiotach z puli “przyda się” . Powili w kącie salonu ustawiają się kartony. Będzie łatwiej je przerzucać – te do domu teściów, te tymczasem do “przechowalni” (wypożyczony garaż).

Moi teściowie pożyczają nam swoje mieszkanie na 2 miesiące i planujemy oczekiwać Stasia i powitać go właśnie u nich. W związku z tym “syndrom wicia gniazdka” objawia się u mnie zupełnie inaczej : myślę, czego będziemy potrzebowali w pierwszych tygodniach po urodzinach. Na razie wyszło mi :

  • spokój,
  • pełna lodówka i herbatki wspomagające laktację,
  • sprawna pralka i porządny zestaw pieluszek
  • kącik do przebierania malucha, pudełka z niezbędnikami lub gadżetami typu termometr, puder na pupę oraz akcesoria do pielęgnacji pępka.
  • kołyska czyli wspomniany już wcześniej czterdziestoletni wózek mojego męża
  • zestaw sukienek i koszul nocnych z łatwym dostępem do karmienia, bielizna i w ogóle ciuszki na tuż przed i tuż po porodzie dla mnie. Spoko, ufam w moją szafę minimalistki.
  • Gadżety niezbędne do karmienia piersią
  • Książki – nic co wstrząsa świadomością, za to coś pięknego? Może znów sięgnę po ulubionego Balzaka? A może zamówię sobie Noce i Dnie?
  • Szydełko, akwarele (znalazłam je pod łóżkiem Irki), zeszyt do ćwiczenia kaligrafii i blogi o ogrodnictwie, które będę sobie przepisywała (bo hiszpański mi się nie znudził – po prostu totalnie nie mam na kim ćwiczyć …)

Pewnie o czymś zapomniałam.

Totalnie nie potrafię wyobrazić sobie miesiąca sierpnia. Dlatego myślę o tym, co kiedyś i tak mi się spełni – o moim przyszłym ogrodzie.

O pierwszych pracach, które zrobię na nowym miejscu – zorganizowaniu kompostu, obserwacji/badaniu gleby, żeby wiedzieć co najlepiej tam będzie rosło, sadzeniu drzew, przygotowaniu grządek i projektowaniu warzywniaka. Wypisuję sobie jakie rośliny rosną razem w tzw dobrym sąsiedztwie, jakie będą rosły dobrze po sobie, skąd wynaleźć kalendarz biodynamiczny i takie inne szczegóły.

Pamiętacie, że w prezencie ślubnym zażyczyliśmy sobie drzewka ? No to chyba tam nareszcie będziemy mieli miejsce by naszych gości usadzić 🙂

Myślę też o pracach w nowym domu – postanowiliśmy, że przez pierwszy rok i tak niczego tam nie ruszymy, będziemy obserwować przepływ energii, gdzie pada światło, czego nam brakuje, czego jest zbyt dużo. Będziemy robić listę (właściwie już zaczęliśmy) rzeczy do zrobienia, przez zimę zastanowimy się, co jest najważniejsze, poznamy sąsiadów i lokalnych rzemieślników. Nic na siłę, teraz już mamy całe życie na remonty i ulepszenia.

W nowym miejscu jest również domek dla gości, prawdziwe Bed&Breakfast, ale tym zajmę się dopiero na miejscu.

Wracając na ziemię i planetę Francję.

Ciąża mija mi tfu-tfu bez komplikacji. Nie liczę ostatniej infekcji dróg moczowych, bo wiem, że to na własne życzenie – pofolgowała sobie słodyczami i mam efekty. Leczę się ziołami, z raczej pozytywnym skutkiem (po prostu trwa trochę dłużej). Stasiu jest bardzo aktywnym dzieciątkiem i cieszą mnie te jego harce. Tak, te ruchy w brzuchu to naprawdę cudowne uczucie i cieszę się z każdej chwili. Choć czasem się niepokoję, bo mam wrażenie, że jakoś nisko zszedł i napiera w miejscach, które reagują bólem. Czasem mam ochotę położyć się i leżeć, nie zawsze jest mi to niestety dane, ale kiedy mogę – korzystam. Poza tym niezbyt dobrze śpię w nocy (miewam koszmary i jakieś zaskakujące filmy), i jestem lekko zmęczona z niedospania. W szkole rodzenia mówiliśmy dużo o śpiewie. Śpiew to dużo powiedziane : chodzi raczej o buczenie i wydawanie niskich dźwięków, które wprawiają ciało w wibracje. Bardzo ciekawa uwaga i sobie buczę po jedzeniu, by nauczyć ciało uwalniania endorfin na życzenie (albo raczej na buczenie).

Z innych pozytywów – o jakże miło było gościć u siebie Agatę Ewę. Odkryć wciąż nowe zakątki Lyonu, zwiedzić znów Cluny i podglądać życie Szkoły Magików (ach, ci gadz’art, mają bardzo fancy mundurki i obyczaje :-)). Piękny spacer leśną ścieżką… No i te kobiece rozmowy. Naśladowałam babskie baterie i może przetrzymam te kolejne kilka miesięcy 🙂 Tęskno mi bardzo.

I Agata nauczyła mnie robić na drutach, istnieje wiec realna szansa, że coś tam jeszcze wydziergam (póki co zrobiłam dwie czapeczki noworodkowe :-))

Byliśmy również na ślubie znajomych, lubię tę bandę, którą wciąż, 20 lat później, tworzą chłopcy ze szkoły magików

Marzę o tym, by już przestać oficjalnie pracować (a tu jeszcze cały miesiąc do urlopu macierzyńskiego). Marzę o tym, by nie musieć podejmować decyzji, nie liczyć się z budżetem, być beztroską oczekującą, przy nadziei.

Z nowej “to do listy” wciąż zostały mi rozgrzebane książeczki dla Dzieci Dorotki i Beatki, oraz porządny kaftanik dla Stasia (pierwszy był porażką, bo jeden rękaw był węższy niż drugi :-))

Poza tym :

  • Rozejrzeć się na poważnie za wózkiem do spacerów
  • Spakować kartony i przygotować co się da do przeprowadzki (bo później nie będę miała czasu ani siły)
  • Przygotować mieszkanie do sprzedaży i co tu dużo ukrywać – sprzedać je.
  • Mamy w planach długi weekend nad morzem śródziemnym, z kolegami Męża
  • I drugi – przyrodniczy, zorganizowany przez stowarzyszenie Aspas, w Drome, z dziećmi.

Tymczasem – życzę Wam miłego dnia

2 odpowiedzi do “Szósty”

  1. hej! wow 🙂 jestem tu w twojej chatce <3 te nasze trzy dni były (ach!) wspaniałe… w mojej głowie jeszcze się ciągną, bo "puszczam" sobie mentalny film i wciąż doładowuję baterie, a piękny ogród przed muzeum z pierwszego zdjęcia był niesamowitą oazą, prawda? i, by the way, kapelusz mega! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *