Siódmy (i pół)

Moja apka poinformowała mnie, ze oto dziś zaczyna się 30 tydzień ciąży, czyli siódmy (i pół) miesiac ciazy, spieszę zatem by podzielić się kilkoma wspominkami z tego okresu. Może kiedyś wydrukuje sobie tego bloga i będę czytac do poduszki, powiedzmy za 15 lat… to takie wówczas miałam problemy ? sobie westchnę 🙂

Ciężarna czterdziestolatka

Przede wszystkim – jestem na zwolnieniu lekarskim. Jeśli wszystko potoczy się tak jak sobie tego życzę, to do pracy (zawodowej) wrócę dopiero w 2019 roku. Przyznam, że wciąż oswajam się z ta sytuacja.

Od kiedy nie musze siedzieć przed komputerem, wróciła mi energia i uśmiech na twarz (co juz opisalam t u t a j  )W weekend byliśmy na południu Francji, na zlocie absolwentów szkoły mojego męża i było cudownie. Kapałam się w morzu, chodziłam na spacery po plaży, tańczyłam do północy i dużo się śmiałam, obserwując tych czterdziestoletnich dużych chłopców.

Bebe-Stasiu ma się dobrze – wierci się, jest bardzo aktywny i mam wrażenie ze wciąż zmienia pozycje, raz głowa jest na dole raz nad pępkiem. To cudowne uczucie, nosić w sobie życie. Myslę, ze Benkowi trudno wciąż sobie to wyobrazić, zresztą sam mi to powiedział. Niby czuje ruchy dziecka, widzi reakcje, kiedy kładzie dloń na moim brzuchu a Staś się do niej „tuli” (tak to sobie wyobrażamy, kiedy czujemy jak on się wówczas przemieszcza..), ale to dość abstrakcyjne dla niego.

Znaleźliśmy w końcu wczoraj wózek. Tak jak się umówiliśmy, kiedy tylko się da, kupujemy rzeczy już używane. Nowy wózek potrafi kosztować i z 1000 euro, osobiście uważam, ze jest to przegięcie. Odkupiliśmy wózek od pary, która tez kupiła go z „second handu”.ale okazało się, ze nie wchodzi im do windy (te sławne rozmiary francuskich wind! ). U nas pasuje doskonale. Wczoraj szliśmy sobie ulicami z tym pustym a wypchanym akcesoriami wózeczkiem i zrobiło mi się tak… rzewnie.

Kompletuje tez powoli wyprawkę, jeszcze brakuje mi kilku ciuszków, kilku body i piżamek, jeszcze mam w planach zrobienie na drutach skarpeteczek i sweterków.

We Francji bardzo popularne sa “listy zyczen” , troche tak jak w przypadku ślubu. Zainteresowani ukladaja liste potencjalnych prezentów i wysylaja link znajomym. Powiem szczerze, ze o ile uwazam to za praktyczna sprawe, o tyle czuje sie niezrecznie. Po pierwsze, na takich listach znajduja sie i wozki (za tysiac zlotych monet), i krzesełka i inne gadżety, w bardzo rożnych przedzialach cenowych. Ok, każdy może sobie cos wybrać. Ale jakoś jest to w sprzeczności z moimi wartościami.

Sypiam przedziwnie – czasem mam okresy bezsenności w nocy a później budzę się koło 11h „rano”. Robię rzeczy, których dotąd nie robiłam. Na przykład – dziś rano oglądałam telewizje. Chciałam sprawdzić, czy ten sławny program “maison des maternelles” jest naprawdę taki dobry, ale ze trafiłam na film dokumentalny o Celtach, to ani nie przełączyłam programu, ani nie wyłączyłam telewizora – pół-leżałam na kanapie i szyłam/dziergałam sukienkę dla siostrzenicy. Złapałam się na myśli o tym, ze ja naprawdę nie potrafię obsługiwać małych chłopców, nawet w sklepach z ubraniami i gadżetami dla bobasów moje oczy błądzą po pastelowych różach i sukienkach. Czy ja sobie poradzę jako matka małego chłopca ?

Mam nadzieje, ze lepiej niż jako matka nastoletniej dziewczyny.

Matka nastolatki

Wczoraj byłam u pani Psycholog. Poleciła mi ja moja pani Ginekolog, i to był strzał w dziesiątkę. Może nie powiedziała dużo więcej niż Wy, kochani moi czytelnicy, w waszych mejlach, komentarzach i wiadomościach, ale dobrze zrobiła mi ta rozmowa. Takie postawienie kolejnej kropki nad kolejnym „i”. Ten „rok szkolny” był dla mnie na wieu płaszczyznach czasem „rupture”, zerwań, których niekoniecznie byłam inicjatorka. I dobrze byłoby, gdybym zupełnie odpuscila – przynajmniej na pewien czas, walczyc z wiatrakami, tam, gdzie nie mam wpływu – na przykład na podejmowane przez innych decyzje. Wyszłam od niej z konkretnym planem działania. Mianowicie, poradziła mi, za każdym razem kiedy będzie to możliwe, żeby rozmawiając z córką jak najczęściej mówić jej, ze ja kocham, i to bezwarunkowo. Oczywiste, prawda ? Ale jakże trudne w takiej na przykład sytuacji : dziś w południe wraca moje dziecko na przerwę obiadowa : „musisz pomoc mi wyplenić ten dokument”. Zaczyna się nieźle. Ten dokument to zaświadczenie/zawiadomienie o egzaminie ustnym. Za miesiąc koniec szkoły i egzamin zwany Brevet. Doszło do tego, ze na ustnym egzaminie uczeń sam z siebie wybiera co będzie przedstawiał, albo jakiś projekt nad którym w założeniu miał pracować przez ostatnie kilka miesięcy, albo jakaś rozmowa na dowolny – wybrany przez siebie temat w wybranym przez siebie języku obcym. Czyli : z odległości moich czterdziestu lat : dają ten egzamin po prostu za sam fakt stawienia się tam z jakims wcześniej przygotowanym tematem/papierem. Trzeba wpisać tytuł projektu i w dwóch zdaniach go przedstawić. Tutaj pojawia się pierwszy problem : ponieważ moje dziecko nie zajrzało do tego papieru od tygodnia, absolutnie się do tego nie przygotowało (po swojemu sprawę olała a ze przez dlugi weekend była u swojego ojca, i zamiast się tym zainteresować, wolała sobie urządzić sesje „szopingu”…) poczuło zaatakowane i przeszło – od razu – do ofensywy.
– Podpisz mi to, ja zobaczę z profesorem.
– Nie będę podpisywać pustej kartki, moja kochana.
– Dlaczego ? To nie chcesz żebym zdała ten egzamin ?
Zaczyna nakręcać w sobie histerie.
– Nie będziemy rozmawiać w ten sposób, przemyślisz temat, wypełnisz formularz i dopiero podpisze….
Skończyło się awantura, wyjściem córki z domu, pierd*wszy drzwiami, wymiana esow i telefonów z jej ojcem.
Wiecie, w takich właśnie momentach – a takich momentów i sytuacji mamy co najmniej jeden dziennie – „krem miłości” jest cholernie trudny do nałożenia. Ale zaczęłam wypełniać to zadanie. Oczy wzniesione do góry, posapywanie, ale chyba nie była na to przygotowana. Na razie zero innych reakcji, ale zobaczymy jak sprawa przedstawi się za tydzień-dwa.

Żona i kochanka męża.

Nasze relacje się polepszyły. Wydaje mi się, ze mój mąż zdał sobie sprawę z tego, ze mowie aktualnie to co dokładnie myślę : ze nie jestem w stanie myslec tak lotnie jak jeszcze kilka miesięcy temu (sic!), ze nie jestem w stanie zająć się prostymi rzeczami, jak na przykład deklaracja podatkowa czy rejestracja działalności w trybunale handlowym (jako wlasciciel mieszkania wynajmowanego w systemie Airbnb, muszę wystapic o numer Siret…), trudno jest mi się schylać żeby cos z podłogi podnieść albo przesuwać meble, kartony itp… I od kiedy doszło do niego, ze to nie jest sciama, ze nie staram się po prostu przerzucić na niego odpowiedzialności za pewne rzeczy, to zaczal się ty wszystkim opiekować. W granicach dostępnego czasu… Ach, ta jego praca. Poszliśmy na kolacje z jego nowa szefowa. Ma kobieta temperament i silny charakter (szkoda, ze tkwi w systemie zarzadzania personelem wciąż w XX wieku) i jednego czego nie można jej odmówić to faktu, ze jest tu gdzie jest dzięki swojej ciężkiej pracy.
Jako kochanka mojego męża, wciąż niestety czuję się winna temu, ze moje libido spadło do zera. „No a ja czytałem , ze kobiety w ciąży są bardzo chętne na seks”. No sorry, mężu, widocznie masz w domu niestety wyjątek. Mam nadzieje, ze przetrwamy ten niechlubny w naszej seksualnej historii okres bez większych tragedii. A zresztą – o tym naprawdę pomyślę „jutro”.

Kobieta pracująca.

Tak jak napisałam, jestem na zwolnieniu (we Francji nie dają zwolnień tak łatwo, a przynajmniej nie moi lekarze…). Wczoraj zmieniłam status/funkcje na LinkedIn. Najpierw chciałam napisać „ Tymczasowa Cesarzowa Stasiowego Wszechświata” , ale napisałam cos w rodzaju : „ Projekt Nowy Człowiek” w rodzinnym biznesie. Spośród osób, które znam, lepiej lub gorzej w tej sieci zawodowej, tylko kilka doczytało, ze chodzi o urlop macierzyński. Otrzymałam nawet 2 propozycje nowej pracy, skoro już niby nie pracuję tam gdzie pracowałam… pociesza mnie to, bo najwyraźniej zaniżenie zdolności czytania ze zrozumieniem nie jest jedynie domena kobiet ciężarnych.

A z innej beczki, wczoraj na fb i LinkedIn wybuchła mała, śmierdząca bombka. Jeden facet napisał „ogłoszenie” – dosłownie „ oddam asystentkę” a ktoś mu odpisał czy „dobrze się bzyka?”. Pomyślałby kto : ot, kolejna gownoburza, Ale nie, nie tym razem. Tym razem uważam, ze dobrze, ze się tym tematem ktoś zainteresował – a ściślej mówiąc – kilka tysięcy osób. Bo chyba jedynym sposobem na walkę z chamstwem w Internecie jest traktowanie takich „żartów” właśnie nie jako żarty (bo to był w sumie post publiczny!) ale jako zachowanie naruszającej czyjaś godność. Popieram nagłaśnianie takich spraw. Może ktoś inny zastanowi się dwa razy, zanim w ten sposób napisze o innym człowieku.

Projekt z miasta na wieś

Niestety, dziewczyna, od której mieliśmy kupić dom zrezygnowała ze sprzedaży. Tłumaczyła to nagłą zmiana sytuacji osobistej – i może tak faktycznie jest. Niemniej jednak – jesteśmy oboje mocno rozczarowani, bo juz nawet zalatwilisy sobie “podwojny”kredyt, taki do czasu az nie sprzedamy mieszkania. Z drugiej strony – sprzedaż naszego mieszkania tez stanela pod znakiem zapytania, w związku z tym, ze wciąż nie zostały wykonane prace remontowe w naszej kamienicy, po zalaniu z k w i e t n i a (!). Pisalam Wam, ze w jednej z rur znaleziono azbest i hydraulicy nie mogą interweniowec bez specjalistycznego sprzętu i tak się ta sprawa ciagnie…
My na razie kontynuujemy pakowanie kartonów – najwyżej będę miala za miesiąc ina pare kolejnych miesięcy bardziej minimalistyczne mieszkanie…
Pokrywa sie to rowniez z faktem, ze nie planujemy na razie specjalnego pokoju dla Stasia – po prostu nie wiemy,, gdzie bedziemy mieszkac w najblizszej przyszlosci, wiec urzadzanie pokoju i kupowanie mebli jest dosc utrudnione. Pomyslimy o tym przy innej okazji.

W weekend jadę na zebranie stowarzyszenia Aspas, do Drome. Może przy okazji porozmawiam z ludźmi, którzy żyją na wsi i którzy dadzą mi jakieś rady odnośnie znaleznienia miejsca, w których natura jest bardziej szanowana niż w innych ? Nie zapominajmy, ze we Francji mamy poważny problem z myśliwymi (nie mowie o straży leśnej czy ludziach, którzy polują z innego niż „dla sporu i przyjemności” powodu) i kupić dom w gminie, gdzie rządzą myśliwi nie jest tym, co tygryski lubią najbardziej.

Poza tym to już chyba nic innego się tutaj nie dzieje. A to przecież już wystarczy prawda ?

Milego dnia!

2 odpowiedzi do “Siódmy (i pół)”

  1. Och ten egzamin gimnazjalny, łączę się w niepokoju o gimnazjalistki, miłego weekendu Ag! (u mojej gwiazdy w klasie jedna dziewczynka ma super temat “księżyc”, może coś w tym stylu? Z geo planety, z historii lata 60 i lądowanie na księżycu, z literatury poezja z księżycem, z nauk przyrodniczych chyba coś o przypływach, czy nocnych zwierzakach i zawsze jeszcze z innych przedmiotów łatwo coś dorzucić…) 😘

  2. Co do mebli dla Stasia, to bez obaw przez pierwsze miesiące naprawdę wystarczy mu Wasze łóżko, jakiś łatwoprzenośny koszyk/leżaczek/materacyk. Przewijać można w miejscu dowolnym, rozkładasz wielorazowy podkład i już. Jak usiądzie (czyli po 6-10 miesiącach) kupisz krzesełko z blatem do jedzenia, żeby móc stosować blw 😉. I to by było na tyle ☺

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.