Ósmy. Dzieje się. 

Ósmy miesiąc ciąży. Dzieje się, jak zwykle, dużo i w różnych rejestrach.

W 32. tydzień ciąży weszłam z przytupem. Zrobiłam zaplanowana sesje zdjęciowa “z brzuszkiem”. Bardzo ładne zdjęcia wyszły i w ogóle sesja minęła milo, a jako były fotograf ślubny często mam problem z byciem z “drugiej strony obiektywu”.

Wieczorem natomiast “podniosłam oczy ku niebu”, gdy mój mąż na moje pytanie “kiedy przyjdą technicy reperować parkiet” czym rozpętałam piekło.

Piekło w naszej rodzinie polega na tym, ze mój mąż zaczyna się wściekać, ze ja jestem wymagająca, co po części jest prawda, ale nie w przypadku tej konkretnej sytuacji. Pamietacie, ze to zalanie ciagnie sie od konca marca, ekspert z ubezpieczalni przyszedł już dokładnie 2 tygodnie temu, a “znajoma firma” wciąż nie ustaliła daty interwencji, choć od 2 miesięcy wiedza, że maja u nas prace. . Ja dziękuję za takich znajomych. Następnie Małż zaczyna pakować walizkę, zajmuje mu to z 20 min i ewidentnie czeka, aż ja go zatrzymam. Ja zaczynam bezczelnie się z tego nabijać, wiem, nie powinnam, wiec do mojego charakteru wymagającego dołączają się inne cechy ,ja też zaczynam się denerwować, mąż sobie wychodzi, z walizka, ja plączę.
Następnie on do mnie dzwoni z 30 razy, bynajmniej nie z przeprosinami, ja się zaczynam potężnie wkurwiać, aż dostaje lekkich skurczy, przy czym wpadam w panikę i wcale nie chodzi mi o męża, wyprowadzał sie tak juz ze trzy razy odkad jestem w ciazy, jakaś trymestrialna panika przed ponownym ojcostwem mu się chyba włącza… Boję się tylko o dziecko.
Wsiadam w samochód, ja płaczę, niebo płacze, mąż jedzie za mną w firmowym twingo do tego szpitala, sceneria jest dramatyczna, a zarazem komiczna, jak teraz o tym myślę, bo on stara się cos do mnie powiedzieć na skrzyżowaniach, a ja mu pokazuje coraz to nowe gesty oznaczające “idź stad”, nie wszystkie zrozumiale . Dojeżdżamy do szpitala, mowie mu, żeby sobie poszedł, ok, używam kilku brzydkich wyrazów, excuse my french.

Położne — w tym miejscu medal dla pań położnych szpitala Croix Rousse — sa po prostu kochane — dyskretnie pytają co się stało. Mowie ze się pokłóciliśmy, kiedy mąż spakował walizkę i chciał się (znowu) wynieść z domu. Wyrozumiale kiwają głowami: zdarza się, częściej niż pani myśli. Żartują jeszcze: pewnie kryzys 50-tki ? Na co prawie wybucham śmiechem, bo mojemu mężowi wydaje się, że ma 28 lat, a tu ktoś mu dokłada dekadę. Zaczynam się uspokajać i mój brzuch też. Leżę na monitoringu małą godzinkę, skurcze są bardzo łagodne: chce pani wrócić do domu ? Chcę.

Nie odzywam się do męża 24 godziny, widzę, że mu głupio i źle, bo nawet chce zrezygnować z paryskiego weekendu z “chłopakami” (wieczór kawalerski), ale szczerze mówiąc, może sobie robić co chce, tym razem po prostu przegiął.
Na szczęście i tak miałam przewidziany babski weekend z moją psiapsiółką, Bea. Przed wyjazdem wyjaśniliśmy sobie to i owo, nie sadze, żebyśmy się zrozumieli i uniknęli na przyszłość nieporozumień, ale na pewno cos z tego się wykluje.

Naprawdę, nie rozumiem mojego męża i jego reakcji.

W Aix les Bains natomiast było cudownie. Kwintesencja powiedzenia: nie ważne gdzie, ważne z kim. Samo miasto mi się nie podoba. Widać, ze wciąż nie potrafi się “przebranżowić”.  Ani nie jest to sanatorium dla “starych”, ani kurort dla “młodych”. Dużo tu hoteli, ale wiekszość to 2-3 gwiazdki, prawde mowiac, mala to przyjemność spędzić noc w ciasnej klitce z widokiem na lozko sasiedniego pokoju. Ale, ale, zaczyna cos się dziać. Podobnie cały “wschodni” brzeg jeziora de Bourget – odnawiane są brzegi jeziora, niestety wycięli przybrzeżne drzewa, nowych nie posadzili i w rezultacie siedzi człowiek na patelni między jeziorem a zakorkowana droga departamentalna…

Ale byłam tam z Bea, a znamy się od czasów żłobka mojej córki, dużo razem przeżyłyśmy (maleńkość naszych dzieci, nasze rozwody, rozwój naszych nowych związków) i po prostu lubimy spędzać razem czas.

Pojechałyśmy na zachodni brzeg jeziora, gdzie jest zdecydowanie bardziej “classy”, do opactwa w Hautecombe. Dawniej była to nekropolia książąt sabaudzkich  i dla kogoś kto lubi zbierać okruchy historii, to ciekawe miejsce.

Czytamy na przykład o księżnej Beatrice Sabaudzkiej. Była starsza od swojego męża o 6 lat (jako dwudziestolatka poslubila czternastolatka) i przez to małżeństwo stała sie księżną Prowansji. Była również “piękna i inteligentna” , a przyznacie, że w sredniowieczu nieczęsto obdarzano kobiety tymi dwoma przymiotnikami w jednym zdaniu. Miała cztery córki a każda została królową, a to jak na jakąś tam dynastyjke z Sabaudii również nie lada wyczyn. Była wiec w rodzinie królowa Francji, Anglii, Sycylii i Neapolu oraz anty-krolowa cesarstwa niemieckiego. Zastanawiałyśmy się z Bea jak wyglądałyby wspólne święta Bożego Narodzenia w takiej ukoronowanej rodzinie, gdyby oczywiście ktokolwiek wówczas świętował te święta rodzinnie. Dziś w Hautecombe mieści się swojego rodzaju klasztor czy raczej komuna jakiegoś ruchu katolickiego, mieszkają tam bracia i siostry, w tym również małżeństwa, i szczerze mówiąc, mieszkają w pięknych okolicznościach przyrody.
Spędzamy czas na plaży w Conjux i wracamy wieczorem do Aix Les Bains. Jemy kolacje w porcie i czujemy się jak na wakacjach. Te wypełnione tarasy, pod starymi drzewami, porozwieszane lampiony, maszty lodek w porcie, głośne śmiechy młodzieży, muzyka z samochodów, płacz zmęczonych dzieci — zapachniało latem.

W niedziele poszłyśmy na śniadanie “do centrum” a o 12h miałyśmy zarezerwowana wizytę w termach.

Termy, czyli cos w rodzaju SPA lub sanatrium — i to był strzał w dziesiątkę. Znowu – sama architektura jedzie polskimi latami 80′, ale serwis jest, zadziwiajaco jak na moje francuskie doswiadczenia na wysokim poziomie.
Ile ty masz lat dziewczyno, żeby włóczyć się po uzdrowiskach ? Wystarczająco, aby dbać o swoje ciało, mam ochotę odpowiedzieć. Korzystam z formuły dla “przyszłych matek” – za 70 euro mam wstęp do SPA plus 3 różne zabiegi (peeling, zabieg na “lekkie nogi” – nie wiem, czy Wam, drogie panie w ciąży puchły nogi, mnie się to zdarza, szczególnie w cieplejsze dni — oraz zabieg nawilżający do twarzy. Ja po prostu uwielbiam tego typu atrakcje, nawet zaczynam się rozglądać za jakimiś formulami dla “młodych matek po porodzie”, cos na walkę z cellitem, cos na poprawę kondycji skory po itd. Uważam, że jest to po prostu odprężające. Pani kosmetyczka zapytała, czy to moje pierwsze dziecko, po czym, grzecznościowo nie chciała uwierzyć, ze mam skończone 40 lat. Takie konwencjonalne pogadanki w salonie piękności, ale ciesze się, że moje rutynowe, prewencyjne starania o kondycje skory przynoszą efekty (dałabym pani najwyżej 30 lat.. dobra, dobra…)

O tym również rozmawiałyśmy sobie z Bea. Obie podchodzimy do masaży, wizyt w hammamie, jogi i zdrowego odżywiania w sposób racjonalny. Dbamy o siebie, chodzimy na prewencyjne wizyty do lekarzy i paramedyków po to właśnie, by jak najdłużej zachować zdrowie i kondycje. Obie trochę wierzymy w mityczna zasadę chińskiej medycyny, że lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Nasi panowie śmieją się z nas: skoro tak o siebie dbacie, to skąd ta potrzeba ciągłego detoksu ? 🙂 A stad, ze tez lubimy czerpać z życia pełnymi garściami i po jakimś ekscesie, dobrze jest od razu się oczyścić…

Moczymy się w basenie z woda “thermale” czyli ponoć uzdrowiskowa, relaksujemy na leżaku z widokiem na góry, idziemy do sauny i z powrotem. Jemy prosta sałatkę w eleganckim barze, co tu kryć –  robimy sobie dobrze.

Wracając do Lyonu zatrzymujemy się na chwile nad jeziorem Aiguebelette, konkretniej w lesie, kilkaset metrów nad jeziorem, zebrać pokrzywy. Podziwiamy widoki i zjadamy poziomki prosto z krzaczków.

Czyli weekend totalnie pozbawiony adrelanliny, powiedziałby ktoś: nudny. Spokój, nikt niczego od nas nie wymaga. A jednak rozkoszuje się ta chwila, bo wiem, ze juz niedługo pojawi się Stasiu i weźmie w nawias taki sposób spędzania wolnego czasu, i to na ładnych kilkanaście miesięcy.

Po akcji czwartkowej uświadomiłam sobie, ze jednak czas na spakowanie tej walizki do szpitala. Kupiłam zatem większość “niezbędnych” gadżetów (został mi jeszcze ten laktator ręczny, wciąż się waham, który sobie sprawić, oraz awaryjny zestaw butelkowo-smoczkowy, gdybym jednak nie zdolala Stasia karmić piersia ).

No a dzisiaj jest poniedziałek, biorę sprawy w swoje ręce. W planach mam: zrobienie porządku z agentem nieruchomości, z hydraulikiem, z poczta i urzędami, a że jestem w bojowym nastroju, to chyba zadzwonię do “znajomej firmy” i narobię hałasu w związku z tym naszym remontem. Wieczorem kontrolna wizyta w szpitalu i poważna rozmowa z mężem.

Czuje, że będzie dobrze.

edit.

Dogadaliśmy się. Tzn wyjaśniliśmy sobie wiele spraw. No powinno starczyć na najbliższe 3 miesiące.

2 odpowiedzi do “Ósmy. Dzieje się. ”

  1. Aga, mi położna mówiła, żeby darować sobie laktator ręczny, można wypożyczyć w aptekach elektryczne i ponoć są dużo lepsze 🙂
    PS moja walizka do szpitala wciąż nie gotowa, a tu już 9ty zaczął lecieć 😉 niepozbierana jestem całkiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.