Vulnerabilité czyli bezradność

Vulnerable, adj.

Czyli po polsku : bezradny.

I tak mogłabym podsumować ostatni tydzień.

Z życiowej fajterki, baby, która o niejedno walczyła, stałam się bezradną brzuchatką. I z pokorą przyjmuje tę nową dla mnie rolę, bo doświadczenie podpowiada mi, że to, jak wszystko co mi jak dotąd się przytrafiło, też minie…

W ubiegłą niedzielę cala Francja świętowała zwycięstwo drużyny piłkarskiej w mundialu. W mojej burżujskiej dzielnicy był względny spokój. Okna pootwierane, sąsiedzi machali do siebie różnych kamienic, za każdym razem, kiedy był gol, lokalny szczyt wzajemnej życzliwości. Co ciekawe, mamy w domu bardzo szybki internet (ping ms 2, download Mbps 254.82, upload Mbps 284.99, taki bonus pracy w home office, wymagającej częstych wideokonferencji). W związku z tym, u nas gol był jakieś 20-30 sekund przed sąsiadami. Na początku myśleli, ze oglądamy inny program, lub ze kibicujemy „nie naszym”, co w sumie było śmieszne.

A ja siedziałam i liczyłam skurcze. Zastanawialiśmy się, czy to mądre, wsiadać w samochód kiedy na ulicach miasta (poza nasza wyludniona dzielni) wszyscy stojaą w korkach, klaksony rozbrzmiewają a ludzie tańczą miedzy samochodami.

Po 22h00 uznaliśmy, ze już można i pojechaliśmy na Croix Rousse.

Croix Rousse to „moja” porodówka. Jest to szpital publiczny i większość znanych mi osób, w tym nasza Dr House bardzo sobie go chwali. Dr House, przypominam, to koleżanka, którą podziwiam i która należy do gatunku ludzi nieimitowalnych. Będąc nastolatka wygrzebała się z ciężkiej choroby (rak kilku narządów – swoja droga, jest jedna z osob na której prowadzono pilotażowy program walki z rakiem przez sport, była „zmuszona” chorobą do treningów, zapisała się do klubu wioślarskiego), skończyła inżynierską szkole agrarna, później przerzuciła się na medycynę, z opcja neurologie, jest wykładowcą w szkole medycznej, naukowcem-badaczem a jednocześnie lekarzem praktykującym w lyońskim szpitalu neurologicznym. Na porodówce,(rodziła właśnie drugie dziecko) czekając na rozwój zdarzeń, kończyła na laptopie swoja prace habilitacyjna. A ma tyle lat co ja. Na myśl o tym, ze są kobiety, którym udaje się w ciąży pracować z sukcesem intelektualnie budzą się we mnie stare kompleksy, ale na krótko.

To tez cos, co wcielałam w życie przez ostatnie miesiące : nie ma sensu się porównywać. Wiec otwarcie podziwiam koleżankę i wracam do kontemplacji mojego przejściowego stanu bezradności.

Irenkę rodziłam w St Luc St Joseph ale to było 15 lat temu, szpital był nowy, dopiero co oddany do użytku i już o tym kiedyś pisałam – byłam pod wrażeniem i delikatności ekipy, i pięknego, prawie hotelowego pokoju, z widokiem na Rodan… Croix Rousse to inna historia – po zamknięciu szpitala Hotel Dieu (pisałam Wam, ze otwiera się nam w Lyonie Centrum Gastronomii, wlasnie w tym zabytkowym budynku Hotel Dieu…) i kilku innych wydziałów okolicznych małych szpitali, przeszedł transformacje i w ciągu kilku ostatnich lat stal się szpitalem typu III (czyli z oddziałem neonatalnym i reanimacja neonatalna) i to jeden z trzech lyońskich szpitali, gdzie tutaj transportuje się noworodki ). Cena za przyjmowanie ponad 3000 narodzin rocznie jest bardzo ekspresowy pobyt na oddziale : wychodzi się po 48 godzinach.

Poleżałam godzinę na monitoringu w szpitalu, otwarcie 1 cm, może pani wrócić do domu, może się zobaczymy ponownie w nocy. O, nie ! Bena miało nie być w domu przez 3 dni, i to tak konkretnie, bo wybywał aż do Belgii. No to trzeba leżeć.

Przeleżałam zatem w domu 3 dni. Liczyłam skurcze. Co wstawałam to mnie łapało. W poniedziałek w nocy myślałam, ze powinnam dzwonić po karetkę. We wtorek przyszła do mnie moja psiapsiółka Bea (która jest profesorem i ma akurat wakacje) i dosłownie się mną zajęła, jak dzieckiem. Ugotowała mi na 3 dni (miałam pełną lodówkę i całkowity brak sil na przygotowanie czegokolwiek), przygotowywała swoje lekcje na przyszły rok, podczas gdy ja jaszczurkowalam na kanapie. Nawet psem zajęły się dobre dusze, które o to poprosiłam. I tak przetrzymałam do powrotu Męża. To była bezradność.

Bo różne są formy bezradności, na przykład wtedy, kiedy całkowicie zależy się od innych ludzi.

Taka mam teraz relacje z mężem – całkowicie od niego zależę – jeśli chce, by Stasiu został jeszcze trochę w moim brzuchu. Jest bardzo gorąco, temperatury przekraczają 30 stopni, puchną mi nogi, kreci mi się w głowie, i szczerze mówiąc – boje się wychodzić sama z domu w ten upał, boje się, ze zemdleję. Kiedy już wychodzę, mam to samo tempo co starowinki, poruszające się o lasce. Takie wiecie, jak z filmu Kieślowskiego, taka pogarbiona babcia, która wrzucała szkło do specjalnego pojemnika…  A jednak chciałabym jeszcze odrobinkę. Dopiero dzisiaj Chatka zaczyna przypominać Chatkę.

Pokój Stasia jest już prawie skończony (brakuje doprawdy drobiazgów). Szuflady komody wypełnione są ubrankami i pieluszkami wielorazowymi. Na polce kilka drobiazgów po naszych dziewczynach, samochodzik, książeczki… Białe ściany czekają aż Staś zacznie zapisywać w nich swoje dźwięki, aż zapełnią się jego kolorami.

View this post on Instagram

Tak, oficjalnie – pokój Stasia jest gotowy na przyjęcie nowego lokatora. Jak to bywa przy oficjalnych otwarciach – nie wszystko jest tak naprawdę zapięte na ostatni guzik. Nad materacem „do zabawy” chcemy zawiesić jeszcze karuzelę (już prawie jest skończona ;-)) brakuje takich oczywistości jak woda na przewijaku itp. Ale zrobiliśmy tak, jak wyczytaliśmy w poradniku 😉 poleżeliśmy chwilę w każdym kącie, pomyśleliśmy, jak Stasiowi i nam będzie najłatwiej oswoić te 4 ściany. Dlatego są jeszcze białe. Bo Stasiu to wciąż czysta karta, która będzie się sama zapisywała. Z czasem na pewno przybędzie zabawek i gadżetów. Przybędzie kolorów, kształtów i pewnie wszystkiego. W ogóle, na początku i tak Stasiu pewnie będzie spał w nocy w naszym pokoju, w swojej 42-letniej karocy, ale dla mnie ważnym było, aby miał tu swoje miejsce … …na razie jest to takie spokojne miejsce w wychylającej się z chaosu Chatce, gdzie można się zamknąć i spokojnie przespać. W komodzie ułożyłam już wielorazowe pieluchy i wszystkie ubranka, które dostałam od Dorotki i dzięki Weronice od Kingi (jeszcze raz dziękuję). Mąż zrobił szafę 😉 mamy słabość do konceptualnych szaf 😉 nie jest tez do końca skończona, bo zamiast tej czarnej rurki chcę zawiesić tam gałąź, ina pewno sznurek będzie mocniejszy… Na półce postawiłam kilka przedmiotów należących wcześniej do dziewczyn. I będę szukać małych wieszaków w kolorach innych niż różowe 😉 (chętnie siena kimś wymienię:-)) Czekałam na tę chwilę a teraz w spokoju cieszę się ciszą i ładem tu panującym. Zamieniam się teraz w zupełnie inne oczekiwanie … ❤️ #montessori #pokojmontessori #pokojdlachłopca #cisza #spokój #porządek #pokojdlaniemowlaka #pokójStasia #chambremontessori #bedroommontessori #kidroom #waitingforababy #attendrebébé

A post shared by Baba Joga (@chatkababyjogi) on

Gotowy jest również pokój dla Irenki, która wraca 30 lipca na kilka dni, zanim pojedzie sama na wakacje do Polski.

 

W naszej sypialni zamieszkały flamingi, odnalazły swoje miejsce szafa, szafki i wypełniające je przedmioty.

View this post on Instagram

Aż musiałam zrobić zdjęcia – po trzech ( i pół) miesiącach dziś rano odnalazłam naszą sypialnię ! Jest parkiet, są pomalowane, czyste ściany, są flamingi (wiem, nie mają dupek ani dziobów, mam męża rebelianta…) są meble (Ok, brakuje jeszcze szafy i półek, ale to już detal). Jest miejsce dla Stasia i Peppera – jak widać Pepper ma w poważaniu miejsce do spania, które mu przyszykowaliśmy, ciekawe czy Stach też oleje kołyskę ? No i mój „kobiecy ołtarzyk” wrócił na swoje miejsce… A mnie wróciła „jedna kreska” energii 😍 Dobrego dnia ! #koniecremontu #sypialnia #flamingi #kołyska #posłaniedlapsa #czekajacnadziecko #oczekiwanie #drewnianapodłoga #chambre #bedroom #bedroomwithdog #babytime

A post shared by Baba Joga (@chatkababyjogi) on

 

Mąż umył też okna, odkurzył mieszkanie, doprawdy, zostało już niewiele rzeczy wywieźć na wysypisko, poukładać kilka drobiazgów, które wciąż są bez stałego adresu.

I jeszcze przez kilka chwil nacieszyć się ciszą, samotnością, tym powoli odzyskiwanym porządkiem. Tak powiedzmy do pelni, ktora wypada w tym miesiacu 27 lipca. Zrobić miejsce na nowe. I może także, jeśli się uda, poprawić więzy, które rozluźniły się przez ten trudny okres ciąży miedzy mną i moim Mężem. Po prostu potrzebuje tego czasu, takiego prawdziwie bezstresowego.

Tak jak pewnie potrzebowałam tego okresu bezradności, by uświadomić sobie, że tak uzależniony od naszej obecności przez pierwsze tygodnie swojego życia będzie Stasiu. Jednocześnie, myślę sobie, ze człowiek, który ma wokół siebie zdrowe, życzliwe wsparcie, zawsze będzie dążył do niezależności i samostanowienia. I to w bezradności dla mnie jest perełką.

 

 

4 odpowiedzi do “Vulnerabilité czyli bezradność”

  1. no pięknie, chaos ustaje i wszechswiat ustawia sie w konfiguracji powitalnej 🙂 trzymaj się Aga, niech moc bedzie z Toba, czekam na dobrą nowinę <3 całuje

  2. Cieszę się, że dostrzegasz w tej wymuszonej bezradności również i dobre strony 🙂 Bo uwierz mi – każdy fighter potrzebuje czasem oddechu, a obecny stan skończy się szybciej niż myślisz i za tą bezradnością nieraz jeszcze zatęsknisz 😀

    Bardzo podoba mi sie Twój opis Dr House 😉 Uwielbiam ten serial i tę postać…

    Dodałem Cię na Instagrama 🙂

    Serdecznie pozdrawam i życze spokoju oraz naprawienia rozluźnionych więzi z Mężem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.