Co zrobić z wandalizmem ?

Mamy przed kościołem, który stoi na placu pod moją kamienicą mały park.

Mały płac zabaw, kilka drzew, trawników, statua Joanny D’Arc.

Kiedy w sąsiedztwie było jeszcze schronisko dla bezdomnych, w parku siedzieli menele, chlali coś tam (bo na wódkę chyba ich stać nie było), wracali na wieczór grzecznie do ośrodka. Kiedy na plac zabaw przychodziły nianie z dziećmi, lub koło 16h30 wracały ze szkół i przedszkoli starsze dzieci, menele wędrowały na stopnie kościoła. Ogólnie mówiąc, była animacja, czasem niesmaczna, ale powiedzmy, że znajoma.

Pod naciskiem sąsiadów eksmitowano schronisko. (Skończył się okres wynajmu od miasta). Przez kilka tygodni park na placu był terenem niczyim.

Ale przyroda nie lubi pustki.

Wzięły go we władanie grupki młodych ludzi. Młodych, między 12 a 16 rokiem życia. W żeście są to lub byli uczniowie pobliskiej gimby, część z dzielnicowego liceum, część już „zdeskolaryzowana” (usunięci ze szkoły za złe zachowanie), a część w ogóle z innej dzielnicy.

Od kilku lat to ta sama grupa osiedlowych łobuzów. Tylko jeszcze 2 lata temu ich przewinieniem było przesiadywanie na zaparkowanych na placu samochodach i popalanie papierosów.

Dzieci rosną. Dziś palą raczej szit, zaczynaja popijać procenty i zachowują się coraz bardziej agresywnie. W tym miejscu pragnę zaznaczyć ze to towarzystwo bardzo mieszane. W większości sa to tak zwane dzieci „z dobrych domów”. Ich rodzice dużo pracują a nieobecność i wyrzuty sumienia odkupują wysokimi kieszonkowymi. W domowych kredensach stoją butelki dobrych alkoholi, wystarczająco liczne, by się rodzice nie kapnęli, że brakuje butelki lub dwóch.

Są bezczelni, agresywni i zaczynaja być agresywni, i trwa to już od tygodni / miesięcy.

Pewnego wieczoru robimy sobie rundkę wokół placu, ja, Mąż, Bobas w wózku i pies. Młodzież była wyjątkowo podniecona. Zaczynają w się owe życząc kamieniami i butelkami. Są sami w parku, bo …zwyczajnie zajmują zbyt dużo miejsca i zachowują się agresywnie.

Jeden chłopiec wyrwał metalową barierkę w parku i rzucił nią w stronę kolegów. Interweniował starszy pan, ale na niego zaczęli krzyczeć. Wtedy do akcji weszliśmy my.

Wyjęłam telefon i zaczęłam im robić zdjęcia oraz ich nagrywać. Cześć z mich ma kartoteki na policji, wiedzieli jak się zachować : nałożyli na głowy kaptury i dalej nas wyzywali.

Teraz ciekawa sprawa. Ponieważ park nie jest moja własnością : nie mogę we Francji złożyć skargi za jego dewastację, poinformowała mnie pani policjantka przez telefon.

Ja rozumiem, że policja we Francji ma inne sprawy na głowie, niż interweniowanie gdy dzwoni paniusia z Lyon 6 ze skarga, że młodzież niszczy mienie miasta.

Ok. Pomyślałam. Zróbmy to na spokojnie.

Kilka dni później, na „randce ze śmieciami”, która jest organizowana przez lokalny kolektyw kilkudziesięciu sąsiadów, spotkałam panią radna z merostwa. Rozmawiamy o wandalizmie i ona dała mi swoją wizytówkę, „proszę napisać do mnie, prześlę komu trzeba”.

Do dyskusji włączyli się inni „kompościarze”.

Wiecie jak to jest, z małym dzieckiem. Ledwo mam czas na załatwianie administracyjnych papierów, a już na pewno nie na pisanie skarg do merostwa. Minęło znów kilka dni.

Wychodzimy na spacer, znów w tym samym składzie i otwierając drzwi naszej kamienicy wpadliśmy na koniec bójki. Ta sama banda wyrostków pobiła się z moim nastoletnim sąsiadem, który stanął w obronie kolegi.

Jak się później okazało, kolega sąsiada robił pod nieobecność rodziców imprezę, na która nie zaprosił tej bandy. Banda zapowiedziała, ze następnym razem mu „skuje ryj”, co też uczyniła.

Traf chciał, że pod moim domem.

Wychodzimy i mówię lodowatym głosem „my to się chyba znamy !”.

Po stronie zaatakowanych stanęło dwóch dorosłych przechodniów. Ale „ofiary” zaczęły coś nam szczekać, ze nas nie potrzebują i żebyśmy im tez dali spokój. Rozmawiam z przechodniami, żeby zrozumieć co się stało a „ofiara”, czyli mój sąsiad, zakłada sobie nogę na maskę mojego samochodu i poprawia sobie sznurówkę.

Jak się wydarłam ! Sąsiedzi wyszli na balkon.

Poprosiłam o dane kontaktowe od świadków. Podchodzą do nas „ofiary” i zaczynają przepraszać (za bójkę), i błagać, żeby nie skarżyć rodzicom ani policji, bo tez mają „dossier juridique” i jakby co to trafią do poprawczaka.

Fakt, ze przyszli z przeprosinami sprawił, ze nie zadzwoniłam na policję. I w sumie słusznie, bo skargę o pobicie może wnieść jedynie ofiara, a pobity był tak przestraszony, ze na pewno by tego nie zrobił. Ja mogłabym tylko donieść o zakłócaniu porządku w kamienicy, czyli bez sensu.

Napisaliśmy z Mężem list do sąsiadów kamienicy, z wyjaśnieniem, że chuliganie z parku urządzają bójkę pod naszym domem. I ze na pewno nie jesteśmy sami, którzy to zaobserwowali, i żebyśmy zaczęli spisywać w sposób faktualny takie incydenty, to wspólnie więcej zdołamy, niż każde z nas z osobna.

Gdy rozmawiałam o tym liście z jedną sąsiadką, usłyszałam “Tak, faktycznie, widziałam tę grupkę, to są Żydzi, nie da się z nimi zrobić porządku”. Francjo XXI wieku. Z twoim rasizmem, szowinizmem, antysemityzmem, znieczulicą… Ok. Faktycznie, konkurencyjną dla wspomnianej bandy grupą młodzieży, są faktycznie chłopcy w jarmułkach. Może i zachowują się głośno (przywilej młodości), ale nie agresywnie, na pewno nie palą publicznie szitu i nie atakują przechodniów.

Dwa dni później poszłam porozmawiać z sąsiadami :ojcem i synem. Poszłam z konfiturą „pokoju”, żeby dać do zrozumienia, ze nie chce się skarżyć, tylko znaleźć wspólnie rozwiązanie.

I teraz kolejna niespodzianka : ojciec głośno bronił syna, ze on nie ma z tym nic wspólnego. Jak kurwa nie ma skoro się bił? Miał szczęście, ze po dobrej stronie i ze przyszedł z przeprosinami. Ale faktem jest, ze banda z placu to jego byli koledzy, przez których wpadł w tarapaty. Chce się od nich odczepić, a ci nie dają mu zapomnieć.

Spotkanie pozostawiło we mnie niesmak. Facet chciał tylko wiedzieć, jakie kroki podświetlany, kogo zawiadomiłam, powiedział ze ma wysoko postawionych kolegów w policji. Rozumiecie, facet jest właścicielem agencji handlu nieruchomościami, synek z kartoteką nie robi mu reklamy… kiedy wychodziłam, czekałam na windę i słyszałam bluzgi i wrzaski, jakimi syna poczęstował. Nie mnie sadzić metody edukacyjne.

Jednak tej sprawy tak nie zostawiłam.

Napisałam mejla i do merostwa (wandalizm, bójka) i do „komposciarzy”. Odezwało się z 6 osób, przesłali mejla dalej a jak już im odpisałam, ze policja nie chce przyjąć skargi, sprawa zatoczyła szersze kręgi.

Odpisały mi inne osoby z merostwa, z zapewnieniem, ze skontaktowania się z policją, ze rozpoczną śledztwo w tej sprawie, bo z chuligaństwem trzeba w końcu coś zrobić.

Popatrzyliśmy na siebie z Mężem : typowa odpowiedz polityka. Komisarz dzielni ma inne priorytety niż ustawiać do pionu bardzo niesforną młodzież.

Ale nie, na drugi dzień zadzwonił do mnie pan komisarz, przyjął „elementy”, zapewnił, że będą interweniować. Od tego czasu (od wtorku) mamy spokój. Zobaczymy jak po weekendzie.

Piszę wam tu o tym, żeby Was namówić do tego by przestać tolerować zachowania „z pogranicza”. Jako świadkowie aktów wandalizmu, chuligaństwa, czyli czynów „o małej wartości społecznej” najczęściej odpuszczamy. Po co tracić czas. A czas leci, młodzi rosną, stają się silniejsi, bardziej jeszcze zuchwali i agresywni. Jeszcze mam odrobinę odwagi by ingerować, gdy robią komuś krzywdę, ale starczy mi jej może na rok. Jak widać znakomitej większości mieszkańcom mojej dzielnicy przeszkadza banda chuliganów, ale nikomu się nie chciało pomyśleć, co z tym zrobić.

Warto jest reagować, żeby nie pozwolić społecznej znieczulicy się rozprzestrzenić jeszcze bardziej.

Ps. Jeśli mieszkacie we Francji, i policja odmawia przyjęcia skargi w związku z aktami wandalizmu czy chuligaństwa, wiedzcie, że należy z tym udać się do merostwa. Najlepiej, jeśli uda się wam porozumieć w tej sprawie z sąsiadami i w merostwie porozmawiacie również z kilkoma osobami.

Jedna odpowiedź do “Co zrobić z wandalizmem ?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.