Po prostu wtorek

Chciałabym usiąść i napisać piękny tekst o tym, co się ze mną i u mnie dzieje. Ale co mogę napisać oprócz tego, że czuję się bardzo szczęśliwa?

Powinnam spać, jak wszystkie moje samce w tym momencie : Mąż chrapie po prawicy, trzyma w ramionach posapującego Synka, Pies leży nam na stopach. I tu właściwie mogłabym zakończyć, bo właściwie ten banalny obrazek, który właśnie opisałam wystarczy mi dzisiaj do tego, by dorzucić do pieca szczęścia, by poczucie spełnienia wciąż się paliło.

Cały dzień wypełniony był drobiazgami. Sesja zdjęciowa mieszkania dziś rano (bo znów sprzedajemy;-)). Spacer z dzieckiem w nosidełku i psem (na latawca : on mnie ciągnął, a ja za nim leciałam…) nad brzegami Rodanu. Poszydełkowałam. Poczytałam kilka stron z dwóch książek. Zrobiłam pranie. Zrobiłam drobne zakupy w dzielnicowych sklepikach, spożywczym i drogerii, pogadałam ze sprzedającymi. Jak to dobrze móc kupić właściwie wszystko w zasięgu pięciominutowego spaceru : i lokalne ziemniaki i nową baterie do wagi. (Wciąż nie miałam odwagi się zważyć, ale jutro już nie będę miała wymówki). Zrobiłam mydło. Wyszło idealnie. Ugotowałam kolację. Byliśmy razem na “randce ze śmieciami”, ta wizyta w kompostowniku jest naszym rytuałem, wspólnym spacerem (a nie ma takich zbyt wiele w ciągu tygodnia). Wykąpaliśmy Synka oboje i z radością dawałam mu masaż. Wysłuchałam świetnego wywiadu na na kanale “Thinkerview”

No i karmiłam Bobasa, i przewijałam go co chwila. Ubzdurałam sobie, ze on mi pokazuje rączką , ze mam mu zmienić pieluszkę. Pewnie to moja wyobraźnia każe mi odczytywać te znaki, niemniej jednak za każdym razem pieluszka była mokra i brudna.

Trudno mi jest mówić do tak małego dziecka. A raczej – trudno było. Ale przełamałam kolejne ograniczenie : mówić do niego z sensem. Teraz bredzę często bez sensu a najczęściej opowiadam co robię, używam tych wszystkich “dorosłych” slow i intonacji skierowanej do Bobasa. Cokolwiek właściwie mówię do niego, to i tak reakcją jest uśmiech, oczy które mówią “jeszcze” i wymachiwanie rączkami i nóżkami. Do woli sobie zatem bredzę.

I tak mijają mi dni.

I bardzo się z tego cieszę. Nie mam żadnej presji, żadnego obowiązku lub przekonania, ze muszę coś zrobić. Niczego nikomu nie udowadniam. Nie muszę być najlepszą mamą, ani najlepszą żoną. (Mogę nią być, jeśli będzie mi się chciało :-))

Tak. Czuję się wolna w mojej głowie. Szczęśliwa, spokojna, spełniona i wolna. Tak bardzo niewiele potrzeba mi, by się tak dobrze czuć….

Czego i Wam życzę.

6 odpowiedzi do “Po prostu wtorek”

  1. Mi bylo troche ciezko cieszyc sie codziennoscia na urlopie macierzynskim, monotonia mnie czasami troche dobijala:) oczywiscie cieszylam sie z synka i ubostwialam, ale tez mialam ochote sie troche wyrwac czasem, a nie mialam za bardzo jak, bo karmilam piersia i bylam jedyna osoba, ktora byla go w stanie uspokoic:)

    1. Rozumiem !
      W sumie to przyznam, ze robie sporo rzeczy, po prostu zabieram go wszedzie ze soba, na wszystkie te moje zebrania, spotkania i akcje 🙂
      Ale i odciagam codziennie mleko i dbam o to , zeby tata podawal mu butelke raz dziennie.
      Dziecko jest wiec przyzwyczajone do smoczka (zreszta : ciagle go karmie przez nakladke…), tacie sie podoba en czas nieco uprzywilejowany sam na sam z synkiem a ja moge spac (albo wyjsc z domu, w eorii az do 6 godzin (chociaz nie zostawilam go na dluzej niz 3 godziny, i to bylo raz ,kiedy bylam z corka na pogotowiu)
      Ten czas tak zapitala, ze w ogole mi sie nie dluzy (ale to dlatego chyba ze jestem stara i czas po prostu biegnie mi coraz szybciej;))
      pozdrawiam 🙂

  2. Piekny wpis, ciesze sie Twoim szczesciem. Zbierz go duzo i jak wiewiorka zakop w Twoim intymnym ogrodzie na dalsze lata. Zycie nas nie oszczedza, korzystajmy z pieknych, magicznych momentow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.