O Szczęściu przy sprzątaniu

Przycupnęłam w prali automatycznej, która znajduje się na parterze, dwie kamienice od mojej kawalerki.

Włączyłam 25 kg prania (przez miesiąc w studio miałam tylko jednego gościa, wiec się uzbierało).

I patrzę na wirujące w pralkach ręczniki i pościel i ta spirala hipnotycznie przenosi mnie znów 15 lat wstecz.

Pracowałam wówczas, na czarno, (3€ za godzinę, nawet wtedy były to psie pieniądze) jak początkującej emigrantce przystoi, sprzątając. Sprzątałam właśnie pralnię automatyczną. Wózek z Córeczką stał na zapleczu a ja odbierałam kolejną lekcję pokory. (Nie mieliśmy wówczas pralki w domu i prócz tych 3€/godzinę otrzymywałam żetony na używanie takiej w pralni…). 5 dni w tygodniu x 3€. Ale to były moje pieniądze, mogłam tygodniówkę w całości przeznaczyć na nowa książkę (prawdziwe wydanie, nie kieszonkowe…) lub bilety do muzeum i nikt nie mógł mi się do tego doczepić.

Dziś akurat też sprzątam, i też korzystam z pralni automatycznej. Tylko sprzątam własną kawalerkę, wynajmowaną w systemie Airbnb. Kawalerkę, która przynosi na tyle zysku, ze mogę inwestować dzięki temu w odnawianie jej i podnoszenie jej wartości. Jest też dla mnie żetonem ubezpieczeniowym (na wypadek gdyby…), niby nic wielkiego, a jednak czuje się dumna, że ją mam i że potrafię z niej czerpać korzyści finansowe (No i dziękuję Rodzicom, bo to również dzięki ich pomocy udało mi się ją nabyć).

To może niepoważne – cieszyć się z tego, że się sprząta. Co gorsza. Czerpać przyjemność ze sprzątania po kimś. A jednak, cieszę się, że odrobiłam wówczas tę lekcję pokory.

Na pewno wówczas nie wybiegałam tak dalece w przyszłość, 15 lat! Nie mogłam sobie wiec wyobrazić, jak bardzo sytuacja będzie się różnić.

I to był jeden z błędów, których już dziś nie popełniam.

Dziś, 15 lat później i kilkanaście książek z kategorii tzw rozwoju osobistego, dziś wybiegam myślą w przyszłość.

W chaosie teraźniejszości każdego dnia widzę nitki, które sobie wcześniej zarzuciłam w przyszłość. Prowadzą mnie one jak za rękę. Moja intuicja ufa mi z wzajemnością. Wiemy, co dla nas dobre.

Wyciągnęłam moją magiczną książeczkę (Marcin Kijak, Sztuka wyznaczania i osiągania celów) i po raz kolejny wprawiam maszynę w ruch. I po raz kolejny wiem, że gdy skończę lekcję 15 – znów staną się czary.

Chciałabym powiedzieć każdej osobie, która się waha – spróbuj, co ci szkodzi? Zachęcić do myślenia bez ograniczeń, gdy Sky is the limit, ale przede wszystkim do działania.

Często, gdy zaczynam opowiadać o mojej ścieżce od 2012 roku, w cudzych oczach widzę najpierw zaciekawienie, później niedowierzenie, czasem podziw ale najczęściej unik, nagłe spojrzenie w bok, po czym padają słowa : „bo ty to masz szczęście”.

Prawdopodobnie tak. To szczęście, na które codziennie pracuję, bo praca to przecież nie jest wyjście z domu, robienie czynności dla pieniędzy, powrót do domu.

To często również zajęcie, które sprawia, ze się człowieku spocisz, zmęczysz mięśnie i mózg.

Tak. Zdarza mi się powiedzieć, zgodnie z prawdą, że nie będę czegoś robiła, bo mi się to nie opłaca. Ale najczęściej, jeśli widzę jakikolwiek, nawet minimalny benefit – lepsze to niż czekanie na falę jak Brice de Nice.

Zdarzają się dołki, oj zdarzają. Ale…

Prócz szczęścia mam tez wiarę. Wiarę w siebie. W oportunizm. W dobro, które powraca. W przyjazne ucho wszechświata, które, gdy mu wyraźnie powiem, czego chcę, przekazuje wieści dalej a później wiele sytuacji ustawia się po prostu na mojej drodze, i tu muszę umieć je chwycić, jak Kairosa, za grzywkę, gdy nadchodzi (bo jak mnie minie to po ptokach).

Posiadam również woreczek poświęceń, do którego wrzucam czasem (bo nie zawsze) wygodę. Zmuszam się, by wstać wcześniej, by wyjść z domu, nauczyć się czegoś, choć niekoniecznie mam ochotę się wysilać; się uśmiechać, gdy wcale mi nie do śmiechu (po czym uśmiech przyciąga uśmiech i już pojawiają się prawdziwe powody). By zrobić coś, co niekoniecznie mi się opłaca w sensie finansowym, ale wnosi coś do mojego układu wartości.

Dziś był w sumie dobry dzień (mogę go pochwalić, bo kończę ten bilecik już po zachodzie słońca). Nabiegaliśmy się ze Stasiem, zmęczyliśmy oboje, (szorowanie moich 19 m2 zajęło mi 3 godziny!) ale w taki fajny sposób – bo gdy patrzę dziś w lustro, to sobie gratuluję, Agnieszko, dobrą dziś robotę zrobiłaś.

Życzę Wam jak najczęściej czuć takie samozadowolenie, mieć taką czystą wiarę w siebie i ufać swojej przyszłości.

Miłego wieczoru.

3 odpowiedzi do “O Szczęściu przy sprzątaniu”

  1. Każda praca daje wartość i nawet jak jest niewdzięczna i choć mało płatna, to może cos dać. Ja sama pracowałam jako opiekunka 24h w Niemczech, bo nie miałam innych możliwości. MIieiesiac lub 2 charówy non stop, bez dni wolnych. Przerwa 1 -2 godz dziennie i noc na sen. Zarobki pozwoliły na to by zaoszczędzić i żyć przez miesiąc pomiędzy wyjazdami. Ale jak się przeliczy zarobek na to że musisz być dyspozycyjna 24h to wychodzi… 1,5€ za godz! Mimo to ta praca pomogła mi odbić sie finansowo od dna, stanc na nogi, było ciezko ale czas spędzony w Niemczech wiele nauczył i obfitowal w wiele przygód i doswiadczeń. Teraz nie mogę tej pracy wykonywać, bo po prostu zostałam szczęsliwa mamą. Ale jestem otwarta nadal na inne prace, które mogę wykonywać gdy synek jest w przedszkolu. Choćby to było sprzątanie czy zamiatanie ulicy za najniższą krajową. Zresztą i tak w tych pracach tu gdzie jestem można zarobić więcej niż praca wyglądająca na bardziej “czystą” i prestiżową np. grafik freelancer. Warto podejmować się różnych prac, jak piszesz – zaryzykować choć bez oczekiwań za wiele. Skupić się na twj pracy i robić jak najlepiej. Kto wie jaką furtkę na przyszłość to ci otworzy? Pozdrawiam

  2. Zarówno po własnych doświadczeniach, jak i po doświadczeniach członków mojej rodziny wiem, że nie można tak z góry zakładać, że ktoś ma lepiej od nas, nawet jeśli tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Albo w drugą stronę (i ja się staram mieć takie podejście, chociaż czasami bywa bardzo ciężko) – nie zakładać tak od razu, że ja mam najgorzej i starać się dotrzec dobro w całej masie niefajnych rzeczy i zdarzeń… Każdy człowiek to osobna historia. A po przeczytaniu Twojej, jestem pełen podziwu 🙂 Ściskam Cię mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.