Szafa minimalistki wychodzącej z połogu

Gdyby była to pora dnia, powiedzielibyśmy po francusku, ze to « temps entre les chien et les loups », kiedy szarzeje, kiedy nie można rozróżnić psa od wilka.

Kiedy wychodzimy z połogu, niby wracamy do „wagi sprzed ciąży”, ale sorry, waga i objętość to dwie różne sprawy, a my jednak mamy tendencję do mieszania tych jednostek.

Biust mam zacny (żeby nie było za różowo, prawa pierś jest ze dwa razy większa niż lewa, choć dają tyle samo mleka…). Za to talia, brzuch, bioderka i uda uciekają mi ze spodni sprzed ciąży i już.

Moim głównym problemem jest jednak fakt, że wszystkie moje ubrania „sprzed”, w większości sukienki, nie nadają się do karmienia piersią.

Dlatego bez żalu trzymam je tam, gdzie są od marca, czyli w pudle. No i sukienka podkreślająca ciążowy brzuszek jest śliczna, lecz ta sama sukienka podkreślająca brzuszek kiedy już jest po porodzie jest smutna.

Trzeba mi było wymyślić nową garderobę.

Trochę mnie już znacie. Te wszystkie ograniczenia, które narzucam sobie z racji poglądów, które bronię, stanowią niezłą łamigłówkę, przyznaję z niechęcią. Czytaj dalej Szafa minimalistki wychodzącej z połogu