Szafa minimalistki wychodzącej z połogu

Gdyby była to pora dnia, powiedzielibyśmy po francusku, ze to « temps entre les chien et les loups », kiedy szarzeje, kiedy nie można rozróżnić psa od wilka.

Kiedy wychodzimy z połogu, niby wracamy do „wagi sprzed ciąży”, ale sorry, waga i objętość to dwie różne sprawy, a my jednak mamy tendencję do mieszania tych jednostek.

Biust mam zacny (żeby nie było za różowo, prawa pierś jest ze dwa razy większa niż lewa, choć dają tyle samo mleka…). Za to talia, brzuch, bioderka i uda uciekają mi ze spodni sprzed ciąży i już.

Moim głównym problemem jest jednak fakt, że wszystkie moje ubrania „sprzed”, w większości sukienki, nie nadają się do karmienia piersią.

Dlatego bez żalu trzymam je tam, gdzie są od marca, czyli w pudle. No i sukienka podkreślająca ciążowy brzuszek jest śliczna, lecz ta sama sukienka podkreślająca brzuszek kiedy już jest po porodzie jest smutna.

Trzeba mi było wymyślić nową garderobę.

Trochę mnie już znacie. Te wszystkie ograniczenia, które narzucam sobie z racji poglądów, które bronię, stanowią niezłą łamigłówkę, przyznaję z niechęcią.

No bo dobrze, aby było „etycznie”. Czyli jak?

1) Wegańsko (bez skóry)

2) Lokalnie (Krawcowa? Europejska firma?)

3) A jeśli nie lokalnie, to choćby używana, z Rodeo Drive (z ciuchów).

4) Minimalistycznie – czyli żeby wszytko pasowało ze wszystkim.

5) Praktycznie : czyli żebym mogła zrobić dwa razy w tygodniu jedno pranie z moimi ubraniami.

6) Mega wygodnie ale i schludnie. Nie stosuję zasady “ubrania na wyjście/ubrania na po domu”. Muszę być gotowa na to, by wyjść z domu z dzieckiem w chuście m, bez budzenia go na “przebranie się”. Nie chodzę po domu w legginsach.

Niekoniecznie wszytko mi się udało.

No to co siedzi w mojej szafie ?

To miała być ekskluzywnie moja szafa. Miały tu wszystkie moje rzeczy wisieć. Ale do jednego skrzydła wprowadziły się koszule męża, wiec musiałam zawiesić „półeczkę”, której szczerze nie cierpię. Coś z tym zrobienie Nowym Roku.

Zatem na codzień biegam w trzech sukienkach. Dwie kupione w butiku Asos. Jedna uszyta przez moją wspaniałą teściową.

Sukienka uszyta przez moją Teściową, z wykroju Vouge i materiału Liberty

Asos maternity

Asos Materinty 😉
ML

Mam tu jedną, kupioną na ciuchach spódnicę, do której noszę jedną z trzech bluzek : dwie znów kupione (zupełnie nietrafione, niestety) w Asos (ten sam krój, czerwona i czarna) i jedna koszulowa, którą wiążę na koszulce (bo z racji wzrostu objętości piersi się nie dopinam.

Spódnica z mojego ulubionego Rodeo Drive : Showroom d’Odette (Lyon 6)

Miałam w planach uszyć sobie drugą spódnicę – kupiłam fajny wykrój francuskiej firmy deer and doe, ale kiedy sie zmierzyłam powiedziałam, że jednak się wstrzymam z tym szyciem bo moralnie rozmiaru 44 nie udźwignę.

(https://shop.deer-and-doe.fr/fr/patrons-de-couture/14-patron-jupe-chardon.html)

A w pudle czeka na swój come-back piękna, asymetryczna spódnica od mojej ulubionej krawcowej, tej od sukien ślubnych. No poczeka jeszcze kilka centymetrów…

Na półce jest jedna para ciemnoniebieskich spodni (ciążowych, hehe) 2 czarne bluzki z długim rękawem oraz jeden biały podkoszulek.

Mamy tu jeszcze kilka zestawów ciuchów sportowych, dwie bluzy z kapturem, w tym jedna z logo L214 i kiedy chodzę w niej w górach , to niektórzy miejscowi odbierają to jako prowokację.

W innej szafie wisi mój płaszcz, typu French trench, skórzana (!) czarna kurteczka sprzed kilku lat (kiedy nie byłam wege i eko) z pinem “go vegan” (nie wypieram mojej mięsożernej przeszłości) ;-). Kurtka i plaszcz na zime. Sa trzy szale, jeden kolorowy, dwa grube, ciemne i cieple.

No i mój grzech główny : buty. Mam ich dużo. I tylko przy zakupie butów moje zajazdy są naprawdę żelazne. Nowe są z wegańskich butików (Noah vegan Shoes, Beyond Skin), lub kupuję buty używane (np najliczniej wyprzedaży lub w second handzie)

https://www.facebook.com/251074935290884/posts/588641621534212/

I to wszystko.

Postawiłam jak widzicie na trzy kory : czarny, czerwony i biało-beżowy i wiem, że trudno mi wyjść z tego schematu. No ale na razie liczy się kombinacja ekonomicznie-wygodnie-praktycznie. O bajerach pomyślę, jak wrócę do pracy.

W szufladach koegzystuje moja piękna bielizna „sprzed” oraz ładne i estetyczne co prawda, ale mało glamour moje 4 biustonosze do karmienia, francuskiej firmy Cache coeur , koronkowe majtki od Assia schowały się w kącie, a prym wiedzie 5 par bawełnianych „cache misère”, „schowaj to nieszczęście” barchanów po pas. Oraz jedna para majtek uciskowych, które zdarza mi się czasem zakładać (powinnam je nosić częściej, ale wciąż jest gorąco…)

Mam również 4 koszule nocne, moje wierne przyjaciółki, one mieszczą wszystko, i muszę przyznać, że są urocze, w swoim stylu. To ważne, żeby dobrze się czuć w piżamie, gdy z małym dzieckiem czasem włóczy się człowiek w takiej piżamie pół dnia (bo o 12h wciąż nie było czasu na prysznic:-)) i jeszcze wychodzi w niej z psem na spacer…

Moja ulubiona koszula nocna – z Etsy

***

Pilnuję tej mojej garderoby a tam i tak od czasu do czasu pojawiają się jakieś ciuszki znikąd, na gościnnych występach…

No ale na razie szafa jest ogarnięta, w miarę spójna, w moim stylu, dobrze się czuję w każdym z tych ubrań i wcale nie przeszkadza mi, że “ciagle noszę to samo”.

A jak jest u Was? Lubicie otworzyć szafę i wyjąc pierwsze z brzegu ubranie, wiedząc że cokolwiek to będzie, będziecie się w tym dobrze czuć? Czy lubicie wybierać, dobierać, przebierać się kilka razy?

Jak dobieracie ulubione kolory? Korzystacie z usług wizażystki? Jak długo ubrania goszczą w waszych garderobach ?

Ciekawam !

3 odpowiedzi do “Szafa minimalistki wychodzącej z połogu”

  1. Jestem minimalistką pod wieloma względami, ale w szafie nie chcę. Lubię mieć ubrania na każdy nastrój, a nastrojów mam więcej niż dni w roku 🙂 Nie mam tak, że chodzę w trzech ciuchach na zmianę, a szafa się nie domyka. Po prostu muszę ich mieć dużo, bo wszystkie kocham 🙂 Ale za to można uznać, że są dość eko – szmateksy, większość z naturalnych materiałów, a sporo to w ogóle odziedziczonych. A potem noszę aż do zdarcia, czyli dłuuuuugo.

    1. A – fajnie ! Wyobrażam sobie Ciebie w wersji rozmarzona, romantyczna, szczęśliwa, ale już ukochany ubiór na nastrój zmęczenie z wpienieniem nie bardzo ;-))
      A jak u ciebie z tzw entretien , masz siłę prac wszystko jak należy, nie wiem, wełnę z wełną, jedwab z jedwabiem, kolory, tkaniny itp? To chyba najbardziej mnie przerażało kiedy miałam dużą szafę – utrzymać to wszystko w czystości.

      1. Tutaj z pomocą przychodzi mi chińska pralka, w której nie ma ciepłej wody i wszystko pierze w zimnej. W związku z tym generalnie używam trzech programów: pranie zwykłe, pranie z namaczaniem do rzeczy brudnych oraz tzw. pranie delikatne – tutaj wrzucam wełnę itd. Kolorami się nie muszę przejmować, bo w zimnej wodzie rzadko coś farbuje 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.