Przygoda z dwujęzycznością

Przygoda z dwujęzycznością u mojego dziecka – odsłona druga.

I pytanie : jak pójdzie nam tym razem?

Na początku oczywiście mówiłam do córki tylko po polsku. Jednak gdy poszła do żłobka a ja ba studia a potem do pracy, jakoś naturalnie przeszłam na franko-polski. Mea culpa. Czytałam jej wieczorem przed snem historyjki, głównie po polsku, bardzo długo, chyba do 8 czy 9 roku życia.

Kiedyś wysiadłyśmy z samolotu chyba wizzair i na płycie lotniska moja córeczka wypaliła :” maaaatko boooska, ale kolejka” (wypowiedziane intonacją głosu mojej mamy i babci).

Do dziś zaskakuje mnie pewnymi zwrotami. Czasem pytam ją o przetłumaczenie jakiegoś słowa z polskiego na francuski, kiedy mnie pamięć zawodzi, i wydobywa ze swojej szufladki z językiem polskim tak nieużywane kwiatki jak na przykład “głęboko”.

Od lat nie mówimy po polsku. Kiedyś jako malutkie dziecko poprosiła mnie po przyjściu z przedszkola, żebym mówiła do niej po francusku a ja (głupia?) wówczas posłuchałam.

Jednak najbardziej zdziwiła mnie nasza dość szczera rozmowa tego lata, kiedy mi się wypłakała i powiedziała, że w przedszkolu a później w szkole było jej trudno (przeze m je oczywiście :-)) bo nie rozumiała, czego chcą od niej panie i dzieci. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo przecież byłam jedyną osobą, która mówiła do niej po polsku a już jej ojciec i macocha na pewno mówili tylko po francusku, więc to taki (jeden z wielu) żal do mnie, choć nie neguję, że prawdziwy.

Jak jest tym razem, z synkiem?

Przyznaję : jest mi trudniej mówić do niego tylko po polsku. W domu mówimy przecież po francusku. Często przychodzą mi spontanicznie francuskie zwroty lub skojarzenia z moją francuską subkulturą, z naszymi referencjami jako związku, rodziny.

Kiedy jesteśmy z synkiem sami – jest nieco łatwiej. Rozmowa z niemowlakiem 😂… opowiadam w prostych słowach co właśnie robię, wyjmuję oto kubek z szafki bo robię sobie herbatkę ziołową. No też mi wyżyny lingwistyczne. Próbuję opisywać jego emocje lub odczucia (jest ci mokro? O, widzę ze się uśmiechasz, to taka mała radość?).

Czasem jestem zmęczona i nie mówię nic. Słuchamy sobie wówczas jakiegoś podkastu. Czasem po polsku, czasem po francusku ale zdarza się ze i po angielsku też.

Na razie z wielką pomocą przychodzą mi książeczki polskojęzyczne. Kiedy się karmimy, czytam “powieści” lub bajki czy opowiadania. Aktualnie czytamy “opowieści z Doliny Muminków”. (We Francji nie znalazłam jeszcze jej książek w księgarniach, pogrzebię w bibliotece…)

Kiedy Dzidziuś jest obudzony i “gotowy”, czytam mu polskie wierszyki. Naprawdę to niesamowite jak się wsłuchuje w rymy – inaczej słucha melodyjnych rymowanek a inaczej opowiadań. I jak reaguje na obrazki – ogląda je uważnie, reaguje na te, które już zna inaczej niż na te, które pokazuję mu po raz pierwszy.

Zobaczymy.

Mam nadzieję, że będę mogła prowadzić z nim kiedyś niewymuszoną konwersację w języku polskim.

Póki co – czytamy po polsku, choć pewnie zaczniemy i po francusku – kupuję piękne książeczki, żeby Małemu czytał jego Tata, sama tez chętnie bym mu je poczytała…

Zobaczymy…

https://instagram.com/p/BpNezJblgMq/

4 odpowiedzi do “Przygoda z dwujęzycznością”

  1. Cześć . Co do Muminków po francusku polecam Amazon – wlaśnie sprawdziłam i mają . Po ang jest Moomin shop w Paryzu jesli dobrze pamietam ale mozna spokojnie online zamowic ( moze tez np maja po fr , nie miałam na tyle czasu zeby to teraz sprawdzic ) .

    1. Dzięki ! Zanim zamówię muszę poczytać co to za tłumaczenia. Raz trafiłam na faaatalne tłumaczenie Ani z Zielonego wzgórza ( która tez nie jest popularna we Francji – już rozumiem dlaczego :-))

  2. Rewelacyjny blog , a ten wpis jest pieknym przykladem troski o jezyk polski. Jestem pod wrazeniem. Maluszek ma wspaniala mame. Pozdrawiam i zdrowka zycze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.