Przesilenie

Skumulowanego od miesięcy zmęczenia, głównie za sprawą nieprzespanych nocy, nie da się nadrobić w tydzień lub dwa.

Apogeum już minęło. Widzę, czuję, że jest coraz lepiej, ale daleko mi „do siebie”.

To potworne zmęczenie wpłynęło nawet (oczywiście!) na moją laktację. Znacznie zmniejszyła się ilość mleka, które odciągam, a nawet, z ciężkim sercem, kupiłam pierwsze mleko modyfikowane (wegańskie). Stasiu przyjął je ze smakiem, wymieszane z zupą warzywną i kaszką. Przez chwilę miałam cień wyrzutu sumienia, ale szybko je przegoniłam.

Jesteśmy na wakacjach, na nartach. To taki nasz rodzinny rytuał, od 10 lat jeździmy na tydzień na narty we francuskie Alpy.

Tym razem jednak, sorry, wcale nie czuję się jak na wakacjach. Ben z dziewczynami wychodzą sobie rano na stok, a ja słaniam się ze zmęczenia i zostaję z ząbkującym niemowlakiem. Do tego z uśmiechem i cierpliwością pytam, co zrobić na obiad czy kolacje, słyszę „coś smacznego” i włącza mi się agresor. A konkretnie, co wam sprawi przyjemność ? Nie wiemy, wymyśl coś, tylko nie te twoje warzywa. W związku z czym jedzą makaron, “suchy”, bo przecież stoją w szafce 3 słoiki sosów, ale nie potrafią się w trójkę zdecydować na jeden… (ja sobie gotuję „normalnie”, czyli po swojemu). Taaak…

Wczoraj w nocy była w ogóle jakaś jazda, chyba pierwszy raz od jego urodzenia – Stasiu budził się co godzina z takim wrzaskiem, że się serio przestraszyliśmy.

Dziś rano powiedziałam co o tym sądzę, że właśnie nie czuję się jak na feriach, że rozumiem, że karnety drogie i „trzeba” wykorzystać każdą minutę, ale halo. Nie godzę się na rolę niani, sprzątaczki (bo siłą rzeczy – zostaje w mieszkaniu i muszę je ogarnąć po ich wyjściu), kucharki i co tam jeszcze.

Dziewczyny poszły pojeździć, tata zabrał synka na spacer a ja próbowałam odsypiać.

Ben wrócił z prezentem dla mnie – podarował mi prawie 3 godziny samotności , w tutejszym SPA, włącznie z godzinnym masażem relaksującym. To było bardzo miłe z jego strony. (Oczywiście zasnęłam na stole do masażu).

Za to gdy krążyłam między hammamem a sauną, zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy.

W moim ciele hormony znów szaleją. Czuję to nie tylko po zmianach nastroju, ogromnym zmęczeniu a nawet bólu (poważnie, boli mnie całe ciało, jakbym przebiegła maraton), ale nawet po tym, że znów zmienia się mój zapach, sposób w jaki się pocę. Właściwie to czekam na powrót miesiączki i wydaje mi się ze to tuż tuż.

W naturalny sposób nabieramy ze Stasiem do siebie dystansu. Nie zrozumcie mnie źle, to sześciomiesięczne dziecko 🙂

Ale gdy dziś wychodziłam z pokoju w rezydencji, by pójść na masaż, nie miałam ani jednej myśli w stylu „mam nadzieję, że sobie poradzą beze mnie”. Bo wiem ze sobie poradzą.

Stasiu też daje mi (nam) do zrozumienia, że sprawia mu przyjemność towarzystwo taty i sióstr, nawet jeśli nastoletnie siostrzyczki to prawdziwe meteoryty. Ich uwaga przelatuje po nim, w przerwie między snapem czy ig. Ale widzę, ze wzajemnie cieszą się swoją obecnością.

To już nie jest noworodek, którego trzymałam w ramionach non stop. Czasem nawet mam wrażenie, że on też potrzebuje przestrzeni (niekiedy wieczorami, gdy go noszę i tulę do snu, kilka razy wiercił się i ewidentnie coś mu przeszkadzało. Położyłam go do łóżka, dłoń na jego czole, dwa sapnięcia i już odpłynął…).

Myślę, że ciężko jest mi, jako matce, zdać sobie sprawdzę z tego, że taki maleńki człowiek aspiruje do niezależności. Moja nastolatka nauczyła mnie, że kochać kogoś oznacza czasem pozwolić mu odejść. Natomiast teraz Staś uczy mnie, że nawet tak małe dziecko ma prawo świetnie się bawić nawet podczas mojej (matki!) nieobecności. A jego tata i siostry mają prawo do spędzania z nim czasu i robienia z nim rzeczy w inny sposób, niż bym sobie tego życzyła – i że tak też jest dobrze. Choć trudno mi zaakceptować, że biorą go na ręce a oczy maja wklejone w swoje komórki, ale lepsze to niż brak kontaktu. (Kiedy próbuje z nimi na ten temat porozmawiać, unoszą oczy do góry i jęczą, że im truję…)

Albo.

Mamy piękną pogodę w górach. W południe usiedli na balkonie w krótkich spodenkach i koszulkach z krótkim rękawem. Stasiek siedział na deskach tarasu w samym body. Miałam mruknąć coś, że jak będzie miał gorączkę i zachoruje to szanowne towarzystwo się nim zajmie, ale (może przez zmęczenie?) machnęłam tylko ręka… spędziliśmy miło czas bez mojego zrzędzenia. Stasiek jest zdrowy.

To wszystko dobrze się składa, bo ja teraz też potrzebuję czasu dla siebie.

Umówiliśmy się z Mężem, że zatrudnimy dwie osoby, na kilka godzin w tygodniu. Jedna przyjdzie pomoc ogarnąć mi dom (2-4 godziny w tygodniu), druga 2 razy po półtorej godziny zostaniecie Stasiem (żebym mogła wziąć kąpiel, iść sama do sklepu, zrobić jogę, iść do kosmetyczki albo po prostu poleżeć w łożku). Dopiero zaczęliśmy, już widzę, że jest lepiej.

Razem z Mężem także rozpoczęliśmy wspólnie coś w rodzaju pracy nad związkiem. Chodzimy do tej samej pani na masaż ajurwedyczny i energetyzujący. Seans kreci się wokół masażu ale również omówieniu niektórych spraw, które mogą mieć wpływ na nasze samopoczucie…

I wiecie co ? To działa.

Mój Mąż nadal zbyt dużo pracuje. Ale dużo, dużo mniej niż kiedy prowadził własną firmę. Dużo mniej także opowiada o swojej pracy, nie stresuje się tak pod koniec miesiąca, czy będzie z czego wypłacić pracownikom pensje, zaczął nawet zastanawiać się nad, uwaga, urlopem rodzicielskim (tylko ze niestety mu nie przysługuje). Zaczyna robić nowe plany związane z domem na wsi (teraz nawet jego ciągnie bardziej niż mnie, ja czuję, że ten idealny moment na ten krok był w ubiegłym roku, teraz kolejny przyjdzie za dwa-trzy lata, kiedy Staś będzie szedł do przedszkola.

Idzie dobre, czuję to.

Najbardziej się cieszę, że nie próbuję już wszystkiego mieć pod kontrolą, że akceptuję częściej, że coś zostanie wykonane nie tak, jakbym sobie tego życzyła.

To ogromnie ułatwia mi życie.

Czego i Wam życzę.

https://chatkababyjogi.pl/wp-content/uploads/2019/02/img_9337.mov

6 thoughts on “Przesilenie

  1. ag

    imponujesz mi, ale nie tym, że pozwalasz Stasiowi na niezależność, tylko, że pozwalasz i umiesz “wywalczyć” (to nie jest dobre słowo) wolne chwile dla siebie. kiedy moje dzieci były małe nigdy przenigdy się nie upomniałam o chwilę dla mnie (to znaczy raz czy dwa, ale mi odmówiono), wszystko brałam na klatę i teraz dziwię się jak uszłam z życiem, brawa dla pani <3

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Tu chodzi o przetrwanie. Nie, nie o przetrwanie. O godne życie. Mogłabym zacisnąć zęby i z uśmiechem (a w środku męczeństwem) iść dalej, ale nie, chyba za stara na to jestem.
      Chociaż pojawia się we mnie, to chyba jakiś atawizm, poczucie , że przecież „prawdziwa matka musi się poświecić”. (Choć pojawia się przeciwstawne poczucie, które mi mówi: co to za bzdura). Chaos, droga Królowo, chaos. Ale widzę światełko w tunelu i mój szósty zmysł mówi mi, ze to właściwa droga 😉

      Odpowiedz
  2. Celt

    Cieszę się, że wszystko Wam się układa pomyślnie, a każde z Was ma swoją przestrzeń 🙂 To bardzo ważne, zwłaszcza przy małym dziecku.

    Miło Cię i usłyszeć i zobaczyć na filmiku – poproszę o więcej 🙂 Ładny masz uśmiech i głos 🙂

    A alpejskich wakacji zazdroszczę Wam do n-tej potęgi…

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.