Miesięczne archiwum: Lipiec 2019

Wiedźma Białego Księżyca 

Skończyło się, definitywnie się skończyło. Dostałam dzisiaj okres. Pierwszy po ciąży. Skończyła się przerwa w menstruacjach, następną będzie już menopauza. Skończyło się jedenaście miesięcy cyklu macierzyńskiego, czasu, którego potrzebowało moje ciało do odbudowania siebie, po stworzeniu nowego człowieka

Nie przeczę, ostatnio sporo mu w tym pomagam.

Skoro nie mogę wyspać się, tak, jakbym sobie tego życzyła, pomagam sobie, jak umiem. Witaminki, B12, C, magneziki, wapienko, żelazo. Dzięki uprzejmości Alicji (jednej z tych fajnych dziewczyn, którą poznałam przy okazji organizowanych w domu warsztatów kosmetyczno-mydlarskich) mogłam pójść sobie na masaż do Sandie.

Sandie jest wiedźmą; ma w dłoniach czarodziejskie moce, jej masaże energetyzujące towarzysza mi od kilku lat na ścieżce rozwoju wewnętrznego. I zawsze po nich w moim życiu widzę wyraźnie, gdzie cos się kończy, a gdzie zaczyna nowe.

Coś czułam, ze to nadchodzi. Byłam ostatnio tak zmęczona, senna, a jednocześnie rozdrażniona, ze najpierw poszłam jednak do apteki po test ciążowy.

Już naprawdę nie mam sił kłócić się z Mężem, na synka się nie złoszczę, nawet jak mi się dorwie do szafki z jedzeniem i narobi szkód, mój odkrywca jeden. Na szczęście dla wzbierającej we mnie negatywnej energii, na siódmym pietrze w moim domu robi się remont i faceci są niepoważni. Popsuli drzwi od windy, w taki sposób, ze można z niej korzystać tylko wtedy, gdy na siódmym pietrze ktoś zasunie drzwi bezpieczeństwa ręcznie. Czego panowie nie robią od dwóch tygodni.

Oni nie widza problemu, bo winda jest zawsze u nich na siódmym pietrze. Lub na parterze.

Gdy wychodzę z domu z wózkiem i mam to szczęście, ze winda jest na parterze, mogę z niej skorzystac ale gdy wracam do domu, z zakupami, winda jest zablokowana na 7, do czasu gdy oni nie skończą pracy i sobie nie zjada.

Akurat był czas pełni. Stasiek gorączkował, był wyjątkowo marudny, Belek w delegacji, ja sama w tym bajzlu, który panuje w mojej chatce w związku z przeprowadzka. Wróciłam ze spaceru po lekarzach, aptekach, sklepach itp.

Winda na siódmym. Zostawiłam wózek. Wleciałam po schodach, z dzieckiem na reku, jakby cos mnie niosło. Pukam grzecznie. “Nikogo nie ma w domu” odpowiedział jakiś żartowniś. Pytam, jeszcze grzecznie, dlaczego blokują windę. Niech sie pani uspokoi, “ma bonne dame”. “Ma bonne dame”, to cos w rodzaju “paniusi”. Jak widać, są jeszcze w tym społeczeństwie mężczyźni, którzy mówią do kryjącej wściekłość kobiety “uspokój się paniusiu”.

Może widział, że potrzebuje się wykrzyczeć ?

Myślę, ze słyszeli mnie wszyscy obecni w domu sąsiedzi.

Drzwi oczywiście nie naprawiono, ale ktoś przytomnie zakleił przycisk 7 pietra w windzie i z kilkoma błędami ortograficznymi poprosił na kartce by jadąc na siódme, korzystać wyłącznie z 6 lub 8 pietra.

Czyli to był PMS a nie ciąża. Bardzo żałuję ze nie mam 5 lat mniej, bo wówczas wynik testu, z potwierdzeniem w postaci awantury o windę, by mnie zasmucił.

Teraz się ucieszyłam.

Nie wiem, czy pisałam? Będę mieszkać, tymczasowo, u Teściów. Mam 42 lata i po tylu latach życia mniej lub bardziej niezależnego będę znów mieszkać u (czyiś) Rodziców.

Ja wiem, ze to tymczasowe, ze to w dobrej sprawie, Teściów mam fajnych, sa w mieszkaniu moze 2 dni w miesiacu. Ale ja nie będę u siebie, rozumiecie o co mi chodzi, prawda ?

A z innej strony, to wydaje mi sie, ze przekroczyłam jakaś magiczna linie, i teraz to co mi sie przytrafia, to jakby powrot do przeszłości. Dostałam druga szanse aby w chaotyczny sposób w moim życiu wystąpiły jednak te wszystkie elementy właściwe kulturze polskiej i francuskiej (a najlepiej połączyć je obie, buahahaha) : najpierw slub, potem ciąża, i do tego jeszcze mieszkanie u Teściów… Czy cos pominęłam ? A może to jakiś dziwny przypadek Benjamina Buttona, zaadoptowany do potrzeb mojej rzeczywistości ? Z każdym miesiącem młodnieję psychicznie ?

Sprzedajemy mieszkanie już w polowie sierpnia. Ten rozdział tez się kończy. Dużo się wydarzyło w tej chatce. A teraz przerzućmy stronę. Sprzedaliśmy większość mebli i przedmiotów, które dobrze nam służyły a teraz cieszę się, że posłużą innym. Robi się już luźniej, przestrzennej, teraz zostaje bajzel… ale spoko, do ogarnięcia.

Nie dogadaliśmy sie z Benkiem w sprawie wsi. To znaczy, wróć. nie dogadaliśmy sie w sprawie regionu. Ja bardzo chciałabym wyjechać do Drome, on do Bourgogne. Może skończymy w Savoie?

Na razie jednak nie możemy mieszkać u Teściów do czasu, aż podejmiemy decyzje, bo to pewnie Stasiek pójdzie zaraz do szkoły….

Chcemy kupić sobie mieszkanie, mniejsze, dla naszej trojki, a później spokojnie wybudować sobie dom. Mieszkanie nie może być ani zbyt duże, ani zbyt fajne, tak, żebyśmy jednak mieli ochotę sie z niego wynieść (a jednocześnie, aby finansowo było to dla nas wciąż korzystne).

Mało jest mieszkań spelniajacej nasze kryteria i do tego w cenie, na jaka możemy sobie pozwolić. No i mój pobyt na Prowansji tez nie pomógł w szukaniu nowego gniazdka.

Codziennie rano przeglądam oferty, czasem dzwonie o 17h w sprawie ogłoszenia z rana, i słyszę, juz sprzedane (w sensie kupujący zaproponował cenę a sprzedający ja zaakceptował…).

Złożyliśmy jedna oferte, ale nie została przyjęta.

Tak widocznie miało być, nie ma sensu przyspieszać spraw, naginać rzeczywistości do moich zachcianek. Ufam, zebede zbierać owoce z drzew które zasadzę we własnym ogrodzie, bo … patrz akapit wyżej, widocznie młodnieję.

Taki żarcik.

Bardzo się ciesze, ze ostatnimi czasy poznałam w Lyonie kilka wartościowych kobiet. Ciesze sie ze widujemy sie dosc czesto, i z tymi, które sa juz mamami i z tymi, które mamami nie sa. Ze dzielimy czesto podobne wartosci jezeli chodzi na przyklad o redukcje smieci (w tym miejscu wyznam, ze od powrotu z Polski nie powróciłam już do pieluszek wielorazowych, wstyd mi trochę, ale tego tematu tymczasowo nie mam siły ogarnąć…). Nawet sposób odżywiania. Z jednej strony ciąża i pierwszy okres macierzyństwa, ten który sie właśnie skończył:) spowodowały, ze ja stałam sie mniej radykalna w moim weganizmie, a osoby wokół mnie jakoś spontanicznie konsumują mniej produktów odzwierzęcych, wiec widze w tym wszystkim harmonie.

Ma to związek z Wiedźmą Białego Księżyca, która dzis jestem.

Przez cale życie, my, miesiączkujące Kobiety, oscylujemy miedzy miesiączką w okresie zbliżonym do nowiu, po francusku Lune Blanche, lub w okresie zbliżonym do pełni, Lune Rouge. W zależności od tego okresu, w naszym życiu nie dzieją się te same rzeczy. Lune Blache, biały księżyc, nów, to dobry czas na początki. Zaczynanie czegoś, sianie ziaren. Ale również jest to czas rozmyślania o tym, co się właśnie skończyło, o lekcjach, które z tego wyciągamy, o projektach, które są przed nami.

Tak się właśnie — doslownie – czuję ze wszystkim.

W małżeństwie (mamy pewne dyskusje do przeprowadzenia),

W macierzyństwie jednym (skończył się rok szkolny, przyjeżdża moja córka, również czekają nas pewne sprawy do przegadania) i drugim (niedługo powrót do pracy, szykuje się do przerwania karmienia piersią, to ważną decyzja i dla mnie i dla Stasia; poza tym mamy już super nianie dla Stasia)

W mojej sytuacji zawodowej (koniec urlopu wychowawczego, wracam do firmy, która w międzyczasie powiększyła się o kilkunastu nowych pracowników, jesteśmy na nowych rynkach, mamy nowe metody pracy…)

Z decyzjami o nowym miejscu zamieszkania (kupimy si=obie przejściowe mieszkanie a docelowo wybudujemy dom)…

choć tak naprawdę przecież “u siebie” to znaczy w swoim ciele, i tu tez skończyło sie dogadzanie sobie pod wymówka, ze przecież karmie…

Aż po przyjaźnie, które spokojnie sobie rosną, podlewane wzajemnym zainteresowaniem, intencja i czasem… (a zaraz widzimy sie z Ag!)

Nie wiem, czy dobrze mnie rozumiecie, ale mam wrażenie, że naprawdę żyję w sposób dość świadomy, że prawidłowo odczytuje to, co Wszechświat mi wysyła i pomimo huśtawki nastrojów (bo są takie momenty w ciągu dnia, że mam dość wszystkiego, włączam sobie autopilota żeby nie widzieć i nie słyszeć, ale są i takie, kiedy czuje, że mogę wszystko) wiem, czuje i myślę o sobie, że jestem szczęśliwa i żyję moje najlepsze życie.

Czego i Wam życzę.

PS. Jesli juz jestesmy w temacie magii, to goraco polecam Wam ksiazke mojej kolezanki z Klubu Polki, Ani Jurewicz, Sub Rosa. Wspaniala lektura na wakacje!