Wiedźma Białego Księżyca 

Skończyło się, definitywnie się skończyło. Dostałam dzisiaj okres. Pierwszy po ciąży. Skończyła się przerwa w menstruacjach, następną będzie już menopauza. Skończyło się jedenaście miesięcy cyklu macierzyńskiego, czasu, którego potrzebowało moje ciało do odbudowania siebie, po stworzeniu nowego człowieka

Nie przeczę, ostatnio sporo mu w tym pomagam.

Skoro nie mogę wyspać się, tak, jakbym sobie tego życzyła, pomagam sobie, jak umiem. Witaminki, B12, C, magneziki, wapienko, żelazo. Dzięki uprzejmości Alicji (jednej z tych fajnych dziewczyn, którą poznałam przy okazji organizowanych w domu warsztatów kosmetyczno-mydlarskich) mogłam pójść sobie na masaż do Sandie.

Sandie jest wiedźmą; ma w dłoniach czarodziejskie moce, jej masaże energetyzujące towarzysza mi od kilku lat na ścieżce rozwoju wewnętrznego. I zawsze po nich w moim życiu widzę wyraźnie, gdzie cos się kończy, a gdzie zaczyna nowe.

Coś czułam, ze to nadchodzi. Byłam ostatnio tak zmęczona, senna, a jednocześnie rozdrażniona, ze najpierw poszłam jednak do apteki po test ciążowy.

Już naprawdę nie mam sił kłócić się z Mężem, na synka się nie złoszczę, nawet jak mi się dorwie do szafki z jedzeniem i narobi szkód, mój odkrywca jeden. Na szczęście dla wzbierającej we mnie negatywnej energii, na siódmym pietrze w moim domu robi się remont i faceci są niepoważni. Popsuli drzwi od windy, w taki sposób, ze można z niej korzystać tylko wtedy, gdy na siódmym pietrze ktoś zasunie drzwi bezpieczeństwa ręcznie. Czego panowie nie robią od dwóch tygodni.

Oni nie widza problemu, bo winda jest zawsze u nich na siódmym pietrze. Lub na parterze.

Gdy wychodzę z domu z wózkiem i mam to szczęście, ze winda jest na parterze, mogę z niej skorzystac ale gdy wracam do domu, z zakupami, winda jest zablokowana na 7, do czasu gdy oni nie skończą pracy i sobie nie zjada.

Akurat był czas pełni. Stasiek gorączkował, był wyjątkowo marudny, Belek w delegacji, ja sama w tym bajzlu, który panuje w mojej chatce w związku z przeprowadzka. Wróciłam ze spaceru po lekarzach, aptekach, sklepach itp.

Winda na siódmym. Zostawiłam wózek. Wleciałam po schodach, z dzieckiem na reku, jakby cos mnie niosło. Pukam grzecznie. “Nikogo nie ma w domu” odpowiedział jakiś żartowniś. Pytam, jeszcze grzecznie, dlaczego blokują windę. Niech sie pani uspokoi, “ma bonne dame”. “Ma bonne dame”, to cos w rodzaju “paniusi”. Jak widać, są jeszcze w tym społeczeństwie mężczyźni, którzy mówią do kryjącej wściekłość kobiety “uspokój się paniusiu”.

Może widział, że potrzebuje się wykrzyczeć ?

Myślę, ze słyszeli mnie wszyscy obecni w domu sąsiedzi.

Drzwi oczywiście nie naprawiono, ale ktoś przytomnie zakleił przycisk 7 pietra w windzie i z kilkoma błędami ortograficznymi poprosił na kartce by jadąc na siódme, korzystać wyłącznie z 6 lub 8 pietra.

Czyli to był PMS a nie ciąża. Bardzo żałuję ze nie mam 5 lat mniej, bo wówczas wynik testu, z potwierdzeniem w postaci awantury o windę, by mnie zasmucił.

Teraz się ucieszyłam.

Nie wiem, czy pisałam? Będę mieszkać, tymczasowo, u Teściów. Mam 42 lata i po tylu latach życia mniej lub bardziej niezależnego będę znów mieszkać u (czyiś) Rodziców.

Ja wiem, ze to tymczasowe, ze to w dobrej sprawie, Teściów mam fajnych, sa w mieszkaniu moze 2 dni w miesiacu. Ale ja nie będę u siebie, rozumiecie o co mi chodzi, prawda ?

A z innej strony, to wydaje mi sie, ze przekroczyłam jakaś magiczna linie, i teraz to co mi sie przytrafia, to jakby powrot do przeszłości. Dostałam druga szanse aby w chaotyczny sposób w moim życiu wystąpiły jednak te wszystkie elementy właściwe kulturze polskiej i francuskiej (a najlepiej połączyć je obie, buahahaha) : najpierw slub, potem ciąża, i do tego jeszcze mieszkanie u Teściów… Czy cos pominęłam ? A może to jakiś dziwny przypadek Benjamina Buttona, zaadoptowany do potrzeb mojej rzeczywistości ? Z każdym miesiącem młodnieję psychicznie ?

Sprzedajemy mieszkanie już w polowie sierpnia. Ten rozdział tez się kończy. Dużo się wydarzyło w tej chatce. A teraz przerzućmy stronę. Sprzedaliśmy większość mebli i przedmiotów, które dobrze nam służyły a teraz cieszę się, że posłużą innym. Robi się już luźniej, przestrzennej, teraz zostaje bajzel… ale spoko, do ogarnięcia.

Nie dogadaliśmy sie z Benkiem w sprawie wsi. To znaczy, wróć. nie dogadaliśmy sie w sprawie regionu. Ja bardzo chciałabym wyjechać do Drome, on do Bourgogne. Może skończymy w Savoie?

Na razie jednak nie możemy mieszkać u Teściów do czasu, aż podejmiemy decyzje, bo to pewnie Stasiek pójdzie zaraz do szkoły….

Chcemy kupić sobie mieszkanie, mniejsze, dla naszej trojki, a później spokojnie wybudować sobie dom. Mieszkanie nie może być ani zbyt duże, ani zbyt fajne, tak, żebyśmy jednak mieli ochotę sie z niego wynieść (a jednocześnie, aby finansowo było to dla nas wciąż korzystne).

Mało jest mieszkań spelniajacej nasze kryteria i do tego w cenie, na jaka możemy sobie pozwolić. No i mój pobyt na Prowansji tez nie pomógł w szukaniu nowego gniazdka.

Codziennie rano przeglądam oferty, czasem dzwonie o 17h w sprawie ogłoszenia z rana, i słyszę, juz sprzedane (w sensie kupujący zaproponował cenę a sprzedający ja zaakceptował…).

Złożyliśmy jedna oferte, ale nie została przyjęta.

Tak widocznie miało być, nie ma sensu przyspieszać spraw, naginać rzeczywistości do moich zachcianek. Ufam, zebede zbierać owoce z drzew które zasadzę we własnym ogrodzie, bo … patrz akapit wyżej, widocznie młodnieję.

Taki żarcik.

Bardzo się ciesze, ze ostatnimi czasy poznałam w Lyonie kilka wartościowych kobiet. Ciesze sie ze widujemy sie dosc czesto, i z tymi, które sa juz mamami i z tymi, które mamami nie sa. Ze dzielimy czesto podobne wartosci jezeli chodzi na przyklad o redukcje smieci (w tym miejscu wyznam, ze od powrotu z Polski nie powróciłam już do pieluszek wielorazowych, wstyd mi trochę, ale tego tematu tymczasowo nie mam siły ogarnąć…). Nawet sposób odżywiania. Z jednej strony ciąża i pierwszy okres macierzyństwa, ten który sie właśnie skończył:) spowodowały, ze ja stałam sie mniej radykalna w moim weganizmie, a osoby wokół mnie jakoś spontanicznie konsumują mniej produktów odzwierzęcych, wiec widze w tym wszystkim harmonie.

Ma to związek z Wiedźmą Białego Księżyca, która dzis jestem.

Przez cale życie, my, miesiączkujące Kobiety, oscylujemy miedzy miesiączką w okresie zbliżonym do nowiu, po francusku Lune Blanche, lub w okresie zbliżonym do pełni, Lune Rouge. W zależności od tego okresu, w naszym życiu nie dzieją się te same rzeczy. Lune Blache, biały księżyc, nów, to dobry czas na początki. Zaczynanie czegoś, sianie ziaren. Ale również jest to czas rozmyślania o tym, co się właśnie skończyło, o lekcjach, które z tego wyciągamy, o projektach, które są przed nami.

Tak się właśnie — doslownie – czuję ze wszystkim.

W małżeństwie (mamy pewne dyskusje do przeprowadzenia),

W macierzyństwie jednym (skończył się rok szkolny, przyjeżdża moja córka, również czekają nas pewne sprawy do przegadania) i drugim (niedługo powrót do pracy, szykuje się do przerwania karmienia piersią, to ważną decyzja i dla mnie i dla Stasia; poza tym mamy już super nianie dla Stasia)

W mojej sytuacji zawodowej (koniec urlopu wychowawczego, wracam do firmy, która w międzyczasie powiększyła się o kilkunastu nowych pracowników, jesteśmy na nowych rynkach, mamy nowe metody pracy…)

Z decyzjami o nowym miejscu zamieszkania (kupimy si=obie przejściowe mieszkanie a docelowo wybudujemy dom)…

choć tak naprawdę przecież “u siebie” to znaczy w swoim ciele, i tu tez skończyło sie dogadzanie sobie pod wymówka, ze przecież karmie…

Aż po przyjaźnie, które spokojnie sobie rosną, podlewane wzajemnym zainteresowaniem, intencja i czasem… (a zaraz widzimy sie z Ag!)

Nie wiem, czy dobrze mnie rozumiecie, ale mam wrażenie, że naprawdę żyję w sposób dość świadomy, że prawidłowo odczytuje to, co Wszechświat mi wysyła i pomimo huśtawki nastrojów (bo są takie momenty w ciągu dnia, że mam dość wszystkiego, włączam sobie autopilota żeby nie widzieć i nie słyszeć, ale są i takie, kiedy czuje, że mogę wszystko) wiem, czuje i myślę o sobie, że jestem szczęśliwa i żyję moje najlepsze życie.

Czego i Wam życzę.

PS. Jesli juz jestesmy w temacie magii, to goraco polecam Wam ksiazke mojej kolezanki z Klubu Polki, Ani Jurewicz, Sub Rosa. Wspaniala lektura na wakacje!

5 thoughts on “Wiedźma Białego Księżyca 

  1. Celt

    Dużo się u Ciebie dzieje, szczęściem aż promieniejesz i mam wrażenie, że żyjesz pełnią życia. Dokładnie tak, jak zawsze chciałaś. A wyglądasz po prostu szałowo i tak trzymaj 🙂 Aż Ci nawet troszkę zazdroszczę. Oby ten szczęśliwy okres trwał u Ciebie jak najdłużej! 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  2. Ag

    Moja białoksiężycowa wiedźmo! Tu twoja czewonoksiężycowa, a chwilowo również w zawieszeniu oraz przed przeprowadzką do miniaturowej chatki… Chyba to jest ten moment, kiedy nie muszę nawet się starać zrozumieć, bo rozumiem. Posyłam moce. Nie mogę się już doczekać aż cię uściskam. I Stasieńka ❤️ Ag

    Odpowiedz
  3. Polak we Francji

    Bardzo kobiece wyznania. Ale dobry pomysl z ucieczka na wies…zwlaszcza ze Francja sie, niestety, konczy…

    Moze byc dramatycznie wkrotce. Ale moze to tylko ‘droga przez pieklo”. Oby…

    Salutations de Provence,

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Hm, przeprowadzki na wieś nie traktuję jako ucieczki, zresztą, co da uciekać ?
      Z mojego punktu widzenia Francja się nie kończy. Czekają Francję zmiany, myślę że świadomość w społeczeństwie rośnie (tylko niestety za wolno).
      Nic się jednak nie stanie dopóki Francuzi będą wciąż głosowali na Macrona czy Le Pen.

      Pozdrawiam z Alp tym razem 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.