Dzienne archiwum: 10 sierpnia 2019

Celebracje

Właśnie mijają pierwsze urodziny Stasia.

To był dobry dzień.

Takie urodziny to ja też bym chciała obchodzić.

Z najbliższymi osobami (brakowało nam Irenki, ale była w moich myślach). Wystarczająco odświętnie (był tort !), ale i wystarczająco normalnie (na obiad makaron z sosem pomidorowym, zielona sałata i chleb). Obyło się bez stresu związanego z przygotowaniem przyjęcia, nie było sprzątania po imprezie. Klasa.

Z tym tortem, przyznam się Wam, jak to było, to się pośmiejemy razem. Był wegański, marchewkowo-owsiany, przełożony rozmarynowym musem z moreli. Zrobiłyśmy go razem z Margaux, za co jestem jej bardzo wdzięczna.

Inspiracją dekoracji był lisek z tego zdjęcia:


W międzyczasie koncept się zmienił, (bo poszło o formę do ciasta) i miał być jeżyk.

A wyszła szatańska owca, Stasiek jak ją zobaczył to się popłakał, i to koniec historii z tortem. Dobry był, chociaż tyle.

W przyszłym roku zrobię autko, obiecuje.

Chciałam Wam powiedzieć, że szczególnie jestem zadowolona z prezentów. Poszliśmy za głosem serca i rozumu. Już kilka tygodni temu zamówiliśmy wspaniały zestaw od goodwood poland,

i to właściwie był taki przedwczesny prezent urodzinowy, a może i gwiazdkowy – i starczy.

Przeprowadzamy się, nie mamy własnego mieszkania, więc nie wyobrażam sobie kupować jeszcze zabawek dziecku, które i tak bardziej zainteresowane jest tym, co znajdzie wokół sobie (dziś były to nasze płetwy i maski do nurkowania. Serio).

Tymczasem spędzamy czas u Teściów a tu są prawdziwe zabawkowe perełki, jak ta pozytywka od Fisher Price, z 1977 roku (!) : ten gramofon nadal chodzi!

https://www.instagram.com/s/aGlnaGxpZ2h0OjE3OTIyMTU4OTcxMzExODIx?igshid=1rr4i45cjjsch&story_media_id=2107338084186409704

Ok, patrz wyżej : Staśka niewiele zabawka ta obchodzi, bo interesują go płetwy, ale ja jestem zachwycona.

Teściowie podarowali mu kaczkę na kiju i to był po prostu strzał w dziesiątkę. Kiedy już puścił płetwy i piłkę, to prowadził na kiju kaczkę.

Postawiliśmy na kartę spędzania czasu razem. Nie wiem ile razy zbiegłam dziś ze Staśkiem z górki, ile razy się z powrotem wydrapałam. Poszliśmy na spacer nad górski strumień. Śpiewaliśmy piosenki, rzucaliśmy kulkami.

Siostra, Mama i Bancia przesłały nam śpiewające życzenia. Oglądaliśmy je kilkadziesiąt razy, Stasiowi bardzo się podobały, za każdym razem tańczył i uśmiechał się do ekranu.

Wiecie, to był taki …

Taki po prostu radosny, świąteczny dzień.

***

Jako mama rocznego smyka, postanowiłam uczcić tę okazję w inny sposób.

Mianowicie podarowałam sobie sześciomiesięczną “opiekę” trenerską.

Po wielu wahaniach i dyskusjach z różnymi osobami zdecydowałam się podjąć współpracę z Adamem Kuncickim. Z kilku powodów : po pierwsze, jest weganinem, więc na pewno nie będzie mi truł, że bez zwierzęcych protein niczego nie zwojuję. Po drugie, osiągnął osobiste sukcesy sportowe, czym mi imponuje. Po trzecie mieszka w tej samej gminie, co moja siostra, co nagle kurczy granice świata wirtualnego, bo wzrastają szanse, że kiedyś będę mogła spotkać go na żywo.

Oczywiście, mam obiekcje, bo boję się, że taka “współpraca” skończy się na wysłaniu planu treningowego i przykładowego menu, a mnie naprawdę chodzi o podtrzymanie motywacji i zwyczajny nadzór. Wracam do pracy, czyli chaos spowodowany wyjazdami w delegacje, wzmocni tylko zmęczenie i naprawdę niczego nie ułatwi. No ale, zobaczymy.

Lubię wierzyć w ludzi 😉

Tym oto akcentem dziękuję ślicznie za życzenia urodzinowe dla Stasia i życzę Wam dobrej nocy

Cmok!