jak hoduję sobie szczęście

Oto znowu ja

Oto znowu ja. Ledwo co skończyłam 42 lata a tu już zmiana rocznika i w niektórych instytucjach mówią ni 43. Niech będzie.

W ogóle, cieżko mi nie pozbierać od powrotu z Polski. Spędziłam naprawdę miły czas, z siostrą (dzieci tak szybko dorastają), rodzicami, rodzina i przyjaciółmi.

To co było

Sylwester był – jak zwykle od kilku lat – wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Tym razem zaczęliśmy od ogromnego ogniska.
Najpierw w ogień poszły, zaklęte w patyczkach, rzeczy, z którymi chcieliśmy się definitywnie pożegnać. Ja oddalam ogniu szczególnie niecierpliwość i podejrzenia o zle zamiary. Później tańczyliśmy okol ogniska i śpiewaliśmy mantrę dla ognia. Skąd ją poznaliśmy ?

Nauczyła jej nas Danusia, która na co dzień prowadzi WARSZTATY KAPIELI W DŹWIĘKACH. Gra na misach metalowych i kryształowych a ich wibracje poruszają każda komórkę ciała, wprowadzają w stan transu i głebokiej relaksacji. Byłam u niej na takim koncercie już i z moją mama (która też zauważyła pozytywne działanie takiego seansu kapieli w dźwiękach) i z moim mężem (pierwszego dnia nowego roku!). Serdecznie Wam polecam taki seans.

Opiekaliśmy chleb, piliśmy wino domowej roboty (smakowało naprawdę wybornie) przywiezione przez Wiolę.

Popełniłam kilka błędów wychowawczych, co nawet zostało uwiecznione na zdjęciach, ale wówczas było miło. Mam takie zdjęcie, gdzie siedzę przy ognisku, na kolanach trzymam Stasia i podaje wesołego papieroska mojej córce.

Przegadaliśmy wieczór, rozmawiając sprawach ważnych i mniej ważnych, na przykład o numerologii (eneagramie i innych takich).

Spędziłam też bardzo mile czas z moimi rodzicami. Chyba najdłużej zostanie mi przed oczyma widok, gdy Staś bawił się z dziadkiem balonami. Tyle było w tym radości. I mama przyniosła mi herbatę do łóżka (poczułam się zaopiekowana, co zrobić, że mam takie kotwice w mojej pamięci ?).
Z każdą wizytą w Polsce i w Łodzi staram się zajrzeć na chwile do Marty i jej córki (której jestem chrzestną. Najbardziej ch* chrzestną na świeciem dodam). To po Zosi widzę, jak bardzo jestem nieobecna w ich życiu (i z tego powodu jest mi naprawdę przykro i źle).

Tak bardzo nie chciałam wracać. Przepłakałam cala podróż samolotem, pół soboty, a drugie pół przespałam.

To, co jest

Moje urodzinowe przyjęcie odbyło się tuż przed wyjazdem do Polski. W naszym nowym mieszkaniu – choć termin wprowadzenia się do niego przesuwa się o tydzień chyba z każdym dniem nowego roku. To bardzo męczące psychicznie. Coś się symbolicznie zaczyna (nowy rok), ludzie plany robią, a ja tkwię w nieswoich meblach, ścianach, zdjęcia ze ścian patrzą na mnie nie takie, jakbym chciała. 

Może się przełamię i zacznę w końcu szukać inspiracji (kolory ścian, kształt kranu czy chociaż zlewu kuchennego…), może to przyspieszy ten cały proces. 

W nowym mieszkaniu, które jest na poddaszu starej kamienicy, mamy problem z dachem (wymaga reperacji). We Francji wszystko jest skomplikowane (wiadomo, chodzi o pieniądze) i czasochłonne…

Zamiast myśleć wciąż o p r o b l e m i e, zaczynam szukać rozwiązań, bo nie wiem jak robić inaczej, aby nie zwariować.

Biorę się za zdrowie. To nie jest normalne, być chorą i potwornie zmęczoną od kilku miesięcy. W przeciwieństwie do wielu mam, mam pomoc w postaci super-niani i teściów. Coś ewidentnie jest ze mną nie tak. Robię sobie totalny skaner (badania krwi, piersi, ORL, dentysta…) coś na pewno się wyjaśni. Na razie biorę znów antybiotyk i dzięki dyskusji z dziewczynami z ig (dzięki !) dołożyłam sobie, oprócz mojej codziennej rutyny B12, suplementację wit D3, wapń, magnez, żelazo. 
Planuje także post dr Dabrowskiej, jak tylko skończę z antybiotykami.

Z nianią, Angeliką, mamy mocne postanowienie ćwiczyć 2-3 razy w tygodniu (dywaning) podczas stasiowych sjest. Udało się nam (już!) raz. 

Cieszę się, że rozkładam częściej matę do jogi, chyba sobie jakieś małe wyzwanie tutaj rzucę …

Zaczynam szukać psychologa. Po pierwsze aby pożegnać się z tą depresją a po drugie podarować sobie poważną psychoanalizę, zamknąć to, czego mi się do tej pory nie udało i znów zrobić miejsce na nowe.

No ale, ale… skupmy się na kapitale, na tym co mam. 

To co mam

  1. W sumie (prócz zmęczenia i lekkiej depresji) jestem zdrowa.
  2. Mam cudownego, z d r o w e g o synka. Który jest prawdziwym promykiem słońca i wnosi tak wiele do mojego życia. 
  3. Nastoletnią córkę, która, patrząc na nią z odległości kilkuset kilometrów i przepaści pokoleniowej, radzi sobie całkiem zgrabnie na swej niełatwej nastoletniej ścieżce. Jestem z niej dumna, z jej wyborów i siły charakteru. 
  4. Męża, z którym ostatnio (omg, kilka miesięcy? ) mi się nie układa, ale który zgadza się tez nad tym pracować. Zgodził się na terapie dla par i wykazanie więcej inicjatyw jeśli chodzi o zwykle randki. Ostatnio jak wyszliśmy na randkę (w grudniu) to od razu do restauracji z makaronem od Michelin. To bardzo miłe, lubię takie miejsca i doceniam gest, ale zwykle wyjście do kina lub café-teatre, falafele jedzone nad rzeką też mnie ucieszą…
    Na razie wróciliśmy niestety do starego rytmu. On wychodzi z domu około 6 rano i wraca kiedy może, czasem o 20h a czasem dużo później. Ok. Strajki na kolei nie ułatwiają życia, bo ileż można odkładać lub anulować spotkania z klientami, ale oprócz jego nieobecności dochodzi też zmęczenie. 

    Jesteśmy zmęczeni do kwadratu.
    Kurczę, Babo Jogo, miało być pozytywnie.
    Jesteśmy zmęczeni ale świadomi problemu. Czas na kolejny (ku**a) krok.
  5. Rodzinę. Mam Przyjaciół. Mam znajomych, którzy z wirtualnych często stają się takimi, z którymi można się spotkać na żywo.
  6. Ciekawą pracę, wyrozumiałych szefów, miłych współpracowników p – na tej półce w moim życiu jest bardzo w porządku.
  7. Dość stabilną sytuację finansową.
  8. Do cegiełek, z których zbudowany jest fundament tego roku mogę dodać, że wspieram i cieszę się z każdego sukcesu otaczających mnie kobiet (bo to w kobiecym towarzystwie najczęściej się obracam). Widzę kobiety otwierające małe i prężne biznesy, albo te, którym dobrze się wiedzie na ścieżkach kariery i to jest naprawdę budujące.Cieszę się też, że mogłam bardzo konkretnie pomoc kilku kobietom. Korzystając z nadwyżki finansowej z Airbnb mogłam zamknąć wynajem mojej kawalerki na kilka dni. Dałam bezpłatnie klucze do niej dziewczynie, która naprawdę tego potrzebowała. Dałam też pracę kilku dziewczynom (choć nie wszystkie to doceniły 🙂 Fakt, ze mogę komuś tak konkretnie pomóc, jest budujący.

Mam marzenia, plany, pomysły na przyszłość

  1. Chcę zorganizować Krąg Kobiet. W maju jadę spotkac się z „moją” szamanką i nauczycielką tantry. We wrześniu, koło Lyonu, z udziałem Moniki, bardzo fajnej pani psycholog, chciałabym przekazać i wymienić się odrobiną tego kobiecego ciepła, i zdobywanej mądrości z innymi kobietami.

    Chatka Baby Jogi (tu na blogu, na ig i fb) to miejsce, gdzie gromadzi się naprawdę bardzo ciekawe towarzystwo. Marzę o zorganizowaniu spotkania, ale to chyba plan wykraczający poza ideę Kręgu Kobiet, ale ten pomysł jest, pączkuje i kiedyś się wykluje. 

    Trochę mam zastrzeżeń do pewnych form obecności w mediach społecznościowych. Z jednej strony, większość profili rozwija się w kierunku sprzedażowym . My z Ag przecież też sprzedajemy nasz kalendarz i nawet szykujemy książkowy kalendarz na 2021…). Z drugiej – rozwijają się pewne znajomosci oparte przecież głównie na chemii, sympatii, którą wzbudza w nas druga osoba. Na przykład ogromną przyjemność sprawiły mi prowadzone do tej pory na ig  (często dla 40 osób :-))) rozmowy dla dorosłych. Osobiście czuję, że poznałam kilkadziesiąt niesamowitych, ciepłych kobiet, które mają dużo mądrych rzeczy do powiedzenia. A to jest przecież bezcenne.

    Chatka Baby Jogi była, jest i będzie dla mnie moim magicznym miejscem w sieci. Moim nawet i nie tak bardzo tajemniczym ogrodem, miejscem, do którego chce przyciągać przyjazne dusze.
  2. Chcę z Ag rozwijać Ag&Ag Verlag, na razie cieszymy się naszym małym sukcesem kalendarza księżycowego. 
  3. Chcę niezależności finansowej (i całkiem zgrabnie mi to idzie).

A z drobiazgów :

  • Biorę udział w wyzwaniu czytelniczym (jejku, dobrze byłoby naprawdę zapisywać te przeczytane tytuły…)
  • Biorę udział w wyzwaniu rysunkowym 
  • Dołączę do kobiecej fotoszkoly
  • Mam plan zrobić na drutach czapkę dla Irenki i golf
  • Dla Irenki również zrobić „book of life” (na jej urodziny w lipcu, wiec wypada zająć się tym już teraz.
  • Dla nas – jak już się przeprowadzimy – zrobić narzutę na łóżko, wrócić do mydlenia i szycia. 

To całkiem fajne plany 

No. 

Ja to niby wszystko wiedziałam, ale jakoś lepiej mi się zrobiło, kiedy to napisałam. 

Życzę Wam miłego dnia 

Walczę z Chaosem, we mnie i wokół mnie. Z pomocą przychodzi mi kobiecość, joga, weganizm, zero waste i planowanie Mój blog https://chatkababyjogi.pl/ jest blogiem osobistym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.