finanse

“Finanse w Chatce” … i wasze historie (finansowe)

Zainicjowałam serię, zatytułowaną “Finanse w Chatce”, ponieważ w sprawach finansowych układa mi się lepiej niż na przykład w relacjach rodzinnych i chciałam się z Wami podzielić tym, co działa w moim przypadku.

Nawiasem mówiąc, pracuję nad relacjami nawet intensywniej niż nad finansami, i bardzo się cieszę, że zwołuję Kręgi Kobiet, i że zaczynam tworzyć miejsca, także internetowe, gdzie kobiety mogą czuć się dobrze.

Kwestia finansów jest bardzo drażliwa, bo dotyka czegoś niezwykle intymnego. Długoterminowego funkcjonowania nas, jako osób, w związkach lub pojedynczo.

Zaczynając ten cykl, chciałam przede wszystkim podkreślić kilka punktów.

1. Po pierwsze, nie ma jednego, słusznego modelu, godnego naśladowania. Bo każda/y z nas jest inna/y. To co funkcjonuje u mnie, może wcale nie sprawdzić się u Ciebie, i na odwrót.

2. Chcę mówić o finansach, ponieważ zgadzam się z teorią, że człowiek rozwija się dzięki komunikacji. Komunikacji z innymi ludźmi, ze zwierzętami, roślinami i szeroko pojętą natura, ale przede wszystkim — dzięki komunikacji z innymi ludźmi. Dlatego chcę, abyśmy wzajemnie się inspirowały.

3. Mam pewne spojrzenie na życie i dość silne przekonanie na sprawy finansowe, bo taka jest moja historia, z całym moim bagażem, ale wcale nie muszę mieć racji, ani co do tego czy to jest dobre dla mnie, a tym bardziej dla Ciebie.

4. Być może podam Ci kilka tematów do refleksji, ale być może Cię zanudzę. To, co mi odpowiesz, może zmienić moje spojrzenie, być może tylko ugruntuje moje poglądy, ale z pewnością pomoże mi zrozumieć lepiej i Ciebie i inne osoby ale też mnie samą. Dlatego dziękuję za Twoją reakcję.

Finanse w Chatce

W pierwszym odcinku “Finansów w chatce” , który znajdziesz w wyróżnionych story na moim kanale instagramowym @chatkababyjogi (“Oszczędzanie”) opowiadałam o mojej idei oszczędzania. O tym, jak ja zaczęłam oszczędzać i jaka była moja ścieżka.

W kolejny poniedziałek, opowiem Wam o Kakebo (choć na blogu można znaleźć już kilka wpisów dotyczących tej metody).
W następnych odcinkach chciałabym się podzielić z Wami moim podejściem do finansów domowych, do kwestii niezależności finansowej kobiet. A także podyskutować z osobami, które mają zupełnie inna sytuacje.

Dlatego poprosiłam o kontakt najpierw kobiety, które z różnych powodów za swoją prace aktualnie nie otrzymują pensji. Dostałam tak ciekawe odpowiedzi, ze szkoda byłoby, gdyby zginęły z sieci, w oceanie instagramowych stories.
Dlatego szczególnie dziękuję dzisiaj Dorocie, ze zgodziła się na publikacje jej wypowiedzi.

Bileciki na blogu oraz zapisane na IG story uzupełniają się nawzajem.

Opowieść Doroty

“Nie musi być anonimowo, bo (już) nie wstydzę się, że nie zarabiam. 

Mam na imię Dorota i w przyszłym roku minie 25 lat, a jednocześnie pół mojego życia, jak wyjechałam z Polski. Obecnie od 18 lat mieszkam na Tajwanie z mężem Tajwańczykiem. Mamy trójkę dzieci (22, 17, 9), przy czym najstarsza córka od kilku lat rzadko z nami mieszka, bo już studiuje i pracuje, syn idzie w jej ślady i też zaczyna być gościem w naszym domu.

Jesteśmy rodziną dobrze, a może nawet bardzo dobrze, usytuowaną finansowo. Jednak nie obnosimy się z tym i żyjemy w poszanowaniu dla pracy i pieniędzy. Tak też wychowujemy nasze dzieci, które od najmłodszych lat są zachęcane do zarabiania własnych pieniędzy (nigdy nie dostawały i nie dostają kieszonkowego). Jednak nie o tym miałam mówić.

27 lat temu, poznając mojego męża, nie miałam pojęcia jak zamożna jest jego rodzina. Dopiero w czasie zaręczyn, na które przyleciał z Tajwanu do Polski nie tylko mój mąż, ale także jego rodzice zdałam sobie sprawę z wielkości ich majątku. Poza mini przyleciała bowiem … ich prywatna bankierka. Wtedy to majątek rodziny mojego męża został podzielony i on dostał przynależną mu część. To był szok! Kilka miesięcy później odbył się ślub i wyjechaliśmy już jako małżeństwo do USA, gdzie mąż miał kontynuować studia. I tutaj się zaczęło …

Wyjechałam z Polski z dwiema walizkami, kilkoma paczkami książek i z zerem na koncie (wszystkie pieniądze poszły na mój pobyt rok wcześniej na Tajwanie). W USA jako młode studenckie małżeństwo musieliśmy kupić wiele rzeczy, musieliśmy stworzyć dom.

Niestety ja nie byłam w stanie wydać ani dolara z JEGO pieniędzy.
Przez wiele miesięcy nie chciałam decydować o kupnie niczego, sobie również niczego nie kupowałam, nie chodziłam nawet sama na zakupy spożywcze. Uważałam, że mąż musi o wszystkim decydować, bo to jego pieniądze. Nie pomagało jego tłumaczenie, że teraz wszystko jest nasze wspólne, że mamy wspólne konto w banku, że mam swoją kartę kredytową, że w naszym małżeństwie nie ma podziału na moje – twoje.

Długo to do mnie nie docierało. Nie byłam przyzwyczajona do wydawania nie swoich pieniędzy. Odkąd pamiętam zarabiałam na swoje kieszonkowe – najpierw opiekując się dziećmi sąsiadów, później dając korepetycje z angielskiego, pracując w księgarni, będąc kadrą na obozach dla dzieci, tłumacząc książki, pracując w biurze… Zawsze coś robiłam, gdzieś pracowałam. 

Jednak w USA nie mogłam pracować …

Mój mąż bardzo chciał mi pomóc, chciał bym się przełamała i zaczęła korzystać z jego majątku. Uciekł się więc do podstępu – sam dostał pracę, którą miał wykonywać zdalnie, jednak czasowo “nie wyrabiał się”, więc oddał mi tę pracę. Tak więc na papierze to on dostawał pensję, ale pracę ja wykonywałam. Chociaż nie były to wielkie pieniądze, ale sprawiło to, że poczułam iż coś wnoszę do naszego związku i powoli zaczęłam traktować jego majątek jako nasz wspólny.

Narodziny córki utwierdziły mnie jeszcze bardziej w tym myśleniu.Przez jakiś czas miałam marzenie by pracować z dziećmi w przedszkolu i przez 2 lata udało mi się to marzenie spełniać, jednak … nikt mi za tę pracę nie płacił, bo były to jedynie praktyki nauczycielskie. Później jednak przeprowadzka na Tajwan sprawiła, że zdecydowaliśmy się nie posyłać córki do przedszkola ani do szkoły. Taka decyzja z oczywistych powodów przekreśliła wszelkie moje zapędy zarobkowe. Choć … przez jakiś czas byłam konsultantką w pewnej firmie sprzedającej wyroby scrapbookingowe oraz pracowałam jako tłumaczka.

Mąż nigdy nie popychał mnie bym poszła do pracy ani ja sama nie uważałam, że jest to konieczne, bo żyło nam się całkiem wygodnie. 

Oczywiście błogostan nie mógł trwać wiecznie. Kilka lat temu mój mąż został wyrzucony z rodzinnej firmy i musiał przyjąć dużo gorzej płatną pracę.
Musieliśmy dostosować się do nowej sytuacji, tym bardziej, że wtedy właśnie powiększyła nam się rodzina. Ja zaczęłam pracować dorywczo jako konsultantka w Urzędzie Miasta, by mieć “na waciki”. Teraz jak dzieci są starsze, to coraz częściej przyjmuję pracę przewodniczki i myślę o założeniu agencji przewodników.

Wiem, że mąż będzie mnie wspierać w tym, co zadecyduję. Czy będę chciała zarabiać czy nie zależy ode mnie. Jednak jeszcze kilka lat przede mną, muszę poczekać aż najmłodsza córka skończy edukację domową.
Pomysłów na to co będę robić za kilka lat mam mnóstwo, ale czy uda mi się je zrealizować?
Na Tajwanie cały majątek jest nasz wspólny, wszystkie konta itp. Jednak tak się złożyło, że w Polsce mam swoje własne konto i mieszkanie. Tak więc jakby nie daj Boże coś się stało na Tajwanie, to jestem “zabezpieczona”.
Nie myślę by coś się miało stać, ale … zawsze dobrze mieć jakieś zabezpieczenie na stare lata.

Tak wygląda moja sytuacja. Jest mi z nią dobrze. Ściskam,
Dorota”

Od siebie dodam, ze Dorota jest dla mnie prawdziwa inspiracją jeżeli chodzi o edukację domową i ogromnym zainteresowaniem czytam o sukcesach jej dzieci. A do Doroty można zajrzeć tutaj
Our Babel School https://ourbabelschool.blogspot.com/

Ciesze się, ze publikacje Waszych historii zaczęłam od opowieści Doroty. żyjmy w bardzo różnych, że tak powiem kolokwialnie, światach.
I to jest piękne. że możemy żyć zupełnie inaczej, a jednak zgadzać się, lubić, wzajemnie inspirować a przede wszystkim, czuć się dobrze, tak, jak żyjemy.

Takiego poczucie, że dobrze czujecie się w sytuacji, w której jesteście, Wam też życzę.

PS. Jeśli chcesz się podzielić (anonimowo) swoją historią, zapraszam do kontaktu.

Walczę z Chaosem, we mnie i wokół mnie. Z pomocą przychodzi mi kobiecość, joga, weganizm, zero waste i planowanie Mój blog https://chatkababyjogi.pl/ jest blogiem osobistym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.