Bądź zmianą,  finanse

Historia finansowa Pauli

W poniedziałki w chatce mówimy o finansach. Bardzo dziękuje za czas i chęć podzielenia się Waszymi punktami widzenia. Dzisiaj szczególnie dziękuje Pauli, która napisała ten piękny list.
Dlaczego publikuję Wasze historie ? Bo każda z nas jest inna. Czytacie mojego bloga, być może zaglądacie na instagram, znacie moje spojrzenie na temat finansów.
Moje refleksje, moje działania są wypadkową tego, co się przydarzyło mnie. Dziele się z Wami sposobami w jaki ja pomogłam sobie.
Ale wcale nie znaczy to, ze postępuję słusznie i absolutnie trzeba zrobić tak samo.

Myślę, że czytanie o historiach finansowych innych kobiet może być motywujące i inspirujące. Ja od Was czerpie mnóstwo inspiracji i motywacji. Tego Wam rownież życzę.
Dziękuję za uwagę i oddaję głos Pauli.

Fajnie, że inicjujesz rozmowy między nami-kobietami – żyjemy teraz tak szybko, że często nam brakuje czasu a czasem i przestrzeni – bo np. spotykamy się tylko w większym gronie znajomych, gdzie nie ma tak np. miejsca na poruszanie “poważnych tematów”. 

Widziałam/ czytałam już kiedyś Twoją opinię odnośnie pracy / zarabiania kobiet i już wtedy miałam taki pomysł, żeby do Ciebie napisać. Bo patrząc na Twoją sytuację i na moją własną widzę bardzo jasno, że życie nie ma jednej jedynie słusznej drogi. 

Żeby zrozumieć moje wybory i moją bieżącą sytuację trzeba trochę wiedzieć o tym jak wyglądała moja przeszłość a więc tak w wielkim skrócie. 

Nigdy nie zakładałam, że będę “żoną przy mężu” – zawsze byłam bardzo ambitna, miałam świetne wyniki, na studiach stypendia, certyfikatów multum i ciągły głód wiedzy. Nigdy też nie wybierałam sobie partnera pod kątem “on się nadaje, bo mnie utrzyma”. Poznaliśmy się na studiach i to w sumie ja miałam większe parcie na szkło 😉 – nie miałam majętnych rodziców, wiedziałam, że muszę szybko znaleźć pracę i zacząć się sama utrzymywać. I to ja znalazłam pierwsza pracę, to ja przez kilka ładnych lat zarabiałam więcej i pięłam się po szczeblach drabinki w korporacji. Nasz pierwszy wspólny kredyt hipoteczny ma jako głównego kredytobiorcę mnie, bo na moją pensję była większa zdolność kredytowa (przy zamienionej kolejności zdolność nam spadała – taka ciekawostka ;)). A potem przyszła rewolucja w postaci dzieci – pojawiły się dość późno bo po prawie 10 latach związku, znaliśmy się jak łyse konie a jednak naprawdę była to rewolucja. Urodził nam się synek, który od samego początku pokazywał, że jest inny – wrzeszczał non stop, nie dało się go odłożyć, wozić wózkiem, itd – po prostu się darł. Uspokajał się tylko na rękach i przy mojej piersi. Spał bardzo krótko, w odcinkach  – 2-3 godzinnych max. I trwało to bardzo bardzo długo – jeszcze jak miał półtora roku nie przesypiał całej nocy. Wtedy już też widać  było inne jego cechy szczególne – fiksował się na zabawach, nigdy nie wchodził w kontakt bezpośredni z obcym człowiekiem (czyli jak byliśmy w klubiku dla dzieci to wszystkie komunikaty wypowiadane do pani/ innych dzieci mówil do mnie, to samo w drugą stronę – reagował tylko na to, co ja mówiłam, byłam jego posłańcem). Teraz ma 11 lat i wiemy już że ma Zespół Aspergera czyli jest w spektrum autyzmu – wtedy byłam potwornie zagubiona, sfrustrowana i zmęczona… Mimo wszystko byłam bardzo aktywną młodą mamą – mieszkałam na Ursynowie, gdzie jest super infrastruktura dla młodych rodziców. Chodziłam na seanse do Multikina specjalnie przygotowane dla potrzeb niemowlaków, więc byłam na bieżąco z tym co aktualnie na dużym ekranie. Ciągle się z kimś spotykałam – bo o dziwo wśród ludzi Frycek się nie darł a mnie było łatwiej niż samotnej w 4 ścianach. Czytałam baaaardzo dużo, bo jak karmiłam (a karmiłam dłuuugie godziny) to  miałam czas. Chodziłam do Zachęty, na prelekcje, zapisałam się na kurs językowy. Naprawdę fajny to był czas. Po roku wróciłam do pracy i przeżyłam szok. Podwójny bo po pierwsze – ja wróciłam odmieniona (wiadomo – dziecko zmienia wszystko) ale nie tylko macierzyństwem, po prostu dobrze wykorzystałam ten czas na rozwój osobisty a tam w biurze kompletna stagnacja – absolutnie nic się nie zmieniło. Ludzie przez ten rok nic nie przeczytali, nic nie robili – tylko praca i ploty. 🙁 I wtedy  bardzo mocno poczułam że to nie jest moje miejsce, że ja sie tam duszę, że ja chcę działać, robić coś wartościowego, itd. Myślę, że tak ma sporo kobiet-matek – nagle dostrzega że dotychczasowa ścieżka kariery jest mało warta. Ale w moim przypadku był jeszcze jeden szok – szok domowy. Jak już pisałam, z moim mężem znaliśmy się już wtedy ponad dekadę i naprawdę nie miałam pojęcia o tym jak on będzie się zachowywał gdy się pojawią dzieci. A tu okazało się, że on po prostu nie ogarnia – nie był w stanie (i do tej pory jest to dla niego bardzo trudne) poradzić sobie z chaosem który pojawia się przy dzieciach, z hałasem, z brakiem możliwości przewidzenia wszystkiego bardzo dokładnie. Odkryłam wtedy ze zgrozą, że on działa trochę jak robot – robi to co ma zapisane w schemacie, nie umie odpowiadać na potrzeby chwili czyli np. dziecko zaczyna chorować i on sie rozsypuje, jak domek z kart. Dopóki byłam na macierzyńskim to jakoś to jeszcze funkcjonowało – ja robiłam zdecydowanie większość, on wykonywał moje polecenia i tak przeleciał rok. Ale jak wróciłam do pracy to nagle ten układ się załamał – miałam poczucie, że jadę na dwóch a nawet trzech etatach i bardzo szybko postawiłam sprawę jasno – nie dam rady w ten sposób. Próbowaliśmy różnych opcji – niania, żłobek, mój niepełny etat ale to wszystko nie zdawało egzaminu – bo to nadal ja byłam odpowiedzialna za to jak dom funkcjonuje, co ma się dziać z dzieckiem, a oprócz tego za  siebie i swoją pracę. Były takie sytuacje np. że miałam negocjacje w firmie – poważna sprawa, kontrahent przyjeżdżał kilkaset km na spotkanie i w jego trakcie odbieram telefon, że synek ma gorączkę  i trzeba go odebrać ze żłobka. I mój mąż nigdy nie mógł w takiej sytuacji wziąć odpowiedzialności – on nie umie, naprawdę nie umie, działać elastycznie. Teraz, gdy mamy diagnozę syna wiemy też że Aspergera ma także i Michał i te jego deficyty w organizacji życia codziennego to efekt tego w jaki sposób funkcjonuje jego mózg. I to mniej więcej w tamtym okresie – jeszcze zanim zaszłam w drugą ciążę podjęliśmy wspólną decyzję, że on będzie zarabiał a ja będę ogarniaczką całej naszej rodzinnej rzeczywistości. Po narodzinach córki ja jeszcze wróciłam do pracy bo chciałam mieć pewność ale po raz kolejny aż mnie zatkało jak poczułam tę duszną atmosferę. Po narodzinach trzeciej pociechy nie chciałam już nawet próbować powrotu, natomiast wiedziałam już wtedy że będę chciała znaleźć sobie coś innego, co będzie stanowiło wyzwanie dla mojego intelektu i odskocznię od codzienności. Zrobiłam studia podyplomowe i od jakiegoś czasu stawiam swoje nieśmiałe kroki jako projektantka wnętrz i ogrodów. Zarobiłam już nawet na tym ale na razie są to tak śmieszne kwoty, że nie mogę tego nazwać pracą zarobkową. 

Natomiast to, co chciałabym podkreślić to fakt, że u nas nie ma czegoś takiego że pensja, którą zarabia mąż jest jego. To są nasze pieniądze – on by ich nigdy nie zarobił gdyby nie to, że ja ogarniam dzieci i dom. Karierę, którą zrobił miał szansę zrobić dzięki naszej wspólnej decyzji – zawsze był dyspozycyjny, do domu wracał i wraca wtedy kiedy może, nie bierze dni wolnych bo nie musi, ani urlopów  wtedy kiedy wszyscy bo to ja zabieram dzieci na wakacje. To ja pilnowałam budowy naszego domu – załatwiałam dokumentacje, ogarniałam zakupy materiałów budowlanych, szukałam wykonawców. To ja ogarniam także jego relacje społeczne – zapraszam znajomych, rodzinę, itd. – on bardzo te relacje chce mieć, nie wie jednak jak je utrzymać. To ja zajmuję się terapią i edukacją (w tym muzyczną) naszych dzieci, zwłaszcza najstarszego, który wymaga bardzo dużo pracy. To ja ogarniam także wynajem naszego starego mieszkania – szukam nowych lokatorów, jak coś się psuje, to szukam fachowca, itd.  

Tak więc nie mam takiego poczucia, że ja nie pracuję i nie zarabiam – pracuję i zarabiam, choć nie dostaję żadnych pasków ani premii, a mój dzień pracy trwa zazwyczaj od 6.30 do 21.  🙂 

Bezpieczeństwo Finansowe

Jeszcze tylko słowo odnośnie bezpieczeństwa finansowego – dla mnie ono też jest bardzo bardzo ważne, dlatego dbam o kilka rzeczy:

1. oszczędności

muszą być, najlepiej takie by dały nam możliwość utrzymania się bez pracy przez rok (albo dłużej). Przy wysokich dochodach naszej rodziny wydajemy relatywnie bardzo niewiele na takie rzeczy jak ciuchy, kosmetyki, zabawki, itd. Kupuję używki, tanie marki w Lidlu, denko to u mnie absolutna norma. Kiedyś usłyszałam bardzo ważną radę odnośnie zarządzania budżetem – najpierw zawsze płać sobie samemu, czyli odkładaj kasę (i inwestuj żeby pracowała). My przyjęliśmy metodę odkładania min. 10% miesięcznych dochodów. Był taki czas, że odkładaliśmy nawet 30% – dzięki temu mieliśmy na wkład własny na budowę domu. Do takiego oszczędzania polecam założyć zupełnie inne, osobne konto – takie do którego nie ma zbyt łatwego dostępu (czyli nie musi mieć kart czy podpiętego blika) – tam od razu po przelewie wynagrodzenia przelewamy 10% tego co otrzymaliśmy i w ogóle tych 10% nie rozpatrujemy jako “do wydania”. To bardzo pomaga. 

Mamy też system oszczędzania na konkretne priorytety – np. podróże. 

2. dywersyfikacja dochodu

głównym żywicielem jest na tę chwilę mąż, ale staramy się, żeby tak nie było zawsze. Mamy mieszkanie, które pracuje na siebie najmem. Odkładamy teraz kasę na to, żeby za kilka lat kupić kolejną nieruchomość – tym razem po to żeby ją “sflipować” czyli odnowić i sprzedać z zyskiem. Potem kolejną i kolejną, itd…

Staram się też dokształcać i zdobywać doświadczenie tak żebym za te kilka lat, gdy sytuacja rodzinna na to pozwoli założyć własny biznes i ruszyć z pełną parą. 

3. Finanse w związku

mamy z mężem bardzo czytelnie postawioną sprawę – jego pensja to nie jest jego dochód, to jest nasz dochód tak samo jak kredyty są na nas i wiążą nas chyba nawet silniej od węzła  małżeńskiego. 😉 To jest niestety kwestia bardzo czytelna dla mojego męża i dla mnie ale już niekoniecznie dla postronnych – nie raz usłyszałam od teściowej kąśliwe słowo o tym jak to ja “siedzę w domu” bo jej syn “ciężko pracuje”. Ale tu pomaga mi moja samoświadomość – edukacja, poczucie własnej wartości, doświadczenie (również zawodowe). Jestem w stanie bardzo jasno odeprzeć te jej ataki i wprost jej odpowiedzieć że bynajmniej nie taki mamy układ – on zarabia pieniądze, ale pracujemy oboje bardzo ciężko a moja praca przekłada się wprost na to ile on tych pieniędzy zarabia. I tyle. 

Ale przyznaję, że jedną z bardzo silnych motywacji do tego, żebym – nawet za darmo – ale jednak robiła coś innego niż “ogarniała” dom i dzieci jest chęć utrzymania wysokiej samooceny. Nie identyfikuję się ze stereotypem kury domowej, nie chcę na pytanie “czym się zajmujesz?” odpowiadać “domem”. To nie jest moja pasja, to nie jest coś co mnie napędza – ja to robię bo mam poczucie odpowiedzialności, bo wiem jaką rodzinę chciałam stworzyć, bo jest to dla mnie bardzo ważne. Ale mam inne aspiracje, mam inne kompetencje, lubię uczyć się, wchodzić na kompletnie nowe tereny. I lubię mieć własną wizytówkę. 😉

***

Walczę z Chaosem, we mnie i wokół mnie. Z pomocą przychodzi mi kobiecość, joga, weganizm, zero waste i planowanie Mój blog https://chatkababyjogi.pl/ jest blogiem osobistym.

One Comment

  • Mistrzyni Sprzeczności

    Co mogę powiedzieć?
    Podziwiam Cię, sama nie mam dzieci, ale wiem z czym ich posiadanie się wiąże.
    Podziwiam Cię za poczucie odpowiedzialności, za to, że się nie poddajesz, nie narzekasz, jesteś mądra, konkretna, poukładana. Brawo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.