mama nastolatki

Czego chce nastolatek ?

Czego chce rodzic ?

Kiedy jesteśmy w ciąży, często mówimy sobie, myśląc o dziecku, które nosimy pod sercem : oby tylko było zdrowe.

Kiedy trzymamy w rękach (zdrowego) maluszka, mówimy sobie : „oby dobrze jadł, rósł i był uśmiechnięty”.

Z czasem dochodzą inne życzenia na rodzicielskiej wish-liście.

Bywa, że zapisujemy nasze dzieci na lekcje baletu, bo same to uwielbialiśmy, albo bardzo chciałyśmy na takie zajęcia chodzić, a nie było nam dane.

Zapisujemy dzieciaki na zajęcia muzyczne – niekoniecznie dlatego, że dzieci lubią muzykę, ale na przykład, w naszej sferze społecznej „wszyscy grają na pianinie”. Albo na lekcje golfa, bo dzieci znajomych grają, i świetnie się bawią.

Później przychodzi czas wybierania szkoły. Wahamy się : prywatna czy państwowa?Muzyczna? Sportowa? Dobrze by była prestiżowa, w dobrej dzielnicy. Bezpieczna.

Chcemy dla naszych dzieci wszystkiego najlepszego, tylko zapominamy sprecyzować : najlepszego dla kogo i w jakim kontekście.

Opowiem Wam dzisiaj trochę intymnie, o tym, jak to wyglada(ło) u nas, z moją córką.

Nasza historia

Kiedy moja córka miała 2 latka zadecydowała, że chce jeździć konno. Tak. Była mniej więcej w wieku Staszka, kiedy poczuła miętę do koni.

Kiedy miała 4 latka zapisałam ją po raz pierwszy na zajęcia jazdy konnej. Odbywały się w środy (wówczas dzień wolny od szkoły), we wsi, gdzie ja pracowałam w ZI (zonie przemysłowej). Dogadałam się z szefem, że będę znikać na godzinę. Znalazłam nianię, niedaleko pracy, która zaakceptowała, że będę zabierać ją na godzinę, na te zajęcia. I tak minął rok (to był pierwszy lub drugi rok po naszym rozwodzie z jej ojcem) .

Później chodziła do innych szkółek jazdy konnej, w innych okolicznościach, z bardziej lub mniej przemyślaną organizacją zajęć.

Pewnego dnia, kiedy była w gimnazjum, a ja, z moją dzisiejszą wiedzą powiem – ja, głupia – się zdenerwowałam, że ona siedzi w pokoju i się nudzi. Ani nauka, ani książka, nawet jeszcze tak dużo nie oglądała ekraników, po prostu siedziała w pokoju i się nudziła.

⁃ Dlaczego nie wyjdziesz spotkać się z koleżankami ?

⁃ Bo nie mam z kim. X jest na zajęciach z baletu, Y na skrzypcach a Z na golfie…

-Cisza z mojej strony)….

⁃ …

⁃ A może chciałabyś tez na jakieś zajęci dodatkowe chodzić ? Spotkasz ludzi, z którymi masz podobne zainteresowania…

⁃ Mamo, ja chcę po szkole ż y ć.

Dałam jej spokój. (A dzisiaj bym zagrała w karty, albo wyszła z nią na rolki).

Sama przyszła i poprosiła o zapisanie na zajęcia z gitary. Świetnie jej szło, naprawdę. Dopóki pani, która się nią zajmowała nie powiedziała mi, że znalazła inną pracę i zostawia sobie tylko „kilkoro najbardziej utalentowanych uczniów”. Irka to usłyszała i już później nigdy nie tknęła gitary.

Sama, w tajemnicy trochę przede mną, zaczęła chodzić na zajęcia z gimnastyki artystycznej. Pewnego dnia przyszła i zapytała, czy mogę akompaniować drużynę na zawody międzygminne. Pojechałam. Radziła sobie świetnie. Nie wiem, dlaczego przestała.

Gdybym chciała leczyć moje ambicje i niespełnione marzenia z dzieciństwa, Irka chodziłaby na angielski, plastykę i jazdę figurową na lodzie.

I mimo wszystko, mimo, że w moim poczuciu dawałam jej bardzo dużo wyboru i wolności (Ok, w porównaniu z innymi rodzinami z naszego otoczenia) , nie mamy tego samego spojrzenia na tę jej wolność wyborów, ona twierdzi, że ją do wielu rzeczy zmuszałam. Przyznam jednak, że Irka ma więcej niż jeden punkt odniesienia, czyli jej życie w domu ze mną. Zawsze miała dwa domy, i wybierała z każdego to, co chciała, by zbudować sobie jakąś wizję własnego świata.

Wybór szkoły

Wybór szkoły po przeprowadzce do ojca był dla mnie zaskoczeniem. Prywatna szkoła zawodowa o profilu rolniczym. Klasa, do której chciała pójść, miała specjalny profil, przygotowywała do tego by otworzyć i prowadzić własną szkołę nauki jazdy konnej. Kwarantanna związana z kryzysem sanitarnym we Francji (przypominam, że przez kilka miesięcy szkoły były zamknięte, dzieciaki siedziały w domach, a tam jak wiecie różnie bywa), sprawiła, że Irka zupełnie odcięła się, wyłączyła się ze szkoły, przestała po prostu chodzić do szkoły.

Różne sytuacje sprawiły, że w tym roku znowu zmieniła szkołę i tak, tym razem jej wybór był dla mnie szokiem i na początku rozczarowaniem, o czym niżej.

Wybrała (prywatną) zawodową szkołę przygotowującą do pracy ze starszymi osobami w domach starości, lub jako asystentka w żłobku lub przedszkolu, lub jako animatorka na koloniach dla dzieci.

Uważałam, że w pewien sposób rezygnuje z eksploatacji swoich talentów.

Po pierwszej fali rozczarowania przyszła refleksja :

Refleksja

Chciałam, aby moja córka spokojnie zdała maturę, poszła na studia, które pomogłyby jej otworzyć się na nowe horyzonty.

Po to również odkładałam pieniądze dla Ciebie, na Twoje studia, żebyś nie musiał się tym martwić, po prostu „wspiąć się na ramiona gigantów, aby widzieć więcej i dalej” , skupić się na tym, co ważne.

Ale Ok. Idź swoją ścieżką. Chciałam, żeby było Ci łatwiej (niż na przykład mnie) ale może takie łatwe, „podane na tacy” rozwiązania nie mają w Twoich oczach wartości ?

I zostaje mi po prostu to zaakceptować. I wspierać, na tyle, na ile to możliwe.

Chciałam powiedzieć, Wam, mamy nastolatków, tak: jeśli Twojemu dziecku udało się pójść do dobrej szkoły, a później na dobre studia – brawo. Brawo dla Was obojga (trojga, bo tata często też gra pierwsze skrzypce). I tak, chciałabym być w takim miejscu, jak Wy.

Jeśli wybrało inną drogę – tę niby łatwiejszą, ale tak naprawdę trudniejszą – zapraszam Was, abyście, w miarę możliwości, wspierały dziecko w jego drodze. Nawet, jeśli trudno jest Wam się z tym pogodzić.

Na pewno zrzędzenie nic nie pomoże. Ja tu sobie zrzędzę (Wam) w internecie, dzielę się tym melanżem niepowodzenia (jako rodzic) w popchnięciu dziecka na łatwiejszą drogę ale i akceptacją jej wyborów, dowartościowaniem ich oraz sporą dawką zaufania w jej mądrość.

Jeśli macie inne doświadczenia i rozwiązania – zachęcam Was podzielenia się Waszą historią ze mną. Z nami.

Czego chce nastolatek ?

Może nastolatek chce po prostu czuć, że kieruje swoim życiem, chce czuć się dorosłym przez poczucie sprawczości, choć nie zawsze mając 17 lat chce również przyjąć wszystkie rachunki za tę wolność wyboru. Tak serio: Nie wiem, czego chce nastolatek. A tak serio serio, jak śpiewał Kazik „to mnie najbardziej wk*a w młodzieży, że już więcej do niej nie należę”.

Ps. Bardzo dziękuję Gosiu, Agato Ewo, Marto, Olu, Agato… za długie rozmowy, książki o relacjach z nastolatkami, dzielenie się swoimi doświadczeniami lub po prostu dobrym słowem.

Walczę z Chaosem, we mnie i wokół mnie. Z pomocą przychodzi mi kobiecość, joga, weganizm, zero waste i planowanie Mój blog https://chatkababyjogi.pl/ jest blogiem osobistym.

8 komentarzy

  • Dorota

    Dzieciaki, szczególnie te duże, zawsze mają swoje myślenie, swoje plany (często mało precyzyjne i bardzo pokręcone), które często zmieniają, bo cały czas szukają siebie i swojej drogi. Na szczęście mój mąż i ja widzimy to i szanujemy to. Zosia, która czegokolwiek by się nie tknęła zawsze osiągała sukcesy, która w wieku 15 lat dostała propozycję studiowania na jednym z najlepszych uniwersytetów na Tajwanie, a w wieku 16 lat mogła zostać top model, zrezygnowała z tego wszystkiego by robić to co kocha – jeździć i uczyć jazdy na nartach. No ale jak tak można! Taka inteligentna, a nie idzie na uniwerek! Jak możecie na to pozwolić! – nasłuchaliśmy się od wszystkich. My jednak znamy naszą córkę i chcemy by była szczęśliwa, a wówczas siedząc na zajęciach w sali uniwersyteckiej nie byłaby szczęśliwa. Minęło kilka lat i Zosia poszła do szkoły wyższej, do szkoły aktorskiej. Jest zadowolona, szczęśliwa, świetnie jej idzie. Robi to co kocha.
    Twoja I. nadal poszukuje, tak jak mój Jasiek, jednak to co w końcu wybierze będzie JEJ wyborem. Możliwe, że po drodze zmieni go kilka razy, ale za każdym razem będzie to jej decyzja. My jako rodzice możemy jedynie stać obok i być gotowym pomóc i doradzić, jeśli dziecko o tę pomoc i radę będzie nas prosić. Ale Ty już o tym wiesz. Ściskam Wspaniała Mamo!

  • Iwona

    Mam w swoim otoczeniu kilka też pokręconych życiorysów, które mogły skończyć inaczej, a wyszło fajnie. Np mój szwagier. Zaczął od zawodówki rolniczej. Potem długie technikum. Potem wyższa szkoła jakas tam. Potem wyjazd na studia. Praca. Teraz emerytura. Przed pójściem na emeryturę studia doktoranckie. A teraz wykłada na uczelni.
    Drugi przykład: moja koleżanka. Świetnie się uczyła w podstawówce, ale nie z matmy, chemii i fizyki. To jej zamknęlo drogę do liceum. Poszła do takiej kiepskiej zawodówki, na wsi. Gdzie same żule chodziły. Poziom nauki tragiczny, słabszy niż w naszej dawnej podstawówce. Dziewczyna była świetna z humanistycznych, ale to był taki rocznik, że bez matmy, droga zamknięta. Miała wtedy też próbę samobójcza i w dodatku zaszła w niechcianą ciążę, z chłopakiem, który gdy tylko się dowiedział o dziecku, zostawił ją i zniknął na zawsze z jej życia.
    Potem ona pracowała w sklepie, u nas w miasteczku. Potem zrobiła liceum, chyba zaoczne. Potem jakieś studium pielęgniarskie chyba, czy opieki nad niepełnosprawnymi. A później skończyła psychologię wieczorowo. Pracowała w dzień w takim ośrodku opieki z dziećmi niepełnosprawnymi. Bardzo szybko awansowała na dyrektor ośrodka (chyba przed 30). I nadal jest dyrektorką. Jej córka zdarzyła dorosnąć, też poszła na psychologię ( podobna fizycznie do Twojej corci, naprawdę). Teraz podróżuje po świecie. Ma w końcu partnera. I naprawdę się dobrze ułożyło. A jak pamiętam ją z czasów tej zawodówki plus ta ciąża, to wszyscy ubolewali, że tak źle skończyła. Niektórzy mają na okrętkę, szukają swojej drogi.

  • Joanna

    nie wiem Aga, naprawde sama nie wiem jak to powinno byc, kiedy bylam dzieckiem, marzylam, zeby zostac lekarzem, a potem poszlam na biotechnologie, bo znajomi, bo na medycyne trzeba miec ‘plecy’, bo nie wiem co myslalam, a rodzice dawali mi wolna reke… a potem zaczelo sie zycie, w ktorym zawodowo strasznie sie miotalam i nigdy do konca nie robilam tego co chcialam, w koncu obudzilam sie w wieku 40 lat zadajac sobie pytanie dlaczego ja nie poszlam na ta cholerna medycyne… dlaczego moi rodzice wiedzac rzeczy o ktorych ja nie wiedzialam, pozwolili mi ‘zmarnowac’ sobie zycie… teraz bardzo zaluje swoich wyborow, ale nie widzialam tego, co z pewnoscia mozna bylo zauwazyc z boku, nie rozumialam, ze przyjdzie ten moment kiedy bedzie zapozno, zeby odkrecic to zycie

  • Joanna

    pewnie dzieci sa rozne, ale moi rodzice raz mnie zmusili do czegos, a mianowicie do zdawania do prestizowego liceum, egzaminy odbywaly sie wczesniej niz do innych szkol, plakalam, krzyczalam, ojciec kazal mi przygotowac dokumenty i tyle bylo dyskusji, potem sam je zawiozl, potem poinformowal mnie kiedy mam egzami, na ktory tez mnie zawiozl, potem na kolejny… a potem jak sie okazalo, ze mnie przyjeli, co graniczylo z cudem, no to juz nie probowalam do innej szkoly… nie wiem, czy to byla dla mnie wlasciwa szkola, bo chodzily tam specyficzne dzieciaki, ale potem moglam wybrac dowolna uczelnie… wiec sobie mysle, ze wystarczyloby, gdyby moi rodzice sie po prostu wypowiedzili radykalnie w temacie uczelni

    • Baba Joga

      Kurcze. Powiem szczerze, ze nie wyobrażam sobie nakrzyczeć na moja córkę żeby ja do czegoś zmotywować / zmusić.
      Na pewno na nie nie działałoby to motywująco , może dlatego sobie nie wyobrażam …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.