Archiwum kategorii: Bądź zmianą

Sprawa Daniela

Mam w Polsce rodzinę i z zainteresowaniem obserwuję wybory samorządowe w jednym z miast. 

A konkretniej – w Prabutach.

Obserwuję ją wycinkowo bo poprzez strony fb poszczególnych kandydatów oraz blog. 

Najlepsze programy rozrywkowe w tv się nie umywają, szkoda tylko, że  to się dzieje naprawdę i chodzi o krótkoterminową przyszłość tego kawałka Polski. Od razu z chęci sięgnięcia po popkorn robi się ochota na coś mocniejszego, by się nieco znieczulić. 

Okolice Prabut interesują mnie, ponieważ czasem tam bywam. Płakałam jadąc drogą z powycinanymi drzewami. Biegałam z workiem na śmieci nad okolicznym jeziorem, gdy kółko wędkarskie zorganizowało sprzątanie jeziora . Słucham i czytam o polityce zarządzania śmieciami, o problemach ze szkołą czy przedszkolem.  Czytaj dalej

Szafa minimalistki wychodzącej z połogu

Gdyby była to pora dnia, powiedzielibyśmy po francusku, ze to « temps entre les chien et les loups », kiedy szarzeje, kiedy nie można rozróżnić psa od wilka.

Kiedy wychodzimy z połogu, niby wracamy do „wagi sprzed ciąży”, ale sorry, waga i objętość to dwie różne sprawy, a my jednak mamy tendencję do mieszania tych jednostek.

Biust mam zacny (żeby nie było za różowo, prawa pierś jest ze dwa razy większa niż lewa, choć dają tyle samo mleka…). Za to talia, brzuch, bioderka i uda uciekają mi ze spodni sprzed ciąży i już.

Moim głównym problemem jest jednak fakt, że wszystkie moje ubrania „sprzed”, w większości sukienki, nie nadają się do karmienia piersią.

Dlatego bez żalu trzymam je tam, gdzie są od marca, czyli w pudle. No i sukienka podkreślająca ciążowy brzuszek jest śliczna, lecz ta sama sukienka podkreślająca brzuszek kiedy już jest po porodzie jest smutna.

Trzeba mi było wymyślić nową garderobę.

Trochę mnie już znacie. Te wszystkie ograniczenia, które narzucam sobie z racji poglądów, które bronię, stanowią niezłą łamigłówkę, przyznaję z niechęcią. Czytaj dalej

Noworodek i „zero śmieci”

Zacznę od spojlera. Spodziewałam się, że pójdzie nam trochę lepiej w domenie Noworodek i „zero śmieci” .

Rozpocznijmy od tematu mało glamour, jakim są pieluszki. Ponieważ później będzie już tylko gorzej, zatem : âmes sensibles s’abstenir, jak mówią Francuzi, czyli, jeśli brzydzi Was ten temat, można sobie odpuścić lekturę.

Wielopielo vs pieluszki jednorazowe

Przyszykowałam sobie zacny – w moim odczuciu – komplet na początek przygody z pieluszkami wielorazowymi (kupiłam polską markę Pupuś i jakoś nie doczytałam, że są to jednak Chinki…). Mamy otulacze, mamy kieszonki, wkłady różnego rodzaju i jakieś 30-40 pieluszek tetrowych. Czytaj dalej

Wolontariat i gierki psychologiczne

W ubiegłym tygodniu wzięłam udział w bardzo intersującym szkoleniu dla wolontariuszy.

Od razu zaznaczę, ze po śmierci jednego z podopiecznych stowarzyszenia z którym „współdziałam” (dezerter z Legii Cudzoziemskiej, wiele lat na ulicy, zmarł w schronisku, na gruźlicę….) i odkąd jestem w ciąży, bardzo ograniczyłam bezpośrednie kontakty z osobami bezdomnymi. Czasem służę tłumaczeniem telefonicznym, ale ogólnie mówiąc wzięłam tę działalność w nawiasy.

Natomiast od dłuższego czasu wiem, dlaczego zaangażowałam się w wolontariat, znam moje motywacje (i ulegly one zmianie, od czasu kiedy napisalam ten bilecik ) limity i wartości, znają je również osoby, które zarządzają „armią” (kilkunastoosobową) wolontariuszy i dlatego zaproponowano mi udział w szkoleniu, mimo „przerwy na ciążę”.

I było to bardzo interesujące, inspirujące i pouczające.

Czytaj dalej

Ochrona środowiska (albo raczej natury)

Interesuję się szeroko pojętą Przyrodą i w zwiazku z tym uważnie przyglądam się organizacjom i stowarzyszeniom, które działają na rzecz ochrony, zwał jak zwał, Natury.

Ponieważ w ubiegły weekend zapisałam moje patchworki na Assemble generale (czyli zgromadzenie ogolne) stowarzyszenia Aspas, którego jestem biernym członkiem, chciałabym Wam przyblizyc tę niewielką organizację.  Czytaj dalej

Dobry film i sylwetka pewnej Damy

Na pierwszy rzut oka nic nie łączy świetnego filmu, zrealizowanego przez Alberta Dupontel, Au revoir là-haut , z sylwetka pewnej Damy, pani Suzanne Noel.  A jednak.

Dobry film (polecam)

Au revoir là-haut jest filmem nakręconym na podstawie książki Pierre Lemaitre (polski tytul : do zobaczenia w Zaswiatach). Pan Lemaitre otrzymal za nia prestizowa nagrode Goncourt w 2013r.  Film otrzymał w 2018r 5 równie prestiżowych Cezarow. A Albert Dupontel to jeden z moich ulubionych francuskich aktorów i reżyserów zatem serdecznie polecam obejrzeć te adaptacje.  Czytaj dalej

Kobiety w Akcji

Wracam z wieczoru rozdania nagród dla 7 kobiet, które promują biznes i edukację w naszym pięknym Regionie, Rhône-Alpes.

To był tak pozytywny wieczór, że wciąż jestem na haju 🙂

Tyle kobiet, tyle pięknych historii odwagi.

Odwagi powiedzieć „dobra, zmieniam to”.

Odwagi znaleźć niekonwencjonalne ścieżki nowej kariery.

Upaść i wstać.

Godzić życie Matki, Żony i Poszukiwaczki Przygód Zawodowych.

https://chatkababyjogi.pl/wp-content/uploads/2018/03/img_3921.mov

Czytaj dalej

Kakebo i 52 tygodnie oszczędzania

Już kiedyś sie w to bawiłam. Jednym z miłych wspomnień tamtego trudnego okresu jest właśnie poczucie zabawy.  O co chodzi w 52 Tygodniach Oszczędzania kiedyś bardzo ładnie opisała na swoim  blogu Anna.

Zasady sa proste, co tydzień, i przez 52 tygodnie, odkładamy – do słoika,skarbonki lub na konto – pewna sume.  W wersji “podstawowej” , zaczynamy od 1 – złotówki, euro, funta, dolara. W drugim tygodniu odkładamy 2, następnie 3 itp.
Przez 52 tygodnie powinno zebrać sie nam 1378 – złotych, dolarów, euro czy innej waluty, w której oszczędzamy.   Czytaj dalej

Prasówka interaktywna – We Demain

Prasówka interaktywna, dlatego, że oprócz krótkiego streszczenia wybranych artykułów z czasopisma “We Demain” dorzucam tu kilka linków, dla tych, którzy maja ochotę pogrzebać w tematach trochę więcej:)

Nie jestem zwolenniczka kupowania magazynów kolorowych, w przeciwieństwie do mojego męża (taaak), ale przyznam, że czasem przyniesie on do domu coś interesującego. Na przykład 19-ty numer czasopisma We Demain.

Sloganem pisma jest haslo „une revue pour changer l’epoque”, czyli „magazyn ilustrowany aby zmienić epokę”. I powiem wam, że po lekturze tego numeru, aż mam ochotę wykupić tam abonament. Dlaczego ? Kiedy przestałam czytać popularne tygodniki „społeczno – polityczno – ekonomiczne” – odetchnęłam. Przestałam  bać się kryzysu ekonomicznego, nadciągającej wojny i moich sąsiadów.  Tematy tam poruszane grają bardzo często na emocji strachu. Strachu przed katastrofą, przed agresją, na zniesmaczeniu wobec działań polityków („wszyscy są skorumpowani”, prawda ?).
A ja mam ochotę czytać o tym, co dzieje sie dobrego.  Na przykład o tym : Czytaj dalej

Kakebo Anno Domini 2018

Kakebo znów pojawiło się na moim biurku, i czas najwyższy. Przygotowania do wesela w 2017, w pewnym momencie przekroczyły moje zdolności kontroli, analizy i syntezy, i przestalam zapisywać szczegóły. Ograniczyłam sie do podstawowych pozycji, jak kredyt za mieszkanie, podatki czy ubezpieczenia, i po prostu resztę roku przeżyłam w trybie “YOLO”.

No, ale. Teraz sytuacja troszeczkę sie zmieniła.

Czytaj dalej

Uchodźcy, rynek kontrolowany – przemysł humanitarny

Lubicie oglądać filmy dokumentalne ? Ja lubie. Nie tak, żeby codziennie – a chaque jour sa peine, jak mawiają Francuzi, ale od czasu do czasu, żeby ustawić sobie wartości w życiu, obejrze sobie taki dokument. Szczegolnie, ze w grudniu moja skrzynka na listy zasypana jest listami z prośbą o wsparcie dziesiątek stowarzyszeń i organizacji humanitarnych. A w co drugi sklepie stoja panie z Unicef-u i sprzedają kartki świąteczne. Kiedy można pomóc, warto zrobić to z głową, wybierając  w zgodzie ze stanem świadomości.

Na początku listopada bylam na konferencji – biznes związany z satelitami – i przy obiedzie los posadził mnie obok szefa jednej z dużych organizacji humanitarnych. Wcześniej, naiwna ja,  faktycznie nie zwróciłam uwagi na biznes, jaki może się kręcić na ludzkiej tragedii – na kataklizmach naturalnych, lub tych wywołanych ludzką działalnością, na wojnach. Rozmowa z tym panem naprawde otworzyła mi oczy. A w tym dokumencie znalazłam potwierdzenie, jak lukratywnym moze byc rynek humanitarny.

Dokument, do którego link podaję tutaj,  uwaga, zniknie z sieci publicznej za 6 dni, a warto go zobaczyć.

Réfugiés, un marché sous influence

Czyli : uchodźcy, rynek kontrolowany

Czytaj dalej

Jestem czekaniem

Jestem czekaniem. Na zmianę życia. A szykują się zmiany.

Rysuje sobie te zmiany na karteluszkach, pisze luźne zdania na luźnych kawałkach papieru, w telefonie, na kompie. Bo wiem, że aby spełniły sie marzenia, najpierw trzeba je wyartykułować, zobaczyć, nadać im kształtów w myśli, aby mogly sie urzeczywistnic.

Podzielę się z Wami dwoma odkryciami, które jeszcze mocniej tę chęć zmian podkreślają. Czytaj dalej

Randka ze Śmieciami

Jak może wiecie (jeśli zaglądacie na Insta lub stronę FB) od tygodnia ja i moje odpadki kuchenne mamy miejsce w dzielnicowym, sąsiedzkim kompostowniku (wspomniałam o nim tu :

https://chatkababyjogi.pl/2016/04/24/kompost-w-wielkim-miescie/

Kompostownik sąsiedzki został stworzony przez stowarzyszenie, i przez półtora roku byłam zapisana na liście oczekujących na miejsce rodzin.

Brzmi prześmiesznie, teraz, kiedy to czytam po raz drugi, zupełnie jakbym pisała o liście na miejsca do żłobka. NO ale, się doczekałam i teraz raz w tygodniu, we wtorki, między 19h i 20h mam Randkę ze Śmieciami. Czytaj dalej

Mały Nowy Rok

“La Rentrée” czyli “Witaj Szkoło” to we Francji prawdziwy mały Nowy Roki. Coś się kończy – Lato (choć temperatury, 30 stopni Celsjusza, są wciąż letnie), urlop, zbyt krótka ciąża ale w końcu i to upierdliwe krwawienie. Coś zaczyna: nowy rozdział w naszym życiu, bez garde alternée, “bez” ale za to “z”…

Nawet jeśli to nie ja idę do szkoły, przez lata tresury, dokarmiania się reklamami i czytania artykułów o “powrocie do szkoły” zostaje mi w głowie odruch skompletowania wyprawki.
Ciężko umknąć potrzebie posiadania czegoś nowego.

Dlatego w tym roku poświęciłam ten dzień “wyprawce”, ale troszkę innej. Czytaj dalej

Bulletin de paie czyli francuska karta płac

Edit:

Luty 2019

Od stycznia 2019 wprowadzono we Francji podatek u źródła. Karta płac wyglada wiec trochę inaczej. Natomiast warto jest porównać sobie kartę płac z 2017 i 2019 (żeby sprawdzić, co jeszcze się zmieniło…)

? Pracujesz legalnie we Francji ? Chcesz pracować legalnie we Francji ? Porozmawiajmy dziś o francuskich „bulletin de paie”, nazywanych również „fiche de paie” czyli o kartach płac.

Warto znać swoje prawa – i obowiązki – by mądrze się nimi posługiwać – i nie szkodzić sobie w przypadku na przykład konfliktu z pracodawca. Zachęcam gorąco każdego pracownika (i pracodawcę, szczególnie kiedy tworzycie małe firmy i zatrudniacie pracowników, bo jako przedsiębiorcy sami podlegacie przecież zupełnie innym prawom, prawda? :)) do przestudiowania tych praw i obowiązków. Nawet jeśli są obowiązkowe i „nic się z tym nie da zrobić – warto mieć świadomość, co się dzieje z pieniędzmi których nie widzimy bezpośrednio w naszym portfelu, a które czasem się tam dostają z zupełnie innej strony.

Ale nie tylko. Porozmawiajmy również o  tabelach płac minimalnych (grille de salaire), układach zbiorowych (convention collective) oraz o kosztach pracy i składkach.

Po lekturze tego (upierdliwego) bileciku łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego na przykład poprawne układy z pracodawcą zaczynają się psuć na przykład w wyniku przedłużonych zwolnień. We Francji (podobnie jak w wielu innych krajach, które mają rozwinięty system świadczeń socjalnych), jeśli pracownika nie ma fizycznie w pracy, pracodawca i tak jest obowiązany płacić za niego sporą część składek socjalnych.

A pisze o tym, ponieważ szykują się nam we Francji poważniejsze reformy, niż na przykład te o przedłużeniu wieku emerytalnego. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat czuje, ze te reformy wejdą w życie. Moze nie jutro, ale w ciagu 3-4 lat na pewno. Za kilka lat wrócę sobie do tego posta i westchnę – ach, to było wówczas tak ? Czytaj dalej

Szafka na diecie – #esperymentujesz ?

W tym miesiącu w ramach akcji #eksperymentujesz? mówimy o diecie.

Prawde mowiac nie było mnie w domu z miesiąc. Najpierw konferencja w Londynie, później w Hamburgu, później krótki lecz intensywny pobyt w Polsce, później Las Vegas. A kiedy byłam, odsypiałam, pracowałam,  nie wychodziłam prawie z mojej chatki, słowem – jak nigdy.

Zakupami – wszelkimi, na szczęście – zajął sie Mąż. Ma to niewątpliwie swoje dobre strony ! Na przykład doszła do niego wartość pewnych artykułów w pewnych sklepach (kochanie, kup awokado! Cos ty, we Franprix sztuka jest za 2 ,5 euro! no wiem, dlatego ja po awokado chadzam na ryneczek…). Dodam, że dbał również by dzieci miały na śniadanie co jesc, gotował, powiedzmy wegetariańsko i jakoś tak to wszystko ogarniał.

Z prowadzeniem domu jest jak z prowadzeniem samochodu – nie denerwuje sie kierowcy, a ostatecznie to on jest odpowiedzialny za dobicie do celu. Czytaj dalej

Powidoki

Wczoraj miałam szczęście i poszłam do kina z Dorotą (autorka świetnego bloga o Lyonie)  na Powidoki , Andrzeja Wajdy . Na szczęście też film był w wersji oryginalnej. Po tragicznym tłumaczeniu napisów w wersji francuskiej, wciąż zastanawiam się, czy najbardziej niesamowity Francuz, któremu w ogóle chciałoby sie iść na polski film, przy najlepszych chęciach – coś zrozumial ?

Sam już tytuł, “niebieskie kwiaty”…. gdzie jest tłumacz???

W kinie spotkałam inna koleżankę, też z Polski, też z Łodzi, która jest w wieku mojej mamy.

Ujmę to tak : cieszę się, że dla mnie i młodszych ode mnie pokoleń sytuacje przedstawione w filmie należą do kart historii. Nie napiszę : “aż mi się wierzyć nie chce..,” bo wierzę, że tak było. A może i jeszcze gorzej?Kiedy Strzemiński stracił pracę na uczelni, bo odmówił mieszaniu się polityki do sztuki, nie miał zamiaru wspierać socrealizmu (zresztą nie dlatego, że to był socrealizm, ale dlatego, że była to po prostu ingerencja w sztukę). Zatem został wyrzucony z uczelni która współtworzył. Pozbawiony legitymacji związku artystów, nie tylko nie mógł zdobyć żadnego zatrudnienia, pieniędzy i stracił dostęp do kartek żywnościowych. Nie mógł nawet kupić farb (bo farby w sklepie dla plastyków mogli kupować wyłącznie plastycy zrzeszeni w związku). Koleżanka w wieku mojej mamy powiedziała, że film jest bardzo bliski jej wspomnieniom z dzieciństwa.

Zainteresowała mnie natomiast bardzo koncepcja powidoków, przedstawiona w pierwszej i jedynej radosnej scenie filmu, kiedy na zajęcia w plenerze dołącza nowa studentka, Hanna… Czytaj dalej

Grave

Obejrzeliśmy Grave. To jest film tak niszowy, że pozwolę sobie na spoiler, bo naprawde nie sadze, zeby zrobił karierę międzynarodową. A nawet jeśli, warto go zobaczyć, bo o wielu wątkach nie wspomnę.  Uprzedzam, że ten fragment jest obrzydliwy.

grave-julia-ducournau

zrodlo : http://www.critique-film.fr/quelques-films-que-jespere-decouvrir-a-cannes-2016/

Reżyserem filmu jest Julie Ducourneau a jego producentem – Julie Gayet (dla nieobeznanych z francuskim Pudelkiem – jest to kochanka, dla której nasz francuski prezydent, pan Holland, stracił głowę i w oczach Francuzow – resztki, szacunku. Swoja droga, jestem ciekawa, co wyskakuje u was w przeglądarce, kiedy wpiszecie : “holland guyet scooter” ?).

Czytaj dalej

O eksperymentach i kryzysach w związku

O eksperymentach i kryzysach w związku

Ok, będzie dość osobiście. Zabrzmiało, jakby mój blog na co dzień nie był osobisty.

Jak zapewne wiecie, jedzenie i picie, jest obok poczucia bezpieczeństwa, zapewnionego dachu nad głową, oddychania, załatwiania potrzeb fizjologicznych i seksu, podstawa piramidy potrzeb według Maslowa. Jeśli rusza się coś na tym poziomie, z pewnością przesunie się dużo części powyżej. Czytaj dalej

Eksperymentujesz ?

Jest mi bardzo miło i czuję się zaszczycona, ponieważ zostałam zaproszona do akcji #Eksperymentujesz ?

Myślę, ze założenia akcji można – zupełnie jak i same eksperymenty – interpretować bardzo indywidualnie.

Nawet najbardziej uważnej osobie zdarza się dać ponieść codzienności – rutynie, zbyt prędkiemu rytmowi życia, presji otoczenia.

Nawet najbardziej optymistycznej osobie zdarza się zmartwić się codzienną papką ze złych wieści zaserwowaną przez media, zwątpić w przyszłość i popsioczyć na „ludzka głupotę”.

Dlatego może warto powrócić „do siebie” ? Uwierzyć lub na nowo odnaleźć świadomość tego, że ma się siłę by zmienić świat – zaczynając zmieniać go od jedynej osoby, na którą mamy wpływ – od siebie.

Praca nad sobą, nad swoim poczuciem szczęścia, nad poszerzaniem świadomości jest (z mojego punktu widzenia) żmudna, pełna zakrętów i pułapek, przypływów i odpływów motywacji a rezultaty przychodzą powoli… Ale przychodzą, życie (mi) się upraszcza i nie ukrywam, ulepsza. Dlatego uważam, że warto eksperymentować.

Czytaj dalej

jestem, jestem, dbałam o finanse

Dzieje się dużo i o prawie wszystkim chciałabym Wam opowiedzieć. Zacznę od tematu finansów osobistych.

W naszym budżecie domowym największy wydatek stanowi bezsprzecznie kredyt mieszkaniowy.

Mam taki cel, cel nie tylko marzenie – pozbyć się tego kredytu zanim skończę 50 lat. I powoli, krok po kroku go realizuję. Chciałabym wejść do banku z kwotą, która została nam do spłacenia i uregulować sprawę “od ręki”. Póki co robię jednak to co mogę (a nie to co bym chciała) czyli uważnie obserwuję rynek kredytów nieruchomości. Oprocentowanie kredytów ciagle spada.  Czytaj dalej

Pieniądz lokalny (w Lyonie – la Gonette)

Na mojej liście 101 w 101 bis jest wzmianka o Pieniądzu lokalnym.
Po praz pierwszy usłyszałam o pieniądzu lokalnym oglądając film “Jutro” (“Demain”) , gdzie omówiono przykład Funta Bristolskiego (tutaj przesyłam uściski Żanecie, od której otrzymałam na klubowe Mikołajki, między innymi taki oto bristolski souvenir 🙂

i pomyślałam sobie, że to faktycznie ciekawa inicjatywa – skoro kilka podmiotów gospodarczych w to wierzy, a mnie to właściwie nie kosztuje więcej pieniędzy, to czemu nie spróbować ? O pieniądzu lokalnym ciekawie opowiada ten filmik a przeczytać o nim możecie na przyklad tutaj. Podoba mi sie rowniez idea, podkreślona przez Panią Izabele Litwin, że “należy budzić w ludziach poczucia podmiotowości, tzn. świadomości, że wszystko zależy od nas”.

Dziś pieniądz lokalny istnieje w wielu miejscach w Europie (we Francji, według tej mapy, okolo 30 w użyciu i wiele innych jako projekty), ale jak dotąd nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś z moich znajomych sie nimi posługiwał.

W Lyonie funkcjonuje La Gonette. W tym tygodniu po raz pierwszy wymieniłam Euro na Gonette i wróciłam do domu z papierami w stylu Monopoly.

Czytaj dalej

#3 – Datki 2017

Dla niektórych monotonia, dla innych (dla mnie) harmonia. Początek roku, praca nad domowym budżetem wre. Postanowilam kontynuować ubiegłoroczny schemat i wybrałam znow 12 organizacji i stowarzyszeń, którym pomogę finansowo w nadchodzącym roku.  O różnicy między datkami a pomoca finansowa pisalam juz w ubieglym roku. Dla mnie datki są po prostu forma decydowania, na co idzie cześć moich podatków (dla przypomnienia, od 66% do 75% przekazanych sum, w zależności od statusu organizacji lub stowarzyszenia)można odciągnąć od podatku) a pomocy finansowej udzielam komuś bez oczekiwania na ulgi fiskalne czy jakieś inne gratyfikacje.

Ta lista jest to dla mnie zarazem i ściągą (gdyby mi sie zapomniało) i trochę świadectwem ewolucji moich poglądów. Czytaj dalej

#2 -Kosmetyki – podsumowanie roku

Podsumowanie roku pod względem zawartości mojej kosmetyczki było jednym z pierwszych tematów w Chatce.
Moze dlatego , że od ograniczenia budżetowego zaczęła się moja przygoda z minimalizmem, z ruchem “zero śmieci”, z weganizmem, mam do tego tematu duży sentyment.

Oto z czym wchodzę w rok 2017. Czytaj dalej

SI

Soroptimist czyli Najlepsza Siostra. Soroptimist International jest to międzynarodowa organizacja, działająca w 133 krajach i zrzeszająca prawie 75 tysięcy kobiet. Ma rowniez swoja reprezentacje w Organizacji Narodow Zjednoczonych i działa na rzecz poszanowania prawa kobiet, w bardzo szerokim znaczeniu. SI działa na wielu frontach. Dla mnie najważniejszym filarem jest Edukacja. Z jednej strony mamy kraje, gdzie dziewczynki musza isc do pracy by zarobić na szkoły swoich braci.  Z drugiej, w  krajach “rozwiniętych”, młodzież, która uznaje, że wszystko jest już im dane, zaklepane, zarezerwowane, nie ma żadnych obowiazkow innych niż “dobrze się uczyć i być w życiu szczęśliwym”. Czytaj dalej

Wegański Bocuse d’Or czyli o Lyonie, gastronomicznej stolicy Francji

Kuchnia francuska. To jest Sztuka. Świętość. Bajka !

A Lyon, proszę Państwa, jest stolicą gastronomiczną Francji.

Restauracje mają swoje prestiżowe gwiazdki, zupełnie jak Szefowie Kuchni, a ich nazwiska wymienia się, pobożnie, ostrożnie i z duma, szczególnie kiedy miało się szczęście stołować w jakimś słynnym spocie.

Wśród moich 10 prac emigrantki był, a jakże, epizod restauracyjny, skąd wyniosłam nie tylko znajomość hierarchii „w kuchni” i „na sali”, metody negocjacji z dostawcami, sztukę „nadawania wartości” mrożonym marchewkom ale również bardzo subtelny system notowań, u kogo modnie jest jadać a u kogo nie.

Kilka lat później miałam przyjemność bywać w różnych restauracjach tzw. gastronomicznych, a nawet w moje urodziny zostałam kiedyś zaproszona do Mekki lub Watykanu, jak kto woli, lyońskiego kultu – do Paul Boucuse. Czytaj dalej

Z pogadanką do szkoły

Pisałam już Wam o tym ze “lobby de la viande” czyli francuskie lobby przemysłu mięsnego „zaprosiło się” do francuskich szkół, prawda ? krótkie przypomnienie:

Interbrev, czyli Interprofession betail et viande otrzymało dotacje z parlamentu europejskiego by interweniował w szkołach (przedszkola, szkoły podstawowe) aby „uczulić dzieci na konieczność zdrowego jedzenia”.

A teraz mamy ciąg dalszy. Bardzo, bardzo ciekawy, według mnie.

Ponieważ moje dzieci są już w gimnazjum, nie mam wieści z pierwszej ręki.

Ale skoro NAWET Francuska Telewizja publiczna zaczęła się interesować tym tematem to pozwólcie, że ja też to odnotuje: Czytaj dalej

Cowspiracy

Dziś zwrócę się do szczęśliwych posiadaczy konta Netflix.

A gdybyśmy tak zrobili przerwę w oglądaniu ulubionego serialu (a przyznam, ze seriale na Netflixie są wciągające) i włączyli, dla odmiany, film dokumentalny ?

Film „Cowspiracy” ma już ponad dwa lata, to żadne „early window”, i o samym filmie napisano już dziesiątki, setki biletów na blogach (świetna recenzja Eveliny)  ale może tak obejrzeć go ponownie ? zaprosić koleżankę lub sąsiadkę na wspólne oglądanie ? Byłyby z tego same korzyści:

Uświadomienie sobie pewnych faktów…
Tyle czytam, oglądam i rozmawiam o wpływie hodowli zwierząt na ekonomię, etykę czy zdrowie, ale dopiero ten film uświadomił mi co następuje:

  1. Dlaczego żadna z międzynarodowych organizacji wypowiadająca się w sprawach środowiska naturalnego (na przykład Greenpeace ?) nie potwierdzi jednoznacznie – lub nie zinterpretuje jak to ujęto w filmie – korelacji miedzy wycinaniem lasów Amazonii i tworzeniem na ich miejscu pastwisk dla trzody ? Odpowiedz az rzuca się w oczy : Greenpeace i inne tego typu organizacje funkcjonują po części z naszych datków. Zależy im na tym, by jak największa część społeczeństwa opłaciła składkę / datek. A dziś wciąż większa część społeczeństwa jest tzw „ omnivore” czyli wszystko jedząca. Osoby, które przez przypadek uświadomiłyby sobie, ze spożywając mięso (i soję !!!) szkodzą planecie, o której „zdrowie” przecież walczą, wspierając *Greenpeace. (Napisałam to, ale wciąż uważam, ze jeśli mam do wyboru Greenpeace albo świat bez Greenpeace, wybieram Greenpeace.)
  2. W 2015 roku było nas, ludzi 7 miliardów. (kiedy kończyłam liceum, hkm, było nas 6 miliardów).
    Jeśli przyjmiemy, że mięso jest konieczne do zdrowego życia”, czy naprawdę podtrzymamy, z punktu widzenia ekonomii, tezę, że każdy powinien jeść mięso ? Z wielka uwaga słucham znajomych (i obcych ) ludzi, którym zależy przecież na tym, by podawać sobie i swoim dzieciom „dobre i zdrowe” jedzenie. Ba, pamiętam ten argument bardzo dokładnie, ponieważ sama często go stosowałam, kiedy weszłam na ścieżkę produktów „bio i organic”. Przecież ja kupuję u rolnika/małego producenta, gdzie zwierzęta mają szanse widzieć lakę i słonce (zanim wyśle się je do rzeźni i z ich tuszy zrobi steka lub szyneczkę). Jeżeli przez chwile zastanowimy się nad tym, ile kilogramów mięsa produkuje tzw gospodarstwo ekologiczne to uzmysłowimy sobie, ze nie starczy nam ziemi na Ziemi, by przekształcić ja w pastwiska dla krów, z których chcemy zrobić mięso dla 7 miliardow osób.Hodowla zwierzat na mieso / mleko oraz konsumpcja miesa / mleka jest niedemokratyczna.
  3. USA (ale i kraje Unii Europejskiej) dofinansowują przemysł mięsny i mleczny. Czy człowieku jesz mięso czy go nie jesz, z Twoich podatków opłacane są subwencje.
  4. Ach, to kolejny z tych tematów, które śmieszyłyby mnie, gdyby temat był śmieszny. Polowanie. Stoje w tym ultrachic barze, na środku zatoki w sercu Singapuru. Sącze zapewne już 4 lub 5 lampkę szampana za dużo i z ogromną uwaga słucham przystojnego Amerykanina, który tłumaczy mi dlaczego lubi chodzić na polowanie. „Bo kiedy trzymam strzelbę, czuje ze mam władze nad naturą”. “A może zalozylbys kalosze i poszedł na grzyby ? To tez forma wlacdzy nad natura…” Patrzymy na siebie jak Marsjanin z Wenusjanka. Kurtyna. Wracając do Cowspiracy. Tam padło bardzo ważne stwierdzenie. Tak, ludzie kiedyś polowali, ale to było w czasach gdy na kontynencie amerykańskim żyło może z 10-20 milionów ludzi. Dziś w USA żyje 320 milionów ludzi.(Czy nie zastanawia Was fakt, ze z 7 miliardów osób na Ziemi, zaledwie 320 milionów żyje w USA, i to właśnie wyborami prezydenckimi w tym kraju emocjonujemy się najbardziej ?) Nie chce Wam psuć przyjemności wychwytywania perełek w tym dokumencie, obejrzyjcie go, naprawdę warto

Oglądając Cowspiracy na chwile oderwiecie się od Gilmore Girls, Herose czy Black Mirror i zajrzycie do świata, w którym jacyś szaleńcy ryzykują karierę, wolność a może i życie, porzucają utarte ścieżki „metro-boulo-dodo” czyli przysłowiowe francuskie „metro-praca-spanie”, przeciętną egzystencję i porywają się z kamerą by choć odrobinę zmienić przyszłość . Poświęćmy im te godzinę – dwie uwagi. Z szacunku dla tego, co robią.

A jeśli uda wam się zaprosić sąsiadów, to czemu nie otworzyć butelki dobrego wina i po prostu miło spędzić wieczór, uzyskując wspólnie (jesli argumenty zawarte w filmie do Was nie trafia)  “smutne, ale coś przecież trzeba jesc”  ?

POLECAM

PS. Polecam bardzo inspirujące blogi moich Klubowych koleżanek, z których dowiecie się (jeśli jeszcze ich nie znacie), dlaczego dieta bez produktów odzwierzęcych przynosi wiele radości.
VEGANAMA
Bezgrzeszna Rozpusta
A tutaj znajdziecie 30 dniowe wyzwanie, w ktorym pewna sympatyczna pani podpowiada Wam, krok po kroku, jak zacząć przygodę z weganizmem.

Pozdrawiam serdecznie
1780916_10152286629297717_9191761311871554977_n

Nie zamykajmy oczu…

 

Dziś stowarzyszenie L214 złożyło skargę w trybunale w Limoges, przeciw ubojni, w której uśmierca się krowy „na mięso” – krowy, które sa jeszcze ciężarne.

http://www.l214.com/enquetes/2016/abattoir-made-in-france/limoges/

Co roku we Francji zabija się 2 miliony krów. Ostatnie śledztwa, których wyniki opublikowało stowarzyszenie L214 pokazuje jak wygląda egzystencja krow za murami rzeźni.

Dziś zdjęcia z ubojni w Limoges pokazały nowy akt dramatu : ubój krów ciężarnych. Wyniki dostępnych badan pozwalają oszacować, ze 10 % krow w ubojni jest ciężarnych a czasem praktycznie przed połogiem. 200 000 krów rocznie.

Każdego dnia cielak, który jest gotowy do porodu umiera zaduszony, w macicy matki, podczas kiedy krowa jest zabijana i cięta na mięso. Te cielaki sa następnie wyrzucane do śmieci jako odpad przemysłowy.

Świadomi charakteru etycznego tej sytuacji, ministrowie Niemiec, Danii, Holandii i Szwecji zwrócili się do EFSA (European Food Safety Authority) aby otrzymać naukową opinię w sprawie ryzyka płodu wystarczająco uformowanego by odczuwał cierpienie i bol.

Chaque année, près de 2 millions de vaches sont tuées en France. Les récentes enquêtes révélées ces derniers mois par L214 ont permis d’entrevoir ce qu’elles endurent derrière les murs des abattoirs. Aujourd’hui, les images de l’abattoir de Limoges mettent en lumière une autre facette de la violence des abattoirs : celle de l’abattage des vaches gestantes. Les études disponibles estiment qu’environ 10% des vaches abattues sont gestantes et parfois prêtes à mettre bas.

Chaque jour, des veaux sur le point de naître meurent lentement dans le ventre de leur mère, s’asphyxiant pendant que leur mère est tuée et découpée. Ils sont ensuite jetés à la poubelle, comme des déchets.

Conscients de l’enjeu éthique présenté par cette situation, des ministres allemand, danois, néerlandais et suédois ont saisi l’EFSA afin d’obtenir un avis scientifique sur les risques pour des fœtus suffisamment développés d’être exposés à la souffrance et à la douleur.

Par ailleurs, le gouvernement allemand vient de soumettre à la Commission européenne une proposition visant à interdire l’abattage des vaches gestantes au moins lors du dernier tiers de leur gestation, soulignant qu’il est établi scientifiquement que les veaux ont la capacité de souffrir à ce stade de leur développement.

Nous, signataires, demandons au Ministre de l’agriculture de soumettre au vote du Parlement français un projet de loi visant à interdire la mise à mort de vaches gestantes, au moins lors du dernier tiers de leur gestation.

Nie zamykajmy oczu. Nie dajmy się ponieść „logice” – „przecież cos musze jeść” ?

 

Nie musisz jeść wołowiny.
Nie musisz jeść cielęciny.
Nie musisz jeść wieprzowiny.
Nie musisz jeść jagnięciny.
Nie musisz pić mleka – krowy, kozy…

Nie musisz jeść serów, pisze to ja, BabaJoga mieszkająca od 15 lat we Francji, gdzie sery są świętością. Nie musisz jeść jogurtów.

Alternatywy istnieją. Wystarczy otworzyć oczy.

 

Zakupy Zero Śmieci – środki czystości

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o zakupach zero sieci w sklepie Day by Day.

Czekając aż otworzy się sklep A la Source chadzam do Day by Day.

Produkowanie w domku własnych środków czystości pozostaje bez wątpienia najbardziej ekonomicznym rozwiązaniem. Ale przyznam, ze nie zawsze mam na to czas (płyn do prania), nie opracowałam zadowalającej na dłuższą metę recepty (płyn do zmywania) a niektóre produkty u nas nie działają tak jak powinny (sól i ocet w zmywarce).
Szykuję się do wyjazdu służbowego a wiem, ze to w takim momencie zazwyczaj kończy się jakiś zero-odpadowy środek, a po powrocie zastaje chemie kupioną pospiesznie i bez zastanowienia…

Dlatego uzupełniłam domowe zapasy a przy okazji przetestuję pod względem ekonomii i skuteczności kilka produktów „zero waste”.

Jak wyglada kupowanie w sklepie zero smieci ?
Przychodzimy z wlasnymi pojemnikami, które sa ważone, a nastepnie uzupełniamy je produktami, na które mamy zapotrzebowanie.



Bilans ekonomiczny: Czytaj dalej

L214 – francuskie stowarzyszenie chroniące prawa zwierząt hodowlanych

Zainspirowana postem Moniki chciałabym Wam dzisiaj przybliżyć działalność L214. jest to francuskie stowarzyszenie chroniące prawa zwierząt hodowlanych.

Stowarzyszenie L214 działa od 2008, jest stowarzyszeniem “au but non lucratif”, czyli statutowo jego działalność nie ma na celu zarabiania pieniędzy.
Twórcy stowarzyszenia wpisują się w nurt antyspecyzmu, czyli anty-dyskryminacji gatunkowej, wprowadzają i rozprzestrzeniają te idee we Francji via Cahiers antispécistes.

Skąd się wzięła nazwa ?

L214 odnosi sie do zapisu L214-1 we francuskim Kodeksie Rolnym (code rural), który o zwierzętach hodowlanych stanowi:

Tout animal étant un être sensible doit être placé par son propriétaire dans des conditions compatibles avec les impératifs biologiques de son espèce

Każde zwierzę, jako istota odczuwająca (sensibles), powinna zostać umieszczona przez swoich właścicieli w warunkach odpowiadających biologicznym wymogom swojego gatunku.

Jaki jest cel istnienia stowarzyszenia ?

Czytaj dalej

Na straganie, w dzień targowy

Marché, czyli targ, to we Francji instytucja. W Lyonie, jak się człowiek dobrze zakręci, mozna robić zakupy na rynku przez cały tydzień. 

Zazwyczaj chadzam na targ przed pracą, rano, w piątek, bo mam maleńki ryneczek tuż za rogiem, rue Mongolfiers.

Czasem w środy, rano, przed pracą, trochę dalej.

Ale najbardziej lubię rynek na Croix Rousse (który odbywa się codziennie procz poniedziałków). I chodzić  tam z psiapsiółką. W weekend.

Wsiadam w metro, z moim koszykiem na zakupy (na kółkach), wypchanym siatkami z materiału.

Spotykam się na przykład z Beą, gawędzimy sobie, odwiedzamy ulubione standy, wymieniamy miłe słowa ze sprzedawcami. Żartujemy z moich materiałowych tytek, ale coraz cześciej ludzie pytają, gdzie je kupiłam, bo to praktyczne (i przyjazne środowisku ;-)).

Na targu mozna kupić wszytko – bardzo często dużo lepszej jakości niż w supermarkecie : warzywa, owoce, mięso, ryby, drób, jajka, nabiał – masło, jogurty, sery – wszystko na wagę. Czy muszę dodawać, że taniej niż w sklepie? 


Moje zakupy na rynku robię na cały tydzień i przeznaczam na nie zazwyczaj 50€. Troszkę wiecej w tygodniach gdy mamy dzieci, troszkę mniej w tygodniach bezdzietnych. 

Pozostałe 50€ wydaję w ciagu tygodnia na zakupy “suche i sypkie” – kasze, suche strączki oraz inne rzeczy o ktorych nie pomyslałam na targu. 

Kiedy jest piękna pogoda, po skończonych zakupach siadamy sobie w kafejce, cieszymy się słońcem i tym, że mamy czas.


Żyję w przekonaniu, że mamy wybór. Mam wybór spędzić sobotni poranek (lub popołudnie) jadąc na cotygodniowe zakupy do hipermarketu – szukać miejsca na parkingu, krążyć miedzy półkami, dać się kusić się na produkty, ktorych nie potrzebuję, stać w kolejkach i słuchać cudzych narzekań lub krzyków. 

Mogę rownież spokojnie sporządzić listę zakupów i potraktować czas zakupów jako spacer.

Całość – z dojazdem i kawą – zajęła mi 2 godziny – 2 godziny spokoju i przyjemności. 

Czego i Wam życzę przy codziennych zakupach. 

Le jardin Interieur – wegetariańska restauracja w Lyonie

Jednym z podpunktów listy 101 w 1001 bis jest założenie:
“Głosuję portfelem : raz w miesiącu wybieram i testuje restauracje wegańskie. Czyli po 3 latach powinnam znać przynajmniej 30 wegańskich adresów”

Dziś mam przyjemność opowiedzieć Wam o Jardin Interieur. Czytaj dalej

#szafiarsko bis

Witaj szkoło, do widzenia letnie ciuszki. To zupełnie nieminimalistycznie, ale dwa razy do roku przeglądam zawartość mojej szafy, pozbywam się zniszczonych ubrań, reperuję te, ktore się da, chowam te, z którymi zobaczę się już wiosną.

Daleko mi dziś do projektu 333, ale przynajmniej wiem co mam, czego mi nie trzeba (łatwiej wówczas nie wrócić do domu z nowym, niepotrzebnym łaszkiem). Ciekawe co znajdzie się tu za dwa lata?

Ubrań sportowych mam sporo. 7 par spodni/spodenek/leginsow, 5 topów, 7 koszulek/bluzek, 2 kurtki do biegania.


Bielizna? 5 kompletów. Plus kilka specjalnych części bielizny (do sportu i na kobiecy czas).

Na noc mam 5 rożnych łaszków, zależy na co mam ochotę:-)


Na codzień noszę się bezstylowo, bezkolorowo, możliwe nawet że wkomponowuję się w miejskie szarości. Trzy spódnice, trzy pary spodni, 5 bluzek, czarnych, z rękawami o rożnej długości i rożnym kształcie dekoltu. Tezy bluzy z kapturem, kurtka, marynarka, jeden ciepły sweter.


Lubię tę sukienkę, w połączeniu z wełnianymi skarpetami, mogę w niej przemknąć przez ulice niezauważona, jakby w kapie niewidzialności

Wiem, panie Maleńczuk, mogłabym ubierać się w kolory.
No, ale tak lubię. Zainspirowała mnie kobieta, Matilda Kahl, ktora kupiła sobie kilka sztuk tych samych ubrań, by nie tracić czasu i energii na decyzje w sprawie niby błahej – a ważnej – jak wyglądać w pracy? Rozwiązałam ten dylemat po swojemu. Mam 7 sukienek, ktore mogę nosić przez cały rok do pracy. Kupuję nową (w sensie nową w ulubionym second handzie) kiedy jedna nie nadaje się już do niczego.


Dziś moja szafa to 4 szuflady (jedna to ubrania sportowe, bielizna nocna i część sukienek, druga to ubrania “po pracy”, trzecia i czwarta to bielizna, skarpety, pończochy itp,) plus kilka wieszaków.

Całość wyglada wciąż jak na zdjeciu sprzed roku...

Dobrze mi z tym, że mam co na siebie założyć. Łatwiej mi się też dba o to co posiadam. Czy potrzebuję koloru?

Hm, mam czerwone okulary i piękną jedwabną apaszkę wściekle niebiesko zieloną. Wystarczy 🙂

A wasze szafy?

Wernisaż

Byłam wczoraj na wernisażu żony mojego byłego szefa (które to spotkanie kwalifikuje się do 101 wizyt w 1001 dni)

Wiecie jak to jest, mała galeria, artyści mało (jeszcze) znani, główną publiczność stanowią znajomi znajomych, tacy jak ja i znajoma mama koleżanki Irenki ze szkoły.

Rozmowy to takie typowe small talk o niczym. Krąży wino. Krążą kanapki. Czytaj dalej

Buty z ananasa i torebka z grzybka

UPDATE Luty 2017

…i oto torebki z ananasa (z Pinatexu, o którym poniżej) sa dostepne rowniez w sklepie pani Aleksandry Kościkiewicz : http://www.alexandrak.co/category/pl/sklep-online-wszystkie-torby-pinatex-leather :*

***

Zupełnie bez związku z emocjami poślubnymi.

Układam moją nową listę – 101 w 1001 Bis.

Kilka punktów „zakupowych” kreci się wokół ubrań, według następującego schematu:

Etyka => Antydyskryminacja gatunkowa => być Częścią Zmiany => Czym zastąpić eleganckie skórzane obuwie, torebki, kurtki, paski i inne, unikając stylizacji hipisowskich (z całym szacunkiem dla hipisów, to po prostu nie mój styl). Czytaj dalej

“Antispéciste” Aymeric Caron

Czytam a właściwie podczytuję książkę Aymerica Caron, “Antispéciste”

To lektura dla mnie trudna, bo choć większość zawartych w niej informacji jest mi już znajoma, jego bardzo spokojny, prosty, narracyjny styl pióra sprawia, że te wiadomości bombradują mój mózg.

Wysadzają w mnie schrony, do których pochowała się świadomość a później nic już nie może być tak jak przedtem. Aby zagospodarować dziurę po leju potrzebuję przetrawić informacje, dodać kilka nowych elementów, coś jakby pastyleczki z Matrixa, niebieską czy czerwoną? by się zrekonstruować. Czytaj dalej

Garść przepisów słoikowych

Przeszłam właśnie kryzysik przedmałżeński, który zakończył się lekkim okaleczeniem – ścięłam sobie włosy. Chciałam krócej, ale fryzjerce ręka zadrżała. W efekcie, mam na głowie zebrę (moje włosy koloru naturalnie mysiego plus końcówki pasemek blond).


Do wesela się zagoi.

***

Czytaj dalej

Kakebo Baby Jogi

Pięć miesięcy z Kakebo – prowadzenie budżetu

O Kakebo pisałam już wcześniej, zanim zdecydowalam sie go użyć do prowadzenie budżetu, i po niespełna dwóch miesiącach.

Rozumiecie teraz, ze moim najbliższym celem finansowym jest odłożenie pieniędzy na ślub i wesele, tak, byśmy mogli opłacić te imprezy z własnych pieniędzy, nie ograniczając ani wyjazdów na wakacje, ani innych ważnych przyjemności.

Założyłam sobie, że pierwsze trzy miesiące 2016 roku przeznaczę na obserwacje moich finansowych zachowań, a kolejne 9 przeznaczę na wprowadzanie oszczędności, rubryka po rubryce.
Minął zatem drugi miesiąc wprowadzania oszczędności.
Przyznam się i przed sobą i przed Wami, ze tak bardzo nie zaciskałam sobie pasa a i było kilka niespodzianek… Czytaj dalej

Kompost w wielkim miescie

Jak podaje oficjalne źródło  każdy mieszkaniec aglomeracji „Grand Lyon” produkuje 245 kg odpadów. „domowych” rocznie.

Ja + Ben + 2x Nasze Patchworki/2 (bo mieszkają polowe roku u Drugich Rodziców) = statystycznie : 735 kg śmieci, co roku.

Statystycznie 120 kg z tej prawie tony stanowią odpady „fermentowalne”, można wiec je kompostować.

Miesiąc temu przyszedł do mnie piękny pojemnik na kompost od ecovi. Czytaj dalej

Jak się kupuje mieszkanie we Francji – część czwarta, wycieczki po bankach

Jeśli już decydujemy się na zakup mieszkania we Francji, to znaczy ze przemyśleliśmy wspomniane wcześniej punkty (Po co mi to? Gdzie? Dom czy mieszkanie ? Razem czy osobno? ) i możemy zacząć pierwsze wycieczki po bankach i firmach wyspecjalizowanych w pośrednictwie zawierania usług kredytowych (po francusku: courtier expert en prêt immobilier). Czytaj dalej

Zero Śmieci ? 

Jestem w podróży. Mąż był kochany i odwiózł mnie na dworzec o 5h30. A ja byłam tak nieprzytomna, że zostawiłam w samochodzie torbę ze śniadaniem i metalową butelkę z wodą.

Bo kiedy mogę, to szykuję i zabieram prowiant ze sobą. Nie tylko za względów ekonomicznych czy dlatego, że tak jest zdrowiej.

Rownież by uniknąć tego :


Czytaj dalej

Jak się kupuje mieszkanie we Francji – część trzecia : Razem czy Osobno?

Właściwie pytanie powinno brzmieć nadrzędnikowo: Z kim? Z czym?

Jeśli jesteś w związku małżeńskim, bez specjalnych umów przedmałżeńskich, albo jeśli jesteś osobą aktualnie żyjącą samotnie i decydujesz się na zakup nieruchomosci –  nie mam w tych konfiguracjach doswiadczenia.

Ale, jeśli żyjesz w związku partnerskim, bardzo się kochacie i chcecie już teraz wziąć kredyt i zacząć wić sobie gniazdko – zapraszam do lektury.

Gorąco zachęcam, szczegolnie Panie, by uregulować prawnie zaangażowanie finansowe na wiele,  wiele lat. Dzis jesteśmy piękni i młodzi, ale kredyt mieszkaniowy bierze sie na lat od pietnastu do dwudziestu pięciu. To szmat czasu. Wszystko się może zdarzyć. Oł je.

Po kilku miesiącach dyskusji, szukaniu rozwiązań oraz wizycie u adwokata (300€ za godzinę), przyjmijcie w prezencie poradę najbardziej interesującej opcji – jeśli żyjecie bez papierka i macie każde z was, dzieci z poprzednich związków.

(Tak się zastanawiam, ilu z moich czytelników jest w takiej sytuacji i dochodzę do wniosku, że niewielu 🙂 ale żarty na bok: zabezpieczyć się warto, i warto wiedzieć, że istnieją rozwiązania prawne na najbardziej fantazyjne układy:-))

La SCI et le démembrement croisé des parts sociales.

Czyli :

Po pierwsze założyliśmy rodzinne SCI, czyli société civile immobilière. Akt sporządzony notarialnie, obowiązkowe ogłoszenie w gazetce ekonomicznej o utworzeniu spółki, inne opłaty skarbowe – to wydatek miedzy 800 a 1500 €.

Do tego doliczyć należy roczne koszta utrzymania konta bankowego – ktore nie jest “prywatne” tylko “profesjonalne”, w zależności od banków, od 100 do 300 euro rocznie.

Ale warto.

W prawie francuskim członkowie rodziny mogą założyć spółkę, zarządzającą jedną lub wiecej nieruchomościami. Członkowie spółki mają ustalone wartości “akcji” spółki, na przykład 30% i 70% lub 50%i 50% (jesli jest ich dwoje) lub inne wartości, na przykład jesli jest ich więcej.

W naszym przypadku jest to 50%-50%.

Po drugie – démembrement croisé des parts sociales – czyli coś w rodzaju “podziału ze skrzyżowaniem akcji”.

Mieszkanie “podzielone jest” na 100 akcji. Jedno z nas jest właścicielem 1-50, drugie 51-100. Każde wyznaczyło, jako dziedzica 🙂 swojej części swoją córkę.

Ale co się dzieje, jesli jedno z nas umiera? Część przypada więc spadkobiercom, a tu też wszystko się może zdarzyć.

Zatem w prawie francuskim istnieje opcja “usurfrutier” – “użytkownika”. Czyli każde z nas jest właścicielem 50% mieszkania i “dożywotnim użytkownikiem” pozostałych 50%. Prawa użytkownika, w przeciwieństwie do akcji, się nie dziedziczy.

Co chroni obie strony : spadkobiercę i żyjącego członka spółki  : po śmierci właściciela akcji spadek oczywiscie się należy, ale spadkobierca nie może zmusić żyjącego członka spółki do sprzedaży mieszkania,  lub wyprowadzenia się z niego, by wyegzekwować spadek. 

Po śmierci obu akcjonariuszy nieruchomosci są po prostu najcześciej sprzedawane.

W mniej odległej przyszlosci – jeslibysmy się rozstali, w naszej umówie mamy prawo wykupić akcje drugiej osoby, rozwiązać spółkę i pozbyć się prawa dożywotniego użytkownika. Albo sprzedać. Of course.

***

Tak jak pisałam we wstępie – jest to, naszym zdaniem, najlepsza opcja dla osób w sytuacji z naszymi parametrami : dla NieŚlubnych Patchworków z dziećmi z poprzednich związkow.

Chętnie poczytam o innych rozwiązaniach i jak one wyglądają w praktyce.

***

Gdzie szacunek i zaufanie, ktoś zapyta? Czy zawsze trzeba tak nieromantycznie kombinować?  

Na to odpowiedzieć mogą jedynie osoby poszkodowane przy niechronionym prawnie wspólnym kupnie nieruchomosci. 

Pozdrawiam.

Home Made

Kochany Pamiętniku.

Wezmę z dzisiejszego dnia kilka minut aby sobie wypisać, co udaje mi się robić sposobami domowymi.

Pasta do zębów. 

Właściwie nie jest to pasta do zębów (bo wierna jestem i pozostanę pomarańczowym tubkom od Elmexa) tylko środek na pozbywanie się kamienia nazębnego. Przepis otrzymałam od mojej dentystki (która nie daje mi żadnych “super produktów” ani lekarstw – profilaktyka i profilaktyczne wizyty dwa razy do roku). Trafiłam do niej z ostrym zapaleniem dziąseł spowodowanym właśnie kamieniem nazębnym. (W nawiasie napiszę, że jak się pije alkohol, to naraża się na ryzyko podniesienia poziomu PH śliny, i szybszego powstawania kamienia, a kawa i herbata powodują, że on ciemnieje:)).

Składniki:

  • Woda utleniona .
  • Bicarbonate De sodium (czyli wodorowęglan sodu, czy też soda oczyszczona).

Mieszamy małe ilości, tak by powstała papką, ktorą myjemy sobie zęby 2 razy w tygodniu (lub cześciej, gdy jest taka potrzeba), na przemian z pastą do zębów. Zastepuje z powodzeniem płyn do płukania jamy ustnej, ktory kupujemy w aptekach. Oszczędność rzędu kilku euro. Ale wżniejszy od kilku euro jest fakt, że nie kupujesz kolejnej plastikowej butelki, kolejnego opakowania (a i soda i woda utleniona mają masę innych zastosowań w domu i przy pielęgnacji urody).

Płyn do prania.

Skladniki:

  • 100 g Mydła “do prania”  (ja kupiłam kostkę 400 g savon de Marseille, za 3 euro). Ważne jest, by mydło, którego używamy, nie zawierało gliceryny (bo ona sprawia, ze ubrania staja sie nieco “wodoodporne”)
  • 3 łyżki stołowe albo Bicarbonate de Sodium (sody oczyszczonej) albo Cristaux de Soude (Węglan Sodu) (okolo 2-3 euro)
  • 3 litry wody.
  • Olejek eteryczny (ktory sie placze po mieszkaniu od kilku miesiecy)

Sposób wykonania?

Ścieramy mydło na tarce warzywnej.
Gotujemy 2 litry wody I rozpuszczamy w niej mydło. Mieszamy. Kiedy mydło jest rozpuszczone, dodajemy bicarbonate de sodium lub cristaux de soude. Mieszamy, mieszamy co pewien czas, do wystudzenia, ponieważ mieszanka gęstnieje. Kiedy całość się przestudzi dodajemy pozostały litr wody (może być zimna) i dodajemy kilka kropli olejku eterycznego (ponoć skuteczny sposób, zapobiec pleśnieniu mieszanki) .

Do tej pory stosowałam kapsułki z mydłem z Marsylii J firmy Persil. Akurat skończyły mi się kapsułki do prania, kosztują takie okolo 11 euro/26 kapsulek. 3 Litry (okolo 100 ml plynu na pranie, czyli 30 pran) to wydatek mniejszy niz 1 euro.

Poza niewątpliwie interesującym aspektem finansowym jest jeszcze opakowanie . Sodę i kryształy sodu sprzedaje się w papierowych torebkach, kosztują grosze i starczają na długie miesiące. Mydło nie ma opakowania w ogóle, sprzedaje sie je w kostkach. 

Piorę tak już drugi tydzień. Najpierw oczywiscie testowalam posciel, reczniki, koszule Bena, pozniej ubrania dzieci (od jazdy konnej) – swietnie sie dopraly – i dopiero na koncu pozostale rzeczy 🙂

Zamiast płynu zmiękczającego, wlewam biały ocet. (Którego naturalnie po praniu nie czuć)

Makrame

Która wykonaliśmy wczoraj wieczorem z dziećmi. 

   

 Instrukcja znajduje się tutaj:

Potrzebujemy sznurka i doniczki do zawieszenia kwiatka. Sznurek kosztuje 1,80€ w pobliskim sklepiku, doniczki i koraliki są z odzysku.

W następnym razem zajmę sie sadzeniem groszku i zielonej fasolki : szybko rosną, ładnie pachną, moze dadzą jakies owoce ale przede wszystkim zazielenią nam loggię 🙂

Jak się kupuje mieszkanie we Francji – Cześć druga – Po co Ci to ?

 

Chce kupic mieszkanieW ubieglym tygodniu zostawiłam Was z zadaniem zrobienia autoportretu : kim jestem dzisiaj, kim chce być jutro, jak się to ma do moich planów mieszkaniowych oraz jakimi środkami dysponuję, aby ewentualnie wziąć kredyt.

Dziś zastanowimy się po co chcemy kupić mieszkanie (we Francji) i jak ta ochota ma się do naszej dzisiejszej sytuacji. Czytaj dalej

Emigracyjna Historia Alternatywna

“Those who cannot remember the past are condemned to repeat it”.

Google podaje, ze autorem aforyzmu jest George Santayana, no proszę, ja zawsze myślałam ze to był Karl Marx.

Mniejsza o to.

Znacie takie historie ?

Wujek, tata koleżanki, sąsiad – wyjechał z Polski. Kierunek : Zachód. Czytaj dalej

Kawalerka do wynajęcia w Lyonie

Mili moi czytelnicy,

Od 5 czerwca w Lyonie przybędzie jeszcze jeden pokój a właściwie kawalerka do wynajęcia.

To jest to miejsce, w którym z calą rodziną Patchworkową (i z psem Pepperem) mieszkaliśmy przez dobre dwa miesiące podczas prac remontowych w naszym domu.

Zapraszam :

Airbnb : kawalerka do wynajęcia. Czytaj dalej

Konsumentka

Zapraszam na cykl wpisow dotyczacych zywnosci, ktore beda ukazywac sie nieregularnie. Nie beda to bilety o “prawidlowym odzywianiu sie”, tematem ich nie beda przepisy.  Chcialabym, w wolnym tlumaczeniu, przyblizyc Wam ksiazke, ktora mna potrzasnela, to jedna z tych, ktore przeszkadzaja – zyc.

Pozwole sobie pominac osobowosc autora (Jean-Pierre Coffe jest ekscentrykiem, czasem prowokatorem), fakt, ze sie ponoc powtarza (no tak, nie jest to jego pierwsza ksiazka o jedzeniu) I przejde od razu do (tak, bardzo nieeleganckiego) tytulu: Czytaj dalej

#36 – Zasada Pareto na przykladzie mojej (nie)minimalistycznej szafy.

Przeprowadzki, remonty oraz wakacje, to fantastyczne okazje, by przejrzec zawartosc “szafy”. Szczegolnie, ze szafy w sensie stricto nie mam i jestem w trakcie jej projektowania. Nic odkrywczego, prawda ?

Przegladam wiec i moja, i co w niej znajduje ? Potwierdzenie zasady Pareto (20/80). Nosze 20% rzeczy znajdujacych sie w szeroko pojetej “szafie”. Czytaj dalej

#18 – music box – oczko

Znalazłam torbę z kasetami.
Tu we Francji, w moim piątym mieszkaniu, znalazłam torbę z kasetami.

Wieczór smutku i wspomnień. Powspominałam jak nagrywałyśmy z Anią piosenki, jak siedziałyśmy i liczyłysmy minuty, tak by zmieściło się na jednej stronie.
Bardzo twórcze zajęcie, zrobic taką składankę. Wybrać z ulubionych piosenek te, które bedą sie razem komponowały. Albo jak nagrałam na bajkach z dzieciństwa Modern Talking 🙂 Czytaj dalej

#17 – Książka Elise Franck

Dopiero dzisiaj wpadła w moje ręce, chociaż w mojej biblioteczce jest już od kilku lat. Przyznam ze wstydem, ze sam tytuł mnie odrzucał, po minimalistycznych porządkach tylko cudem ta książka się w niej ostała.

Z pewnymi tematami jest jak z nauka języków. Na przykład, jeśli uczysz się francuskiego, ale dopiero zaczynasz i nie znasz francuskiej mentalności nie będzie Cie śmieszyła komedia “Les Bronzes font du ski”.  Czytaj dalej

Nawyki – organizacja miejsca pracy

Mam to szczęście, ze moge pracować w domu. Urządziłam sobie biuro, ale przyznam, że po pierwsze stoi na nim moj prywatny komputer a po drugie lubię pracować rownież na kanapie, w fotelu, w łożku, przy stole w jadalni, w kuchni a nawet przy biurku Irenki. Pozniej chodzę i zbieram, nie tylko kubki po yerba maté ale i kable od ładowarki, tu zostawiłam słuchawki, tam zeszyt… Czytaj dalej