Wolontariat i gierki psychologiczne

W ubiegłym tygodniu wzięłam udział w bardzo intersującym szkoleniu dla wolontariuszy.

Od razu zaznaczę, ze po śmierci jednego z podopiecznych stowarzyszenia z którym „współdziałam” (dezerter z Legii Cudzoziemskiej, wiele lat na ulicy, zmarł w schronisku, na gruźlicę….) i odkąd jestem w ciąży, bardzo ograniczyłam bezpośrednie kontakty z osobami bezdomnymi. Czasem służę tłumaczeniem telefonicznym, ale ogólnie mówiąc wzięłam tę działalność w nawiasy.

Natomiast od dłuższego czasu wiem, dlaczego zaangażowałam się w wolontariat, znam moje motywacje (i ulegly one zmianie, od czasu kiedy napisalam ten bilecik ) limity i wartości, znają je również osoby, które zarządzają „armią” (kilkunastoosobową) wolontariuszy i dlatego zaproponowano mi udział w szkoleniu, mimo „przerwy na ciążę”.

I było to bardzo interesujące, inspirujące i pouczające.

Czytaj dalej Wolontariat i gierki psychologiczne

Ochrona środowiska (albo raczej natury)

Interesuję się szeroko pojętą Przyrodą i w zwiazku z tym uważnie przyglądam się organizacjom i stowarzyszeniom, które działają na rzecz ochrony, zwał jak zwał, Natury.

Ponieważ w ubiegły weekend zapisałam moje patchworki na Assemble generale (czyli zgromadzenie ogolne) stowarzyszenia Aspas, którego jestem biernym członkiem, chciałabym Wam przyblizyc tę niewielką organizację.  Czytaj dalej Ochrona środowiska (albo raczej natury)

Dobry film i sylwetka pewnej Damy

Na pierwszy rzut oka nic nie łączy świetnego filmu, zrealizowanego przez Alberta Dupontel, Au revoir là-haut , z sylwetka pewnej Damy, pani Suzanne Noel.  A jednak.

Dobry film (polecam)

Au revoir là-haut jest filmem nakręconym na podstawie książki Pierre Lemaitre (polski tytul : do zobaczenia w Zaswiatach). Pan Lemaitre otrzymal za nia prestizowa nagrode Goncourt w 2013r.  Film otrzymał w 2018r 5 równie prestiżowych Cezarow. A Albert Dupontel to jeden z moich ulubionych francuskich aktorów i reżyserów zatem serdecznie polecam obejrzeć te adaptacje.  Czytaj dalej Dobry film i sylwetka pewnej Damy

Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

Zaczęłam niegdyś „serię wpisów” o tym jak się kupuje mieszkania we Francji. W tak zwanym międzyczasie znajduję się teraz po raz pierwszy w skórze sprzedawcy.

I o tym Wam dzisiaj napiszę.

Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

Przede wszystkim trzeba się, tak jak w przypadku zakupu nieruchomości, uzbroić w cierpliwość.

To może być proces błyskawiczny, ale może również ciągnąć jak flaki z olejem. Czytaj dalej Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

Francuskie L4 czyli “arrêt de travail”

Od tylu lat mieszkam i pracuję we Francji, a na zwolnieniu lekarskim jestem dopiero po raz trzeci. Konkretniej mówiąc, raz na pięć lat i dlatego za każdym razem siedzę nad tym druczkiem, zastanawiam sie, czy wszystko dobrze wypełniłam (zeby nie dostać jakiegos zwrotu) i biegam po internecie w poszukiwaniu informacji co komu wysłać.

Dlatego postanowiłam sobie (i może Wam?) to zapisać w formie bilecika-przypominajki.

Francuskie L4 czyli arret de travail

Lekarz wypełnia częściowo druczek Cerfa numer 10170*0()) (ja otrzymalam *04) – Avis d’arrêt de travail.
Druczek z instrukcją można znaleźć tutaj :

https://www.ameli.fr/sites/default/files/formulaires/109/s3116.cnam_homol_en_cours_non_remp_sec_spec.pdf

Pacjent powinien go uzupełnić o następujące informacje : Czytaj dalej Francuskie L4 czyli “arrêt de travail”

Kakebo i 52 tygodnie oszczędzania

Już kiedyś sie w to bawiłam. Jednym z miłych wspomnień tamtego trudnego okresu jest właśnie poczucie zabawy.  O co chodzi w 52 Tygodniach Oszczędzania kiedyś bardzo ładnie opisała na swoim  blogu Anna.

Zasady sa proste, co tydzień, i przez 52 tygodnie, odkładamy – do słoika,skarbonki lub na konto – pewna sume.  W wersji “podstawowej” , zaczynamy od 1 – złotówki, euro, funta, dolara. W drugim tygodniu odkładamy 2, następnie 3 itp.
Przez 52 tygodnie powinno zebrać sie nam 1378 – złotych, dolarów, euro czy innej waluty, w której oszczędzamy.   Czytaj dalej Kakebo i 52 tygodnie oszczędzania

Prasówka interaktywna – We Demain

Prasówka interaktywna, dlatego, że oprócz krótkiego streszczenia wybranych artykułów z czasopisma “We Demain” dorzucam tu kilka linków, dla tych, którzy maja ochotę pogrzebać w tematach trochę więcej:)

Nie jestem zwolenniczka kupowania magazynów kolorowych, w przeciwieństwie do mojego męża (taaak), ale przyznam, że czasem przyniesie on do domu coś interesującego. Na przykład 19-ty numer czasopisma We Demain.

Sloganem pisma jest haslo „une revue pour changer l’epoque”, czyli „magazyn ilustrowany aby zmienić epokę”. I powiem wam, że po lekturze tego numeru, aż mam ochotę wykupić tam abonament. Dlaczego ? Kiedy przestałam czytać popularne tygodniki „społeczno – polityczno – ekonomiczne” – odetchnęłam. Przestałam  bać się kryzysu ekonomicznego, nadciągającej wojny i moich sąsiadów.  Tematy tam poruszane grają bardzo często na emocji strachu. Strachu przed katastrofą, przed agresją, na zniesmaczeniu wobec działań polityków („wszyscy są skorumpowani”, prawda ?).
A ja mam ochotę czytać o tym, co dzieje sie dobrego.  Na przykład o tym : Czytaj dalej Prasówka interaktywna – We Demain

Kakebo Anno Domini 2018

Kakebo znów pojawiło się na moim biurku, i czas najwyższy. Przygotowania do wesela w 2017, w pewnym momencie przekroczyły moje zdolności kontroli, analizy i syntezy, i przestalam zapisywać szczegóły. Ograniczyłam sie do podstawowych pozycji, jak kredyt za mieszkanie, podatki czy ubezpieczenia, i po prostu resztę roku przeżyłam w trybie “YOLO”.

No, ale. Teraz sytuacja troszeczkę sie zmieniła.

Czytaj dalej Kakebo Anno Domini 2018

Uchodźcy, rynek kontrolowany – przemysł humanitarny

Lubicie oglądać filmy dokumentalne ? Ja lubie. Nie tak, żeby codziennie – a chaque jour sa peine, jak mawiają Francuzi, ale od czasu do czasu, żeby ustawić sobie wartości w życiu, obejrze sobie taki dokument. Szczegolnie, ze w grudniu moja skrzynka na listy zasypana jest listami z prośbą o wsparcie dziesiątek stowarzyszeń i organizacji humanitarnych. A w co drugi sklepie stoja panie z Unicef-u i sprzedają kartki świąteczne. Kiedy można pomóc, warto zrobić to z głową, wybierając  w zgodzie ze stanem świadomości.

Na początku listopada bylam na konferencji – biznes związany z satelitami – i przy obiedzie los posadził mnie obok szefa jednej z dużych organizacji humanitarnych. Wcześniej, naiwna ja,  faktycznie nie zwróciłam uwagi na biznes, jaki może się kręcić na ludzkiej tragedii – na kataklizmach naturalnych, lub tych wywołanych ludzką działalnością, na wojnach. Rozmowa z tym panem naprawde otworzyła mi oczy. A w tym dokumencie znalazłam potwierdzenie, jak lukratywnym moze byc rynek humanitarny.

Dokument, do którego link podaję tutaj,  uwaga, zniknie z sieci publicznej za 6 dni, a warto go zobaczyć.

Réfugiés, un marché sous influence

Czyli : uchodźcy, rynek kontrolowany

Czytaj dalej Uchodźcy, rynek kontrolowany – przemysł humanitarny

Jestem czekaniem

Jestem czekaniem. Na zmianę życia. A szykują się zmiany.

Rysuje sobie te zmiany na karteluszkach, pisze luźne zdania na luźnych kawałkach papieru, w telefonie, na kompie. Bo wiem, że aby spełniły sie marzenia, najpierw trzeba je wyartykułować, zobaczyć, nadać im kształtów w myśli, aby mogly sie urzeczywistnic.

Podzielę się z Wami dwoma odkryciami, które jeszcze mocniej tę chęć zmian podkreślają. Czytaj dalej Jestem czekaniem

Randka ze Śmieciami

Jak może wiecie (jeśli zaglądacie na Insta lub stronę FB) od tygodnia ja i moje odpadki kuchenne mamy miejsce w dzielnicowym, sąsiedzkim kompostowniku (wspomniałam o nim tu :

https://chatkababyjogi.pl/2016/04/24/kompost-w-wielkim-miescie/

Kompostownik sąsiedzki został stworzony przez stowarzyszenie, i przez półtora roku byłam zapisana na liście oczekujących na miejsce rodzin.

Brzmi prześmiesznie, teraz, kiedy to czytam po raz drugi, zupełnie jakbym pisała o liście na miejsca do żłobka. NO ale, się doczekałam i teraz raz w tygodniu, we wtorki, między 19h i 20h mam Randkę ze Śmieciami. Czytaj dalej Randka ze Śmieciami

Mały Nowy Rok

“La Rentrée” czyli “Witaj Szkoło” to we Francji prawdziwy mały Nowy Roki. Coś się kończy – Lato (choć temperatury, 30 stopni Celsjusza, są wciąż letnie), urlop, zbyt krótka ciąża ale w końcu i to upierdliwe krwawienie. Coś zaczyna: nowy rozdział w naszym życiu, bez garde alternée, “bez” ale za to “z”…

Nawet jeśli to nie ja idę do szkoły, przez lata tresury, dokarmiania się reklamami i czytania artykułów o “powrocie do szkoły” zostaje mi w głowie odruch skompletowania wyprawki.
Ciężko umknąć potrzebie posiadania czegoś nowego.

Dlatego w tym roku poświęciłam ten dzień “wyprawce”, ale troszkę innej. Czytaj dalej Mały Nowy Rok

Bulletin de paie czyli francuska karta płac

Pracujesz legalnie we Francji ? Chcesz pracować legalnie we Francji ? Porozmawiajmy dziś o francuskich „bulletin de paie”, nazywanych również „fiche de paie” czyli o kartach płac.

Warto znać swoje prawa – i obowiązki – by mądrze się nimi posługiwać – i nie szkodzić sobie w przypadku na przykład konfliktu z pracodawca. Zachęcam gorąco każdego pracownika (i pracodawcę, szczególnie kiedy tworzycie małe firmy i zatrudniacie pracowników, bo jako przedsiębiorcy sami podlegacie przecież zupełnie innym prawom, prawda? :)) do przestudiowania tych praw i obowiązków. Nawet jeśli są obowiązkowe i „nic się z tym nie da zrobić – warto mieć świadomość, co się dzieje z pieniędzmi których nie widzimy bezpośrednio w naszym portfelu, a które czasem się tam dostają z zupełnie innej strony.

Ale nie tylko. Porozmawiajmy również o  tabelach płac minimalnych (grille de salaire), układach zbiorowych (convention collective) oraz o kosztach pracy i składkach.

Po lekturze tego (upierdliwego) bileciku łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego na przykład poprawne układy z pracodawcą zaczynają się psuć na przykład w wyniku przedłużonych zwolnień. We Francji (podobnie jak w wielu innych krajach, które mają rozwinięty system świadczeń socjalnych), jeśli pracownika nie ma fizycznie w pracy, pracodawca i tak jest obowiązany płacić za niego sporą część składek socjalnych.

A pisze o tym, ponieważ szykują się nam we Francji poważniejsze reformy, niż na przykład te o przedłużeniu wieku emerytalnego. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat czuje, ze te reformy wejdą w życie. Moze nie jutro, ale w ciagu 3-4 lat na pewno. Za kilka lat wrócę sobie do tego posta i westchnę – ach, to było wówczas tak ? Czytaj dalej Bulletin de paie czyli francuska karta płac

Miejskie odpady – źródło sukcesu rodzącego sie przemysłu

Możemy śmiało powiedzieć, że na początku XIX wieku, rodzący się przemysł swoje powodzenie zawdzięczał… używaniu miejskich pozostałości.

Miejskie odpady

Nie mówimy jeszcze o gospodarce cyrkularnej ale systematycznie odnajdujemy w przemyśle zastosowanie różnego rodzaju ekskrementów. W istocie, produkty „uboczne” miejskiego życia były głównie organiczne. Ale nie tylko

Możemy mówić o dwóch odrębnych kategoriach pozostałości wytwarzanych przez miasto: z jednej strony szmaty i kości a z drugiej błoto i ścieki z rynsztoka. Czytaj dalej Miejskie odpady – źródło sukcesu rodzącego sie przemysłu

Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Nie wiem, czy wasze skrzynki na listy są zalewane rożnego rodzaju petycjami. Moje są, ale to jedyna forma spamu, którą czytam. Mało tego, często nawet podpisuje elektronicznie różne petycje. W moim odczuciu najwięcej korzyści przynoszą akcje stowarzyszeń, które łączą petycje z wysyłaniem e-maili do „zainteresowanych” firm. Już tłumaczę się z cudzysłowu, ba, nawet podam przykład. Czytaj dalej Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Śmieć przed-współczesny (Homo Detritus)

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Pasjonująca książka o śmieciach

Poniższy bilecik powstał, by przybliżyć Wam, moi drodzy Czytelnicy, treść książki pana Baptiste Monsaingeon, Homo Detritus. Nie ośmielę się tego nazwać przekładem. Zachęcam tych z Was, czytających po francusku, do lektury oryginału i czekam z nadzieją na polski przekład.

Odpady w przeszłości.

Śmieć, na przestrzeni wieków, nigdy nie miał stałej definicji. Ta sama porcja materii raz zwana była odpadem, raz surowcem. Opowiedzieć historię śmiecia sprowadza się przede wszystkim do opisania tego, w jaki sposób grupy ludzkie zorganizowały swój stosunek do tego co zostaje, czyli pozostałości ich działań, czy to produkcyjnych, czy czysto biologicznych.

Śmieć jako rezultat porzucenia to wynalazek stosunkowo współczesny, pojawił się w krajach uprzemysłowionej Północy i wpisuje się dziś w model rozwoju ekonomicznego i kultury przemysłowej, które stały się globalne.

Miasta Błota

Czytaj dalej Śmieć przed-współczesny (Homo Detritus)

Homo Detritus – pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Editions de Seuil, maj, 2017.

Czytam właśnie, wróć, delektuję się świetną książką która opowiada o… śmieciach. O śmieciach, o naszym stosunku do odpadów, do wyrzucania, do tego czego już nie potrzebujemy.

o Autorze

W 2009 roku, Baptiste Monsaingeon wsiadł na żaglowiec, by zakosztować przygody, przygotowując materiał do swojego doktoratu o „nowym kontynencie” śmieci, który znajduje się gdzieś na Pacyfiku. Ale to co zobaczył po drodze przekroczyło wszelkie granice. Widział boat-boys wyrzucających na plaże zawartości koszy na śmieci. Turyści z jachtu mogli spokojnie mieć czyste sumienie – oni przecież śmieci wrzucili do kosza…

Widział góry śmieci, które tworzą wysypisko pod gołym niebem w M’Beubeuss, w Dakarze
https://www.youtube.com/watch?v=0arIENn-3Uo

Widzial Morza Saragossowe. Mnie uczono w szkole, ze rozmnażają się tam węgorze. Moja córka, być może będzie się uczyć, że znajduje się tam, nie, nie kontynent plastiku, ale raczej morze plastiku.

Gdy żaglowiec zawijał do portu, załoga rozmawiała o swoich obserwacjach z różnymi przedstawicielami lokalnych samorządów. Wszyscy mieli te sama piosenkę na ustach. Trzeba unowocześnić zarządzanie naszymi odpadami. Należy zmniejszyć ilość wytwarzanych śmieci, wykorzystać coś ponownie, przetworzyć. Wprowadzic w zycie słynne 3R. Czytaj dalej Homo Detritus – pasjonująca książka o śmieciach

Wyspa Wielkanocna

Zapraszam Was dzisiaj w wirtualna podróż na zagubioną na Pacyfiku Wyspę Wielkanocną. Piękne fotografie pochodzą, z bloga klubowej koleżanki, Ewy,, która prowadzi bloga “Cały ten Beneluks”  i na Wyspie Wielkanocnej spędziła podróż poślubną.

O Autorze i Książce

Jared Diamond  amerykański naukowiec, o bardzo wszechstronnych horyzontach. Znany jest szerszemu gronu głównie ze swojego stanowiska jeżeli chodzi o przekonanie o destrukcyjnym wpływie Człowieka na środowisko.

Czytam właśnie jego fascynująca książkę, Upadek, czyli jak cywilizacje decydują o przetrwaniu lub wyginięciu. Chciałabym podzielić się z Wami jego analizą upadku cywilizacji na Wyspie Wielkanocnej, wskazuje na katastrofę ekologiczną,  oraz zachęcić Was do lektury tej książki.

Za zgoda Ewy z bloga “Cały ten Beneluks” http://benelukszdzieckiem.blogspot.fr/2016/10/piec-najwazniejszych-miejsc.html

Czytaj dalej Wyspa Wielkanocna

Powidoki

Wczoraj miałam szczęście i poszłam do kina z Dorotą (autorka świetnego bloga o Lyonie)  na Powidoki , Andrzeja Wajdy . Na szczęście też film był w wersji oryginalnej. Po tragicznym tłumaczeniu napisów w wersji francuskiej, wciąż zastanawiam się, czy najbardziej niesamowity Francuz, któremu w ogóle chciałoby sie iść na polski film, przy najlepszych chęciach – coś zrozumial ?

Sam już tytuł, “niebieskie kwiaty”…. gdzie jest tłumacz???

W kinie spotkałam inna koleżankę, też z Polski, też z Łodzi, która jest w wieku mojej mamy.

Ujmę to tak : cieszę się, że dla mnie i młodszych ode mnie pokoleń sytuacje przedstawione w filmie należą do kart historii. Nie napiszę : “aż mi się wierzyć nie chce..,” bo wierzę, że tak było. A może i jeszcze gorzej?Kiedy Strzemiński stracił pracę na uczelni, bo odmówił mieszaniu się polityki do sztuki, nie miał zamiaru wspierać socrealizmu (zresztą nie dlatego, że to był socrealizm, ale dlatego, że była to po prostu ingerencja w sztukę). Zatem został wyrzucony z uczelni która współtworzył. Pozbawiony legitymacji związku artystów, nie tylko nie mógł zdobyć żadnego zatrudnienia, pieniędzy i stracił dostęp do kartek żywnościowych. Nie mógł nawet kupić farb (bo farby w sklepie dla plastyków mogli kupować wyłącznie plastycy zrzeszeni w związku). Koleżanka w wieku mojej mamy powiedziała, że film jest bardzo bliski jej wspomnieniom z dzieciństwa.

Zainteresowała mnie natomiast bardzo koncepcja powidoków, przedstawiona w pierwszej i jedynej radosnej scenie filmu, kiedy na zajęcia w plenerze dołącza nowa studentka, Hanna… Czytaj dalej Powidoki

#16 – Luty Bez Foliówek

Kochani,
Pozwólcie mi zacząć tydzień od bardzo przyjemnej wiadomości – wraz z kilkoma dziewczynami, którym bliski jest ideał życia bezśmieciowego, zarzadzilysmy “wydarzenie” na fejsie, Luty Bez Foliówek (#LutyBezFoliowek). No dobrze, nie jest sekretem, że Luty Bez Foliówek jest częścią szerszego projektu : Nie znoszę śmieci 🙂 (#NieZnoszeSmieci), ale trzeba od czegoś zacząć, a najłatwiej jest zwyczajnie zacząć od prostego, codziennego gestu, jakim są zakupy:

Luty Bez Foliówek
Czytaj dalej #16 – Luty Bez Foliówek

O eksperymentach i kryzysach w związku

O eksperymentach i kryzysach w związku

Ok, będzie dość osobiście. Zabrzmiało, jakby mój blog na co dzień nie był osobisty.

Jak zapewne wiecie, jedzenie i picie, jest obok poczucia bezpieczeństwa, zapewnionego dachu nad głową, oddychania, załatwiania potrzeb fizjologicznych i seksu, podstawa piramidy potrzeb według Maslowa. Jeśli rusza się coś na tym poziomie, z pewnością przesunie się dużo części powyżej. Czytaj dalej O eksperymentach i kryzysach w związku

jestem, jestem, dbałam o finanse

Dzieje się dużo i o prawie wszystkim chciałabym Wam opowiedzieć. Zacznę od tematu finansów osobistych.

W naszym budżecie domowym największy wydatek stanowi bezsprzecznie kredyt mieszkaniowy.

Mam taki cel, cel nie tylko marzenie – pozbyć się tego kredytu zanim skończę 50 lat. I powoli, krok po kroku go realizuję. Chciałabym wejść do banku z kwotą, która została nam do spłacenia i uregulować sprawę “od ręki”. Póki co robię jednak to co mogę (a nie to co bym chciała) czyli uważnie obserwuję rynek kredytów nieruchomości. Oprocentowanie kredytów ciagle spada.  Czytaj dalej jestem, jestem, dbałam o finanse

#6 – Sekretne Życie Drzew

« C’est une faiblesse inhérente à la nature humaine que de fermer les yeux sur les dangers qui ne sont pas échéance immédiate. Tout phénomène marche lente et progressive ne réussit jamais, dans quelque domaine que ce soit, à inquiéter personne. Le drame de la forêt, en quelque pays que ce soit, réside en ce qu’on a toujours tendance la sacrifier l’immédiat. » (M. BOUDY, ancien Directeur des Eaux et Foréts du Maroc. « Cahiers des Ingénieurs Agi-alla- 171eS )) 3° trimestre 1949.)

Wiele dobrego napisano o tej książce, i moja opinia o niej jest również bardzo pozytywna.

Niewiele wiem o lesie i życiu drzew i dlatego ta lektura okazuje sie wpasc na odpowiedni grunt. Opowieść niemieckiego leśnika o tym, że drzewa tworzą społeczności, ze porozumiewają sie za pomocą systemu korzeni i grzybni, rosnących z nimi w symbiozie, o miejskich “dzieciach ulicy”. Wszystkie te słowa wpadły do mojego chłonnego umysłu, ktory fotosynteza zainteresował sie ostatnio na lekcjach biologii w liceum…I otworzyla sie furtka, wiodaca w nowe miejsca.

Przyznaje, publicznie, bezmiar mojej niewiedzy. Niewiedza jest potężnym narzędziem i może wyrządzić krzywdę. Niewiedza objawia sie tym, ze wolimy przyklejać łatki (na przyklad cos ma “naturalne”pochodzenie (jak piżmo w perfumach z wyższej półki – bezsprzecznie jest naturalne), “bio” (jak “mięso od szczęśliwej krowy”, hodowanej na łące. ), autentyczne (jak piękny mebel z luksusowego drewna), “etyczne” (jak papier lub choinka pochodzące z lasów gospodarczych).

*** Czytaj dalej #6 – Sekretne Życie Drzew

Pieniądz lokalny (w Lyonie – la Gonette)

Na mojej liście 101 w 101 bis jest wzmianka o Pieniądzu lokalnym.
Po praz pierwszy usłyszałam o pieniądzu lokalnym oglądając film “Jutro” (“Demain”) , gdzie omówiono przykład Funta Bristolskiego (tutaj przesyłam uściski Żanecie, od której otrzymałam na klubowe Mikołajki, między innymi taki oto bristolski souvenir 🙂

i pomyślałam sobie, że to faktycznie ciekawa inicjatywa – skoro kilka podmiotów gospodarczych w to wierzy, a mnie to właściwie nie kosztuje więcej pieniędzy, to czemu nie spróbować ? O pieniądzu lokalnym ciekawie opowiada ten filmik a przeczytać o nim możecie na przyklad tutaj. Podoba mi sie rowniez idea, podkreślona przez Panią Izabele Litwin, że “należy budzić w ludziach poczucia podmiotowości, tzn. świadomości, że wszystko zależy od nas”.

Dziś pieniądz lokalny istnieje w wielu miejscach w Europie (we Francji, według tej mapy, okolo 30 w użyciu i wiele innych jako projekty), ale jak dotąd nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś z moich znajomych sie nimi posługiwał.

W Lyonie funkcjonuje La Gonette. W tym tygodniu po raz pierwszy wymieniłam Euro na Gonette i wróciłam do domu z papierami w stylu Monopoly.

Czytaj dalej Pieniądz lokalny (w Lyonie – la Gonette)

#3 – Datki 2017

Dla niektórych monotonia, dla innych (dla mnie) harmonia. Początek roku, praca nad domowym budżetem wre. Postanowilam kontynuować ubiegłoroczny schemat i wybrałam znow 12 organizacji i stowarzyszeń, którym pomogę finansowo w nadchodzącym roku.  O różnicy między datkami a pomoca finansowa pisalam juz w ubieglym roku. Dla mnie datki są po prostu forma decydowania, na co idzie cześć moich podatków (dla przypomnienia, od 66% do 75% przekazanych sum, w zależności od statusu organizacji lub stowarzyszenia)można odciągnąć od podatku) a pomocy finansowej udzielam komuś bez oczekiwania na ulgi fiskalne czy jakieś inne gratyfikacje.

Ta lista jest to dla mnie zarazem i ściągą (gdyby mi sie zapomniało) i trochę świadectwem ewolucji moich poglądów. Czytaj dalej #3 – Datki 2017

Wegański Bocuse d’Or czyli o Lyonie, gastronomicznej stolicy Francji

Kuchnia francuska. To jest Sztuka. Świętość. Bajka !

A Lyon, proszę Państwa, jest stolicą gastronomiczną Francji.

Restauracje mają swoje prestiżowe gwiazdki, zupełnie jak Szefowie Kuchni, a ich nazwiska wymienia się, pobożnie, ostrożnie i z duma, szczególnie kiedy miało się szczęście stołować w jakimś słynnym spocie.

Wśród moich 10 prac emigrantki był, a jakże, epizod restauracyjny, skąd wyniosłam nie tylko znajomość hierarchii „w kuchni” i „na sali”, metody negocjacji z dostawcami, sztukę „nadawania wartości” mrożonym marchewkom ale również bardzo subtelny system notowań, u kogo modnie jest jadać a u kogo nie.

Kilka lat później miałam przyjemność bywać w różnych restauracjach tzw. gastronomicznych, a nawet w moje urodziny zostałam kiedyś zaproszona do Mekki lub Watykanu, jak kto woli, lyońskiego kultu – do Paul Boucuse. Czytaj dalej Wegański Bocuse d’Or czyli o Lyonie, gastronomicznej stolicy Francji

Z pogadanką do szkoły

Pisałam już Wam o tym ze “lobby de la viande” czyli francuskie lobby przemysłu mięsnego „zaprosiło się” do francuskich szkół, prawda ? krótkie przypomnienie:

Interbrev, czyli Interprofession betail et viande otrzymało dotacje z parlamentu europejskiego by interweniował w szkołach (przedszkola, szkoły podstawowe) aby „uczulić dzieci na konieczność zdrowego jedzenia”.

A teraz mamy ciąg dalszy. Bardzo, bardzo ciekawy, według mnie.

Ponieważ moje dzieci są już w gimnazjum, nie mam wieści z pierwszej ręki.

Ale skoro NAWET Francuska Telewizja publiczna zaczęła się interesować tym tematem to pozwólcie, że ja też to odnotuje: Czytaj dalej Z pogadanką do szkoły

Cowspiracy

Dziś zwrócę się do szczęśliwych posiadaczy konta Netflix.

A gdybyśmy tak zrobili przerwę w oglądaniu ulubionego serialu (a przyznam, ze seriale na Netflixie są wciągające) i włączyli, dla odmiany, film dokumentalny ?

Film „Cowspiracy” ma już ponad dwa lata, to żadne „early window”, i o samym filmie napisano już dziesiątki, setki biletów na blogach (świetna recenzja Eveliny)  ale może tak obejrzeć go ponownie ? zaprosić koleżankę lub sąsiadkę na wspólne oglądanie ? Byłyby z tego same korzyści:

Uświadomienie sobie pewnych faktów…
Tyle czytam, oglądam i rozmawiam o wpływie hodowli zwierząt na ekonomię, etykę czy zdrowie, ale dopiero ten film uświadomił mi co następuje:

  1. Dlaczego żadna z międzynarodowych organizacji wypowiadająca się w sprawach środowiska naturalnego (na przykład Greenpeace ?) nie potwierdzi jednoznacznie – lub nie zinterpretuje jak to ujęto w filmie – korelacji miedzy wycinaniem lasów Amazonii i tworzeniem na ich miejscu pastwisk dla trzody ? Odpowiedz az rzuca się w oczy : Greenpeace i inne tego typu organizacje funkcjonują po części z naszych datków. Zależy im na tym, by jak największa część społeczeństwa opłaciła składkę / datek. A dziś wciąż większa część społeczeństwa jest tzw „ omnivore” czyli wszystko jedząca. Osoby, które przez przypadek uświadomiłyby sobie, ze spożywając mięso (i soję !!!) szkodzą planecie, o której „zdrowie” przecież walczą, wspierając *Greenpeace. (Napisałam to, ale wciąż uważam, ze jeśli mam do wyboru Greenpeace albo świat bez Greenpeace, wybieram Greenpeace.)
  2. W 2015 roku było nas, ludzi 7 miliardów. (kiedy kończyłam liceum, hkm, było nas 6 miliardów).
    Jeśli przyjmiemy, że mięso jest konieczne do zdrowego życia”, czy naprawdę podtrzymamy, z punktu widzenia ekonomii, tezę, że każdy powinien jeść mięso ? Z wielka uwaga słucham znajomych (i obcych ) ludzi, którym zależy przecież na tym, by podawać sobie i swoim dzieciom „dobre i zdrowe” jedzenie. Ba, pamiętam ten argument bardzo dokładnie, ponieważ sama często go stosowałam, kiedy weszłam na ścieżkę produktów „bio i organic”. Przecież ja kupuję u rolnika/małego producenta, gdzie zwierzęta mają szanse widzieć lakę i słonce (zanim wyśle się je do rzeźni i z ich tuszy zrobi steka lub szyneczkę). Jeżeli przez chwile zastanowimy się nad tym, ile kilogramów mięsa produkuje tzw gospodarstwo ekologiczne to uzmysłowimy sobie, ze nie starczy nam ziemi na Ziemi, by przekształcić ja w pastwiska dla krów, z których chcemy zrobić mięso dla 7 miliardow osób.Hodowla zwierzat na mieso / mleko oraz konsumpcja miesa / mleka jest niedemokratyczna.
  3. USA (ale i kraje Unii Europejskiej) dofinansowują przemysł mięsny i mleczny. Czy człowieku jesz mięso czy go nie jesz, z Twoich podatków opłacane są subwencje.
  4. Ach, to kolejny z tych tematów, które śmieszyłyby mnie, gdyby temat był śmieszny. Polowanie. Stoje w tym ultrachic barze, na środku zatoki w sercu Singapuru. Sącze zapewne już 4 lub 5 lampkę szampana za dużo i z ogromną uwaga słucham przystojnego Amerykanina, który tłumaczy mi dlaczego lubi chodzić na polowanie. „Bo kiedy trzymam strzelbę, czuje ze mam władze nad naturą”. “A może zalozylbys kalosze i poszedł na grzyby ? To tez forma wlacdzy nad natura…” Patrzymy na siebie jak Marsjanin z Wenusjanka. Kurtyna. Wracając do Cowspiracy. Tam padło bardzo ważne stwierdzenie. Tak, ludzie kiedyś polowali, ale to było w czasach gdy na kontynencie amerykańskim żyło może z 10-20 milionów ludzi. Dziś w USA żyje 320 milionów ludzi.(Czy nie zastanawia Was fakt, ze z 7 miliardów osób na Ziemi, zaledwie 320 milionów żyje w USA, i to właśnie wyborami prezydenckimi w tym kraju emocjonujemy się najbardziej ?) Nie chce Wam psuć przyjemności wychwytywania perełek w tym dokumencie, obejrzyjcie go, naprawdę warto

Oglądając Cowspiracy na chwile oderwiecie się od Gilmore Girls, Herose czy Black Mirror i zajrzycie do świata, w którym jacyś szaleńcy ryzykują karierę, wolność a może i życie, porzucają utarte ścieżki „metro-boulo-dodo” czyli przysłowiowe francuskie „metro-praca-spanie”, przeciętną egzystencję i porywają się z kamerą by choć odrobinę zmienić przyszłość . Poświęćmy im te godzinę – dwie uwagi. Z szacunku dla tego, co robią.

A jeśli uda wam się zaprosić sąsiadów, to czemu nie otworzyć butelki dobrego wina i po prostu miło spędzić wieczór, uzyskując wspólnie (jesli argumenty zawarte w filmie do Was nie trafia)  “smutne, ale coś przecież trzeba jesc”  ?

POLECAM

PS. Polecam bardzo inspirujące blogi moich Klubowych koleżanek, z których dowiecie się (jeśli jeszcze ich nie znacie), dlaczego dieta bez produktów odzwierzęcych przynosi wiele radości.
VEGANAMA
Bezgrzeszna Rozpusta
A tutaj znajdziecie 30 dniowe wyzwanie, w ktorym pewna sympatyczna pani podpowiada Wam, krok po kroku, jak zacząć przygodę z weganizmem.

Pozdrawiam serdecznie
1780916_10152286629297717_9191761311871554977_n

Nie zamykajmy oczu…

 

Dziś stowarzyszenie L214 złożyło skargę w trybunale w Limoges, przeciw ubojni, w której uśmierca się krowy „na mięso” – krowy, które sa jeszcze ciężarne.

http://www.l214.com/enquetes/2016/abattoir-made-in-france/limoges/

Co roku we Francji zabija się 2 miliony krów. Ostatnie śledztwa, których wyniki opublikowało stowarzyszenie L214 pokazuje jak wygląda egzystencja krow za murami rzeźni.

Dziś zdjęcia z ubojni w Limoges pokazały nowy akt dramatu : ubój krów ciężarnych. Wyniki dostępnych badan pozwalają oszacować, ze 10 % krow w ubojni jest ciężarnych a czasem praktycznie przed połogiem. 200 000 krów rocznie.

Każdego dnia cielak, który jest gotowy do porodu umiera zaduszony, w macicy matki, podczas kiedy krowa jest zabijana i cięta na mięso. Te cielaki sa następnie wyrzucane do śmieci jako odpad przemysłowy.

Świadomi charakteru etycznego tej sytuacji, ministrowie Niemiec, Danii, Holandii i Szwecji zwrócili się do EFSA (European Food Safety Authority) aby otrzymać naukową opinię w sprawie ryzyka płodu wystarczająco uformowanego by odczuwał cierpienie i bol.

Chaque année, près de 2 millions de vaches sont tuées en France. Les récentes enquêtes révélées ces derniers mois par L214 ont permis d’entrevoir ce qu’elles endurent derrière les murs des abattoirs. Aujourd’hui, les images de l’abattoir de Limoges mettent en lumière une autre facette de la violence des abattoirs : celle de l’abattage des vaches gestantes. Les études disponibles estiment qu’environ 10% des vaches abattues sont gestantes et parfois prêtes à mettre bas.

Chaque jour, des veaux sur le point de naître meurent lentement dans le ventre de leur mère, s’asphyxiant pendant que leur mère est tuée et découpée. Ils sont ensuite jetés à la poubelle, comme des déchets.

Conscients de l’enjeu éthique présenté par cette situation, des ministres allemand, danois, néerlandais et suédois ont saisi l’EFSA afin d’obtenir un avis scientifique sur les risques pour des fœtus suffisamment développés d’être exposés à la souffrance et à la douleur.

Par ailleurs, le gouvernement allemand vient de soumettre à la Commission européenne une proposition visant à interdire l’abattage des vaches gestantes au moins lors du dernier tiers de leur gestation, soulignant qu’il est établi scientifiquement que les veaux ont la capacité de souffrir à ce stade de leur développement.

Nous, signataires, demandons au Ministre de l’agriculture de soumettre au vote du Parlement français un projet de loi visant à interdire la mise à mort de vaches gestantes, au moins lors du dernier tiers de leur gestation.

Nie zamykajmy oczu. Nie dajmy się ponieść „logice” – „przecież cos musze jeść” ?

 

Nie musisz jeść wołowiny.
Nie musisz jeść cielęciny.
Nie musisz jeść wieprzowiny.
Nie musisz jeść jagnięciny.
Nie musisz pić mleka – krowy, kozy…

Nie musisz jeść serów, pisze to ja, BabaJoga mieszkająca od 15 lat we Francji, gdzie sery są świętością. Nie musisz jeść jogurtów.

Alternatywy istnieją. Wystarczy otworzyć oczy.

 

#głosujportfelem – o świadomości

Jako wynagrodzenie mojej pracy otrzymuję pensję. Dzięki inwestycji w Airbnb mam jeszcze inny przychód, ale pokrywa on na razie koszt inwestycji, przyjmijmy zatem, ze 100% mojego dochodu sanowi moja pensja.

Dzięki Kakebo i prowadzeniu budżetu wiem, że dzisiaj moje wydatki stale (kredyt za mieszkanie, podatki, ubezpieczenia, media, niezbędne abonamenty, oszczędności i projekty ) stanowią ponad 70% mojego dochodu. Na „życie” (bieżące wydatki, takie jak żywność, ubranie, transport i podróże, oszczędności, niespodziewane wydatki itp. zostaje mi zatem mniej niz 30% . (powyższe 70% mogę podciągnąć czasem podciągnąć pod kategorie „wolny wybor” jak na przykład przy wyborze firmy dostarczającej nam prąd – ale jestem świadoma tego, ze to żaden „wybór” o rynku energii widzianym moimi oczami też napiszę)

W moim pojęciu „glosowanie portfelem” polega na tym, by codziennymi decyzjami umieszczać to „wolne” X (w moim przypadku ok. 30%)  w takich rękach, które z tymi pieniędzmi zrobią coś, z czego będę dumna, co podniesie mój „indykator szczęścia”.

Warto odpowiedzieć sobie, jaki akt kupna podnosi mój indykator szczęścia? Dla mnie sa to zakupy : bezodpadowe, kupione w jak najkrótszym obiegu, gdzie wszyscy “aktorzy” (producenci, pośrednicy i konsument) znajduja satysfakcje. W sklepach “charity shop”, gdzie używanym przedmiotom daje sie drugie zycie Jesli kupuje nowe przedmioty (ubrania, kosmetyki) – dbam, by byly to przedmioty bio/ethical/ z “vegan label”, lub stworzone przez znajomych, lub w sklepach, w ktorych mozna wejsc, pogadac z ekipa, z wlascicielem, tworca… Czytaj dalej #głosujportfelem – o świadomości

Zakupy Zero Śmieci – środki czystości

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o zakupach zero sieci w sklepie Day by Day.

Czekając aż otworzy się sklep A la Source chadzam do Day by Day.

Produkowanie w domku własnych środków czystości pozostaje bez wątpienia najbardziej ekonomicznym rozwiązaniem. Ale przyznam, ze nie zawsze mam na to czas (płyn do prania), nie opracowałam zadowalającej na dłuższą metę recepty (płyn do zmywania) a niektóre produkty u nas nie działają tak jak powinny (sól i ocet w zmywarce).
Szykuję się do wyjazdu służbowego a wiem, ze to w takim momencie zazwyczaj kończy się jakiś zero-odpadowy środek, a po powrocie zastaje chemie kupioną pospiesznie i bez zastanowienia…

Dlatego uzupełniłam domowe zapasy a przy okazji przetestuję pod względem ekonomii i skuteczności kilka produktów „zero waste”.

Jak wyglada kupowanie w sklepie zero smieci ?
Przychodzimy z wlasnymi pojemnikami, które sa ważone, a nastepnie uzupełniamy je produktami, na które mamy zapotrzebowanie.



Bilans ekonomiczny: Czytaj dalej Zakupy Zero Śmieci – środki czystości

L214 – francuskie stowarzyszenie chroniące prawa zwierząt hodowlanych

Zainspirowana postem Moniki chciałabym Wam dzisiaj przybliżyć działalność L214. jest to francuskie stowarzyszenie chroniące prawa zwierząt hodowlanych.

Stowarzyszenie L214 działa od 2008, jest stowarzyszeniem “au but non lucratif”, czyli statutowo jego działalność nie ma na celu zarabiania pieniędzy.
Twórcy stowarzyszenia wpisują się w nurt antyspecyzmu, czyli anty-dyskryminacji gatunkowej, wprowadzają i rozprzestrzeniają te idee we Francji via Cahiers antispécistes.

Skąd się wzięła nazwa ?

L214 odnosi sie do zapisu L214-1 we francuskim Kodeksie Rolnym (code rural), który o zwierzętach hodowlanych stanowi:

Tout animal étant un être sensible doit être placé par son propriétaire dans des conditions compatibles avec les impératifs biologiques de son espèce

Każde zwierzę, jako istota odczuwająca (sensibles), powinna zostać umieszczona przez swoich właścicieli w warunkach odpowiadających biologicznym wymogom swojego gatunku.

Jaki jest cel istnienia stowarzyszenia ?

Czytaj dalej L214 – francuskie stowarzyszenie chroniące prawa zwierząt hodowlanych

Na straganie, w dzień targowy

Marché, czyli targ, to we Francji instytucja. W Lyonie, jak się człowiek dobrze zakręci, mozna robić zakupy na rynku przez cały tydzień. 

Zazwyczaj chadzam na targ przed pracą, rano, w piątek, bo mam maleńki ryneczek tuż za rogiem, rue Mongolfiers.

Czasem w środy, rano, przed pracą, trochę dalej.

Ale najbardziej lubię rynek na Croix Rousse (który odbywa się codziennie procz poniedziałków). I chodzić  tam z psiapsiółką. W weekend.

Wsiadam w metro, z moim koszykiem na zakupy (na kółkach), wypchanym siatkami z materiału.

Spotykam się na przykład z Beą, gawędzimy sobie, odwiedzamy ulubione standy, wymieniamy miłe słowa ze sprzedawcami. Żartujemy z moich materiałowych tytek, ale coraz cześciej ludzie pytają, gdzie je kupiłam, bo to praktyczne (i przyjazne środowisku ;-)).

Na targu mozna kupić wszytko – bardzo często dużo lepszej jakości niż w supermarkecie : warzywa, owoce, mięso, ryby, drób, jajka, nabiał – masło, jogurty, sery – wszystko na wagę. Czy muszę dodawać, że taniej niż w sklepie? 


Moje zakupy na rynku robię na cały tydzień i przeznaczam na nie zazwyczaj 50€. Troszkę wiecej w tygodniach gdy mamy dzieci, troszkę mniej w tygodniach bezdzietnych. 

Pozostałe 50€ wydaję w ciagu tygodnia na zakupy “suche i sypkie” – kasze, suche strączki oraz inne rzeczy o ktorych nie pomyslałam na targu. 

Kiedy jest piękna pogoda, po skończonych zakupach siadamy sobie w kafejce, cieszymy się słońcem i tym, że mamy czas.


Żyję w przekonaniu, że mamy wybór. Mam wybór spędzić sobotni poranek (lub popołudnie) jadąc na cotygodniowe zakupy do hipermarketu – szukać miejsca na parkingu, krążyć miedzy półkami, dać się kusić się na produkty, ktorych nie potrzebuję, stać w kolejkach i słuchać cudzych narzekań lub krzyków. 

Mogę rownież spokojnie sporządzić listę zakupów i potraktować czas zakupów jako spacer.

Całość – z dojazdem i kawą – zajęła mi 2 godziny – 2 godziny spokoju i przyjemności. 

Czego i Wam życzę przy codziennych zakupach. 

Jak tworzy się bezodpadowa przyszłość ?

Poprzez edukację.

Moja córka wróciła do domu, po tygodniowej nieobecności. Wymyśliłam sobie, żeby poszła ze mną na wyprawę do sklepu typu „zero waste” – Day by day.

Otwiera się teraz w Lyonie więcej takich miejsc, a ja #glosujeportfelem i lubię odkrywać i wspierać, nawet i drobnym zakupem, takie właśnie inicjatywy. Wierzę, że jeśli więcej ludzi zacznie robić w ten sposób zakupy, to suma naszych pojedynczych gestów zmieni sposób myślenia i konsumowania społeczeństwa jako całości. Czytaj dalej Jak tworzy się bezodpadowa przyszłość ?

Wernisaż

Byłam wczoraj na wernisażu żony mojego byłego szefa (które to spotkanie kwalifikuje się do 101 wizyt w 1001 dni)

Wiecie jak to jest, mała galeria, artyści mało (jeszcze) znani, główną publiczność stanowią znajomi znajomych, tacy jak ja i znajoma mama koleżanki Irenki ze szkoły.

Rozmowy to takie typowe small talk o niczym. Krąży wino. Krążą kanapki. Czytaj dalej Wernisaż

Buty z ananasa i torebka z grzybka

UPDATE Luty 2017

…i oto torebki z ananasa (z Pinatexu, o którym poniżej) sa dostepne rowniez w sklepie pani Aleksandry Kościkiewicz : http://www.alexandrak.co/category/pl/sklep-online-wszystkie-torby-pinatex-leather :*

***

Zupełnie bez związku z emocjami poślubnymi.

Układam moją nową listę – 101 w 1001 Bis.

Kilka punktów „zakupowych” kreci się wokół ubrań, według następującego schematu:

Etyka => Antydyskryminacja gatunkowa => być Częścią Zmiany => Czym zastąpić eleganckie skórzane obuwie, torebki, kurtki, paski i inne, unikając stylizacji hipisowskich (z całym szacunkiem dla hipisów, to po prostu nie mój styl). Czytaj dalej Buty z ananasa i torebka z grzybka

“Antispéciste” Aymeric Caron

Czytam a właściwie podczytuję książkę Aymerica Caron, “Antispéciste”

To lektura dla mnie trudna, bo choć większość zawartych w niej informacji jest mi już znajoma, jego bardzo spokojny, prosty, narracyjny styl pióra sprawia, że te wiadomości bombradują mój mózg.

Wysadzają w mnie schrony, do których pochowała się świadomość a później nic już nie może być tak jak przedtem. Aby zagospodarować dziurę po leju potrzebuję przetrawić informacje, dodać kilka nowych elementów, coś jakby pastyleczki z Matrixa, niebieską czy czerwoną? by się zrekonstruować. Czytaj dalej “Antispéciste” Aymeric Caron

Pięć miesięcy z Kakebo – prowadzenie budżetu

Kakebo Baby Jogi

O Kakebo pisałam już wcześniej, zanim zdecydowalam sie go użyć do prowadzenie budżetu, i po niespełna dwóch miesiącach.

Rozumiecie teraz, ze moim najbliższym celem finansowym jest odłożenie pieniędzy na ślub i wesele, tak, byśmy mogli opłacić te imprezy z własnych pieniędzy, nie ograniczając ani wyjazdów na wakacje, ani innych ważnych przyjemności.

Założyłam sobie, że pierwsze trzy miesiące 2016 roku przeznaczę na obserwacje moich finansowych zachowań, a kolejne 9 przeznaczę na wprowadzanie oszczędności, rubryka po rubryce.
Minął zatem drugi miesiąc wprowadzania oszczędności.
Przyznam się i przed sobą i przed Wami, ze tak bardzo nie zaciskałam sobie pasa a i było kilka niespodzianek… Czytaj dalej Pięć miesięcy z Kakebo – prowadzenie budżetu

Home made #2

Domowy Plyn do Prania
Dwa miesiące temu zaczęłam domową produkcję plynu do prania. Jak ten czas szybko mija. Wczoraj zrobiłam płyn po raz trzeci i obliczyłam,  ze w ciągu 2 miesięcy zrobiłam okolo 60 prań. (to dużo, ale jeśli wliczam w to dodatkowe pranie pościeli i ręczników, zwiazane z wynajmowaniem pokoju w Airbnb, to wychodzi że ok).

Pranie jest czyste tylko mankamentem płynu jest … brak t e g o zapachu, do którego byłam przyzwyczajona cale życie. Pranie nie pachnie bowiem niczym. Czytaj dalej Home made #2

Bobo

Zainspirowała mnie Ann i chciałabym podzielić się z Wami pewną myślą, która zawitała u mnie po przeczytaniu komentarza pod jej postem Skala Odpowiedzialnosci (polecam)

Otóż uważam (uważałam i będę uważała) że w życiu liczy się każdy gest. W związku. W diecie. W sporcie. W stosunkach z rodziną i znajomymi. W codzienności.

Opowiem Wam dziś o “bobo”. Czytaj dalej Bobo

Kompost w wielkim miescie

Jak podaje oficjalne źródło  każdy mieszkaniec aglomeracji „Grand Lyon” produkuje 245 kg odpadów. „domowych” rocznie.

Ja + Ben + 2x Nasze Patchworki/2 (bo mieszkają polowe roku u Drugich Rodziców) = statystycznie : 735 kg śmieci, co roku.

Statystycznie 120 kg z tej prawie tony stanowią odpady „fermentowalne”, można wiec je kompostować.

Miesiąc temu przyszedł do mnie piękny pojemnik na kompost od ecovi. Czytaj dalej Kompost w wielkim miescie

Jak się kupuje mieszkanie we Francji – część czwarta, wycieczki po bankach

Jeśli już decydujemy się na zakup mieszkania we Francji, to znaczy ze przemyśleliśmy wspomniane wcześniej punkty (Po co mi to? Gdzie? Dom czy mieszkanie ? Razem czy osobno? ) i możemy zacząć pierwsze wycieczki po bankach i firmach wyspecjalizowanych w pośrednictwie zawierania usług kredytowych (po francusku: courtier expert en prêt immobilier). Czytaj dalej Jak się kupuje mieszkanie we Francji – część czwarta, wycieczki po bankach

Zero Śmieci ? 

Jestem w podróży. Mąż był kochany i odwiózł mnie na dworzec o 5h30. A ja byłam tak nieprzytomna, że zostawiłam w samochodzie torbę ze śniadaniem i metalową butelkę z wodą.

Bo kiedy mogę, to szykuję i zabieram prowiant ze sobą. Nie tylko za względów ekonomicznych czy dlatego, że tak jest zdrowiej.

Rownież by uniknąć tego :


Czytaj dalej Zero Śmieci ? 

Jak się kupuje mieszkanie we Francji – część trzecia : Razem czy Osobno?

Właściwie pytanie powinno brzmieć nadrzędnikowo: Z kim? Z czym?

Jeśli jesteś w związku małżeńskim, bez specjalnych umów przedmałżeńskich, albo jeśli jesteś osobą aktualnie żyjącą samotnie i decydujesz się na zakup nieruchomosci –  nie mam w tych konfiguracjach doswiadczenia.

Ale, jeśli żyjesz w związku partnerskim, bardzo się kochacie i chcecie już teraz wziąć kredyt i zacząć wić sobie gniazdko – zapraszam do lektury.

Gorąco zachęcam, szczegolnie Panie, by uregulować prawnie zaangażowanie finansowe na wiele,  wiele lat. Dzis jesteśmy piękni i młodzi, ale kredyt mieszkaniowy bierze sie na lat od pietnastu do dwudziestu pięciu. To szmat czasu. Wszystko się może zdarzyć. Oł je.

Po kilku miesiącach dyskusji, szukaniu rozwiązań oraz wizycie u adwokata (300€ za godzinę), przyjmijcie w prezencie poradę najbardziej interesującej opcji – jeśli żyjecie bez papierka i macie każde z was, dzieci z poprzednich związków.

(Tak się zastanawiam, ilu z moich czytelników jest w takiej sytuacji i dochodzę do wniosku, że niewielu 🙂 ale żarty na bok: zabezpieczyć się warto, i warto wiedzieć, że istnieją rozwiązania prawne na najbardziej fantazyjne układy:-))

La SCI et le démembrement croisé des parts sociales.

Czyli :

Po pierwsze założyliśmy rodzinne SCI, czyli société civile immobilière. Akt sporządzony notarialnie, obowiązkowe ogłoszenie w gazetce ekonomicznej o utworzeniu spółki, inne opłaty skarbowe – to wydatek miedzy 800 a 1500 €.

Do tego doliczyć należy roczne koszta utrzymania konta bankowego – ktore nie jest “prywatne” tylko “profesjonalne”, w zależności od banków, od 100 do 300 euro rocznie.

Ale warto.

W prawie francuskim członkowie rodziny mogą założyć spółkę, zarządzającą jedną lub wiecej nieruchomościami. Członkowie spółki mają ustalone wartości “akcji” spółki, na przykład 30% i 70% lub 50%i 50% (jesli jest ich dwoje) lub inne wartości, na przykład jesli jest ich więcej.

W naszym przypadku jest to 50%-50%.

Po drugie – démembrement croisé des parts sociales – czyli coś w rodzaju “podziału ze skrzyżowaniem akcji”.

Mieszkanie “podzielone jest” na 100 akcji. Jedno z nas jest właścicielem 1-50, drugie 51-100. Każde wyznaczyło, jako dziedzica 🙂 swojej części swoją córkę.

Ale co się dzieje, jesli jedno z nas umiera? Część przypada więc spadkobiercom, a tu też wszystko się może zdarzyć.

Zatem w prawie francuskim istnieje opcja “usurfrutier” – “użytkownika”. Czyli każde z nas jest właścicielem 50% mieszkania i “dożywotnim użytkownikiem” pozostałych 50%. Prawa użytkownika, w przeciwieństwie do akcji, się nie dziedziczy.

Co chroni obie strony : spadkobiercę i żyjącego członka spółki  : po śmierci właściciela akcji spadek oczywiscie się należy, ale spadkobierca nie może zmusić żyjącego członka spółki do sprzedaży mieszkania,  lub wyprowadzenia się z niego, by wyegzekwować spadek. 

Po śmierci obu akcjonariuszy nieruchomosci są po prostu najcześciej sprzedawane.

W mniej odległej przyszlosci – jeslibysmy się rozstali, w naszej umówie mamy prawo wykupić akcje drugiej osoby, rozwiązać spółkę i pozbyć się prawa dożywotniego użytkownika. Albo sprzedać. Of course.

***

Tak jak pisałam we wstępie – jest to, naszym zdaniem, najlepsza opcja dla osób w sytuacji z naszymi parametrami : dla NieŚlubnych Patchworków z dziećmi z poprzednich związkow.

Chętnie poczytam o innych rozwiązaniach i jak one wyglądają w praktyce.

***

Gdzie szacunek i zaufanie, ktoś zapyta? Czy zawsze trzeba tak nieromantycznie kombinować?  

Na to odpowiedzieć mogą jedynie osoby poszkodowane przy niechronionym prawnie wspólnym kupnie nieruchomosci. 

Pozdrawiam.

Jak się kupuje mieszkanie we Francji – Cześć druga – Po co Ci to ?

 

Chce kupic mieszkanieW ubieglym tygodniu zostawiłam Was z zadaniem zrobienia autoportretu : kim jestem dzisiaj, kim chce być jutro, jak się to ma do moich planów mieszkaniowych oraz jakimi środkami dysponuję, aby ewentualnie wziąć kredyt.

Dziś zastanowimy się po co chcemy kupić mieszkanie (we Francji) i jak ta ochota ma się do naszej dzisiejszej sytuacji. Czytaj dalej Jak się kupuje mieszkanie we Francji – Cześć druga – Po co Ci to ?

Konsumpcjonizm, moda

Zapomniałam : w środę zaczęły się u nas Wyprzedaże.
Ten film i komentarz to tak przy okazji. Bo warto się zastanowić : czy potrzeba mi nowej sukienki ? Co i kogo wspieram kupując sukienkę za na przykład 5€…

#48 – Kupowac produkty lokalne i jesc zywnosc w zgodzie z sezonami

Brzmi tak banalnie. A przeciez wcale nie jest to takie latwe wprowadzic w zycie. Mieszkam w miescie i choc od kiedy zmienilam prace i pracuje w home office, kupuje w przydomowych sklepikach i unikam hipermarketow, to wcale nie znaczy, ze spozywalam zywnosc produkowana lokalnie i w zgodzie z sezonami. Zle nawyki, ot co.
Plan jest taki:

Czytaj dalej #48 – Kupowac produkty lokalne i jesc zywnosc w zgodzie z sezonami

Konsumentka

Zapraszam na cykl wpisow dotyczacych zywnosci, ktore beda ukazywac sie nieregularnie. Nie beda to bilety o “prawidlowym odzywianiu sie”, tematem ich nie beda przepisy.  Chcialabym, w wolnym tlumaczeniu, przyblizyc Wam ksiazke, ktora mna potrzasnela, to jedna z tych, ktore przeszkadzaja – zyc.

Pozwole sobie pominac osobowosc autora (Jean-Pierre Coffe jest ekscentrykiem, czasem prowokatorem), fakt, ze sie ponoc powtarza (no tak, nie jest to jego pierwsza ksiazka o jedzeniu) I przejde od razu do (tak, bardzo nieeleganckiego) tytulu: Czytaj dalej Konsumentka

#36 – Zasada Pareto na przykladzie mojej (nie)minimalistycznej szafy.

Przeprowadzki, remonty oraz wakacje, to fantastyczne okazje, by przejrzec zawartosc “szafy”. Szczegolnie, ze szafy w sensie stricto nie mam i jestem w trakcie jej projektowania. Nic odkrywczego, prawda ?

Przegladam wiec i moja, i co w niej znajduje ? Potwierdzenie zasady Pareto (20/80). Nosze 20% rzeczy znajdujacych sie w szeroko pojetej “szafie”. Czytaj dalej #36 – Zasada Pareto na przykladzie mojej (nie)minimalistycznej szafy.

Brocante 

Czyli Wyprzedaż, czyli odhaczyłam kolejny punkt z listy 101 w 1001 🙂

Ta była nietypowa, zorganizowały ją dwie fajne dziewczyny, wynajęły teatr, sprzedały miejsce (czyli stół) po 12€ i postarały się, żeby przyszło jak najwiecej ludzi. Czytaj dalej Brocante 

#18 – music box – oczko

Znalazłam torbę z kasetami.
Tu we Francji, w moim piątym mieszkaniu, znalazłam torbę z kasetami.

Wieczór smutku i wspomnień. Powspominałam jak nagrywałyśmy z Anią piosenki, jak siedziałyśmy i liczyłysmy minuty, tak by zmieściło się na jednej stronie.
Bardzo twórcze zajęcie, zrobic taką składankę. Wybrać z ulubionych piosenek te, które bedą sie razem komponowały. Albo jak nagrałam na bajkach z dzieciństwa Modern Talking 🙂 Czytaj dalej #18 – music box – oczko

#17 – Książka Elise Franck

Dopiero dzisiaj wpadła w moje ręce, chociaż w mojej biblioteczce jest już od kilku lat. Przyznam ze wstydem, ze sam tytuł mnie odrzucał, po minimalistycznych porządkach tylko cudem ta książka się w niej ostała.

Z pewnymi tematami jest jak z nauka języków. Na przykład, jeśli uczysz się francuskiego, ale dopiero zaczynasz i nie znasz francuskiej mentalności nie będzie Cie śmieszyła komedia “Les Bronzes font du ski”.  Czytaj dalej #17 – Książka Elise Franck

Nawyki – organizacja miejsca pracy

Mam to szczęście, ze moge pracować w domu. Urządziłam sobie biuro, ale przyznam, że po pierwsze stoi na nim moj prywatny komputer a po drugie lubię pracować rownież na kanapie, w fotelu, w łożku, przy stole w jadalni, w kuchni a nawet przy biurku Irenki. Pozniej chodzę i zbieram, nie tylko kubki po yerba maté ale i kable od ładowarki, tu zostawiłam słuchawki, tam zeszyt… Czytaj dalej Nawyki – organizacja miejsca pracy

Gość w dom, Bóg w dom

Otworzyłam mój dom dla Gości z Airbnb.

Była to naprawdę świetna decyzja. Pominę tutaj aspekt finansowy, chociaż był przecież pierwszą motywacją.

Od lat marzył mi sie taki “gościniec”. Nie bezosobowy hotel, nie rozwrzeszczany hostel, coś w rodzaju “chambres d’hotes”, pokoi do wynajęcia. Kiedyś ułożyłam  business plan, żeby otworzyć taki hostel, ale nawet na papierze przedsięwzięcie generowało straty.  Czytaj dalej Gość w dom, Bóg w dom