Archiwum kategorii: Francuska codzienność

Trzy-czte-ry czyli Busko Zdrój

No bo ileż można pisać o tym, że się jedzie z Mężem, Synem, psem i serami przez trzy dni 1500 km?

W niedzielę Mąż się odstawił na lotnisko w Balicach.

Ok, prawie się biliśmy o to kto ma prowadzić, tak miejsce za kierowcą było mało wdzięczne. Nie dość, że z ciała robiło się origami, to siedzący po prawicy Syn asertywnie dawał do zrozumienia co sądzi o tej podróży.

Czytaj dalej

Dzień drugi, road trip

Będzie ich ze trzydzieści, mam nadzieje, ze się Wam nie znudzi 😉

Zatem

Pożegnaliśmy Kaczkę i prawie spod francuskiej granicy pomknęliśmy przez Niemcy w stronę Polskiej granicy. Rozkminiamy, dokąd uda nam się dojechać, czy pod Wrocław, czy pod Kraków.

Po siedmiu godzinach (sic!) dotarliśmy do Drezna.

Nie pytajcie… już pisałam wczoraj, że zaliczamy co drugi parking na tej trasie…

W podróży nie chodzi ponoć o to, by gdzieś dotrzeć, tylko po to aby podróżować. Co też uskutecznialiśmy w tę sobotę. A że lubimy z Mężem robić ciagle rzeczy po raz pierwszy, pierwszy raz podróż do Polski zabiera nam 2 noce. Czytaj dalej

Podróż do Polski (dzień pierwszy)

Zaczęło się od tego, że Mąż mój wstał o piątej, „żeby popracować”. Kiedy się obudziłam, wróć, kiedy obudził się Stasiek i przemknął mi cień nadziei, że może się nim zajmie jeszcze z pół godzinki, Mąż odwarknął, że ma dużo spóźnienia. Nożeszku, żeby być spóźnionym od piątej nad ranem. Od słowa do słowa („No dzięki bardzo za twoje wsparcie!” „Jakie wsparcie człowieku, poluzuj trochę z tą robotą”, taki nasz klasyk) okazało się ze i tak przesunięta kilka dni temu na 17h godzina wyjazdu znów się obsuwa.

„Odbieram kolegę z dworca, jedziemy do Valence, a później prowadzę dwa warsztaty w centrum Lyon, wrócę po 18h”. Orzeszku…

Pokłóciliśmy się, jak zwykle przed podróżą, jak zwykle bez umiaru. Powiedziałam, że wyjeżdżam o 16h30, z nim na pokładzie lub bez niego. Nagle drugie warsztaty „się” odwołały.

Głupia baba, o półtorej godziny robić chłopu burdę, pomyślałby ktoś z niesmakiem. Ale wiedzcie, że po pierwsze, piątek godzina 16h30 to czas, gdy odbiera się dzieci ze szkoły (korki w mieście) i rusza na weekend (korki przy wjeździe do miasta od 17h00). Półtorej godziny spóźnienia może wydłużyć podróż o półtorej godziny korków, co daje 3 godziny spóźnienia. A i tak nadużyłam cierpliwości Kaczki, anonsując przyjazd o nieprzyzwoitej porze…

Po drugie, mój Mąż przesadza jeżeli chodzi o relacje z pracą, i jest to temat, który wałkujemy od kilku lat. Należy on do tych Francuzów, dla których wyjście z biura o 17h to jak „wziąć wolne popołudnie”, postawa która już od dawna (od kiedy pokłóciłam się z byłym szefem kilka lat temu) mnie zniesmacza.

Ok. Wyjechaliśmy. Korki umiarkowane, just on time.

To teraz Stasiek, który nie cierpi jazdy samochodem, wył do pierwszego parkingu, zaraz za bramką w Montluel (20 km od domu).

https://chatkababyjogi.pl/wp-content/uploads/2019/03/img_0062.mov

Czytaj dalej

Podróż do Polski

W mojej głowie ta Podróż do Polski zaczyna urastać do rangi wyprawy na biegun południowy.

Postanowiliśmy – przy okazji tego, że Mąż ma spotkania w Sophia Antipolis „a co ja będę sama robiła w domu?” – przetestować, jak sobie poradzę.

Ja, stara podróżnicza wyga, jak sobie poradzę w podróży ?

Tak.

Bo turystyka prawie samotna, z dzieckiem (!) (i jego wózkiem) i psem (!!), po Polsce (której już nie znam tak dobrze …) rysuje się hardcorowo.

Staram się, wróć, zmuszam się, do tego, by być zorganizowaną. Ale natura ciągnie wilka do lasu. Ciagle o czymś zapominam (co powoduje, ze muszę kupić nagle jakiś drobiazg, który się naprawdę przydaje, jak t e r m o s (!) na ciepła wodę do mleka dla dziecka… dzisiaj w sklepie trzymałam Staśka na rękach i wyszłabym bez wózka.

Mój synek najwidoczniej nie cierpi podróży samochodem. Nie wymiotuje (jeszcze?) ale płacze tak rozpaczliwie, że bez cyca co 30 min jest źle.

Mój pies, cóż, nie dogadaliśmy się z Mężem w sprawie jego edukacji, i to zwierzę ciagle wyprowadza mnie na spacer „na latawca”.

Pies jest kochany, ale mówię Wam, jak wyprowadzam go z dzieckiem w nosidełku, albo w wózku, to przechodnie mają niezły ubaw a ja zadaję sobie pytanie „po co”…

Z tej krótkiej podróży na południe Francji już (a wyjechaliśmy zaledwie wczoraj w południe) wyciągam następujące wnioski:

1. Listy, listy, ludzie listy piszą. Stoję przed koniecznością zrobienia kilku list:

◦ ubrania dla dziecka i dla mnie (minimalna lista, powiedzmy taki projekt 333) bo widzę, że znów w ostatnim momencie wyciągałam z kosza z brudnymi ubraniami wczorajsze spodnie dla małego a w torbie mam za to 10 body.

◦ Lista pralni samoobsługowych w miastach, w których się zatrzymamy (mam nadzieję, że są w Polsce takowe). Jest to cena przekonań i życia w zgodzie z własnymi decyzjami. Pieluszki prac muszę co 48 godzin i basta. To jest cała logistyka (jedna torba na brudne pieluszki, druga na czyste, co niby jest logiczne, ale kiedy piorę pościel ze studio, nie jest ona zasikana, wiec jedna torba mi wystarcza…)

https://chatkababyjogi.pl/wp-content/uploads/2019/03/img_9634.mov

◦ Lista zawartości torby „żarcie dla małego”. Bardzo się cieszę, że kupiłam ten aparat do gotowania na parze. Jest mały, lekki, wchodzi do zwykłej torby na zakupy i otwiera przed nami wiele możliwości. Plus noże do obierania i krojenia warzyw, niezbędnik do czyszczenia tego sprzętu, naczyń dziecka itp… (No jak się chce być zero waste…)

◦ lista wegańskich restauracji oraz sklepów ze zdrową żywnością…serio, gdzie się w Polsce kupuje warzywa sezonowe, lokalne i bez pestycydów ? Czy jest jakaś inna sieć, prócz tych bez owadów i płazów w nazwie?

2. Trasa i rozplanowanie wożenia się – nie żebym była psychosztywna i ze nie pozwolę sobie na zmiany i szaleństwa, ale serio, mój mały tak wyje, że albo ograniczę się do jeżdżenia samochodem w godzinach jego hipotetycznej sjesty, albo będę podróżować nocą, albo robić przerwy co 30 min na cyca…

3. Muszę zorganizować moje Clio prosto z raju tak, żeby zmieściło się to wszystko, co chce ze sobą zabrać (w obie strony). Wózek zajmuje jedno miejsce i albo on jest w bagażniku albo bagaże …

(Na zdjęciu : zawartość mojego bagażnika : wózek i torba brudnych pieluszek…)

(Na zdjęciu : podręczne, niezbędne drobiazgi. Minimalizm, gdzie jesteś ?)

4. No i doczytać o tym, gdzie mogę się pojawić z psem. Bo to jest dodatkowe utrudnienie tej wyprawy, z małym dzieckiem niż psem…

Zmęczyłam się tylko o tym myśląc .

No właśnie, po co mi zatem ta podróż?

Bo go jest jedyny moment w moim życiu (tak to dzisiaj widzę), że mogę wziąć samochód, dziecko i psa i wyjechać z Francji na 5 tygodni (w egzotyczne kraje), prosząc jedynie o podpis ojca dziecka na zgodę na wywiezienie dziecka z kraju. Jedyny taki moment w życiu, gdzie o trasie decyduję ja i przeznaczenie (choć jak zrozumieliście – o jej przebiegu raczej Stasiek).

Odwiedzę Rodziców, Siostrę, Babcie, Dziadka, Rodzinę…

Odwiedzę przyjaciół.

Będę miała okazję poznać osoby, które znam z internetu od ZAWSZE (kaczko!!!)http://la-terra-del-pudding.blogspot.com/?m=1

Czy wiecie, że z Kaczką znamy się najwyraźniej od czasów mojego pierwszego bloga, kiedy przyjechałam do Francji, czyli z czasów gdy urodziła się Irenka… z czasów blogów Wawrzyńca Pruskiego i Zimno… prehistoria.

Spotkam się również z wieloma wspaniałymi kobietami z Klubu Polki na Obczyźnie.

Tak. Dla tych wszystkich spotkań – warto nie siedzieć w domu, potrudzić się nieco z organizacją spania, prania, gotowania.

Odwiedzimy ze Staśkiem place zabaw, piaskownice, lasy i pola.

Dla tych wszystkich miejsc – warto nie siedzieć w domu i po prostu się nieco wysilić.

Według mnie, rzecz jasna.

Opieka dentystyczna, zabieg chirurgiczny i karmienie piersią

Rok temu miałam umówioną wizytę w klinice na zabieg usuwania zębów. Ponieważ wiązał się on z zastosowaniem neuroleptoanalgezji, przesunęliśmy termin na “po ciąży”. Przez rok używałam specjalnej pasty do zębów i płynów do płukania jamy ustnej ale w końcu nadgoniła mnie ta sytuacja. Wdała mi się poważna infekcja, najpierw uspokoiliśmy dziąsła antybiotykiem a 10 dni później ustawiliśmy się na zabieg.

Zabieg usuwania zębów, przygotowania, przebieg leczenia

Opiszę, jak wyglada cały ten proces leczenia we Francji w przypadku, gdy posiada się ubezpieczenie dodatkowe i ma się szanse na zabieg w prywatnej klinice. Jestem świadoma, że jeżeli nie posiada się odpowiedniej “mutuelle”, w szpitalu państwowym terminy są porównywalne do tych w Polsce. Czytaj dalej

O Szczęściu przy sprzątaniu

Przycupnęłam w prali automatycznej, która znajduje się na parterze, dwie kamienice od mojej kawalerki.

Włączyłam 25 kg prania (przez miesiąc w studio miałam tylko jednego gościa, wiec się uzbierało).

I patrzę na wirujące w pralkach ręczniki i pościel i ta spirala hipnotycznie przenosi mnie znów 15 lat wstecz. Czytaj dalej

Co zrobić z wandalizmem ?

Mamy przed kościołem, który stoi na placu pod moją kamienicą mały park.

Mały płac zabaw, kilka drzew, trawników, statua Joanny D’Arc.

Kiedy w sąsiedztwie było jeszcze schronisko dla bezdomnych, w parku siedzieli menele, chlali coś tam (bo na wódkę chyba ich stać nie było), wracali na wieczór grzecznie do ośrodka. Kiedy na plac zabaw przychodziły nianie z dziećmi, lub koło 16h30 wracały ze szkół i przedszkoli starsze dzieci, menele wędrowały na stopnie kościoła. Ogólnie mówiąc, była animacja, czasem niesmaczna, ale powiedzmy, że znajoma. Czytaj dalej

Wolontariat i gierki psychologiczne

W ubiegłym tygodniu wzięłam udział w bardzo intersującym szkoleniu dla wolontariuszy.

Od razu zaznaczę, ze po śmierci jednego z podopiecznych stowarzyszenia z którym „współdziałam” (dezerter z Legii Cudzoziemskiej, wiele lat na ulicy, zmarł w schronisku, na gruźlicę….) i odkąd jestem w ciąży, bardzo ograniczyłam bezpośrednie kontakty z osobami bezdomnymi. Czasem służę tłumaczeniem telefonicznym, ale ogólnie mówiąc wzięłam tę działalność w nawiasy.

Natomiast od dłuższego czasu wiem, dlaczego zaangażowałam się w wolontariat, znam moje motywacje (i ulegly one zmianie, od czasu kiedy napisalam ten bilecik ) limity i wartości, znają je również osoby, które zarządzają „armią” (kilkunastoosobową) wolontariuszy i dlatego zaproponowano mi udział w szkoleniu, mimo „przerwy na ciążę”.

I było to bardzo interesujące, inspirujące i pouczające.

Czytaj dalej

Dobry film i sylwetka pewnej Damy

Na pierwszy rzut oka nic nie łączy świetnego filmu, zrealizowanego przez Alberta Dupontel, Au revoir là-haut , z sylwetka pewnej Damy, pani Suzanne Noel.  A jednak.

Dobry film (polecam)

Au revoir là-haut jest filmem nakręconym na podstawie książki Pierre Lemaitre (polski tytul : do zobaczenia w Zaswiatach). Pan Lemaitre otrzymal za nia prestizowa nagrode Goncourt w 2013r.  Film otrzymał w 2018r 5 równie prestiżowych Cezarow. A Albert Dupontel to jeden z moich ulubionych francuskich aktorów i reżyserów zatem serdecznie polecam obejrzeć te adaptacje.  Czytaj dalej

Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

Zaczęłam niegdyś „serię wpisów” o tym jak się kupuje mieszkania we Francji. W tak zwanym międzyczasie znajduję się teraz po raz pierwszy w skórze sprzedawcy.

I o tym Wam dzisiaj napiszę.

Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

Przede wszystkim trzeba się, tak jak w przypadku zakupu nieruchomości, uzbroić w cierpliwość.

To może być proces błyskawiczny, ale może również ciągnąć jak flaki z olejem. Czytaj dalej

O szczepieniach (we Francji)

Z jednej strony zastanawiam sie, czy kobietom w ciąży nie powinno sie jakoś ograniczyć dostępu do internetu ? Oczywiście, zaraz sobie odpowiadam, że przecież bez tych kobiecych grup i tak byśmy oszalały z niepewności i obaw przed wszystkim, ale jeśli zachowamy resztki przytomności, na przykład : zasada : “sprawdzaj informacje najbliżej źródła”, to faktycznie, czegoś konkretnego jednak mozna sie dowiedziec.

Bo żeby podjąć decyzje o szczepieniu lub nieszczepieniu dzieci,to trzeba to zrobić z głową, będąc w pełni świadomymi konsekwencji.

Ten bilecik jest długi (i być może nudny) zatem uporządkowałam go następująco :

  1. Jakie szczepienia sa obowiązujące we Francji dla dzieci urodzonych tutaj, po 1 stycznia 2018 roku?
  2. Lista znanych mi szczepionek (nazwy komercyjne)
  3. Gdzie szukać informacji o składzie szczepionek, działaniom niepożądanym itp
  4. Kalendarz szczepień
  5. Dwa obozy, za i przeciw
  6. Czy zdecyduje sie zaszczepić mojego synka ? (Długaśne :))

Czytaj dalej

Francuskie L4 czyli “arrêt de travail”

Od tylu lat mieszkam i pracuję we Francji, a na zwolnieniu lekarskim jestem dopiero po raz trzeci. Konkretniej mówiąc, raz na pięć lat i dlatego za każdym razem siedzę nad tym druczkiem, zastanawiam sie, czy wszystko dobrze wypełniłam (zeby nie dostać jakiegos zwrotu) i biegam po internecie w poszukiwaniu informacji co komu wysłać.

Dlatego postanowiłam sobie (i może Wam?) to zapisać w formie bilecika-przypominajki.

Francuskie L4 czyli arret de travail

Lekarz wypełnia częściowo druczek Cerfa numer 10170*0()) (ja otrzymalam *04) – Avis d’arrêt de travail.
Druczek z instrukcją można znaleźć tutaj :

https://www.ameli.fr/sites/default/files/formulaires/109/s3116.cnam_homol_en_cours_non_remp_sec_spec.pdf

Pacjent powinien go uzupełnić o następujące informacje : Czytaj dalej

Kiedyś było lepiej

“Kiedyś było lepiej” to kolejny esej pana Michel Serres, którego bardzo podziwiam za dorobek naukowy i pozycję, jaką przyjmuje we współczesnym świecie, za pozytywne spojrzenie na przyszłość Francji.

Po raz kolejny broni on Pokolenie Które Dorasta, bo faktycznie, coraz więcej ludzi ma dość tego przysłowiowego „kiedyś było lepiej”. Ma dziś 87 lat i któż, jak nie on, może potwierdzić, czy Kiedyś było lepiej? Oto krótkie streszczenie kilu pierwszych stron książeczki.

Czytaj dalej

Biblioteka miejska w Lyonie

Dziś zapraszam Was do Biblioteki miejskiej w Lyonie.
Powinnam może doprecyzować, ze chodzi o siec 16 bibliotek (oraz jednego bibliobusa), ktore znajduja sie na terenie naszego w sumie zaledwie 500 tysiecznego miasta. Tak, biblioteki podlegają zarzadowi miasta Lyonu, a nie Metropolii Lyońskiej, która skupia w sumie 59 gmin i liczy ponad milion trzysta tysięcy mieszkańców.

Biblioteki, a właściwie coraz częściej mediateki, sa naprawde czadowymi miejscami. Polecam je wszystkim, którzy mają odrobinę czasu, nie wiedza co ze sobą dzisiaj zrobić a nie maja ochoty tłuc sie po centrach handlowych.

A już szczególnie mamom małych dzieci, bo każda biblioteka (ok, każda ktora mialam przyjemnosc  odwiedzic) ma specjalnie wydzielone miejsca dla maluchów. Można je puścić samopas, kosze z książkami są rozłożone do ich dyspozycji, a w środku książeczki niezniszczalne. Można sobie położyć sie na wysłanej poduchami podłodze i poczytać im, opowiadać historyjki itp. Można również oddać je czasem pod opiekę animatorek, które czytają bajki (przynajmniej raz w tygodniu) a samemu isc pogrzebać w książkach dla dorosłych.  Czytaj dalej

Legalna praca we Francji

Zbliża się teraz Nowy Rok i pewnie wiele osób robi plany na 2018. Być może jednym z celów do zrealizowania jest Legalna praca we Francji ?

Jeśli znacie kogoś, kto wybiera się pracować do Francji, dorobić sobie “u gospodarza”, jako rolnik, w rzeźni, jako drwal, jako przysłowiowy hydraulik, których we Francji naprawdę brakuje, na budowie, lub w innej robocie…
Może podsuńcie takiemu znajomemu (i jego rodzinie) ten tekst.

Pięć, sześć razy do roku zdarza mi się pomagać – przyznam zupełnie nieprofesjonalnie – zupełnie obcym Polakom, którzy znajdują się w sytuacjach naprawdę krytycznych. Ktoś ląduje w szpitalu, bez ubezpieczenia, bez grosza w kieszeni, kogoś wyrzucają z domu, chociaż przecież grzecznie płacił czynsz. Nie ukrywam, że najbardziej dramatyczne sytuacje to te, które opisałam kiedyś w bilecie : „alternatywna Historia Emigracyjna” – spotykam w „schroniskach” dla bezdomnych cienie dawnych ludzi.

Dobre zamiary – nie muszą ale mogą się skończyć prywatną katastrofa. Znam wielu Rodaków, którzy od lat pracują na czarno we Francji i szafa gra. Ale tragedie nie przydarzają się tylko „sąsiadowi”.

Oto scenariusz z którym spotykam się najczęściej. Czytaj dalej

Nie oglądaj telewizji, mówili

Nie oglądaj telewizji, mówili, co przypomniało mi się wczoraj, a właściwie dziś w nocy, koło 2 nad ranem, kiedy kończyłam oglądać dokument „les enfants de Daesh”.

To było już po tym, kiedy zjadłyśmy z moja córką lekką kolacje (roszponka z sosem vinegrette, kasza jaglana, ciecierzyca, duszona marchewka), po ty jak przy ciepłym świetle lamp w moim salonie oglądaliśmy sobie we dwie Twilight. Oglądałyśmy ten film, w tym samym czasie szydełkowałam Willow Squares, córka odpowiadała na snapy, omawialiśmy urodę Roberta Pattinsona…
Taki słodki wieczór, wypełniony czułością i łagodnością. Rozwiesiłyśmy jeszcze pranie, przeczytałyśmy/obejrzałyśmy album Jirô Taniguchi, wyszłam z jej pokoju i z uśmiechem zgasiłam światło.

***

A później, wpadłam na ten dokument : “Les enfants de Daesh”.
Czytaj dalej

Akcja Emigracja – Tu i Teraz

Jak zapewne wiecie, należę do wspaniałego  Klubu, zrzeszającego Polki na Obczyźnie.
Jedna z dziewcząt, Mariola, wpadła ostatnio na pomysł zorganizowania akcji #TuITeraz :

Poprosiła, by klubowiczki z całego świata zrobiły zdjęcie o konkretnej godzinie. Zapraszam serdecznie na bloga Akcja Emigracja, zobaczyć, co robiłyśmy w piątek, o 14h05 czasu polskiego.

Miłej niedzieli !

Na ratunek Magnolii

Mam dostęp do maleńkiej, oszklonej i przez większą część dnia zacienionej loggi. Na niej staram się urządzić mój Czarodziejski Ogródek. Dwiema roślinami, na których mi bardzo zależy są Magnolia i Róża. Pozostałe to osierocona przez zmarłą sąsiadkę pelargonia oraz zioła – pietruszka, melisa, bazylia, mięta, które jednak niechętnie tam rosną, i szybko stają się pożywką ślimaków i gąsienic. 

Nie było mnie długo w domu, prawie dwa miesiące, i osoby które miały podlewać mi rośliny nie do końca miały na to czas. Do tego doszły temperatury, sięgające 40 stopni. I inwazja ślimaków (skąd na drugim piętrze ślimaki, ja się pytam?). I ciem. Wpadłam do domu i się popłakałam. A było to w przeddzień wyjazdu w podroż poślubną. Oto co zobaczyłam: 

Magnolia : liście były przesuszone, osnute cieniutką pajęczynką, zjedzone przez ślimaki, przez zielone gąsienice ciem, z pozostałościami kokonów i łążcymi po całej roślinie białymi insektami.

Róża :pod różą wyrosły jakieś żółte grzybki . Róża jest pnąca i zamiast piąć się po siatce, zaczęła się piąć po szybie. Listki: cześć spalona, cześć owinięta przez pająki, mszyc na szczęście nie widziałam.

Na grupie Poszukiwaczy Roślin zamieściłam apel o pomoc z pytaniem : czy te dwie rośliny da się uratować? Czy mam zastosować mocne cięcia, zmienić ziemie w donicach i skrzyniach?

Ktoś (słusznie) poradził, bym zwróciła się z tym pytaniem na grupę „Kwiaty doniczkowe”, bo Poszukiwacze Roślin to grupa poszukiwaczy roślin. Oto jaką tam otrzymałam radę: Czytaj dalej

Zielone Święto

Przez wiele lat 15 sierpnia był dla mnie zwyczajnie dniem wolnym od pracy lub środkiem wakacji. W tym roku mogło być podobnie, ale było inaczej.

Od kilku miesięcy wkręciłam się w robienie mydeł. To prawdziwe uzależnienie. Po lekturze wielu blogów, kilku książek a przede wszystkim forum Piana Mydlana (dziękuję, że to miejsce w sieci istnieje i że panuje tu taka wspaniała atmosfera!) na razie postanowiłam ograniczyć skład moich mydeł. Przeszłam fazę zachłyśnięcia się sklepem „aroma-zone”, kiedy zrozumiałam, że wcale nie potrzebuje tych wszystkich fikuśnych akcesoriów, składników, żeby zrobić naprawdę dobre i fajne mydło. Moje mydła wracają więc w rejony minimalistyczne, składają się z najwyżej trzech tłuszczy: oliwy z oliwek (najczęściej), oleju kokosowego (szukam wciąż, czym by go zastąpić) oraz eksperymentalnie z oleju ryżowego (jest naprawdę świetny, mydełka są piękne, ale potraktowałam go raczej eksperymentalnie).

Na Pianie Mydlanej ktoś (Ag :)) podpowiedział, że oleje można wzbogacić ziołami i polecił inną grupę: Poszukiwacze Roślin. Znów, jakby otworzyła się przede mną sekretna furtka, znów uderzyła mnie potęga mojej ignorancji. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że potrafiłam rozróżnić i nazwać: pokrzywę, miętę, bazylię i melisę, krwawnik, mak, chaber i ledwo-ledwo dziurawiec. W lipcu byłam w Polsce i z prawdziwą przyjemnością poszłam sobie z moją Mamą na pole, nazrywać kilka znanych mi chwastów: krwawnik, chabry… Na łące poczułam się jak w sklepie z zabawkami: a co to może być, ten kwiatek ? Czytaj dalej

Niedzielni turyści – Massif des Bauges

Pozwólcie mi się zabrać na wycieczkę po Regionalnym Parku Naturalnym „Massif des Bauges” , jeden ze 127 geoparków na świecie, które otrzymały label UNSECO.

W moim odczuciu takie geoparki stają się powoli czyms w rodzaju skansenow. Kiedy wchodzisz na to konkretne terytorium, czas się rozmywa, wiesz, że jest XXI wiek, w chatce na górskiej polanie jest elektryczności (i być może internet), ale pasących się krów pilnują psy i równie dobrze mógłby być to rok 1950…
Geoparki mają także za zadanie dokumentować również wpływ zmian klimatu na cały ekosystem i na pewno ciekawie będzie kiedyś przeczytać opracowane badania.

Jeśli będziecie w rejonie jeziora Annecy i macie możliwość wygospodarować w planie zajęć jednego dnia, to gorąco Was zachęcam do takiej jednodniowej wycieczki. Warto !

Massif des Bauges jest dość rozlegly i można go zwiedzac na wiele sposobow, oto moje doświadczenie: Czytaj dalej

Bulletin de paie czyli francuska karta płac

Edit:

Luty 2019

Od stycznia 2019 wprowadzono we Francji podatek u źródła. Karta płac wyglada wiec trochę inaczej. Natomiast warto jest porównać sobie kartę płac z 2017 i 2019 (żeby sprawdzić, co jeszcze się zmieniło…)

? Pracujesz legalnie we Francji ? Chcesz pracować legalnie we Francji ? Porozmawiajmy dziś o francuskich „bulletin de paie”, nazywanych również „fiche de paie” czyli o kartach płac.

Warto znać swoje prawa – i obowiązki – by mądrze się nimi posługiwać – i nie szkodzić sobie w przypadku na przykład konfliktu z pracodawca. Zachęcam gorąco każdego pracownika (i pracodawcę, szczególnie kiedy tworzycie małe firmy i zatrudniacie pracowników, bo jako przedsiębiorcy sami podlegacie przecież zupełnie innym prawom, prawda? :)) do przestudiowania tych praw i obowiązków. Nawet jeśli są obowiązkowe i „nic się z tym nie da zrobić – warto mieć świadomość, co się dzieje z pieniędzmi których nie widzimy bezpośrednio w naszym portfelu, a które czasem się tam dostają z zupełnie innej strony.

Ale nie tylko. Porozmawiajmy również o  tabelach płac minimalnych (grille de salaire), układach zbiorowych (convention collective) oraz o kosztach pracy i składkach.

Po lekturze tego (upierdliwego) bileciku łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego na przykład poprawne układy z pracodawcą zaczynają się psuć na przykład w wyniku przedłużonych zwolnień. We Francji (podobnie jak w wielu innych krajach, które mają rozwinięty system świadczeń socjalnych), jeśli pracownika nie ma fizycznie w pracy, pracodawca i tak jest obowiązany płacić za niego sporą część składek socjalnych.

A pisze o tym, ponieważ szykują się nam we Francji poważniejsze reformy, niż na przykład te o przedłużeniu wieku emerytalnego. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat czuje, ze te reformy wejdą w życie. Moze nie jutro, ale w ciagu 3-4 lat na pewno. Za kilka lat wrócę sobie do tego posta i westchnę – ach, to było wówczas tak ? Czytaj dalej

Wybory parlamentarne we Francji 2017

wybory parlamentarne we Francji 2017

Z mojego punktu widzenia, efekt “Brexit” I “Trump” zaowocował we Francji jedną bardzo ciekawą sytuacją, którą należy interpretować pozytywnie. Przeciętni obywatele nareszcie zaczęli się nieco więcej interesować polityka.

Ja też się zainteresowałam więcej, nawet jeśli nie mam prawa głosu, to chyba dobrze wiedzieć, na kogo można byłoby zagłosować, gdyby miało sie prawo.

Zanim jednak przejdę do króciutkiej analizy listy elektoralnej w mojej dzielnicy, pozwólcie mi wyjaśnić dlaczego w ogóle organizuje się we Francji wybory parlamentarne zaraz po wyborach prezydenckich. Francuski Prezydent mianuje Premiera (i w rzeczywistości rząd), ale aby rządzić, rząd musi mieć poparcie Parlamentu, dlatego Prezydent może, (nie musi) rozwiązać poprzedni skład.

11 i 17 czerwca 7882 kandydatów będzie walczyć o 577 miejsc we francuskim Parlamencie.

Przekonania i wartości

Czytaj dalej

Bar Nos

Gigondas 

Gigondas jest to miasteczko w południowej Francji, które dało swoją nazwę jednej z apelacji AOC, wyodrębnionej z Côte du Rhône.  Dziś liczy sobie trochę ponad 500 mieszkańców.

Być może słyszeliście o francuskim polityku i uczonym z XIX wieku, Eugeniuszu Raspail, który był archeologiem, paleontologiem i geologiem. Odziedziczył po ojcu domenę de Colombiers i postanowił podejść racjonalnie do uprawy winorośli. To on sprawił, że wino Gigondas płynęło hektolitrami do Lyonu i tu zyskiwało rozgłos. Nie wiem, czy archeologiem był z zamiłowania czy z oportunizmu, może po prostu spotkał w życiu dużo sprzyjających okazji i potrafił je wykorzystać. Odkrył na przykład w okolicznych górach skamieniałe 3-metrowe jaszczurki, opisał je i nadal im nazwę. Podczas prac w winnicy Eugene odkrył głowę Bacchusa z czasu rzymskich. Kiedy indziej kupił wygrzebaną u sąsiadów rzeźbę, którą odsprzedał londyńskiemu British Museum, a pozyskane środki pozwoliły mu przekształcić “domenę” w “chateau” (chateau Raspail)

Dziś, w świąteczny czwartkowy wieczór miasteczko było słoneczne, senne i puste. Czytaj dalej

Anne with an “e” – udana adaptacja Ani z Zielonego Wzgórza

Czasem lubię podróże bez ruszania sie z kanapy a Netflix pozwolił mi właśnie przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda, do Avonlea, na Zielone Wzgórza.
Znalazłam sie tam razem z Ania (Amybeth McNulty Maryla (Geraldine James) , i Mateuszem (R.H. Thomson) oraz innymi postaciami z książki Lucy Maud Montgomery.
Nie ukrywam – nie znałam żadnego z aktorów. Ale juz po 30 minutach poczułam sie jak w domu.

W tych pierwszych 7 odcinkach podobało mi się… wszystko!

Zaczynając od przepięknej czołówki – te kilkadziesiąt sekund przykuło moją uwagę do tego stopnia, że nie widziałam żadnego nazwiska 🙂
https://www.hypnoseries.tv/liste-series.2.18/anne-1906.html
Czytaj dalej

Wybory prezydenckie we Francji, AD 2017, by BabaJoga

Część z Was pyta mnie czasem, co sądzę o francuskich „presidentielles”, pozwólcie mi zatem się wyrazić, ba, nawet podzielić moim zdaniem.

Przypominam, że mój blog jest blogiem osobistym i wyrażam się tutaj, tak jak chce.

W 2017 roku, w wyborach prezydenckich we Francji ja wciąż nie wybiorę nikogo, bo jestem, wciąż, obywatelka Polski, bez prawa głosu we Francji, chociaż finansowo wspierałam Zielonych, przynajmniej dopóki Yannick Jadot nie oddał swoich głosów na PS (partia socjalistyczna, niby), i tego tam Hamon, Benoit ze swego imienia, który w pierwszej turze zebrał zawrotny wynik 6% poparcia społeczeństwa. Z czego chyba 3% elektoratu to naprawdę byli Zieloni.

Swoja droga, jeszcze 2 miesiące temu rozmawialiśmy ze znajomymi o ideologii (Zieloni, Ekonomia, Rynek Pracy…), wyśmiewano mnie, za wiarę w to, że żaden przyrost ekonomiczny nie uratuje Środowiska, i że Natura i Środowisko powinny być nasza najwyższą preokupacją, ponad tradycyjną prawicą, lewicą czy obrazkiem na paszporcie. Dziś nikt już się ze mnie nie śmieje, śmieje się ja – tak byliście pewni, że wiecie czym jest Polityka, że wybieracie między Postępem, Tradycją i Bóg jeszcze wie czym, to teraz macie, wybór: odrąbać sobie rękę czy wyłupić oko. Czytaj dalej

Viva Las Vegas

Pozbieram się po tym szalonym tygodniu i napiszę o rozrywkach Las Vegas – bo tym razem doświadczyłam tego miasta w sposób “filmowy” – kolacja w uroczej restauracji, spektakl Cirque de Soleil, kluby nocne z prawdziwego zdarzenia…

Na początek : The Venetian.

Venetian,  ten hotel-casino zrobil na mnie naprawdę niesamowite wrażenie. Liczy sobie ponad 4000 pokoi hotelowych, a jego luksusowa “dobudówka”, Palazzo, ponad 3000 ! Oczywiście, dysponujac 7000 pokoi hotelowych (jeden z najwiekszych hoteli na świecie !) posiada własne centrum konferencyjne. Największe wrażenierobią  oczywiście weneckie kanały i gondolierzy śpiewajacy turystom prawdziwe arie! 

Gondolierzy w The VenetianTo oczywiście W hotelu, pod dachem…

Mieści się tam aż 16 restauracji, my wybraliśmy Mercato Della Pescheria. Na San Pellegrino skończyło się porównanie z Europa i włoska kuchnia, ale przecież nie dla smaku tu przyszliśmy, ale by posiedzieć na Placu św.Marka w środku amerykańskiej pustyni.

Płac św Marka w the Venetian

Nawet kostka brukowa wygląda jak świeżo po deszczu…

Cirque du Soleil i show “ô”

Byliśmy na niesamowitym show (bo przedstawieniem się tego nie da nazwać) Cyrku Słońca, czyli Cirque du Soleil, pod tytulem “ô”. 


Tytuł puszcza “ôczko” francuskiemu słowu “eau”, “woda”. Cyrk ten, w którym nie występują zwierzęta, ma rownolegle kilka przedstawien rozsianych po całym świecie. Jednak “ô” można zobaczyć tylko w Las Vegas, w hotelu Bellagio, a to dlatego, ze wybudowano, na potrzeby spektaklu specjalny basen, do którego z wysokości prawie 20 metrów skacza – czasem – mistrzowie olimpijscy ! Spektakl składa sie z 11 mini-przedstwawień i powiem Wam (brzydko), że kiedy otworzyła mi się, zupełnie niechcąco, buzia, gdy “podniosła się kurtyna” 

Kurtyna się podniosła, an raczej zniknęła by na koniec spektaklu wyskoczyć z ...kufra! Tak. Ta cała czerwona tkanina to jedwab, który zmieścił się w kufrze !
tak nie zamknęła mi się do ostatniego aktu. W tak zwanym międzyczasie wyrwało mi się z piersi nie raz i nie dwa “ACH!”.

Nightlife – Marquee i The Cosmopolitan

Większość targów organizuje, rownolegle do dziennych spotkań na hali wystawy, imprezy wieczorne. Mieliśmy szczęście załapać się do Marquee w hotelu the Cosmopolitan. Wiecie, ostatnie miesiące ryczącej trzydziestki, nie chadzam  regularnie po klubach nocnych, dlatego stanie w długaśnej kolejce, bycie sprawdzona przez pięciu ochroniarzy, ostemplowana dwukrotnie przed wejściem do sali nie zdarza mi sie na codzień. No ale kiedy już znalazłam się w środku, trudno było mnie wyprowadzić:)

Proszę pani, jutro, to znaczy dzisiaj, za 6 godzin otwieramy stoisko... Otwierajcie ! ?
No i moje wrażenia z targów. Na NAB, czyli National Association of Broadcasters przyjechało około 140 tysięcy ludzi. Było to pierwsze w moim życiu tak ogromne show.

Pomijając fakt, że ten rynek jest dla mnie wciąż nowy – weź człowieku znajdź potencjalnego klienta w takim tłumie!

Na codzień nie po drodze mi z telewizją, nie oglądam, nie znam celebrytów i VIP-ów, i powiedzmy szczerze, wszystkich ludzi traktuję z taką samą sympatią.

Po takim wprowadzeniu, przejdę do sedna. Bliskość LA sprawiła, że najczęściej słyszanym przeze mnie zdaniem było : “Google me, you will know who you talked to…”

I to jest chyba najciekawsze podsumowanie  mijającego tygodnia. Poznałam masę bardzo ciekawych lub po prostu miłych ludzi, nasłuchałam się komplementów, wracam z to-do-listą pracy na wiele tygodni…

Bawiłam się świetnie… ale cieszę się, że wracam do domu, do męża, psa, bałaganu w mieszkaniu, fochów moich nastolatek, szykowania naszego polskiego wesela…

No i do Was, bo też troszkę się stęskniłam 🙂

Wielkanocnie 

Szczęście to między innym spędzanie Świąt z ludźmi, których kochasz, robiąc to co lubisz.

Lecimy do Polski. Czekamy na przesiadkę.

Czytam książkę, zbiór poezji, moja głowa na sześciopaku mojego męża. Upajam się słowami, tymi pisanymi i tymi, którymi moje ukochane osoby komentują filmidło.

Koczujemy na środku hali B frankfurckiego lotniska, we trójkę.

Chwilo trwaj, jesteś taka piękna.


Wam też życzę Udanych Świąt.

Eksperymentujesz ? O czytaniu

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam bilecik Pani Strzelec O czytaniu, a raczej : po co czytać ? gdzie wspomina ona o tym, że czytanie nie zawsze wychodzi nam na dobre (z czym się całkowicie zgadzam).

Ja dziś napiszę o tym,

dlaczego czytanie – dla przyjemności ale i z przymusu – jest dla mnie ważne.

Aby dobrze wykonywać moją pracę, nie ukrywam, warto wypracować sobie umiejętności analityczne, ach, te dziesiątki artykułów, kto z kim, co robi i w jaki sposób, oczywiście w sensie która firma z która firma, comm’n ) oraz syntetycznych – wyłapać z tego co najbardziej ciekawe, podać dalej, kolegom, tak by oni mogli posłużyć się tą ulotną wiedzą. Nie ukrywam, ze chociaż uwielbiam moja prace, czytanie tych wszystkich plotek ze świata przemysłu jest nużące. Oj, napisałam: plotki ? No bo dziennikarstwem tego się nazwać nie da. Przychodzi do Ciebie Pani i mówi : pracuję dla tego edytora. Mamy (X) wyświetleń, jesteśmy najważniejszą platformą na rynku. Sprzedaje reklamy. Pytamy : a czy można napisać coś sponsorowanego o naszych produktach ? A, nie, bo my jesteśmy „obiektywni” i „niezależni” . Do tej pory wszytko jest ok. Tylko tydzień później czytam wielki „njus” o maleńkiej, kiepsko sobie radzącej na rynku firmie w której pracuje bliski przyjaciel Pani dziennikarki. Ręce opadają. Przejść przez ten gąszcz słów, marzeń o glorii niż faktów, czytać między wierszami… to naprawdę wyczerpujące…

To takie pseudo dziennikarstwo. Liczy się ilość reakcji a nie ich jakość, zgodnie z zasada: “nie ważne co gadają, byleby gadali”. Morze złej literatury i od czasu do czasu wysepka ze skarbem – mądrym tekstem, refleksją…

Ale bez tej krytycznej lektury, jak sobie wyrobić jakikolwiek osąd ? Nie wiem, jak Wy radzicie sobie, kiedy znajdujecie sie w sytuacjach jak z Gry o Tron. Ja staram sie cofnąć o krok, ułożyć fakty na stole, zbadać źródło informacji i dopiero wowczas podjac decyzje, i przyznaje – bez tego przymusowego przejścia nawet i przez źle napisane teksty nie byloby to dla mnie możliwe.

A co z czytaniem dla przyjemności ?

Dziś, gdy żyję w tempie, kiedy upływające sekundy są najbardziej wartościową rzeczą/konceptem w moim mikrokosmosie, czytanie dla przyjemności staje się luksusem, wręcz celebracją.
Dopiero po przeczytaniu Narnji stało się dla mnie jasne: kiedy trzymam książkę, i szykuje się do lektury, to czuje się jak na mokradłach Między światami.Kiedy ją otwieram, to jakbym skakała do jednej z sadzawek.

Wracając z targów do domu, do Lyonu, zdarzył mi się wolny czwartkowy wieczór. Ceny biletów powrotnych w dniu zakończenia targów były bardzo wysokie, więc wynajełam hotel przy lotnisku, zarezerwowałam pierwszy lot poranny, o 6h00. Już o 18h00 wzięłam prysznic, wskoczyłam do łóżka, zrobiłam sobie masaż specjalnym olejkiem i otworzyłam książkę. Powoli emocje związane ze spotkaniem tych wszystkich starych i nowych znajomych, wysłuchaniem , zasymilowanym wszystkich informacji, zaczęły się uspokajać. Pojawili sie Wikingowie zasiedlający Islandię i Grenlandię, ich imigracyjne ochoty, by na nowej ziemi odtworzyć nowa Norwegię, popelniane bledy, zamęty historii.. Rano obudziłam sie może i zmęczona, ale z wypoczętym umysłem.

Taki prawie rytuał przejścia. Mogłam ten wieczór spędzić zupełnie inaczej, ktoś powiedziałby – ciekawiej. Ale dla mnie taki wieczór w łóżku z książką, kiedy mogę zamknąć oczy gdy tylko mi się zachce – to prawdziwa perełka.

Widzę moje córki – leżą sobie na kanapie, „nic nie robią”, połykają komiksy wątpliwej wartości i pierwsze romansidła. I pozwalam im się nacieszyć tym czasem, ta chwila, gdy czytanie jest tak naturalne, jak zjedzenie czekolady bez cienia wyrzutu. Ukradkiem im zazdroszcze – tego luksusu rozciągliwego czasu i możliwości “trwonienia” go na pierdoły.

Z czym tu w kwietniu eksperymentować ? Z czasem.

Nie chce poświęcić ani minuty, ani zdania więcej na książkę, którą “warto, trzeba przeczytac”, jesli absolutnie ona do mnie nie przemawia. Za to robic sobie lektura dobrze.

Teraz wracam do lektury moich mejli, wiadomości, spamu…

A Was gorąco zapraszam do wizyty blogów moich  koleżanek:

Uli – Pani Strzelec, Kasi z Ograniczam Się Julii z Nanowosmieci, Marty z Veganama, Moniki z Wielki Kufer, Kasi – Innooka

Co robię kiedy nie ma mnie na fejsie?

Być może powiecie – phi, co to za nowa moda, to “porzucanie Facebooka”. Spieszę z wyjaśnieniem.

Wyrzuciłam apkę Facebook z telefonu. Na początku było naprawdę ciężko, prawdziwe symptomy uzależnienia : poddenerwowanie, ręka sięgająca po telefon, a nawet myśl “nie mam co ze sobą zrobić !”.

Brakuje mi komunikacji z moimi wirtualnymi znajomymi…

Chociaż, z drugiej strony zostawiłam sobie apkę komunikatora, teoretycznie moi “fejsbukowi przyjaciele” mogą zawsze zagaić.

No i staram się zajrzeć na fb codziennie, kiedy siedzę przed komputerem, żeby uczestniczyć w życiu Klubu Polki na obczyźnie, zajrzeć zaprzyjaźnione strony. Wiedzieć co się dzieje u Was.

Kiedy już pozbyłam się “Social media uzależnienia”, powoli, dzień po dniu, zyskałam coraz więcej czasu.

Nie wiem, czy korzystam z niego mądrze, ale z pewnością – robię coś innego…

– Uszyłam kilka woreczków na bezsmieciowe zakupy, dla znajomych. W kwietniu bardzo chciałabym zorganizować “warsztat” z moimi Lepszymi Siostrami : zebrać i poprzecinać materiały, przynieść maszyny do szycia i jednego wieczoru uszyć takie woreczki na zakupy, które mogłybyśmy następnie umieścić w sklepie, i zaproponować klientom zamiast papierowo-foliowych. Przy okazji mogłybyśmy urządzić zbiórkę pieniędzy na cel związany właśnie z ochroną środowiska.

– Zrobiłam mydło (przyznał Wam, że takie własnoręcznie zrobione mydełko, 72% oliwy z oliwek, 28% oleju kokosowego jest tym, co moja skóra kocha najbardziej. A z dodatkiem zapachu bergamotki to już w ogóle ..).w planach na kwiecień mam mydło octowe, do prania.

– Niby na chwileczkę otworzyłam pierwszy tom sagi o Wiedźminie – i przepadałam… Kiedy nie czytałam książki – słuchałam audiobooka. Bardzo poważnie rozważałam nawet zakup gry, nie wiem co mnie powstrzymało 🙂 ach spędzić tak wieczór grając w Witchera … na razie to jednak pozostawię w sferze marzeń…

– Wciąż pracuję nad sklepem internetowym (już niedługo przedstawię Wam logo), piszę historyjki, szukam też partnerów, producentów i produktów, które będą odpowiadały filozofii mojego sklepu.

– Udało mi się być na dwóch happeningach organizowanych przez L214. Zdziwiona jestem, jak wielu ludzi z życzliwością podchodzi do nas na ulicy i mówi, że to co robi L214 jest dobre. I jak wiele osób mówi, że ciężko jest zrobić ten “pierwszy krok” w stronę weganizmu. (Moim zdaniem pierwszy krok jest właśnie najłatwiejszy, o wiele trudniej jest utrzymać rytm:-))

– No i bardzo dużo czasu poświęcam mojej pracy “etatowej” . Wchodzę właśnie na nowy rynek, moja niewiedza jest na razie bezmierna, czasem bywa mi wstyd, ale… ja szybko się uczę, wierzę w siebie, i co ważne – moi koledzy wierzą we mnie, więc na pewno się uda.

(Z prawdziwą przyjemnością spotkałam na targach w Londynie Polaków – panowie mają doświadczenie, kompetencje, wiedzę, świetne produkty, rozwijają firmy w Polsce. Zrobiło mi się bardzo miło).

Kwiecień tego roku zapowiada się pracowity. Targi w Hamburgu i Las Vegas, 4 krótkie dni w Polsce, by przygotować nasze lipcowe wesele, praca nad sklepem…
***
Bezsprzecznie. Mniej mnie w sieci.

Na początku miałam nawet wrażenie, że jeśli nie zaznaczę w jakiś sposób, wszystkiego co zrobiłam/robię, to utonie to gdzieś, w otchłaniach niepamięci.

Teraz, po miesiącu, wydaje mi się, że to co robię przypomina bardziej procesy, niż jednorazowe akcje. A podsumowania procesów są dla mnie – dziś – ciekawsze….

(Ok, przyznam, że pamiętnikiem obrazkowym staje się powoli insta 🙂 z deszczu pod rynnę 😉

***

Idzie wiosna. Kwiatki kwitną, drzewa się zielenią, sezon polowania na miejsca parkingowe gdzie indziej niż pod platanami uważam za otwarty. Czuję odrobinę zmęczenia ale tez i wiele ekscytacji.
Wiecie co?

Jest dobrze.


La Fabrica i 3xB

Ten temat wyskoczył mi jako “temat dnia” kilka dni wcześniej, na stronie startowej wyszukiwarki lilo (nie wiem, na ile używanie lilo lub ecosia, czyli przeglądarek, na których nawigowanie sponsoruje ponoc jakies społeczne projekty robi roznice, ale zawsze można poeksperymentować) . Jest tam bardzo przyjemny dział wiadomości pozytywnych, inspirujących, takich, dzięki którym otwierasz okno na świat (Internet) i czujesz coś optymistycznego.

I ten temat, zaraz obok filmiku o bezrobotnej pani, ktora gdzies w Belgii oczyszcza – bezinteresownie – rzeczkę i jej brzegi – chodzi za mna od poniedziałku.
Pozwólcie mi zatem najpierw zabrać Was w wirtualną podróż do Hiszpanii, w okolice Barcelony, gdzie od 1973 roku architekt, pan Ricardo Bofill, wciąż przekształca krajobraz, który na początku wyglądał przerażająco.
La Fabrica.

Czytaj dalej

Powidoki

Wczoraj miałam szczęście i poszłam do kina z Dorotą (autorka świetnego bloga o Lyonie)  na Powidoki , Andrzeja Wajdy . Na szczęście też film był w wersji oryginalnej. Po tragicznym tłumaczeniu napisów w wersji francuskiej, wciąż zastanawiam się, czy najbardziej niesamowity Francuz, któremu w ogóle chciałoby sie iść na polski film, przy najlepszych chęciach – coś zrozumial ?

Sam już tytuł, “niebieskie kwiaty”…. gdzie jest tłumacz???

W kinie spotkałam inna koleżankę, też z Polski, też z Łodzi, która jest w wieku mojej mamy.

Ujmę to tak : cieszę się, że dla mnie i młodszych ode mnie pokoleń sytuacje przedstawione w filmie należą do kart historii. Nie napiszę : “aż mi się wierzyć nie chce..,” bo wierzę, że tak było. A może i jeszcze gorzej?Kiedy Strzemiński stracił pracę na uczelni, bo odmówił mieszaniu się polityki do sztuki, nie miał zamiaru wspierać socrealizmu (zresztą nie dlatego, że to był socrealizm, ale dlatego, że była to po prostu ingerencja w sztukę). Zatem został wyrzucony z uczelni która współtworzył. Pozbawiony legitymacji związku artystów, nie tylko nie mógł zdobyć żadnego zatrudnienia, pieniędzy i stracił dostęp do kartek żywnościowych. Nie mógł nawet kupić farb (bo farby w sklepie dla plastyków mogli kupować wyłącznie plastycy zrzeszeni w związku). Koleżanka w wieku mojej mamy powiedziała, że film jest bardzo bliski jej wspomnieniom z dzieciństwa.

Zainteresowała mnie natomiast bardzo koncepcja powidoków, przedstawiona w pierwszej i jedynej radosnej scenie filmu, kiedy na zajęcia w plenerze dołącza nowa studentka, Hanna… Czytaj dalej

Grave

Obejrzeliśmy Grave. To jest film tak niszowy, że pozwolę sobie na spoiler, bo naprawde nie sadze, zeby zrobił karierę międzynarodową. A nawet jeśli, warto go zobaczyć, bo o wielu wątkach nie wspomnę.  Uprzedzam, że ten fragment jest obrzydliwy.

grave-julia-ducournau

zrodlo : http://www.critique-film.fr/quelques-films-que-jespere-decouvrir-a-cannes-2016/

Reżyserem filmu jest Julie Ducourneau a jego producentem – Julie Gayet (dla nieobeznanych z francuskim Pudelkiem – jest to kochanka, dla której nasz francuski prezydent, pan Holland, stracił głowę i w oczach Francuzow – resztki, szacunku. Swoja droga, jestem ciekawa, co wyskakuje u was w przeglądarce, kiedy wpiszecie : “holland guyet scooter” ?).

Czytaj dalej

Życie Judy, brata Jezusa

Przeczytalam, nie, wróć, wymęczyłam, książkę pani Francoise Chandernagor, pod tytułem “Życie Judy, brata Jezusa”.

63818_viedejude
Wytłumaczę sie ze słowa “wymęczyłam” na samym końcu.
Pani Chandernagor jest na francuskiej scenie literackiej osobą szanowaną i na pewno znaczącą, skoro jest członkiem kilku organizacji, zwanych Nagrodami (Jean Giono, Chateaubriand, Goncourt).

Ja szanuję ją za warsztat oraz za stosunek do Historii.

Jest vice-prezydentem, przyznam, dość kontrowersyjnego stowarzyszenia “Wolność dla historii”. Stowarzyszenie broni prawa Historii do bycia nauką o przeszłości, wolną od ingerencji wszelkich rządów i lub instytucji religijnych i przeciwstawia sie “prawom pamięciowym” (lois memorielles). Niby oczywista ta wolność, ale gdzieś sie kończy i już podaję przykłady.

Faktem jest, że w Turcji zamordowano w latach 1915-1916 ponad milion Armeńczyków, tylko dlatego, że byli Armeńczykami. Ten fakt został nazwany ludobójstwem, czyli zbrodnią przeciw ludzkości i uznany przez parlamenty 29 państw. Konsekwencją uznania tego faktu za ludobojstwo jest objęcie “opieka” prawną nie tylko samo popelnienie zbrodni ale także (wg Cioci Wiki) “podżeganie do niego, współuczestnictwo, usiłowanie jego popełnienia oraz zmowa w celu jego popełnienia”.
Istnieje jednak poważny ruch, bardzo silny szczególnie w Turcji, negujący to ludobójstwo. Pewien obywatel Turcji zanegował, podczas jakiegoś zebrania odbywającego sie w Szwajcarii, istnienie tego faktu za co został skazany, w świetle szwajcarskiego prawa o segregacji rasowej na karę pieniężna . Od tego wyroku odwoływują się organizacje, takie jak “Wolność dla Historii” – przy czym nie chodzi tu o negowanie faktu ludobójstwa  lecz o wolność wyrażania (własnego ? skoro jest Turkiem a tam oficjalnie ludobójstwo nie miało miejsca) zdania co do faktów historycznych.

“Historia nie jest religią, nie jest dogmą, nie szanuje żadnego zakazu i nie zna tabu”.
I ja, jako była studentka historii w pelni zgadzam sie z tym zdaniem.    Czytaj dalej

#6 – Sekretne Życie Drzew

« C’est une faiblesse inhérente à la nature humaine que de fermer les yeux sur les dangers qui ne sont pas échéance immédiate. Tout phénomène marche lente et progressive ne réussit jamais, dans quelque domaine que ce soit, à inquiéter personne. Le drame de la forêt, en quelque pays que ce soit, réside en ce qu’on a toujours tendance la sacrifier l’immédiat. » (M. BOUDY, ancien Directeur des Eaux et Foréts du Maroc. « Cahiers des Ingénieurs Agi-alla- 171eS )) 3° trimestre 1949.)

Wiele dobrego napisano o tej książce, i moja opinia o niej jest również bardzo pozytywna.

Niewiele wiem o lesie i życiu drzew i dlatego ta lektura okazuje sie wpasc na odpowiedni grunt. Opowieść niemieckiego leśnika o tym, że drzewa tworzą społeczności, ze porozumiewają sie za pomocą systemu korzeni i grzybni, rosnących z nimi w symbiozie, o miejskich “dzieciach ulicy”. Wszystkie te słowa wpadły do mojego chłonnego umysłu, ktory fotosynteza zainteresował sie ostatnio na lekcjach biologii w liceum…I otworzyla sie furtka, wiodaca w nowe miejsca.

Przyznaje, publicznie, bezmiar mojej niewiedzy. Niewiedza jest potężnym narzędziem i może wyrządzić krzywdę. Niewiedza objawia sie tym, ze wolimy przyklejać łatki (na przyklad cos ma “naturalne”pochodzenie (jak piżmo w perfumach z wyższej półki – bezsprzecznie jest naturalne), “bio” (jak “mięso od szczęśliwej krowy”, hodowanej na łące. ), autentyczne (jak piękny mebel z luksusowego drewna), “etyczne” (jak papier lub choinka pochodzące z lasów gospodarczych).

*** Czytaj dalej

By tradycji stało się zadość

No jak u Was Święta ?

U mnie już właściwie po. We Francji nie obchodzimy Drugiego Dnia Świąt, wiec korzystam z tej ciszy świątecznej i wysyłam zaległe “season greetings”. Wszystkie te Marry Christmas skłoniły mnie, by w przerwie podzielić się z Wami przemyśleniami dotyczącymi tradycji.

Cos Człowieka pcha do tego, by pracował ciężko, odkładał pieniądze i dni urlopu i jechał od czasu do czasu do Rodziny na Święta. Nie musi zaraz, jak ja, z innego kraju (choć w samolocie do Warszawy i później z Warszawy spotkałam bardzo milą Panią, która przyjechała na dokładnie taki sam maraton świąteczny jak ja). W ogóle, „na Święta”, urodziny czy inny ważny czas pcha nas do tego by się łączyć z Rodzina, by… ? No właśnie. Po co?

Spędziłam fantastyczne dwa dni w Polsce, o których już wcześniej Wam napisałam. Później, z Lodzi pojechaliśmy do innej części Rodziny, 4 godziny drogi na Północ. Czytaj dalej

Such a perfect day(s)

Przylecialyśmy do Polski we wtorek. Spedzilysmy caly dzien w podróży, na lotniskach i w samolotach, pociągach i taksówkach, a zajęło nam to ponad 14 godzin.

Jestem dumna z mojej corki, bo wytrwać bez marudzenia taki dzień nie jest łatwe, a jej sie udalo. Czytaliśmy razem książki, komiksy, oglądalyśmy filmy na netflixie, nawet kolorowalysmy. Czytaj dalej

SI

Soroptimist czyli Najlepsza Siostra. Soroptimist International jest to międzynarodowa organizacja, działająca w 133 krajach i zrzeszająca prawie 75 tysięcy kobiet. Ma rowniez swoja reprezentacje w Organizacji Narodow Zjednoczonych i działa na rzecz poszanowania prawa kobiet, w bardzo szerokim znaczeniu. SI działa na wielu frontach. Dla mnie najważniejszym filarem jest Edukacja. Z jednej strony mamy kraje, gdzie dziewczynki musza isc do pracy by zarobić na szkoły swoich braci.  Z drugiej, w  krajach “rozwiniętych”, młodzież, która uznaje, że wszystko jest już im dane, zaklepane, zarezerwowane, nie ma żadnych obowiazkow innych niż “dobrze się uczyć i być w życiu szczęśliwym”. Czytaj dalej

‪#‎MikołajDlaMikołaja‬

Ogłoszenie Klubu Polki na Obczyźnie:

Akcja #MikołajDlaMikołaja to nasza mikołajkowa akcja charytatywna na rzecz Mikołaja, chłopca z porażeniem mózgowym. Na naszym minibazarku znajdziecie ciekawe rzeczy z różnych krajów, które będziecie mogli wylicytować, a cały dochód zostanie przekazany Mikołajowi na zakup sprzętu i pokrycie kosztów rehabilitacji.
Mikołaj jest pod opieką Fundacji Dzieciom
http://dzieciom.pl/podopieczni/12138

Wszelkich wpłat na rzecz Mikołaja można dokonywać na nr konta fundacji:
Alior Bank S.A.
15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
z obowiązkowym tytułem wpłaty:
12138 Poskart Mikołaj

A oto kilka wybranych przedmiotów z licytacji:

15271837_1031405803636163_4708501545579429114_o

Charlie – szydełkowy amigurumi od Magdy

15181289_1031359070307503_8922227650194467240_n

Miś od Kasi

15271954_1031307250312685_4714003752709483307_o

Konik z Dalarny od Karoliny

15272273_1031294063647337_2077486245504154507_o

Zajaczek od Justyny

15178998_1031283883648355_2799546641105422087_n

Kalendarz stworzony przez dziewczyny z Klubu

a z Chatki Baby Jogi ?

15235364_1032195686890508_973293133299907325_o

Prezent praktyczny : torby na zakupy bezśmieciowe:)

Zachecam Was gorąco do odwiedzenia strony wydarzenia: Mikolaj dla Mikolaja.  Jestem pewna ze znajdziecie cos dla siebie.

 

 

 

Jest Robótka 2016

Kochani,

Zapraszam Was do wzięcia udziału w akcji organizowanej przez klubowa kolezanke, Kaczke.

jest-robotk_napis

Kaczka współorganizuje “odpalanie fajerwerków radości” w Domu Pomocy Społecznej w Niegowie. Poczytajcie sobie o mieszkańcach tego Domu, Damach i Kawalerach, wybierzcie jedna osóbke i po waszemu… sprawcie jej przyjemność.
Mozna wyslac kartke z zyczeniami, można wysłać prezent, sky is the limit.

Po szczegóły zapraszam na bloga akcji JEST ROBOTKA

Milego dnia.

 

Pierwszy dzień reszty Twojego życia.

Taka piękna, zwykła, przykładna, ba, prawie idealna francuska rodzina.

Ona, On, trojka dzieci., dwóch chłopców i dziewczynka. Mieszkają w podparyskiej dzielnicy „pawilonów”. Skaczemy z epoki do epoki, w ciagu 12 lat, ale główne wątki rozgrywają się w latach 90.

Jest to jeden z tych francuskich filmów, które mocno potrząsnął moim światopoglądem Polki-Emigrantki, krytykującej jakieś niezrozumiałe mi wówczas francuskie zachowania – jakieś pakowanie się w zbędnie zawiłe sytuacje, ba! Może nawet i niemoralne.

To film o dorastaniu. O tym, ze życie Rodziny nie kończy się gdy dorastające dzieci wyprowadzają się z domu. Czytaj dalej

Zen Jardin

Kiedy zaczęłam pracę nad relacjami z najważniejszymi dla mnie osobami, doszło do mnie jak ważne jest spędzanie z nimi czasu, tzw „quality time”.

Wpadłam wówczas na pomysł żeby wymykać się gdzieś od czasu do czasu z moja córka, tylko we dwie.
Najpierw udało nam się pojechać do Izy, do Burgundii, następnie wyruszyłyśmy we wspaniałą podróż do Nowego Jorku, w odwiedziny do Magdy do Toronto i na Islandie. Tak się złożyło, ze od tego czasu minął rok (w międzyczasie życie płynęło sobie jak to zwykle bywa, swoim torem) i dopiero teraz pojawiła się okazja…Zaledwie weekend.

Skusiłam się na ofertę klubowej (pozdrawiam Klub Polki na Obczyźnie)koleżanki Ani, autorki bloga Aniversum która ruszyła właśnie z bardzo interesującym konceptem – Zen Jardin.

Zen Jardin jest to, hm… latające miejsce,  w czasie i przestrzeni , ale prawie na pewno w Alzacji lub Lotaryngii, gdzie można odnaleźć się samemu ze sobą lub z bliskimi, spędzić czas bez troski o to co będziemy jeść, gdzie będziemy spać, co będziemy robić.

Organizatorzy Zen Jardin zadbali o wszystko – o przepyszne posiłki – i tutaj podbili moje serce forever : od piątku do niedzieli jadłam wspaniale wegańskie dania, humus, tapenade z oliwek, smalec wegański,– przysięgam, byl boski ! – pyszne ciasteczka słodkie i słone (z wegańskim serem!), chleb domowej roboty, tarta z grzybkami , absolutny hit sezonu: masło słonecznikowe, robiliśmy nawet wspólnie wegańskie sushi !
wyglądam z niecierpliwością zdjęć i przepisów, po które znajda sie na stronie Zen Jardin a moze nawet i na stronie fb ?


Oprócz jedzenia i wygodnego spania w czystym i funkcjonalnym mieszkanku zapewniono nam bezstres.
Kto z Was pamięta, jak to jest : wstać rano i nie mieć absolutnie żadnych obowiązków ? Idziesz człowieku na pyszne śniadanie, spędzasz je w miłej atmosferze, której nie popsuje nawet Nastolatka wiszaca na swoim telefonie, gawędzisz sobie z interesującymi ludźmi o rzeczach błahych i ważniejszych, a później idziesz sobie robić co chcesz.

Pojechałyśmy do uroczej stadniny w Jungholtz, ktora rowniez wynalazła nam Ania.
Konie właśnie były zwiezione z łąki, wszsytkie w jednej stajni bez boksow, odnalazłam się ze snopem słomy w ręku i poleceniem osuszenia kobyły. Przez ramię zaczepialy mnie jej koleżanki, co rusz wtykaly pysk w moja szyje. Czy już Wam mowilam, ze ja w ogole boje się koni ?


Irenka była zachwycona, biegała po stajni szczęśliwa jak dzika łania. Przyniosla mi różne narzędzia do oporządzenia konia, pokazywala jak sie uzywa szczotki a jak zgrzebła,  i wyszeptała : uwielbiam to miejsce.

Później nagle siedziałam na grzbiecie tejże kobyły a kilka minut później nawet galopowałam, cudem tylko nie spadłam (Irenka z uznaniem: jestem z ciebie dumna!)
Czego to się nie robi dla tych rozgwieżdżonych oczu dziecka ?


Wieczorem zagraliśmy w monopoly i to po niemiecku (bardzo mnie to rozbawiło, ponieważ Irka sama z siebie unika każdego nadprogramowego spotkania z tym językiem) i znów wyrazy uznania dla Ani, że chciało im się tak z nami pograć.

A tuz przed snem leżałyśmy sobie w łóżku i oglądałyśmy kilka epizodow Kaamelott, chichrając się przy tym beztrosko i, mam nadzieje, dyskretnie.

Dodatkowa atrakcja była sama podróż samochodem. Wiecie. Ja naprawdę nie mam zbyt dużo okazji spędzać tête-à-tête z własnym dzieckiem. Te 4-5 godzin w clio, z Lyonu do Colmar, było naprawdę przyjemne. w tym miejscu pragnę pobłogosławić twórców Spotify.

Słuchałyśmy jej piosenek, moich piosenek, śmiałyśmy się, komentowałyśmy łzawe teksty (gdzie jest to szczęście ? tu jest to szczęście!), omijałyśmy tematy szkoły, pracy, wspólnych znajomych, gadałyśmy głupoty, nawet nie wiedziałam, że jestem zdolna gadać o niczym przez 5 godzin…

I tak w Zen Jardin spełniły się nasze życzenia dotyczące takiego babskiego weekendu – Irki – by pojeździć na koniku i moje – by spędzić miły, omalże bezkonfliktowy czas z moją córką. To był naprawdę piękny weekend.
Z mojego punktu widzenia.

Bo co tam Irce zostanie w głowie, to tylko czas pokaże.

PS. Bardzo dziękuję Aniu za nasze rozmowy i szczególnie za to jedno zdanie, podsumowujące relacje matki z nastoletnim dzieckiem. Pozwolę sobie je przytoczyć:

“Okres dorastania jest potrzebny, byśmy obie mogły podjąć decyzje o rozstaniu, żebyśmy obie nie chciały już razem ze sobą mieszkać. Żeby nam z tęsknoty nie pękło serce”.

Dzięki.

First World Problem

Wróciłam.

Przez tydzień byłam odcięta od rzeczywistości, podstawa mojej diety był szampan i kawa, a workoutem : tańce w nocnych klubach.

Wracam do mojej rzeczywistości.

Do mojej Chatki, jogi i biegania, chodzenia na zakupy z własnymi torebkami, używania komunikacji miejskiej, gotowania pysznych wege-dan, borykania się z dorastającymi dziećmi i przekonywania moich Patchworkow, ze dobrze jest być uważnym w kwestii ekologii.

Od jutra, 1 listopada, przez miesiąc, zamierzam zapisać ile śmieci produkuje moja Chatka.
Jest to test, nie mam pojęcia jak to wszystko ogarnąć, jak uporządkować dane, po prostu zaczynam. Jak to się ładnie mówi, od pierwszego kroku.

A odwagi doda mi piosenka

„La tristitude”

https://www.youtube.com/watch?v=UQObMEXyhrU

Czytaj dalej

Ocalić od zapomnienia

Kochany pamiętniczku

Poniedzialek.
Do Chatki Baby Jogi wpadła Popatrz jaka Francja! (zajrzyjcie koniecznie, jak ladnie pisze o Lyonie) i wspólnie  upichciłyśmy “przetwory na zimę” (dodam, że wcześniej, w sobotę wspólnie  robiłyśmy zakupy na Croix Rousse i też było przemiło).
Z nas są takie Panie domu, że czytałyśmy przepis jak Adaś  Miauczyński (Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las…”
– Przewróć stronę.
– „…oczom ich ukazał się las… krzyży”),
buraczki się nie dokońca  zapasteryzowaly… ale za to wszystko wyszło smaczne (zimy to te moje przetwory nie doczekają) no i spędziłysmy razem bardzo miło czas.


Wtorek.
Wzięłam udział w zebraniu Klubu Soroptimist i jestem przekonana, że to właściwa dla mnie – w tym momencie mojego życia – organizacja, w której mogę spełnić moje potrzeby społecznościowe. Na pewno napiszę o tym więcej, kiedy indziej. Czytaj dalej

Porządki

…na półce z książkami.

Mam kilka pozycji, które chętnie poślę w świat.

Jeżeli jestescie zainteresowani, to proszę o kontakt.

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu poślecie te książki… dalej 😉

Tę (“nie bój się życia”) akurat jeszcze czytam, myślę że bedzie do dyspozycji w listopadzie 😉

#15 – Czytając “Lalkę”

Minęło ponad 20 latod kiedy zamknęłam Lalkę i pożegnałam się (z ulgą) z Wokulskim i panną Łęcką.

20 lat lektur przeróżnych. I coś mnie tknęło.
To chyba się nazywa désespoir po francusku, kiedy przechadzając się po polskich i francuskich księgarniach mijam półki obłożone “nowym” Musso, “nową” Nothomb.

Dzisiaj, czytając Prusa, z całym 20-to letnim bagażem lektur post szkolnych, odkrywam te wszystkie detale, które umykają nastolatkom. A dzięki internetowi to czytanie jest … Interaktywne, co rusz to ciekawostka

Na przykład  odkryłam, że marka perfum, tak zachwalanych Izabeli przez Rzeckiego, Atkinson, istnieje do dziś i ma się swietnie ! (Sprawdźcie sami :)) Czytaj dalej

Dziennik pokładowy – moje greckie wakacje

Dzień pierwszy. Wtorek.

Przylecieliśmy wieczorem.

Pokłóciliśmy się już na pokładzie samolotu, o jakąś głupotę oczywiście.

Na lotnisko przyjechał po nas Alex, mąż Izy i wiezie nas na działkę, skąd nazajutrz wyruszamy w dalszą podróż.

Izę znam z fb, wiedziałam  że z mężem organizują żeglowanie, własnym jachtem po greckich morzach i jeszcze zimą zarezerwowaliśmy tydzień na łódce.

Teraz siedzimy na ich tarasie, Benoit wściekły, ja zażenowana, nasi gospodarze też pewnie czują się nieswojo. („zakochani, za miesiąc się żenią” a my tu taki cyrk …)

Z Benoit nie zszedł jeszcze stres związany ze sprzedażą firmy, i dopiero tu w Grecji doszło do niego (sic!), że Iza i Alex mówią po polsku i że czekają go polskie greckie wakacje. Czytaj dalej

Diabeł nie ubiera się już u Prady

 

Myślicie może, ze uciekam od rzeczywistości, od informacji, od tak zwanych wiadomości bo bardzo niewiele o tym pisze ? Nie. Nie uciekam.

Chciałabym napisać jakiś mądry komentarz do tragedii, która wydarzyła się 27 lipca 2016 roku w Saint-Etienne du Rouvray.

Ale co tu napisać mądrego ? Czytaj dalej

Czerwony namiot, Anita Diamant

Dziękuję Annie z za świetną rekomendację. Anna pięknie zrecenzowała Czerwony Namiot, i niewiele mogę od siebie dodac, jednak się pokuszę.

Ta książka pochłonęła mnie na kilkanaście wieczorów, może dlatego, że naprawdę nie chciałam jej zakończyć.

Na pewno pamiętacie biblijna historie rodziny Jakuba i Józefa, a jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie do Biblii, Księga Rodzaju od rozdziału 29,1. Czytaj dalej

Jak Człowiek z Człowiekiem

Skończył się właśnie mój weekend w Londynie z moją Mamą. Odstawiłam ją aż do wejścia ochrony, na terminalu 2 lotniska w Heathrow. Na karcie pokładowej nie było numeru Gate, więc pożegnałam ją zmartwioną, bo bała się, że nie znajdzie bramki. 
W prezencie urodzinowym ofiarowałam jej wspólny wypad do jakiegoś europejskiego miasta, do którego łatwo trafić i z Łodzi i z Lyonu, tak byśmy spotkały się na niezależnym gruncie.

Jak przewidywałam, zalało mnie całe morze emocji, od radości, szczęścia, satysfakcji, rozczulenie po niepokój (czy na pewno spędzamy ten czas właściwie?) i rozdrażnienie (ach, te nasze rozmowy o obcokrajowcach i o śmieciach;-))

Moja Mama chciała zobaczyć muzeum Madame Tussaud. Ale nie zarezerwowałam wcześniej biletów, i kiedy tam dotarłyśmy w sobotę o 11h, kolejka była kilkusetmetrową (i do tego posuwała się jak krew z nosa). (To było dla niej dość duże rozczarowanie)

Stamtąd poszłyśmy spacerem przez park do Natural History Museum. 

Po drodze wstąpiliśmy do Harrodsa i kupiłam sobie sukienkę na ślub cywilny. 

Przeczytawszy – fajnie to brzmi w jednym zdaniu 🙂 Uściślę więc, bo moja błędna interpunkcja wpuszcza w maliny: sukienki ślubnej nie kupiłam u Harrodsa ale w sklepie obok. Wiedziałam że tam na mnie czekała. I bardzo się cieszę, że mogłam wybierać ją właśnie z moją Mamą.

Po obiedzie e Eat. (wygenerowałam masę plastikowych odpadów, aż mi się głupio zrobiło) poszłyśmy do muzeum. 

I to był też trochę magiczny moment, bo zwykle to rodzice prowadzają dzieci po muzeach, u mnie było tym razem odwrotnie;-) 

Dużo chodziłyśmy, bo jeszcze Mama chciała zobaczyć Pałac Buckingham (po jej minie byłam gotowa iść o zakład, że nie tak sobie go wyobrażała:-)

Posiedziałyśmy w parku St James, gdzie zaatakowała nas jakaś żarłoczna i bezczelna wiewiórka, resztką sił zawlekłyśmy się pod Big Bena i stamtąd wróciłyśmy do hotelu.

Pomyliłam autobusy i podróż trwała nieco dłużej niż myślałam. 

Lubię Londyn, to moje ulubione miasto i bywam tam cześciej niż w Paryżu, jednak nie znam go jak własnej kieszeni. Poszłyśmy do przyhotelowej brasserie. Była bardzo w moim stylu, dobre, świeże jedzenie, ceny może nie należały do najniższych, ale z kosmosu tez nie były (65£ za kolację dla dwóch osób- uważam, że to było ok). Ale moja Mama nieustannie przeliczała wszystko ze funtów na złotówki (chociaż przecież była zaproszona:)), a to może, przyznam, odebrać apetyt. 

A wiecie, co robią starsze osoby (Piszę “starsze” bo ona sama tak o sobie mówi), kiedy czują się nieswojo? 🙂 zaczynają porównywać i szukać dziury w całym, zamiast cieszyć się chwilą 🙂

Tak mi się przynajmniej wydaje, bo normalnie, na codzień, nie spotykam się ze “starymi ludźmi”. Moi Teściowie są rówieśnikami moich Rodziców ale do głowy im nie przyjdzie porównywać jabłka z marchewką.

Na przykład : 

-“dobry ten mus czekoladowy, pewnie użyli dobrych i świeżych jajek, bo smakuje jak kogel-mogel, który nam robiłaś w dzieciństwie”. 

– “ale nie tak świeże jak jajka od pani Kowalskiej na wsi!”…

Idąc tym tokiem, na każdą próbę sprawienia komplementu i wyrażenia radości z bycia razem w tym fajnym mieście (ktore sama wybrała:-)) miałam kontrargument w postaci “a u nas”… 

Na koniec zaczęłyśmy się obie z tego śmiać.

“Przypomniało mi się, jak Mnie obsztorcowalas, że porównałam Champs Elises do Piotrkowskiej” powiedziała w końcu Mama. Faktycznie. Kiedyś w Paryżu wyjechała mi z takim tekstem, a mnie momentalnie przeszła ochota pokazywania jej piękna Miasta Miłości, bo po co? Skoro trafi to do worków pamięci jako “kolejna Piotrkowska”, kolejny Płac Zwycięstwa” “Kolejna Retkinia”.

(…)

Udało nam się z St Katherine’s Pier wziąć tramwaj wodny do London Eye, przeszłyśmy stamtąd wzdłuż Tamizy, do Katedry St Paul, następnie wylądowaliśmy w krypcie U St Martin na pysznym (i tanim;)) obiedzie, polazilysmy po Covent Garden i wróciłyśmy do hotelu odebrać bagaże.

Po drodze jeszcze usłyszałam, 

“Ta Tamiza jest zupełnie jak… ”

“Jak w Łodzi!” Przerwałam ubawiona.

Mama się zmieszała ale ze śmiechem odpowiedziała: 

“Nie, jak Rodan”.
Dyskutowałyśmy o porównaniach.

W moim odczuciu porównania są ograniczające. I krzywdzące. Ta rzeka jest jak Rodan, czyli dałam jej etykietkę “duża rzeka w mieście” i zupełnie nie interesuje mnie już więcej. Ani skąd płynie, co w sobie niesie i dokąd, jak jest wykorzystywana itp…

Wiecie …

Jestem z niej dumna. Bo chciało jej się wziąć ten autobus w Łodzi, przemóc obawy związane z podróżowaniem do obcego kraju bez znajomosci języka, zarezerwowała dla mnie swój weekend, znalazła się w miejscach i sytuacjach, które były jej zupełnie obce. I nawet powiedziała, że “było super” 😉

Bardzo się cieszę, że zobaczyłyśmy się, po raz pierwszy tak na zupełnie innych warunkach – jak Człowiek z Człowiekiem, dwie kobiety-turystki, zapominając o męczących rolach Matek i Córek.

Nasze życie toczy się w światach paralelnych. Nasze wspólne zycie zatrzymało się przecież przed moim wyjazdem z Polski. Podczas tych krótkich spotkań rodzinnych w Polsce nie zdawałam sobie z tego sprawy – że obie się starzejemy.  Że coraz bardziej zachowujemy się obie jak mieszkanki rożnych planet. Fajnie było zrobic to spotkanie bliskiego stopnia.

I z przyjemnością powtórzę taki wypad tylko we dwie. Może do Portugalii? 🙂

Tęsknię.


Ps. Jesli czytają mnie Dziewczyny z Klubu Półek na Obczyźnie – dziękuję Wam za komentarze z forum (szczegolnie Agacie ;-))

Tygodniowy Rozkład Lotów #15

Tydzień bez dzieci.

1. Rodzina – tyle się wydarzyło. A tyle jeszcze przed nami. Planujemy śluby, dwa, jeden cywilny we Francji, jeden uroczysty w Polsce. Ciekawe, czy znajdziemy księdza w Lyonie, który nas poprowadzi (w sensie przygotuje) do ślubu? Dziewczynki się cieszą (po swojemu). Przyjaciele się cieszą. Rodzice i Rodzina to już nie wiem sama, chyba my naprawdę jesteśmy za starzy na takie imprezy z nami w rolach głównych. Ponieważ oceniliśmy, że nie będziemy w stanie dopatrzeć wszystkiego “na odległość”, zadecydowaliśmy, że skorzystamy z usług konsultanta ślubnego. Będzie mi niezmiernie miło jeśli zaproszeni goście zjawią się i spędzą z nami ten wyjątkowy moment.

2. Finanse – jest dobrze i będzie dobrze. Choć to okres podatkowy. Księgowy, który zobowiązał się do zrobienia mojego rozliczenia podatkowego gdzieś się przyczaił, zastanawiam się, czy nie wziąć bezpłatnego doradcy w izbie podatkowej…

3. Czas dla siebie – poniedziałek -środa odpadają, od czwartku sięgam znów po e-booka „Jak osiagac swoje cele” Marcina Kijaka. Bo mi dwa ostatnie tygodnie wprowadziły mętlik, który powoli się rozjaśnia. A do poduszki – prezent od Ani. Poza tym mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić hammam. Przyda mi się zrzucić trochę starego naskórka. 

4. Praca – jestem właśnie w podróży do Amsterdamu. Na pewno będzie super.

5. Czas z Bliskimi, Przyjaciółmi i Nieznajomymi – paradoksalnie (w zestawieniu z powyższym punktem) mam ochotę wejść do łóżka, z moim narzeczonym (jak to fajnie brzmi) i z niego nie wyjsć przez 2 dni. Łóżko mam piękne, wygodne i pachnące, z widokiem na magnolię i pustą ścianę na której niedługo zawiśnie piękny obraz – i zwyczajnie się za nim stęskniłam. Przez ostatni miesiąc spałam w nim z cztery razy. 

6. Sport i Zdrowie – w czwartek i piątek – joga. W sobotę i niedzielę – bieganie. 

7. Lekka i smaczna kuchnia – jak to w podrozy, nie do przewidzenia…

8. Podróże. Poza służbowymi szykuję nam zasłużony weekend prawie tylko we dwoje. Prawie – robi różnicę.

Ale uchylę rąbka tajemnicy 🙂 znalazłam ofertę na wypad tantryczny dla par. Jestem ogromnie ciekawa tego konceptu:)

9)Dom

 A) kompostownik pracuje, choć podczas mojej nieobecności rzadko kto coś do niego wrzuca. Czy to jest higieniczne? Moim zdaniem tak. Kubeł jest zamknięty, nie wydziela zapachów, od czasu do czasu (raz na tydzień, kiedy jestem w domu) upuszczam trochę “soku”, który dolewam kwiatkom do wody. Boże, jak pięknie przyjęła mi się róża ! Zamierzam rownież podlewać tym cudem rachityczne roślinki na wewnętrznym dziedzińcu… 

B) Dalej “odchudzam” szafki, czyli konsumuję w pierwszej kolejności niedobitki ryżu, makarony, kasze bulgur, mąki z rożnych strączków, sosy i inne skarby, które zagnieździły się w mojej spiżarni, a jak już wszystko będzie oczyszczone, odnowię stok według mojej zasady minimalistycznej: dwa rodzaje makaronu (spaghetti i świderki) dwa rodzaje ryżu (jeden do sushi i ryż z francuskiego regionu Camargue), jeden rodzaj mąki (nie pięćset), 3 rodzaje “groszkow” (ciecierzyca, fasola czerwona, fasola biała), 2 rodzaje kasz (jaglana i do taboulé). I to naprawdę wystarczy by przez 15 dni przygotować bardzo zróżnicowane posiłki). Dobrze jest mieć pod ręką sos pomidorowy, “na wszelki wypadek”. Ocet biały który służy mi jako płyn zmiękczający do prania, lub środek czyszczący (wraz z sodą oczyszczoną), ocet balsamiczny do sosów sałatkowych, dobry olej z oliwek (który używam na codzień rownież jako środek do demakijażu). W lodowce plączą się jeszcze musztardy, które lubimy dodawać do śmietany do produkcji tart… I to byłoby na tyle z produktów “suchych”. Cierpliwie czyszczę rownież szafkę z dwudziestu rodzajów herbat, które zgromadziły mi się od czasu poremontowego. A lubię mieć tylko 3: zieloną, earl grey, i oolang, oraz herbatki ziołowe : pokrzywa, skrzyp, mięta i mieszanka “na dobranoc”. 

C) szukamy nowej osoby do pomocy w prowadzniu domu. Bardzo ufam Alizé, to mądra kobietka i bardzo się cieszę, że znalazła dobrze płatny staż. Na pewno będę ja prosić o zajmowanie się Pepperem podczas naszych nieobecności ale myślę, że staż i studia to już nieźle czasochłonne zestawienie, biec z drugiego końca miasta na dwie-trzy godziny sprzątania, powoli przekształca się dla niej w przykry obowiązek, a nie o to przecież chodzi.  

I Życzę Wam przyjemnego tygodnia.

Czytam 9

9#Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość, Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka.

 Te książkę kupiłam w dniu szczególnie nieszczególnym : wracając z Wielkanocy w Polsce, w księgarni na gdańskim lotnisku. Usiadłam później by poczytać wiadomości i pierwsza była właśnie ta o śmierci księdza Jana. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #13

Spędziłam Wielkanoc jedyną w swoim rodzaju.
Obyło się bez niesnasek, kłótni, żalów. Obyło się bez spiny, że musi coś być takie a nie inne, bez namawiania mnie do jedzenia mięsa, prawie bez alkoholu (a to już prawdziwa nowość). Było za to dużo bliskości i śmiechu, była piękna święconka, był długi spacer, wspólne gotowanie i sprzątanie, normalność.

Może nie powinnam tego napisać, ale co tam. Znalazł się skądś Rozweselający Papieros a widok mojego Ojca zaciągającego się zielem oraz spacer z dymkiem z Mamą – bezcenny.

🙂 

moja rodzina, po wyprowadzeniu się z Łodzi odżywa w stylu Flower Power. 

Wracam do Francji i jest mi trochę przykro, bo tak krótko. A jednocześnie z głową pełną samych miłych wspomnień, więc miło
No ale. 

Tydzień z dziećmi. 

1. Rodzina – tak. Jest dla mnie najważniejsza. Patchworkowa, posklejana, ale taką ją stworzyliśmy i taką ją kocham. Plany na ten tydzień? Spędzić ze wszystkimi jak najwiecej czasu, przytulać te moje naburmuszone nastolatki jak najcześciej, i szukać powodów do wspólnego śmiechu.

2. Finanse. Wow, wow, wow. Proszę państwa, jak pisałam w ubiegłym tygodniu : bank zgodził się na nowe warunki kredytowe, jesteśmy zatem zadłużeni już “tylko” na najbliższe 12 lat, płacimy miesięcznie trochę więcej, ale w sumie kredyt będzie nas kosztował duuuużo mniej, niż to było początkowo założone. I o tym napiszę kolejny odcinek serii “jak kupować mieszkanie we Francji” 🙂

3. Czas dla siebie. Przeczytałam L’exception. Czytam “le Bonheur est en vous” oraz “Życie na pełnej petardzie”, o której myślałam już od grudnia. Kupiłam dzisiaj na lotnisku a pózniej dowiedziałam się że ksiądz Kaczkowski nie żyje. 

Umówiłam się na seans masażu (ktory jest jednocześnie seansem terapeutycznym, z kobietą która jest rownież trenerką od rozwoju osobistego). 

A w piątek znów wizyta u Ethiopaty.

Poza tym mam zamiar uszyć sobie saszetkę na kobiece comiesięczne akcesoria. W teorii mogłabym ją sobie kupić, i czas bym zaoszczędziła (materiały mam, wszystko z odzysku) i byłoby bardziej estetyczne (bo szyję ręcznie). Ale mam ochotę oddać sie zajęciu kreatywnemu a zarazem upierdliwemu na tyle, by poćwiczyć cierpliwość. 

Podobają się Wam ćwiczenia Wdzięczności? Bo zostało zaledwie 7 lekcji do odrobienia :*

4. Sport i Zdrowie – ponieważ (niestety) znów nie jestem w ciąży, Święta minęły, a z Polski przywiozłam sobie jeszcze jedną książkę z ćwiczeniami cierpliwości 🙂 czas się rozluźnić i skupić na sporcie. Zaczynam od wtorku program 180 dni z Natalią Gacką. 
W sobotę jedziemy na narty.

5. Praca – odpoczęłam w święta, nabrałam energii i znow jestem pełna entuzjazmu 🙂

6. Kuchnia – ułożyłam menu, od wtorku do piątku.(w sobotę jadę na narty, a w niedziele jadę do pracy na kolejny tydzień).

7. Inni – nie bedzie mnie w Lyonie przez kolejne 2 tygodnie. Najpierw Rodzina. Jesli starczy czasu – inni. 

8. Podróże – z tych prywatnych szykuję się do majowego weekendu z Mamą w Londynie.

9. Dom – podlewam kwiatki, sprzątam, piorę, ogarniam… W tym tygodniu wystarczy 🙂

Miłego tygodnia !

Tygodniowy Rozkład Lotów #12

Tydzien bez dzieci.

  1. Rodzina – w Piatek lece do Polski na Wielkanoc. Na 3 dni…
  2. Finanse – przyznam, ze troche pojechalam z budzetem “prezenty” kobieto, ogarnij sie… Ale na szcęście udało mi się uniknąć dużego wydatku : popsuła mi się moja kochana mała czarna torebka (ścisłej mówiąc : zamknięcie). Już miałam się z nią rozstać, ale czego to się nie znajdzie w internecie? Znalazłam Klinikę Torebek, i to w Lyonie 2. Zamiast 150€ kosztuje mnie ta zabawa 15€, a torebka, mimo ze nosiłam ją prawie codziennie przez rok, wciąż się trzyma jak nowa (z wyjątkiem chusteczkowego zapięcia). Powiedzmy, że zachowałam równowagę, co? I a ze schowka wyciągnęłam moją poprzednią torebkę, wciąż się trzyma 😉
  3. Czas dla siebie – czytam świetną książkę – Bonheur est en vous – ale to taka lektura-projekt, bo z zalozenia bedzie ze mna jeszcze przez 120 dni 🙂 Poza tym wracam, tadam, do ksiazki “Jak osiagac swoje cele” Marcina Kijaka.
  4. Praca – cóż, wciąż lubię to co robię 🙂
  5. Czas z Bliskimi, Przyjaciółmi i Nieznajomymi – z kolegami z pracy 🙂
  6. Sport i Zdrowie – na wszelki wypadek wzielam buty i outfit do biegania 🙂
  7. Lekka i smaczna kuchnia – jak to w podrozy, nie do przewidzenia
  8. Podroze (uwielbiam:))
  9. Dom – podczas mojej nieobecnosci w kompostowniku kuchennym dojrzewa kompost. Na balkonie z daleka od oczu rosną sobie hiacynty, żonkile, bratki i prymulki, mięta się  przyjęła, i tymianek, pomidorki kiełkują, róża i magnolia pączkują.Szafke z zywnoscia zostawilam dzis rano odchudzona, lazienke posprzatana. Zobaczymy sie z domem i Pepperem w czwartek, na jedna noc.

  Życzę Wam przyjemnego tygodnia.

Tygodniowy Rozkład Lotów #11

Tydzień z dziećmi

  1. Rodzina.

Zapowiada się taki typowy, piękny tydzień w rytmie Patchworkowym.
Nigdzie nie wyjeżdżam, jestem w domu i mogę szybko upichcić jakiś obiadek, jeśli dzieci wpadną do domu w związku z niezapowiedziana nieobecnością nauczyciela, mogę pomoc w lekcjach, jeśli wyrażą taka ochotę.
We wtorek idę z Irenką do fryzjera, pierwszy raz (wierni Czytelnicy wiedza dla czego).

  
W środę Benoit kończy 40 lat i szykujemy mu niespodziankę.

Poza tym: sadzimy kwiatki, chodzimy na rolki. Takie proste, fajne zycie. Czytaj dalej

Czytam 7,8

7# Irvin Yalom, Problem Spinozy.

Pozytywną stroną tej lektury, jest bez wątpienia fakt poznania życiorysu Spinozy. Przyznam, że sama z siebie nie wpadłabym na pomysł przeczytania jego biografii. Autor jest amerykańskim psychiatra, erudyta i z zaciekawieniem czytałam jego analizę charakteru i postaci Spinozy. Na przykład, za swoje poglądy został objety heremem, czyli żydowską ekskomuniką. Ale i przez chrześcijan uważany był za ateistę. Nie mógł się ożenić, wybrał życie w celibacie i umiłowanie szukania prawdy. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #10

Tydzień bez dzieci.

  1. Obudziłam się dziś rano wyspana jak nigdy (to zapewne efekt działania “surmatelas” maty na materac, która sobie w sobotę ofiarowaliśmy. Nie wiem jakie licho podkusiło nas, żebyśmy kupując po remoncie sobie nowe lóżko wybrali taki twardy materac… No ale teraz śpi się bosko). Benoit zrobił mi kawę, ja z Pepperem odprowadziliśmy go na “przystanek rowerowy”.
    Kto by powiedział, ze sobotnia noc spędziłam – wpieniona – u przyjaciółki?

Czytaj dalej

Żegnajcie, francuscy taksówkarze !

Wtorek, 1 marca 2016.  Godzina 23h. Dworzec Part Dieu. Wysiadam z tramwaju, który przywiózł mnie z lotniska. Zazwyczaj te 30 minut do domu pokonuje piechota. Ale dziś jestem zmęczona i do tego pada.
Tłamszę grymas niechęci i idę na postój taksówek.
– Chce zapłacić karta, informuje uprzejmie i z uśmiechem taksówkarza.
– Kartę bierzemy dopiero od 20 euro. Mademoiselle. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #9

Tydzien z dziećmi.

Ale znów nietypowy.

1. Rodzina. 

Dzieci są prawie same w poniedziałek i wtorek. W środę idziemy na koniki, w czwartek wieczorem robimy noc tv-żerców. 

  
W piatek dzieci wracajądo “drugich rodziców”.

 W weekend za to nie wychodzimy z łóżka. 

2. Finanse. 

Pożarło mi jedną kartę (dystrybutor), bo zapomniałam kodu (jak się nie używa, to sie zapomina). Wyciągam wciąż peniądze raz w tygodniu i płacę gotówką.

Czeka mnie kolejna wizyta w banku. 

3. Czas dla siebie.

Wciąż czytam “Problem Spinoza”

Interesuje mnie projekt “zero śmieci” i mam ochotę “od czegoś zacząć”. I będą to… (wrażliwe dusze, które żyją świeżym powietrzem i miłością mogą przeskoczyć ten temat) podpaski higieniczne. 

4. Praca. 

Lubię to co robię i jestem w tym dobra.  Fajnie było 🙂

  
5. Czas z Bliskimi i Przyjaciółmi

Organizuję 40 urodziny Bena. (Za 2 tygodnie).

Planuję zorganizować kolację, ktorą przygotujemy sami pod okiem profesjonalnych kucharzy w  atelier. 🙂

6. Sport i zdrowe ciało. 

Joga. Bieganie. Ćwiczenia z obciążeniem.

7. Lekka, smaczna i zdrowa kuchnia.

…Hm. Fatalnie sie zaczęło, od poniedziałku. Alkohol, słodkie przekąski… 

Planuje kupic wagę kuchenna i zaczynam używać FitnesPal.

8. Podróże.

Szykuję sie na Wielkanoc w Polsce.

9. Dom. Czyste, estetyczne i spokojne miejsce. U mnie.

Na balkonie posadziłam lawendę i pietruszkę.zabieram sie za pomidory

Miłego tygodnia:-)

Tygodniowy Rozklad Lotow #6

Tydzień bez dzieci.

  1. (Wciąż Uczę się) Pielęgnować Szczęśliwy Związek.

Moim zdaniem to nie jest tak, że, się człowiek budzi rano i stwierdza: dziś postanawiam, ze dzień będzie udany. Lub nie, bo jest poniedziałek (swoja drogą, dzięki Bogu omija mnie wątpliwa przyjemność słuchania w poniedziałki tych „jak się masz? Jak to w poniedziałek”). Czytaj dalej

Jak Przetrwac Zime (w Lyonie)?

 

„Jak jest zima to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”.

Od kiedy mieszkam w Lyonie, czyli paręnaście lat, nie pamiętam ostrej zimy. W styczniu bywa, że kwitną nam czasem w parkach stokrotki. Oczywiście, fajnie jest usiąść sobie w kafejce na placu,  przy stoliku łapać promienie słońca, ale tęskno za zimą i śniegiem…
A może tak wybierzemy się na narty, w Alpy ? Czytaj dalej

Straszna Historia (z Lyonem w tle)

Co trochę mamy tu w Lyonie, na co dzień, jakieś mrożące krew w żyłach historie: tu napad na bank, tam uprowadzenie i odcięcie głowy oraz próba wysadzenia w powietrze fabryki…

Ale… zostawmy na chwile współczesność, przenieśmy się 200 lat z hakiem wstecz, tu strasznych historii też jest bez liku.

Jest koniec roku 1793. Stoimy na „równinie Brotteaux” pod Lyonem….

Trudno mi sobie wyobrazić to „pod Lyonem”, gdyż jest to dzielnica w której aktualnie mieszkam. Czytaj dalej

Emigracyjna Historia Alternatywna

“Those who cannot remember the past are condemned to repeat it”.

Google podaje, ze autorem aforyzmu jest George Santayana, no proszę, ja zawsze myślałam ze to był Karl Marx.

Mniejsza o to.

Znacie takie historie ?

Wujek, tata koleżanki, sąsiad – wyjechał z Polski. Kierunek : Zachód. Czytaj dalej

Zobaczyłam Ósmy film Tarantino

Widziałam.
Niestety, straciłam prawie trzy godziny życia.

Jestem fanką Reservoir Dogs, Pulp Fiction, Inglorious Bastards, Kill Bill czy Django Unchained. 

Te filmy mnie z a s k o c z y ł y. Zatrzęsły moją estetyką, moją wrażliwością, zostawiły c o ś po sobie. 

The Hateful Eight ma swoje mocne strony : naprawdę świetne zdjęcia. Piękna muzyka. Gra aktorów – żadna postać nie jest nijaka. Nawet intryga (choć na końcu Tarantino bierze nas za idiotów i wyjaśnia -niepotrzebnie – wszystko, kawa na ławę) jest ciekawa.

Ale oprócz tych niewątpliwych plusów – film nie wniósł niczego nowego do mojego spojrzenia na kino w ogóle a kino Tarantino w szczególności.

Jak zwykle plan zdjęciowy tonie w czerwonej farbie, a ja co chwilę podskakuję w fotelu, bo nigdy nie przyzwyczaję się do tej taniej brutalności. Dialogi są dobre, ale nie zostanie mi w pamięci żadna kultowa scena, ani Mr. Wolf, ani Brat Pitt i jego arrivederci, ani nawet “a ja nie chcę być Różowy. Różowy brzmi jak cipa“. Na końcu – niczego nie zepsuję mówiąc, że znowu wszyscy giną lub niechybnie zginą.Trzy długie godziny, po to tylko by powiedzieć : no, tak, widziałam ósmego Tarantino? Panie Tarantino, film-wizytówka. Ale po co? 

Eeeee. Gdybym wiedziała, odpuściłabym sobie.

#112 – Priceless

Wiecie jak to jest, kiedy się ma urodziny tuż przed Świetami (lub w święta:-)) – cieszysz się człowieku, bo urodziny to magiczny dzień, ale Święta też magiczny, a magia poddana konkurencji traci na uroku.Ale, przyznam, moi rodzice a pózniej ja sama, robiłam tak, by urodziny były świętem.

I w tym roku było wyjątkowo. Czytaj dalej

Kartka z kalendarza

Lyon powoli i ostrożnie wchodzi w
świąteczny mood.
Nie, żeby zaraz Święta Bożego Narodzenia – przecież uraziłoby to ateistów, muzułmanów lub osoby po prostu samotne, które z rożnych powodów schowały magię bożonarodzeniową do kieszeni, na inną okazję. A przecież Francja tolerancyjna jest.

Zatem pojawiają nam się na ulicach choinki, światełka, wystawy ubierają się w gwiazdki, świeczki i rożne błyszczące sreberko-złotełka, byśmy radośnie czcili “Święta Z Końca Roku” (Fêtes de fin d’année).

W dzielnicy zamknęły się dwie księgarnie, za to jedna się otwiera, poczekam dwa dni i kupię prezenty raczej u księgarza niż w internecie.

Jeden Pan w Stowarzyszeniu, dla którego robię tłumaczenia, sam z siebie przestał pić. Pewnego dni po prostu powiedział, że nie weźmie do ust alkoholu. I dzielnie się trzyma od 6 miesięcy. Zaczął “dbać” o swoje zdrowie (pierwszym krokiem jest stawianie się na wizyty lekarskie). Kiedy od siebie dyskretnie pogratulowałam mu wyboru i silnej woli, w jego oczach zobaczyłam, po raz pierwszy, błysk dumy z bycia człowiekiem. Trudno to wytłumaczyć. Ludzie, ktorzy pracują w tym ośrodku zrobili wspaniałą pracę, towarzysząc mu w tej drodze do odzyskania własnej wartości.

Planuję kupić mu w prezencie ładne skarpety i zaproponować wspólną pasterkę w polskim kościele. Znamy się już kilka miesięcy i mam nadzieję, że odbierze to naprawdę jako gest sąsiedzki a nie jakiegoś ckliwego miłosierdzia.

Okres świąt, dla osób z naszego kręgu kulturowego może być we Francji ciężki. Mam nadzieję, że nie załamie się i nie wróci do alkoholu…

***

My też za chwilę zabieramy się za ubieranie choinki.

Choć aż mi się serce kraje, bo nie będę widziała Irenki przez ładne 3 tygodnie w tym miesiącu grudniu, co mi z a w a s z e serwuje ostrą mieszankę emocji, tak na Koniec Roku.

Zatem ubieram choinkę z moim dzieckiem. Po raz pierwszy w życiu mogę pozwolić sobie (bez wyrzutów sumienia i notyfikacji na koncie) na zakup bombek i dupereli, jak sztuczny śnieg i tak, daje mi to satysfakcję.

Jednego dnia wstałam wcześniej i ze spaceru z psem, znad rzeki, przytargałam gałązkę dzikiej róży, przyprószyłam sztucznym śniegiem i zawiesiłam ją w oknie, wraz z bombkami. Maleńka czynność z szufladki “kreatywność” a daje energicznego kopa na tydzień.

Dziewczyny rzuciły się już w piątek za wycinanie wzorów w kartonie, bedą sprejować sobie okna.


***

Prowadzam Irenkę do pani sofrolog, która uczy ją, jak się relaksować, jak oddychać, daje jej “narzędzia” do walki ze stresem i emocjami w szkole lub w domu. Irka mi za to podziękowała ostatnim razem i na razie wyglada na zmotywowaną.
***

Ja zaczęłam chodzić regularnie na policyjną siłownię. Lubię tę atmosferę osiedlowego klubu z lat 90tych, szatnia wyglada nawet jakby od lat 80tych nie była remontowana. Może ja lubię luksus nowoczesnych sal, kiedy jestem w hotelu, od czasu do czasu, ale na codzień wolę minimalistyczne wnętrze, gdzie każdy szanuje maszyny jakby były jego.
Oprócz delikatnych zmian w jakości mojego ciała, mogę sobie obserwować stróżów prawa – czasem mam przed oczami kalendarz Bogów Stadionu w wersji “live”.

Chadzam tam z moim Księciem z Bajki oraz kolegą Piotrkiem. Powiem tak: jestesmy dziwną ekipą. Chłopaki trenują w binomie. Ja w innym kącie wypełniam swój plan.

Benowi zaczynają rozchodzić się koszule na klatce aluzyjne (lekko) w pasie. Ale kiedy chwałę go za efekty, to się obrusza.

Czasem dołączam do nich na koniec, na rozciąganie, i tak, podoba mi się to.


***

Burze hormonalne w moim ciele, ładnie ujmując, dewastują mnie co miesiąc. Ale jestem coraz cześciej świadoma “znaków zapowiadających”. Zamiast hamować w sobie gniew, zazdrość, rozczarowanie, zaczynam je przez siebie “przepuszczać”. Zostawiają wówczas we mnie mniej śladów. Czasem.
No i seanse masaży z Sandy wpływają rewelacyjnie na moje samopoczucie.

***

A dziś byliśmy razem w polskim kościele. Cała trojka wynudziła się jak mopsy, ale jestem im wdzięczna za te półtorej godziny poświecenia. Trochę tłumaczyłam Benowi od ucha kazanie, dziewczynom, jak wszystkim dzieciom w kościele, nie przeszkadzało, że nic nie rozumieją, wpatrywały się w swoje paznokcie, lub bacznie obserwowały, kiedy wstawać, kiedy klękać itp. Ale byliśmy tam razem i w tamtej chwili czułam, że ta moja nienormalna, posklejana rodzina, jest jednak Rodziną.


I tym akcentem pragnę życzyć Wam miłego niedzielnego wieczoru. Jutro z kalendarza spadnie kolejna kartka… żeby przyniosła wam Radość i takie ludzkie Ukojenie i Zadowolenie.

#94 – Pocztówka z okolic Toronto

Na lotnisko wyjechali po nas Magda, Paweł i Natalka.

Magda jest moją koleżanką z czasów studenckich, należałyśmy do studenckiej grupy cheerleaderek, tańczyłyśmy na żeńskich meczach pabianickiej Polfy i byłyśmy piękne i młode. Czytaj dalej

#93 – Pocztowka z Nowego Jorku

Albo zapiski z naszej podróży z Irenką.

Przyjechałyśmy tu, by zobaczyć Nowy Jork takim, jaki chciała go zobaczyc moja dwunastoletnia córka.

Bardzo chciałabym, żeby były tu opisy naszej wycieczki po muzum sztuki i muzeum sztuki współczesnej, recenzja spektaklu na Brodwayu, ale nie, tego tu nie znajdziecie. Czytaj dalej