Archiwum kategorii: kartka z kalendarza

Akcja Emigracja – Tu i Teraz

Jak zapewne wiecie, należę do wspaniałego  Klubu, zrzeszającego Polki na Obczyźnie.
Jedna z dziewcząt, Mariola, wpadła ostatnio na pomysł zorganizowania akcji #TuITeraz :

Poprosiła, by klubowiczki z całego świata zrobiły zdjęcie o konkretnej godzinie. Zapraszam serdecznie na bloga Akcja Emigracja, zobaczyć, co robiłyśmy w piątek, o 14h05 czasu polskiego.

Miłej niedzieli !

Na ratunek Magnolii

Mam dostęp do maleńkiej, oszklonej i przez większą część dnia zacienionej loggi. Na niej staram się urządzić mój Czarodziejski Ogródek. Dwiema roślinami, na których mi bardzo zależy są Magnolia i Róża. Pozostałe to osierocona przez zmarłą sąsiadkę pelargonia oraz zioła – pietruszka, melisa, bazylia, mięta, które jednak niechętnie tam rosną, i szybko stają się pożywką ślimaków i gąsienic. 

Nie było mnie długo w domu, prawie dwa miesiące, i osoby które miały podlewać mi rośliny nie do końca miały na to czas. Do tego doszły temperatury, sięgające 40 stopni. I inwazja ślimaków (skąd na drugim piętrze ślimaki, ja się pytam?). I ciem. Wpadłam do domu i się popłakałam. A było to w przeddzień wyjazdu w podroż poślubną. Oto co zobaczyłam: 

Magnolia : liście były przesuszone, osnute cieniutką pajęczynką, zjedzone przez ślimaki, przez zielone gąsienice ciem, z pozostałościami kokonów i łążcymi po całej roślinie białymi insektami.

Róża :pod różą wyrosły jakieś żółte grzybki . Róża jest pnąca i zamiast piąć się po siatce, zaczęła się piąć po szybie. Listki: cześć spalona, cześć owinięta przez pająki, mszyc na szczęście nie widziałam.

Na grupie Poszukiwaczy Roślin zamieściłam apel o pomoc z pytaniem : czy te dwie rośliny da się uratować? Czy mam zastosować mocne cięcia, zmienić ziemie w donicach i skrzyniach?

Ktoś (słusznie) poradził, bym zwróciła się z tym pytaniem na grupę „Kwiaty doniczkowe”, bo Poszukiwacze Roślin to grupa poszukiwaczy roślin. Oto jaką tam otrzymałam radę: Czytaj dalej

Zielone Święto

Przez wiele lat 15 sierpnia był dla mnie zwyczajnie dniem wolnym od pracy lub środkiem wakacji. W tym roku mogło być podobnie, ale było inaczej.

Od kilku miesięcy wkręciłam się w robienie mydeł. To prawdziwe uzależnienie. Po lekturze wielu blogów, kilku książek a przede wszystkim forum Piana Mydlana (dziękuję, że to miejsce w sieci istnieje i że panuje tu taka wspaniała atmosfera!) na razie postanowiłam ograniczyć skład moich mydeł. Przeszłam fazę zachłyśnięcia się sklepem „aroma-zone”, kiedy zrozumiałam, że wcale nie potrzebuje tych wszystkich fikuśnych akcesoriów, składników, żeby zrobić naprawdę dobre i fajne mydło. Moje mydła wracają więc w rejony minimalistyczne, składają się z najwyżej trzech tłuszczy: oliwy z oliwek (najczęściej), oleju kokosowego (szukam wciąż, czym by go zastąpić) oraz eksperymentalnie z oleju ryżowego (jest naprawdę świetny, mydełka są piękne, ale potraktowałam go raczej eksperymentalnie).

Na Pianie Mydlanej ktoś (Ag :)) podpowiedział, że oleje można wzbogacić ziołami i polecił inną grupę: Poszukiwacze Roślin. Znów, jakby otworzyła się przede mną sekretna furtka, znów uderzyła mnie potęga mojej ignorancji. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że potrafiłam rozróżnić i nazwać: pokrzywę, miętę, bazylię i melisę, krwawnik, mak, chaber i ledwo-ledwo dziurawiec. W lipcu byłam w Polsce i z prawdziwą przyjemnością poszłam sobie z moją Mamą na pole, nazrywać kilka znanych mi chwastów: krwawnik, chabry… Na łące poczułam się jak w sklepie z zabawkami: a co to może być, ten kwiatek ? Czytaj dalej

Co robię kiedy nie ma mnie na fejsie?

Być może powiecie – phi, co to za nowa moda, to “porzucanie Facebooka”. Spieszę z wyjaśnieniem.

Wyrzuciłam apkę Facebook z telefonu. Na początku było naprawdę ciężko, prawdziwe symptomy uzależnienia : poddenerwowanie, ręka sięgająca po telefon, a nawet myśl “nie mam co ze sobą zrobić !”.

Brakuje mi komunikacji z moimi wirtualnymi znajomymi…

Chociaż, z drugiej strony zostawiłam sobie apkę komunikatora, teoretycznie moi “fejsbukowi przyjaciele” mogą zawsze zagaić.

No i staram się zajrzeć na fb codziennie, kiedy siedzę przed komputerem, żeby uczestniczyć w życiu Klubu Polki na obczyźnie, zajrzeć zaprzyjaźnione strony. Wiedzieć co się dzieje u Was.

Kiedy już pozbyłam się “Social media uzależnienia”, powoli, dzień po dniu, zyskałam coraz więcej czasu.

Nie wiem, czy korzystam z niego mądrze, ale z pewnością – robię coś innego…

– Uszyłam kilka woreczków na bezsmieciowe zakupy, dla znajomych. W kwietniu bardzo chciałabym zorganizować “warsztat” z moimi Lepszymi Siostrami : zebrać i poprzecinać materiały, przynieść maszyny do szycia i jednego wieczoru uszyć takie woreczki na zakupy, które mogłybyśmy następnie umieścić w sklepie, i zaproponować klientom zamiast papierowo-foliowych. Przy okazji mogłybyśmy urządzić zbiórkę pieniędzy na cel związany właśnie z ochroną środowiska.

– Zrobiłam mydło (przyznał Wam, że takie własnoręcznie zrobione mydełko, 72% oliwy z oliwek, 28% oleju kokosowego jest tym, co moja skóra kocha najbardziej. A z dodatkiem zapachu bergamotki to już w ogóle ..).w planach na kwiecień mam mydło octowe, do prania.

– Niby na chwileczkę otworzyłam pierwszy tom sagi o Wiedźminie – i przepadałam… Kiedy nie czytałam książki – słuchałam audiobooka. Bardzo poważnie rozważałam nawet zakup gry, nie wiem co mnie powstrzymało 🙂 ach spędzić tak wieczór grając w Witchera … na razie to jednak pozostawię w sferze marzeń…

– Wciąż pracuję nad sklepem internetowym (już niedługo przedstawię Wam logo), piszę historyjki, szukam też partnerów, producentów i produktów, które będą odpowiadały filozofii mojego sklepu.

– Udało mi się być na dwóch happeningach organizowanych przez L214. Zdziwiona jestem, jak wielu ludzi z życzliwością podchodzi do nas na ulicy i mówi, że to co robi L214 jest dobre. I jak wiele osób mówi, że ciężko jest zrobić ten “pierwszy krok” w stronę weganizmu. (Moim zdaniem pierwszy krok jest właśnie najłatwiejszy, o wiele trudniej jest utrzymać rytm:-))

– No i bardzo dużo czasu poświęcam mojej pracy “etatowej” . Wchodzę właśnie na nowy rynek, moja niewiedza jest na razie bezmierna, czasem bywa mi wstyd, ale… ja szybko się uczę, wierzę w siebie, i co ważne – moi koledzy wierzą we mnie, więc na pewno się uda.

(Z prawdziwą przyjemnością spotkałam na targach w Londynie Polaków – panowie mają doświadczenie, kompetencje, wiedzę, świetne produkty, rozwijają firmy w Polsce. Zrobiło mi się bardzo miło).

Kwiecień tego roku zapowiada się pracowity. Targi w Hamburgu i Las Vegas, 4 krótkie dni w Polsce, by przygotować nasze lipcowe wesele, praca nad sklepem…
***
Bezsprzecznie. Mniej mnie w sieci.

Na początku miałam nawet wrażenie, że jeśli nie zaznaczę w jakiś sposób, wszystkiego co zrobiłam/robię, to utonie to gdzieś, w otchłaniach niepamięci.

Teraz, po miesiącu, wydaje mi się, że to co robię przypomina bardziej procesy, niż jednorazowe akcje. A podsumowania procesów są dla mnie – dziś – ciekawsze….

(Ok, przyznam, że pamiętnikiem obrazkowym staje się powoli insta 🙂 z deszczu pod rynnę 😉

***

Idzie wiosna. Kwiatki kwitną, drzewa się zielenią, sezon polowania na miejsca parkingowe gdzie indziej niż pod platanami uważam za otwarty. Czuję odrobinę zmęczenia ale tez i wiele ekscytacji.
Wiecie co?

Jest dobrze.


By tradycji stało się zadość

No jak u Was Święta ?

U mnie już właściwie po. We Francji nie obchodzimy Drugiego Dnia Świąt, wiec korzystam z tej ciszy świątecznej i wysyłam zaległe “season greetings”. Wszystkie te Marry Christmas skłoniły mnie, by w przerwie podzielić się z Wami przemyśleniami dotyczącymi tradycji.

Cos Człowieka pcha do tego, by pracował ciężko, odkładał pieniądze i dni urlopu i jechał od czasu do czasu do Rodziny na Święta. Nie musi zaraz, jak ja, z innego kraju (choć w samolocie do Warszawy i później z Warszawy spotkałam bardzo milą Panią, która przyjechała na dokładnie taki sam maraton świąteczny jak ja). W ogóle, „na Święta”, urodziny czy inny ważny czas pcha nas do tego by się łączyć z Rodzina, by… ? No właśnie. Po co?

Spędziłam fantastyczne dwa dni w Polsce, o których już wcześniej Wam napisałam. Później, z Lodzi pojechaliśmy do innej części Rodziny, 4 godziny drogi na Północ. Czytaj dalej

Such a perfect day(s)

Przylecialyśmy do Polski we wtorek. Spedzilysmy caly dzien w podróży, na lotniskach i w samolotach, pociągach i taksówkach, a zajęło nam to ponad 14 godzin.

Jestem dumna z mojej corki, bo wytrwać bez marudzenia taki dzień nie jest łatwe, a jej sie udalo. Czytaliśmy razem książki, komiksy, oglądalyśmy filmy na netflixie, nawet kolorowalysmy. Czytaj dalej

SI

Soroptimist czyli Najlepsza Siostra. Soroptimist International jest to międzynarodowa organizacja, działająca w 133 krajach i zrzeszająca prawie 75 tysięcy kobiet. Ma rowniez swoja reprezentacje w Organizacji Narodow Zjednoczonych i działa na rzecz poszanowania prawa kobiet, w bardzo szerokim znaczeniu. SI działa na wielu frontach. Dla mnie najważniejszym filarem jest Edukacja. Z jednej strony mamy kraje, gdzie dziewczynki musza isc do pracy by zarobić na szkoły swoich braci.  Z drugiej, w  krajach “rozwiniętych”, młodzież, która uznaje, że wszystko jest już im dane, zaklepane, zarezerwowane, nie ma żadnych obowiazkow innych niż “dobrze się uczyć i być w życiu szczęśliwym”. Czytaj dalej

Ocalić od zapomnienia

Kochany pamiętniczku

Poniedzialek.
Do Chatki Baby Jogi wpadła Popatrz jaka Francja! (zajrzyjcie koniecznie, jak ladnie pisze o Lyonie) i wspólnie  upichciłyśmy “przetwory na zimę” (dodam, że wcześniej, w sobotę wspólnie  robiłyśmy zakupy na Croix Rousse i też było przemiło).
Z nas są takie Panie domu, że czytałyśmy przepis jak Adaś  Miauczyński (Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las…”
– Przewróć stronę.
– „…oczom ich ukazał się las… krzyży”),
buraczki się nie dokońca  zapasteryzowaly… ale za to wszystko wyszło smaczne (zimy to te moje przetwory nie doczekają) no i spędziłysmy razem bardzo miło czas.


Wtorek.
Wzięłam udział w zebraniu Klubu Soroptimist i jestem przekonana, że to właściwa dla mnie – w tym momencie mojego życia – organizacja, w której mogę spełnić moje potrzeby społecznościowe. Na pewno napiszę o tym więcej, kiedy indziej. Czytaj dalej

Diabeł nie ubiera się już u Prady

 

Myślicie może, ze uciekam od rzeczywistości, od informacji, od tak zwanych wiadomości bo bardzo niewiele o tym pisze ? Nie. Nie uciekam.

Chciałabym napisać jakiś mądry komentarz do tragedii, która wydarzyła się 27 lipca 2016 roku w Saint-Etienne du Rouvray.

Ale co tu napisać mądrego ? Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #13

Spędziłam Wielkanoc jedyną w swoim rodzaju.
Obyło się bez niesnasek, kłótni, żalów. Obyło się bez spiny, że musi coś być takie a nie inne, bez namawiania mnie do jedzenia mięsa, prawie bez alkoholu (a to już prawdziwa nowość). Było za to dużo bliskości i śmiechu, była piękna święconka, był długi spacer, wspólne gotowanie i sprzątanie, normalność.

Może nie powinnam tego napisać, ale co tam. Znalazł się skądś Rozweselający Papieros a widok mojego Ojca zaciągającego się zielem oraz spacer z dymkiem z Mamą – bezcenny.

🙂 

moja rodzina, po wyprowadzeniu się z Łodzi odżywa w stylu Flower Power. 

Wracam do Francji i jest mi trochę przykro, bo tak krótko. A jednocześnie z głową pełną samych miłych wspomnień, więc miło
No ale. 

Tydzień z dziećmi. 

1. Rodzina – tak. Jest dla mnie najważniejsza. Patchworkowa, posklejana, ale taką ją stworzyliśmy i taką ją kocham. Plany na ten tydzień? Spędzić ze wszystkimi jak najwiecej czasu, przytulać te moje naburmuszone nastolatki jak najcześciej, i szukać powodów do wspólnego śmiechu.

2. Finanse. Wow, wow, wow. Proszę państwa, jak pisałam w ubiegłym tygodniu : bank zgodził się na nowe warunki kredytowe, jesteśmy zatem zadłużeni już “tylko” na najbliższe 12 lat, płacimy miesięcznie trochę więcej, ale w sumie kredyt będzie nas kosztował duuuużo mniej, niż to było początkowo założone. I o tym napiszę kolejny odcinek serii “jak kupować mieszkanie we Francji” 🙂

3. Czas dla siebie. Przeczytałam L’exception. Czytam “le Bonheur est en vous” oraz “Życie na pełnej petardzie”, o której myślałam już od grudnia. Kupiłam dzisiaj na lotnisku a pózniej dowiedziałam się że ksiądz Kaczkowski nie żyje. 

Umówiłam się na seans masażu (ktory jest jednocześnie seansem terapeutycznym, z kobietą która jest rownież trenerką od rozwoju osobistego). 

A w piątek znów wizyta u Ethiopaty.

Poza tym mam zamiar uszyć sobie saszetkę na kobiece comiesięczne akcesoria. W teorii mogłabym ją sobie kupić, i czas bym zaoszczędziła (materiały mam, wszystko z odzysku) i byłoby bardziej estetyczne (bo szyję ręcznie). Ale mam ochotę oddać sie zajęciu kreatywnemu a zarazem upierdliwemu na tyle, by poćwiczyć cierpliwość. 

Podobają się Wam ćwiczenia Wdzięczności? Bo zostało zaledwie 7 lekcji do odrobienia :*

4. Sport i Zdrowie – ponieważ (niestety) znów nie jestem w ciąży, Święta minęły, a z Polski przywiozłam sobie jeszcze jedną książkę z ćwiczeniami cierpliwości 🙂 czas się rozluźnić i skupić na sporcie. Zaczynam od wtorku program 180 dni z Natalią Gacką. 
W sobotę jedziemy na narty.

5. Praca – odpoczęłam w święta, nabrałam energii i znow jestem pełna entuzjazmu 🙂

6. Kuchnia – ułożyłam menu, od wtorku do piątku.(w sobotę jadę na narty, a w niedziele jadę do pracy na kolejny tydzień).

7. Inni – nie bedzie mnie w Lyonie przez kolejne 2 tygodnie. Najpierw Rodzina. Jesli starczy czasu – inni. 

8. Podróże – z tych prywatnych szykuję się do majowego weekendu z Mamą w Londynie.

9. Dom – podlewam kwiatki, sprzątam, piorę, ogarniam… W tym tygodniu wystarczy 🙂

Miłego tygodnia !

Tygodniowy Rozkład Lotów #12

Tydzien bez dzieci.

  1. Rodzina – w Piatek lece do Polski na Wielkanoc. Na 3 dni…
  2. Finanse – przyznam, ze troche pojechalam z budzetem “prezenty” kobieto, ogarnij sie… Ale na szcęście udało mi się uniknąć dużego wydatku : popsuła mi się moja kochana mała czarna torebka (ścisłej mówiąc : zamknięcie). Już miałam się z nią rozstać, ale czego to się nie znajdzie w internecie? Znalazłam Klinikę Torebek, i to w Lyonie 2. Zamiast 150€ kosztuje mnie ta zabawa 15€, a torebka, mimo ze nosiłam ją prawie codziennie przez rok, wciąż się trzyma jak nowa (z wyjątkiem chusteczkowego zapięcia). Powiedzmy, że zachowałam równowagę, co? I a ze schowka wyciągnęłam moją poprzednią torebkę, wciąż się trzyma 😉
  3. Czas dla siebie – czytam świetną książkę – Bonheur est en vous – ale to taka lektura-projekt, bo z zalozenia bedzie ze mna jeszcze przez 120 dni 🙂 Poza tym wracam, tadam, do ksiazki “Jak osiagac swoje cele” Marcina Kijaka.
  4. Praca – cóż, wciąż lubię to co robię 🙂
  5. Czas z Bliskimi, Przyjaciółmi i Nieznajomymi – z kolegami z pracy 🙂
  6. Sport i Zdrowie – na wszelki wypadek wzielam buty i outfit do biegania 🙂
  7. Lekka i smaczna kuchnia – jak to w podrozy, nie do przewidzenia
  8. Podroze (uwielbiam:))
  9. Dom – podczas mojej nieobecnosci w kompostowniku kuchennym dojrzewa kompost. Na balkonie z daleka od oczu rosną sobie hiacynty, żonkile, bratki i prymulki, mięta się  przyjęła, i tymianek, pomidorki kiełkują, róża i magnolia pączkują.Szafke z zywnoscia zostawilam dzis rano odchudzona, lazienke posprzatana. Zobaczymy sie z domem i Pepperem w czwartek, na jedna noc.

  Życzę Wam przyjemnego tygodnia.

Tygodniowy Rozkład Lotów #11

Tydzień z dziećmi

  1. Rodzina.

Zapowiada się taki typowy, piękny tydzień w rytmie Patchworkowym.
Nigdzie nie wyjeżdżam, jestem w domu i mogę szybko upichcić jakiś obiadek, jeśli dzieci wpadną do domu w związku z niezapowiedziana nieobecnością nauczyciela, mogę pomoc w lekcjach, jeśli wyrażą taka ochotę.
We wtorek idę z Irenką do fryzjera, pierwszy raz (wierni Czytelnicy wiedza dla czego).

  
W środę Benoit kończy 40 lat i szykujemy mu niespodziankę.

Poza tym: sadzimy kwiatki, chodzimy na rolki. Takie proste, fajne zycie. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #10

Tydzień bez dzieci.

  1. Obudziłam się dziś rano wyspana jak nigdy (to zapewne efekt działania “surmatelas” maty na materac, która sobie w sobotę ofiarowaliśmy. Nie wiem jakie licho podkusiło nas, żebyśmy kupując po remoncie sobie nowe lóżko wybrali taki twardy materac… No ale teraz śpi się bosko). Benoit zrobił mi kawę, ja z Pepperem odprowadziliśmy go na “przystanek rowerowy”.
    Kto by powiedział, ze sobotnia noc spędziłam – wpieniona – u przyjaciółki?

Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #9

Tydzien z dziećmi.

Ale znów nietypowy.

1. Rodzina. 

Dzieci są prawie same w poniedziałek i wtorek. W środę idziemy na koniki, w czwartek wieczorem robimy noc tv-żerców. 

  
W piatek dzieci wracajądo “drugich rodziców”.

 W weekend za to nie wychodzimy z łóżka. 

2. Finanse. 

Pożarło mi jedną kartę (dystrybutor), bo zapomniałam kodu (jak się nie używa, to sie zapomina). Wyciągam wciąż peniądze raz w tygodniu i płacę gotówką.

Czeka mnie kolejna wizyta w banku. 

3. Czas dla siebie.

Wciąż czytam “Problem Spinoza”

Interesuje mnie projekt “zero śmieci” i mam ochotę “od czegoś zacząć”. I będą to… (wrażliwe dusze, które żyją świeżym powietrzem i miłością mogą przeskoczyć ten temat) podpaski higieniczne. 

4. Praca. 

Lubię to co robię i jestem w tym dobra.  Fajnie było 🙂

  
5. Czas z Bliskimi i Przyjaciółmi

Organizuję 40 urodziny Bena. (Za 2 tygodnie).

Planuję zorganizować kolację, ktorą przygotujemy sami pod okiem profesjonalnych kucharzy w  atelier. 🙂

6. Sport i zdrowe ciało. 

Joga. Bieganie. Ćwiczenia z obciążeniem.

7. Lekka, smaczna i zdrowa kuchnia.

…Hm. Fatalnie sie zaczęło, od poniedziałku. Alkohol, słodkie przekąski… 

Planuje kupic wagę kuchenna i zaczynam używać FitnesPal.

8. Podróże.

Szykuję sie na Wielkanoc w Polsce.

9. Dom. Czyste, estetyczne i spokojne miejsce. U mnie.

Na balkonie posadziłam lawendę i pietruszkę.zabieram sie za pomidory

Miłego tygodnia:-)

Kartka z kalendarza

Lyon powoli i ostrożnie wchodzi w
świąteczny mood.
Nie, żeby zaraz Święta Bożego Narodzenia – przecież uraziłoby to ateistów, muzułmanów lub osoby po prostu samotne, które z rożnych powodów schowały magię bożonarodzeniową do kieszeni, na inną okazję. A przecież Francja tolerancyjna jest.

Zatem pojawiają nam się na ulicach choinki, światełka, wystawy ubierają się w gwiazdki, świeczki i rożne błyszczące sreberko-złotełka, byśmy radośnie czcili “Święta Z Końca Roku” (Fêtes de fin d’année).

W dzielnicy zamknęły się dwie księgarnie, za to jedna się otwiera, poczekam dwa dni i kupię prezenty raczej u księgarza niż w internecie.

Jeden Pan w Stowarzyszeniu, dla którego robię tłumaczenia, sam z siebie przestał pić. Pewnego dni po prostu powiedział, że nie weźmie do ust alkoholu. I dzielnie się trzyma od 6 miesięcy. Zaczął “dbać” o swoje zdrowie (pierwszym krokiem jest stawianie się na wizyty lekarskie). Kiedy od siebie dyskretnie pogratulowałam mu wyboru i silnej woli, w jego oczach zobaczyłam, po raz pierwszy, błysk dumy z bycia człowiekiem. Trudno to wytłumaczyć. Ludzie, ktorzy pracują w tym ośrodku zrobili wspaniałą pracę, towarzysząc mu w tej drodze do odzyskania własnej wartości.

Planuję kupić mu w prezencie ładne skarpety i zaproponować wspólną pasterkę w polskim kościele. Znamy się już kilka miesięcy i mam nadzieję, że odbierze to naprawdę jako gest sąsiedzki a nie jakiegoś ckliwego miłosierdzia.

Okres świąt, dla osób z naszego kręgu kulturowego może być we Francji ciężki. Mam nadzieję, że nie załamie się i nie wróci do alkoholu…

***

My też za chwilę zabieramy się za ubieranie choinki.

Choć aż mi się serce kraje, bo nie będę widziała Irenki przez ładne 3 tygodnie w tym miesiącu grudniu, co mi z a w a s z e serwuje ostrą mieszankę emocji, tak na Koniec Roku.

Zatem ubieram choinkę z moim dzieckiem. Po raz pierwszy w życiu mogę pozwolić sobie (bez wyrzutów sumienia i notyfikacji na koncie) na zakup bombek i dupereli, jak sztuczny śnieg i tak, daje mi to satysfakcję.

Jednego dnia wstałam wcześniej i ze spaceru z psem, znad rzeki, przytargałam gałązkę dzikiej róży, przyprószyłam sztucznym śniegiem i zawiesiłam ją w oknie, wraz z bombkami. Maleńka czynność z szufladki “kreatywność” a daje energicznego kopa na tydzień.

Dziewczyny rzuciły się już w piątek za wycinanie wzorów w kartonie, bedą sprejować sobie okna.


***

Prowadzam Irenkę do pani sofrolog, która uczy ją, jak się relaksować, jak oddychać, daje jej “narzędzia” do walki ze stresem i emocjami w szkole lub w domu. Irka mi za to podziękowała ostatnim razem i na razie wyglada na zmotywowaną.
***

Ja zaczęłam chodzić regularnie na policyjną siłownię. Lubię tę atmosferę osiedlowego klubu z lat 90tych, szatnia wyglada nawet jakby od lat 80tych nie była remontowana. Może ja lubię luksus nowoczesnych sal, kiedy jestem w hotelu, od czasu do czasu, ale na codzień wolę minimalistyczne wnętrze, gdzie każdy szanuje maszyny jakby były jego.
Oprócz delikatnych zmian w jakości mojego ciała, mogę sobie obserwować stróżów prawa – czasem mam przed oczami kalendarz Bogów Stadionu w wersji “live”.

Chadzam tam z moim Księciem z Bajki oraz kolegą Piotrkiem. Powiem tak: jestesmy dziwną ekipą. Chłopaki trenują w binomie. Ja w innym kącie wypełniam swój plan.

Benowi zaczynają rozchodzić się koszule na klatce aluzyjne (lekko) w pasie. Ale kiedy chwałę go za efekty, to się obrusza.

Czasem dołączam do nich na koniec, na rozciąganie, i tak, podoba mi się to.


***

Burze hormonalne w moim ciele, ładnie ujmując, dewastują mnie co miesiąc. Ale jestem coraz cześciej świadoma “znaków zapowiadających”. Zamiast hamować w sobie gniew, zazdrość, rozczarowanie, zaczynam je przez siebie “przepuszczać”. Zostawiają wówczas we mnie mniej śladów. Czasem.
No i seanse masaży z Sandy wpływają rewelacyjnie na moje samopoczucie.

***

A dziś byliśmy razem w polskim kościele. Cała trojka wynudziła się jak mopsy, ale jestem im wdzięczna za te półtorej godziny poświecenia. Trochę tłumaczyłam Benowi od ucha kazanie, dziewczynom, jak wszystkim dzieciom w kościele, nie przeszkadzało, że nic nie rozumieją, wpatrywały się w swoje paznokcie, lub bacznie obserwowały, kiedy wstawać, kiedy klękać itp. Ale byliśmy tam razem i w tamtej chwili czułam, że ta moja nienormalna, posklejana rodzina, jest jednak Rodziną.


I tym akcentem pragnę życzyć Wam miłego niedzielnego wieczoru. Jutro z kalendarza spadnie kolejna kartka… żeby przyniosła wam Radość i takie ludzkie Ukojenie i Zadowolenie.

#61 – O tym jak odkryłam że panicznie boję się pustki.

Kobieto, przeciez ty zawsze jestes takim wulkanem energii:  tu sport, tu praca, tu gotowanie, tam sprzątanie, tu dzieci, tam facet, koleżanki, a jeszcze znajdujesz czas zeby usiąść z książka na kanapie lub chociaz napisać dwa słowa na blogu. Do dzisiaj. Dziś po raz pierwszy czuję, że nie daję rady.  Czytaj dalej

O powodzeniu w życiu

Wczoraj były urodziny mojego Ojca.

Zadzwoniłam z życzeniami, miałam okazję zamienić kilka słów, zadzwonił telefon z pracy, musiałam skończyć rozmowę a później skończył się dzień.

(Czasem czuję się, jakbym była na jakiejś planecie z Interstellara, moje 2 godziny mogą śmiało trwać czyjeś 24h).

Tata podziękował za życzenia i powiedział mi, ze jest ze mnie dumny.

Że powiodło mi się w życiu. Czytaj dalej

#jesuischarlie

Jestem wstrząśnięta.

W Paryżu, w redakcji Charlie Hebdo zastrzelono 12 osób.

Dlaczego ? Bo humor, którym Charlie częstował swoich czytelników “obrażał uczucia religijne”. Oto, kropla, która przepełniła wazę :

Wciąż żadnego zamachu we Francji? Poczekajcie – mamy czas do końca Stycznia, żeby składać życzenia* (*We Francji wysyła się kartki noworoczne w Nowym Roku)

Czytaj dalej