Archiwum kategorii: Kobieta

Wiedźma Białego Księżyca 

Skończyło się, definitywnie się skończyło. Dostałam dzisiaj okres. Pierwszy po ciąży. Skończyła się przerwa w menstruacjach, następną będzie już menopauza. Skończyło się jedenaście miesięcy cyklu macierzyńskiego, czasu, którego potrzebowało moje ciało do odbudowania siebie, po stworzeniu nowego człowieka

Nie przeczę, ostatnio sporo mu w tym pomagam.

Skoro nie mogę wyspać się, tak, jakbym sobie tego życzyła, pomagam sobie, jak umiem. Witaminki, B12, C, magneziki, wapienko, żelazo. Dzięki uprzejmości Alicji (jednej z tych fajnych dziewczyn, którą poznałam przy okazji organizowanych w domu warsztatów kosmetyczno-mydlarskich) mogłam pójść sobie na masaż do Sandie.

Sandie jest wiedźmą; ma w dłoniach czarodziejskie moce, jej masaże energetyzujące towarzysza mi od kilku lat na ścieżce rozwoju wewnętrznego. I zawsze po nich w moim życiu widzę wyraźnie, gdzie cos się kończy, a gdzie zaczyna nowe.

Coś czułam, ze to nadchodzi. Byłam ostatnio tak zmęczona, senna, a jednocześnie rozdrażniona, ze najpierw poszłam jednak do apteki po test ciążowy.

Już naprawdę nie mam sił kłócić się z Mężem, na synka się nie złoszczę, nawet jak mi się dorwie do szafki z jedzeniem i narobi szkód, mój odkrywca jeden. Na szczęście dla wzbierającej we mnie negatywnej energii, na siódmym pietrze w moim domu robi się remont i faceci są niepoważni. Popsuli drzwi od windy, w taki sposób, ze można z niej korzystać tylko wtedy, gdy na siódmym pietrze ktoś zasunie drzwi bezpieczeństwa ręcznie. Czego panowie nie robią od dwóch tygodni.

Oni nie widza problemu, bo winda jest zawsze u nich na siódmym pietrze. Lub na parterze.

Gdy wychodzę z domu z wózkiem i mam to szczęście, ze winda jest na parterze, mogę z niej skorzystac ale gdy wracam do domu, z zakupami, winda jest zablokowana na 7, do czasu gdy oni nie skończą pracy i sobie nie zjada.

Akurat był czas pełni. Stasiek gorączkował, był wyjątkowo marudny, Belek w delegacji, ja sama w tym bajzlu, który panuje w mojej chatce w związku z przeprowadzka. Wróciłam ze spaceru po lekarzach, aptekach, sklepach itp.

Winda na siódmym. Zostawiłam wózek. Wleciałam po schodach, z dzieckiem na reku, jakby cos mnie niosło. Pukam grzecznie. “Nikogo nie ma w domu” odpowiedział jakiś żartowniś. Pytam, jeszcze grzecznie, dlaczego blokują windę. Niech sie pani uspokoi, “ma bonne dame”. “Ma bonne dame”, to cos w rodzaju “paniusi”. Jak widać, są jeszcze w tym społeczeństwie mężczyźni, którzy mówią do kryjącej wściekłość kobiety “uspokój się paniusiu”.

Może widział, że potrzebuje się wykrzyczeć ?

Myślę, ze słyszeli mnie wszyscy obecni w domu sąsiedzi.

Drzwi oczywiście nie naprawiono, ale ktoś przytomnie zakleił przycisk 7 pietra w windzie i z kilkoma błędami ortograficznymi poprosił na kartce by jadąc na siódme, korzystać wyłącznie z 6 lub 8 pietra.

Czyli to był PMS a nie ciąża. Bardzo żałuję ze nie mam 5 lat mniej, bo wówczas wynik testu, z potwierdzeniem w postaci awantury o windę, by mnie zasmucił.

Teraz się ucieszyłam.

Nie wiem, czy pisałam? Będę mieszkać, tymczasowo, u Teściów. Mam 42 lata i po tylu latach życia mniej lub bardziej niezależnego będę znów mieszkać u (czyiś) Rodziców.

Ja wiem, ze to tymczasowe, ze to w dobrej sprawie, Teściów mam fajnych, sa w mieszkaniu moze 2 dni w miesiacu. Ale ja nie będę u siebie, rozumiecie o co mi chodzi, prawda ?

A z innej strony, to wydaje mi sie, ze przekroczyłam jakaś magiczna linie, i teraz to co mi sie przytrafia, to jakby powrot do przeszłości. Dostałam druga szanse aby w chaotyczny sposób w moim życiu wystąpiły jednak te wszystkie elementy właściwe kulturze polskiej i francuskiej (a najlepiej połączyć je obie, buahahaha) : najpierw slub, potem ciąża, i do tego jeszcze mieszkanie u Teściów… Czy cos pominęłam ? A może to jakiś dziwny przypadek Benjamina Buttona, zaadoptowany do potrzeb mojej rzeczywistości ? Z każdym miesiącem młodnieję psychicznie ?

Sprzedajemy mieszkanie już w polowie sierpnia. Ten rozdział tez się kończy. Dużo się wydarzyło w tej chatce. A teraz przerzućmy stronę. Sprzedaliśmy większość mebli i przedmiotów, które dobrze nam służyły a teraz cieszę się, że posłużą innym. Robi się już luźniej, przestrzennej, teraz zostaje bajzel… ale spoko, do ogarnięcia.

Nie dogadaliśmy sie z Benkiem w sprawie wsi. To znaczy, wróć. nie dogadaliśmy sie w sprawie regionu. Ja bardzo chciałabym wyjechać do Drome, on do Bourgogne. Może skończymy w Savoie?

Na razie jednak nie możemy mieszkać u Teściów do czasu, aż podejmiemy decyzje, bo to pewnie Stasiek pójdzie zaraz do szkoły….

Chcemy kupić sobie mieszkanie, mniejsze, dla naszej trojki, a później spokojnie wybudować sobie dom. Mieszkanie nie może być ani zbyt duże, ani zbyt fajne, tak, żebyśmy jednak mieli ochotę sie z niego wynieść (a jednocześnie, aby finansowo było to dla nas wciąż korzystne).

Mało jest mieszkań spelniajacej nasze kryteria i do tego w cenie, na jaka możemy sobie pozwolić. No i mój pobyt na Prowansji tez nie pomógł w szukaniu nowego gniazdka.

Codziennie rano przeglądam oferty, czasem dzwonie o 17h w sprawie ogłoszenia z rana, i słyszę, juz sprzedane (w sensie kupujący zaproponował cenę a sprzedający ja zaakceptował…).

Złożyliśmy jedna oferte, ale nie została przyjęta.

Tak widocznie miało być, nie ma sensu przyspieszać spraw, naginać rzeczywistości do moich zachcianek. Ufam, zebede zbierać owoce z drzew które zasadzę we własnym ogrodzie, bo … patrz akapit wyżej, widocznie młodnieję.

Taki żarcik.

Bardzo się ciesze, ze ostatnimi czasy poznałam w Lyonie kilka wartościowych kobiet. Ciesze sie ze widujemy sie dosc czesto, i z tymi, które sa juz mamami i z tymi, które mamami nie sa. Ze dzielimy czesto podobne wartosci jezeli chodzi na przyklad o redukcje smieci (w tym miejscu wyznam, ze od powrotu z Polski nie powróciłam już do pieluszek wielorazowych, wstyd mi trochę, ale tego tematu tymczasowo nie mam siły ogarnąć…). Nawet sposób odżywiania. Z jednej strony ciąża i pierwszy okres macierzyństwa, ten który sie właśnie skończył:) spowodowały, ze ja stałam sie mniej radykalna w moim weganizmie, a osoby wokół mnie jakoś spontanicznie konsumują mniej produktów odzwierzęcych, wiec widze w tym wszystkim harmonie.

Ma to związek z Wiedźmą Białego Księżyca, która dzis jestem.

Przez cale życie, my, miesiączkujące Kobiety, oscylujemy miedzy miesiączką w okresie zbliżonym do nowiu, po francusku Lune Blanche, lub w okresie zbliżonym do pełni, Lune Rouge. W zależności od tego okresu, w naszym życiu nie dzieją się te same rzeczy. Lune Blache, biały księżyc, nów, to dobry czas na początki. Zaczynanie czegoś, sianie ziaren. Ale również jest to czas rozmyślania o tym, co się właśnie skończyło, o lekcjach, które z tego wyciągamy, o projektach, które są przed nami.

Tak się właśnie — doslownie – czuję ze wszystkim.

W małżeństwie (mamy pewne dyskusje do przeprowadzenia),

W macierzyństwie jednym (skończył się rok szkolny, przyjeżdża moja córka, również czekają nas pewne sprawy do przegadania) i drugim (niedługo powrót do pracy, szykuje się do przerwania karmienia piersią, to ważną decyzja i dla mnie i dla Stasia; poza tym mamy już super nianie dla Stasia)

W mojej sytuacji zawodowej (koniec urlopu wychowawczego, wracam do firmy, która w międzyczasie powiększyła się o kilkunastu nowych pracowników, jesteśmy na nowych rynkach, mamy nowe metody pracy…)

Z decyzjami o nowym miejscu zamieszkania (kupimy si=obie przejściowe mieszkanie a docelowo wybudujemy dom)…

choć tak naprawdę przecież “u siebie” to znaczy w swoim ciele, i tu tez skończyło sie dogadzanie sobie pod wymówka, ze przecież karmie…

Aż po przyjaźnie, które spokojnie sobie rosną, podlewane wzajemnym zainteresowaniem, intencja i czasem… (a zaraz widzimy sie z Ag!)

Nie wiem, czy dobrze mnie rozumiecie, ale mam wrażenie, że naprawdę żyję w sposób dość świadomy, że prawidłowo odczytuje to, co Wszechświat mi wysyła i pomimo huśtawki nastrojów (bo są takie momenty w ciągu dnia, że mam dość wszystkiego, włączam sobie autopilota żeby nie widzieć i nie słyszeć, ale są i takie, kiedy czuje, że mogę wszystko) wiem, czuje i myślę o sobie, że jestem szczęśliwa i żyję moje najlepsze życie.

Czego i Wam życzę.

PS. Jesli juz jestesmy w temacie magii, to goraco polecam Wam ksiazke mojej kolezanki z Klubu Polki, Ani Jurewicz, Sub Rosa. Wspaniala lektura na wakacje!

Przesilenie

Skumulowanego od miesięcy zmęczenia, głównie za sprawą nieprzespanych nocy, nie da się nadrobić w tydzień lub dwa.

Apogeum już minęło. Widzę, czuję, że jest coraz lepiej, ale daleko mi „do siebie”.

To potworne zmęczenie wpłynęło nawet (oczywiście!) na moją laktację. Znacznie zmniejszyła się ilość mleka, które odciągam, a nawet, z ciężkim sercem, kupiłam pierwsze mleko modyfikowane (wegańskie). Stasiu przyjął je ze smakiem, wymieszane z zupą warzywną i kaszką. Przez chwilę miałam cień wyrzutu sumienia, ale szybko je przegoniłam.

Jesteśmy na wakacjach, na nartach. To taki nasz rodzinny rytuał, od 10 lat jeździmy na tydzień na narty we francuskie Alpy.

Tym razem jednak, sorry, wcale nie czuję się jak na wakacjach. Czytaj dalej

Magia Świąt

Czy magia Świąt to świąteczne porządki ?

Na pewno tak.

Wynajęliśmy znów pokój w naszym mieszkaniu dla gości z Airbnb. Jak sobie żartowaliśmy z mężem : jak już mamy sprzątać (czynność, z którą ostatnio oboje mamy problem ;-), to niech ktoś nam za to płaci.

Z drugiej strony, fakt że nasze rzeczy są w wiecznej migracji sprawia, że trudniej jest porządkować, bo wiecznie zmienia się „ich miejsce”. W efekcie za kanapą piętrzą się kartony i pudła, i czekają na swój czas (a raczej mój, kiedy usiądę i wymyślę im nowe miejsce). Mieszkankę w ogóle wygląda tak bardzo nieinstagramowo, że kolejny etap to tylko remont 😉

No ale dzięki temu mamy zawsze jeden pokoj idealnie czysty, w którym mogę się schować, kiedy atakuje mnie Chaos w pozostałych pomieszczeniach. Czytaj dalej

Być jak Teściowa

Powinnam była napisać “być W przyszłości taką klawą babką, jak moja Teściowa”, ale myślę, że takich pań jest więcej.

Kiedy próbuję spojrzeć na nią z boku, obiektywnie, na Teściową (jako instytucję), to i tak jestem pełna podziwu.

Moja Teściowa ma trójkę dzieci, każde swoją epicką historię, charakter, ograniczenia i talenty.

Najstarszy syn po zawirowaniach życiowych trafił na Polkę. Nie wiem, czy normalną czy nienormalną, czy charakterystyczną dla swojej kultury czy nie -przedstawicielkę kraju ze Środkowo-Wschodniej Europy. W każdym razie – jedną wielką niespodziankę. Czytaj dalej

Bohaterów – prądem ?

To Ciało już tyle przeszło.

Te kilogramy i centymetry: w górę i w dół.

Skora rozciągnięta, miejscami sflaczała. Włosy, raz jest ich więcej, raz mniej, teraz taki okres się zaczyna, ze będzie ich mniej.

No i moja Yoni, pieszczotliwie zwana Grazynka. My się dobrze znamy, ba, nawet przyjaźnimy, znamy wzajemnie nasze preferencje i humorki, w końcu mieszka u mnie od urodzenia.

To nie do końca prawda, ze to co się z nią dzieje aktualnie, to przez poród. Czytaj dalej

Vulnerabilité czyli bezradność

Vulnerable, adj.

Czyli po polsku : bezradny.

I tak mogłabym podsumować ostatni tydzień.

Z życiowej fajterki, baby, która o niejedno walczyła, stałam się bezradną brzuchatką. I z pokorą przyjmuje tę nową dla mnie rolę, bo doświadczenie podpowiada mi, że to, jak wszystko co mi jak dotąd się przytrafiło, też minie… Czytaj dalej

O kobiecych kręgach inaczej i gdzie indziej

Dzień dobry w Poniedziałek.

Czy chcecie poczytać o kobiecych kręgach,  seksualności, tantrze i celebrowaniu kobiecości ?
Pozwólcie mi dziś, zamiast nowego bilecika, polecić Wam mój gościnny wpis dla portalu Klubu Polek.

http://klubpolek.pl/kregi-kobiet-tantra-i-celebrowanie-kobiecosci/

Milego dnia 🙂

O jednym ze źródeł wstydu

Bilecik o pozbywaniu się kompleksów w łóżku miał bardzo ciekawy odzew. Otrzymałam kilka mejli od osób, które sugerowały kolejne tematy (które można podciągnąć pod sypialnie, jak na przykład „o zazdrości w związku ” – bardzo mi sie podoba!  ). W ogóle, mam nadzieję, ze ktos tam odwazyl sie jednak rozebrać przed partnerem, albo chociaz spojrzec w lustro i powiedzieć sobie ” niezła ze mnie laseczka! Ale ja chciałabym najpierw rozwinąć wątek „skąd się biorą kompleksy i zahamowania” i wrócić do dzieciństwa i to tutaj szukać źródeł problemów.  Bo jednym ze źródeł jest wstyd a jednym ze źródeł wstydu mogą byc zdarzenia, ktorych bylismy ofiara…  Chciałabym napisać o tym więcej, a na końcu odesłać zainteresowane osoby do kilku stowarzyszeń i  organizacji – tu we Francji (bo w Polsce nie znam).

W poprzednim bileciku wspomniałam, że w moim odczuciu golenie sobie krocza, tzw „epilacja integralna” jest naruszeniem mojej kobiecości, mojej strefy intymnej, i jeżeli partner wymagałby tego ode mnie a nawet jeśli sama miałabym taki wymóg wobec siebie, w moim odczuciu zatem ociera się nieco o fantazje praktycznie pedofilskie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Czytaj dalej

Jak pozbyć się kompleksów w łóżku ?

Jak pozbyć się kompleksów w łóżku ?

Ten tekst powstał dzięki inspirującym dyskusjom z pewnymi ważnymi dla mnie kobietami. Bo codziennie sie wzajemnie skarżymy na siebie, na nasze kompleksy, i tylko z boku widać, jak bardzo utrudniają nam one życie. Pozwalam sobie się wymądrzać, bo też byłam w tych miejscach, i dlatego, że dzięki spotkaniom w Kobiecych Kręgach oraz dzięki Tantrze – dużo rzeczy już znalazło dobre miejsce w mojej głowie, szczególnie jesli chodzi o seksualność.

Zatem, aby pozbyć sie kompleksów w łożku, , najpierw zastanówmy sie, skąd one się tam wzięły. Otóż kompleksy wkładamy sobie do głowy same.  Czytaj dalej

Znudzona i Genialna ?

Kiedyś na fb pisałam Wam o ciekawym podcaście, Note to Self.

Słucham go z dużym zainteresowaniem. Szczególnie trafiły do mnie odcinki o eksperymencie społecznym, który zaproponowała pani Manoush Zomorodi: Bored and Brillant, czyli Znudzona i Genialna. Tutaj jest lista niektórych odcinków, na stronie znajduje sie również promocja ksiazki, ktora powstala na podstawie tego eksperymentu.
Bored and Brilliant : http://www.wnyc.org/series/bored-and-brilliant

Takie czasy, że aby odkleić się od telefonu (z komputerem jest prościej) trzeba zaraz jakieś Challenge czynić, a pozniej mozna o tym posluchac: http://www.wnyc.org/story/bored-and-brilliant-stories/

Czytaj dalej

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Wzięłam tydzień wolnego od pracy.

Zaczyna się w poniedziałek.

Można by pomyśleć, że kiedy pracuje się w Home Office (czyli biuro ma się w domu) to tak jakby było się na wakacjach. W przerwie można powiesić pranie lub wyprowadzić psa. Łatwo wówczas zatrzeć granicę między pracą a prywatnością, a wówczas zaczynają się Gwiezdne Wojny, Przenikanie Światów i inne bzdury.

Czy nie szkoda mi brać cenne wolne dni po to by zostać w domu?

Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Czytaj dalej

Czy umiesz twerkować, mamo ?

Ja i moja córka żyjemy na różnych planetach.

Ja sama żyje na innej planecie, innej niż ta, na której żyłam będąc nastolatką. No i przyznaję, często mam wrażenie, że na innej niż współcześni mi czterdziestolatkowie. “Zbiegną sie czasem tory sieroce naszych dwóch planet”…  u mnie zdarza sie to aktualnie co wieczór przed ekranem telewizora, na którym puszczamy sobie – wydzielamy sobie- po jednym odcinku serialu Once Upon a Time.  Czytaj dalej

Jak radzę sobie ze stresem

Nie wiem, czy w Waszym życiu jest dużo miejsca na stres. W moim zdecydowanie miejsca nie ma, niestety nie brakuje sytuacji, w których pewne zdarzenia prowokują we mnie negatywne emocje, jak gniew, frustrację czy poczucie bezsilności. Jeśli macie ochotę, to zapraszam do lektury dzisiejszego bileciku, w którym opowiem, jak radzę sobie ze stresem.

Czytam czasem, że kiedy ktoś czuje wzrastającą agresję lub rozczarowanie, idzie na przykład na siłownię, lub pobiegać, wychodzi z aparatem porobić zdjęcia, lub rzeźbi.

„Kotwice” działają w bardzo prosty sposób. Dana czynność przynosi mi określony poziom satysfakcji, poprawia humor. Wykonując ją, tworzę pozytywne wspomnienia i z czasem – podobno – wystarczyłoby, żebym pomyślała o samym procesie, aby w mózgu pojawiły się reakcje, które niwelują negatywne wrażenia.

Ponieważ żaden dzień nie jest ułożony tak samo (choć bardzo dążę do tego by było bardziej rutynowo a może nawet nudno!), i nie mogę wypracować sobie jednej jedynej „kotwicy”, po prostu ułożyłam sobie listę moich antystersantów. Oto one : Czytaj dalej

Mydło – nawłoć, słonecznik i geranium

Słoneczne lato na wsi jest piękną porą na obcowanie z Naturą.

Dwa tygodnie temu biegałam po ogrodzie i po polu u mojej siostry, zbierałam kwiaty, chwasty i ziółka, namaczałam je w oliwie a teraz powoli przychodzi czas na ich wykorzystanie (wrzesień już zapowiada się bardzo pracowitym miesiącem i z pewnością nie będę miała czasu na mydlany relaks…).

Wczoraj zabawiłam się z kolejnym mydłem. Czytaj dalej

Mydło lawendowe

Mam to szczęście, że przebywam w domu moich Teściów, w Alpach, gdzie pracuję spokojnie i w chłodzie, i w tak zwanej “przerwie na kawę” (której aktualnie nie piję, bo robię sobie dni z dietą warzywno-owocową dr. Dąbrowskiej) idę do ogrodu.
Tu narwę chwasta, tu zbiorę ziółko.

Część zasuszę (jak Królową Prerii, czyli Reine des Prés, akka wiązówka błotna alias Filipendula Ulmaria) i kiedy skonczy mi sie post, zrobię vege-ciasto z tym kwieciem.
Część spryskam wódką (bo zostało tego z wesela…) i zaleję oliwą z oliwek, jako macerat na mydło. To początek jakiegoś uzależnienia chyba.

W niedzielę zaś popełniłam znów mydełko z moich ulubionych tłuszczy (oliwy z oliwek i oleju kokosowego). Czytaj dalej

Lekcja francuskiej poezji

Pensées en farandole
pour Agnieszka & Benoit

Remue ménage
Remue méninges
Les pendules galopent
Les idées s’envolent
Les coutumes s’émancipent
Les habitudes se bouleversent
Les enfants s’épanouissent
Le chien s’ébouriffe
La nature est complice
Vive la vie
le bonheur est bien là
***

Taki piękny wiersz napisała dla nas i przeczytała nam, przed zgromadzonymi gośćmi Czytaj dalej

Przygotowania do wesela

Gdy piszę te słowa, chyba wszystko jest gotowe. W każdym razie gotowsze nie będzie.

Zatrzymaliśmy się w uroczych pokojach nad jeziorem w Sulęczynie.

Podarowałam sobie “beauty day” w postaci trzygodzinnej wizyty u kosmetyczki w centrum miasteczka. Pani bardzo miło życzyła mi słońca na sobotę.

Teraz spędzamy dzień między pokojem a jeziorem, gdzieś pomiędzy pasą się krowy.

Jest tak cudownie leniwie. Zbieram siły po podróży, żeby w pełni korzystać z nadchodzących 48 godzin, z obecności naszych Rodzin, Przyjaciół, Znajomych, którzy będą mogli do nas dołączyć już jutro.

Dziś czas płynie tak leniwie, każde pięć minut ciągnie się jak guma Donald. Ach, żeby tak było też jutro.  Czytaj dalej

Wieczór panieński. Weekend z jogą

Jaka panna młoda, ehkm, ehkm, takie imprezy wokoło.

Mój wieczór panieński.

W tym roku skończę 40 lat i przymiotnik „ młoda” może być różnie interpretowany. Jakoś niespecjalnie widzę się w sztucznym welonie, w koszulce z nadrukiem „przyszła mężatka” , z uwieszonym u szyi gigantycznym plastikowym lizakiem i z zadaniem na przykład – skakać na bungee.

Kiedy widzę takie grupki (młodych) kobiet na ulicach miast, jakoś widzę również dużo niepotrzebnych śmieci, i w ogóle, zaczynam zastanawiać się, co stanie się gadżetami, kiedy już przestaną służyć imprezie, nawet jeśli ktoś chciałby je z sentymentu zatrzymać. Rozumiecie, w pewnych względach nie postrzegam świata w ten sam sposób, co reszta moich znajomych, więc po co generować komuś stresy związane z moją rozrywką ?

No i jeszcze fakt, że wiele z kobiet, z którymi chciałam spędzić miło czas zwany wieczorem panieńskim mieszka daleko, jest porozsiewana po świecie… Różne są tego przyczyny – niemniej faktem jest, że mój wieczór panieński postanowiłam spędzić w formie weekendu tematyce związanej z jogą. Czytaj dalej

Smuteczek

Czuję się źle i jestem zła na samą siebie, No bo przecież nie powinnam. W rodzinie wszyscy -z tego co wiem – zdrowi. No dobra, nie biegam, bo biodra, ale tak w ogóle…

Szykuję weselisko, a z tym prócz stresiku jest też dużo ekscytacji. Planuję wakacje. Poszłam do banku i okazało się, że drobne inwestycje które poczyniłam były trafione. Bądźmy szczerzy kokosów nie przynoszą, bo zainwestowane sumy były zbyt drobne, za to prawie 10% zysk w dzisiejszej sytuacji ekonomicznej to całkiem niezły wynik. Moge działać dalej.

Mąż poszedł do sklepu, sam z siebie wziął słoiki i uszyte przeze mnie torebeczki, zrobił zakupy bezśmieciowe i wegetariańską kolację. Czytaj dalej

Baba Joga

Kochany pamiętniczku,
Nazwałam sie, samochwalczo Baba Joga. Kolejna chwila prawdy. Po raz pierwszy, odkąd zaczęłam praktykować, czyli od lat 3 z hakiem (“a ten hak to ile? Drugie tyle!”), zatem po raz pierwszy w moim życiu, moja aktualna pani profesor zaproponowała, abym spróbowała kurs jogi dla, uwaga : średnio-zaawansowanych.

????

Po wczorajszym seansie już wiem, że nic nie wiem. Czułam się jak szczyl (w sensie – podekscytowana wyróżnieniem). Trzęsłam się z wyczerpania a ponoć była to lekka rozgrzewka na “po przerwie wakacyjno-wiosennej”. Ciekawe jak wyglądają zajęcia, gdy wszyscy są w szczytowej formie ? A poważniej – ta moja pani profesor to jest cudowna Kobieta, potrafi zmotywować.  Mam w ogóle szczęście do fajnych Kobiet wokół mnie.

Obudziłam się dziś z zakwasami, w takich miejscach, jakbym przebiegła półmaraton  a później przez 2 godziny robiła martwy ciąg.  Czytaj dalej

Przepuszczone okazje – o walce z pokusą

Nie znam Was wszystkich, drodzy Czytelnicy. Niewątpliwie, Wy znacie mnie lepiej.

Być może domyślacie się, że spotykam wiele osób. Łatwo nawiązuję znajomości. Nawet kiedy nie siedzę w home office, tylko łażę po ulicach, wystarczy promień słońca, uśmiech, zatrzymanie się przed barką na rzece lub przed wystawą sklepu i już z kimś gadam. Częściej raczej ktoś ze mną zaczyna rozmawiać. I to jest jedna z moich skills, umiejętności, z których jestem dumna. Najczęściej interakcje z ludźmi sprawiają mi wiele przyjemności, ja ich (Was, innych ludzi) po prostu szczerze lubię. To się czuje, bo ludzie mówią mi, nawet nie za bardzo pytani, o rzeczach, których nie mówią innym. Te sformułowane myśli nie wychodzą poza nasze konwersacje. I tak tworzą się w mojej pamięci konstrukcje na kształt studni.

Przez lata pracy w męskim towarzystwie, nauczyłam się unikać cudzych rąk na moich plecach (bez uciekania sie do walenia po łapach), szeptów do uszka, i choć naprawdę, powtarzam się – szczerze lubię wszystkich tych ludzi z branży, lubię, czasem podziwiam i zazwyczaj czuje się dobrze i na swoim miejscu, nie zdarza mi się ulegać czyjemuś urokowi.

Założyłam sobie coś w rodzaju blokady. Intelektualnej, ma się rozumieć. Coś w rodzaju kodeksu wiedźmińskiego (wybaczcie, jak wiecie, aktualnie znaleźć mnie można głównie w Temerii tudzież  Redanii,  lub na jednej z 10 podbitych przez Wikingów wysp Północy albo wśród Lwowskich Matematyków).
Mój specjalnie dostosowany kodeks opiera się na zasadzie, wbitej mi do głowy przez kolegów jeszcze z łódzkiego uniwerku : „nie ruszam dupy ze swojej grupy”. Po pierwsze : tu się pracuje, tu się widzi tych samych ludzi raz na pół roku, ci Ludzie mają rodziny, podobnie jak i ja.

Drugim filarem mojego kodeksu jest zaufanie. Mój Mąż, to przede wszystkim mój Partner a nie ma partnerstwa bez zaufania. To, że wybywam na tydzień, to że wieczorami jadamy kolacje w małym gronie i chodzimy na tańce i wódkę (w wielkim świecie nazywa się to „na drinka”)… To że ludzie czują się ze mną wystarczająco swobodnie, by opowiadać mi o swoich osobistych sprawach nie znaczy, że „to” skończy się przypadkowym duetem w czyimś pokoju hotelowym. Szanuję nie tylko siebie, mojego Męża-Partnera ale i Was, drogie żony, których wprawdzie nie znam, ale potrafię doskonale wczuć się w Wasze role – mój Mąż też sporo się rozbija w delegacjach. Zbyt dużo naoglądałam się i wysłuchałam tragedii o przelotnych romansidłach, które doprowadziły do tragedii, zbyt dużo. I to wszystko, ładnie poukładane w mojej systematycznej głowie doskonale sprawdzało się przez lata.
Czytaj dalej

Dzwonię tylko… o szczęściu w małżeństwie

Szczęście w małżeństwie. Czy wszyscy możemy być szczęśliwi w małżeństwie ? Nie wiem, czy możliwe jest czuć sie szczęśliwym przez 24 godziny na dobę, ale nawet dla krótkiej chwili warto sie wysilić. Moj maz ma takie romantyczne zapędy – utrzymuje że miłość powinna objawiać sie spontanicznie, jeśli zaczynamy mówić o “pracy nad związkiem” jest to koniec spontanu… Oczywiście nie podzielam tego stanowiska.
Na bycie szczęśliwym (ja akurat) ciężko pracuję, szczególnie kiedy mam gorsze dni i mam ochote widziec wszystko na czarno. Wówczas przypominam sobie o dyscyplinie myślenia w inny sposób. O tym, by pomyśleć, na przykład o małżonku, ktory mnie wpienia, w pozytywnym świetle (to ważne, by pomyśleć tak o nim właśnie w tym momencie). O zrobieniu czegoś, co sprawia mu przyjemność, bez oczekiwania na podobny gest z jego strony. A nawet znalezienie (po “tylu latach”) czegos, co go zaskoczy…

Przez pewien czas B. wychodził z domu o 6h i wracał po 22h. I tak przez 2 tygodnie.

Dzwonię do niego rano.

– I just call, to say, I love you.

– O! – ucieszył się – z jakiej to okazji?

– Bez okazji, wiem że lubisz.



Po południu odbieram telefon.

Zamówiłem ci masaż 

– O! -ucieszyłam się – z jakiej to okazji?

– Bez okazji, wiem że lubisz.

***

Podsumowując lutowe eksperymenty – dobrze jest, będąc w parze, po prostu na co dzień robić sobie przyjemność.

A przyjemność wiele ma imion.


#eksperymentujesz

Moja świątynia

Moje ciało.

Tak, moje ciało to moja świątynia.

Dlatego o nie dbam. Odpoczywa w czystym łóżku, w sprzątniętej sypialni. Myję je co wieczór pod ciepłym prysznicem, mydłem robionym przez mydlarkę w Pirenejach, z naturalnych składników. Nakładam krem, czyszczę zęby. Rytuał.

Lubię wówczas patrzeć na siebie w lustrze, wysłać buziaka tej Agnieszce która na mnie spogląda, powiedzieć sobie komplement. Powitać, no może nie z uśmiechem, ale czułością kolejną zmarszczkę, której przysięgam, wczo4aj jeszcze tu nie było. Czytaj dalej

O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach)

O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach)

Pisałam Wam niedawno o akcji Eksperymentujesz ? – skad sie wziela i dlaczego warto eksperymentować w codziennym życiu.

Luty jest pięknym miesiącem, by eksperymentować w Miłości.

O eksperymentach w miłości – dla par w stałych związkach

– Mężu, masz ochotę się wypowiedzieć w tym temacie ?
– A mam wybór ?
– …

– Mąż: Weźmy na przykład Kamasutrę… 28 pierwszych pozycji, na każdy dzień miesiąca i po eksperymencie.
– Ja: Wydawało mi się, że Kamasutrę już przerobiliśmy (buahaha)
– Mąż: Taaa? Stan no na głowie…
– Ja …
– Mąż: Albo poeksperymentujmy w różnych miejscach w domu….
– Ja: No, tak, powiało świeżością pomysłów.

Czy nie zaskakuje Was, drogie Panie, fakt, że w odpowiedzi na pytanie o Miłość, małżeńska konwersacja poszła od razu w kierunku uciech cielesnych? Proza życia… Czytaj dalej

Kobiety i medytacja

Witam Was w piątek, trzynastego. Korzystam z tej szansy i chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o czyms, co moze czesc z Was uważać za zabobon.  Ja natomiast traktuje to nieco poważniej, jako kolejny przystanek na mojej ścieżce szczęśliwej i spełnionej kobiecości

Błogosławieństwo Macicy.

Jest to medytacja, którą można praktykować samemu, lub w gronie bliskich kobiet.

Sceptykom mogę powiedzieć – co Ci szkodzi, spróbuj, najwyżej niczego nie poczujesz 🙂
Spędzisz po prostu czas sama ze sobą, ze swoimi myślami a to w wielu wypadkach jest już luksusem 🙂
Lub, jesli sprobujesz praktykować z przyjaciolka, to wymienić sie opiniami, i ciągle miło spędzicie czas w spokoju.

Dla tych, ktore chca sprobowac,  zapraszam do zapisania się w tym miejscu: Błogosławieństwo Macicy, otrzymacie wszelkie instrukcje.

Pozwolę sobie dać “dobrą radę” :
Zorganizuj sie. Z partnerem, aby zajął sie dziećmi, lub zeby Ci nie przeszkadzał 🙂
Dogadaj sie ze starszymi dziecmi, ze potrzebujesz czasu dla siebie.
Wyłącz wszystkie pingi i pongi i inne powiadomienia w telefonie lub komputerze, z ktorego bedziesz korzystala. Zapal świeczki. Uperfumuj pokój, gdzie będziesz medytować przyjemnymi zapachami (może być pomarańcza nadziana goździkami lub, olejek eteryczny lub ulubione perfumy:) . Wycisz sie i … daj sie ponieść medytacji 🙂

PS. Unikałbym oczekiwania głębokich doznań. Wszystko przyjdzie w swoim czasie…

Kolejna medytacja : 11 lutego 2017.
Ja wybrałam te o 18h00 czasu UK, czyli 19h00 CET. Daj znac, jesli tez sie skusisz, Siostro w Kobiecości.

Ps. Jeśli to pierwszy raz, to mimo ze nie jest to w styczniu, ale może da się zaliczyć do akcji #eksperymentujesz ?

Pierwsze Mydło

Pozwólcie mi uczcić moje pierwsze mydło tym krótkim wpisem.
Agatko, dziękuję raz jeszcze za pokazanie mi tej bajkowej ścieżki a Was, drodzy Czytelnicy odsyłam do posta mydlanego na blogu Klubu Polek, w zakładce Styl Polki.

Potraktowałam bardzo uważnie ostrzeżenia o tym, że należy najpierw sie doksztalcic, doczytać to i owo, zanim sie człowiek rzuci z tłuszczami i roztworami na głęboką wodę. Z Chemia u mnie jest jak z Biologia. Scislej mowiac nie przeczytałam niczego poważnego  o reakcjach chemicznych od lat 20, z czego wcale nie jestem dumna. Czytaj dalej

O wdzięczność (znowu)

Przygotowałam sobie szkic tego o czym lubię sobie przypominać, czyli o Wdzięczności, po czym przeczytałam u Kasi o jej wyzwaniu styczniowym. Ponieważ lubię grać zespołowo, podpinam się pod jej wątek, #eksperymentujesz  😉

***

Zapisałam sie na newslettera do mojej ulubionej joginki (Lesley Fightmaster), ktora prowadzi 30 dniowy program Szczęśliwej Jogi (#hathayogahappinessi wcale nie zdziwiłam sie, dlaczego w pierwszym liściku pisała ona wlasnie o Wdzięczności.

Poczucie wdzięczności jest jednym z fundamentów szczęścia, ba, nawet zdrowia i … dłuższego życia.  Wysłuchałam bardzo ciekawy wykład TED pani Florence Servan-Schreiber. Powiedziała ona, między innymi, ze znaleziono dowody na tę tezę o przedłużaniu sobie życia. Szukano osob, które żyją w tym samym miejscu, jedzą dokładnie to samo pożywienie, mają ten sam rytm życia i no i do tego najlepiej, gdyby były w zwiazku z ta sama osoba… tak, to możliwe – w zakonie. Czytaj dalej

Tantryczny Sylwester

Witam serdecznie w 2017.

Spędziłam najlepszego Sylwestra minionej dziesięciolatki – na tygodniowym stażu tantry.

Pisałam już, że tantra to najlepszy prezent, jak para może sobie sprawić. Podtrzymuję to twierdzenie i dorzucam – jeśli jesteś osobą samotną, staż tantry jest najlepszym prezentem, jaki możesz sprawić sobie samej:-)

Jeśli, tak jak my, masz 40 lat i dosyć imprez mocno zakrapianych, po których budzisz się z kacem moralnym, bólem głowy lub rewolucją żołądkową, pospiesznych życzeń “szczęśliwego nowego roku” – może czas rozejrzeć się za alternatywą? 🙂 (tu nadmienię, że z przyjemnością spotkaliśmy kilka dużo młodszych par)… Czytaj dalej

Przypominajka (Po co czekać do lutego?)

Grudzień. Święta. Prezenty. A może w tym roku, moje drogie czytelniczki, sprawicie sobie same maleńki prezent, który może wiele zmienić?

Chciałabym dziś napisać coś o kulkach, zwanych kulkami Geishy.

Właściwie niczego nowego znów tu nie odsłonię : wszystkie wiemy, że sprawne mięśnie Kegla przynoszą więcej satysfakcji w strefie naszego życia erotycznego.

Ale czy wystarczająco dużo mówi się o innych “efektach ubocznych” używania kulek Geishy?

Przemierzając przestworza Internetu w poszukiwaniu podpowiedzi, jakby tu żyć szczęśliwie i satysfakcjonująco w parze z jednym i tym samym samcem od lat, co i rusz pojawia się temat mięśni Kegla, ale, o zgrozo, nie tylko w kontekście fikuśnych treści.

To pewnie dlatego, że motory wyszukiwarek znają moją metrykę, podsuwają mi cześciej informacje… zdrowotne. Co jest trochę oburzające, ale trochę i nie… może Wyszukiwarki i Spece od Marketingu myślą sobie, “tyle lat się po świecie buja, to wie jak sobie radzić w związku, ale nie jest uświadomiona, co jeszcze Druga Połowa Życia szykuje jej w prezencie”… Czytaj dalej

Zen Jardin

Kiedy zaczęłam pracę nad relacjami z najważniejszymi dla mnie osobami, doszło do mnie jak ważne jest spędzanie z nimi czasu, tzw „quality time”.

Wpadłam wówczas na pomysł żeby wymykać się gdzieś od czasu do czasu z moja córka, tylko we dwie.
Najpierw udało nam się pojechać do Izy, do Burgundii, następnie wyruszyłyśmy we wspaniałą podróż do Nowego Jorku, w odwiedziny do Magdy do Toronto i na Islandie. Tak się złożyło, ze od tego czasu minął rok (w międzyczasie życie płynęło sobie jak to zwykle bywa, swoim torem) i dopiero teraz pojawiła się okazja…Zaledwie weekend.

Skusiłam się na ofertę klubowej (pozdrawiam Klub Polki na Obczyźnie)koleżanki Ani, autorki bloga Aniversum która ruszyła właśnie z bardzo interesującym konceptem – Zen Jardin.

Zen Jardin jest to, hm… latające miejsce,  w czasie i przestrzeni , ale prawie na pewno w Alzacji lub Lotaryngii, gdzie można odnaleźć się samemu ze sobą lub z bliskimi, spędzić czas bez troski o to co będziemy jeść, gdzie będziemy spać, co będziemy robić.

Organizatorzy Zen Jardin zadbali o wszystko – o przepyszne posiłki – i tutaj podbili moje serce forever : od piątku do niedzieli jadłam wspaniale wegańskie dania, humus, tapenade z oliwek, smalec wegański,– przysięgam, byl boski ! – pyszne ciasteczka słodkie i słone (z wegańskim serem!), chleb domowej roboty, tarta z grzybkami , absolutny hit sezonu: masło słonecznikowe, robiliśmy nawet wspólnie wegańskie sushi !
wyglądam z niecierpliwością zdjęć i przepisów, po które znajda sie na stronie Zen Jardin a moze nawet i na stronie fb ?


Oprócz jedzenia i wygodnego spania w czystym i funkcjonalnym mieszkanku zapewniono nam bezstres.
Kto z Was pamięta, jak to jest : wstać rano i nie mieć absolutnie żadnych obowiązków ? Idziesz człowieku na pyszne śniadanie, spędzasz je w miłej atmosferze, której nie popsuje nawet Nastolatka wiszaca na swoim telefonie, gawędzisz sobie z interesującymi ludźmi o rzeczach błahych i ważniejszych, a później idziesz sobie robić co chcesz.

Pojechałyśmy do uroczej stadniny w Jungholtz, ktora rowniez wynalazła nam Ania.
Konie właśnie były zwiezione z łąki, wszsytkie w jednej stajni bez boksow, odnalazłam się ze snopem słomy w ręku i poleceniem osuszenia kobyły. Przez ramię zaczepialy mnie jej koleżanki, co rusz wtykaly pysk w moja szyje. Czy już Wam mowilam, ze ja w ogole boje się koni ?


Irenka była zachwycona, biegała po stajni szczęśliwa jak dzika łania. Przyniosla mi różne narzędzia do oporządzenia konia, pokazywala jak sie uzywa szczotki a jak zgrzebła,  i wyszeptała : uwielbiam to miejsce.

Później nagle siedziałam na grzbiecie tejże kobyły a kilka minut później nawet galopowałam, cudem tylko nie spadłam (Irenka z uznaniem: jestem z ciebie dumna!)
Czego to się nie robi dla tych rozgwieżdżonych oczu dziecka ?


Wieczorem zagraliśmy w monopoly i to po niemiecku (bardzo mnie to rozbawiło, ponieważ Irka sama z siebie unika każdego nadprogramowego spotkania z tym językiem) i znów wyrazy uznania dla Ani, że chciało im się tak z nami pograć.

A tuz przed snem leżałyśmy sobie w łóżku i oglądałyśmy kilka epizodow Kaamelott, chichrając się przy tym beztrosko i, mam nadzieje, dyskretnie.

Dodatkowa atrakcja była sama podróż samochodem. Wiecie. Ja naprawdę nie mam zbyt dużo okazji spędzać tête-à-tête z własnym dzieckiem. Te 4-5 godzin w clio, z Lyonu do Colmar, było naprawdę przyjemne. w tym miejscu pragnę pobłogosławić twórców Spotify.

Słuchałyśmy jej piosenek, moich piosenek, śmiałyśmy się, komentowałyśmy łzawe teksty (gdzie jest to szczęście ? tu jest to szczęście!), omijałyśmy tematy szkoły, pracy, wspólnych znajomych, gadałyśmy głupoty, nawet nie wiedziałam, że jestem zdolna gadać o niczym przez 5 godzin…

I tak w Zen Jardin spełniły się nasze życzenia dotyczące takiego babskiego weekendu – Irki – by pojeździć na koniku i moje – by spędzić miły, omalże bezkonfliktowy czas z moją córką. To był naprawdę piękny weekend.
Z mojego punktu widzenia.

Bo co tam Irce zostanie w głowie, to tylko czas pokaże.

PS. Bardzo dziękuję Aniu za nasze rozmowy i szczególnie za to jedno zdanie, podsumowujące relacje matki z nastoletnim dzieckiem. Pozwolę sobie je przytoczyć:

“Okres dorastania jest potrzebny, byśmy obie mogły podjąć decyzje o rozstaniu, żebyśmy obie nie chciały już razem ze sobą mieszkać. Żeby nam z tęsknoty nie pękło serce”.

Dzięki.

Rewolucja

Stało się. Wspólny pokój dla dwóch nastolatek jest wspomnieniem.

Dziewczyny dorastają (choćbyśmy chcieli to jakoś zatrzymać), dorośleją i potrzebują więcej intymności. I własnego świata, który coraz bardziej zaczyna się różnic jeden od drugiego.

Irenka wylądowała w naszej sypialni i w ciągu niepełnych 24 godzin zaadoptowała ja na dziecinno-dziewczęcy pokój. Bardziej dziewczęcy niż dziecinny.

Margaux została w ich dawnym pokoju ale stwierdziła ze jest za duży, źle się w takich przestrzeniach czuje . Postanowiliśmy zatem, ze wykroimy z tego pomieszczenia (20m2) pokój nastolatki i biuro. Szukając pomysłów na pinterescie wpadliśmy na pomysł przeszklonej ściany (po więcej szczegółów możecie rzucić okiem tutaj).

https://fr.pinterest.com/agnieszkariv/pokoj-nastolatki-1/

Dziewczyny uruchomiły niesamowite pokłady kreatywności… a jak bardzo są różne niech świadczy tylko sposób w jaki zaczęły dekorować sobie ścianę zdjęciami.
Irenka zaczęła od oswojenia sobie ściany w sposób spontaniczny, tu konik, tam Babcia z Ciocią. Margaux znalazła w internecie pomysł z sercem wykonanym ze zdjęć. Spędziła wieczór rysując na ścianie prostokąty, które razem ułożyły się w kształt serca.


Siedzą obie i drukują zdjęcia z telefonów.

My powróciliśmy do naszego kampingu. Żartuję tylko po części. Lóżko znów schowało się za biblioteczkę, ale za to po przebudzeniu się widzimy drzewa. Moje biuro, a raczej przestrzeń biurowa jest całkowicie niewidzialna, również zakamuflowana za biblioteka. Na razie zbieram sama zbieram różne pomysły, ale jeśli Pastelowa Kropko byś znów cos zasugerowała, to ja chętnie się zainspiruje.

No właśnie. Rozmawialiśmy siebie z Dominika o moich planach przemeblowań, i zobaczcie jakie piękne propozycje mi podsunęła !
Na pewno skorzystam z podpowiedzi o oświetleniu, psyche (czyli pięknym lustrze, gdzie mogłabym się szykować do codzienności), miękkich szarościach na lozko, obrazie na sciane… Dziekuje, Dominiko 🙂

Dajemy sobie 3 miesiące na wykończenie i udekorowanie naszego pokoju. Termin budowy w pokoju Margaux jest już wyznaczony na styczeń. Wtedy na pewno pochwale się moim gniazdkiem.

***

Rewolucja, na innej plaszczyznie.
Czuję się tak zrewoltowana tym, ze w Polsce ludzie musza wychodzić na ulice, żeby bronić wolności !Tak. Bo dla mnie nie chodzi o to, czy ciąża jest z gwałtu, czy z zakrapianej imprezy, z miłości, z nienawiści, czy zagraża życiu, zdrowiu, wygodzie, nie chodzi o to czy kobieta u której podczas badania prenatalnego dowiaduje się ze dziecko przyjdzie na świat upośledzone. Chodzi o wolny wybór.
Po to mamy rozum, po to rozwijamy i pielęgnujemy własną etykę, żeby moc w razie potrzeby dokonać wyboru. I podoba mi sie postawa – to ze w sklepie jest wolno dostepna wodka, nie znaczy ze musze ja pic. Kiedy jade do Amsterdamu moge – ale nikt nie zmusza mnie – zapalic skreta.
I chodzi również o to, by kobieta była w swojej decyzji – niezależnie od tego jaka ta decyzja miałaby być – otoczona opieką.

W tym samym miejscu odcinam się od polskiej polityki, PiS czy PO,  nie popieram ani jednej ani drugiej partii,nie widzę różnicy, zupełnie jak tu we Francji, miedzy partiami głównego nurtu. Podobnie jak we Francji żadna z tych partii nie zajmuje się przyszłościąekologią, długoplanową zmianą sposobu konsumpcji, tak, byśmy oszczędzali jak więcej zasobów naturalnych, abyśmy przekazali naszym dzieciom cos więcej niż „tradycje” (polowanie to tradycja, wódka po mszy świętej to tradycja, zakupy w hipermarkecie w weekend, zamiast zwyklej wspólnej przechadzki po parku, to tez tradycja………). Żebyśmy nauczyli dzieci myśleć a nie wykonywać polecenia…

Mogłabym tak więcej pisać, ale podnosi mi się ciśnienie. Zamiast tego zrobię sobie trening dywanowy, a po nim kolacje dla mojej Rodziny, spędzę milo wieczór i skupie się nad tym, jak wcielać w życie kolejne punkty z mojej listy 101 w 1001, szczególnie te dotyczące prawa głosu w kraju, w którym żyję. (Bo powoli, bardzo powoli, ale jednak, posuwam się do przodu)

 

 

 

Przeczytałam Les langages de l’amour, Gary Chapman

Otrzymaliśmy książkę w prezencie ślubnym i przyznam, ze jest to świetny pomysł na prezent z tej właśnie okazji. Ale lekturę polecam wszystkim parom z ponad dwuletnim stażem.

Gary Chapman ładnie wyminął pułapkę Frederika Beigbedera (miłość trwa trzy lata) i wyszedł z założenia, ze zakochanie nie jest miłością.

Miłość ma szanse rozwinąć się tam, gdzie nie działa już zauroczenie, kiedy ludzie są świadomi swoich wad i swoich wartości. W takiej konfiguracji otrzymujemy s z a n s e na to by wyhodować miłość Czytaj dalej

Odliczanka

A, co tam, napiszę i tu, choćby żeby się (wspólnie) pośmiać już po fakcie, w duchu powiedzenia : chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu o swoich planach 🙂

Środa, Dzień-10

Co już mamy ?

+ Moją sukienka na dzień u krawcowej

+ moje 3 pary butów (mało minimalistycznie kruca bomba, tak wyszło)

Untitled design Czytaj dalej

Wypowiedz życzenie (i przekształć swoją codzienność)

W codziennym życiu każde z nas, przez cały czas, świadomie lub podświadomie, wysyła w świat pragnienia. Satysfakcja lub frustracja płynące z ich spełnienia bądź też nie stanowią o naszym humorze i ogólnie nadają naszemu życiu kierunek. Czytaj dalej

Przekształć swoją codzienność (zaobserwuj…)

My kobiety żyjemy cyklem w który wpisana jest spirala zmian, a napędzają go cztery energie:

  • dwie energie, wprawiające nas w ruch, popychające do działania – jedna z silnym elementem Męskim (Wiosna), druga z silnym elementem żeńskim (Jesień)
  • dwie energie „otwierające” – jedna ku wewnątrz, w apogeum naszej Kobiecości (Zima), druga ku zewnątrz, gdy najsilniejszy jest w nas pierwiastek Męski (Lato)

Wsłuchać się w siebie i podążać za wyrażeniem swoich sezonów jest sposobem by odnaleźć swoją Dziką Kobietę, a tym samym wnieść w swoją codzienność więcej płynności i lekkości.

Czytaj dalej

Cztery pory roku – Jesień

Jesienne zawieruchy … lub czwarta faza cyklu

Okres :

Trwa od 3 dnia po owulacji do 3 dnia przed pierwszym dniem miesiaczki

Charakterystyka

  • Faza twórcza i kreatywna
  • Powrót energii do wnętrza

Cechy

Twórczość, poszukiwanie, dostosowywanie się

Wskazówki :

Podążajmy za nasza kreatywnością i intuicją

Biologia

  • Pęcherzyk przekształca się w ciałko żółte, które produkuje progesteron
  • Błona śluzowa macicy grubieje i stwarza warunki zagnieżdżenia się zapłodnionej komórki jajowej
  • Podwyższa się poziom progesteronu
  • Komorka jajowa, zapłodniona lub niezapłodniona, przemieszcza się w stronę macicy

Opowieść jesienna

Czytaj dalej

Cztery pory roku – Lato

Urodzajne Lato… albo trzecia faza cyklu

Okres :

Otacza owulacje – 2-3 dni przed do 2-3 dni po)

Charakterystyka

  • Faza pełna w energie
  • Otwarcie na zewnątrz: promieniujące

Cechy

Przyjmowanie, pewność, moc, współczucie (współodczuwanie)

Wskazówki :

Pokażmy się światu w pełnej naszej urody.

Biologia

  • Okres dojrzewania i owulacji
  • Szyjka macicy rozwiera się i ustawia w linii z pochwa, by lepiej przyjąć męskiego członka
  • Napięcie w jajnikach jest skrajne
  • Poziom estrogenów jest tak wysoki, ze odblokowuje przypływ innych hormonów z przysadki mózgowej, cale ciało zalewa fala hormonów, które wywołują owulacje. Po owulacji następuje okres „zawieszenia” w ciele kobiety…
  • Endometrium przestaje narastać
  • Szyjka macicy powoli się zamyka, kobieta nie jest już płodna, ponieważ komórka żyje tylko 24 godziny.

 

Opowieść letnia

Czytaj dalej

Cztery pory roku – Wiosna

Żwawa Wiosna… albo druga Faza cyklu

Okres :

Jest to najbardziej zróżnicowana faza cyklu. Zaczyna się od 3 dnia po pierwszym dniu miesiączki, kończy na 3 dni przed owulacją. To od tej fazy zależy regularność i długość trwania naszych okresów. Czytaj dalej

Jak przeżyć w okres – a nie tylko go przetrwać ?

 

Opowieść dla kobiet (którą mężczyźni też powinni przeczytać)

Jeśli byśmy się w siebie wsłuchały, wiedziałybyśmy, na co mamy wtedy ochotę : zostać pod kołdrą, wziąć długą kąpiel, iść do hammamu, zaczytać się w powieści, rozciągnąć godziny poranne, zaszyć się gdzieś i pozwolić się rozpieścić dobrej przyjaciółce.

Nawet jeśli macie wrażenie, ze jest to niemożliwe w dzisiejszych czasach, s z a c u n e k dla tego okresu jest kluczowy.
Jesteśmy wówczas u szczytu własnej wrażliwości. To moment kiedy najmocniej potrzebujemy wsłuchać się w siebie, w to co wyraża nasze ciało. Jeśli tego nie zrobimy – będziemy sięgać do pokładów energii życiowej i zwyczajnie się wyczerpiemy.

Zignorować ten czas jest równoznaczne z lekceważeniem potrzeby ziemi leżenia ugorem: trzeba będzie wówczas sięgnąć po nawozy, hormony, by produkcja mogła mieć miejsce. Z czasem, ziemia zubożeje, stanie się coraz mniej płodna.
Do tego samego wniosku dochodzimy obserwując rosnąca liczbę kobiet, które cierpią z powodu niepłodności ich pary. Ziemia wyraża to co się dzieje na naszych Wewnętrznych Terenach. To co Człowiek robi Ziemi, nasza męska cześć natury robi naszej kobiecości.

Szacunek dla samej siebie

Słuchając siebie odkryjemy, ze pierwsza Regułą dla kobiet – i jedyną wspólną dla nas wszystkich – jest SZACUNEK DLA SIEBIE SAMEJ, szacunek dla naszej wrażliwości, obserwacja tego okresu, wycofanie się.

Dużo chorób, napięć, kłótni, depresji, porzucenia, dużo zła bierze się z nieuszanowania właśnie tego okresu.

Jeśli nie wiecie, czego Wam potrzeba, zacznijcie od zatrzymania się w miejscu i obserwacji.
Podarujcie sobie czas kontemplacji, medytacji jeśli ją praktykujecie, lub po prostu czas nic nierobienia, robienia niczego. Z francuska: „weźcie” czas, by iść na spacer, oddychać naturę, wziąć kąpiel, iść do hammamu. To są środki, które pomagają energii krążyć, pozwalają odejść poprzedniemu cyklowi, przyjąć nadchodzący.

Celem powinno być szanowanie siebie w tym okresie, nawet jeśli zżyjemy w środowisku, które absolutnie się z tym nie liczy.

Możemy się do tego przygotować :

  • Przewidując wielkie nicnierobóstwo podczas tego okresu i trzymając się tego założenia.
  • Uprzedzając otoczenie o waszej niedyspozycyjności, żeby nasz mały świat mógł zorganizować się bez nas.
  • Określając jasno to, z czego nie możemy się wycofać
  • Nawet jeśli mamy wrażenie, ze niemożliwe będzie wycofać się z tych zobowiązań, mamy wybór – przeżyć je, lub je znosić.
  • Zawieszając na ten okres ćwiczenia, pozwolić sobie na spokojne spacery, blisko natury.

Jeśli jednak mamy zobowiązania

  • Róbmy to co jest do zrobienia ale celebrując wolny rytm, robiąc niezbędne minimum, z minimalna doza energii, na podobieństwo naszego ciała, które jest opróżnione z energii. Nie zmuszajmy się, zaakceptujmy fakt, ze naprawdę jesteśmy mniej podatne do działania.
  • Wsłuchajmy się w nasza intuicje. Nie róbmy tego, czego „nie czujemy”
  • Pozwólmy innym robić rzeczy za nas, nie obwiniajmy się przy tym
  • Jeśli możemy, odwleczmy moment podejmowania ważnych decyzji
  • Kiedy tylko wracamy do siebie, pozwólmy sobie na to, czego nam potrzeba.
  • Nauczymy się wówczas szanować siebie, opiekować się kobietą, którą jesteśmy i w tym samym czasie zaopiekować się Kobiecością . Otwieramy się na to, kim jesteśmy w kręgu kobiet.

Seksualność podczas miesiączki

Pojawienie się krwawienia miesiączkowego popycha często kobiety by czuły się niedysponowane dla seksualności, a przecież nasza wrażliwość jest wówczas na najwyższym poziomie, nie istnieje szansa, ze zajdziemy w ciąże.

Co robić z krwią menstruacyjna ?

Niegdyś krew miała wartość – na przykład sakralna – zanim stała się niechcianym odpadem. Diabolizowanym, odrzucanym, wstydliwym odpad.

Lubię myśleć, ze może ona na nowo odzyskać swoja początkową wartość. Do Was należy eksperymentowanie własnego sposobu.

Cokolwiek zrobicie, krew wróci do Ziemi, ścieżkami mniej lub bardziej pokrętnymi. Zapraszam was do rozmyślnego gestu – czy będzie to spuszczenie wody wypełnionej krwią miesięczną w toalecie, wyrzucając worek śmieci w którym znajdują się wasze zużyte tampony, czy zbierając krew* i składając ją w ziemi rośliny czy drzewa. Oddajemy w ten sposób Ziemi co przynależy do przeszłości i do niej będzie należało ja przetransformować.

(przy pomocy kubeczka menstruacyjnego, używając podpasek wielokrotnego użytku, które trzeba namaczać przed wypraniem – wode te można uzyc do podlania roślin, stosując technikę „free flow instinct” itp)

W ten sposób przywrocicie wartość waszym menstruacjom, zarówno na poziomie osobistym jak i uniwersalnym.

  • Uświadomicie sobie wartość własnego gestu
  • Uznacie macice jako świątynie i uczcicie kobietę, która jesteście
  • Oddacie Ziemi co do niej należy by ona ja przetransformowała.
  • Uczestniczycie w ten sposób w uznaniu, docenieniu Kobiecości.

 

Co może zrobić mężczyzna, by wesprzeć kobietę w tym okresie ?

Wraz z zimowa energia, Kobiecość skupia się na wnętrzu, znika z powierzchni i pozostawia wolne miejsce. Kobieta wraca „do siebie”, by się uszanować, i zostawia wolne miejsce by ktoś zajął się domem.

Zima zaprasza mężczyznę, by pozwolił działać

  • Samurajowi, opiekunowi – obrońcy kobiecej wrażliwości, który zadba by nikt nie zakłócił jej spokoju i powrotu do źródła (nawet ona sama)
  • Dziecku, które w nim siedzi, by eksperymentowało w jaki sposób poradzić sobie z codziennością (pranie, sprzatanie, gotowanie)

Opowieść dla Mężczyzn (którą kobiety też powinny przeczytać)

Dla Was, Mężczyźni, jest to okazja by dowieść waszej sile i wyrazić w pełni to kim jesteście.

Kobiecie, dzisiaj bogatej w tysiące lat tradycji zajmowania się domem, trudno jest przyjąć w tej przestrzeni Mężczyznę nawet jeśli domaga się tego głośno i otwarcie. Ona często oczekuje od Was, ze pomożecie jej w taki sposób, jaki ona od Was wymaga i chce.

Ponieważ jesteście „dziewiczy” w tej dziedzinie (wytrwali i nieliczni mężczyźni, którzy doszli do tych słów, zaczynają się pewnie burzyć, ze przecież potrafią odkurzyć i poskładać sobie ubrania, ale wrócimy na płaszczyznę, która pozwoli nam spojrzeć na te opowieść z większym dystansem). Zatem, ponieważ jesteście dziewiczy w tej dziedzinie, brakuje Wam punktów zahaczenia. Macie wiec pełne pole do uruchomienia waszej wyobraźni, stworzenia wszystkiego od nowa, po waszemu. Ludzkość potrzebuje, by posunąć się do przodu, żebyście wprowadzili własne sposoby zarzadzania ogniskiem domowym.

Podczas tej cyklicznej zimy, wasza partnerka zostawia wam miejsca, by wzmocnić wasza obecność w waszym domu, na waszych warunkach. Jeśli tego nie robi, znaczy to, ze nie szanuje ani swojej wrażliwości i bezbronności, ani waszej siły opiekuńczej i twórczej. Wówczas możecie z całym waszym szlachetnym autorytetem przywołać nas „do porządku”. Przecież często posiadacie ten autorytet, na przykład w pracy. W jaki sposób możecie przenieść go na łono rodziny ? Im bardziej będziecie w zgodzie z sobą, tym będzie to korzystniejsze dla waszego otoczenia.

Korzyści

Wyrażając w pełni wasza sile, pozwalacie Waszym dzieciom, się wznieść, rozwinąć skrzydła opierając się na niej, a waszej partnerce zaufać Wam bardziej, wasze otoczenie będzie wiedziało ze można polegać na Waszej sile.
Zastanówcie się, jaki jest wasz sposób na zajmowanie się domem, dziećmi, posiłkami ? Aby znaleźć odpowiedzi, pozwólcie sobie wybrać ścieżki, które was rozbawia, nawet jeśli nie będą one konwencjonalne.

Z pobłażliwością podejdźcie do własnej nieporadności. Nie macie takiego męskiego modelu, możecie wiec eksperymentować. Zróbcie to wraz z Waszym Dzieckiem, które siedzi w Was.

Nie możecie popełniać błędów, ponieważ eksperymentujecie. Sami zdacie sobie sprawę, ze pewne sposoby działania przynoszą mniej korzyści, po prostu:)

 

No to ruszcie się, Wasze dzieci tylko na to czekają 🙂

***

Porady do Kobiet i ich partnerow , (zaczerpniete z książki *** Maitie TRELAUN, Les trésors du cycle de la femme.).

Post ten jest kontynuacją bilecików:

Cztery Pory Roku – Zima
Mal Lunée
Cztery Pory Roku – Wiosna
Cztery Pory Roku – Lato
Cztery Pory Roku – Jesien 

***Fragment książki w mojej dowolnej interpretacji 

Mal Lunée

Po francusku możemy powiedzieć o kimś, że jest mal luné, jeśli chcemy podkreślić, ze jest on (pod wpływem Księżyca, he he) w złym humorze.

Najczęściej jednak mówi się w ten sposób o kobietach.

Miesiączka.
Kiedy damy sobie czas, by przyjrzeć się jej (sobie?) bliżej, można dojść do wniosku, iż jest to fascynujący czas.
Wcale nie musimy być traktowane jak mal lunées, lub wzgardliwie podsumowane: e, ta to jest dzisiaj w złym humorze.

Czytaj dalej

Detox

Patchowrki mi się porozjeżdżały, dzieci do drugich rodziców, Ben, ironio losów, do Polski. Weekend spędzam zatem w wersji solo. Wysłał mi rano mejla (po francusku:” a może zaczniemy w domu mówić po Polsku?”). Chętnie. Według tego pomysłu ja mam mówić każde zdanie po polsku i po francusku. Zobaczymy. Choć później, po polsku dopisał” tym razem na serio”. Czytaj dalej

Smoothies-mania

W sobotę zakupiliśmy nową wyciskarkę do owoców. Nasza stara, kupiona 5 lat temu w Carrefour (za 20 jurków) właśnie wyzionęła ducha.

Zabraliśmy ją ze sobą na weekend. Po drodze zatrzymalismy się na dodatkowe zakupy, aby mieć podstawowe surowce do produkcji zdrowych napojów.

Dziewczyny naprawdę nas zaskoczyły. Koktajlowanie tak im się spodobało, że zaczęły wymyślać własne kreacje. A w niedzielę wsiadły na rower i pojechały nawet do sklepu w miasteczku, aby dokupić “kilka potrzebnych składników”. Zrobiły menu, zebrały zamowienie i podały nam fantastyczne soki 🙂


Smoothies à la carte :

  • Pompom* (jabłko, pomarańcza)
  • Andaluzja (jabłko, pomarańcza, banan)
  • Gaspacho (pomidor, natka pietruszki, ogórek zielony, czosnek)
  • Pencho (jabłko, marchewka, bulwa kopru, korzeń imbiru)

Smoothies à composer

  • Czyli co było w koszyku z owocami i warzywami

Les suplements

  • Cytryna, czosnek, imbir… 🙂

Miło mi widzieć, że wciąż mają ochotę bawić się – mimo, że to przecież już są nastolatki – tym razem w “bar soków owocowych” i że przy okazji ładują w siebie witaminy (bo z tym przyznam czasem mamy problem).

Oczywiscie, posprzataly po sobie – umyly wyciskarke, kuchnia jednak wygladala, jakby tam wpadla bomba (sciany, podloga, szafki…). Ale warto bylo 🙂

PS. Po inne pomysly na soki i smoothies, zajrzyjcie do tu, do Blotowlosej 🙂

Ósmy dzień tygodnia

Kusi mnie. Wyjsć z tego postu czy nie?  Kalkuluję, czy naje lepiej bedzie, teraz, kiedy zamknęłam cykl siedmiu dni, powrócić do “zdrowego jedzenia” i robić przypominajka raz w tygodniu? Czy “przemęczyć się”jeszcze trochę? Tak, by na spotkanie z endokrynologiem iść wciąż podczas postu? 

W niedzielę zrobiłam pyszną (według rodziny) szarlotkę. Do “ich” cukinii dodałam trochę masła, do “ich” sałaty oliwę. Ślina mi ciekła, kiedy wdychałam zapach pysznego sera, kiedy słyszałam chrupiącą skórkę bagietki tuż obok ucha. I minęła mnie kolejna lampka wina. 

Po co mi to? Się zastanawiam. 

I wtedy wracają niedawne wspomnienia rożnych dolegliwości.

Bo to jest tak jak z zębami, wiecie? Póki nie bolą, w ogóle o nich nie myślimy. Przeszla mi mikoza. Na poście czuję się dobrze – jestem syta, nie głodna (ale zjesc coś “zakazanego” to wciąż pokusa. Marzę o ziemniaczkach z koperkiem), energii mi nie brakuje, lżej mi się chodzi, ćwiczy jogę (na wadze 61,3). Jak to 3 kilo robi jednak różnicę.

Tylko towarzysko jest mi przykro. Ani wyjsć do restauracji (w teorii mogę, zawsze mogę się wykręcić jakąś chorobą, ktora zmusza mnie do picia wody mineralnej i pozwala na jedzenie tylko kapusty),ani iść na apero. Tłumaczyć się za każdym razem, slychac kpin i przyjmować złośliwe uwagi od osob, którym też krotki post pomógłby pozbyć się opuchlizny… To jest przyznaję ciężkie do udźwignięcia. 

Póki co – w sobotę kupiliśmy sobie nową wyciskarkę do owoców. Dziewczynom tak się spodobało, że zrobiły nam kartę koktajli, wzięły rower i pojechały do sklepu we wsi po owoce  i mogliśmy sobie co nam przyrządzą.

Zazyczylam sobie jabłko, marchewkę, bulwę kopru i 1cm korzenia imbiru. Niebo w gębie.

Same tez nieźle eksperymentowały, banan, jabłko, pomarańcza 🙂 albo banan, truskawka, jabłko. 

Soki są zaskakująco sycące. Pomogą przerwać poniedziałek. Tylko to sprzątanie kuchni po ich przyrządzaniu… U mnie wyglądało to zupełnie inaczej niż na filmie:

Yogi Nora. Ta kobieta była, jest i  bedzie moją inspiracją. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, jak wyglada jej dzień : wstaje, medytacja, soczek, 2-3 godziny jogi, soczek, praca (instruktor jogi), sałatka itp, przyznam że powiedziałam sobie – to trochę za dużo tęczy jak dla mnie. Ale teraz zaczynam rozumieć, że można nasycić się sokiem. Poza tym daje dobre rady: umyj i przygotuj warzywa i owoce, przechowuj je w lodowce, bedziesz je miec zawsze pod ręką. Lub: zróbmy soki warzywne, dodaj y jakis owoc, by było słodkie, ale owoce trzeba jesc, bo zawierają “fibres”, ktore ułatwiają nam trawienie. 

Idę zrobić sobie soczek, odprawić dzieci do szkoły, psa na spacer typ moze zdążę zrobic krótką jogę przed rozpoczęciem pracy.

Życzę wam fantastycznego poniedziałku. 

Ciało i ducha ratować żywieniem (post dr Dąbrowskiej)

Mija dzien 5 postu.
Jest ciezko, bo wyostrzyly mi sie zmysly i pachnie mi wszystko: chleb, smazone na masle marchewki dla Patchworkow a nawet mieso (…).

Dla odwrocenia uwagi podczytuje ksiazke.

Kilka cytatow:

Post, choć zapewne należy do najskuteczniejszych metod leczenia chorób współczesnej cywilizacji, jest z każdej strony atakowany, jak chyba żadna inna metoda leczenia. Wywołuje lęk, bywa niechętnie przyjmowany przez chorego i jego rodzinę.

Niechetnie, to malo powiedziane…

Jaki jest mechanizm terapii głodówkowych lub półgłodówkowych? Podstawową zasadą jest endogenne czyli wewnętrzne żywienie, polegające na zużywaniu tkanek według hierarchii ważności tzn. organizm najpierw wydala zbędną wodę (ustępują obrzęki), zużywa jako pokarm niepotrzebne zapasy, złogi m.in. tłuszczu, zwyrodniałych komórek i ogniska zapalne, zaś na- rządy życiowo ważne takie, jak mózg i serce są najdłużej oszczędzane. Wraz z zużywaniem starych komórek następuje regeneracja młodych, zdrowych komórek, co wiąże się z odmło- dzeniem organizmu. Ustępują bóle stawów. Stawy są często od lat siedliskiem złogów kwasu moczowego i zwyrodniałych tkanek. Leki przeciwzapalne usuwają tylko objawy, zaś przyczynę może usunąć kuracja postna

Na czym polega kuracja? Chcąc przywrócić zdrowie należy w pierwszym etapie zastoso- wać kilku tygodniową kurację “oczyszczającą”: Może to być dieta warzywno-owocowa. W drugim etapie powinno się wprowadzić zdrowe żywienie, oparte na pełnym ziarnie, na roślinach strączkowych, warzywach i owocach z dodatkiem mleka, najlepiej zsiadłego i twarogu. W czasie zdrowego żywienia zaleca się krótkotrwałe wstawki diety warzywno-owocowej, na przykład 1 tydzień w miesiącu lub post o chlebie i wodzie 2 razy w tygodniu (…). Czas kuracji zależy od zaawansowania choroby i współpracy pacjenta. Najlepsze wyniki uzyskuje się po 6 tygodniach.

W czasie kuracji zaleca się spożywać warzywa ubogie w substancje odżywcze takie, jak: marchew, buraki, seler, rzodkiew, pietruszka, chrzan, kapusta, kalafiory, cebula, czosnek, pory, ogórki, zwłaszcza kiszone, kabaczek, dynia, sałata, zioła, pomidory, papryka, jabłka, grapefru- ity, cytryny. Nie należy w tym czasie spożywać zbóż, orzechów, ziemniaków, strączkowych, chleba, mleka, oleju, mięsa, ani słodkich owoców. Są zbyt odżywcze, hamują utratę wagi ciała, co jest równoznaczne z zahamowaniem procesów spalania własnych złogów tłuszczu i zwyrodniałych tkanek.

Jednym z częstszych błędów kuracji jest dodawanie do diety warzywnej pokarmów wysokoodżywczych takich, jak mleko, olej czy masło, co przerywa odżywianie wewnętrzne. Ponieważ odżywianie zewnętrzne jest wówczas nie wystarczające, więc może dojść do szeregu niedoborów pokarmowych i zahamowania procesów ustępowania chorób cywilizacyjnych.

Nie należy pić mocnej herbaty, kawy, alkoholu, ani palić papierosów. Warzywa zaleca się spożywać w postaci surówek, soków, warzyw duszonych i zup gotowanych na wodzie bez tłuszczu. Ilość pokarmów jest dowolna. Godny uwagi jest fakt, że po kilku dniach diety znika uczucie głodu, co sprzyja ograniczeniu ilości spożywanych pokarmów.

Jaki jest przebieg kliniczny kuracji warzywno-owocowej? Najtrudniejszym okresem kuracji jest kilka pierwszych dni, kiedy to następuje przestawienie przemian na tory spalania. Niekiedy odczuwa się osłabienie, głód, ból głowy. Do krwi uwalniają się rozpuszczone w tłuszczu toksyny (pestycydy, leki).

Na to czekam z niecierpliwoscia:

Jako pierwszy znak poprawy pojawia się lepszy sen, pogodniejszy nastrój i nie spotykana dotąd chęć do pracy.

W świadomości wielu ludzi istnieje przekonanie, że im lepsze, czyli bardziej kaloryczne odżywianie, tym lepsze zdrowie, no i zaskoczenie z powodu pojawienia się choroby. W razie choroby należałoby natychmiast zastosować odcięcie dowozu substancji po karmowych, a więc post, aby równowaga została przywrócona. Wówczas zostają uruchomione własne, samole- czące mechanizmy, które doprowadzają do cofania się na raz wszystkich chorób. Zatem chcąc przywrócić zdrowie odpowiednim żywieniem, należy w pierwszym etapie zastosować “oczyszczającą” głodówkę leczniczą lub proponowaną tu jej odmianę: dietę warzywno-owocową, a następnie wprowadzić na stałe zdrowe żywienie.

Będąc w towarzystwie można zaobserwować, że post często wywołuje śmiech i kpiny. Lekarze nie doceniają jego roli, gdy nie spotkali się na studiach z postem. Wielu z nich uwierzyło w potęgę leku chemicznego. A przecież leki usuwają jedynie objawy, a nie przyczynę choroby. Na przykład: antybiotyk zabija bakterię, ale właściwą przyczyną choroby nie była bakteria, ale obniżona odporność organizmu. Powinniśmy przede wszystkim oczyścić organizm z czynników blokujących odporność, a następnie spożywać taki pokarm, który dostarczy wszystkich elementów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania systemu odporności.

W towarzystwie jestem “rozrywka” wieczoru…

Tłuszcze zwierzęce, jak widać, nie należą do zdrowego żywienia. Podobnie tłuszcze roślin- ne utwardzone, czyli margaryny, także nie należą do zdrowego żywienia. Reklama zachęca do kupowania margaryn informując, że nie zawierają cholesterolu. To prawda, bo pochodzą z ole- ju roślinnego, a rośliny nie wytwarzają cholesterolu – to chwyt reklamowy. Cholesterol produku- ją tylko organizmy zwierzęce; Utwardzony olej roślinny, czyli margaryna – nie występuje w naturze. Nasz organizm nie jest przystosowany do spożywania takich olejów roślinnych przetworzonych przemysłowo. Niektóre margaryny mają aż 40 proc. nieprawidłowych kwasów tłuszczowych o strukturze przestrzennej zwanej -trans. Tylko struktury -cis występują naturalnie w przyrodzie i one są najlepiej przyswajalne przez organizm człowieka. Te naturalne oleje roślinne są najzdrowsze, jeśli spożywamy je w nasionach oleistych, jak soja, pestki słonecznika, dyni lub w olejach tłoczonych na zimno, a nie rafinowanych. Takie oleje sprzedają sklepy ze zdrową żywnością. W tych olejach zawarte są tzw. nienasycone kwasy tłuszczowe, które budują nasze błony komórkowe. Z tych kwasów tłuszczowych organizm syntetyzuje niezwykle cenne prostaglandyny m.in. chroniące przed miażdżycą i przed zapaleniem.

Jaka jest różnica między niedożywieniem, a postem? Otóż niedożywienie jest stanem pato- logicznym, tzn. chorobowym, a post stanem fizjologicznym, który doprowadza do zdrowia. Odmianą postu jest kuracja warzywno-owocowa, która dostarcza organizmowi ogromnej ilości tzw. biokatalizatorów, czyli witamin i mikroelementów, które aktywizują setki naszych enzymów i przemian. Nie dostarczają tłuszczu, cholesterolu, białka. Organizm pozbawiony tych substancji budulcowych zaczyna odżywiać się endogennie, czyli wewnętrznie. Oznacza to, że wszystkie zwyrodniałe tkanki, złogi zbędnych substancji balastowych, obrzęki, miażdżyca, kamica – wszystko to jest usuwane z organizmu. Dlatego już na początku każdego postu obserwujemy wielomocz i samoistne cofanie się wszelkich obrzęków, nawet tych wieloletnich. Mocz zawiera duże ilości soli mineralnych, piasku – jest mętny. Mocz, pot, oddech mają przykry zapach. Wszelkie toksyny opuszczają organizm każdą drogą, nawet przez spojówki, które często ule- gają przekrwieniu.

a o prawda: moje cialo, moj pot, ze ta powiem, pachna inaczej…

Teraz następuje zużywanie zapasów cukru odłożonego w wątrobie i mięśniach, jako glikge- nu. Również tłuszcz zaczyna rozkładać się pod wpływem enzymu lipazy na kwasy tłuszczowe i glicerol. Kwasy tłuszczowe są eliminowane przez ścianę przewodu pokarmowego, co jest przyczyną m.in. tego, że poszcząc nie odczuwa się głodu. Przez analogię jakby spożywało się tłuszcz, który daje uczucie sytości. Prędko dochodzi do proteolizy, czyli rozpadu własnych bia- łek, a co najciekawsze w pierwszej kolejności białek chorych i zwyrodniałych. Są to zwyrodnie- nia różnych narządów, kości, dziąseł, skóry. Zaburzenia cofają się jednocześnie. Ponieważ or- ganizm dąży do równowagi, czyli homeostazy, więc wraz z rozpadem komórek, natychmiast następuje regeneracja, ale tym razem – młodych i zdrowych komórek. Choroby zwyrodnienio- we w miarę upływu lat dotąd postępowały. Teraz następuje odmłodzenie całego organizmu zwane rewitalizacją, co sprzyja długowieczności. Dlatego tak ważnym czynnikiem terapeutycz- nym są posty.

Przeciwieństwem odżywiania wewnętrznego, które ma wszechstronnie dobroczynny wpływ na zdrowie, jest niedożywienie, a więc odżywianie zewnętrzne, ale niedostateczne. Paradok- sem jest to, że człowiek XX wieku odżywia się zbyt obficie, a jest niedożywiony. Brakuje mu wielu niezbędnych składników pokarmowych, które w procesie przetwarzania żywności uległy eliminacji.

Wytrzymam.

Chociaz jest ciezko.

Czytaj dalej

Wszystko jest możliwe 

Dziś rano zobaczyłam ten film-reportaż (ma kilka lat)

http://vod.tvp.pl/17100422/wszystko-jest-mozliwe

Chodził za mną ten film cały dzień (na zmianę z przeczytaną historią jednej z Klubowych koleżanek, choć tematy są zupełnie niezwiązane).

Pani Teresa ma (na filmie) 79 lat i od 15 lat przemierza świat, za pieniądze ze swojej emerytury o zawrotnej wysokości 900 złotych. Ale 900 złotych może reprezentować zupełnie różne wartości… Czytaj dalej

# 22 – Ćwiczenie Wdzięczności – Bilans

Zakończyliśmy cykl.

Jeśli robiliście te ćwiczenia codziennie – czy widzicie z m i a n y w Waszym życiu?  

W moim życiu tak, zaszły duże zmiany (o ktorych napiszę po 17 kwietnia). 

Czego się nauczyłam? Że warto żyć chwilą teraźniejszą, mieć marzenia i je spełniać, wspominać i zapamiętywać tylko te dobre chwile. 

Prawdopodobnie może to zabrzmieć w sposob bardzo nawiedzony, ale tak właśnie to czuję. 

A co u Was? 

#20 – Wdzięczność (dzień dwudziesty )

Podziękujmy za to, że oddychamy.

Wdech. Krótkie wstrzymanie. wydech. Krótkie wstrzymanie.

Kiedy praktykuję medytację,obserwuję taki właśnie rytm składający się na oddech .

Jak trudno jest skupić się tylko na oddechu wie każdy, komu na medytacji pomaga “przedmiot”, na przykład liczenie. 1,2,3,4,5,5.. Do 100. I z powrotem.

Masz może dziś szansę (zrobić 100 kroków?) wyjść do parku, do lasu czy nawet do ogrodu, wziąć wdech i pozwolić wiośnie wypełnić płuca? Gorąco zachęcam jej nie zmarnować 😉

Miłego dnia 🙂

Czytaj dalej

#16 – Wdzięczność (dzień szesnasty )

Dziś wypełniamy „magiczny czek”, z suma jaka sobie życzymy otrzymać… I umieszczamy go sobie na ścianie, w portfelu, w książce – tak, by nasz wzrok padał na niego regularnie. Za każdym razem, kiedy na niego patrzymy, wyobraźmy sobie, jak spędzamy te pieniądze 🙂

(w Polsce prawdopodobnie czeki wyszły z obiegu :))

***

Co zrobiłabym z suma, która zapisałam sobie na karteczce ?

Spłacam kredyt za mieszkanie. A właściwie to za Studio tez.

„Zabezpieczam” finansowo ewentualne studia mojego dziecka. Lub, jeśli nie chciałaby wykorzystać tych środków na studia, pomagam jej w jej własnych projektach (ale nie za dużo. Kiedy cos się otrzymuje na tacy, to tak często bywa, ze się to uznaje za pewniak, za „należne mi” i się o to należycie nie dba. a poza tym to frajda przeciez osiagnac cos samemu).

Następnie wyjeżdżam w podróż dookoła świata. Może na rowerze ? Oczywiście rower od czasu do czasu jest przewożony pociągiem, autobusem, samolotem czy statkiem. Taka kilkutygodniowa podroz statkiem, gdzie mozna dostac i choroby morskiej i zapytac sie “poo co ci to k* bylo?, pobyc sama ze soba lub z Towarzyszem Podrozy.

Sypiam czasem w hotelach z sauna, a czasem w hostelach. Czasem wynajmuje mieszkanie w Airbnb, a czasem rokladam namiot.

Jadę najpierw do Meksyku a stamtąd do Ameryki Południowej. Az do Ushaii. Hiszpańskiego uczę się po drodze 🙂

Następnie zwiedzam Oceanie : zaczynam od Tahiti, później Australia, ale zahaczam tez o Nowa Zelandie.

Po drodze kradną mi rower. Ale gdzie ?

Na kilka miesięcy wybieram się do Indii, tak, akurat przez Japonie, Taiwan i Malezje, bo koniecznie chce zobaczyć ten park z Orangutanami.

Z moich obliczeń wynika, ze taki roczny break kosztuje tyle co Rolex, a jak się człowiek dobrze zakręci to dwuletni najwyżej tyle co Tesla.

Od czasu do czasu place bilet lotniczy mojemu dziecku, żeby dołączyło do mnie na kilka tygodni.

Gdy zdobywam pozwolenie na prace czasem bywam kelnerka, czasem baby-sitterka lub daję lekcje francuskiego. Albo robię zdjęcia. Ślubne. Bo umiem.

Co może mi pomóc przedłużyć podróż.

A kiedy już mi się chce, to wracam do Polski, na Warmie, i konstruuje sobie w lesie nad jeziorem domek z drewna, taki wiecie, z wielka izba (może nie tak wielka, jak w Hateful 8 Tarantino), w której jest i kuchnia i jadalnia i salon z biblioteka, i miejsce na gościnna kanapę, za ściana łazienka (i sauna), za druga ściana sypialnia z dużym, wygodnym łóżkiem.
Mam ogródek, ze szklarenką, a co, zebrałam bowiem wiedze o permakulturze, czas by ja wykorzystać.

Od lat żyje przecież w sposób minimalistyczny. Produkuje mało odpadów, jem co mi ziemia obrodzi, albo co zdrowego uda mi sie kupic,  a żeby te wszystkie doświadczenia nie zaginęły, zdobywam etat nauczycielki francuskiego w najbliższej mieścinie i wkładam dzieciom do głowy, ze warto mieć marzenia i je realizować.

W wolnych chwilach ćwiczę jogę (czyli codziennie), zakładam Towarzystwo Miłośników Ziemi (tu nazwa regionu w którym się zakotwiczę:-)) i raz w tygodniu,czemu nie po Mszy? chodzimy sobie po lesie i nad jeziorem i zbieramy śmieci, ktore pozostawili po sobie mniej ogarnięci wielbiciele natury. 

No i Irenka przyjezdza do mojej chatki Baby Jogi 4 razy do roku, z przyjaciółmi, później z rodzina.
Zycie jest piękne 🙂

***

Jestem wszieczna za 

1. Długi poranny spacer z Pepperem nad rzeką

2. Za uśmiech mojej córki rano, po przebudzeniu. 

3. Za ładną pogodę i śpiewające ptaki. I za to, że dostrzegam tę wiosnę

4. Za kwiat magnolii na balkonie

5. Za interesujące blogi, ktore dzisiaj czytałam. Tak jak moje dzieci nie oglądają telewizji (tylko YouTube) tak ja nie czytam już gazet (niestety, przepraszam wszystkich dziennikarzy), tylko najcześciej blogi.

6. Za kolejny udany dzień w pracy.

7. Za to, że mogłam zawieźć dzieci na koniki.

8. Za pyszną tartę pomidorowo-kozią

9. Za wspólne oglądanie Mamma Mia z dziewczynami

10. Seans jogi przed snem.

I za propozycję robienia zdjec ślubnych (mimo,że przestałam oficjalnie w zeszłym roku, po prostu ktoś mnie poprosił u szefowej;-)), za planowanie wakacji w Grecjii, za szczerość sama ze sobą, za… Ach, dużo bym mogła jeszcze pisać…

Ćwiczenie pochodzi z książki „Ho’oponopono” napisanej przez Laurence Dujardin i wpisuje sie w moje aktualne zainteresowanie szeroko pojetetym “Rozwojem osobistym

14# – Wdzięczność (dzień czternasty)

Dziś nadszedł dzień, gdy możemy unormować relacje nieco problematyczne lub zerwane.

Sporządźmy wiec listę 10 powodów, dla których moglibyśmy podziękować  osobie, z ktorą zerwaliśmy kontakt.

To jedno z najtrudniejszych ćwiczeń w tym “zestawie”.

Za co moglibyśmy podziękować osobom, z którymi zerwaliśmy kontakt? 

Może za spokój w naszym życiu, ktory pojawił się wraz z ich nieobecnością?

Może jednak za przeżyte wspólnie chwile? 

***

Myślę o mojej koleżance Andżelice. To była piękna, długotrwała znajomość. Nasza wspólna głupota doprowadziła nas do tego, że nasza przyjaźń się skończyła. Czy chciałabym ponownie widzieć ją w moim życiu? Nie. Ten czas się skończył. Czy żałuję, że była? Nie. Mam dzięki niej tak wiele pięknych wspomnień. Wybieram puścić w niepamięć powód naszej kłótni. I dziekuję jej za Irlandię, za Mediolan, za dwie majówki, za sesje zdjęciowe, za wspólną pracę, za rozmowy, za jej pomoc przy przeprowadzkach, za wyjście do parku z Irenką, za to, że była i zapewne jest wspaniałą kobietą. Za to jej dziekuję.

***

  
1.jestem wdzięczna za Śmingus Dyngus. I za to, że moje Patchworki mogą go doświadczyć.

2. Za bezpieczną podróż po polskich drogach. (Ludzie jeżdżą dużo za szybko jesli weźmiemy pod iwagę stan dróg. Za każdym razem zastanawiam się, czy to bezmyślność, brak wyobraźni? Przecież po drodze mijamy tyle krzyży…)

3. Za bezpieczną podróż samolotami. Irenka była przerażona tym, co wydarzyło sie w Brukseli, przy przejściu przez Security check rozglądała się nerwowo. Pózniej, już po stronie “międzynarodowej” powiedziała mi, że czuje się bezpieczniej. 

4. Za czekanie miedzy dwoma lotami. Dziewczyny oglądały filmy na komputerze, my spacerowaliśmy i rozmawialiśmy. Dawno już nie widziałam mojego mężczyzny tak wyluzowanego. Odbylomsię prawie bez telefonów i mejli.

5. Za czas na lekturę

6. Za czas na refleksję

7. Za radość Peppera, ktory nas zobaczył 

8. Za czyste, dzięki wysiłkom Alizé, mieszkanie.

9. Za zaimprowizowaną “z niczego” kolację 

10. Za spokojną noc w ramionach mojego faceta. Niby niewiele, a przecież…

Ćwiczenie pochodzi z książki „Ho’oponopono” napisanej przez Laurence Dujardin i wpisuje sie w moje aktualne zainteresowanie szeroko pojetetym “Rozwojem osobistym

13# – Wdzięczność (dzień trzynasty)

Dziękujmy za wszystko, co udaje nam się robić. I to od samego rana. Wyobrażajmy sobie rezultat, jakby każdą czynność i zadanie były już zrealizowane.

Dziś, przy Święcie, się nie napracuję;-)

Jest i będzie miło.

 ***

Jestem wdzięczna za :

1. Długi spokojny poranek. Za kwiatki w ogrodzie

  
2. Pyszne i lekkie (tak) śniadanie Wielkanocne

3. Za historyjkę, ktorą przygotowaliśmy dla dzieci przy okazji szukania jajek po ogrodzie i lesie. We Francji jest taki zwyczaj że w Pomiedzialek Wielkanocny chowa się słodkości i urządza dzieciom zabawę w podchody.

Nasz historyjka: “jestem małym smokiem, ktory nie umie nawet pluć ogniem a którego wiesniacy zamknęli w donżonie. Pewnego dnia obejrzałem w TV program, jakiś starzec mówił że zamknięto mnie, bonza bardzo mi śmierdziało z buzi ! I że mam na zewnątrz rodzinę i że wystarczy zebrać 10 jaj z czekolady, żebym zdobył klucz a wówczas odnajdę i rodzinę i będę wolny i szczęśliwy.

Pozniej w ogrodzie pochowaliśmy jajka z czekolady i karteczki z podpowiedziami, gdzie znajdują się kolejne.

Klucz znajdował się w łazience, przy myciu zębów (jedno z zadań) mozna było w lustrze poznać rodzinę smoka.

Siostrzeńcowi bardzo się podobały, dziewczyny obraziły się za ten “oddech szakala” ale też im się podobało 😉

4. Jestem wdzięczna za spokojną atmosferę w Święta, chyba po raz pierwszy w życiu (w ubiegłym roku było fajnie, ale nie donkonca t a k spokojnie.

  
5. Jestem wdzięczna za długi spacer z cała rodziną, nad jezioro.

6. Zamiast siedzieć przy stole cały Boży dzień, spacerowaliśmy ponad dwie godziny i nawet pozbieralismy trochę “zapomnianych” śmieci.

  
7. Za małą ilośc TV w Święta. Za grę w Śpiące Królewny;-)

   
 8. Za rozmowy, rozmowy, rozmowy. Z Rodziną ale i z Benoit. Naprawdę dawno tak wiele nie rozmawialiśmy 😉

9. Za to że Irka miała okazję mówić trochę po polsku, za to że Margaux była bardzo miła i nawet obejrzała bez sprzeciwu Forest Gump po polsku.

10. Za wieczór przy kominku…
Ćwiczenie pochodzi z książki „Ho’oponopono” napisanej przez Laurence Dujardin i wpisuje sie w moje aktualne zainteresowanie szeroko pojetetym “Rozwojem osobistym

12# – Wdzięczność (dzień dwunasty)

Sporządźmy listę naszych dziesięciu najbardziej szczerych pragnień, we wszystkich domenach życia.

Następnie podziękujemy trzy razy, na piśmie, jakby one się już spełniły. Wyobraźmy sobie siebie w każdej z tych sytuacji. Jak się czujemy ? Jakie emocje towarzysza nam, gdy takie pragnienie się realizuje ?

To zbiega się troszkę z psycho-magicznym ćwiczeniem Feng-shui, siatka Bagua. Znajduje się tam 9 stref, którym odpowiadają pewne energie, w każdej z nich wskazujemy, czego sobie życzymy, zgodnie z energia nią rządząca: milosc, związek, kariera…

Czytaj dalej

11# – Wdzięczność (dzień jedenasty)

Pomyślmy o trzech osobach w naszym życiu, które naprawdę miały magiczny wpływ na nasza egzystencje i podziękujmy im w myślach z cala mocą emocji

Różni się tym, od ćwiczenia z dnia drugiego, że “tamte” osoby pomogły nam, bardzo, w pewnym momencie życia. Jak Dorota, ktora we mnie uwierzyła a Denise nauczyła mnie zawodu fotografa.

Te z dnia jedenastego zaczarowaly nasze życie. 

Czym jest magia, jesli nie silnym przekonaniem i wiarą? 

Na pewno moje życie zaczarowała mi Mama, czytając bajki, gdyż byłam dzieckiem. Babcia, otwierając swoją szafę i pozwalając sie przebierać, malować, obwieszać sztuczną biżuterią. Irka, bo zamienia mnie z Osoby w Mamę.

   
 

1. Jestem wdzięczna, że znalazłam tę “klinikę torebek” i odebrałam moją ulubioną zreperowaną torebkę, i że za 15€ i odrobinę cierpliwości uniknęłam większego wydatku.

2. Jestem wdzięczna, za szcześliwą podróż. Całą. Fajnie się podróżuje z Irenką. Obejrzałyśmy Hotel Transylwania (2 części), odrobiła zadanie z matmy. 

3. Jestem wdzięczna, że mogłyśmy pozwolić sobie na szybką wizytę w “barze paznokciowym” na lotnisku, obie wyszłyśmy z ładnym manicure 😉

4. Jestem wdzięczna, ze pomimo opoźnienia drugiego samolotu, zachowaliśmy dobry humor 🙂

5. Jestem wdzięczna Szwagrom, że przyjechali po mnie taki kawał na lotnisko do Gdańska. 

6. Jestem wdzięczna, że dojechaliśmy szcześliwie do nowego miejsca, w które moja polska rodzina zapuszcza od lutego korzenie.

7. Jestem wdzięczna, że jestem zdrowa

8. Jestem wdzięczna, że mam szczęście zobaczyc moich Rodziców i rodzinę Siostry

9. Jestem wdzięczna, że spełniają się im marzenia (o domu na wsi i spokojnym życiu) 

10. Jestem wdzięczna za Święta bez spiny – przynajmniej tak się zapowiadają.
Ćwiczenie pochodzi z książki „Ho’oponopono” napisanej przez Laurence Dujardin i wpisuje sie w moje aktualne zainteresowanie szeroko pojetetym “Rozwojem osobistym

10# – Wdzięczność (dzień dziesiąty)

Kiedy się budzimy, dziękujmy już za ten piękny dzień, który jest przed nami. I za to, ze żyjemy !

Dziś wracam do domu. Przede mną dwa odloty i dwa lądowania. W świetle ostatnich wydarzeń brukselskich, znów czuję się nieswojo…

Ale przecież żyję. 

Uśmiecham się.

*** 

1. Jestem wdzięczna za prawdziwy długi poranek w łóżku. Wyspałam się za cały tydzień.

2. Jestem wdzięczna za spokojne śniadanie w samotności. I takie mrugnięcia okiem, spod wieczka od konfitury :

  
3. Za deszczową i melancholijną podróż na lotnisko. Czytałam książkę w taksówce, a kolega drzemał. 

 4. Za to, że jednak nie zwiedziłam Edynburga z kolegami z pracy – wrócę tu po prostu z bliskimi;-)

5. Za spokojną podróż – buszowanie po lotniskowych sklepach, miłą prawie wszędzie obsługę, punktualność samolotów i szczęśliwe lądowania.

6. Za miłego mejla od koleżanki z pracy.

7. Za radość Pepper, kiedy mnie zobaczył. 

8. Za to ze mój były mąż wpadł z Irenką podczas mojej nieobecności i “starał” się naprawić uszkodzony od kilku dni kontakt w toalecie.

9. Za kolację w ulubionej przez nas restauracji japońskiej. I za małe “bonusy” którymi nas tym razem uraczono.

10. Za to, że uzupełniam moj dzisiejszy “dziennik wdzięczności” leżąc w moim łóżku, obok śpiącego mężczyzny, ktory mnie kocha. A moje mysli biegną do jutrzejszej podróży do Polski, na Wielkanoc. 

😉

Czytaj dalej

O kobiecości – rozmyślania przy okazji miesiączki

To będzie bilecik o kobiecości, kobiecych protekcjach i rozmyślaniach przy okazji miesiączki.

O kobiecych protekcjach.

Od kiedy zaczęłam miesiączkować, używałam podpasek higienicznych.

Nie pamiętam, ale prawdopodobnie były to podpaski firmy Bella, pewnie tylko takie wówczas były dostępne na polskim rynku. Czytaj dalej

#9 – Wdzięczność (dzień dziewiąty)

Dziś będzie nieco lżej i z humorem 🙂

Wyobrażamy sobie magiczny proszek, którym posypujemy co najmniej dziesięć osób, które nam pośpieszyły z pomocą lub po prostu przysłużyły się naszemu poczuciu szczęścia.
Powtarzamy to ćwiczenie tyle razy, ile nam się zechce 🙂

  1. Irenka
  2. Benoit
  3. Margaux. 
  4. Bea i Piotrek
  5. Cécile, Isabelle, Małgosia, Kurczak, 
  6. Rodzice i Tesciowie
  7. Siostra i Szwagier z dziećmi
  8. Babcia
  9. Denise. Dorota. Andrzej 
  10. Nikhil. Za najcudowniejszy w moim życiu dzień w muzeum.
  11. Koledzy i przełożeni z aktualnej pracy.
  12. I wiele, wiele innych osob.

  

 

1. Jestem wdzięczna za poranny, półgodzinny spacer z hotelu na spotkanie z klientem.

2. Jestem wdzięczna, że wzięłam z Lyonu tylko buty bez obcasów 

3. Jestem wdzięczna za wczorajsze szczęśliwe rozwiazanie sprawy z bankiem i kredytem mieszkaniowym (wciąż mnie trzyma;-))

4. Jestem wdzięczna za to, że potrafię cieszyć się swoją kobiecością. Że akceptuję moje kształty, zmarszczki i włosy trochę z przymusu farbowane na blond.

5. W sumie z wdzięcznością przyjmuję kolejną miesiączkę. To świadczy o tym, że nie dosięga mnie jeszcze menopauza ;-)(Wiem, wcześnie o tum myślę, ale w związku z bieganiem po różnych medykach od płodności, czasem pojawiają mi się watpliwości. Zatem je rozmywam).

6. Jestem wdzięczna mojemu szefowi że potrafił zapanować nad niezłą burdą którą mimowolnie rozpętałam.

7. Jestem wdzięczna moim kolegom za wspólną kolację w indyjskiej restauracji.

8. Jestem wdzięczna za spacer “na trawienie” i dużo śmiechu.

9. Jestem wdzięczna za aktualną lekturę (l’exception)

10. Jestem wdzięczna za czas, który mi się przytrafił – mogłam spokojnie opracować Rodzinne Menu (którym się podzielę, jak tylko przetłumaczę je na polski)
Ćwiczenie pochodzi z książki „Ho’oponopono” napisanej przez Laurence Dujardin i wpisuje sie w moje aktualne zainteresowanie szeroko pojetetym “Rozwojem osobistym

8# – Wdzięczność (dzień ósmy )

Znów dzień zadedykowany finansom.

Teraz dziękujemy za pieniądze, których jeszcze nie mamy… które posłużą nam do zrobienia opłat i spłacenia rachunków.
Na fakturach i rachunkach piszemy „DZIEKUJE za pieniądze”. Koncentrujemy się raczej na tym, ze mamy wystarczająco pieniędzy, nie na ich braku.
Myślimy o rachunkach aby uruchomić „matematykę dostatku”. Dziękujemy za pieniądze, które pozwalają nam płacić rachunki, „Dziękuję za pieniądze” oraz dziękujemy za te, które już zostały zapłacone „Dziękuję , zapłacone”

Przestajemy skupiać się na rachunku i płaceniu za niego, jako czynniku ograniczającym, jako przyszłym braku, ale skoncentrujmy się na tym, co nam te rachunki przynoszą – różnica jest ogromna !
Poczujmy te wdzięczność !

Czytaj dalej

5# – Wdzięczność (dzień piąty)

Dzień Pracy.

Mamy pracę : podziękujmy za nią.
Ktoś nam w pracy pomaga: podziękujmy za tę pomoc.

Zróbmy inwentarz tego wszystkiego, co w naszej pracy jest dobre.
To nie zawsze jest proste, ponieważ mamy tendencje do zapamiętywania szczególnie negatywnych wydarzeń.

Wiecie, ze średnio jedna osoba niezadowolona ze swojej pracy, mówi o tym aż siedmiu osobom, a osoba zadowolona dzieli się swoim szczęściem zawodowym tylko z trzema osobami ?

Czemu nie odwrócić tej tendencji ?

Czytaj dalej

4# – Wdzięczność (dzień czwarty)

„Dzisiejszy dzień dotyczy pieniędzy, które mieliśmy dotychczas w naszym życiu.
Unikamy myślenia o chwilach, w których pieniędzy nam brakowało ale skupiamy się i dziękujemy za te momenty, w których pieniądze otrzymywaliśmy.

Możemy zapisać jedno zdanie, lub kilka, wracać do tego fragmentu, lub pisać je, w rożnej formie przez cały dzień.

Czytaj dalej

Jak zmiana sposobu myślenia wpływa na jakość naszego życia?

Zamiast odpowiedzi opowiem Wam o mojej wizycie z córką u fryzjera.

Wybrałyśmy się do fryzjera razem po raz pierwszy w jej dwunastoletnia życiu. (Jak dotąd do fryzjera zabierała ją bez mojej zgody i wiedzy jej macocha).

Umówiłam się na wizytę już dwa tygodnie temu. Trąbiłam I. o tym przez cały weekend. Cieszyłam się jak dziecko, że spędzimy razem, tylko ona i ja, miły wieczór.

I oto wraca me dziecię do domu, rzuca plecak i ochoczo wyrywa się wyprowadzić Peppera na spacer, z koleżanką. Czytaj dalej

#1 – Wdzięczność (dzień pierwszy)

Skończyłam pierwszy cykl “ćwiczeń wdzięczności”, które znalazłam w książce  o”Ho’oponopono“.

Przez 21 dni wykonujemy proste zadania, mające na celu zwrócić nasze myśli w kierunku poczucia wdzięczności. Dziękujemy za coś szczególnego w ciągu dnia, a wieczorem dodatkowo przypominamy sobie te elementy, które karmią wdzięczność.

Zachęcona pozytywnym rezultatem postanowiłam, powtórzyć te ćwiczenia. Czytaj dalej

Tygodniowy Rozkład Lotów #11

Tydzień z dziećmi

  1. Rodzina.

Zapowiada się taki typowy, piękny tydzień w rytmie Patchworkowym.
Nigdzie nie wyjeżdżam, jestem w domu i mogę szybko upichcić jakiś obiadek, jeśli dzieci wpadną do domu w związku z niezapowiedziana nieobecnością nauczyciela, mogę pomoc w lekcjach, jeśli wyrażą taka ochotę.
We wtorek idę z Irenką do fryzjera, pierwszy raz (wierni Czytelnicy wiedza dla czego).

  
W środę Benoit kończy 40 lat i szykujemy mu niespodziankę.

Poza tym: sadzimy kwiatki, chodzimy na rolki. Takie proste, fajne zycie. Czytaj dalej

Ćwiczenia szczęścia #4

Ćwiczenie #5 : Moje wady – co z nimi zrobić ?

To chyba jedno z moich ulubionych ćwiczeń programu.

Prawdopodobnie przeszliśmy już przez taki okres w życiu, kiedy widzieliśmy w sobie same wady, w stylu : „jestem gruba, brzydka, głupia, nic nie umiem i nikt mnie nie kocha”.

Laurence, specjalistka od Mindfulness, o której pisałam już przy okazji ćwiczenia “Rodzynek” poprosiła uczestników programu o napisanie takich właśnie wad, czarnych i destrukcyjnych myśli, którymi siebie karmimy.

Okazuje się, ze brak wiary w siebie, brak poczucia własnej wartości jest tym, co sprawia, ze czujemy się wszyscy szczególnie nieszczęśliwi. Czytaj dalej

Joga śmiechu

Znajdziecie ja we Francji pod nazwa Yoga du rire, a w krajach anglojezycznych Laughter yoga.

Wybralam sie dzis na te zajecia, chociaż w planach miałam prawdziwa joge.

Ale coś mnie podkusiło, żeby wejść na strone  http://www.onvasortir.com/ . Dla tych, którzy nie znaja konceptu OnVaSortir, czyli OVS, jest to strona spotkan towarzyskich. Nudzi Ci się? Nie masz z kim wyjść ? Pograłbyś w badmintona ale nie masz pary ? Może spływ tratwą ? Albo partyjka gry w karty ? I masz już dość chodzenia sama do kina? No to zajrzyj na OVS. Czytaj dalej

Ćwiczenia szczęścia #3

Na specjalne życzenie Kasz oto kolejne „ćwiczenia szczęścia” przedstawione w programie J’ai décidé d’être heureux o którym pisałam wcześniej.

Tutaj znajdziecie : ćwiczenie „okazuję szczodrość” Tu ćwiczenia „Rodzynek czyli o ćwiczeniu uważności” i : „Gimnastyka Zwierzątek albo coś o spojrzeniu otoczenia”

Czwartym Ćwiczeniem szczęścia jest „List na 85 urodziny”. Czytaj dalej

Ćwiczenia szczęścia #2

Na życzenie Ann oraz “To chyba o mnie”, oto proszę kolejne „ćwiczenia szczęścia” przedstawione w programie J’ai décidé d’être heureux o którym pisałam wcześniej, (wczoraj )tu.

Drugim ćwiczeniem jest „rodzynek” . Czyli ćwiczenie na “Uważność”. Mindfulness.

Czytaj dalej

Zadecydowałem być szczęśliwy lub Ćwiczenia szczęścia #1

„Szczęście – albo się je ma albo się go nie ma”. Mówi Stephane Plaza (dla niewtajemniczonych: jest to Francuz, agent handlujący nieruchomościami, który stal się prezenterem dość popularnego we Francji programu typu reality show o kupowaniu i sprzedawaniu nieruchomości.

Nic bardziej mylnego – odpowiada mu Jordi Quoidbach, naukowiec specjalizujący się w Psychologii Pozytywnej – Na szczęście się pracuje. Czytaj dalej

Joga z Ali Kamenova (1 miesiac)

W prezencie (urodzinowym, na koniec roku i poczatek nowego) podarowalam sobie 90-dniowy program Ali Kamenovej jogi dla poczatkujacych.

beginning-yoga-program

Moja przygoda z joga (dywanowa) zaczela sie w 2013 roku od lekcji wideo na youtube Yogi Nory. Yogi Nora jest wciaz dla mnie niesamowita inspiracja i wciaz jestem bardzo daleko do wykonania jej niesamowitego seansu.

Pozniej odkrylam  Lesley Fightmaster oraz Ali Kamenova.  Czytaj dalej

Kartka z kalendarza – Grudzień

Lyon powoli i ostrożnie wchodzi w
świąteczny mood.
Nie, żeby zaraz Święta Bożego Narodzenia – przecież uraziłoby to ateistów, muzułmanów lub osoby po prostu samotne, które z rożnych powodów schowały magię bożonarodzeniową do kieszeni, na inną okazję. A przecież Francja tolerancyjna jest.

Zatem pojawiają nam się na ulicach choinki, światełka, wystawy ubierają się w gwiazdki, świeczki i rożne błyszczące sreberko-złotełka, byśmy radośnie czcili “Święta Z Końca Roku” (Fêtes de fin d’année).

W dzielnicy zamknęły się dwie księgarnie, za to jedna się otwiera, poczekam dwa dni i kupię prezenty raczej u księgarza niż w internecie. Czytaj dalej

#90 – Znaki

Nowym, wypoczetym okiem spojrzalam dzis na moja lazienke.

Oprocz trliliona (no dobra, przesadzam, ze dwudziestu) flakonikow, buteleczek i pojemnikow na moje kosmetyki (po okresie przeprowadzkowo-wakacyjno-wyjazdowym, kiedy to dokupuje sie “na miejscu” zapomniane w domu preparaty) , znalazlo sie tutaj, niepostrzezenie, kilka specyfikow dla mlodej skory.

  
Moim pannom przestaly wystarczac szmpon, mydlo i jakis plyn do kapieli.  Czytaj dalej