Archiwa tagu: podróż do Polski

Trzy-czte-ry czyli Busko Zdrój

No bo ileż można pisać o tym, że się jedzie z Mężem, Synem, psem i serami przez trzy dni 1500 km?

W niedzielę Mąż się odstawił na lotnisko w Balicach.

Ok, prawie się biliśmy o to kto ma prowadzić, tak miejsce za kierowcą było mało wdzięczne. Nie dość, że z ciała robiło się origami, to siedzący po prawicy Syn asertywnie dawał do zrozumienia co sądzi o tej podróży.

Czytaj dalej

Dzień drugi, road trip

Będzie ich ze trzydzieści, mam nadzieje, ze się Wam nie znudzi 😉

Zatem

Pożegnaliśmy Kaczkę i prawie spod francuskiej granicy pomknęliśmy przez Niemcy w stronę Polskiej granicy. Rozkminiamy, dokąd uda nam się dojechać, czy pod Wrocław, czy pod Kraków.

Po siedmiu godzinach (sic!) dotarliśmy do Drezna.

Nie pytajcie… już pisałam wczoraj, że zaliczamy co drugi parking na tej trasie…

W podróży nie chodzi ponoć o to, by gdzieś dotrzeć, tylko po to aby podróżować. Co też uskutecznialiśmy w tę sobotę. A że lubimy z Mężem robić ciagle rzeczy po raz pierwszy, pierwszy raz podróż do Polski zabiera nam 2 noce. Czytaj dalej

Podróż do Polski (dzień pierwszy)

Zaczęło się od tego, że Mąż mój wstał o piątej, „żeby popracować”. Kiedy się obudziłam, wróć, kiedy obudził się Stasiek i przemknął mi cień nadziei, że może się nim zajmie jeszcze z pół godzinki, Mąż odwarknął, że ma dużo spóźnienia. Nożeszku, żeby być spóźnionym od piątej nad ranem. Od słowa do słowa („No dzięki bardzo za twoje wsparcie!” „Jakie wsparcie człowieku, poluzuj trochę z tą robotą”, taki nasz klasyk) okazało się ze i tak przesunięta kilka dni temu na 17h godzina wyjazdu znów się obsuwa.

„Odbieram kolegę z dworca, jedziemy do Valence, a później prowadzę dwa warsztaty w centrum Lyon, wrócę po 18h”. Orzeszku…

Pokłóciliśmy się, jak zwykle przed podróżą, jak zwykle bez umiaru. Powiedziałam, że wyjeżdżam o 16h30, z nim na pokładzie lub bez niego. Nagle drugie warsztaty „się” odwołały.

Głupia baba, o półtorej godziny robić chłopu burdę, pomyślałby ktoś z niesmakiem. Ale wiedzcie, że po pierwsze, piątek godzina 16h30 to czas, gdy odbiera się dzieci ze szkoły (korki w mieście) i rusza na weekend (korki przy wjeździe do miasta od 17h00). Półtorej godziny spóźnienia może wydłużyć podróż o półtorej godziny korków, co daje 3 godziny spóźnienia. A i tak nadużyłam cierpliwości Kaczki, anonsując przyjazd o nieprzyzwoitej porze…

Po drugie, mój Mąż przesadza jeżeli chodzi o relacje z pracą, i jest to temat, który wałkujemy od kilku lat. Należy on do tych Francuzów, dla których wyjście z biura o 17h to jak „wziąć wolne popołudnie”, postawa która już od dawna (od kiedy pokłóciłam się z byłym szefem kilka lat temu) mnie zniesmacza.

Ok. Wyjechaliśmy. Korki umiarkowane, just on time.

To teraz Stasiek, który nie cierpi jazdy samochodem, wył do pierwszego parkingu, zaraz za bramką w Montluel (20 km od domu).

https://chatkababyjogi.pl/wp-content/uploads/2019/03/img_0062.mov

Czytaj dalej

Podróż do Polski

W mojej głowie ta Podróż do Polski zaczyna urastać do rangi wyprawy na biegun południowy.

Postanowiliśmy – przy okazji tego, że Mąż ma spotkania w Sophia Antipolis „a co ja będę sama robiła w domu?” – przetestować, jak sobie poradzę.

Ja, stara podróżnicza wyga, jak sobie poradzę w podróży ?

Tak.

Bo turystyka prawie samotna, z dzieckiem (!) (i jego wózkiem) i psem (!!), po Polsce (której już nie znam tak dobrze …) rysuje się hardcorowo.

Staram się, wróć, zmuszam się, do tego, by być zorganizowaną. Ale natura ciągnie wilka do lasu. Ciagle o czymś zapominam (co powoduje, ze muszę kupić nagle jakiś drobiazg, który się naprawdę przydaje, jak t e r m o s (!) na ciepła wodę do mleka dla dziecka… dzisiaj w sklepie trzymałam Staśka na rękach i wyszłabym bez wózka.

Mój synek najwidoczniej nie cierpi podróży samochodem. Nie wymiotuje (jeszcze?) ale płacze tak rozpaczliwie, że bez cyca co 30 min jest źle.

Mój pies, cóż, nie dogadaliśmy się z Mężem w sprawie jego edukacji, i to zwierzę ciagle wyprowadza mnie na spacer „na latawca”.

Pies jest kochany, ale mówię Wam, jak wyprowadzam go z dzieckiem w nosidełku, albo w wózku, to przechodnie mają niezły ubaw a ja zadaję sobie pytanie „po co”…

Z tej krótkiej podróży na południe Francji już (a wyjechaliśmy zaledwie wczoraj w południe) wyciągam następujące wnioski:

1. Listy, listy, ludzie listy piszą. Stoję przed koniecznością zrobienia kilku list:

◦ ubrania dla dziecka i dla mnie (minimalna lista, powiedzmy taki projekt 333) bo widzę, że znów w ostatnim momencie wyciągałam z kosza z brudnymi ubraniami wczorajsze spodnie dla małego a w torbie mam za to 10 body.

◦ Lista pralni samoobsługowych w miastach, w których się zatrzymamy (mam nadzieję, że są w Polsce takowe). Jest to cena przekonań i życia w zgodzie z własnymi decyzjami. Pieluszki prac muszę co 48 godzin i basta. To jest cała logistyka (jedna torba na brudne pieluszki, druga na czyste, co niby jest logiczne, ale kiedy piorę pościel ze studio, nie jest ona zasikana, wiec jedna torba mi wystarcza…)

https://chatkababyjogi.pl/wp-content/uploads/2019/03/img_9634.mov

◦ Lista zawartości torby „żarcie dla małego”. Bardzo się cieszę, że kupiłam ten aparat do gotowania na parze. Jest mały, lekki, wchodzi do zwykłej torby na zakupy i otwiera przed nami wiele możliwości. Plus noże do obierania i krojenia warzyw, niezbędnik do czyszczenia tego sprzętu, naczyń dziecka itp… (No jak się chce być zero waste…)

◦ lista wegańskich restauracji oraz sklepów ze zdrową żywnością…serio, gdzie się w Polsce kupuje warzywa sezonowe, lokalne i bez pestycydów ? Czy jest jakaś inna sieć, prócz tych bez owadów i płazów w nazwie?

2. Trasa i rozplanowanie wożenia się – nie żebym była psychosztywna i ze nie pozwolę sobie na zmiany i szaleństwa, ale serio, mój mały tak wyje, że albo ograniczę się do jeżdżenia samochodem w godzinach jego hipotetycznej sjesty, albo będę podróżować nocą, albo robić przerwy co 30 min na cyca…

3. Muszę zorganizować moje Clio prosto z raju tak, żeby zmieściło się to wszystko, co chce ze sobą zabrać (w obie strony). Wózek zajmuje jedno miejsce i albo on jest w bagażniku albo bagaże …

(Na zdjęciu : zawartość mojego bagażnika : wózek i torba brudnych pieluszek…)

(Na zdjęciu : podręczne, niezbędne drobiazgi. Minimalizm, gdzie jesteś ?)

4. No i doczytać o tym, gdzie mogę się pojawić z psem. Bo to jest dodatkowe utrudnienie tej wyprawy, z małym dzieckiem niż psem…

Zmęczyłam się tylko o tym myśląc .

No właśnie, po co mi zatem ta podróż?

Bo go jest jedyny moment w moim życiu (tak to dzisiaj widzę), że mogę wziąć samochód, dziecko i psa i wyjechać z Francji na 5 tygodni (w egzotyczne kraje), prosząc jedynie o podpis ojca dziecka na zgodę na wywiezienie dziecka z kraju. Jedyny taki moment w życiu, gdzie o trasie decyduję ja i przeznaczenie (choć jak zrozumieliście – o jej przebiegu raczej Stasiek).

Odwiedzę Rodziców, Siostrę, Babcie, Dziadka, Rodzinę…

Odwiedzę przyjaciół.

Będę miała okazję poznać osoby, które znam z internetu od ZAWSZE (kaczko!!!)http://la-terra-del-pudding.blogspot.com/?m=1

Czy wiecie, że z Kaczką znamy się najwyraźniej od czasów mojego pierwszego bloga, kiedy przyjechałam do Francji, czyli z czasów gdy urodziła się Irenka… z czasów blogów Wawrzyńca Pruskiego i Zimno… prehistoria.

Spotkam się również z wieloma wspaniałymi kobietami z Klubu Polki na Obczyźnie.

Tak. Dla tych wszystkich spotkań – warto nie siedzieć w domu, potrudzić się nieco z organizacją spania, prania, gotowania.

Odwiedzimy ze Staśkiem place zabaw, piaskownice, lasy i pola.

Dla tych wszystkich miejsc – warto nie siedzieć w domu i po prostu się nieco wysilić.

Według mnie, rzecz jasna.