• podróże

    Podróż do Polski (dzień pierwszy)

    Zaczęło się od tego, że Mąż mój wstał o piątej, „żeby popracować”. Kiedy się obudziłam, wróć, kiedy obudził się Stasiek i przemknął mi cień nadziei, że może się nim zajmie jeszcze z pół godzinki, Mąż odwarknął, że ma dużo spóźnienia. Nożeszku, żeby być spóźnionym od piątej nad ranem. Od słowa do słowa („No dzięki bardzo za twoje wsparcie!” „Jakie wsparcie człowieku, poluzuj trochę z tą robotą”, taki nasz klasyk) okazało się ze i tak przesunięta kilka dni temu na 17h godzina wyjazdu znów się obsuwa. „Odbieram kolegę z dworca, jedziemy do Valence, a później prowadzę dwa warsztaty w centrum Lyon, wrócę po 18h”. Orzeszku… Pokłóciliśmy się, jak zwykle przed podróżą,…