Noworodek i „zero śmieci”

Zacznę od spojlera. Spodziewałam się, że pójdzie nam trochę lepiej w domenie „zero waste”.

Rozpocznijmy od tematu mało glamour, jakim są pieluszki. Ponieważ później będzie już tylko gorzej, zatem : âmes sensibles s’abstenir, jak mówią Francuzi, czyli, jeśli brzydzi Was ten temat, można sobie odpuścić lekturę.

Wielopielo vs pieluszki jednorazowe

Przyszykowałam sobie zacny – w moim odczuciu – komplet na początek przygody z pieluszkami wielorazowymi (kupiłam polską markę Pupuś i jakoś nie doczytałam, że są to jednak Chinki…). Mamy otulacze, mamy kieszonki, wkłady różnego rodzaju i jakieś 30-40 pieluszek tetrowych.

Kupiłam również 2 paczki pieluszek jednorazowych – taki był wymóg do szpitala, aby przyniesc swoją paczkę.

Z drugiej strony chciałam mieć zabezpieczenie na wypadek, gdyby mój mąż ostatecznie odmówił używania pieluch wielorazowych, lub gdyby któraś z córek chciała przebrać brata. Lepiej jest mieć w domu na zapas, wybranej przez siebie marki, niż biegać po nocnych aptekach lub stacjach benzynowych i płacić za naszpicowane chemią pieluszki cenę jak za złoto. (Mówiąc o chemii mam na myśli te substancje, które pozwalają wchłaniać wilgoć, często są to mikrokuleczki, czasem żel. A, i w niektórych pieluszkach jest też „miarka wilgoci”, część pieluszki zmienia kolor, gdy jest pełna moczu).

Ostatecznie znaleźliśmy jednorazowe pieluszki firmy Marmaille (eko, produkowane przez francuską firmę, stosunkowo niedrogie) oraz dla porównania inną eko-markę, dostępną w Bioocopie: Naty. Z lekkim sercem polecam Marmaille, są bardziej miękkie i lepiej przylegają do pupki. Do tego cena jest bardzo przyjazna: za paczkę 50-czy sztuk rozmiaru 1, zapłaciłam 10,90€ a 20-tu sztuk rozmiaru „2” (od 4 do 9kg)płacę 4,90€.

Nasza Wielopupka jest aspirującą wielopupką. Moim absolutnym ulubieńcem na tym etapie życia mojego synka jest kombinacja tetry złożonej w latawiec plus otulacz. Kilka razy oczywiście zdarzyły nam się totalne przecieki, ale idzie nam coraz lepiej, szybciej też wiemy, kiedy Bébé potrzebuje natychmiastowej zmiany pieluszki.

I tu mamy pierwszą mega niespodziankę. Byłam przygotowana na około dwanaście-piętnaście zmian pieluszki na dobę. A tu trafił nam się wyjątkowy sikacz i kupkacz.

Ale jak mówię wyjątkowy, to proszę usiąść : zmieniamy pieluszkę gdy się budzi, przed karmieniem. Zmieniając pierś przy karmieniu robimy przerwę techniczna na kolejną zmianę pieluszki. Jest głodny, ale gdy ma mokro, zaczyna się wiercić i ciućkać mi sutki, a nie ssać a co sutki są winne, że pan S. lubi mieć sucho? Po zakończonym posiłku zmieniamy jeszcze minimum raz.

A że karmimy się „na życzenie” – czyli mniej więcej co 2-3 godziny, plus, gdy jest gorąco, sesja kilku minut “picia nie jedzenia” nie nadążam z praniem.

Jak już zmieniliśmy ze 3 razy pieluszkę w ciągu godziny, czwartą jest na bank jednorazówka.

Jednorazówki zakładamy tez po pierwszym nocnym karmieniu, koło północy oraz w nocy. Zatem bywa, że zużywamy 3-5 pieluszek jednorazowych na dobę. Co uważam za całkiem niezły wynik.

Na razie na spacery i wizyty lekarskie zakładamy wielopieluchy, ale mam przy sobie zawsze 2-3 jednorazówki, gdyby przydarzył się armagedon.

Liczę na to, że się to wszystko niedługo unormuje. W tym czasie uczymy się : jak się najlepiej składa i zakłada pieluchy, jak się najlepiej je pierze i czy warto je prasować.

Nie uważam, aby było to uciążliwe czy obrzydliwe – zresztą, te pierwsze, mleczne kupy nie są przecież najgorsze, prawda? Zwyczajnie nie mam tylu pieluch i otulaczy, żeby nadążyć z rytmem przemiany materii mojego syna.

Przechowujemy zużyte pieluszki na razie w wiaderku z wodą, do której dodaję 3 krople olejku cytrynowego. Nawet mój mąż Jeżeli chodzi o pranie : najpierw włączam cykl płukania, a następnie piorę w 40 stopniach.

Przy naszych temperaturach, kiedy wywieszam pranie wieczorem, rano ścigam suche pieluszki.

Czy mi się chce ? Przyznam : nie raz, nie dwa, zmęczona i z oczami otwartymi tylko dzięki zapłkom, miałam ochotę pieprdyknąć te tetry i otulacze w kąt, kupić zapas jednorazowych i przejść do czego innego. Ale nieoczekiwanie do akcji „wielopielo” włączył się Mąż. On bardziej lub mniej cierpliwie zakłada kieszonki i wkłady, i tylko czeka, aż się poddam 😉 (może nie do końca , ale ma nadzieję;-)). Pieluchy potrwają ze dwa lata, a anegdoty o tym, że wymiękłam będą się za mną wlec do końca życia 😉 Tak zatem się wzajemnie motywujemy, on się cieszy, że ja się cieszę, że on zakłada dziecku wielopielo, ja się cieszę, że nasze dyskusje wykiełkowały jego chęciami. I tak, mam odrobinę satysfakcji, że jakoś się to ciągnie, nawet jeśli mijają zaledwie 3 tygodnie wielopieluchowania, nawet jeśli nie jest to akcja w 100% zero śmieciowa i nawet jeśli eko-motywacji czasem pomaga moje ego;-)

Przewijanie

Ha, uśmiecham się kpiąco do siebie samej. Myślałam, że mycie samą wodą wystarczy. U nas nie wystarczy ani mojemu synkowi (kiedy się da, pupa idzie pod kran, ale nie zawsze się da, wtedy używamy linement. Mój Mąż nie ma tez zaufania do mydełek, które zrobiłam dla Stasia, używamy zatem żelu dla niemowlaków ;-).

Do mycia używamy również moich myjek (jest ich z 20, wystarczają na pół dnia…) oraz

bawełnianych kwadracikow. Kupuje je w aptece, worek 500 sztuk z eko-bawełny to wydatek 5€. Używamy od powrotu ze szpitala.

Czuje, że starczy do końca września. Panie, które mieszkają we Francji i wciąż używają krążków do demakijażu kupowanych w marketach 2€/50 sztuk) – te z apteki są dużo tańsze 😉

Karmienie piersią

Niewątpliwie ogromnym plusem karmienia piersią jest mniejsza ilość sprzętu, którym trzeba dysponować, w porównaniu z karmieniam mlekiem modyfikowanym, a przede wszystkim – ograniczona oślica sprzętu, który trzeba ze sobą targać.

Ale w naszym przypadku oznacza to mimo wszystko kilka gadżetów.

Po pierwsze wspomniane w poprzednim bileciku silikonowe nakładki. Mam modele dwóch różnych marek i już wiemy, że mój syn preferuje te z firmy MAM, rozmiar 1 raczej niż firmy Medela (z której mamy laktator „symphony”) .

Wiem również, że koniecznie muszę dokupić jeszcze jeden lub dwa komplety, bo jeśli kiedyś zgubię nakładkę gdy będziemy gdzieś poza domem, to będzie katastrofa. Jedną zawsze noszę w bezpiecznym miejscu, czyli w staniku 🙂 ale… ja już siebie znam.

Po drugie : wypożyczony laktator do którego kupuje się osobiste akcesoria w postaci buteleczki i sprzętów do odciągania i przechowywania mleka z piersi.

Trzecim i czwartym punktem są drobiazgi, dzięki którym lepiej dbam o stan moich piersi : krem z lanoliną, pomadka ochronna z lanoliną, wazelina, oraz … folia spożywcza. Tez już o tym pisałam.. ale się powtórzę. Kiedy na sutki (opłukane ze śliny dziecka, bo w niej są różne substancje i bakterie uczestniczace w trawieniu. Nie od parady 15 lat temu się sterylizowało butelki. Dziś najwyraźniej się tego nie robi – mnie położna i pani od laktatora poradziły myć po prostu sprzęt w płynie do mycia naczyń.

Ta folia spożywcza. Uratowała mi zdrowie, fizyczne i psychiczne. Po karmieniu przyklejam sobie kawałek folii na opłukane i wysuszone sutki, na tę lanolinę i jak dotąd uniknęłam poranionych sutków.

Lekarstwa

Nie uniknelam natomiast drobnej komplikacji – zapchał mi się, kuleczką z tłuszczu, kanalik mlekowy (czy mleczny). Na szczęście położna szybko zareagowała (zadecydowała aby tę białą, bolesną krostę usunąć). Nie obyło się bez kremu znieczulającego i innych produktów. Piszę o tym, bo nie mogę uniknąć wzmianki o lekarstwach.

W mojej łazience i szufladzie z lekarstwami znalazło się nagle dużo nowych tubek, maści, czopków i tabletek.

Plastik jest wszędzie : te małe fiolki „serum fizjologicznego”, do mycia oczek. Mój synek, podobnie jak córka, urodzil się z niedrożnym kanałem łzowym. Ropieje mu jedno oko, bo nieczystości nie spływają przez ten kanalik do nosa kumulują się i mogą doprowadzić do zapalenia spojówki. Przeszłam przez to, u córki skończyło się operacją pod znieczuleniem (miała roczek) i zdecydowanie wole tego uniknąć z synkiem.

Sposobem jest właśnie przemywanie oczu gazą z serum fi (plastik i tony gazy i papieru), masaż kącika oczu oraz zdecydowany zakaz dotykania tego miejsca czymkolwiek a już szczególnie papierowymi chusteczkami.

Co gorsza, nowe lekarstwa są w większości testowane na zwierzętach, lub nawet składniki pochodzą od zwierząt (przykład : mityzol, maść na odparzenia, lub moje tabsy Omega 3 – gapa ja, nie zamówiłam odpowiednio wcześniej wegańskiej wersji i wzięłam co było w aptece…

Strefa intymna.

Znów ukłonił mi brak wyobraźni.

Zaplanowałam sobie używanie podpasek wielorazowych. Ha ha (zaśmiałem się demonicznie na to wspomnienie). Niestety, to co ze mnie wypływa nie jest jedynie krwią. Nawet w najgorszych koszmarach nie podejrzewałam, ze lata moich ćwiczeń mięśni Kegla w tym okresie na nic się nie przysłużą. Niestety, zdarzyła mi się wstydliwą przypadłość nietrzymania moczu, i cieszę się, ze miałam w majtkach te grubaśne podpachy. Od kilku dni mogę znów używać podpasek wielorazowych, ale z utęsknieniem czekam na seanse rehabilitacji krocza, i ufam mojej położnej, że z czasem to wszystko powróci do normy.

Ubrania

Przed przyjściem na świat synka otrzymaliśmy od koleżanek bardzo wiele ubranek po ich dzieciach. To było naprawdę bardzo miłe, i cieszę się, że te śliczne ciuszki, które miały już historię innych szczęśliwych użytkowników, są (lub już były) częścią naszej historii.

Najmniejsze rozmiary zostawiłam już w szpitalu, te ubranka, z których S. już wyrósł (jest w takim rozmiarze między 1 a 3 miesiące) zostawiłam u położnej, która tez współpracuje ze stowarzyszeniami i będzie wiedziała co z nimi zrobić. Zostało mi jeszcze dużo innych, i chętnie się nimi podzielę, jeśli jakaś mama z Lyonu się do mnie zgłosi.

Natomiast o mojej szafie napisze osobno.

Prezenty

Z ogromną radością dzielę się tą informacją. Bardzo jestem wdzięczna moim znajomym, którzy uszanowali naszą (moją?) prośbę o umiar w obdarowaniu nas. Szczególnie doceniam piękne, ręcznie robione prezenty, skarpetki, czapeczki, przytulankę. Moja pasierbica przyniosła nam książkę z CD i kołysankami z różnych stron świata – nieopakowaną 🙂 jak podkreśliła, żeby było mniej śmieci:-) to naprawdę miłe. Lubie tez prezenty praktycznie i estetyczne, od mojej Rodzinki otrzymaliśmy piękną torbę do wózka i kocyk z polskiej firmy La Millou, które poza tym ze są śliczne, sa również wykonane w Polsce, przez lokalną firmę.

***

Patrzę czasem na mojego synka z myślą, że z jednej strony każdy mały człowiek, który pojawia się na świecie w kraju cywilizowanym, jest już od pierwszych chwil zarazem konsumentem i generatorem śmieci, nawet gdy rodzice mocno chcą ten fenomen ograniczyć.

Z drugiej strony – być może, gdybym żyła w czasach sprzed silikonowych nakładek i mleka modyfikowanego (którego używała moja córka), nie mogłabym wykarmić moich dzieci, może nie dane byłoby mi zatrudnienie mamki i w ogóle nie miałabym dostępu do tego wymiaru szczęścia jakim dla mnie jest macierzyństwo..

Nie wiem.

Czasem też pojawia się lekkie poczucie winy, że mogłabym bardziej się uprzeć, postarać, ogarnąć te góry rzeczy, które niewątpliwie ułatwiają życie ale i oznaczają góry odpadów.

Ale zaraz je przeganiam.

To macierzyństwo w ogóle, nie wiem, czy to drugie dziecko czy „stuknięta czterdziestka”, jak na razie charakteryzuje się lekkością i brakiem poczucia winy, brakiem presji i małą ilością sytuacji, w których wyobrażenia odbiegałaby od rzeczywistości.

Mąż robi coś, co nie do końca mi pasuje ? Podstawą mojej dzisiejszej piramidy szczęścia jest radość , że coś robi. Ja i tak będę robić po swojemu. Mieszkanie przypomina składzik ? Trudno. Kiedy synek śpi, najczęściej śpię razem z nim. A później ogarniamy mieszkanie raz na kilka dni, razem z Mężem. Młody jeszcze się nie rozbija po kątach, te kłaki pepperowej sierści tak bardzo mi teraz nie przeszkadzają. Mamy w łazience mały kosz na śmieci, który trzeba opróżniać co dwa dni (a nie jak wcześniej, raz na miesiąc, kiedy dziewczyny miały miesiączkę ?) ? Bof, to naprawdę mały kosz łazienkowy i tak się cieszę, ze tylko co dwa dni.

A i wiem, że z czasem w tym temacie będzie tylko lepiej

Randka ze Śmieciami

Jak może wiecie (jeśli zaglądacie na Insta lub stronę FB) od tygodnia ja i moje odpadki kuchenne mamy miejsce w dzielnicowym, sąsiedzkim kompostowniku (wspomniałam o nim tu :

https://chatkababyjogi.pl/2016/04/24/kompost-w-wielkim-miescie/

Kompostownik sąsiedzki został stworzony przez stowarzyszenie, i przez półtora roku byłam zapisana na liście oczekujących na miejsce rodzin.

Brzmi prześmiesznie, teraz, kiedy to czytam po raz drugi, zupełnie jakbym pisała o liście na miejsca do żłobka. NO ale, się doczekałam i teraz raz w tygodniu, we wtorki, między 19h i 20h mam Randkę ze Śmieciami. Czytaj dalej Randka ze Śmieciami

Homo Detritus – pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Editions de Seuil, maj, 2017.

Czytam właśnie, wróć, delektuję się świetną książką która opowiada o… śmieciach. O śmieciach, o naszym stosunku do odpadów, do wyrzucania, do tego czego już nie potrzebujemy.

o Autorze

W 2009 roku, Baptiste Monsaingeon wsiadł na żaglowiec, by zakosztować przygody, przygotowując materiał do swojego doktoratu o „nowym kontynencie” śmieci, który znajduje się gdzieś na Pacyfiku. Ale to co zobaczył po drodze przekroczyło wszelkie granice. Widział boat-boys wyrzucających na plaże zawartości koszy na śmieci. Turyści z jachtu mogli spokojnie mieć czyste sumienie – oni przecież śmieci wrzucili do kosza…

Widział góry śmieci, które tworzą wysypisko pod gołym niebem w M’Beubeuss, w Dakarze
https://www.youtube.com/watch?v=0arIENn-3Uo

Widzial Morza Saragossowe. Mnie uczono w szkole, ze rozmnażają się tam węgorze. Moja córka, być może będzie się uczyć, że znajduje się tam, nie, nie kontynent plastiku, ale raczej morze plastiku.

Gdy żaglowiec zawijał do portu, załoga rozmawiała o swoich obserwacjach z różnymi przedstawicielami lokalnych samorządów. Wszyscy mieli te sama piosenkę na ustach. Trzeba unowocześnić zarządzanie naszymi odpadami. Należy zmniejszyć ilość wytwarzanych śmieci, wykorzystać coś ponownie, przetworzyć. Wprowadzic w zycie słynne 3R. Czytaj dalej Homo Detritus – pasjonująca książka o śmieciach

#16 – Luty Bez Foliówek

Kochani,
Pozwólcie mi zacząć tydzień od bardzo przyjemnej wiadomości – wraz z kilkoma dziewczynami, którym bliski jest ideał życia bezśmieciowego, zarzadzilysmy “wydarzenie” na fejsie, Luty Bez Foliówek (#LutyBezFoliowek). No dobrze, nie jest sekretem, że Luty Bez Foliówek jest częścią szerszego projektu : Nie znoszę śmieci 🙂 (#NieZnoszeSmieci), ale trzeba od czegoś zacząć, a najłatwiej jest zwyczajnie zacząć od prostego, codziennego gestu, jakim są zakupy:

Luty Bez Foliówek
Czytaj dalej #16 – Luty Bez Foliówek

#głosujportfelem – o świadomości

Jako wynagrodzenie mojej pracy otrzymuję pensję. Dzięki inwestycji w Airbnb mam jeszcze inny przychód, ale pokrywa on na razie koszt inwestycji, przyjmijmy zatem, ze 100% mojego dochodu sanowi moja pensja.

Dzięki Kakebo i prowadzeniu budżetu wiem, że dzisiaj moje wydatki stale (kredyt za mieszkanie, podatki, ubezpieczenia, media, niezbędne abonamenty, oszczędności i projekty ) stanowią ponad 70% mojego dochodu. Na „życie” (bieżące wydatki, takie jak żywność, ubranie, transport i podróże, oszczędności, niespodziewane wydatki itp. zostaje mi zatem mniej niz 30% . (powyższe 70% mogę podciągnąć czasem podciągnąć pod kategorie „wolny wybor” jak na przykład przy wyborze firmy dostarczającej nam prąd – ale jestem świadoma tego, ze to żaden „wybór” o rynku energii widzianym moimi oczami też napiszę)

W moim pojęciu „glosowanie portfelem” polega na tym, by codziennymi decyzjami umieszczać to „wolne” X (w moim przypadku ok. 30%)  w takich rękach, które z tymi pieniędzmi zrobią coś, z czego będę dumna, co podniesie mój „indykator szczęścia”.

Warto odpowiedzieć sobie, jaki akt kupna podnosi mój indykator szczęścia? Dla mnie sa to zakupy : bezodpadowe, kupione w jak najkrótszym obiegu, gdzie wszyscy “aktorzy” (producenci, pośrednicy i konsument) znajduja satysfakcje. W sklepach “charity shop”, gdzie używanym przedmiotom daje sie drugie zycie Jesli kupuje nowe przedmioty (ubrania, kosmetyki) – dbam, by byly to przedmioty bio/ethical/ z “vegan label”, lub stworzone przez znajomych, lub w sklepach, w ktorych mozna wejsc, pogadac z ekipa, z wlascicielem, tworca… Czytaj dalej #głosujportfelem – o świadomości

Zakupy Zero Śmieci – środki czystości

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o zakupach zero sieci w sklepie Day by Day.

Czekając aż otworzy się sklep A la Source chadzam do Day by Day.

Produkowanie w domku własnych środków czystości pozostaje bez wątpienia najbardziej ekonomicznym rozwiązaniem. Ale przyznam, ze nie zawsze mam na to czas (płyn do prania), nie opracowałam zadowalającej na dłuższą metę recepty (płyn do zmywania) a niektóre produkty u nas nie działają tak jak powinny (sól i ocet w zmywarce).
Szykuję się do wyjazdu służbowego a wiem, ze to w takim momencie zazwyczaj kończy się jakiś zero-odpadowy środek, a po powrocie zastaje chemie kupioną pospiesznie i bez zastanowienia…

Dlatego uzupełniłam domowe zapasy a przy okazji przetestuję pod względem ekonomii i skuteczności kilka produktów „zero waste”.

Jak wyglada kupowanie w sklepie zero smieci ?
Przychodzimy z wlasnymi pojemnikami, które sa ważone, a nastepnie uzupełniamy je produktami, na które mamy zapotrzebowanie.



Bilans ekonomiczny: Czytaj dalej Zakupy Zero Śmieci – środki czystości

Jak tworzy się bezodpadowa przyszłość ?

Poprzez edukację.

Moja córka wróciła do domu, po tygodniowej nieobecności. Wymyśliłam sobie, żeby poszła ze mną na wyprawę do sklepu typu „zero waste” – Day by day.

Otwiera się teraz w Lyonie więcej takich miejsc, a ja #glosujeportfelem i lubię odkrywać i wspierać, nawet i drobnym zakupem, takie właśnie inicjatywy. Wierzę, że jeśli więcej ludzi zacznie robić w ten sposób zakupy, to suma naszych pojedynczych gestów zmieni sposób myślenia i konsumowania społeczeństwa jako całości. Czytaj dalej Jak tworzy się bezodpadowa przyszłość ?

Zero Śmieci ? 

Jestem w podróży. Mąż był kochany i odwiózł mnie na dworzec o 5h30. A ja byłam tak nieprzytomna, że zostawiłam w samochodzie torbę ze śniadaniem i metalową butelkę z wodą.

Bo kiedy mogę, to szykuję i zabieram prowiant ze sobą. Nie tylko za względów ekonomicznych czy dlatego, że tak jest zdrowiej.

Rownież by uniknąć tego :


Czytaj dalej Zero Śmieci ?