O eksperymentach i kryzysach w związku

O eksperymentach i kryzysach w związku

Ok, będzie dość osobiście. Zabrzmiało, jakby mój blog na co dzień nie był osobisty.

Jak zapewne wiecie, jedzenie i picie, jest obok poczucia bezpieczeństwa, zapewnionego dachu nad głową, oddychania, załatwiania potrzeb fizjologicznych i seksu, podstawa piramidy potrzeb według Maslowa. Jeśli rusza się coś na tym poziomie, z pewnością przesunie się dużo części powyżej.

Przyjaciele i…

Spędziłam sobotę (no dobrze, kilka godzin między seansem jogi i seansem w hammamie) na szukaniu odpowiednich przepisów. Kupiłam brakujące składniki, gotowalam . Robiłam to naprawdę z wielką przyjemnością. Tym większą, że w goście przyszli do nas nasi najbliżsi przyjaciele, nasi świadkowie. Miały być burgery z przepisu Jadłonomii z frytkami, humus i różne inne warzywa i sosy. Mieliśmy w planach rozmawiać o naszym weselu w Polsce, podróżach itp.

Jeden z naszych przyjaciół przyniósł Mężowi „w prezencie” wydrążoną dynie, a w środku kabanosy. „Się skarżyłeś ostatnio, że nie wolno ci jeść mięsa, więc przyniosłem ci małą kontrabandę, żebyś mógł przeżyć”.

Przyznam, że moja reakcja była nieproporcjonalna do tego „żarciku”. Popłakałam się i poszłam na spacer.

Dlaczego zrobiło mi się tak przykro? Od kilku lat nie jem mięsa, ale weganka jestem z krótkim stażem. Tak, od kilku miesięcy nasze proszone kolacje są raczej wegańskie. Od miesięcy, codziennie, słyszę takie żarciki. Codziennie. Krąży dowcip: „jak na imprezie rozpoznać weganina ? Po 2 minutach sam ci to powie”. W moim odczuciu jest raczej błędny.

Etyka

To nie „my” afiszujemy się z wegańskim stylem życia.
To jest silniejsze od „mięsożerców”, to pytanie: ale wytłumacz mi, bo JA CHCE wiedzieć – dlaczego ? Etyka, odpowiadam i słyszę – no tak, najgorszy z możliwych powodów. Jakby etyka – czyli coś co nas właśnie od zwierząt wyróżnia, była czymś złym. Najgorszym.

„Człowiek od zawsze jadł mięso”. Wszyscy są nagle specami od prehistorii.
„Niejedzenie mięsa jest niezdrowe, bo w mięsie jest 13 aminokwasów, które są niezbędne do życia” .Wszyscy nagle są lekarzami medycyny ze specjalizacją dietetyka.
I mówi mi to znajomy między jednym a drugim papierosem.
Czasem mam ochotę powiedzieć: proszę Cię, nie rozmawiajmy o tym, bo zaraz mi przedstawisz argumenty, przy których obnażysz swoja niewiedze mówiąc : Faktycznie, tego nie wiedziałem ! Myślałem, że weganizm to tylko taka moda. Stracisz swoja twarz i mój szacunek, a tego naprawdę nie chcę…

Tak. Kiedy zmienia się sposób odżywiania, cała piramida się chwieje w podstawach. Ten „incydent z dynią”, przelał moją czarę rozczarowania. Bo to, że codziennie ktoś zagląda mi do talerza i truje o zdrowiu, a sam ma nadwagę, cukrzycę, pali papierosy, pije alkohol i skarży się, jak bardzo jest nieszczęśliwy w życiu, jakie wszystko jest trudne i jak mało rzeczy się udaje, zaczynam reagować jak osoba atakowana – broniąc się. Na początku jeszcze sama się z siebie śmiałam (najlepsza broń).

Jak można postawić znak równości między terroryzmem a weganizmem?

Kiedy przyjaciele używają słowa „terrorystka”… Spójrzcie, jak to słowo jest ciężkie w wymowie. Nazwać terrorysta kogoś, kto swoją postawą dąży do wyeliminowania cierpienia – ludzi i zwierząt – i inną osoba, która morduje niewinnych ludzi w imię idei/religii, czy to jest prawidłowe ? Myślę, że poziom nieświadomości niektórych ludzi o ciężkości słów i aktów, również przekroczył pewien poziom. Myślę, że projekt „yolocaust” jest wspaniałym sposobem przypomnienia niektórym osobom o odpowiedzialności, którą należy wziąć za słowa i akty, co naprawdę reprezentują słowa i czyny, pod przykrywką „humoru” ) .

„Incydent z dynią” uświadomił mi, jak bardzo niektórzy moi bliscy zwyczajnie robią sobie ze mnie jaja, i w jak – w głębi duszy – bardzo mnie to zabolało.

***

Po imprezie (wyobraźcie sobie te pogrzebową atmosferę) wysprzątałam kuchnie i pokłóciliśmy się bardzo ostro z moim Mężem. Tak mocno, że spakowałam torbę i wybrałam się o 4 nad ranem spać do hotelu. Mała nauczka – jak się we Francji wchodzi do hotelu bez paszportu, a mówi się z akcentem, istnieje szansa, że pokoju nie wynajmiesz. Wróciłam do domu, ale z pomysłami na zupełnie nowa przyszłość. No, bo tak.

Cała niedziela upłynęła na poważnych rozmowach, w tym o drodze, która podążamy, o prędkości, z jaką wprowadzam zmiany w swoim życiu i o tym, że nie wszyscy są w stanie je zaakceptować lub przyswoić „nawet jeśli fondamentalement masz racje”. O tym, jak mam wrażenie, że żyję w matrixie, że ciągle muszę się przed wszystkimi tłumaczyć z tak prostych rzeczy jak niejedzenie mięsa, bo chce uniknąć krzywdzenia innych istot, jak praca nad ograniczaniem śmieci, by zmniejszyć „mój odcisk” w Naturze. Ciężkie rozmowy były przerywane równie ciężkim milczeniem. Wybraliśmy się nawet razem do muzeum na wystawę, w tym samym ciężkim milczeniu i wracając, naprawdę byłam gotowa radykalnie zmienić dosłownie wszystko – pracę, dom, przyjaciół i – męża.

#Eksperymentujesz ?

I wtedy, o 17h00 apka przypomniała nam o naszej „pierwszej lutowej randce”.

Spojrzeliśmy na siebie skonsternowani – tak, mieliśmy randkę, ale w takim stanie możemy ją uhonorować, skoro tak trudno nam przebywać obok siebie ?

Nasza randka miała wyglądać zupełnie inaczej, ale mój mąż miał na tyle przytomności umysłu, że zaoferował mi masaż stop, a ja na tyle siły, że te propozycje przyjęłam.

Czy znacie refleksologię ? Jest to jedna z gałęzi chińskiej medycyny, polega na uciskaniu punktów na stopie. Mamy koleżankę refleksologa, dla której byliśmy królikami doświadczalnymi podczas jej studiów, stąd znane nam jest obojgu dobro płynące z takiego masażu stop . Przy takim stopniu wkurzenia z naszej strony, ciężko mi było nawet pomyśleć o tym, by się przytulić. A tak, masaż stop… Bardzo nas oboje to rozluźniło, resztę wieczoru spędziliśmy już wtuleni w siebie, rozmawiając na ten sam temat, ale z zupełnie innej perspektywy. Udało nam się przekierować coś, co mogło nas zniszczyć (przykre słowa wykrzyczane w złości) na coś, co odrobinę bardziej nas do siebie zbliżyło, pozwoliło otworzyć się na tyle, by bliskość znów przekuć w intymność.

***

I tak, można by powiedzieć, że lutowe eksperymenty uratowały nam niedziele.
A może i związek.

Właściwie zakończenie tej historii wpisuje sie  w świetny wpis Kasi z Ograniczam sie  – w ramach lutowych eksperymentów, szczególnie do zdania : „wali sie i pali, tego sie trzymają. ”

Zachęcam Was także do lektury postów innych blogerek w temacie eksperymentów : Julii z Nanowosmieci, Marty z Veganama, Uli – Pani Strzelec, Moniki z Wielki Kufer, Kasi – Innooka

 

24 myśli nt. „O eksperymentach i kryzysach w związku

  1. Paweł W

    Współczuję zepsutego wieczoru i rozumiem rozżalenie. Z drugiej jednak strony wegetarianizm jest tak niepojęty dla większości ludzi, że nie liczyłbym na nic innego, jak tylko właśnie takie sytuacje. Próbowałem wytłumaczyć sobie kiedyś, dlaczego miałbym przestać jeść mięso. Nie znalazłem przekonujących powodów. Dlatego też nie dziwię się zachowaniu ludzi, którzy nawet nie próbowali zrozumieć.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Każdy ma swoją ścieżkę, i szanuję ścieżki innych osób. Nie muszę w nich uczestniczyć. Czasem uśmiechnę się nad czyimś wyborem, może zastanowię nad jego powodem, ale nie rozumiem potrzeby robienia sobie jaj z kogoś, wyśmiewania się, pokazywania komuś, że nie ma racji (abstrahując od tego, że to może sprawić komuś przyszłość, może się okazać, ze to ja się mylę).

      Odpowiedz
      1. Kasz

        Tak sobie myślę, że najtrudniej szanować inne ścieżki nam najbliższych. Że chcielibyśmy, żeby to właśnie i przede wszystkim oni dostrzxegali sens w NASZEJ zmianie i – zamiast narzekać – może zmienili własną drogę. To jest bardzo trudne i ja osobiście najczęściej muszę sobie powtarzać, że szanuję drogę innych osób własnie po rozmowach z mężem 🙂
        P.S. Mam dla Ciebie dwie nowiny moja kochana: primo, rodzina mi się powiększy, secundo, w związku z tym, niejako poza moją wolą (bo od dłuższego czasu chciałam, ale nigdy nie mogłam się zabrać do tego „porządnie”), od początku roku nie jem mięsa. Jajek nie jem. Na ryby patrzeć nie mogę. Tylko ten ser… Wyobraź sobie ciężarną wegetariankę na zaściankowym Śląsku… ja to się dopiero nasłucham przy każdej okazji 😉

        Odpowiedz
        1. Baba Joga Autor wpisu

          KASZ Kochana !!! Gratuluje powiekszajacej sie rodziny 🙂 Jak cudownie !!!
          Podziwiam Cie, ze bo wyobrażam sobie, ze do dotychczasowych „dobrych rad”, pouczen i innych toksycznych wiadomosci dochodzi jeszcze krytyka w zwiazku z niejedzeniem miesa…
          Na pewno znasz wiele przykładów mam lub ciezarnych kobiet, ktore maja zdrowe i normalne dziecie, bez zadnych niedoborow, albo chociaz znasz ich blogi ( np veganama.pl), jestem pewna, ze wszystko bedzie dobrze.

          Tak, masz racje. Zalezy mi na tym, by moja rodzina widziala sens w tym co robie, i zeby to szanowala, tak samo jak ja szanuje ich wysilki w roznych dziedzinach zycia, ktore im sa bliskie (a mnie dalekie, jak na przyklad przygoda z jezdziectwem mojej corki… Ona sobie teraz wymyslila, ze pojdzie do liceum z internatem, ze specjalizacja jezdzeictwo, co oznacza ze bede ja naprawde widywac co drugi weekend… Jest to upierdlwe dla mnie, osobiscie, jako dla matki, ze tak szybko moja corka chce byc samodzielna, ale jestem w stanie uszanowac jej wole, nie okazuje watpliwosci, a nawet zaczynam pomagac w poszukiwaniach info, by przygotowac taki projekt – choc przeciez latwo jest zmanipulowac dziecko, wmowic mu, ze bedzie samotne, z dala od rodziny, ze sobie nie poradzi i wlac mu inne trucizny, zeby zostalo w domu )… Zastanawiam sie, dlaczego ludzie, ktorzy sa mi niby bliscy nie stosuja prostej zasady: przede wszystkim nie szkodzic ?…

          Z tym szacunkiem, a raczej jego percepcja, to tez roznie bywa. Najczęściej zarzuca mi sie… brak tolerancji. Tak czesto, ze az zaczelam sie zastanawiac nad sensem tego slowa…

          Odpowiedz
  2. Booklover has a (helmet) baby

    Niektorym ludziom po prostu brak taktu i czasami nie zdaja sobie sprawy, jak bardzo takim zartem moga skrzywdzic ludzi. A najsmutniejsze jest to, ze to Ci najblizsi.
    Super, ze udalo Ci sie w taki sposob rozwiazac konflikt z mezem!

    (przepraszam za brak polskich znakow…)

    Odpowiedz
  3. Dziewczyny z Time For Spain

    Aga, masz zupełną rację. Często nasi najbliźsi, od których oczekujemy, że będą nas wspierać, ranią nas najbardziej. Tak sobie myślimy- a gdyby tak przestać się tłumaczyć ze swoich wyborów i ze swoich czynów tylko to robić, może ludzie reagowaliby inaczej? Albo po prostu wogóle by nie reagowali. 🙂 Kiedyś, za czasów naszych babć, jadło się mięso bardzo, bardzo rzadko (kurczę, jakby się tak głębiej zastanowić, to tamto pokolenie było w sumie bliżej wegetarianizmu niż nasze obecne społeczeństwo) i nikt nie robił afery, że na obiad są same warzywa.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Tak, spojrzmy na tradycyjna polska Wigilie : praktycznie wegetarianska uczta.

      Moze dlatego, ze ludzie lubią o sobie myśleć jak o szlachcie i arystokracji (w polsce XVII wieku : 2 % spoleczenstwa. Wszyscy nagle jestesmy potomkami szlacheckimi, z tradycjami polowań (w lasach ktore nalezaly do Pana nie każdy mógł polować), z nieśmiertelnym „człowiek zawsze polował i jadł mięso” … kiedy na planecie Ziemi było 2 miliony ludzi, mogli sobie polowac do woli, dzis jest nas 7 miliardow, mieso stalo sie niedemokratyczne i nieetyczne. trudno w to uwierzyc niektorym osobom, ale pasza, ktora karmi sie bydlo w Polsce czy we Francji jest wymieszana z soja, z Brazylii, soja i inne rośliny, która naturalnie tutaj nie rosly i która wypierają „zielone płuca planety”, bo pasza dla bydła jest cenniejsza – dzisiaj – niż drzewo…) …

      Odpowiedz
  4. Dorota Ps

    Gratuluję (Wam) wybrnięcia z tej bardzo niekomfortowej sytuacji!
    Muszę się z Tobą zgodzić co do reakcji ludzi na wiadomość, że jest się wegetarianinem/weganinem z powodów etycznych: u mnie akurat powód był głównie inny – miałam już po prostu dość wszechobecnego mięsa, szukałam nowych inspiracji kulinarnych (etyka i reszta przyszły potem). Zazwyczaj, gdy o tym mówię (jeśli ktoś pyta), spotykam się z ulgą rozmówcy: „ach, czyli powody były smakowe, a nie etyczne”. Dlaczego trudniej jest przyjąć ten drugi argument? Może rozmówcy takiego wegetarianina wydaje się, że stawia go to w gorszym świetle („ty nie lubisz mięsa, a ja po prostu tak” kontra: „ty jesteś etyczny, a ja to niby nie?”).

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Dziekuje Dorota za to spostrzeżenie. Kiedy sie nad tym zastanawiam, jest w tym bardzo dużo racji. Etyka potrafi sklasyfikować kogoś, i jeśli jest sie świadomym takiej gradacji, może to być krzywdzące.

      Jest jednak różnica, w moim odczuciu, między dojściem do konkluzji : hm, może faktycznie zachowuje sie nieetycznie jedzac mieso, moze faktycznie argument ktory wysuwam – czlowiek powinien jesc mieso jest sprzeczny ze spostrzezeniem : w biednych krajach, w miejscu w ktorym potencjalnie moze rosnac pozywienie dla lokalnej ludnosci, produkuje sie zywnosc na eksport (przyklad straczkow z Maroka, zielonej fasolki ktora laduja pozniej na stolach calej Europy, lub wpomnianych roslin pszowych w miejscu lasow Amazonii ? kontra komfortowe i lekceważące : spoko, rozmawiam z wege-świrem i eko-terrorysta, to co mówi jest bełkotem…

      Kiedy dyskutuje sie otwarcie i spokojnie, naprawde mozna dojsc do ciekawych wnioskow. Natomiast kiedy ktos posluguje sie symbolami, jak przykladowy „incydent z dynia”, ktore moga byc roznorodnie interpretowane, to jest to wylacznie zrodlo konfliktow i nieporozumien…

      Wezme sobie do serca te uwage. Dziekuje :*

      Odpowiedz
  5. Dominika

    Wczoraj wieczorem czytałam krótki artykuł Polityki, o tym czego żałują ludzie w ostatnim dniu swojego życia. Punkt pierwszy. „1. Żałuję, że nie miałem więcej odwagi, by żyć zgodnie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych ludzi.”
    Nic dodać nic ująć…
    Tu link do całego artykułu
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1683040,1,5-rzeczy-ktorych-ludzie-zaluja-w-ostatnim-dniu-swojego-zycia.read
    Bardzo wzruszył mnie ten artykuł i myślę, że wywarł na mnie takie wrażenie z prostego powodu, 3.5 punktów dotyczą mnie, ale i dają nadzieję… ja mogę jeszcze je zmienić, mogę spróbować, CHCĘ! Bycie sobą, życie zgodnie z własną duszą jest wspaniałe, ale to jak emitowanie nowych kolorów. Inne zaczynają je dostrzegać i mogę też zobaczyć siebie na ich tle… Co jeśli wypadną szaro? Może właśnie w takiej chwili zaczynają przykrywać swoją bezbarwność żartami, dogryzaniem, niezrozumieniem. Myślę, że zamiast skupiać się na Tobie powinni skierować się do swojego środka i zadać sobie pytanie Jakich barw im brakuje? Co ich tak zabolało?
    Ściskam
    Dominika

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Dominika. Przeczytalam ten artykul. Przemyślałam go i bardzo Ci dziękuję za piękny moment refleksji.

      Mysle, ze jestem w takim punkcie mojego życia, że żaden z wymienionych nie opisuje mnie dokladnie, a moze wlasnie sie myle, bo skoro d-z-i-s-i-a-j dojrzalam do domku na wsi, z ogrodkiem i sadem, i laka i Klubem Gospodyn Wiejskich w najblizszym miasteczku, a siedze w duzym miescie w ladnym mieszkaniu za to wsrod faszyzujacych sasiadow, wciaz wokol mnie znajduja sie osoby w pewien sposób toksyczne, ktorym pozwalam zatruwac mi chocby i godzine zycia, to znaczy ze nie do końca zyje w zgodzie ze soba.
      Z drugiej strony, i dlatego ciesze sie, ze prowadze bloga, kiedy spojrzę wstecz, to widzę, jak bardzo sie zmieniam i jak często dobieram obie nowa „dekoracje”, nowe środowisko, tak by pasowało do moich wciąż zmieniających sie aspiracji, to ciesze sie, ze wydaje moja energie właśnie na to, bym czuła, że żyje w zgodzie ze sobą…

      Sciskam.

      Odpowiedz
  6. innam

    Problem tkwi moim zdaniem w reakcji na takie pytanie. Zamknelabys temat mówiąc, że mięso Ci nie smakuje, tak po prostu. Wydając się w ideologiczne wywody i potyczki tylko nakręcasz spirale niezrozumienia. A po co się denerwować? 🙂

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      🙂 Na pewno 🙂 To jest pewnego rodzaju wykret i nie omieszkam sie go zastosowac w rozmowach z nieznajomymi.
      Moi znajomi wiedza o wielu innych rzeczach, o moich lekturach (swiadomosc ksztaltuje byt:)) o miejscach ktore odwiedzam (co robilas w weekend ? bylam na takich fajnych targach z weganskimi rzeczami) moim zaangazowaniu w dzialalnosc L214 (nie, nie pojde z toba na shopping, bo mam happening z L214 :))

      Ale z pewnoscia masz racje. Po co sie denerwowac:)

      Odpowiedz
  7. blotowlosa

    Cieszę się, że eskepryment z randkowaniem pomógł Wam się zbliżyć. Dodam, że u mnie też się zaczyna (randkowanie), luby przyjął pomysł z wielkim entuzjazmem a pierwsza randka już w najbliższy piątek 🙂 Jeszcze raz dziękuję za ten pomysł

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Bardzo sie cieszę 🙂

      My umowilismy sie, ze najpierw jedno zaprasza i organizuje randkę, później drugie 🙂 Jestem „gosopodarzem” kolejnej randki i przyznam, że jej organizowanie naprawdę odsyła mnie do naszych „czasów rycerskich” i sprawia dużo satysfakcji 🙂
      Sciskam 🙂

      Odpowiedz
  8. Pingback: #13 – O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach) | Chatka Baby Jogi

  9. Storyland14

    Witaj, z wielkim przejęciem przeczytałam Twoj post. Tak sobie myślę,że świat jest tak podle skonstruowany iż zawsze chce nas próbować przeciągnąć na jego wygodną stronę, bo jeśli mamy swoje poglądy, rytuały i swój własny świat nie pasujący do ‚ogólnego obrazu” innych to juz stajemy się odszczepieńcami…stąd masz te ciągłe komentarze, dziwne pytania i niekończące się zaczepki. Chyba w głębi duszy Ci ludzie tak naprawdę Cię podziwiają za stanowczość i upór w dążeniu do celu, bo więcej w nas jest tchurzostwa niż odwagi. Z chęcią poczytam inne proponowane blogowe wpisy. A projekt Yolocaust bardzo mnie poruszył, plastikowe pokolenie wykpi wszystko…to boli, nawet pozwoliłam podać link na swój profil na fb.
    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Duo ostatnio nad tym myslalam, i zgadzam sie z tym, ze wiekszosc osob mysli, ze „przeginam”. Bo mowie, komunikuje, robie – to, z co wierze, co jest zgodne z moimi pogladami. W ciagu ostatnich 4 dni uczestniczylam w roznych zebraniach – klubu Sooptimist (tego od akcji na rzecz kobiet), L214 (tej organizacji zajmujacej sie prawami zwierzat), bylam na premierze filmu dosc zaangazowanego, na wieczorku urzadzonym dla wolontariuszy stowarzyszenia zajmujacego sie osobami bezdomnymi i uchodzcami. Jasne jest, ze obracajac sie w takich „kregach” i na to poswiecajac czas wolny od pracy, o tym rowniez mowie, tym sie dziele. Gdybym usiadla w fotelu z ksiazka, pewnie mowilabym o ksiazkach, gdybym rzucila sie, w wolnym czasie, w wir mojej pracy zaodowej, mowilabym o pasjonujacym swiecie lotnictwa…
      Wydqje mi sie normalnym zycie zgodnie ze swoimi przekonaniami, co niestety prowadzi do konfliktow, bo otoczenie niekoniecznie podaza w tym samym kierunku…

      Bardzo Ci dziekuje za mile slowa.

      PS. tek, od kiedy zobaczylam po raz pierwszy projekt Yolocaust, chodzi on za mna i nie daje spokoju. Patrze na moje dziecko, ktore tez, mimo woli, zaczyna zyc w swiecie lajkow, chcialabym ja od tego uchronic, ale… czy naprawde moge ? Czy naprawde pozwinnam jej zabraniac uzywania insta ? cczuje, ze nie, bo chyba lepiej uczyc sie na wlasnych bledach, nie na cudzych, lepiej rozmawiac o konsekwencjach niz przedstawiac od razu przerysowane skutki. Ale ten film na pewno w stosownej chwili jej pokarze…
      Sciskam.

      Odpowiedz
  10. Dorota / EkoEksperymenty

    Bardzo mi przykro z powodu tej dyni. 🙁 Myślę, że zrobiłaś najlepsze do mogłaś – spacery koją!

    Sama spotykam się z dużą ilością dezaprobaty z powodu mojej diety, ograniczania śmieci, niejeżdżenia samochodem itp. Wielokrotnie słyszę, że jestem terrorystką lub że jestem nieodpowiedzialna i „przeginam”. To bardzo boli,z zwłaszcza, że staram się nikomu tego stylu nie narzucać – wyjątkiem jest mój dom, gdzie mięsa się nie je (ale w ramach kompromisu gdy mamy gości na stole pojawia się często ich nabiał), wodę się oszczędza, jedzenia się nie wyrzuca. Czasami goszczenie jest przyczyną konfliktów i starć.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Tak, a przeciez, jak napisalam wyzej, mozna pograc w gry – dixit – pogadac o podrozach, o pracy, oawet o polityce – jedzac ryz z warzywami, co to szkodzi… ?

      No, a to słowo „terrorysta” robi dosłownie przewrotna kariere.

      Mialam na studiach (a studiowalam historie) kolezanke, ktora czesto mowila, w zartach, takie zdania : „glupcy nie powinni sie rozmnazac, bo glupota jest dziedziczna” oraz „ja to bym wyslala ich (glupcow) wszystkich do obozu koncentracyjnego”.
      niby zart, ale kiedy ktos odwiedzil i Treblinke i Oswiecim (mnie wdarzylo sie to w latach 80, jako dziecko na koloniach) nie moze sie zasmiac z takiego zartu, bo to brzmi jak oksymoron. Tak i mnie razi „eko-terroryzm” tak czesto na ustach francuskich politykow…

      Odpowiedz
  11. Pingback: #21 – Dzwonię tylko.. | Chatka Baby Jogi

  12. Pingback: #38 - Kolejny sposób na kryzysik - Chatka Baby Jogi

Dodaj komentarz