Opieka dentystyczna, zabieg chirurgiczny i karmienie piersią

Rok temu miałam umówioną wizytę w klinice na zabieg usuwania zębów. Ponieważ wiązał się on z zastosowaniem neuroleptoanalgezji, przesunęliśmy termin na “po ciąży”. Przez rok używałam specjalnej pasty do zębów i płynów do płukania jamy ustnej ale w końcu nadgoniła mnie ta sytuacja. Wdała mi się poważna infekcja, najpierw uspokoiliśmy dziąsła antybiotykiem a 10 dni później ustawiliśmy się na zabieg.

Zabieg usuwania zębów, przygotowania, przebieg leczenia

Opiszę, jak wyglada cały ten proces leczenia we Francji w przypadku, gdy posiada się ubezpieczenie dodatkowe i ma się szanse na zabieg w prywatnej klinice. Jestem świadoma, że jeżeli nie posiada się odpowiedniej “mutuelle”, w szpitalu państwowym terminy są porównywalne do tych w Polsce. Czytaj dalej Opieka dentystyczna, zabieg chirurgiczny i karmienie piersią

Być jak Teściowa

Powinnam była napisać “być W przyszłości taką klawą babką, jak moja Teściowa”, ale myślę, że takich pań jest więcej.

Kiedy próbuję spojrzeć na nią z boku, obiektywnie, na Teściową (jako instytucję), to i tak jestem pełna podziwu.

Moja Teściowa ma trójkę dzieci, każde swoją epicką historię, charakter, ograniczenia i talenty.

Najstarszy syn po zawirowaniach życiowych trafił na Polkę. Nie wiem, czy normalną czy nienormalną, czy charakterystyczną dla swojej kultury czy nie -przedstawicielkę kraju ze Środkowo-Wschodniej Europy. W każdym razie – jedną wielką niespodziankę. Czytaj dalej Być jak Teściowa

Zabawki dla niemowlaka : od 6 tygodnia do 3-4 miesięcy – DIY

Czy niemowlę potrzebuje zabawek ? Przecież interesuje go wszystko, począwszy od własnych rączek… to prawda, ale maleństwo kilkutygodniowe jeszcze nie potrafi dobrze ruszać w sposób świadomy rączkami a już leży dłuższy czas z otwartymi oczkami… i potrzebuje, by go zająć
Tak. niemowlak potrzebuje zabawek, ale nie zawsze będzie dyspozycyjny, by się nimi cieszyć.

Obserwując malutkie dzieci, mam czasem wrażenie, że trzeba umieć dawać dzieciom zabawki. Dozować na początku czas prezentacji. Położyć się pod karuzelą i popatrzeć na to co widzi dziecko. Z dzieckiem. Obserwować, kiedy dziecku coś się nudzi, kiedy traci tym zainteresowanie…

Właściwie powinnam napisać, że i niemowlę i jego mama potrzebują, by dziecko miało zabawki, mama szczególnie po to, by w spokoju wypić sobie gorącą kawkę i odsapnąć. Czytaj dalej Zabawki dla niemowlaka : od 6 tygodnia do 3-4 miesięcy – DIY

Sprawa Daniela

Mam w Polsce rodzinę i z zainteresowaniem obserwuję wybory samorządowe w jednym z miast. 

A konkretniej – w Prabutach.

Obserwuję ją wycinkowo bo poprzez strony fb poszczególnych kandydatów oraz blog. 

Najlepsze programy rozrywkowe w tv się nie umywają, szkoda tylko, że  to się dzieje naprawdę i chodzi o krótkoterminową przyszłość tego kawałka Polski. Od razu z chęci sięgnięcia po popkorn robi się ochota na coś mocniejszego, by się nieco znieczulić. 

Okolice Prabut interesują mnie, ponieważ czasem tam bywam. Płakałam jadąc drogą z powycinanymi drzewami. Biegałam z workiem na śmieci nad okolicznym jeziorem, gdy kółko wędkarskie zorganizowało sprzątanie jeziora . Słucham i czytam o polityce zarządzania śmieciami, o problemach ze szkołą czy przedszkolem.  Czytaj dalej Sprawa Daniela

Szafa minimalistki wychodzącej z połogu

Gdyby była to pora dnia, powiedzielibyśmy po francusku, ze to « temps entre les chien et les loups », kiedy szarzeje, kiedy nie można rozróżnić psa od wilka.

Kiedy wychodzimy z połogu, niby wracamy do „wagi sprzed ciąży”, ale sorry, waga i objętość to dwie różne sprawy, a my jednak mamy tendencję do mieszania tych jednostek.

Biust mam zacny (żeby nie było za różowo, prawa pierś jest ze dwa razy większa niż lewa, choć dają tyle samo mleka…). Za to talia, brzuch, bioderka i uda uciekają mi ze spodni sprzed ciąży i już.

Moim głównym problemem jest jednak fakt, że wszystkie moje ubrania „sprzed”, w większości sukienki, nie nadają się do karmienia piersią.

Dlatego bez żalu trzymam je tam, gdzie są od marca, czyli w pudle. No i sukienka podkreślająca ciążowy brzuszek jest śliczna, lecz ta sama sukienka podkreślająca brzuszek kiedy już jest po porodzie jest smutna.

Trzeba mi było wymyślić nową garderobę.

Trochę mnie już znacie. Te wszystkie ograniczenia, które narzucam sobie z racji poglądów, które bronię, stanowią niezłą łamigłówkę, przyznaję z niechęcią. Czytaj dalej Szafa minimalistki wychodzącej z połogu

Bohaterów – prądem ?

To Ciało już tyle przeszło.

Te kilogramy i centymetry: w górę i w dół.

Skora rozciągnięta, miejscami sflaczała. Włosy, raz jest ich więcej, raz mniej, teraz taki okres się zaczyna, ze będzie ich mniej.

No i moja Yoni, pieszczotliwie zwana Grazynka. My się dobrze znamy, ba, nawet przyjaźnimy, znamy wzajemnie nasze preferencje i humorki, w końcu mieszka u mnie od urodzenia.

To nie do końca prawda, ze to co się z nią dzieje aktualnie, to przez poród. Czytaj dalej Bohaterów – prądem ?

Co zrobić z wandalizmem ?

Mamy przed kościołem, który stoi na placu pod moją kamienicą mały park.

Mały płac zabaw, kilka drzew, trawników, statua Joanny D’Arc.

Kiedy w sąsiedztwie było jeszcze schronisko dla bezdomnych, w parku siedzieli menele, chlali coś tam (bo na wódkę chyba ich stać nie było), wracali na wieczór grzecznie do ośrodka. Kiedy na plac zabaw przychodziły nianie z dziećmi, lub koło 16h30 wracały ze szkół i przedszkoli starsze dzieci, menele wędrowały na stopnie kościoła. Ogólnie mówiąc, była animacja, czasem niesmaczna, ale powiedzmy, że znajoma. Czytaj dalej Co zrobić z wandalizmem ?

Noworodek i „zero śmieci”

Zacznę od spojlera. Spodziewałam się, że pójdzie nam trochę lepiej w domenie Noworodek i „zero śmieci” .

Rozpocznijmy od tematu mało glamour, jakim są pieluszki. Ponieważ później będzie już tylko gorzej, zatem : âmes sensibles s’abstenir, jak mówią Francuzi, czyli, jeśli brzydzi Was ten temat, można sobie odpuścić lekturę.

Wielopielo vs pieluszki jednorazowe

Przyszykowałam sobie zacny – w moim odczuciu – komplet na początek przygody z pieluszkami wielorazowymi (kupiłam polską markę Pupuś i jakoś nie doczytałam, że są to jednak Chinki…). Mamy otulacze, mamy kieszonki, wkłady różnego rodzaju i jakieś 30-40 pieluszek tetrowych. Czytaj dalej Noworodek i „zero śmieci”

Początek Mlecznej Drogii

“Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwóch planet”, mojej i karmienia piersią?

Powiedzmy, że jak na razie poruszamy się w dobrym kierunku.

 

Skoro przeżyłam “pompowanie” na sucho (!)… ja wiem, wszyscy powtarzają, ze tego colostrum nie ma zbyt wiele, kilka kropel… kilka kropel, dosłownie, na cały weekend.

Skoro przeżyłam “montée du lait”, czyli nasz swojski nawał mleczny …

To teraz jeszcze kilkanaście dni “stabilizacji” i będzie Ok.

Chciałabym podzielić się z Wami (tzn osobami zainteresowanymi kp) kilkoma refleksjami z tego okresu. Oto co “miałam”/”mam” do dyspozycji i za co dziękuję: Czytaj dalej Początek Mlecznej Drogii

Wspomnienia z pobytu w szpitalu Croix Rousse

A wszystko zaczęło się w chwili, kiedy otrzymałam od Męża esa o treści :
“Tu są te twoje dziury w ścianach, nawet zainstalowałem haczyki”.

Bo prosiłam go od tygodni, ba, wierciłam mu dziurę w brzuchu, żeby je wywiercił w pokoju Stasia, bo chce zamontować karuzelę Munari nad miejscem do zabawy.

Zostałam przyjęta do szpitala publicznego na Croix Rousse w czwartek wieczorem, po wizycie, na której zasygnalizowałam, że mniej czuję ruchy dziecka. Czytaj dalej Wspomnienia z pobytu w szpitalu Croix Rousse

Kiedy nastoletnie dziecko wyprowadzi się z domu

Kiedy nastoletnie dziecko wyprowadzi się z domu…

… to zapada cisza.

Nie do końca jest to długo wyczekiwane (jak w przypadku starszego potomstwa, potocznie zwanego Tanguy, od francuskiej komedii obyczajowej o pokoleniu dorosłych dzieci, które zostają w domu do trzydziestki) „No kiedy ono wreszcie rozwinie swoje skrzydła?”.

Cisza. Bałagan w pokoju. Wśród innych pytań, takie banalne „co teraz zrobić z tymi rzeczami” ?

Zeszyty szkolne, playmobile, zapomniane ubrania.

Niewątpliwie, są pewnie strony pozytywne : Czytaj dalej Kiedy nastoletnie dziecko wyprowadzi się z domu

Wolontariat i gierki psychologiczne

W ubiegłym tygodniu wzięłam udział w bardzo intersującym szkoleniu dla wolontariuszy.

Od razu zaznaczę, ze po śmierci jednego z podopiecznych stowarzyszenia z którym „współdziałam” (dezerter z Legii Cudzoziemskiej, wiele lat na ulicy, zmarł w schronisku, na gruźlicę….) i odkąd jestem w ciąży, bardzo ograniczyłam bezpośrednie kontakty z osobami bezdomnymi. Czasem służę tłumaczeniem telefonicznym, ale ogólnie mówiąc wzięłam tę działalność w nawiasy.

Natomiast od dłuższego czasu wiem, dlaczego zaangażowałam się w wolontariat, znam moje motywacje (i ulegly one zmianie, od czasu kiedy napisalam ten bilecik ) limity i wartości, znają je również osoby, które zarządzają „armią” (kilkunastoosobową) wolontariuszy i dlatego zaproponowano mi udział w szkoleniu, mimo „przerwy na ciążę”.

I było to bardzo interesujące, inspirujące i pouczające.

Czytaj dalej Wolontariat i gierki psychologiczne

Tubka z maścią miłości

Z wizyty u psychologa wyniosłam jedną radę : „proszę używać tuby z maścią miłości”.

Psycholog, lekarz od duszy. Bardzo potrzebowałam tego seansu.

Nastolatka w pełni kryzysu, mąż nagle porwany przez pracę, moja praca, która zeszła na plan ostatni, w domu niekończące się zalanie, rozgardiasz nie do opanowania, plany sprzedaży mieszkania i kupna domu posypały się jak domki z kart… Właściwie tylko – jak dotąd – wciąż zdrowa ciąża trzyma mnie w bańce ochronnej

No i ta rada o „tubce maści miłości” była rewelacyjna. Czytaj dalej Tubka z maścią miłości

Ochrona środowiska (albo raczej natury)

Interesuję się szeroko pojętą Przyrodą i w zwiazku z tym uważnie przyglądam się organizacjom i stowarzyszeniom, które działają na rzecz ochrony, zwał jak zwał, Natury.

Ponieważ w ubiegły weekend zapisałam moje patchworki na Assemble generale (czyli zgromadzenie ogolne) stowarzyszenia Aspas, którego jestem biernym członkiem, chciałabym Wam przyblizyc tę niewielką organizację.  Czytaj dalej Ochrona środowiska (albo raczej natury)

Siódmy (i pół)

Moja apka poinformowała mnie, ze oto dziś zaczyna się 30 tydzień ciąży, czyli siódmy (i pół) miesiac ciazy, spieszę zatem by podzielić się kilkoma wspominkami z tego okresu. Może kiedyś wydrukuje sobie tego bloga i będę czytac do poduszki, powiedzmy za 15 lat… to takie wówczas miałam problemy ? sobie westchnę 🙂

Ciężarna czterdziestolatka

Czytaj dalej Siódmy (i pół)

Szósty

Szósty miesiąc ciąży to mi się już dawno skończył, ale po kolei.

Najbardziej intensywnym zajęciem jest akurat zawierucha związana z miejscem do mieszkania dla naszej ulegającej wymianie członków, że tak powiem, rodzinie. Czytaj dalej Szósty

Nie kupuję kolorowych pisemek dla młodych mam

Dawno temu przyłapałam sie na tym, jak nie kupiłam “fit-pisma”.  A dzisiaj chciałabym Wam napisać, dlaczego nie kupuję kolorowych pisemek dla młodych mam. Nie, wcale nie dlatego,  że skończyłam 40 lat 🙂

Tego typu pisemko może się u mnie znaleźć tylko w dwóch przypadkach : przyniesie mi je Mąż (kiedyś rozmawialiśmy o tiny-houses i przyniósł mi pismo o życiu w kamperze i drugie o mieszkaniu na jachcie…), albo przyjdzie pocztą.  Nie wiem jak jest w miejscach w których Wy mieszkacie, u mnie w skrzynce, odkąd zaczęłam 6 miesiąc ciąży cudownie zaczęły pojawiać się reklamy wszystkiego co jest “niezbędne” przyszłym rodzicom. Zastanawiam się, kto tu handluje moimi danymi,  Secu, Caf czy La Poste ? … Czytaj dalej Nie kupuję kolorowych pisemek dla młodych mam

O kobiecych kręgach inaczej i gdzie indziej

Dzień dobry w Poniedziałek.

Czy chcecie poczytać o kobiecych kręgach,  seksualności, tantrze i celebrowaniu kobiecości ?
Pozwólcie mi dziś, zamiast nowego bilecika, polecić Wam mój gościnny wpis dla portalu Klubu Polek.

http://klubpolek.pl/kregi-kobiet-tantra-i-celebrowanie-kobiecosci/

Milego dnia 🙂

Dobry film i sylwetka pewnej Damy

Na pierwszy rzut oka nic nie łączy świetnego filmu, zrealizowanego przez Alberta Dupontel, Au revoir là-haut , z sylwetka pewnej Damy, pani Suzanne Noel.  A jednak.

Dobry film (polecam)

Au revoir là-haut jest filmem nakręconym na podstawie książki Pierre Lemaitre (polski tytul : do zobaczenia w Zaswiatach). Pan Lemaitre otrzymal za nia prestizowa nagrode Goncourt w 2013r.  Film otrzymał w 2018r 5 równie prestiżowych Cezarow. A Albert Dupontel to jeden z moich ulubionych francuskich aktorów i reżyserów zatem serdecznie polecam obejrzeć te adaptacje.  Czytaj dalej Dobry film i sylwetka pewnej Damy

Porady od mojej francuskiej położnej. Walizka na porodówkę

Obiecuje, ten blog kiedyś wróci do równowagi. Póki co , dajcie sie ponieść mojemu szaleństwu i przeczytajcie porady od mojej francuskiej położnej, która mówiła o tym, jak ma wyglądać walizka na porodówkę. I z radością przeczytam Wasze sugestie, bo i ja i Wy wiecie, że wiecie lepiej 🙂

Do każdego Wielkiego Wydarzenia teraz już lubię się przygotować, mam ochotę celebrować zarówno koniec ciąży jak i urodziny synka. Wbrew pozorom, dla mnie są to dwie różne sprawy, biorąc pod uwagę ile się na tę ciążę naczekałam, i mój wiek, który nie pozwala mi już powiedzieć : a, następnym razem zrobię to inaczej… Czytaj dalej Porady od mojej francuskiej położnej. Walizka na porodówkę

Piąty

Piąty miesiąc ciąży. Tyję w oczach. Specjalnie mnie to nie martwi, ale ten celulitis na założonej noga na nodze wcale mnie również nie cieszy.

Im bliżej lata, tym mniej potrafię wyobrazić sobie, jak to będzie, kiedy nasz chłopczyk będzie z nami. Czytaj dalej Piąty

Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

Zaczęłam niegdyś „serię wpisów” o tym jak się kupuje mieszkania we Francji. W tak zwanym międzyczasie znajduję się teraz po raz pierwszy w skórze sprzedawcy.

I o tym Wam dzisiaj napiszę.

Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

Przede wszystkim trzeba się, tak jak w przypadku zakupu nieruchomości, uzbroić w cierpliwość.

To może być proces błyskawiczny, ale może również ciągnąć jak flaki z olejem. Czytaj dalej Jak się sprzedaje mieszkanie we Francji?

O szczepieniach (we Francji)

Z jednej strony zastanawiam sie, czy kobietom w ciąży nie powinno sie jakoś ograniczyć dostępu do internetu ? Oczywiście, zaraz sobie odpowiadam, że przecież bez tych kobiecych grup i tak byśmy oszalały z niepewności i obaw przed wszystkim, ale jeśli zachowamy resztki przytomności, na przykład : zasada : “sprawdzaj informacje najbliżej źródła”, to faktycznie, czegoś konkretnego jednak mozna sie dowiedziec.

Bo żeby podjąć decyzje o szczepieniu lub nieszczepieniu dzieci,to trzeba to zrobić z głową, będąc w pełni świadomymi konsekwencji.

Ten bilecik jest długi (i być może nudny) zatem uporządkowałam go następująco :

  1. Jakie szczepienia sa obowiązujące we Francji dla dzieci urodzonych tutaj, po 1 stycznia 2018 roku?
  2. Lista znanych mi szczepionek (nazwy komercyjne)
  3. Gdzie szukać informacji o składzie szczepionek, działaniom niepożądanym itp
  4. Kalendarz szczepień
  5. Dwa obozy, za i przeciw
  6. Czy zdecyduje sie zaszczepić mojego synka ? (Długaśne :))

Czytaj dalej O szczepieniach (we Francji)

Kobiety w Akcji

Wracam z wieczoru rozdania nagród dla 7 kobiet, które promują biznes i edukację w naszym pięknym Regionie, Rhône-Alpes.

To był tak pozytywny wieczór, że wciąż jestem na haju 🙂

Tyle kobiet, tyle pięknych historii odwagi.

Odwagi powiedzieć „dobra, zmieniam to”.

Odwagi znaleźć niekonwencjonalne ścieżki nowej kariery.

Upaść i wstać.

Godzić życie Matki, Żony i Poszukiwaczki Przygód Zawodowych.

https://chatkababyjogi.pl/wp-content/uploads/2018/03/img_3921.mov

Czytaj dalej Kobiety w Akcji

Francuskie L4 czyli “arrêt de travail”

Od tylu lat mieszkam i pracuję we Francji, a na zwolnieniu lekarskim jestem dopiero po raz trzeci. Konkretniej mówiąc, raz na pięć lat i dlatego za każdym razem siedzę nad tym druczkiem, zastanawiam sie, czy wszystko dobrze wypełniłam (zeby nie dostać jakiegos zwrotu) i biegam po internecie w poszukiwaniu informacji co komu wysłać.

Dlatego postanowiłam sobie (i może Wam?) to zapisać w formie bilecika-przypominajki.

Francuskie L4 czyli arret de travail

Lekarz wypełnia częściowo druczek Cerfa numer 10170*0()) (ja otrzymalam *04) – Avis d’arrêt de travail.
Druczek z instrukcją można znaleźć tutaj :

https://www.ameli.fr/sites/default/files/formulaires/109/s3116.cnam_homol_en_cours_non_remp_sec_spec.pdf

Pacjent powinien go uzupełnić o następujące informacje : Czytaj dalej Francuskie L4 czyli “arrêt de travail”

Kobieca sprawa ?

Dziś rano na monitorze USG ukazała sie oczom naszym, to znaczy moim i pani doktor,  para pięknych klejnotów między udami mojego dzieciaczka. Będę miała syna i bardzo sie z tego cieszę, chociaż zaczynam mieć obawy, czy sobie poradzę, bo jednak muszelka to znajoma sprawa, a siurki znam tylko w wersji dojrzałej. To wszystko nabiera coraz więcej ciała, że tak to ujmę i zaczynam nawet myśleć o porodzie. W związku z tym,  mam do Was takie pytanie : Czy uważacie, że mężczyzna powinien być obecny przy porodzie ?  Czytaj dalej Kobieca sprawa ?

O jednym ze źródeł wstydu

Bilecik o pozbywaniu się kompleksów w łóżku miał bardzo ciekawy odzew. Otrzymałam kilka mejli od osób, które sugerowały kolejne tematy (które można podciągnąć pod sypialnie, jak na przykład „o zazdrości w związku ” – bardzo mi sie podoba!  ). W ogóle, mam nadzieję, ze ktos tam odwazyl sie jednak rozebrać przed partnerem, albo chociaz spojrzec w lustro i powiedzieć sobie ” niezła ze mnie laseczka! Ale ja chciałabym najpierw rozwinąć wątek „skąd się biorą kompleksy i zahamowania” i wrócić do dzieciństwa i to tutaj szukać źródeł problemów.  Bo jednym ze źródeł jest wstyd a jednym ze źródeł wstydu mogą byc zdarzenia, ktorych bylismy ofiara…  Chciałabym napisać o tym więcej, a na końcu odesłać zainteresowane osoby do kilku stowarzyszeń i  organizacji – tu we Francji (bo w Polsce nie znam).

W poprzednim bileciku wspomniałam, że w moim odczuciu golenie sobie krocza, tzw „epilacja integralna” jest naruszeniem mojej kobiecości, mojej strefy intymnej, i jeżeli partner wymagałby tego ode mnie a nawet jeśli sama miałabym taki wymóg wobec siebie, w moim odczuciu zatem ociera się nieco o fantazje praktycznie pedofilskie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Czytaj dalej O jednym ze źródeł wstydu

Jak pozbyć się kompleksów w łóżku ?

Jak pozbyć się kompleksów w łóżku ?

Ten tekst powstał dzięki inspirującym dyskusjom z pewnymi ważnymi dla mnie kobietami. Bo codziennie sie wzajemnie skarżymy na siebie, na nasze kompleksy, i tylko z boku widać, jak bardzo utrudniają nam one życie. Pozwalam sobie się wymądrzać, bo też byłam w tych miejscach, i dlatego, że dzięki spotkaniom w Kobiecych Kręgach oraz dzięki Tantrze – dużo rzeczy już znalazło dobre miejsce w mojej głowie, szczególnie jesli chodzi o seksualność.

Zatem, aby pozbyć sie kompleksów w łożku, , najpierw zastanówmy sie, skąd one się tam wzięły. Otóż kompleksy wkładamy sobie do głowy same.  Czytaj dalej Jak pozbyć się kompleksów w łóżku ?

Kiedyś było lepiej

“Kiedyś było lepiej” to kolejny esej pana Michel Serres, którego bardzo podziwiam za dorobek naukowy i pozycję, jaką przyjmuje we współczesnym świecie, za pozytywne spojrzenie na przyszłość Francji.

Po raz kolejny broni on Pokolenie Które Dorasta, bo faktycznie, coraz więcej ludzi ma dość tego przysłowiowego „kiedyś było lepiej”. Ma dziś 87 lat i któż, jak nie on, może potwierdzić, czy Kiedyś było lepiej? Oto krótkie streszczenie kilu pierwszych stron książeczki.

Czytaj dalej Kiedyś było lepiej

Trzeci

Lekarz i usg wiedza swoja, a ja wiem swoje – kochany Pamiętniku, oto skończył się trzeci miesiąc ciąży. I oto najważniejsze fakty z tego miesiąca:

  • okołobrzuszkowe
  • okołonastolatkowe
  • okołomezowe
  • okołopracowe
  • i inne refleksje
    Czytaj dalej Trzeci

Kakebo i 52 tygodnie oszczędzania

Już kiedyś sie w to bawiłam. Jednym z miłych wspomnień tamtego trudnego okresu jest właśnie poczucie zabawy.  O co chodzi w 52 Tygodniach Oszczędzania kiedyś bardzo ładnie opisała na swoim  blogu Anna.

Zasady sa proste, co tydzień, i przez 52 tygodnie, odkładamy – do słoika,skarbonki lub na konto – pewna sume.  W wersji “podstawowej” , zaczynamy od 1 – złotówki, euro, funta, dolara. W drugim tygodniu odkładamy 2, następnie 3 itp.
Przez 52 tygodnie powinno zebrać sie nam 1378 – złotych, dolarów, euro czy innej waluty, w której oszczędzamy.   Czytaj dalej Kakebo i 52 tygodnie oszczędzania

Biblioteka miejska w Lyonie

Dziś zapraszam Was do Biblioteki miejskiej w Lyonie.
Powinnam może doprecyzować, ze chodzi o siec 16 bibliotek (oraz jednego bibliobusa), ktore znajduja sie na terenie naszego w sumie zaledwie 500 tysiecznego miasta. Tak, biblioteki podlegają zarzadowi miasta Lyonu, a nie Metropolii Lyońskiej, która skupia w sumie 59 gmin i liczy ponad milion trzysta tysięcy mieszkańców.

Biblioteki, a właściwie coraz częściej mediateki, sa naprawde czadowymi miejscami. Polecam je wszystkim, którzy mają odrobinę czasu, nie wiedza co ze sobą dzisiaj zrobić a nie maja ochoty tłuc sie po centrach handlowych.

A już szczególnie mamom małych dzieci, bo każda biblioteka (ok, każda ktora mialam przyjemnosc  odwiedzic) ma specjalnie wydzielone miejsca dla maluchów. Można je puścić samopas, kosze z książkami są rozłożone do ich dyspozycji, a w środku książeczki niezniszczalne. Można sobie położyć sie na wysłanej poduchami podłodze i poczytać im, opowiadać historyjki itp. Można również oddać je czasem pod opiekę animatorek, które czytają bajki (przynajmniej raz w tygodniu) a samemu isc pogrzebać w książkach dla dorosłych.  Czytaj dalej Biblioteka miejska w Lyonie

Prasówka interaktywna – We Demain

Prasówka interaktywna, dlatego, że oprócz krótkiego streszczenia wybranych artykułów z czasopisma “We Demain” dorzucam tu kilka linków, dla tych, którzy maja ochotę pogrzebać w tematach trochę więcej:)

Nie jestem zwolenniczka kupowania magazynów kolorowych, w przeciwieństwie do mojego męża (taaak), ale przyznam, że czasem przyniesie on do domu coś interesującego. Na przykład 19-ty numer czasopisma We Demain.

Sloganem pisma jest haslo „une revue pour changer l’epoque”, czyli „magazyn ilustrowany aby zmienić epokę”. I powiem wam, że po lekturze tego numeru, aż mam ochotę wykupić tam abonament. Dlaczego ? Kiedy przestałam czytać popularne tygodniki „społeczno – polityczno – ekonomiczne” – odetchnęłam. Przestałam  bać się kryzysu ekonomicznego, nadciągającej wojny i moich sąsiadów.  Tematy tam poruszane grają bardzo często na emocji strachu. Strachu przed katastrofą, przed agresją, na zniesmaczeniu wobec działań polityków („wszyscy są skorumpowani”, prawda ?).
A ja mam ochotę czytać o tym, co dzieje sie dobrego.  Na przykład o tym : Czytaj dalej Prasówka interaktywna – We Demain

Wtedy i dziś

Pisałam wówczas pamiętnik.

***

Najwyrazniej w marcu 2003 miałam już “papiery” (był to rok przed wejściem Polski do Unii, trzeba wówczas było mieć Carte de Séjour) bo mogłam – nareszcie – pracować legalnie.

“Witaj Maleństwo,

Jestem zmęczona, wróciłam z pracy. Ładuję towar na półki hipermarketu w Saint Quentin… Czytaj dalej Wtedy i dziś

Drugi

Jakby tego wszystkiego mi było mało, to jeszcze nachodzą mnie głupie myśli. Za dwa tygodnie mam wizytę u lekarza. To TA wizyta, „przed końcem pierwszego trymestru”.

We Francji sprawa wygląda następująco. Kobiecie w ciąży przysługują specjalne prawa (w pracy, ubezpieczenie socjalne i medyczne) od momentu otrzymania „papierka”, że tak oto, kończy ona pierwszy trymestr ciąży. Czytaj dalej Drugi

Kakebo Anno Domini 2018

Kakebo znów pojawiło się na moim biurku, i czas najwyższy. Przygotowania do wesela w 2017, w pewnym momencie przekroczyły moje zdolności kontroli, analizy i syntezy, i przestalam zapisywać szczegóły. Ograniczyłam sie do podstawowych pozycji, jak kredyt za mieszkanie, podatki czy ubezpieczenia, i po prostu resztę roku przeżyłam w trybie “YOLO”.

No, ale. Teraz sytuacja troszeczkę sie zmieniła.

Czytaj dalej Kakebo Anno Domini 2018

Legalna praca we Francji

Zbliża się teraz Nowy Rok i pewnie wiele osób robi plany na 2018. Być może jednym z celów do zrealizowania jest Legalna praca we Francji ?

Jeśli znacie kogoś, kto wybiera się pracować do Francji, dorobić sobie “u gospodarza”, jako rolnik, w rzeźni, jako drwal, jako przysłowiowy hydraulik, których we Francji naprawdę brakuje, na budowie, lub w innej robocie…
Może podsuńcie takiemu znajomemu (i jego rodzinie) ten tekst.

Pięć, sześć razy do roku zdarza mi się pomagać – przyznam zupełnie nieprofesjonalnie – zupełnie obcym Polakom, którzy znajdują się w sytuacjach naprawdę krytycznych. Ktoś ląduje w szpitalu, bez ubezpieczenia, bez grosza w kieszeni, kogoś wyrzucają z domu, chociaż przecież grzecznie płacił czynsz. Nie ukrywam, że najbardziej dramatyczne sytuacje to te, które opisałam kiedyś w bilecie : „alternatywna Historia Emigracyjna” – spotykam w „schroniskach” dla bezdomnych cienie dawnych ludzi.

Dobre zamiary – nie muszą ale mogą się skończyć prywatną katastrofa. Znam wielu Rodaków, którzy od lat pracują na czarno we Francji i szafa gra. Ale tragedie nie przydarzają się tylko „sąsiadowi”.

Oto scenariusz z którym spotykam się najczęściej. Czytaj dalej Legalna praca we Francji

Czterdziestoletnia. Matka nastolatki. Weganka. I do tego…

I do tego w ciąży.
Dziś są moje urodziny.
Miałam sobie podarować dziarę, ale ponieważ odkryłam, że jestem w ciąży, dziara poczeka.

Kiedy poroniłam z końcem lata, coś sie we mnie skonczyło. Chyba oczekiwanie i nadzieje, ktorych się  trzymałam tak kurczowo. Życie potoczyło sie dalej. Bomba atomowa spuszczona na moje patchworki przez moja pasierbicę.  Dużo podróży służbowych. Cały trzymiesięczny cykl Kręgu Kobiet,  tantry dla kobiet. Na pierwszym Kręgu użalałam sie nad soba – odchodzą ode mnie, lub zamierzają odejść, bliscy mi ludzie – córki, poczęte dziecko. Na drugim, cieszylam sie, z  wróciłam do tego mojego Czerwonego Namiotu, z czterdziestoma kobietami na różnym etapie życia. Część już po menopauzie, część wlasnie miesiączkująca, część w innych Porach Roku miesięcznego cyklu. To wspaniałe uczucie, być pośród czterdziestu kobiet, z których każda może coś od siebie dać – ciepło, wyrozumiałość, doświadczenie, coś dla siebie przyjąć : radość życia, sile, współczucie. Trzeci weekend przespalam. Czułam sie, po raz kolejny w życiu – uprzywilejowana, i to jest wlasciwe slowo. Otrzymałam wówczas od tych kobiet tyle ciepłych atencji, ze powinno wystarczyć na całe 9 miesięcy. 

Właściwie nie powinnam jeszcze w ogóle o tym mówić, jeśli te osławione 3 miesiące nie miną. (nie ma sensu jeszcze mi gratulować) . Czytaj dalej Czterdziestoletnia. Matka nastolatki. Weganka. I do tego…

Uchodźcy, rynek kontrolowany – przemysł humanitarny

Lubicie oglądać filmy dokumentalne ? Ja lubie. Nie tak, żeby codziennie – a chaque jour sa peine, jak mawiają Francuzi, ale od czasu do czasu, żeby ustawić sobie wartości w życiu, obejrze sobie taki dokument. Szczegolnie, ze w grudniu moja skrzynka na listy zasypana jest listami z prośbą o wsparcie dziesiątek stowarzyszeń i organizacji humanitarnych. A w co drugi sklepie stoja panie z Unicef-u i sprzedają kartki świąteczne. Kiedy można pomóc, warto zrobić to z głową, wybierając  w zgodzie ze stanem świadomości.

Na początku listopada bylam na konferencji – biznes związany z satelitami – i przy obiedzie los posadził mnie obok szefa jednej z dużych organizacji humanitarnych. Wcześniej, naiwna ja,  faktycznie nie zwróciłam uwagi na biznes, jaki może się kręcić na ludzkiej tragedii – na kataklizmach naturalnych, lub tych wywołanych ludzką działalnością, na wojnach. Rozmowa z tym panem naprawde otworzyła mi oczy. A w tym dokumencie znalazłam potwierdzenie, jak lukratywnym moze byc rynek humanitarny.

Dokument, do którego link podaję tutaj,  uwaga, zniknie z sieci publicznej za 6 dni, a warto go zobaczyć.

Réfugiés, un marché sous influence

Czyli : uchodźcy, rynek kontrolowany

Czytaj dalej Uchodźcy, rynek kontrolowany – przemysł humanitarny

Jestem czekaniem

Jestem czekaniem. Na zmianę życia. A szykują się zmiany.

Rysuje sobie te zmiany na karteluszkach, pisze luźne zdania na luźnych kawałkach papieru, w telefonie, na kompie. Bo wiem, że aby spełniły sie marzenia, najpierw trzeba je wyartykułować, zobaczyć, nadać im kształtów w myśli, aby mogly sie urzeczywistnic.

Podzielę się z Wami dwoma odkryciami, które jeszcze mocniej tę chęć zmian podkreślają. Czytaj dalej Jestem czekaniem

Znudzona i Genialna ?

Kiedyś na fb pisałam Wam o ciekawym podcaście, Note to Self.

Słucham go z dużym zainteresowaniem. Szczególnie trafiły do mnie odcinki o eksperymencie społecznym, który zaproponowała pani Manoush Zomorodi: Bored and Brillant, czyli Znudzona i Genialna. Tutaj jest lista niektórych odcinków, na stronie znajduje sie również promocja ksiazki, ktora powstala na podstawie tego eksperymentu.
Bored and Brilliant : http://www.wnyc.org/series/bored-and-brilliant

Takie czasy, że aby odkleić się od telefonu (z komputerem jest prościej) trzeba zaraz jakieś Challenge czynić, a pozniej mozna o tym posluchac: http://www.wnyc.org/story/bored-and-brilliant-stories/

Czytaj dalej Znudzona i Genialna ?

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Wzięłam tydzień wolnego od pracy.

Zaczyna się w poniedziałek.

Można by pomyśleć, że kiedy pracuje się w Home Office (czyli biuro ma się w domu) to tak jakby było się na wakacjach. W przerwie można powiesić pranie lub wyprowadzić psa. Łatwo wówczas zatrzeć granicę między pracą a prywatnością, a wówczas zaczynają się Gwiezdne Wojny, Przenikanie Światów i inne bzdury.

Czy nie szkoda mi brać cenne wolne dni po to by zostać w domu?

Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Czytaj dalej Lepiej zapobiegać niż leczyć

Czy umiesz twerkować, mamo ?

Ja i moja córka żyjemy na różnych planetach.

Ja sama żyje na innej planecie, innej niż ta, na której żyłam będąc nastolatką. No i przyznaję, często mam wrażenie, że na innej niż współcześni mi czterdziestolatkowie. “Zbiegną sie czasem tory sieroce naszych dwóch planet”…  u mnie zdarza sie to aktualnie co wieczór przed ekranem telewizora, na którym puszczamy sobie – wydzielamy sobie- po jednym odcinku serialu Once Upon a Time.  Czytaj dalej Czy umiesz twerkować, mamo ?

Randka ze Śmieciami

Jak może wiecie (jeśli zaglądacie na Insta lub stronę FB) od tygodnia ja i moje odpadki kuchenne mamy miejsce w dzielnicowym, sąsiedzkim kompostowniku (wspomniałam o nim tu :

https://chatkababyjogi.pl/2016/04/24/kompost-w-wielkim-miescie/

Kompostownik sąsiedzki został stworzony przez stowarzyszenie, i przez półtora roku byłam zapisana na liście oczekujących na miejsce rodzin.

Brzmi prześmiesznie, teraz, kiedy to czytam po raz drugi, zupełnie jakbym pisała o liście na miejsca do żłobka. NO ale, się doczekałam i teraz raz w tygodniu, we wtorki, między 19h i 20h mam Randkę ze Śmieciami. Czytaj dalej Randka ze Śmieciami

Nie oglądaj telewizji, mówili

Nie oglądaj telewizji, mówili, co przypomniało mi się wczoraj, a właściwie dziś w nocy, koło 2 nad ranem, kiedy kończyłam oglądać dokument „les enfants de Daesh”.

To było już po tym, kiedy zjadłyśmy z moja córką lekką kolacje (roszponka z sosem vinegrette, kasza jaglana, ciecierzyca, duszona marchewka), po ty jak przy ciepłym świetle lamp w moim salonie oglądaliśmy sobie we dwie Twilight. Oglądałyśmy ten film, w tym samym czasie szydełkowałam Willow Squares, córka odpowiadała na snapy, omawialiśmy urodę Roberta Pattinsona…
Taki słodki wieczór, wypełniony czułością i łagodnością. Rozwiesiłyśmy jeszcze pranie, przeczytałyśmy/obejrzałyśmy album Jirô Taniguchi, wyszłam z jej pokoju i z uśmiechem zgasiłam światło.

***

A później, wpadłam na ten dokument : “Les enfants de Daesh”.
Czytaj dalej Nie oglądaj telewizji, mówili

Jak radzę sobie ze stresem

Nie wiem, czy w Waszym życiu jest dużo miejsca na stres. W moim zdecydowanie miejsca nie ma, niestety nie brakuje sytuacji, w których pewne zdarzenia prowokują we mnie negatywne emocje, jak gniew, frustrację czy poczucie bezsilności. Jeśli macie ochotę, to zapraszam do lektury dzisiejszego bileciku, w którym opowiem, jak radzę sobie ze stresem.

Czytam czasem, że kiedy ktoś czuje wzrastającą agresję lub rozczarowanie, idzie na przykład na siłownię, lub pobiegać, wychodzi z aparatem porobić zdjęcia, lub rzeźbi.

„Kotwice” działają w bardzo prosty sposób. Dana czynność przynosi mi określony poziom satysfakcji, poprawia humor. Wykonując ją, tworzę pozytywne wspomnienia i z czasem – podobno – wystarczyłoby, żebym pomyślała o samym procesie, aby w mózgu pojawiły się reakcje, które niwelują negatywne wrażenia.

Ponieważ żaden dzień nie jest ułożony tak samo (choć bardzo dążę do tego by było bardziej rutynowo a może nawet nudno!), i nie mogę wypracować sobie jednej jedynej „kotwicy”, po prostu ułożyłam sobie listę moich antystersantów. Oto one : Czytaj dalej Jak radzę sobie ze stresem

Mały Nowy Rok

“La Rentrée” czyli “Witaj Szkoło” to we Francji prawdziwy mały Nowy Roki. Coś się kończy – Lato (choć temperatury, 30 stopni Celsjusza, są wciąż letnie), urlop, zbyt krótka ciąża ale w końcu i to upierdliwe krwawienie. Coś zaczyna: nowy rozdział w naszym życiu, bez garde alternée, “bez” ale za to “z”…

Nawet jeśli to nie ja idę do szkoły, przez lata tresury, dokarmiania się reklamami i czytania artykułów o “powrocie do szkoły” zostaje mi w głowie odruch skompletowania wyprawki.
Ciężko umknąć potrzebie posiadania czegoś nowego.

Dlatego w tym roku poświęciłam ten dzień “wyprawce”, ale troszkę innej. Czytaj dalej Mały Nowy Rok

Na ratunek Magnolii

Mam dostęp do maleńkiej, oszklonej i przez większą część dnia zacienionej loggi. Na niej staram się urządzić mój Czarodziejski Ogródek. Dwiema roślinami, na których mi bardzo zależy są Magnolia i Róża. Pozostałe to osierocona przez zmarłą sąsiadkę pelargonia oraz zioła – pietruszka, melisa, bazylia, mięta, które jednak niechętnie tam rosną, i szybko stają się pożywką ślimaków i gąsienic. 

Nie było mnie długo w domu, prawie dwa miesiące, i osoby które miały podlewać mi rośliny nie do końca miały na to czas. Do tego doszły temperatury, sięgające 40 stopni. I inwazja ślimaków (skąd na drugim piętrze ślimaki, ja się pytam?). I ciem. Wpadłam do domu i się popłakałam. A było to w przeddzień wyjazdu w podroż poślubną. Oto co zobaczyłam: 

Magnolia : liście były przesuszone, osnute cieniutką pajęczynką, zjedzone przez ślimaki, przez zielone gąsienice ciem, z pozostałościami kokonów i łążcymi po całej roślinie białymi insektami.

Róża :pod różą wyrosły jakieś żółte grzybki . Róża jest pnąca i zamiast piąć się po siatce, zaczęła się piąć po szybie. Listki: cześć spalona, cześć owinięta przez pająki, mszyc na szczęście nie widziałam.

Na grupie Poszukiwaczy Roślin zamieściłam apel o pomoc z pytaniem : czy te dwie rośliny da się uratować? Czy mam zastosować mocne cięcia, zmienić ziemie w donicach i skrzyniach?

Ktoś (słusznie) poradził, bym zwróciła się z tym pytaniem na grupę „Kwiaty doniczkowe”, bo Poszukiwacze Roślin to grupa poszukiwaczy roślin. Oto jaką tam otrzymałam radę: Czytaj dalej Na ratunek Magnolii

Tanrtyczna podróż poślubna

Kiedy zamknę oczy i wyszepczę „podróż poślubna”moje pierwsze myśli biegna ku wyspom. Seszele. Bora-Bora. Hawaje. Widzę wówczas młode, szaleńczo zakochane pary, które w związek małżeński dopiero wchodzą. Widzę spacery o zachodzie słońca, romantyczne kolacje, radosne kąpiele. No i dużo miłości.

W naszą podróż poślubną wybraliśmy się do Drôme – jest to region Francji położony na południe od Lyonu i na północ od Awinionu, na wschód od Rodanu, naprzeciwko Ardeche. Półtorej godziny drogi od domu.

Tantra jest jedną ze scieżek rozwoju osobistego (nadmienię, bo polska Ciocia Wikipedia wypisuje takie bzdury, że czytać się tego nie da), łączy ciało, kobiecość i męskość z duchowością. I dlatego postanowiliśmy kilka miesięcy temu, że nasza podróż poślubna będzie właśnie tantryczna, bo podróżować będziemy nie tylko po francuskiej prowincji, ale przede wszystkim w głąb siebie i razem. Czytaj dalej Tanrtyczna podróż poślubna

Zielone Święto

Przez wiele lat 15 sierpnia był dla mnie zwyczajnie dniem wolnym od pracy lub środkiem wakacji. W tym roku mogło być podobnie, ale było inaczej.

Od kilku miesięcy wkręciłam się w robienie mydeł. To prawdziwe uzależnienie. Po lekturze wielu blogów, kilku książek a przede wszystkim forum Piana Mydlana (dziękuję, że to miejsce w sieci istnieje i że panuje tu taka wspaniała atmosfera!) na razie postanowiłam ograniczyć skład moich mydeł. Przeszłam fazę zachłyśnięcia się sklepem „aroma-zone”, kiedy zrozumiałam, że wcale nie potrzebuje tych wszystkich fikuśnych akcesoriów, składników, żeby zrobić naprawdę dobre i fajne mydło. Moje mydła wracają więc w rejony minimalistyczne, składają się z najwyżej trzech tłuszczy: oliwy z oliwek (najczęściej), oleju kokosowego (szukam wciąż, czym by go zastąpić) oraz eksperymentalnie z oleju ryżowego (jest naprawdę świetny, mydełka są piękne, ale potraktowałam go raczej eksperymentalnie).

Na Pianie Mydlanej ktoś (Ag :)) podpowiedział, że oleje można wzbogacić ziołami i polecił inną grupę: Poszukiwacze Roślin. Znów, jakby otworzyła się przede mną sekretna furtka, znów uderzyła mnie potęga mojej ignorancji. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że potrafiłam rozróżnić i nazwać: pokrzywę, miętę, bazylię i melisę, krwawnik, mak, chaber i ledwo-ledwo dziurawiec. W lipcu byłam w Polsce i z prawdziwą przyjemnością poszłam sobie z moją Mamą na pole, nazrywać kilka znanych mi chwastów: krwawnik, chabry… Na łące poczułam się jak w sklepie z zabawkami: a co to może być, ten kwiatek ? Czytaj dalej Zielone Święto

Niedzielni turyści – Massif des Bauges

Pozwólcie mi się zabrać na wycieczkę po Regionalnym Parku Naturalnym „Massif des Bauges” , jeden ze 127 geoparków na świecie, które otrzymały label UNSECO.

W moim odczuciu takie geoparki stają się powoli czyms w rodzaju skansenow. Kiedy wchodzisz na to konkretne terytorium, czas się rozmywa, wiesz, że jest XXI wiek, w chatce na górskiej polanie jest elektryczności (i być może internet), ale pasących się krów pilnują psy i równie dobrze mógłby być to rok 1950…
Geoparki mają także za zadanie dokumentować również wpływ zmian klimatu na cały ekosystem i na pewno ciekawie będzie kiedyś przeczytać opracowane badania.

Jeśli będziecie w rejonie jeziora Annecy i macie możliwość wygospodarować w planie zajęć jednego dnia, to gorąco Was zachęcam do takiej jednodniowej wycieczki. Warto !

Massif des Bauges jest dość rozlegly i można go zwiedzac na wiele sposobow, oto moje doświadczenie: Czytaj dalej Niedzielni turyści – Massif des Bauges

Mydło – nawłoć, słonecznik i geranium

Słoneczne lato na wsi jest piękną porą na obcowanie z Naturą.

Dwa tygodnie temu biegałam po ogrodzie i po polu u mojej siostry, zbierałam kwiaty, chwasty i ziółka, namaczałam je w oliwie a teraz powoli przychodzi czas na ich wykorzystanie (wrzesień już zapowiada się bardzo pracowitym miesiącem i z pewnością nie będę miała czasu na mydlany relaks…).

Wczoraj zabawiłam się z kolejnym mydłem. Czytaj dalej Mydło – nawłoć, słonecznik i geranium

Mydło lawendowe

Mam to szczęście, że przebywam w domu moich Teściów, w Alpach, gdzie pracuję spokojnie i w chłodzie, i w tak zwanej “przerwie na kawę” (której aktualnie nie piję, bo robię sobie dni z dietą warzywno-owocową dr. Dąbrowskiej) idę do ogrodu.
Tu narwę chwasta, tu zbiorę ziółko.

Część zasuszę (jak Królową Prerii, czyli Reine des Prés, akka wiązówka błotna alias Filipendula Ulmaria) i kiedy skonczy mi sie post, zrobię vege-ciasto z tym kwieciem.
Część spryskam wódką (bo zostało tego z wesela…) i zaleję oliwą z oliwek, jako macerat na mydło. To początek jakiegoś uzależnienia chyba.

W niedzielę zaś popełniłam znów mydełko z moich ulubionych tłuszczy (oliwy z oliwek i oleju kokosowego). Czytaj dalej Mydło lawendowe

Lekcja francuskiej poezji

Pensées en farandole
pour Agnieszka & Benoit

Remue ménage
Remue méninges
Les pendules galopent
Les idées s’envolent
Les coutumes s’émancipent
Les habitudes se bouleversent
Les enfants s’épanouissent
Le chien s’ébouriffe
La nature est complice
Vive la vie
le bonheur est bien là
***

Taki piękny wiersz napisała dla nas i przeczytała nam, przed zgromadzonymi gośćmi Czytaj dalej Lekcja francuskiej poezji

Amuse-gueule

Długie miesiące przygotowań i nadszedł w końcu ten weekend. Amuse-guele to po francusku przekąska, którą podaje się na początku przyjęcia, by zaostrzyć apetyt gości.

Poopowiadam o tym weekendzie,  kąsek po kąsku.

Ilu gości, tyle wrażeń.

Oto co się wydarzyło z mojej perspektywy. Czytaj dalej Amuse-gueule

Przygotowania do wesela

Gdy piszę te słowa, chyba wszystko jest gotowe. W każdym razie gotowsze nie będzie.

Zatrzymaliśmy się w uroczych pokojach nad jeziorem w Sulęczynie.

Podarowałam sobie “beauty day” w postaci trzygodzinnej wizyty u kosmetyczki w centrum miasteczka. Pani bardzo miło życzyła mi słońca na sobotę.

Teraz spędzamy dzień między pokojem a jeziorem, gdzieś pomiędzy pasą się krowy.

Jest tak cudownie leniwie. Zbieram siły po podróży, żeby w pełni korzystać z nadchodzących 48 godzin, z obecności naszych Rodzin, Przyjaciół, Znajomych, którzy będą mogli do nas dołączyć już jutro.

Dziś czas płynie tak leniwie, każde pięć minut ciągnie się jak guma Donald. Ach, żeby tak było też jutro.  Czytaj dalej Przygotowania do wesela

Suknia ślubna

Wpadłam wczoraj, spóźniona, do krawcowej na ostatnią przymiarkę. Prawie się popłakałam.

Moja suknia ślubna. Ach, to prawdziwe dzieło sztuki. W moich oczach, ma się rozumieć, bo piękno jest w oczach patrzącego.

A w moich oczach odbija się cała seria detali, związanych z procesem twórczym tego, hm, przedmiotu?
Wpadłam zatem wczoraj do butiku mojej Pani Krawcowej , Ambroisine, i zastałam ją siedzącą z igłą. Haftowała bluszczyki. Ręcznie. Czytaj dalej Suknia ślubna

Wieczór panieński. Weekend z jogą

Jaka panna młoda, ehkm, ehkm, takie imprezy wokoło.

Mój wieczór panieński.

W tym roku skończę 40 lat i przymiotnik „ młoda” może być różnie interpretowany. Jakoś niespecjalnie widzę się w sztucznym welonie, w koszulce z nadrukiem „przyszła mężatka” , z uwieszonym u szyi gigantycznym plastikowym lizakiem i z zadaniem na przykład – skakać na bungee.

Kiedy widzę takie grupki (młodych) kobiet na ulicach miast, jakoś widzę również dużo niepotrzebnych śmieci, i w ogóle, zaczynam zastanawiać się, co stanie się gadżetami, kiedy już przestaną służyć imprezie, nawet jeśli ktoś chciałby je z sentymentu zatrzymać. Rozumiecie, w pewnych względach nie postrzegam świata w ten sam sposób, co reszta moich znajomych, więc po co generować komuś stresy związane z moją rozrywką ?

No i jeszcze fakt, że wiele z kobiet, z którymi chciałam spędzić miło czas zwany wieczorem panieńskim mieszka daleko, jest porozsiewana po świecie… Różne są tego przyczyny – niemniej faktem jest, że mój wieczór panieński postanowiłam spędzić w formie weekendu tematyce związanej z jogą. Czytaj dalej Wieczór panieński. Weekend z jogą

Bulletin de paie czyli francuska karta płac

Pracujesz legalnie we Francji ? Chcesz pracować legalnie we Francji ? Porozmawiajmy dziś o francuskich „bulletin de paie”, nazywanych również „fiche de paie” czyli o kartach płac.

Warto znać swoje prawa – i obowiązki – by mądrze się nimi posługiwać – i nie szkodzić sobie w przypadku na przykład konfliktu z pracodawca. Zachęcam gorąco każdego pracownika (i pracodawcę, szczególnie kiedy tworzycie małe firmy i zatrudniacie pracowników, bo jako przedsiębiorcy sami podlegacie przecież zupełnie innym prawom, prawda? :)) do przestudiowania tych praw i obowiązków. Nawet jeśli są obowiązkowe i „nic się z tym nie da zrobić – warto mieć świadomość, co się dzieje z pieniędzmi których nie widzimy bezpośrednio w naszym portfelu, a które czasem się tam dostają z zupełnie innej strony.

Ale nie tylko. Porozmawiajmy również o  tabelach płac minimalnych (grille de salaire), układach zbiorowych (convention collective) oraz o kosztach pracy i składkach.

Po lekturze tego (upierdliwego) bileciku łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego na przykład poprawne układy z pracodawcą zaczynają się psuć na przykład w wyniku przedłużonych zwolnień. We Francji (podobnie jak w wielu innych krajach, które mają rozwinięty system świadczeń socjalnych), jeśli pracownika nie ma fizycznie w pracy, pracodawca i tak jest obowiązany płacić za niego sporą część składek socjalnych.

A pisze o tym, ponieważ szykują się nam we Francji poważniejsze reformy, niż na przykład te o przedłużeniu wieku emerytalnego. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat czuje, ze te reformy wejdą w życie. Moze nie jutro, ale w ciagu 3-4 lat na pewno. Za kilka lat wrócę sobie do tego posta i westchnę – ach, to było wówczas tak ? Czytaj dalej Bulletin de paie czyli francuska karta płac

“Wegańskie” wesele

Za miesiąc nasze wesele. “Wegańskie” wesele.

Jedną z największych kontrowersji związanych z jego przygotowaniem, była moja decyzja ułożenia menu jarskiego. Już nie będę sie rozpisywać o mojej reakcji na wspomnienie naszej kolacji po ślubie cywilnym, gdzie by zadowolić Gości, wraz z Teściami wybraliśmy w menu foie gras, wołowinę i kurczaki. Dzień był długi, pełen emocji, wszyscy bylismy zmęczeni i smaku mojej wegańskiej opcji też już nie pamiętam. Za to przyrzekłam sobie, że zadbam, by na przyszłość postępować przede wszystkim w zgodzie z własnym sumieniem i poglądami, bo to fois gras ktorego przeciez nie jadłam, stoi mi do dzisiaj mentalnie w przełyku. Bo to w sumie też mój ślub był. Ale i mojego (nie-wegańskiego) Męża.

Weganskie Menu Czytaj dalej “Wegańskie” wesele

Miejskie odpady – źródło sukcesu rodzącego sie przemysłu

Możemy śmiało powiedzieć, że na początku XIX wieku, rodzący się przemysł swoje powodzenie zawdzięczał… używaniu miejskich pozostałości.

Miejskie odpady

Nie mówimy jeszcze o gospodarce cyrkularnej ale systematycznie odnajdujemy w przemyśle zastosowanie różnego rodzaju ekskrementów. W istocie, produkty „uboczne” miejskiego życia były głównie organiczne. Ale nie tylko

Możemy mówić o dwóch odrębnych kategoriach pozostałości wytwarzanych przez miasto: z jednej strony szmaty i kości a z drugiej błoto i ścieki z rynsztoka. Czytaj dalej Miejskie odpady – źródło sukcesu rodzącego sie przemysłu

Wybory parlamentarne we Francji 2017

wybory parlamentarne we Francji 2017

Z mojego punktu widzenia, efekt “Brexit” I “Trump” zaowocował we Francji jedną bardzo ciekawą sytuacją, którą należy interpretować pozytywnie. Przeciętni obywatele nareszcie zaczęli się nieco więcej interesować polityka.

Ja też się zainteresowałam więcej, nawet jeśli nie mam prawa głosu, to chyba dobrze wiedzieć, na kogo można byłoby zagłosować, gdyby miało sie prawo.

Zanim jednak przejdę do króciutkiej analizy listy elektoralnej w mojej dzielnicy, pozwólcie mi wyjaśnić dlaczego w ogóle organizuje się we Francji wybory parlamentarne zaraz po wyborach prezydenckich. Francuski Prezydent mianuje Premiera (i w rzeczywistości rząd), ale aby rządzić, rząd musi mieć poparcie Parlamentu, dlatego Prezydent może, (nie musi) rozwiązać poprzedni skład.

11 i 17 czerwca 7882 kandydatów będzie walczyć o 577 miejsc we francuskim Parlamencie.

Przekonania i wartości

Czytaj dalej Wybory parlamentarne we Francji 2017

Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Nie wiem, czy wasze skrzynki na listy są zalewane rożnego rodzaju petycjami. Moje są, ale to jedyna forma spamu, którą czytam. Mało tego, często nawet podpisuje elektronicznie różne petycje. W moim odczuciu najwięcej korzyści przynoszą akcje stowarzyszeń, które łączą petycje z wysyłaniem e-maili do „zainteresowanych” firm. Już tłumaczę się z cudzysłowu, ba, nawet podam przykład. Czytaj dalej Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Kolejny sposób na kryzysik małżeński

Opanujmy kryzysik malzenski

Nie jesteśmy parą idealną, oj nie.
A im bliżej do wesela, tym częściej się kłócimy. Ale to tak bardzo, tak często i tak nieprzyjemnie, że zaczęliśmy nawet rozmawiać o tym „po co to wszystko ?” .
Wolałabym doprawdy napisać, Kochany Pamiętniczku, że jest miodowo, ale nie jest, więc piszę jak jest.

W kłótniach jest coś konstruktywnego. Prawdopodobnie psycholog miałby inne zdanie, ale wydaje mi się, że lepiej jest „wymienić zdania” niż milczeć i strzelać fochy. Naprawdę, nie cierpię fochów.
Wole wyrzucić z siebie te wszystkie kamienie, które mnie przygniatają i czekam na reakcje, na pomoc i wspólny pomysł na pozbieranie tego bałaganu. Oczywiście, i zdaje sobie z tego sprawę, czasem, coraz częściej,  poleci jakiś menhir, co może ogłuszyć na kilka dni. 

Mój luby woli za to uniknąć konfliktu, rzucić się w wir pracy lub na kolejny serial na Netflixie. Co mnie z kolei doprowadza to do pasji, bo On myśli, ze skoro ja się już uspokoiłam, to sprawa jest załatwiona. A nie jest, bo to tylko jest zamiatanie pod dywan.

 „Seksik na zgodę” jest czymś, czego nie cierpię bardziej niż focha, życie płynie, wyjazdy do pracy się zdarzają, w efekcie czego frustracja rośnie… Taki może schematyczny obrazek tu rysuje, ale tak to dzisiaj widzę.

***

Czytaj dalej Kolejny sposób na kryzysik małżeński

Gigondas 

Bar Nos

Gigondas jest to miasteczko w południowej Francji, które dało swoją nazwę jednej z apelacji AOC, wyodrębnionej z Côte du Rhône.  Dziś liczy sobie trochę ponad 500 mieszkańców.

Być może słyszeliście o francuskim polityku i uczonym z XIX wieku, Eugeniuszu Raspail, który był archeologiem, paleontologiem i geologiem. Odziedziczył po ojcu domenę de Colombiers i postanowił podejść racjonalnie do uprawy winorośli. To on sprawił, że wino Gigondas płynęło hektolitrami do Lyonu i tu zyskiwało rozgłos. Nie wiem, czy archeologiem był z zamiłowania czy z oportunizmu, może po prostu spotkał w życiu dużo sprzyjających okazji i potrafił je wykorzystać. Odkrył na przykład w okolicznych górach skamieniałe 3-metrowe jaszczurki, opisał je i nadal im nazwę. Podczas prac w winnicy Eugene odkrył głowę Bacchusa z czasu rzymskich. Kiedy indziej kupił wygrzebaną u sąsiadów rzeźbę, którą odsprzedał londyńskiemu British Museum, a pozyskane środki pozwoliły mu przekształcić “domenę” w “chateau” (chateau Raspail)

Dziś, w świąteczny czwartkowy wieczór miasteczko było słoneczne, senne i puste. Czytaj dalej Gigondas 

Smuteczek

Czuję się źle i jestem zła na samą siebie, No bo przecież nie powinnam. W rodzinie wszyscy -z tego co wiem – zdrowi. No dobra, nie biegam, bo biodra, ale tak w ogóle…

Szykuję weselisko, a z tym prócz stresiku jest też dużo ekscytacji. Planuję wakacje. Poszłam do banku i okazało się, że drobne inwestycje które poczyniłam były trafione. Bądźmy szczerzy kokosów nie przynoszą, bo zainwestowane sumy były zbyt drobne, za to prawie 10% zysk w dzisiejszej sytuacji ekonomicznej to całkiem niezły wynik. Moge działać dalej.

Mąż poszedł do sklepu, sam z siebie wziął słoiki i uszyte przeze mnie torebeczki, zrobił zakupy bezśmieciowe i wegetariańską kolację. Czytaj dalej Smuteczek

Śmieć przed-współczesny (Homo Detritus)

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Pasjonująca książka o śmieciach

Poniższy bilecik powstał, by przybliżyć Wam, moi drodzy Czytelnicy, treść książki pana Baptiste Monsaingeon, Homo Detritus. Nie ośmielę się tego nazwać przekładem. Zachęcam tych z Was, czytających po francusku, do lektury oryginału i czekam z nadzieją na polski przekład.

Odpady w przeszłości.

Śmieć, na przestrzeni wieków, nigdy nie miał stałej definicji. Ta sama porcja materii raz zwana była odpadem, raz surowcem. Opowiedzieć historię śmiecia sprowadza się przede wszystkim do opisania tego, w jaki sposób grupy ludzkie zorganizowały swój stosunek do tego co zostaje, czyli pozostałości ich działań, czy to produkcyjnych, czy czysto biologicznych.

Śmieć jako rezultat porzucenia to wynalazek stosunkowo współczesny, pojawił się w krajach uprzemysłowionej Północy i wpisuje się dziś w model rozwoju ekonomicznego i kultury przemysłowej, które stały się globalne.

Miasta Błota

Czytaj dalej Śmieć przed-współczesny (Homo Detritus)

Homo Detritus – pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Editions de Seuil, maj, 2017.

Czytam właśnie, wróć, delektuję się świetną książką która opowiada o… śmieciach. O śmieciach, o naszym stosunku do odpadów, do wyrzucania, do tego czego już nie potrzebujemy.

o Autorze

W 2009 roku, Baptiste Monsaingeon wsiadł na żaglowiec, by zakosztować przygody, przygotowując materiał do swojego doktoratu o „nowym kontynencie” śmieci, który znajduje się gdzieś na Pacyfiku. Ale to co zobaczył po drodze przekroczyło wszelkie granice. Widział boat-boys wyrzucających na plaże zawartości koszy na śmieci. Turyści z jachtu mogli spokojnie mieć czyste sumienie – oni przecież śmieci wrzucili do kosza…

Widział góry śmieci, które tworzą wysypisko pod gołym niebem w M’Beubeuss, w Dakarze
https://www.youtube.com/watch?v=0arIENn-3Uo

Widzial Morza Saragossowe. Mnie uczono w szkole, ze rozmnażają się tam węgorze. Moja córka, być może będzie się uczyć, że znajduje się tam, nie, nie kontynent plastiku, ale raczej morze plastiku.

Gdy żaglowiec zawijał do portu, załoga rozmawiała o swoich obserwacjach z różnymi przedstawicielami lokalnych samorządów. Wszyscy mieli te sama piosenkę na ustach. Trzeba unowocześnić zarządzanie naszymi odpadami. Należy zmniejszyć ilość wytwarzanych śmieci, wykorzystać coś ponownie, przetworzyć. Wprowadzic w zycie słynne 3R. Czytaj dalej Homo Detritus – pasjonująca książka o śmieciach

Anne with an “e” – udana adaptacja Ani z Zielonego Wzgórza

Czasem lubię podróże bez ruszania sie z kanapy a Netflix pozwolił mi właśnie przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda, do Avonlea, na Zielone Wzgórza.
Znalazłam sie tam razem z Ania (Amybeth McNulty Maryla (Geraldine James) , i Mateuszem (R.H. Thomson) oraz innymi postaciami z książki Lucy Maud Montgomery.
Nie ukrywam – nie znałam żadnego z aktorów. Ale juz po 30 minutach poczułam sie jak w domu.

W tych pierwszych 7 odcinkach podobało mi się… wszystko!

Zaczynając od przepięknej czołówki – te kilkadziesiąt sekund przykuło moją uwagę do tego stopnia, że nie widziałam żadnego nazwiska 🙂
https://www.hypnoseries.tv/liste-series.2.18/anne-1906.html
Czytaj dalej Anne with an “e” – udana adaptacja Ani z Zielonego Wzgórza

Baba Joga

Kochany pamiętniczku,
Nazwałam sie, samochwalczo Baba Joga. Kolejna chwila prawdy. Po raz pierwszy, odkąd zaczęłam praktykować, czyli od lat 3 z hakiem (“a ten hak to ile? Drugie tyle!”), zatem po raz pierwszy w moim życiu, moja aktualna pani profesor zaproponowała, abym spróbowała kurs jogi dla, uwaga : średnio-zaawansowanych.

🙅🏼🙆🏼

Po wczorajszym seansie już wiem, że nic nie wiem. Czułam się jak szczyl (w sensie – podekscytowana wyróżnieniem). Trzęsłam się z wyczerpania a ponoć była to lekka rozgrzewka na “po przerwie wakacyjno-wiosennej”. Ciekawe jak wyglądają zajęcia, gdy wszyscy są w szczytowej formie ? A poważniej – ta moja pani profesor to jest cudowna Kobieta, potrafi zmotywować.  Mam w ogóle szczęście do fajnych Kobiet wokół mnie.

Obudziłam się dziś z zakwasami, w takich miejscach, jakbym przebiegła półmaraton  a później przez 2 godziny robiła martwy ciąg.  Czytaj dalej Baba Joga

Szafka na diecie – #esperymentujesz ?

W tym miesiącu w ramach akcji #eksperymentujesz? mówimy o diecie.

Prawde mowiac nie było mnie w domu z miesiąc. Najpierw konferencja w Londynie, później w Hamburgu, później krótki lecz intensywny pobyt w Polsce, później Las Vegas. A kiedy byłam, odsypiałam, pracowałam,  nie wychodziłam prawie z mojej chatki, słowem – jak nigdy.

Zakupami – wszelkimi, na szczęście – zajął sie Mąż. Ma to niewątpliwie swoje dobre strony ! Na przykład doszła do niego wartość pewnych artykułów w pewnych sklepach (kochanie, kup awokado! Cos ty, we Franprix sztuka jest za 2 ,5 euro! no wiem, dlatego ja po awokado chadzam na ryneczek…). Dodam, że dbał również by dzieci miały na śniadanie co jesc, gotował, powiedzmy wegetariańsko i jakoś tak to wszystko ogarniał.

Z prowadzeniem domu jest jak z prowadzeniem samochodu – nie denerwuje sie kierowcy, a ostatecznie to on jest odpowiedzialny za dobicie do celu. Czytaj dalej Szafka na diecie – #esperymentujesz ?

Wybory prezydenckie we Francji, AD 2017, by BabaJoga

Część z Was pyta mnie czasem, co sądzę o francuskich „presidentielles”, pozwólcie mi zatem się wyrazić, ba, nawet podzielić moim zdaniem.

Przypominam, że mój blog jest blogiem osobistym i wyrażam się tutaj, tak jak chce.

W 2017 roku, w wyborach prezydenckich we Francji ja wciąż nie wybiorę nikogo, bo jestem, wciąż, obywatelka Polski, bez prawa głosu we Francji, chociaż finansowo wspierałam Zielonych, przynajmniej dopóki Yannick Jadot nie oddał swoich głosów na PS (partia socjalistyczna, niby), i tego tam Hamon, Benoit ze swego imienia, który w pierwszej turze zebrał zawrotny wynik 6% poparcia społeczeństwa. Z czego chyba 3% elektoratu to naprawdę byli Zieloni.

Swoja droga, jeszcze 2 miesiące temu rozmawialiśmy ze znajomymi o ideologii (Zieloni, Ekonomia, Rynek Pracy…), wyśmiewano mnie, za wiarę w to, że żaden przyrost ekonomiczny nie uratuje Środowiska, i że Natura i Środowisko powinny być nasza najwyższą preokupacją, ponad tradycyjną prawicą, lewicą czy obrazkiem na paszporcie. Dziś nikt już się ze mnie nie śmieje, śmieje się ja – tak byliście pewni, że wiecie czym jest Polityka, że wybieracie między Postępem, Tradycją i Bóg jeszcze wie czym, to teraz macie, wybór: odrąbać sobie rękę czy wyłupić oko. Czytaj dalej Wybory prezydenckie we Francji, AD 2017, by BabaJoga

Viva Las Vegas

Pozbieram się po tym szalonym tygodniu i napiszę o rozrywkach Las Vegas – bo tym razem doświadczyłam tego miasta w sposób “filmowy” – kolacja w uroczej restauracji, spektakl Cirque de Soleil, kluby nocne z prawdziwego zdarzenia…

Na początek : The Venetian.

Venetian,  ten hotel-casino zrobil na mnie naprawdę niesamowite wrażenie. Liczy sobie ponad 4000 pokoi hotelowych, a jego luksusowa “dobudówka”, Palazzo, ponad 3000 ! Oczywiście, dysponujac 7000 pokoi hotelowych (jeden z najwiekszych hoteli na świecie !) posiada własne centrum konferencyjne. Największe wrażenierobią  oczywiście weneckie kanały i gondolierzy śpiewajacy turystom prawdziwe arie! 

Gondolierzy w The VenetianTo oczywiście W hotelu, pod dachem…

Mieści się tam aż 16 restauracji, my wybraliśmy Mercato Della Pescheria. Na San Pellegrino skończyło się porównanie z Europa i włoska kuchnia, ale przecież nie dla smaku tu przyszliśmy, ale by posiedzieć na Placu św.Marka w środku amerykańskiej pustyni.

Płac św Marka w the Venetian
Nawet kostka brukowa wygląda jak świeżo po deszczu…

Cirque du Soleil i show “ô”

Byliśmy na niesamowitym show (bo przedstawieniem się tego nie da nazwać) Cyrku Słońca, czyli Cirque du Soleil, pod tytulem “ô”. 


Tytuł puszcza “ôczko” francuskiemu słowu “eau”, “woda”. Cyrk ten, w którym nie występują zwierzęta, ma rownolegle kilka przedstawien rozsianych po całym świecie. Jednak “ô” można zobaczyć tylko w Las Vegas, w hotelu Bellagio, a to dlatego, ze wybudowano, na potrzeby spektaklu specjalny basen, do którego z wysokości prawie 20 metrów skacza – czasem – mistrzowie olimpijscy ! Spektakl składa sie z 11 mini-przedstwawień i powiem Wam (brzydko), że kiedy otworzyła mi się, zupełnie niechcąco, buzia, gdy “podniosła się kurtyna” 

Kurtyna się podniosła, an raczej zniknęła by na koniec spektaklu wyskoczyć z ...kufra! Tak. Ta cała czerwona tkanina to jedwab, który zmieścił się w kufrze !
tak nie zamknęła mi się do ostatniego aktu. W tak zwanym międzyczasie wyrwało mi się z piersi nie raz i nie dwa “ACH!”.

Nightlife – Marquee i The Cosmopolitan

Większość targów organizuje, rownolegle do dziennych spotkań na hali wystawy, imprezy wieczorne. Mieliśmy szczęście załapać się do Marquee w hotelu the Cosmopolitan. Wiecie, ostatnie miesiące ryczącej trzydziestki, nie chadzam  regularnie po klubach nocnych, dlatego stanie w długaśnej kolejce, bycie sprawdzona przez pięciu ochroniarzy, ostemplowana dwukrotnie przed wejściem do sali nie zdarza mi sie na codzień. No ale kiedy już znalazłam się w środku, trudno było mnie wyprowadzić:)

Proszę pani, jutro, to znaczy dzisiaj, za 6 godzin otwieramy stoisko... Otwierajcie ! 😂
No i moje wrażenia z targów. Na NAB, czyli National Association of Broadcasters przyjechało około 140 tysięcy ludzi. Było to pierwsze w moim życiu tak ogromne show.

Pomijając fakt, że ten rynek jest dla mnie wciąż nowy – weź człowieku znajdź potencjalnego klienta w takim tłumie!

Na codzień nie po drodze mi z telewizją, nie oglądam, nie znam celebrytów i VIP-ów, i powiedzmy szczerze, wszystkich ludzi traktuję z taką samą sympatią.

Po takim wprowadzeniu, przejdę do sedna. Bliskość LA sprawiła, że najczęściej słyszanym przeze mnie zdaniem było : “Google me, you will know who you talked to…”

I to jest chyba najciekawsze podsumowanie  mijającego tygodnia. Poznałam masę bardzo ciekawych lub po prostu miłych ludzi, nasłuchałam się komplementów, wracam z to-do-listą pracy na wiele tygodni…

Bawiłam się świetnie… ale cieszę się, że wracam do domu, do męża, psa, bałaganu w mieszkaniu, fochów moich nastolatek, szykowania naszego polskiego wesela…

No i do Was, bo też troszkę się stęskniłam 🙂

Wielkanocnie 

Szczęście to między innym spędzanie Świąt z ludźmi, których kochasz, robiąc to co lubisz.

Lecimy do Polski. Czekamy na przesiadkę.

Czytam książkę, zbiór poezji, moja głowa na sześciopaku mojego męża. Upajam się słowami, tymi pisanymi i tymi, którymi moje ukochane osoby komentują filmidło.

Koczujemy na środku hali B frankfurckiego lotniska, we trójkę.

Chwilo trwaj, jesteś taka piękna.


Wam też życzę Udanych Świąt.

Przepuszczone okazje – o walce z pokusą

Nie znam Was wszystkich, drodzy Czytelnicy. Niewątpliwie, Wy znacie mnie lepiej.

Być może domyślacie się, że spotykam wiele osób. Łatwo nawiązuję znajomości. Nawet kiedy nie siedzę w home office, tylko łażę po ulicach, wystarczy promień słońca, uśmiech, zatrzymanie się przed barką na rzece lub przed wystawą sklepu i już z kimś gadam. Częściej raczej ktoś ze mną zaczyna rozmawiać. I to jest jedna z moich skills, umiejętności, z których jestem dumna. Najczęściej interakcje z ludźmi sprawiają mi wiele przyjemności, ja ich (Was, innych ludzi) po prostu szczerze lubię. To się czuje, bo ludzie mówią mi, nawet nie za bardzo pytani, o rzeczach, których nie mówią innym. Te sformułowane myśli nie wychodzą poza nasze konwersacje. I tak tworzą się w mojej pamięci konstrukcje na kształt studni.

Przez lata pracy w męskim towarzystwie, nauczyłam się unikać cudzych rąk na moich plecach (bez uciekania sie do walenia po łapach), szeptów do uszka, i choć naprawdę, powtarzam się – szczerze lubię wszystkich tych ludzi z branży, lubię, czasem podziwiam i zazwyczaj czuje się dobrze i na swoim miejscu, nie zdarza mi się ulegać czyjemuś urokowi.

Założyłam sobie coś w rodzaju blokady. Intelektualnej, ma się rozumieć. Coś w rodzaju kodeksu wiedźmińskiego (wybaczcie, jak wiecie, aktualnie znaleźć mnie można głównie w Temerii tudzież  Redanii,  lub na jednej z 10 podbitych przez Wikingów wysp Północy albo wśród Lwowskich Matematyków).
Mój specjalnie dostosowany kodeks opiera się na zasadzie, wbitej mi do głowy przez kolegów jeszcze z łódzkiego uniwerku : „nie ruszam dupy ze swojej grupy”. Po pierwsze : tu się pracuje, tu się widzi tych samych ludzi raz na pół roku, ci Ludzie mają rodziny, podobnie jak i ja.

Drugim filarem mojego kodeksu jest zaufanie. Mój Mąż, to przede wszystkim mój Partner a nie ma partnerstwa bez zaufania. To, że wybywam na tydzień, to że wieczorami jadamy kolacje w małym gronie i chodzimy na tańce i wódkę (w wielkim świecie nazywa się to „na drinka”)… To że ludzie czują się ze mną wystarczająco swobodnie, by opowiadać mi o swoich osobistych sprawach nie znaczy, że „to” skończy się przypadkowym duetem w czyimś pokoju hotelowym. Szanuję nie tylko siebie, mojego Męża-Partnera ale i Was, drogie żony, których wprawdzie nie znam, ale potrafię doskonale wczuć się w Wasze role – mój Mąż też sporo się rozbija w delegacjach. Zbyt dużo naoglądałam się i wysłuchałam tragedii o przelotnych romansidłach, które doprowadziły do tragedii, zbyt dużo. I to wszystko, ładnie poukładane w mojej systematycznej głowie doskonale sprawdzało się przez lata.
Czytaj dalej Przepuszczone okazje – o walce z pokusą

Eksperymentujesz ? O czytaniu

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam bilecik Pani Strzelec O czytaniu, a raczej : po co czytać ? gdzie wspomina ona o tym, że czytanie nie zawsze wychodzi nam na dobre (z czym się całkowicie zgadzam).

Ja dziś napiszę o tym,

dlaczego czytanie – dla przyjemności ale i z przymusu – jest dla mnie ważne.

Aby dobrze wykonywać moją pracę, nie ukrywam, warto wypracować sobie umiejętności analityczne, ach, te dziesiątki artykułów, kto z kim, co robi i w jaki sposób, oczywiście w sensie która firma z która firma, comm’n ) oraz syntetycznych – wyłapać z tego co najbardziej ciekawe, podać dalej, kolegom, tak by oni mogli posłużyć się tą ulotną wiedzą. Nie ukrywam, ze chociaż uwielbiam moja prace, czytanie tych wszystkich plotek ze świata przemysłu jest nużące. Oj, napisałam: plotki ? No bo dziennikarstwem tego się nazwać nie da. Przychodzi do Ciebie Pani i mówi : pracuję dla tego edytora. Mamy (X) wyświetleń, jesteśmy najważniejszą platformą na rynku. Sprzedaje reklamy. Pytamy : a czy można napisać coś sponsorowanego o naszych produktach ? A, nie, bo my jesteśmy „obiektywni” i „niezależni” . Do tej pory wszytko jest ok. Tylko tydzień później czytam wielki „njus” o maleńkiej, kiepsko sobie radzącej na rynku firmie w której pracuje bliski przyjaciel Pani dziennikarki. Ręce opadają. Przejść przez ten gąszcz słów, marzeń o glorii niż faktów, czytać między wierszami… to naprawdę wyczerpujące…

To takie pseudo dziennikarstwo. Liczy się ilość reakcji a nie ich jakość, zgodnie z zasada: “nie ważne co gadają, byleby gadali”. Morze złej literatury i od czasu do czasu wysepka ze skarbem – mądrym tekstem, refleksją…

Ale bez tej krytycznej lektury, jak sobie wyrobić jakikolwiek osąd ? Nie wiem, jak Wy radzicie sobie, kiedy znajdujecie sie w sytuacjach jak z Gry o Tron. Ja staram sie cofnąć o krok, ułożyć fakty na stole, zbadać źródło informacji i dopiero wowczas podjac decyzje, i przyznaje – bez tego przymusowego przejścia nawet i przez źle napisane teksty nie byloby to dla mnie możliwe.

A co z czytaniem dla przyjemności ?

Dziś, gdy żyję w tempie, kiedy upływające sekundy są najbardziej wartościową rzeczą/konceptem w moim mikrokosmosie, czytanie dla przyjemności staje się luksusem, wręcz celebracją.
Dopiero po przeczytaniu Narnji stało się dla mnie jasne: kiedy trzymam książkę, i szykuje się do lektury, to czuje się jak na mokradłach Między światami.Kiedy ją otwieram, to jakbym skakała do jednej z sadzawek.

Wracając z targów do domu, do Lyonu, zdarzył mi się wolny czwartkowy wieczór. Ceny biletów powrotnych w dniu zakończenia targów były bardzo wysokie, więc wynajełam hotel przy lotnisku, zarezerwowałam pierwszy lot poranny, o 6h00. Już o 18h00 wzięłam prysznic, wskoczyłam do łóżka, zrobiłam sobie masaż specjalnym olejkiem i otworzyłam książkę. Powoli emocje związane ze spotkaniem tych wszystkich starych i nowych znajomych, wysłuchaniem , zasymilowanym wszystkich informacji, zaczęły się uspokajać. Pojawili sie Wikingowie zasiedlający Islandię i Grenlandię, ich imigracyjne ochoty, by na nowej ziemi odtworzyć nowa Norwegię, popelniane bledy, zamęty historii.. Rano obudziłam sie może i zmęczona, ale z wypoczętym umysłem.

Taki prawie rytuał przejścia. Mogłam ten wieczór spędzić zupełnie inaczej, ktoś powiedziałby – ciekawiej. Ale dla mnie taki wieczór w łóżku z książką, kiedy mogę zamknąć oczy gdy tylko mi się zachce – to prawdziwa perełka.

Widzę moje córki – leżą sobie na kanapie, „nic nie robią”, połykają komiksy wątpliwej wartości i pierwsze romansidła. I pozwalam im się nacieszyć tym czasem, ta chwila, gdy czytanie jest tak naturalne, jak zjedzenie czekolady bez cienia wyrzutu. Ukradkiem im zazdroszcze – tego luksusu rozciągliwego czasu i możliwości “trwonienia” go na pierdoły.

Z czym tu w kwietniu eksperymentować ? Z czasem.

Nie chce poświęcić ani minuty, ani zdania więcej na książkę, którą “warto, trzeba przeczytac”, jesli absolutnie ona do mnie nie przemawia. Za to robic sobie lektura dobrze.

Teraz wracam do lektury moich mejli, wiadomości, spamu…

A Was gorąco zapraszam do wizyty blogów moich  koleżanek:

Uli – Pani Strzelec, Kasi z Ograniczam Się Julii z Nanowosmieci, Marty z Veganama, Moniki z Wielki Kufer, Kasi – Innooka

Co robię kiedy nie ma mnie na fejsie?

Być może powiecie – phi, co to za nowa moda, to “porzucanie Facebooka”. Spieszę z wyjaśnieniem.

Wyrzuciłam apkę Facebook z telefonu. Na początku było naprawdę ciężko, prawdziwe symptomy uzależnienia : poddenerwowanie, ręka sięgająca po telefon, a nawet myśl “nie mam co ze sobą zrobić !”.

Brakuje mi komunikacji z moimi wirtualnymi znajomymi…

Chociaż, z drugiej strony zostawiłam sobie apkę komunikatora, teoretycznie moi “fejsbukowi przyjaciele” mogą zawsze zagaić.

No i staram się zajrzeć na fb codziennie, kiedy siedzę przed komputerem, żeby uczestniczyć w życiu Klubu Polki na obczyźnie, zajrzeć zaprzyjaźnione strony. Wiedzieć co się dzieje u Was.

Kiedy już pozbyłam się “Social media uzależnienia”, powoli, dzień po dniu, zyskałam coraz więcej czasu.

Nie wiem, czy korzystam z niego mądrze, ale z pewnością – robię coś innego…

– Uszyłam kilka woreczków na bezsmieciowe zakupy, dla znajomych. W kwietniu bardzo chciałabym zorganizować “warsztat” z moimi Lepszymi Siostrami : zebrać i poprzecinać materiały, przynieść maszyny do szycia i jednego wieczoru uszyć takie woreczki na zakupy, które mogłybyśmy następnie umieścić w sklepie, i zaproponować klientom zamiast papierowo-foliowych. Przy okazji mogłybyśmy urządzić zbiórkę pieniędzy na cel związany właśnie z ochroną środowiska.

– Zrobiłam mydło (przyznał Wam, że takie własnoręcznie zrobione mydełko, 72% oliwy z oliwek, 28% oleju kokosowego jest tym, co moja skóra kocha najbardziej. A z dodatkiem zapachu bergamotki to już w ogóle ..).w planach na kwiecień mam mydło octowe, do prania.

– Niby na chwileczkę otworzyłam pierwszy tom sagi o Wiedźminie – i przepadałam… Kiedy nie czytałam książki – słuchałam audiobooka. Bardzo poważnie rozważałam nawet zakup gry, nie wiem co mnie powstrzymało 🙂 ach spędzić tak wieczór grając w Witchera … na razie to jednak pozostawię w sferze marzeń…

– Wciąż pracuję nad sklepem internetowym (już niedługo przedstawię Wam logo), piszę historyjki, szukam też partnerów, producentów i produktów, które będą odpowiadały filozofii mojego sklepu.

– Udało mi się być na dwóch happeningach organizowanych przez L214. Zdziwiona jestem, jak wielu ludzi z życzliwością podchodzi do nas na ulicy i mówi, że to co robi L214 jest dobre. I jak wiele osób mówi, że ciężko jest zrobić ten “pierwszy krok” w stronę weganizmu. (Moim zdaniem pierwszy krok jest właśnie najłatwiejszy, o wiele trudniej jest utrzymać rytm:-))

– No i bardzo dużo czasu poświęcam mojej pracy “etatowej” . Wchodzę właśnie na nowy rynek, moja niewiedza jest na razie bezmierna, czasem bywa mi wstyd, ale… ja szybko się uczę, wierzę w siebie, i co ważne – moi koledzy wierzą we mnie, więc na pewno się uda.

(Z prawdziwą przyjemnością spotkałam na targach w Londynie Polaków – panowie mają doświadczenie, kompetencje, wiedzę, świetne produkty, rozwijają firmy w Polsce. Zrobiło mi się bardzo miło).

Kwiecień tego roku zapowiada się pracowity. Targi w Hamburgu i Las Vegas, 4 krótkie dni w Polsce, by przygotować nasze lipcowe wesele, praca nad sklepem…
***
Bezsprzecznie. Mniej mnie w sieci.

Na początku miałam nawet wrażenie, że jeśli nie zaznaczę w jakiś sposób, wszystkiego co zrobiłam/robię, to utonie to gdzieś, w otchłaniach niepamięci.

Teraz, po miesiącu, wydaje mi się, że to co robię przypomina bardziej procesy, niż jednorazowe akcje. A podsumowania procesów są dla mnie – dziś – ciekawsze….

(Ok, przyznam, że pamiętnikiem obrazkowym staje się powoli insta 🙂 z deszczu pod rynnę 😉

***

Idzie wiosna. Kwiatki kwitną, drzewa się zielenią, sezon polowania na miejsca parkingowe gdzie indziej niż pod platanami uważam za otwarty. Czuję odrobinę zmęczenia ale tez i wiele ekscytacji.
Wiecie co?

Jest dobrze.


La Fabrica i 3xB

Ten temat wyskoczył mi jako “temat dnia” kilka dni wcześniej, na stronie startowej wyszukiwarki lilo (nie wiem, na ile używanie lilo lub ecosia, czyli przeglądarek, na których nawigowanie sponsoruje ponoc jakies społeczne projekty robi roznice, ale zawsze można poeksperymentować) . Jest tam bardzo przyjemny dział wiadomości pozytywnych, inspirujących, takich, dzięki którym otwierasz okno na świat (Internet) i czujesz coś optymistycznego.

I ten temat, zaraz obok filmiku o bezrobotnej pani, ktora gdzies w Belgii oczyszcza – bezinteresownie – rzeczkę i jej brzegi – chodzi za mna od poniedziałku.
Pozwólcie mi zatem najpierw zabrać Was w wirtualną podróż do Hiszpanii, w okolice Barcelony, gdzie od 1973 roku architekt, pan Ricardo Bofill, wciąż przekształca krajobraz, który na początku wyglądał przerażająco.
La Fabrica.

Czytaj dalej La Fabrica i 3xB

Pomidorek

W projekcie #Eksperymentujesz? będziemy poruszały w tym miesiącu temat marzeń.

Ostatnio dopadł mnie mały kryzysik.

Lubię marzyć. Lubię – i umiem – te marzenia ubierać w plany. I nawet plany często udaje mi się przekuć w czyny i nadać im i ciała i życia.
Tego Przedwiośnia jakos nagle zrobiło sie tak wiele planów (na przykład projekt 101 w 1001, założenie własnej firmy, obok pracy na etacie) a mój dzień, podobnie jak i Wasz,  ma tylko 24 godziny. Mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce, że robię wszystko na raz i to nie przynosi żadnych rezultatów, ja tylko rozmieniam się na drobne…  Czytaj dalej Pomidorek

Dzwonię tylko… o szczęściu w małżeństwie

Szczęście w małżeństwie. Czy wszyscy możemy być szczęśliwi w małżeństwie ? Nie wiem, czy możliwe jest czuć sie szczęśliwym przez 24 godziny na dobę, ale nawet dla krótkiej chwili warto sie wysilić. Moj maz ma takie romantyczne zapędy – utrzymuje że miłość powinna objawiać sie spontanicznie, jeśli zaczynamy mówić o “pracy nad związkiem” jest to koniec spontanu… Oczywiście nie podzielam tego stanowiska.
Na bycie szczęśliwym (ja akurat) ciężko pracuję, szczególnie kiedy mam gorsze dni i mam ochote widziec wszystko na czarno. Wówczas przypominam sobie o dyscyplinie myślenia w inny sposób. O tym, by pomyśleć, na przykład o małżonku, ktory mnie wpienia, w pozytywnym świetle (to ważne, by pomyśleć tak o nim właśnie w tym momencie). O zrobieniu czegoś, co sprawia mu przyjemność, bez oczekiwania na podobny gest z jego strony. A nawet znalezienie (po “tylu latach”) czegos, co go zaskoczy…

Przez pewien czas B. wychodził z domu o 6h i wracał po 22h. I tak przez 2 tygodnie.

Dzwonię do niego rano.

– I just call, to say, I love you.

– O! – ucieszył się – z jakiej to okazji?

– Bez okazji, wiem że lubisz.



Po południu odbieram telefon.

Zamówiłem ci masaż 

– O! -ucieszyłam się – z jakiej to okazji?

– Bez okazji, wiem że lubisz.

***

Podsumowując lutowe eksperymenty – dobrze jest, będąc w parze, po prostu na co dzień robić sobie przyjemność.

A przyjemność wiele ma imion.


#eksperymentujesz

Wyspa Wielkanocna

Zapraszam Was dzisiaj w wirtualna podróż na zagubioną na Pacyfiku Wyspę Wielkanocną. Piękne fotografie pochodzą, z bloga klubowej koleżanki, Ewy,, która prowadzi bloga “Cały ten Beneluks”  i na Wyspie Wielkanocnej spędziła podróż poślubną.

O Autorze i Książce

Jared Diamond  amerykański naukowiec, o bardzo wszechstronnych horyzontach. Znany jest szerszemu gronu głównie ze swojego stanowiska jeżeli chodzi o przekonanie o destrukcyjnym wpływie Człowieka na środowisko.

Czytam właśnie jego fascynująca książkę, Upadek, czyli jak cywilizacje decydują o przetrwaniu lub wyginięciu. Chciałabym podzielić się z Wami jego analizą upadku cywilizacji na Wyspie Wielkanocnej, wskazuje na katastrofę ekologiczną,  oraz zachęcić Was do lektury tej książki.

Za zgoda Ewy z bloga “Cały ten Beneluks” http://benelukszdzieckiem.blogspot.fr/2016/10/piec-najwazniejszych-miejsc.html

Czytaj dalej Wyspa Wielkanocna

Powidoki

Wczoraj miałam szczęście i poszłam do kina z Dorotą (autorka świetnego bloga o Lyonie)  na Powidoki , Andrzeja Wajdy . Na szczęście też film był w wersji oryginalnej. Po tragicznym tłumaczeniu napisów w wersji francuskiej, wciąż zastanawiam się, czy najbardziej niesamowity Francuz, któremu w ogóle chciałoby sie iść na polski film, przy najlepszych chęciach – coś zrozumial ?

Sam już tytuł, “niebieskie kwiaty”…. gdzie jest tłumacz???

W kinie spotkałam inna koleżankę, też z Polski, też z Łodzi, która jest w wieku mojej mamy.

Ujmę to tak : cieszę się, że dla mnie i młodszych ode mnie pokoleń sytuacje przedstawione w filmie należą do kart historii. Nie napiszę : “aż mi się wierzyć nie chce..,” bo wierzę, że tak było. A może i jeszcze gorzej?Kiedy Strzemiński stracił pracę na uczelni, bo odmówił mieszaniu się polityki do sztuki, nie miał zamiaru wspierać socrealizmu (zresztą nie dlatego, że to był socrealizm, ale dlatego, że była to po prostu ingerencja w sztukę). Zatem został wyrzucony z uczelni która współtworzył. Pozbawiony legitymacji związku artystów, nie tylko nie mógł zdobyć żadnego zatrudnienia, pieniędzy i stracił dostęp do kartek żywnościowych. Nie mógł nawet kupić farb (bo farby w sklepie dla plastyków mogli kupować wyłącznie plastycy zrzeszeni w związku). Koleżanka w wieku mojej mamy powiedziała, że film jest bardzo bliski jej wspomnieniom z dzieciństwa.

Zainteresowała mnie natomiast bardzo koncepcja powidoków, przedstawiona w pierwszej i jedynej radosnej scenie filmu, kiedy na zajęcia w plenerze dołącza nowa studentka, Hanna… Czytaj dalej Powidoki

#17 – Zaproszenie – nowy adres Chatki

Witaj w Chatce. Postanowiłam urządzić się od nowa, i podarować sobie i jej nowy adres.
Bardzo się cieszę, że tu zaglądasz, prosze o wyrozumialosc, bo wciąż jestem w wordpressowych powijakach. Nie wiem jeszcze jak włączyć wszystkie zgrabne funkcje? Jak pomalować ściany i gdzie powiesić półki i obrazki? Mam za to nadzieję, że szybciutko sie nauczę i będziemy mogli spokojnie sobie pokonwersować.  Czytaj dalej #17 – Zaproszenie – nowy adres Chatki

#16 – Luty Bez Foliówek

Kochani,
Pozwólcie mi zacząć tydzień od bardzo przyjemnej wiadomości – wraz z kilkoma dziewczynami, którym bliski jest ideał życia bezśmieciowego, zarzadzilysmy “wydarzenie” na fejsie, Luty Bez Foliówek (#LutyBezFoliowek). No dobrze, nie jest sekretem, że Luty Bez Foliówek jest częścią szerszego projektu : Nie znoszę śmieci 🙂 (#NieZnoszeSmieci), ale trzeba od czegoś zacząć, a najłatwiej jest zwyczajnie zacząć od prostego, codziennego gestu, jakim są zakupy:

Luty Bez Foliówek
Czytaj dalej #16 – Luty Bez Foliówek

Grave

Obejrzeliśmy Grave. To jest film tak niszowy, że pozwolę sobie na spoiler, bo naprawde nie sadze, zeby zrobił karierę międzynarodową. A nawet jeśli, warto go zobaczyć, bo o wielu wątkach nie wspomnę.  Uprzedzam, że ten fragment jest obrzydliwy.

grave-julia-ducournau

zrodlo : http://www.critique-film.fr/quelques-films-que-jespere-decouvrir-a-cannes-2016/

Reżyserem filmu jest Julie Ducourneau a jego producentem – Julie Gayet (dla nieobeznanych z francuskim Pudelkiem – jest to kochanka, dla której nasz francuski prezydent, pan Holland, stracił głowę i w oczach Francuzow – resztki, szacunku. Swoja droga, jestem ciekawa, co wyskakuje u was w przeglądarce, kiedy wpiszecie : “holland guyet scooter” ?).

Czytaj dalej Grave

O eksperymentach i kryzysach w związku

O eksperymentach i kryzysach w związku

Ok, będzie dość osobiście. Zabrzmiało, jakby mój blog na co dzień nie był osobisty.

Jak zapewne wiecie, jedzenie i picie, jest obok poczucia bezpieczeństwa, zapewnionego dachu nad głową, oddychania, załatwiania potrzeb fizjologicznych i seksu, podstawa piramidy potrzeb według Maslowa. Jeśli rusza się coś na tym poziomie, z pewnością przesunie się dużo części powyżej. Czytaj dalej O eksperymentach i kryzysach w związku

Moja świątynia

Moje ciało.

Tak, moje ciało to moja świątynia.

Dlatego o nie dbam. Odpoczywa w czystym łóżku, w sprzątniętej sypialni. Myję je co wieczór pod ciepłym prysznicem, mydłem robionym przez mydlarkę w Pirenejach, z naturalnych składników. Nakładam krem, czyszczę zęby. Rytuał.

Lubię wówczas patrzeć na siebie w lustrze, wysłać buziaka tej Agnieszce która na mnie spogląda, powiedzieć sobie komplement. Powitać, no może nie z uśmiechem, ale czułością kolejną zmarszczkę, której przysięgam, wczo4aj jeszcze tu nie było. Czytaj dalej Moja świątynia