#głosujportfelem – o świadomości

Jako wynagrodzenie mojej pracy otrzymuję pensję. Dzięki inwestycji w Airbnb mam jeszcze inny przychód, ale pokrywa on na razie koszt inwestycji, przyjmijmy zatem, ze 100% mojego dochodu sanowi moja pensja.

Dzięki Kakebo i prowadzeniu budżetu wiem, że dzisiaj moje wydatki stale (kredyt za mieszkanie, podatki, ubezpieczenia, media, niezbędne abonamenty, oszczędności i projekty ) stanowią ponad 70% mojego dochodu. Na „życie” (bieżące wydatki, takie jak żywność, ubranie, transport i podróże, oszczędności, niespodziewane wydatki itp. zostaje mi zatem mniej niz 30% . (powyższe 70% mogę podciągnąć czasem podciągnąć pod kategorie „wolny wybor” jak na przykład przy wyborze firmy dostarczającej nam prąd – ale jestem świadoma tego, ze to żaden „wybór” o rynku energii widzianym moimi oczami też napiszę)

W moim pojęciu „glosowanie portfelem” polega na tym, by codziennymi decyzjami umieszczać to „wolne” X (w moim przypadku ok. 30%)  w takich rękach, które z tymi pieniędzmi zrobią coś, z czego będę dumna, co podniesie mój „indykator szczęścia”.

Warto odpowiedzieć sobie, jaki akt kupna podnosi mój indykator szczęścia? Dla mnie sa to zakupy : bezodpadowe, kupione w jak najkrótszym obiegu, gdzie wszyscy „aktorzy” (producenci, pośrednicy i konsument) znajduja satysfakcje. W sklepach „charity shop”, gdzie używanym przedmiotom daje sie drugie zycie Jesli kupuje nowe przedmioty (ubrania, kosmetyki) – dbam, by byly to przedmioty bio/ethical/ z „vegan label”, lub stworzone przez znajomych, lub w sklepach, w ktorych mozna wejsc, pogadac z ekipa, z wlascicielem, tworca…

Wydatki na żywność.
Wolę kupić mniej, w cenie Bio/Organic, być pewna ze nic się nie popsuje i nie wyląduje w koszu, kupić warzywa na targu (oszczędność w cenie i zakupy bez foliowych woreczków) , od firmy, która zrzesza „producentów” i lokalnych farmerów, co sprowadza się do „circuit court” – im mniej pośredników, tym atrakcyjniejsze ceny dla konsumenta, pośrednika i konsumenta.

Dodatkowo, wybieram produkty bio/organic lub tych, którzy przynajmniej starają się o „niepryskanie” (tutaj zdaje się na ich dobra wolę, bo gwarancji nie mam żadnej) nie tylko dlatego że dbam o zmniejszenie spożywanej ilosci pestycydow, ale rowniez dlatego by zapewnic ludzi produkujacym żywnosc ktora spozywam, ze ich praca i wybory sa dla mnie ważne.  Ważne jest dla mnie, ze ziemia, ktora uprawiaja nie wyjalawia sie przez sztuczne nawozy, ze produkty z ich pol mozna zebrac bez uzycia masek …

Przy dobrej organizacji mogłabym dzisiaj 100% zakupów warzywno-owocowych dokonywać na targu, ale nie jestem niestety tak dobrze zorganizowana.

Produkty suche i sypkie – mogę kupić w sklepie „na wage” .

A te, których kupować nie lubię i nie chce (ale wiem, ze w przeciwnym wypadku Patchworki pojda sobie do najbliższego supermarketu), jak mleko, maslo, jajka, kupuje w sklepie „locavore”.

Podobnie rzecz się ma z „upominkami spożywczymi” które zostawiam gościom z Airbnb – kupuję je właśnie w tym sklepie, w którym wszystkie produkty pochodzą najdalej z 250 km wokół Lyonu).

Czekoladę na prezenty lubię kupować u jakiegoś czekoladowego cudotwórcy, wino u „kawisty”. Jest tylu odważnych ludzi, którzy z pasja otwierają małe sklepy, poszukują wspaniałych producentów, dzielnie bija się z fiskusem – dlaczego mam przekazac moje pieniadze koncernom spozywczym, jesli  one beda bardziej uzyteczne w „krotkim obiegu”  ?
Z mojego doświadczenia wynika, ze aby zmiescic się w budzecie, czasem wystarczy po prostu kupić – produkt czy usługę – …mniej, rzedziej…

Wydatki na chemie domowa – opcji jest wiele – od robienia własnych produktów do kupowania ich „na wagę” u ludzi, którzy, tak, robią biznes – bo przecież nikt nie pracuje dla idei – ale sprzedają produkty z ekolabelami, producentow, którzy starają się mniej zanieczyszczać środowisko. W ten sposob dokładamy cegiełkę do godniejszego życia dla wszystkich.

Kosmetyki. Przecież to wiemy. Wystarczy nam niewiele do bycia piękną.
Mydło (można kupić w internecie od dziewczyn, które pasjonują się mydlarstwem) , szampon (można zrobić samemu lub kupić u fryzjera, który rozprowadza jakąś markę, może spróbujmy kosmetyków wege ?), krem do twarzy…

Kredka do oczu, mascara, cienie do powiek, pomadka do ust, lakier do paznokci, perfumy. Może jakiś podkład?
6 produktów. Które i tak zmieniamy co 6 miesiecy a czasem rzadziej. Policzmy te wszystkie kosmetyki, ktore znajdują w naszych szufladach, zakupione  „okazyjne i z promocji” . Po co ? 🙂
Może warto kupić mniej ale produkty nie testowane na zwierzętach, od ludzi, którym obok oczywiście zarobku przyświeca też sprawa ochrony środowiska lub praw zwierząt.

Aby przeczytac więcej  aspekcie „zerosmieciowym” zapraszam Was do lektury postu Kasi z Ograniczam sie .

Od siebie dodam, że dobrze jest powolutku rozszerzać świadomośc o inne aspekty – jeśli już kupujemy coś (a jestesmy konsumentami w świecie opartym na konsumpcji) to starajmy sie powolutku, dodawac do aktu wydawania pieniedzy świadomość tego, jaką gospodarkę dzieki naszym wyborom, nakręcamy.

Chcemy wiecej produktow „naturalnych”, ktore maja mniejszy impakt na nas i środowisko, to walczmy o to naszym portfelem. Bo tylko to nasze  30 % czy 40 % „finansowej wolsności” ma silę wplynąć na zmiany administracyjne a nawet i polityczne.

Przyklad ? Przedmiot bliski mojej codziennosci. Kubeczek menstruacyjny. Istnieje od 10 lat, ale ja „odkryłam” go dopiero w tym roku. Jest nas już tak wiele (użytkowniczek kubeczka), ze kubeczki zaczynają pojawiac sie w … hipermarketach !

Ubrania. Nie zawsze się da – i pisze to świadomie jako mama nastolatki – zasugerować dziecku, ze może fajnie i trendy ubrałoby się w second handzie. Nie tym razem ? Może następnym. Ale warto dać przykład. PS. Mnię sie raz udało 🙂 Kupiłysmy jej piekną koszulę w modną kratę (wszystkie koleżanki były zachwycone:))

Jest tyle fajnych inicjatyw – „ wyprzedaże” u kogoś w domu, wymiana ciuchów w kawiarni. A jeśli nie mamy czasu na takie łowy – może naprawdę lepiej zastanowić się, czego nam potrzeba, iść do krawcowej (tyle jest świetnych projektantek, które z pewnością uszyją cos idealnego dla naszej figury). Wspomnę tu też o butach i ubraniach z labelem wege.

Charity shop. W Lyonie odwiedzam czasem sklep Emmaus. Za symboliczne kwoty mozna nabyć przedmioty, ktore znalazły sie tutaj podarowane organizacji. Najczęstszym zrodłem „darów” sa domy po starszych osobach. Zdarza się, ze gdy umiera samotna starsza osoba, która nie ma rodziny, lub spadkobiercy mieszkają bardzo daleko i sprzedają dom, ktory nagle znalazl sie w ich posiadaniu – nie maja wówczas czasu by segregowac, wybierac, sprzedawac lub rozdawac odziedziczonych przedmiotow. Kontaktują wówczas organizacje charytatywne i te zajmują sie dystrybucją niepotrzebnych przedmiotów. A znalezc tam mozemy cudenka, najczesciej pochodzące jeszcze z czasow w ktorych programowane  starzenie (jakby apoptoza urzadzen:)) jeszcze nie wprowadzono w życie. Na przyklad za bardzo drobna sume kupiłam tam naczynie zaroodporne, piękne kartki swiąteczne. Drobiazgi, ktore (często pochodzą z Chin) nowe, w sklepie kosztują małą fortunę…

Czyniąc z aktu zakupu akt świadomy, kierujesz strumieniem pieniędzy, prowokujesz pojawienie się potrzeby a tam gdzie jest potrzeba, wyrażana przez coraz wiekszą ilość konsumentów, pojawia się odpowiedz producentów.

Warto o tym pamiętać, szczególnie w perspektywie Świąt Bożego Narodzenia, kiedy będziemy z pewnością szukać upominków dla najbliższych. Zachęcam Was do omijania szerokim lukiem hipermarketów, zajrzeć sklepów prowadzonych przez znajomych, i przemyśleć Budżet Świąteczny, wybierajac swiadomie upominki skromniejsze, mniejsze, ale bardziej wartosciowe etycznie.

PS. Jesli macie ulubione sklepy, prowadzone przez znajomych, w których mozna znalezc upominki, to chetnie o nich poczytam 🙂

 

27 myśli nt. „#głosujportfelem – o świadomości

  1. Kasz

    Właśnie dzisiaj niemal cały dzień rozmawiałam o #glosujeportfelem z mężem moim prywatnym. Okazało się, że poglądy w temacie mamy podobne (a jednak inne), a na dowód tego zostałam zaproszona na kawę do eko-sklepu niemalże zero waste (można kupować i tak, i tak), który jednocześnie jest kawiarnio-herbaciarnią z duszą (Amarantus w Mysłowicach). Jestem oczarowana i już wiem, gdzie będę socjalizować dziecko bez obawy o skład soczku, koktajlu czy nawet ciastka. I chociaż musieliśmy specjalnie nadłożyć drogi, żeby napić się tej kawy, nie żałuję. Warto!

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      O ! z przyjemnoscia poczytam o pogladach podobnych a jednak innych !

      Moim zdaniem takie wlasnie miejsca (jak Amarantus, z ciekawosci zajrzalam nawet na ich strone :)) dobrze jest wspierac 🙂

      Odpowiedz
  2. Tess.

    Wszystko to prawda moja kochana. Jednak z żywnością jest trudno, gdy się mieszka w dużym mieście.
    Bo nawet te eko, nie są tak na prawdę eko, Zagłębia się oszustwo producentów. Natka, koperek „eko” po przyniesieniu do domu „śmierdzą”, nie da się określić czym. Dopiero po wielokrotnym moczeniu w zimnej wodzie i później wysuszeniu, jako tako nadają się do spożycia. Kalafiory też „śmierdzą” podczas gotowania…. ech… dużo by pisać.
    Jeśli chodzi o ciuchy, też Ci przyklaskuję – lubię s-h i inne sklepy tego typu. Innych raczej u mnie nie ma. U mnie są tylko „dulary”, jeśli ktoś tyra 18/godz na dobę, lub potrafi kombinować.
    I co z tego, że ma te „dulary”, skoro nie ma czasu żyć za nie.
    Około 70% ludzi jest niedouczonych społecznie i nie zwracają uwagi, na to, na co my zwracamy.
    Ech, dużo by pisać, ale to tylko komentarz…….

    ___Tess.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Dziękuję Tess za Twój głos.
      Masz rację pisząc, że zdarzają się przekręty. W końcu biznes jest tylko biznesem i może się zdarzyć, że ludzie, którzy kiedyś zaczynali przygodę z przedsiębiorczością jako „młodzi gniewni” po prostu się wypalili, mają do opłacenia RSI (taki ZUS:-)) lub inne problemy i przestali dbać o etykę. To się może zdarzyć. Są niestety także producenci, którzy o label eco ubiegają się tylko dlatego, że wiedzą, że bedą mogli sprzedać drożej produkt (i aplikują najniższe kryteria, lub obchodzą prawo). Ludzie są tylko ludźmi. Ale im jest nas więcej, wymagających od rynku produktów wytwarzanych „etycznie”, przez ludzi, którzy mogą godnie żyć ze swojej pensji, szanują Ziemię, środowisko, bliźniego i zwierzęta, tym szybciej taki świat nastanie.
      Dlatego dobrze jest pilnować by prawo było napisane tek, by jego przestrzeganie gwarantowało tę etykę.
      Bo dziś to dzięki takim „30%” może świata się nie zbawi, ale chociaż rozbudzi ciekawość…
      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  3. Rayvert

    Fajne i inspirujace…mimo ze sporo smutku przebija z tych stron, moze jesiennego.
    Poprzyczepiam sie niestety bo : podstawa Twojej „piramidy” jest obarczona blednym wyborem – wziecie kredytu oznacza zaglosowanie portfelem na Matrix, takie proste…

    A potem mozna sobie ladnie roic o charity sklepikach, wszystko to ladnie
    ale minimalizm oznacza ze zyjemy TAK jak nas stac,
    kredyty to zycie nierealne,chyba ze prowadzi sie duzy biznes,
    ale nadal i tak to samo.

    Zatem : oby ten sen sie nie skonczyl jak dla wiekszosci, tzn zle, reka w kredytowym nocniku.

    Odpowiedz
  4. Magdalena | Madou en France

    Po części się zgadzam, po części niestety nie 🙁
    Moje pierwsze „głosowanie portfelem” miało miejsce jakieś 4 lata temu, gdy zdecydowałam, że nie kupię już nigdy nic marki Nestlé (lub marki należącej do tego koncernu, więc jest tego całkiem sporo – nawet woda perrier należy do Nestlé). Jednak to było łatwe, oznaczało jedynie rezygnację z danych produktów. W codziennym życiu niestety uważam, że nie każdego stać na takie głosowanie, jeżeli mamy iść w dalsze wybory produktów, zwłaszcza tych koniecznych na co dzień. Moim zdaniem „głosować portfelem” mogą te osoby, które mają dość dobrą sytuację finansową. Zakupy na targu są droższe od zakupów robionych w marketach (więc nie wiem o jakiej oszczędności mowa, tym bardziej, że często są to te same dyskontowe owoce i warzywa, trzeba wiedzieć na jakim targu i gdzie znaleźć rolników), produkty do sprzątania domu / kosmetyki na wagę też i to nawet kilkukrotnie przewyższają ceny w marketach. Oczywiście tutaj wiele zależy od decyzji, czy chcemy jeść dobrze czy nie, itd – ale niestety osób o trudniejszej sytuacji finansowej na takie wybory nie stać, więc tym bardziej nie kupią 4 razy droższego żelu do WC w sklepie bez opakowań.
    Osobiście „w imię dobrych wyborów” jestem w stanie zapłacić trochę więcej, tylko często to nie jest „trochę”, ale właśnie kilkukrotnie więcej. Gdyby różnice nie były tak duże, to wtedy głosowanie portfelem miałoby dla mnie sens, obecnie widzę to raczej jako „przywilej” osób o lepszej sytuacji materialnej.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Po czesci masz racje 🙂
      Masz racje, kiedy piszesz, ze czasem zel do WC jest drozszy (zreszta, odsylam do tego wpisu, gdzie porownalam moje zakupy „bezsmieciowe” z aktualnymi cenami produktow, po ktorych mam opakowania :
      https://chatkababyjogi.wordpress.com/2016/10/14/zakupy-zero-smieci-srodki-czystosci/
      jak widac – na podstawie moich potrzeb – zakupy w sklepach bezsmieciowych i „moje” glosowanie portfelem, jest dla mnie korzytniejsze finansowo.
      Uwazam, ze watro sie zainspirowac czyims doswiadczeniem, ale wlasny system dobrze jest wykuc sobie samemu 🙂

      Nie zawsze owoce i warzywa na targu sa drozsze – szczegolnie kiedy kupujesz je pod koniec targu, kiedy sprzedawcy po prostu pozbywaja sie towaru (sprawdzony patent).
      Zreszta przy okazji kolejnych targowych zakupow podziele sie paragonami.

      Z moich (dlugotrwalych, kilkumiesiecznych) obserwacji wynika, ze taki styl zycia – kupowanie jedynie tego co potrzebne, w wybranych sklepach – sprawia ze kupuje mniej, mieszcze sie w budzecie, nie marnuje i nie wyrzucam (a przynajmniej wyrzucam mniej).
      Nasz miesieczny budzet „spozywczy” i „chemia” nie przekracza razem 450 euro, jemy bio lub produkty kupione w okolicznych sklepach (piekarnia) co na rodzine patchworkowa 2 + 2 jest przyzwoitym budzetem. A pamietam czasy, kiedy ten sam budzet wynosil prawie 800 euro – cotygodniowe zakupy w hipermarkecie, minimum 150 euro za wizyte („bo byla promocja”) plus „zapomniane drobiazgi”…

      Naleze od kilku miesiecy do kilku fajnych grup (fb) w ktorych ludzie dziela sie swoimi oszczednosciowymi tipsami. Z obserwacji piszacych tam osob, widze, ze roznymi sciezkami ludzie dochodza do tych samych minimalistycznych wnioskow: aby zmiescic sie w budzecie, uzywac produktow dobrej jakosci, „etycznie wytwarzanych”, czasem trzeba kupic mniej lub gdzie indziej. Konsumowac i n a c z e j.

      Odpowiedz
      1. Magdalena | Madou en France

        Muszę się w takim razie kiedyś wybrać pod koniec targu i sprawdzić 😉 nam czasem rolnik dorzuci coś ekstra, ale nie robimy wielkich zakupów – na tylko dwie osoby dużo nie trzeba.
        Od moich znajomych często słyszę, że w sklepach ZW czy na targu jest drożej i …bardzo bym chciała móc im powiedzieć to, co mówią ich właściciele – że jest taniej, bo nie płaci się za opakowanie ani za logo firmy. Niestety przeleciałam się raz z notesem po obu sklepach ZW w Stras i cóż, ceny są takie, jakie podałam Ci w innym wpisie. Oczywiście nie wszystko jest droższe, niektóre rzeczy są tańsze (np. soda oczyszczona, przyprawy), inne odrobinę droższe – ale na tyle, że dla mnie nie robi to problemu. Moja uwaga dotyczy jednak tego, że jak ktoś jest w trudniejszej sytuacji finansowej to on już raczej nie kupuje rzeczy niepotrzebnych, a ogranicza się do tych potrzebnych. I taka osoba nie ma „prawa głosowania portfelem”.

        Odpowiedz
        1. Baba Joga Autor wpisu

          Moje kolejne zakupy na rynku juz w sobote, naprawde pozbieram paragony:)

          Przykro mi, nie moge sie z Toba zgodzic – kazda osoba, ktora wydaje pieniadze de facto glosuje portfelem, czy tego chce, czy nie 🙂

          PS 1. Kiedy jest sie w powaznych tarapatach finansowych (a pisze to z doswiadczenia) nalezy sporzadzic liste produktow i uslug, ktore sa niezbedne do prze/zycia. Taka lista moze byc bardzo ograniczona i moze na poczatku rodzic frustracje, ale naprawde mozna smacznie i do syta zywic sie za bardzo niewielkie pieniadze bedac na „finansowej diecie”. Natomiast zgadzam sie – jest to o tyle trudne, ze bymaga bardzo duzo czasu – pomyslec co jest wazne, a co nie, i silnej woli, by ni eulegac syrniem spiewom marketingu.

          PS. Chcesz? dorzuce Cie do tej grupy na fb (dziewczyny – adminki naprawde zerobily super robote, bo co miesiac proponuja nowe „zadania” – od ulozenia budzetu, przez ukladanie menu (ukladanie menu naprawde niesamowicie pomaga w zakupach), ale takze: obciecie wydatkow, o ktorych nie myslimy, ze sa duzo bardziej „krwawe” – jak budzet komunikacyjny, splacanie kredytow i wychodzenie z ogromnych dlugow, itp… I wiekszosc historii, ktore sledze, koncza sie wlsnie swiadomymi zakupami, swiadomymi wyborami dostwacow…

          Odpowiedz
          1. Magdalena | Madou en France

            OK, każda osoba głosuje – jednak bogatsi mają pełne prawo wyboru bez ograniczeń, a biedniejsi do wyborów są przymuszani, ot nic nowego, zawsze był i zawsze będzie podział społeczeństwa na lepszych i gorszych.

            Niestety do grupy na fb nie dołączę, przeraziło mnie ostatnio jak bardzo fb traktuje moją osobę i wszystkie wiadomości o mnie jako towar do sprzedania i powoli staram się ograniczać moją prywatną aktywność na tym portalu, stąd wycofuję się z wielu grup i chcę ograniczyć się tylko do fanpage’a (wiem, trochę hipokrytka ze mnie…).

            Odpowiedz
            1. Baba Joga Autor wpisu

              Ok.
              No i ?
              Nie rozumiem.
              Nawet jesli jestesmy zmuszani do robienia wyborow, to i tak mamy wybor, tylko jest on trudniejszy – tu sie zgodze – do zrobienia, cos za cos, z czegos trzeba zrezygnowac zeby miec cos (na przyklad poswiecic wiecej czasu zeby znalezc miejsce, gdzie mozna cos kupic, a ktore odpowiada naszej etyce w zamian za prosta wycieczke do Leclerc).

              Nie rozumiem, o co Ci chodzi.
              Masz racje, zawsze bedzie podzial spoleczenstwa na roznych ludzi. Dlaczego piszesz lepszych/gorszych ?
              Chcesz napisac tych, ktorzy maja wieksze mozliwoasci finansowe ? czy wszsycy ludzie, ktorzy zarabiaja wystarczajaco duzo, by moc sobie pozwolic na zakupy w sklepach ZD to czynia ? Nie. Nie robia tego z przyzwyczajenia, czasem z lenistwa i nie nawzalabym ich lepszych/gorzych, po prostu maja akurat dzisiaj inne priorytety.

              Znakomita wiekszosc osob, ktore ja znam i ktore decyduja sie na takie swiadome wybory bez wzgledu na sytuacje finansowa a wlasnie ze wzgledu na rosnaca swiadomosc, lub dlatego, ze zmieniaja im sie wlasnie priorytety.

              Czy chcesz powiedzec, ze czujesz sie lepsza lub gorsza bo robisz zakupy tu a nie tam ?

              Odniose sie do tegi ipotetycznego pytania : otoz osobiscie nie czuje sie lepsza/gorsza bo czasem robie zakupy w DbD a czasem we Franprix. Ciesze sie, kiedy udaje mi sie zorganizowac i kupic produkty, w ktorych mozna uniknac nadmiernego opakowania, bo to dodaje sensu ruchowi Zero Smieci i calemu ekosystemowi, ktory z niego wyrasta. Ciesze sie, ze kiedy mam do kupienia srodkow chemicznych za przykladowe (https://chatkababyjogi.wordpress.com/2016/10/14/zakupy-zero-smieci-srodki-czystosci/) 28 euro a wydaje 23 🙂
              Ciesze sie, ze czasem ceny niektorych produktow sprawiaja, ze sie ograniczam z przesadnym zakupem. Ciesze sie, ze wspieram moim rachunkiem dzialalnosc takiego sklepu, ze jego wlasciciel ma klienta.
              Czy czuje sie z tego powodu lepiej ? tak 🙂
              Czy czuje sie lepsza ? nie 🙂

              pozdrawiam 🙂

              Odpowiedz
              1. Magdalena | Madou en France

                Dobra, tamto zdanie było niepotrzebne. Jednak dla mnie nadal „świadome głosowanie portfelem” jest przywilejem tych, których na to stać. I tak, mnie stać, a wybory czynię różne – ale mogę wybierać i różnie uzasadniać swoje wybory. Znam jednak ludzi, którzy na pewne wybory pozwolić sobie nie mogą, choć by chcieli, stąd mam takie, a nie inne zdanie na ten temat.

                Odpowiedz
                1. Baba Joga Autor wpisu

                  Zgadzam się ze stwierdzeniem, że na pewne wybory pozwolić sobie nie możemy.
                  Chciałabym kupić sobie buty od Stelli McCartney ale nie mogę sobie na nie pozwolić:-)
                  Ale skoro mogę kupić sobie skórzane baletki od Repetto to tym bardziej mogę pozwolić sobie na baletki z pinatexu (z ananasa).
                  A już moim marzeniem byłoby kupic buty Stelli w butiku second hand za cenę butów z ananasa :-)))))
                  Żarty na bok. Robię wlasnie zakupy bezsmkeciowe i mam kilka newsow 🙂
                  Z częścią o „świadomym wyborze” – wybierając zakupy w hipermarkecie zamiast osiedlowym sklepie też czynimy to świadomie. Po prostu w danym momencie różnica kilku euro na końcowym rachunku jest dla nas ważniejsza, niż różnica w ilości dodatkowych plastikowych pojemników przydźwiganych do domu.
                  I tego wyboru nie oceniam.
                  Pragnę ściągnąć uwagę, że jest wciąż „świadomy wybór” 🙂

                  Odpowiedz
  5. Agnieszka Rahela

    Podział na bogatych i biednych mi nie pasuje. To odnośnie waszej dyskusji z Magdaleną. Kiedyś zarabiałam 1000 zł z czego większość wydawałam na mieszkanie i rachunki, znalazłam wtedy pomysły jak przeżyć miesiąc za 50 zł 🙂 Było to trochę smutne ale i urocze zarazem, bo pokazało mi jak moje świadome wybory wpływają na moje finanse. Nie jadłam wtedy suchego chleba, tylko pełne dania obiadowe, wegetariańskie. Wiele moich koleżanek zasłania się właśnie tym, że życie eko i weganizm to strasznie droga impreza. Jeżeli chcesz jeść na mieście i kupować same produkty oznaczone eco certyfikatem, to może tak. Jednak zamiast płynu do podłogi, nabłyszczacza do zmywarki, czy szamponu można użyć składników dużo tańszych, nie ma co się rozpisywać są skuteczne i tańsze niż eko płyny na bazie cytryny. Tu już pojawia się wybór. Wiadomo, jak ktoś zarabia 4 tyś, to kupuje takiej niemieckiej eko chemii co miesiąc spore ilości, bo chce i może, ale tu bardziej chodzi o to, co może? Dziś zarabiam dużo więcej niż za młodu, mogłabym sobie kupować ubrania z Zary, czy młodych projektantów, mogłabym jeździć swoim samochodem, taksówkami, jeść na mieście. Mogłabym być burżujem, bo mnie stać, ale nie chcę, bo świadomie wybieram zero waste’owy sposób życia, bo nie widzę potrzeby kupowania proszku do prania, skoro mam orzechy piorące, zamiast pasty mam sodę z olejem kokosowym, zamiast szamponu mydło w kostce, papier toaletowy z recyklingu z Lidla, ubrania z odzieży używanej (są lepszej jakości), zamiast samochodu mam rower. Mój portfel nie jest chudszy, wręcz przeciwnie, w końcu mogę odkładać pieniądze. Magdalena pisała, że warzywa są drogie na rynku, a dużo tańsze w marketach. Jak już naprawdę mamy kupować w markecie owoce i warzywa to z tego co wiem Lidl, ma certyfikowane produkty, które są średnio droższe od tych z rynku. Wiadomo też, że w osiedlowym sklepie warzywa będą droższe, ale można sprawdzić jaka jest ich cena w lokalnym warzywniaku, oczywiście te pewnie będą pryskane tak samo jak te, które są w każdym markecie. Poza tym jak już zaoszczędzimy na tej nędznej chemii, to na pewno stać nas na zakupy na rynku. Tu dość ważna jest dieta. Ja na wegańskiej dla dwóch osób miesięcznie wydaję do 1000 zł i to naprawdę tak, że jemy co chcemy, a ten 1000 to maks naszych wydatków. Jak wspomniałam za 50 też się da, kwestia świadomego wyboru, co dla nas w danej chwili jest ważniejsze. I nie mówię tu o życiu 5 osobowej rodziny, która nie ma co do gara włożyć, choć ja z takiej pochodzę. Wtedy mama robiła mi chleb z masłem i czosnkiem na patelni, dało się. Mówię o tym, że będąc studentem, freelancerem, rysownikiem czy artystą (Ci radzą sobie najlepiej w biedzie) zawsze wybieramy co zjemy, co kupimy i gdzie. Zawsze mamy jakiś wpływ na środowisko. I jeżeli już naprawdę nie mamy jak kupić tych lepszych warzyw i owoców, to chociaż nie bierzmy foliówek, nie marnujmy jedzenia (w Bangladeszu w restauracjach nikt nie zostawia jedzenia na talerzu, zawsze zabiera na wynos). Czy jestem gorsza, bo nie jestem już biedna? Czy byłam gorsza jak byłam biedna? Nie sądzę, wiem za to, że świat dzięki świadomym wyborom jest odrobinę czystszy. Pieniądze nie są istotne w tej kwestii. Istotna jest chęć czynienia dobra ponad to.

    Odpowiedz
      1. Baba Joga Autor wpisu

        Rozmawialam dzis o tym z Mezem. Bylismy na ryneczku, otwieram portfel a tam 20 euro i 15 Gonettek 🙂 Mowie, pewnie Gonetkami to tutaj nie zaplace ? Pani sie zainteresowala, porozmawialysmy o walucie okalnej, zaplacilam oczywiscie w euro.
        Po kolejna porcje brakujacych mi produktow, sprzedawanych na wage, pojechalam do DbD – bo wiedzialam, ze tam bede mogla „uplynnic” gonetki, a nie na przyklad w Vie Claire (gdzie rowniez kupuje na wage). W tym sensie rozumiem „glosowanie portfelem”.
        Takze – mam wybor – wybrac restauracje. Oczywiscie, wybiore te, w ktorej mam szanse na weganska opcje. Oczywiscie napisze takiej restauracji pozytywna opinie, bo moze kolejna osoba niejedzaca miesa zastanawia sie gdzie cos ucczic i nie wie gdzie ? Bez takiego ukierunkowania (kampania wyborcza:)) większość z nas idzie tam, gdzie „daja jesc”. W takim sensie nazywam to rowniez „glosowaniem portfelem”.

        Sciskam :*

        Odpowiedz
        1. Magdalena | Madou en France

          Ogólnie to podziwiam Agnieszkę, że za 50 zł była w stanie dokonywać dobrych wyborów. Gdy studiowałam po opłaceniu akademika zostawało mi na życie 100-150 zł/miesiąc plus trzeba coś odłożyć na książki, buty, okulary czy nie daj Boże coś do komputera. Wracając wieczorem z uczelni część zakupów robiłam na bazarku, który był po drodze. Niestety później go zlikwidowali by postawić wielką galerię handlową. Był to czas, gdy sporą część zakupów robiłam w biedronce i to mając świadomość, że wtedy (ponad 10 lat temu) pracownicy byli w niej bardzo źle traktowani. Było mi z tym źle – ale mając w tym czasie ograniczone fundusze oraz czas, o którym piszesz niżej (studia+praca dorywcza) ja nie bardzo potrafiłam znaleźć inną alternatywę. I to jeden z wielu przykładów dla których uważam, że zasobność portfela ogranicza nasze wybory. Stąd nie jestem za używaniem określenia „głosowanie portfelem”, bo wg mnie każdy powinien mieć w nim tyle samo, aby takie głosowanie miało sens. Ale ja mam trochę utopistyczne i socjalistyczne wizje świata 😉
          Dobrej Niedzieli!

          Odpowiedz
          1. Agnieszka Rahela

            Magdalena ja studiowałam zaocznie na Akademi Sztuk Pięknych. Materiały były drogie, bardzo drogie. Często szukaliśmy po śmieciach jakiegoś papieru co się jeszcze nada na prace. Raz odmówiłam nawet wykonania zadania, które nie miało sensu a kosztowałoby mnie 150 zł. Zapytałam profesora co by zrobił gdyby miał wybrać wydrukowanie zdjęć do sześciany za 150 zł a przeznaczeniem tego na miesiąc jedzenia? Oczywiście marudził, że nie po to wybrałam studia, by nie wykonywać zadań, lecz ja swoje wykonałam, ale na drukarce szkolnej za darmo. Przyjął, dostałam 4+. Pracowałam wtedy i do dziś w korporacji i różnie to bywało, ale na ryż z warzywami zawsze miałam pieniądze. Książki brałam od koleżanek albo z biblioteki. Wiadomo, że wszystko zależy od poziomu zarobków, jednak nadal uważam, że zawsze dokonujesz wyboru.

            Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Bardzo Ci dziękuję Agnieszko, za komentarz, w którym trafnie ubrałaś w słowa, to co chcialam przekazac.
      Po dłuższym zastanowieniu podtrzymuje „tezę”, że wybory mamy wszyscy, ale dzis nazwałabym je raczej wyborami dyktowanymi przez czas, niekoniecznie pieniadze.
      Osoba, która jest tak zorganizowana (bądź niezorganizowana), ze spędza życie na przysłowiowym „metro, boulot, dodo”, czyli „przejazd do pracy – praca- spanie” – a znam wiele takich osób, faktycznie nie mają czasu, by przyszykować sobie torby na zakupy (bo przecież trzeba bylo je opróżnić, może wyprać, poskladac…) Nie maja czasu, by iść/jechać na targ, do osiedlowego sklepiku itp… nie maja czasu poeksperymentowac, robić błędów, wyciągnąć z nich wnioski…
      Tak, coraz bardziej skłaniam sie ku tezie, ze jest to raczej wybór zarządzania czasem. Ale skoro czas to pieniądz… 🙂

      Odpowiedz
  6. Na nowo śmieci

    Ja od tego miesiąca zaczęłam zbierać paragony, by się przekonać, ile co miesiąc wydajemy na życie, a ile na przyjemności 🙂 Choć generalnie na zbędne rzeczy wydajemy dość mało. Ciuchy kupujemy rzadko (ja szyję, dziergam), część kosmetyków robię samodzielnie, niektóre rzeczy przerabiam i upcyklinguję.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Powodzenia 😉
      (Na codzień praktyczne jest „kakebo”, gdzie mozna zapisać codzienne wydatki i zrobic podsumowanie raz w tygodniu lub w miesiącu 🙂

      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz