Zero Śmieci ? 

Jestem w podróży. Mąż był kochany i odwiózł mnie na dworzec o 5h30. A ja byłam tak nieprzytomna, że zostawiłam w samochodzie torbę ze śniadaniem i metalową butelkę z wodą.

Bo kiedy mogę, to szykuję i zabieram prowiant ze sobą. Nie tylko za względów ekonomicznych czy dlatego, że tak jest zdrowiej.

Rownież by uniknąć tego :


Czuję się głupio. Moje „śniadanie” złożone z kawy i kawałka ciasta cytrynowego (które przetrawię w ciągu kilku godzin) pozostawiło po sobie tyle śmieci : papierowy kubek po kawie i plastikową nakładkę, plastikowe opakowanie ciasta, kawałek papieru, którym było przykryte przy wyjściu z piekarni, butelka z wodą i jeszcze kawałek czekolady do kawy, owinęty oczywiście w plastik (który rozkładać się będzie latami).

I w thalysie do Amsterdamu – kontynuacja…


Należę do tej części ludzkości, która zazwyczaj sprząta po sobie śmieci, nawet je segreguje. Jestem więc dostarczycielem tych wszystkich gór śmieci, które pamiętamy może z filmu Wally.

Dlaczego ten film – przecież jeden z najlepszych filmów animowanych naszego stulecia – nie zdobył takiej sławy jak na przykład przyznaję – rewelacyjny „Frozen”? Moim zdaniem dlatego, że o ile przygody dwóch sióstr i ich silny ale trudny związek każdy może interpretować po swojemu, o tyle przesłanie małego robota jest o wiele zbyt dosłowne: ludzie, obudźcie się !

Każde z nas ma możliwość zmieniać świat. Są ludzie, którzy mają taką możliwość dzięki pozycji społecznej, charyzmie, pracy jako polityk – podejmując rewolucyjne decyzje (z czego niestety najcześciej nie korzystają). Są inni, tacy jak Ty i ja, którzy mogą jedynie dorzucać codziennie kamyczki do wspólnego dzieła.

Jak?

Po pierwsze – możemy decydować portfelem. Kupować lepiej. Kupować Mniej. Kupować Lokalnie. Akt kupna może być przyjemnością wymiany kilku miłych slow ze sprzedawcą małego sklepu. Można wówczas poprosić sprzedawcę, by sprowadził nam worek 5 kg mąki lub zasugerować mu sprzedaż orzechów luzem:-)

Po drugie – Możemy wysyłać mejle do lokalnych producentów z sugestiami. Pracowałam kiedyś, w innym życiu, w hipermarkecie w Polsce, i do moich obowiązków należało odpowiadać na przykład na reklamacje klientów. Wówczas nawet najbardziej durna (obiektywnie rzecz ujmując) reklamacja nie mogła zostać bez (czasem durnej, ale zawsze) odpowiedzi. Dlatego ja wciąż wierzę, że mejl do dystrybutora zdrowej żywności z sugestią – że pakowanie bananów bio w plastikowe saszetki jest może wygodne dla wykładającego towar, ale mija się z celem dostarczania lepszej jakościowo żywności i zmniejszeniem impaktu handlu tą żywnością na środowisko -kiedyś zostanie przeczytany. Nie mój, to pięćset tysięcznej kolejnej osoby.

Po trzecie – ograniczmy plastik. Bo Wszędzie jest Plastik. Można – zapewniam was – będąc zabieganą, pracującą mamą przygotować się i od czasu do czasu iść na zakupy z własnymi opakowaniami. Wiem, to kłoci się ze wstępem do tego bileciku, ale przyznaję, naprawdę coraz rzadziej zdarza mi się zapomnieć o „domowej wałówce” lub „zestawie zakupowym”.

Kiedy idę na ryneczek, zabieram ze sobą moje torby na ziemniaki, marchewki, brokuły i inne. Kiedy idę do sklepów typu „ma ferme en ville” (pewnie odpowiednik polskich kooperatyw), przynoszę własne torebki na warzywa, własne pudełka na jajka. Kiedy kupuję ser w wyspecjalizowanym sklepie (tak, mam szczęście mieszkać we Francji:-)), zabieram papiery, w które kiedyś zawinięte były sery. U rzeźnika (nie jem mięsa, ale kupuję je dla Patchworkow) – to samo, zanoszę papiery, w które pakowane było wcześniej mięso (to są papiery plastifikowane, łatwo je wyczyścić, wysuszyć i użyć ponownie), mięso nie leży u mnie w lodowce długo, (zresztą przekładam zazwyczaj zakupione produkty do szklanych słoików) nie mieliśmy od lat problemów zdrowotnych wywołanych brakiem higieny, więc myślę, że u nas taki system się sprawdza.

Od biedy, można wykorzystać plastikowe lub papierowe torebki (na przykład te po mące lub po makaronach), które już w domu mamy, by zmniejszyć ilośc produkowanych śmieci.

Zachęcam Was – spróbujcie choć raz – poszukajcie w okolicy sklepów, w ktorych można kupić jakieś produkty luzem, przygotujcie torby na zakupy, z pudełkami na jajka, z własnymi torebkami na warzywa i owoce, na orzechy… Na początku wymaga to organizacji, czasu, którego nam wszystkim brakuje – ale przynosi satysfakcję.
Po czwarte – zdarza Wam się iść na spacer – do lasu, nad rzekę, w pole, do parku – i psioczyć na temat śmieci pozostawionych po sobie przez mniej ogarniętych obywateli? Mnie się zdarza. Ale coraz cześciej zabieram ze sobą na spacer – oprócz psa – rękawiczki, takie zwykle, do zmywania, i worek lub dwa, na śmieci. Kiedy idę nad rzekę w poniedziałek rano (ostatnio z miesiąc temu), na plaży Rodanu walają się pozostałości po niedzielnych piknikach. Torby plastikowe, papiery, butelki i inne śmieci. Owszem, serwis sprzątający miasto ogarnia kosze na śmieci, ale żeby zejść na plażę i pozbierać to czy owo – no robią to dwa razy do roku – ale zazwyczaj to domena takich jak ja spacerowiczów.

O wiele milej jest usiąść po dziesięciu minutach na wolnym od śmieci brzegu rzeki i popatrzeć na miasto, które się budzi ze snu, nacieszyć się odrobiną przyrody w miejskiej dżungli niż wkurwiać się na bałwanów, którzy zostawili po sobie chlew.

Powiesz – a, w Polsce to nie to samo? A ja powiem – nieprawda. Byłam w Polsce u mojej Siostry, na wsi. W niedzielę lokalne towarzystwo wędkarzy zorganizowało akcję sprzątania jeziora. Wsiadłyśmy z Irenką na rowery, na wszelki wypadek zabrałyśmy rękawiczki i worki na śmieci. Kiedy Przyjechałyśmy na jedno z kąpielisk, panowie już zebrali ponad 12 worków. Byli bardzo zdziwieni – jak to, przyjezdne, tak po prostu przyszłyście nam pomoc sprzątać? Tak. I tak miałyśmy to w planach, od czasu naszej ostatniej wizyty w Wielkanoc, kiedy też spontanicznie zbieraliśmy plastikowe butelki.
   
Moja Siostra też organizuje takie „śmieciowe spacery” ze swoją rodziną. Niestety, ludzie często traktują pola, lasy lub przydrożne rowy jako wysypisko śmieci. Prawdopodobnie dlatego, że wywóz śmieci kosztuje pieniądze i chcą w ten sposób zaoszczędzić. Nie widzę innego powodu, dla którego komuś chce się jechać do lasu i wyrzucać worki ze zużytymi pampersami. A takie „skarby” wynalazła moja Siostra wsród drzew na ostatnim spacerze.
Po piąte – i zbliżam się powoli do końca tego biletu, bo jak mawia moja Babcia, co za dużo to niezdrowo – możemy ograniczyć ilośc generowanych przez siebie śmieci w codziennym życiu, bez ujmy na higienie.

My kobiety – możemy siegnąć po podpaski wielokrotnego użytku, do prania.

Możemy pociąć stary ręcznik na kwadraty 10 cm x 10 cm i używać ich zamiast wacików do demakijażu – wystarczy pózniej wrzucić je do woreczka i do pralki, wyprać, wysuszyć i używać od początku.

(A do demakijażu użyć oliwy z oliwek dobrego gatunku. O tym też już kiedyś pisałam – nie żal nam wydać 15€ na płyn micelarny do demakijażu, 200 ml, ale wydać 15€ za 500 ml dobrej oliwy to już rozrzutność :-))

Możemy bardzo łatwo zrobić własny płyn do prania, zamiast co miesiąc kupować nowy zestaw (w ten sposób generujemy rocznie co najmniej 12 opakowań po środkach do prania mniej)

I tak dalej, i tak dalej. Jesli macie ochotę, napiszę o tym więcej kiedy indziej.
Moje Patchworki jeszcze tego nie ogarniają, ale z daleka mnie obserwują i mam nadzieję, że taki deklik świadomości też kiedyś u nich nastąpi.

Edytowany : 04/05/2016

Dolaczylam sie do akcji Mój świadomy wybór z bloga Ograniczam sie 🙂

wyzwanie_male_link

9 myśli nt. „Zero Śmieci ? 

  1. Kasz

    Deklik świadomości, pięknie to napisałaś 😀 Ze swojej strony dodam np. kuchenne zmywaki, o niebo lepsze niż gąbki ścieraki, można sobie zrobić na drutach lub szydełku z tiuli – są wielokrotnego użytku, nie rysują, można je stosunkowo długo prać w pralce i nic się z nimi nie dzieje, poza tym, jak się włoży trochę pracy, to ma się coś naprawdę ładnego, swojego i jeszcze tak bardzo użytecznego :)) Oczywiście, o ile ktoś nie ma zmywarki, ja akurat nie mam, ale nawet gdybym miała i tak bym z nich korzystała 🙂

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Ach, ty szczesciaro 🙂 ja nie potrafie robic na drutach. Masz racje, „tawashi” sa super alternatywa dla gabek, rozgladam sie powoli na Etsy i DaWanda za jakimis fajnymi sklepikami 🙂

      Jestesmy w „okresie przejsciowym” – konczymy stok gabek, ale obok lezy juz przyciety recznik, dla tego, komu chce sie zmywac (czyli mnie).
      Stare gabki pocielam, skoro i tak je wyrzuce, niech sie do czegos przydadza: uzywam ich do zmywania lakieru z paznokci.

      Odpowiedz
  2. Dorota Czopyk

    Dziękuję, że o tym piszesz!

    Od jakiegoś czasu kupuję prawie wszystko na wagę i sama robię kosmetyki. Ale kilka Twoich patentów bardzo mnie zainspirowało! Waciki do demakijażu ze starego ręcznika, podpaski wielokrotnego użytku i kubeczek menstruacyjny będą kolejnymi krokami na drodze do ograniczenia ilości śmieci w moim domu!

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Witam i dziekuję za komentarz.
      Mała podpowiedź (retour d’experience) : kiedy bedziesz prała waciki/pocięty ręcznik w pralce, lepiej jest włożyć je do woreczka do prania – u mnie te waciki zapchały pralkę za pierwszym razem:-)

      Ale udało nam się ją „odepchnąć” bez wzywania specjalisty 🙂
      pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz