Wolontariat i gierki psychologiczne

W ubiegłym tygodniu wzięłam udział w bardzo intersującym szkoleniu dla wolontariuszy.

Od razu zaznaczę, ze po śmierci jednego z podopiecznych stowarzyszenia z którym „współdziałam” (dezerter z Legii Cudzoziemskiej, wiele lat na ulicy, zmarł w schronisku, na gruźlicę….) i odkąd jestem w ciąży, bardzo ograniczyłam bezpośrednie kontakty z osobami bezdomnymi. Czasem służę tłumaczeniem telefonicznym, ale ogólnie mówiąc wzięłam tę działalność w nawiasy.

Natomiast od dłuższego czasu wiem, dlaczego zaangażowałam się w wolontariat, znam moje motywacje (i ulegly one zmianie, od czasu kiedy napisalam ten bilecik ) limity i wartości, znają je również osoby, które zarządzają „armią” (kilkunastoosobową) wolontariuszy i dlatego zaproponowano mi udział w szkoleniu, mimo „przerwy na ciążę”.

I było to bardzo interesujące, inspirujące i pouczające.

***

Znów rozmawialiśmy o tym, co nas motywuje, co nam wolontariat daje, co odbiera.

I poruszyliśmy temat dość uniwersalnej gierki psychologicznej, czyli Trójkąta Dramatycznego Karpmana. Gramy w nią w sposób nieświadomy, w wielu innych sytuacjach, nie tylko wtedy , gdy działamy charytatywnie, także w relacjach rodzinnych, w pracy, nawet na wakacjach !

Dużo można poczytać w polskim Internecie (kilka linkow : link 1, link 2, link 3)

W skrócie : w tej grze psychologicznej, zazwyczaj istnieją 3 postawy (Wybawiciel, Ofiara, Prześladowca) i kiedy decydujemy się komuś pomoc, w oparciu na niewłaściwych wartościach i przekonaniach, przybieramy – świadomie lub nie – postawę Wybawcy. Z biegiem czasu, Ofiara wymaga od nas coraz więcej. Jeśli z różnych powodów odmówimy pomocy w oczekiwanej formie, sami poczujemy się w roli Ofiary, a w oczach Ofiary i tak będziemy postrzegani jako Prześladowca.
Bardzo, bardzo ciekawe. na szkoleniu nauczyliśmy się przede wszystkim jak zdać sobie sprawę z udziału w tej gierce oraz jak z niej wyjść.

 

Opisze to na konkretnym przykładzie.

Często i na szczęście, zdarza się, ze osoby, które przez długi czas przebywały w „schronisku”, dzięki pracy opiekunów i wychowawców społecznych, są gotowe by powrócić do klasycznego życia w społeczeństwie. Zostaje im przyznane mieszkanie socjalne, niewielka pomoc finansowa i „już”. Jednak często są to osoby, które spędziły w życiu w społeczności schroniska kilkanaście miesięcy, kilka lat. Nawet jeśli życie w schronisku jest ciężkie (rodziny żyją po 4-5 osob w jednym pokoju, maja wspólne kuchnie, łazienki, sale do oglądania TV, itp, dzielą wiec przestrzenie wspólne z osobami o odmiennej często kulturze czy religii ) i marzą o tym, by zacząć „normalne zycie”, po przeprowadzce mogą pojawić się wszystkie efekty uboczne.

Nagle ta samotność o której marzyły zaczyna im ciążyć. Pojawia się drobny problem – nie wiedza co z nim lub ze sobą zrobić.

I tu posluze sie konkretnym przykładem.

Pani, matka trojki dzieci, znajomość języka francuskiego, dzięki kilkunastu miesiącom w schronisku i pracy z wolontariuszkami, nauczycielkami FLE (francais langue etranger), opanowany w stopniu podstawowym). Znalazła się w schronisku, ponieważ mąż (alkoholik, używał przemocy w stosunku do niej i do dzieci) w jednej z kłótni posunął się za daleko, interweniowała policja i pomoc socjalna. Osoba, która przez lata była ofiara przemocy domowej. Po kilkunastu miesiącach zostało jej przyznane mieszkanie socjalne oraz została jej zaproponowana pomoc wolontariusza.

Zadanie wolontariusza zaczyna się tam, gdzie kończy praca asystentki społecznej : pomocy w integracji w „klasycznym życiu”, pomoc w nawiązaniu kontaktów z sąsiadami, zorganizowanie przeprowadzki itp. Wiecie, takie zwykle drobiazgi z życia codziennego, na które osoby stabilne psychicznie, otoczone rodzina i przyjaciółmi nawet nie zwracają uwagi, są to takie oczywistości.

Wolontariusz nie jest przyjacielem, nie jest pracownikiem opieki społecznej, nie jest członkiem rodziny, jest właśnie takim „życzliwym sąsiadem” i to bardzo ważne, by obie strony zdały sobie sprawę ze wzajemnych pozycji.
Jednak dla osób, które wychodzą z ciężkich sytuacji, które często są bardzo samotne, zapukanie we Francji do sąsiada aby się przedstawić i powiedzieć: „będę tu teraz mieszkała, chciałabym zaprosić was na herbatę, byśmy się lepiej poznali” jest wyczynem.

Z krzykliwego, wypełnionego hałasem i śmiechem dzieci i kłótni o brudne szklanki w zlewie życia w schronisku, zamykają się w 4 ścianach.

Zatem pani tej popsuła się pralka. Poprosiła wolontariusza o pomoc. Ten znalazł jej adresy pralni automatycznych w pobliżu domu, wyjaśnił jak to funkcjonuje. Zaproponował pomoc w zarzadzaniu budżetem, by tak rozłożyć wydatki, aby po kilku miesiącach Pani mogła kupić sobie pralkę, bez popadania w problemy finansowe. Jednak Pani nie takiej pomocy oczekiwała. Wzięła decyzje, by kupić na (drakońskie) raty nowa pralkę natychmiast, czym mocno nadwyrężyła budżet, zaczęła płakać ze nie ma co dzieciom dać do jedzenia, i ze w sumie to wina Wolontariusza.

Wolontariusz poczuł się źle, ponieważ dal jej rozwiązanie według niego optymalne (Wybawiciel).

Do tego, poświecił swój czas, który w sumie wydaje się czasem straconym (Ofiara) . Pani nie tylko nie skorzystała z jego rad ale również zaczęła go obwiniać (czyli został nagle Prześladowcą) , ze gdyby zrobił tak jak ona chciała (żeby jej na przykład zrobił kilka prac, skoro ma w domu pralkę i tak do niej przychodzi, sic ! a jej z 3 dzieci trudno jest tłuc się po pralniach automatycznych), nigdy nie kupiłaby tej pralki na raty i nie znalazła się w ciężkiej sytuacji.

 

I tutaj, jeśli nie mamy właściwej postawy, i własnego „kodeksu” wartości, zachowań, faktycznie możemy dać się wciągnąć do udziału w takiej gierce, do odegrania jednej lub nawet wszystkich trzech Ról z Trójkąta dramatycznego Karpmana.

 

Co należy wówczas robić ?

Przede wszystkim : zidentyfikować, gdzie w procesie się znajdujemy, w której roli. I natychmiast wyjść z Trójkąta. Zadać sobie kilka pytań : czy wiem co robię, czy wiem po co to robię, czy to co robię ma sens, czy jest to w moich kompetencjach ? Wycofać się z Trójkąta, spojrzeć szerzej na sytuacje i w razie potrzeby – poprosić o pomoc kogoś, kto ma większe kompetencje w tej dziedzinie, jeśli zależy nam na podtrzymaniu relacji.

 

Nie wiem, czy zdarzyły się Wam podobne sytuacje w relacjach z bliskimi ?
U mnie się zdarzają i naprawdę się cieszę, ze poznałam mechanizmy takiej gierki (na pewno jest ich wiele, wiele więcej) i sposoby, jak z tego wyjść, bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym, ocenie samego siebie itp.

 

Miłego dnia

 

 

5 odpowiedzi do “Wolontariat i gierki psychologiczne”

  1. Ciesze sie, ze opisalas ten mechanizm. Bylam w takim mechanizmie zarowno z jednej jak i drugiej strony.
    Dlatego nie lubie juz pomagac, ani tez otrzymywac pomocy.
    Rok temu temu poznalam przypadkiem pewna starsza i bardzo energiczna Pania. Okazalo sie, ze dosyc dobrze sie nam rozmawia, mieszkamy w bliskiej odleglosci, pochodzimy z Polski z tego samego regionu. Pani ma mloda dusze, polaczymy nas podobne zaintresowania itd.
    Z poczatku bylam przeszczesliwa, ze znalazlam kolezanke /chociaz moglaby byc moja mama/. Milo spedzalysmy czas, poznawalysmy sie i odkrywalysmy. Wychodzilysmy na rozne spotkania kulturalne itd. Wlasciwie nie wiem w ktorym momencie, zaczelo sie, ze ta przesympatyczna pani ma upiorne problemy zyciowe. Najpierw jeden problem, nastepny i nastepny. Sama zaproponowalam jej pomoc w tych sprawach, ktore ogarnialam, zaczelam sie dowiadywac tez jak pomoc jej w tych sprawach, ktorych nie ogarniam. Zaczelo sie tak, ze jeden dzien w tygodniu poswiecalam jej sprawom: chodzenie z nia po urzedach, robienie jako tlumacz, zbieranie papierow, przygotowywanie i wypisywanie, dowiadywanie sie po urzedach co by jeszcze sie jej nalezalo?! Jakby mogla ona tej Francji kawalek nieco ugryzc dla siebie. Wszystko pod katem jak jej znowu pomoc i ugasic pozar. Wychodzily wciaz to nowe problemy i katastrofy niczym jakas otwarta puszka pandory.
    Pani byla moim stalym gosciem w domu. Bylam bardzo przejeta jej zyciem i tymi wszystkimi nieszczesciami, ktore ja spotykaja. W dodatku ludzie, ktorzy jej pomagali wczesniej, jakos znikneli i zostawili ja ze sprawami niedokonczonymi.
    Na kazde jej zawolanie, bieglam aby jej pomoc. Czasem nie od razu, ale ona konsekwentnie potrafila mnie, albo dawalam sie wkrecic w kolejna jej afere, gdyz inaczej ona zginie, albo ludzie u ktorych mieszka, ja zabija. Zalatwilam jej super prace, lekka i czysta, w super atmosferze, za dobre pieniadze, z bardzo fajnymi ludzmi, ktorzy sa bezkonfliktowi i bardzo nastawieni przyjaznie. Praca marzen jak dla kogos kto jest bez jezyka, bez kwalifikacji w tym kraju i majac juz jakis tam wiek. Zalatwilam jej wszystkie papiery jakie moglam: rente francuska /zal, ze to trwalo tak dlugo, bo przeciez juz na pierwszym spotkaniu miala dostac, jak zreszta wszystko/, mieszkanie /kwestia tylko czekania, bo decyzje otrzymala pozytywna/, bilet sieciowy za grosze po Lyonie, najrozniejsze administrycayjne dokumenty. To, ze w tej relacji jest cos nie tak i ze juz nie ma smiechu, luznych rozmow, tylko, ze ja jestem jej dziewczynka na posylki i od brudnej roboty, slugusem i smieciem to mowil mi moj maz, moja przyjaciolka, ktora byla na biezaco i mnie stopowali, abym ograniczyla pomaganie jej. Bo bylam zdenerowowana po tych spotkaniach z nia, ona ciagle niezadowolona /bo przeciez mialam wszystko uruchomic od razu, a nie po iks spotkan. Pierwszy raz, gdy sie skapnelam, ze przegiela, to gdy moj maz mial ciezka operacje w szpitalu, lekarze powiedzieli, ze moze tego nie przezyc. Ona wiedziala o tym co sie dzieje i gdy jej powiedzialam o chorobie to uslyszlama taki komentarz: ojejj, moja sasiadka z Polski tez ma raka. Jak ona wyglada!!! Jakbym miala tak wygladac, to wolalabym juz nie zyc. Nastepnie, ze czekala nas ciezka operacja meza, gdzie sam lekarz operujacy sie bal i nie dawal gwarancji czy maz przezyje ja. Jej komentarz: A moj pies? Tez jest chory? Wlasnie ma lapke chora. Moj biedyny chory /srutunio/. Tylko jego mam. Moj piesek, tak sie martwie o niego…I tu pol godziny pierdu pierdu o jej psiurze. I tak za kazdym razem.
    Dotychczas robilysmy tak, ze wymienialysmy sie uslugami: ja jej administracyjnie, zas ona: jesli bedziesz cokolwiek potrzebowala przy dzieciach, popilnowac, cokolwiek, pamietaj: dzwon i ja Ci pomoge. Zawsze mozesz na mnie liczyc!
    I niedawno potrzebowalam. Tylko ja juz jej wszystko co miala do zalatwienia i potrzebowala, aby zyc spokojnie i normalnie we Francji juz otrzymala. Moje dziecko znalazlo sie w szpitalu, polknelo cos w domu i maz zawiozl je szybko do szpitala. Ja zostalam z drugim dzieckiem w domu i sie denerwowalam. Chcialam jechac do szpitala, ale bez tego drugiego dziecka /byla 21h00 i dziecko normalnie o tej porze spi. Zadzwonilam do swojej przyjaciolki, ktorej tak pomagalam: Najpierw uslyszalam smiech w sluchawce zanim cokolwiek powiedzialam. I ona, ze z kims sobie na messangerze rozmawia i stad jej wesolo. Powiedzialam w skrocie co sie stalo, czy przyjechalaby do nas i posiedziala z dzieckiem /5 min bezposrednio autobusem do nas, mieszka kolo przystanku autobusowego i autobus zatrzymuje sie 2 minuty pieszo od naszego mieszkania/, ze dziecko w szpitalu, byc moze przejdzie operacje. Nie chce brac dugiego dziecka do szpitala… Na co ona donosnym glosem, bardzo pewnym siebie: ze o dwudziestej pierwszej to ona z domu nie wychodzi i w tej chwili z kims rozmawia i po prostu nie! I wesoly rubaszny glosik.
    Dla mnie to juz byla kropla, ktora przelala kielich i zakonczyla te znajomosc. Po tej calej sytuacji zadzwonila do mnie miesiac po. Nie wiem po co w ogole odebralam?! Ani dzien dobry, ani czesc! Bo po co? I mowi tak: sluuuchaj. A co z moimi sprawami??? Pytam sie jej z jakimi sprawami? No moimi urzedowymi? Na co jej powiedzialam: wiesz, sama sie nimi zajmujesz /dodam, ze nie dostalam nigdy od niej za nic grosza za to chodzenie po urzedach. Dostalam ciastko, a pozniej juz tylko propozycje ciastek, bo mowilam, ze sie odchudzam/. I ona: no wlasnie! Nikt juz mi nie pomaga! Zostalam sama. Wiec mowie: ale mowials przeciez, ze swietnie juz rozumiesz po francusku i ze sobie sama radzisz. Mozesz poprosic o pomoc i tu powiedzialam nazwisko, bo znam osobe, ktora bierze za takie uslugi pieniadze i ona zna tego kogos. Na co ona: ale przeciez on wezmie pieniadze za to? Powiedzialam, ze wezmie, ale zalatwio ci sprawe. Na co przybiegly do mnie moje dzieci i slysze: a co taki halas u Ciebie? To Ty jestes z dziecmi??? Tak, jestem z dziecmi. I nagle w sluchawce: pippp, pip, pip. Nawet sie nie pozeganala. Zreszta po co by sie zegnala, skoro nawet sie nie przywitala?
    Tydzien temu spotkalam ja przypadkiem na ulicy. Mowie, ze sie spiesze i nie mam czasu rozmawiac. Na co ona: sluchaj, to konto bankowe, ktore mi zalozylas, to jest wszystko zle! Pytam sie co jest zle? Nooo, zamkneli mi. Jak to ci zamkneli? Bo bylo zle zalozone. A w ogole, to konto to jest do niczego. Nie potrzebuje go! Mowie jej, sluchaj: mam konto w tym samym banku od lat i nikt nie moze ci tego konta zamknac bez twojej decyzji, ani bez powiadomienia. To, ze sie nie mozesz zalogowac na nie przez internet, to byc moze zle wprowadzilas dane. Ale tylko Ty te dane posiadasz. Zakladalam Ci konto, ale Ty masz wszystkie kody dostepu i zapisywalas je w swoim zeszycie. Na co ona: a zreszta! Nie chce go. Powiedz im, zeby zamkneli to konto. Po czy po chwili: a tego maila co mi zakladalas: to juz ktos go przejal. Nie dziala! Nie moge na niego wejsc. Ktos sie wlamal. Wiec mowie: podobnie jak z kontem: tylko Ty posiadasz dane i hasla. Przykro mi, ale juz Ci w tym nie pomoge. Czesc!
    Jestem pewna, ze sieje wiesci, ze przejelam jej konto bankowe /na ktore jak sama twierdzi, nigdy nic nie wplacila, ale to nie szkodzi/. I ze weszlam na jej maila i teraz ona nie moze sie zalogowac. Mniemam, ze tak jest, bo wczesniej mi opowiadala cuda wianki o innych, ktorzy jej pomagali czy mieli stycznosc. Szkoda pisania.
    Postanowilam sobie jedno: koniec pomagania!

    1. O borze szumiacy ! Ales trafila na roszczeniowo nastawiona “Ofiare”. Wspolczuje.
      No i dziekuje za opisanie takiej sytuacji, mam nadzieje, ku przestrodze innym Czytelnikom.

      Dlatego w moim odczuciu, jesli mamy potrzebe, ochote, mozliwosci – z roznych wzgledow – lepiej jest skupic sie na pomocy “systemowej”, poprzez jakies stowarzyszenie.
      Nie dosc, ze razem mozna wiecej i tak- lepiej, mozna miec wiecej dystansu, i prawdopodobnie, gdy nasze granice wspolczucia sa przekraczane (ja bardzo przezylam kilka zgonow osob, dla ktorych robilam tlumaczenia, bo niestety, bylo ich wiecej niz cytowany pan chory na gruzlice) , w stowarzyszeniu znajduja sie osoby, ktore moga przejac paleczke.

      Pozdrawiam serdecznie !

  2. Podczytuje Cie juz pare mcy. I tematy, ktore poruszasz sa mi bliskie. Moze jestem mniej radykalna eko i wege ale wiele mamy wspolnego. Dzieki za ciekawy wpis – przypomnial mi i uswiadomil pewne niezdrowe relacje, od ktorych teraz jestem z dala. To trudna droga, kiedy bliska rodzina jest tak toksyczna, ale dystans od nich jest mi niezbedny do zycia. Teraz. Co bedzie kiedys – nie wiem. Wiem, ze przerwalam toksyczne relacje. I odpoczywam. Jeszcze nie czuje przyplywu sil ale juz nie czuje sie sciagana w dol, obciazana ponad miare. A to juz cos! Pozdrowienia!

    1. he, he 🙂 Moze masz racje, ze jestem radykalna.
      Dziekuje Issa za glos w tej sprawie.
      Tak, gierki psychologiczne moga nieswiadomie byc czescia naszego zycia i w domu i w pracy, na uczelni, w szkole i w ogole wszedzie.
      Dobrze jest byc swiadomym, ze oto bierzemy udzial w jakims przedstawieniu dramatycznym, wtedy latwiej jest zrobic krok do tylu i spojrzec szerzej na sytuacje.

  3. O tak znajomy schemat nawet jak się nie jest wolontariuszem w organizacji a np chce się coś dać komuś od serca. Na początku super. Potem się klaruje które z osób z otoczenia przyjmują to “coś ” a które potem wykorzystują to i chcą więcej i więcej albo maja postawę ” bo Ty i tak to dostałaś / nie potrzebujesz tego itd ” ( niepotrzebne skreślić ). Ah przypomniało mi się przy okazji pani od pralki ale nie będę Ci tu spamować. Są napewno dwie aplikacje we Fr i całkiem sprawnie to działa a już w większych miastach wiekszy wybór gdzie ludzie oddają różne rzeczy ( meble , w tym tez widziałam pralki , lodówki itd ) ubrania , zabawki itp. Napisze Ci potem na priv na Fb bo nie chce tu spamować nazwami bo niewiem czy chcesz. Sama dzięki jednej z tych aplikacji oddałam stolik pod kwiatka a i skorzystałam tez jak ktoś chcial coś oddać. Fajnie bo te przedmioty dostają drugie życie a w sytuacjach awaryjnych jak np przeprowadzka czy gdy nam się coś zepsuje mogą posłużyć . Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.